motyw literacki
Wzrok
88fragmentów
33lektury
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Kwiaty polskie 8 fragmentów
- Ogniem i mieczem 7 fragmentów
- Lord Jim 6 fragmentów
- Potop 6 fragmentów
- Hymny 5 fragmentów
- Konrad Wallenrod 5 fragmentów
- Klechdy polskie 4 fragmenty
- Balladyna 3 fragmenty
- Nad Niemnem 3 fragmenty
- Napój cienisty 3 fragmenty
- Nie-Boska komedia 3 fragmenty
- Pan Wołodyjowski 3 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
O, Teb starszyzno, wspólnym my tu krokiem I wspólnym wzrokiem zdążamy, bo ciemnym Za oko staje przewodnika ręka. Cóż tam nowego, Tyrezjaszu stary? Ja rzeknę, ty zaś posłuchaj wróżbiarza.
Na jednym drzewie orzeł gdy z sową nocował, Że tylko w nocy widzi, bardzo jej żałował. Dziękowała mu sowa za politowanie. Wtem, uprzedzając jeszcze zorza i świtanie, Wkradł się strzelec pod drzewo; sowa to postrzegła I do orła natychmiast z przestrogą pobiegła. Uszli śmierci; a wtenczas rzekł orzeł do sowy: «Gdybyś nie była ślepą, nie byłbym ja zdrowy».
O! nie zbliżaj się do mnie z takiemi Oczyma... Nie wiem... ja się ciebie boję. zbliża się i bierze ją za rękę I ja się boję...
Żył sobie niegdyś bardzo złośliwy czarodziej. Całą jego przyjemnością było dokuczać ludziom, czynić źle, ze wszystkiego się wyśmiewać i każdą rzecz przedstawiać z najgorszej strony. Wymyślił wreszcie i zrobił takie sztuczne zwierciadło, iż wszystkie rzeczy piękne i dobre wyglądały w nim szkaradnie, a nawet śmiesznie, ponieważ były wykrzywione, zamazane, niewyraźne — za to złe rzeczy widać w nim było doskonale.…
«Ojcu, Synowi i Duchowi chwała!» Śpiewał raj cały, pieśń co to śpiewała Tak była słodka, że mnie upajała. Zda się, widziałem tam uśmiech wszechświata, Bo upojenia mego szał uroczy Wchodził zarazem przez słuch i przez oczy. O! Wesołości wielka i bogata. O! Życie w miłość i pokój obfite, Bogactwo wiecznie bez żądzy i syte!…
Przyklękła w bruździe i cisnąc mu się do kolan, wpierała w niego oczy, przepaści ogniste, oczy modre jak niebo i jak niebo niezgłębione, oczy upojne niby całunki i niby przygarnięcia rąk umiłowanych, oczy pokuszeń i niewinnego dzieciństwa zarazem.
Pasterko, ot tam w żałobie... Wstań, bo czy mi się wydaje, Czy ty usiadłaś na grobie? Dziatki! patrzajcie, dla Boga! Wszak to zapada podłoga I blade widmo powstaje; Zwraca stopy ku pasterce I stanęło tuż przy boku. Zwraca lice ku pasterce, Białe lice i obsłony, Jako śnieg po nowym roku. Wzrok dziki i zasępiony Utopił całkiem w jej oku.
…Patrz, patrz, przyszłe wypadki i następne lata, Jak drobne ptaki, gdy orła postrzegą, Mnie, orła na niebie! Patrz, jak do ziemi przypadają, biegą, Jak się stado w piasek grzebie — Za nimi, hej, za nimi oczy me sokole, Oczy błyskawice, Za nimi szpony moje! — dostrzegę je, schwycę. Cóż to?…
Nie myśl, że ci chcę pochlebić. Czegóż bym mógł się spodziewać od ciebie, Który nic nie masz, krom rześkości ducha, Ku wyżywieniu się i ku okryciu? Któż by pochlebiał biednym! Niechaj w cukrze Smażony język liże głupią pychę, Niech się zawiasy kolan uginają Tam, gdzie łaszenie się zdobywa korzyść.…
O Głowo, owinięta cierniową koroną, Ty, co rozpierasz Swej męki ogromem pierś Konieczności! O Głowo, której źrenice, jako dwie pochodnie dogasające, płoną nad krętą, pustą, nieskończoną drogą i gasną, gasną, a zgasnąć nie mogą, zawrzyj Swe oczy nad nami, nie patrz na boleść i zbrodnię!...
— Ona nie widzi! — szepnął mecenas opuszczając binokle. W tej chwili doświadczył kłucia w oczach na samą myśl, że ktoś może wpatrywać się w słońce, które ziało żywym ogniem.
Stoi i patrzy. To na nogi własne zerknie, to na młyn spojrzenie przerzuci. Oczy mu się widać w onej przestrzeni pomiędzy bosymi stopami a popsutym młynem zbłąkały, że ich zowąd nie mógł nijak wybłąkać. Patrzał tak długo, aż się i czegoś dopatrzył. Ni mniej, ni więcej, jeno na kole młyńskim ktoś siedzi i z kolei patrzy tak samo, jakby mu się patrzeniem odwzajemniał.…
Wszyscy spojrzeli na Indianina i on spojrzał na wszystkich. Wszyscy na jego widok uczuli jakąś trwogę, ale on żadnej trwogi nie uczuł.
Nieraz go bracia zeszli niespodzianie I nadzwyczajnej dziwili się zmianie: Konrad, zbudzony, zżymał się i gniewał, Porzucał lutnię i pieśni nie śpiewał; Wymawiał głośno bezbożne wyrazy, Coś Halbanowi szeptał po kryjomu, Krzyczał na wojska, wydawał rozkazy, Straszliwie groził, nie wiadomo komu. Trwożą się bracia...…
…A co? drżysz, mój bracie? Wiesz, żem silny jak tygrys... wiesz, że w tej komnacie Jesteś sam na sam ze mną... A co? patrz mi w oczy!... Car spogląda w oczy brata... i patrzą długo na siebie, jeden drugiego chce wzrokiem przełamać... Konstanty pierwszy spuszcza oczy... i oddala się... chodzi po sali. Car uważa każde jego poruszenie i mówi do siebie... Dobrze! wyszedłem cało...…
Przez welon łez, przez szary szron, Przez mglistą gazę półwidomą Znów widzę każdy sklep i dom, I każde okno w każdym domu. Przez welon łez, przez szary szron Najbliżej do rodzinnych stron, Bo gdy tak mgliście jest, to właśnie Tęsknocie lżej, wspomnieniom jaśniej.
Powiedz nam, co się stało w tym polu czy w lesie, Że się dotąd czujemy, jakoby w bezkresie, A wyjednaj nam u kwiatów Rozszerzenie ziemskich światów Aż po owe oddale, dokąd oczom chce się...
W sali zrobił się ruch. Przybiegła zatrwożona panna Izabela, potem hrabina, wzięły prezesową pod ręce i z wolna wyprowadziły do dalszych pokojów. W jednej chwili na Wokulskiego zwróciły się wszystkie oczy. Zaczęto z cicha szeptać. Widząc, że wszyscy na niego patrzą i o nim mówią, Wokulski zmieszał się.…
Jim przeszedł w poprzek mostka, a własne kroki w tej niezmąconej ciszy doszły tak wyraźnie jego uszu, jak gdyby odbiły się echem o czuwające gwiazdy; jego oczy, błądząc po linii widnokręgu, zdawały się łakomie spoglądać w niedostępny świat, nie widząc cienia zbliżających się wypadków.
— To jest skrzynka. Baranek, o jakiego ci chodzi, znajduje się w środku. Mocno się zdziwiłem na widok rozjaśnionej twarzy mojego młodego krytyka: — Właśnie takiego chciałem! Czy twoim zdaniem ten baranek potrzebuje dużo trawy? — Dlaczego? — Dlatego, że u mnie jest tak mało miejsca... — Na pewno wystarczająco. Dałem ci malutkiego baranka. Przechylił głowę nad rysunkiem. — Nie jest znowu taki malutki... Popatrz!…
Justyna swój trudny i zawikłany wtór wykonywała z precyzją i czystością, świadczącą o znacznej muzycznej wprawie, ale nie widać było po niej najlżejszego miłego albo przykrego wrażenia. Zupełnie obojętna, trochę nawet sztywna, z twarzą, w której żaden rys ani razu nie drgnął, widocznie spełniała obowiązek swój starannie, umiejętnie, ale zimno.…
Niezbyt pewny swej jawy i ufny snom niezbyt, — Spogląda oczodołów próżnicą wierutną W obłoków napuszyście wybujały Bezbyt
O mój luby, przynoszę ci błogosławieństwo i rozkosz — chodź za mną. — O mój luby, odrzuć ziemskie łańcuchy, które cię pętają. — Ja ze świata świeżego, bez końca, bez nocy. — Jam twoja. — Najświętsza Panno, ratuj mnie! — to widmo blade, jak umarły — oczy zgasłe i głos jak skrzypienie woza, na którym trup leży. — Twe czoło jasne, twój włos kwieciem przetykany, o luba. — Całun w szmatach opada jej z ramion.…
Namiestnik osadził konia, aż kopyta wryły się w piasek gościńca, i rękę podniósł do czapki zmieszany i niewiedzący, co ma mówić: czy witać, czy o raroga się dopominać? Zmieszany był jeszcze i dlatego, że spod kuniego kapturka spojrzały nań takie oczy, jakich jak życie swoje nie widział, czarne, aksamitne, a łzawe, a mieniące się, a ogniste, przy których oczy Anusi Borzobohatej zgasłyby jak świeczki przy pochodniach.
…Żebracy nie prosili go o jałmużnę, dzieci nie pytały o godzinę, żadna kobieta, ani też żaden mężczyzna nigdy nie pytał Scrooge'a o drogę. Nawet psy ślepców zdawały się znać go i gdy widziały go nadchodzącego, wciągały swych właścicieli do sieni kamienic lub na podwórze, a potem machały ogonami, jakby chcąc powiedzieć: — Brak oka jest lepszy od złego oka, mój niewidomy panie!
Hrabia wcisnął na oczy kapelusz i wracał Tamtędy, kędy przyszedł; ale drogę skracał, Stąpając po jarzynach, kwiatach i agreście, Aż, przeskoczywszy parkan, odetchnął nareście! Przypomniał, że dziewczynie mówił o śniadaniu; Może już wszyscy wiedzą o jego spotkaniu W ogrodzie, blisko domu? może szukać wyślą? Postrzegli, że uciekał? kto wie, co pomyślą? Więc wypadało wrócić.…
…Krzysia nie mogła wyjść z podziwu, on zaś tłumaczył jej każdą rzecz i przedstawiał, a od czasu do czasu milknął i spoglądając w jej ciemnoniebieskie oczy zdawał się mówić wzrokiem: „Co znaczą te wszystkie cuda wobec ciebie, cudzie! Co znaczą te skarby wobec ciebie, skarbie!" Panna zaś rozumiała tę cichą mowę.
A gdy i to nie pomogło, musiała użyć ostatniego sposobu, to jest dać mu ssać. Muszę wyznać, że żaden widok nigdy nie sprawił mi takiej obrzydliwości, jak olbrzymia pierś tej mamki, którą nie wiem do czego mógłbym przyrównać, by dać pojęcie czytelnikowi o jej objętości, kształcie, kolorze. Wystawała na sześć stóp i musiała mieć nie mniej niż szesnaście w obwodzie.…
Po chwili poznał, że i ona równie jest czujna, choć niby na niego nie zważa. Porwała go nieprzezwyciężona chęć spojrzenia na nią, więc zaczął strzyc ukośnie oczyma, póki nie ujrzał jasnego czoła, oczu nakrytych ciemnymi rzęsami i białej, nie pomalowanej barwiczką jak u innych pań twarzy. Było zawsze w tej twarzy coś tak dla niego pociągającego, że aż serce w biednym kawalerze zadrgało z żalu i bólu.…
— A cóż takiego jest tu do powiedzenia? — rzucił K., którego już znużyło, że wzrok panny Montag był nieustannie utkwiony w jego ustach. W ten sposób rościła sobie przecież z góry prawo do władzy nad tym, co dopiero zamierzał powiedzieć.
Akte mówiła prawdę. Cezar pochylony nad stołem i zmrużywszy jedno oko, a trzymając palcami przy drugim okrągły, wypolerowany szmaragd, którym stale się posługiwał, patrzył na nich. Na chwilę wzrok jego spotkał się z oczyma Ligii i serce dziewczyny ścisnęło się przerażeniem.…
O pęknij, serce! pęknij w tym przeskoku Z bogactw do nędzy! Do więzienia, wzroku! Już ty nie zaznasz swobody uroku. Jak nas na ziemi złączył jeden ślub, Tak niech nas w ziemi złączy jeden grób.
W połowie następnej lekcji, którą odbywał wiecznie spokojny matematyk, drzwi się uchyliły i pan Majewski wpuścił do sali Waleckiego. Nieszczęsny buntownik miał twarz tak nabiegłą krwią, że wydawała się prawie czarna. Dolna warga była wysunięta jak u matki, białe zęby dolnej szczęki nakrywały wargę górną, oczy cofnęły się i skryły pod boleśnie zsuniętymi brwiami. Szedł do swego miejsca z wolna, jakby omackiem.…
Żartował, a od śmiechu trzymał się za boki, Na ślepego kompana patrząc, jednooki. Nadszedł, co krzywo patrzył: śmiał się. Nadszedł stary: I ten się śmiał włożywszy na nos okulary. Przyszedł na koniec jeden z dobrze patrzających, Żałował i wyśmianych, i wyśmiewających.
…Upadłam w kałużę I grom czerwony wyjadł z powiek oczy, Wyjadł do szczętu... Oślepłaś?... Mózg toczy Okropna ciemność. Miałam przed wieczorem Tyle światłości, że mogłam za borem Rozróżnić białe słońce od księżyca; A teraz... Błyska. Jak to? i ta błyskawica Nie świeci tobie? Wzrok ludzi nie strzeże Od Boga ręki — co mi dziś po wzroku.
Pieśni ma, tyś jest gwiazdą za granicą świata! I wzrok ziemski, do ciebie wysłany za gońca, Choć szklanne weźmie skrzydła, ciebie nie dolata, Tylko o twoję mleczną drogę się uderzy; Domyśla się, że to słońca, Lecz ich nie zliczy, nie zmierzy
Nie podnoś na mnie tej ręki! Boję się — — boję — — Sambyś się splamił, gdybyś mi wyciął policzek!... Wszak–ci nie siedzę przed królem Herodem i trzciny nie mam w dłoni ani purpury na barkach! Wszak–ci ja nie mam tych oczu, co spod przymkniętej powieki patrzą tak smutno i cicho w smutną i cichą głębinę tej naszej ludzkiej niedoli...
Stopniowo pamięć wzrokowych wrażeń poczęła zacierać się w dziewczynce. Czerwona wiśnia stała się dla niej wiśnią gładką, okrągłą i miękką, błyszczący pieniądz był twardym i dźwięcznym krążkiem, na którym znajdowały się jakieś znaki w płaskorzeźbie. Wiedziała, że pokój jest większy od niej, dom większy od pokoju, ulica od domu. Ale wszystko to jakoś — skróciło się w jej wyobraźni.
Drabina wisiała, jak poprzednio, u samego pobrzeża otworu. Znów ci była skrócona i niecałkowita. Trzy jeno stopnie widniały na niej w świetle, które od spodu resztą złotawej fali doplusnąć zdołało. Zafrasował się nieco Tajemnik niedostatkiem potrzebnych stopni i bezpowrotnością drogi przebytej. Z tęsknotą utkwił wzrokiem na pierwszym stopniu.…
Murzyn rozszerzył swoje martwe oczy i spojrzał na mnie. Zimny dreszcz przeszył mnie na wskroś od tego spojrzenia. Nie wiedziałem bowiem, czy spojrzał na mnie żywy czy umarły. Trudno mi zaś było w tej chwili zrozumieć, jak można w ten sposób patrzeć, nie będąc ani żywym, ani umarłym.
Tak na igrzysku, kiedy lwów dozorca, Sprosiwszy pany, damy, i rycerze, Rozłamie kratę żelaznego dworca, Da hasło trąbą: wtem królewskie zwierzę Grzmi z głębi piersi, strach na widzów pada; Jeden dozorca kroku nie poruszy, Spokojnie ręce na piersiach zakłada, I lwa potężnie uderzy — oczyma; Tym nieśmiertelnej talizmanem duszy Moc bezrozumną na uwięzi trzyma.
W kościele ścisk i zaduch zimny, Wyziewy nędzy; para bucha Z modlących ust i coraz mgławiej Na ołtarz patrzeć. Obłok dymny Rozsnuwa się po świętej nawie. A ona w tym tumanie płynnym Jeszcze na domiar oczy mruży... A że są popielato-mgliste, Więc gdy tak patrzy coraz dłużej, Zanurza ołtarz w sennej chmurze I widzi pole świec gwiaździste, Zagon migotem kołysany, Przez łzy mieniący się rzęsiście Łubinowymi płomykami.…
…Tymczasem Wokulski nawet nie poruszył się, tylko utopił w nim jasne spojrzenie. Śledził nieznacznie fale przebiegające po obliczu Maruszewicza, jak myśliwy śledzi ugór, po którym przebiegają płochliwe zające. Przypatrywał się młodzieńcowi i myślał: „Ach, więc to on jest tym porządnym katolikiem, którego Szlangbaum wynajmuje do licytacji za piętnaście rubelków, ale nie radzi dawać mu wadium do ręki?... Oho!...…
Oczy Jima, błąkające się po sali w chwilach milczenia, spoczęły na białym człowieku siedzącym z dala od innych, z twarzą chmurną, zmęczoną, ale oczami spokojnymi, patrzącymi prosto, ciekawie i jasno. Jim znów dał odpowiedź i miał ochotę krzyknąć: „Ale po cóż to? Po co?!..." Tupał z lekka nogą, zagryzł wargi i spojrzał w dal. Spotkał się ze wzrokiem białego człowieka.…
— Lecz oczy są ślepe. Trzeba szukać sercem.
Po rozmowie swej z Zygmuntem, blada i zmieszana, słów tych, z doskonałą galanterią wymówionych, nie usłyszała i nie spostrzegła, że do przedpokoju wbiegł za nią Różyc i razem z nią zbliżył się do wieszadeł złożonych z rogów łosich i jelenich, na których wprzódy już przygotowano rzeczy, teraz przez panią Emilię zażądane.…
Ile ciał — tyle smutków... A woda spojrzysta, By zobaczyć je do cna — ze świateł korzysta. Bada światłem, a sprawdza umówionym cieniem, Falując aż do brzegu podwodnym spojrzeniem. Ale to — nie spojrzenie! To raczej — spojrzystość, Co nie może tam dotrzeć, gdzie łka rzeczywistość. Ślepym srebrem zaledwo spojrzyścieje w światy. Srebru śni się, że szumi i polewa kwiaty.…
Pokój. — Mąż — Lekarz — Orcio. Nic mu nie pomogli — w Panu ostatnia nadzieja. — Bardzo mi zaszczytnie... Mów panu, co czujesz. — Już nie mogę ciebie, Ojcze, i tego pana rozpoznać — iskry i nicie czarne latają przed moimi oczyma, czasem z nich wydobędzie się na kształt cieniutkiego węża — i nuż robi się chmura żółta — ta chmura w górę podleci, spadnie na dół, pryśnie z niej tęcza — i to nic mnie nie boli.…
Pokazujemy 48 z 88 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.