motyw literacki
Światło
88fragmentów
34lektury
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Napój cienisty 15 fragmentów
- Potop 8 fragmentów
- Klechdy polskie 6 fragmentów
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 6 fragmentów
- Quo vadis 6 fragmentów
- Kwiaty polskie 5 fragmentów
- Chłopi, Część pierwsza - Jesień 4 fragmenty
- Kordian 3 fragmenty
- Lord Jim 3 fragmenty
- Pan Wołodyjowski 3 fragmenty
- Genesis. Księga Rodzaju. Bereszit 2 fragmenty
- Lalka 2 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Przyszedł więc dzień sybirski, a słońce nie zachodziło, lecz biegało niebem, jak koń w zawodzie z płomienistą grzywą i z białym czołem. Straszliwe światło nie kończyło się nigdy, a huk lodów był jakoby głos boży odzywający się na wysokościach do ludzi nędznych i opuszczonych.
Jak to? już dzień? Boże! Jak biała światłość... mdło mi! mdło mi! mdło mi
I wtedy jak dzban — światłem zapełnia się i szkląca przejmuje w siebie gwiazdy i biały płyn miesiąca. Przez ciała drżący pryzmat w muzyce białych iskier łasice się prześlizną jak snu puszyste listki. Oszronią się w nim niedźwiedzie, jasne od gwiazd polarnych, i myszy się strumień przewiedzie płynąc lawiną gwarną.
Słońce w pół drogi do swojego kresu, Już na sam zenit weszło południka, Pod którym święta Jeruzalem leży. Przeciwległymi noc idąca tory, Trzymając Wagę wychodzi z Gangesu, Lecz ta ku słońcu z jej rąk się wymyka: Przeto gdzie byłem, gdzie dzień błysnął biały, Ze zbytku wieku pięknej Aurory Biało-różowe jagody zżółkniały.…
Na niebo wtaczał się zza lasów księżyc w pełni i rozsrebrzał czuby drzew, i siał przez gałęzie światło na staw, i zaglądał w okna chat, co mu były naprzeciw. Psi nawet pomilkli, cichość niezgłębiona objęła wieś całą i stworzenie wszelkie.
Noce zaś tak samo były ciężkie do zniesienia, hurkotliwe, zadeszczone, a tak ciemnicami przejęte, że się już nieraz widziało, jakoby na wieki pogasły wszelkie światłości; nawet z wieczora mało w której chałupie zapalali ognie; chodzili spać o zmierzchu, tak się czas przykrzył, tyle jeno, co tam, gdzie zbierały się prządki, jaśniały szybki i brzęczały z cicha prześpiewywane Gorzkie Żale i drugie pieśnie żałosne o……
rzekł — Bóg stwarzał świat Swoją mową, uczynił to poprzez עֲשָׂרָה מַאֲמָרוֹת (asara maamarot): 'Dziesięć Wypowiedzeń', por. Pirke Awot 5:1. W opisie Stworzenia, słowo וַיֹּאמֶר (wajomer): 'rzekł', znajduje się dziewięć razy, ale wyrażenie בְּרֵאשִׁית (bereszit): 'na początku', traktowane jest jako dziesiąte wypowiedzenie, por. Rambam do Pirke Awot 5:1. Rambam, także: Majmonides, rabi Mosze ben Majmon (1135–1204).…
Zenon siedział tępo z listem Karola w ręce. Na przeciwległej ścianie, na wypłowiałych kwiatkach papierowej tapety, widział matowy, czerwony odblask słońca, poziomym promieniem wchodzącego w głąb pokoju.
Pewnej nocy nikogo nie było w kredensie. Państwo od dawna siedzieli za granicą, dom stał pustkami, więc lokaj przesiadywał na drugiej stronie u panny pokojowej. Janko, przyczajony w łopuchach, patrzył już od dawna przez otwarte szerokie drzwi na cel wszystkich swych pożądań.…
Z chałupy Gryza przeniósł wzrok na jedyną we wsi latarnię, która naprzeciw jego własnej chaty sterczała i sztucznym światłem zmierzchłe liście brzozy pobliskiej odbarwiała na zielono, złoty im odcień i blaszany pozór nadając. Widno było w przejrzystym wnętrzu tej brzozy, niby w ołtarzu bocznym, gdy pierwsze świece skróconym płomykiem jarzyć się poczynają.…
Teraz dopiero pojął Ali-Baba, skąd taka jasność panuje w jaskini. Brylanty, turkusy, topazy, korale i dukaty, rozgrzane tańcem i zabawą, iskrzyły się i płonęły oślepiającym blaskiem. Z brylantów wydobywał się blask brylantowy, z turkusów — turkusowy, z topazów — topazowy, z korali — koralowy, a z dukatów — dukatowy. I wszystkie te blaski napełniały jaskinię. Widno tu było i tęczowo, i złociście, i cudownie!…
Rzekł, spojrzał w okno i bez czucia pada. Ale nim upadł, lampę z okna ciska. Ta, trzykroć kołem obiegając błyska, Na koniec legła przed czołem Konrada; W rozlanym płynie tleje rdzeń ogniska, Lecz coraz głębiej topi się i mroczy, Wreszcie, jak gdyby dając skonu hasło, Ostatni, wielki krąg światła roztoczy I przy tym blasku widać Alfa oczy: Już pobielały — i światło zagasło.
Kordian ma piękną przyszłość, talenta, zdolności... Tak, gdy mię spalą męczarnie, To będę świecił ludziom próchnem moich kości. Talenta są to w ręku szalonych latarnie, Ze światłem idą prosto topić się do rzeki. Lepiej światło zagasić i zamknąć powieki, Albo kupić rozsądku, zimnych wyobrażeń, Zapłacić za ten towar całym skarbem marzeń...
Poezjo! jakie twoje imię? Tworząca? Cóż ty tworzysz? Siebie. Krzesiwem jesteś — ogniem — dymem — Żniwem się złocisz w samym siewie. Sypiesz się w ciemność gwiazdospadem, Więc biegnę w noc na gwiazdobranie. Nie ma ich. Tylko mi zostanie Świetlisty w oczach ślad — spadanie: Ty gwiazdą jesteś i jej śladem.…
Wszystko to roiło się między dwoma długimi ścianami kamienic pstrej barwy, nad którymi górowały wyniosłe fronty świątyń. Na obu zaś końcach ulicy, niby pilnujące miasta szyldwachy, wznosiły się dwa pomniki. Z jednej strony król Zygmunt, stojący na olbrzymiej świecy, pochylał się ku Bernardynom, widocznie pragnąc coś zakomunikować przechodniom.…
Przepłynęła między dwiema małymi wysepkami, objechała miejsce, gdzie żaglowce zarzucają kotwice, zatoczyła półkole w cieniu jakiegoś wzgórza i znalazła się obok szeregu wzdymanych wiatrem żagli. Arab, stojąc na przodzie parowca, głośno odmawiał modlitwy za podróżujących po morzu.…
Aby dać wam wyobrażenie o rozmiarach Ziemi, powiem, że przed wynalezieniem elektryczności trzeba było utrzymywać na niej istną armię czterystu sześćdziesięciu dwóch tysięcy pięciuset jedenastu latarników. Z daleka wyglądało to przepięknie. Armia ta poruszała się równo jak w balecie. Na samym początku pojawiali się latarnicy z Nowej Zelandii i Australii. Zapalali swoje latarnie, po czym szli spać.…
Płomienny uśmiech nietrwałych zórz (O, złoć się dłużej!) — umiera już. I jeszcze jedna z różowych chmur Skrajem dogasa na grzbiecie gór. I jeden jeszcze przeżyty dzień (O, złoć się dłużej!) — odchodzi w cień...
Czy widzisz tam wysoko — wysoko? — Nad ostrym szczytem widzę chmurę pochyłą, na której dogasają promienie słońca. — Znak straszny pali się na niej. — Chyba cię myli wzrok. — Milion ludu słuchało mnie przed chwilą — gdzie jest lud mój? — Słyszysz ich okrzyki — wołają ciebie — czekają na ciebie. — Plotły kobiety i dzieci, że się tak zjawić ma, lecz dopiero w ostatni dzień. — Kto?…
— Obaczcie no, waszmościowie, jako się światło miesiąca kładzie na owym wzgórzu — szeptał pan Zagłoba. — Przysiągłbyś, że dzień. Mówią, że tylko w czasie wojen bywają takie noce, aby dusze wyszłe z ciał łbów sobie nie rozbijały po ciemku o drzewa, jako wróble w stodole o krokwie, i łatwiej drogę znalazły.…
Zjawisko przybrane było w śnieżnej białości tunikę objętą świetnym pasem, połyskującym jakby tysiącem brylantów. W ręce trzymało gałązkę świeżego, zielonego ostrokrzewu, suknię zaś jego, w dziwniej sprzeczności z tym symbolem zimy, zdobiły świeże kwiaty. Lecz najdziwniejsze ze wszystkiego było to, że z wierzchołka głowy zjawiska wytryskał jasny promień światła, który rozjaśniał wszystko dokoła.…
On chrapał. Słońce w otwór, co śród okienicy Wyrżnięty był w kształt serca, wpadło do ciemnicy Słupem ognistym, prosto sennemu na czoło. On jeszcze chciał zadrzemać i kręcił się wkoło, Chroniąc się blasku.
Miało się ku zachodowi; zorze świeciły na niebie, rzucając na śnieżne przestrzenie fioletowy odblask. Na rumiane niebo weszły pierwsze gwiazdy migotliwe i księżyc się podnosił w kształcie srebrnego sierpa.
Niech we mnie Bóg rozgorze, jak słoneczny żar, Iżby mi duszę światłość żywotna poiła.
…Idziemy między wyspą Maderą a Kanaryjskimi, potem jeszcze dalej. Wiater się odmienił, weszli my na wody krążącego oceanu. Odtąd stateczny, wschodni wiater przy niebie pogodnym dozwolił nam sterować prosto po kędziorowatych falach ku Antylom. Upały nastały najstraszliwsze. Noce tylko przynosiły chwilę odetchnienia.…
— Dziwo czy co?... Toć tam zachód, a jakby słońce wschodziło? Istotnie, owo światło rosło w oczach, z punktu uczyniło się kołem, z koła koliskiem — z dala rzekłbyś, że ktoś zawiesił nad ziemią olbrzymią gwiazdę siejącą blaski niezmierne. Kmicic i jego ludzie patrzyli ze zdumieniem na owo zjawisko świetliste, drgające, promienne, nie wiedząc, co mają przed oczyma. Wtem od Kruszyny chłop nadjechał w drabinkach.…
Maria podniosła głowę znad książki. Smuga cienia leżała na jej czole i oczach i spływała wzdłuż policzka jak przejrzysty szal. Położyła ręce na grzybku, stojącym wśród pustych butelek, talerzy z niedojedzoną sałatką, brzuchatych, karmazynowych kieliszków o granatowych podstawkach.…
Dzieci utkwiły wzrok w resztce świecy i śledziły jak gasła powoli i bezlitośnie. Widziały, jak pozostał już tylko sam knot, maleńki koniuszek; widziały, jak słaby płomyczek podnosił się i opadał, aż puścił w górę ostatnią cieniutką stróżkę dymu — i wkoło zaległa straszliwa, nieprzenikniona ciemność.
Tymczasem Petroniusz siedząc przy Pomponii lubował się widokiem zachodzącego słońca, ogrodu i stojących przy sadzawce ludzi. Białe ich ubrania na ciemnym tle mirtów świeciły złotem od wieczornych blasków. Na niebie zorza poczęła zabarwiać się purpurą, fioletem i mienić się na kształt opalu. Strop nieba stał się liliowy.…
…Co za blask strzelił tam z okna! Ono jest wschodem, a Julia jest słońcem! Wnijdź, cudne słońce, zgładź zazdrosną lunę, Która aż zbladła z gniewu, że ty jesteś Od niej piękniejsza; o, jeśli zazdrosna, Nie bądź jej służką! Jej szatkę zieloną I bladą noszą jeno głupcy. Zrzuć ją! To moja pani, to moja kochanka! O! Gdyby mogła wiedzieć, czym jest dla mnie! Przemawia, chociaż nic nie mówi; cóż stąd?…
„A to co za jegomość?” „Jegomość dobrodziej. On nie tak, jak to drudzy, i gada, i chodzi”. „Jakże mówi? jak stąpa?” „Oto jak człek wielki. Skoro wyszedł z opieki jejmość rodzicielki, Zaraz znać było, jaki człowiek z niego będzie.…
Płaski krajobraz otaczało zewsząd sinawe pasmo lasu. Bliżej, na wydmuchach szarego piasku, rosły samotne chojaki, a naokół ciągnęły się nie wiedzieć do kogo należące zagony. Pastwiska porosłe „kozicą" i żółtawymi trawami, umierającymi przedwcześnie, jakby do rozwoju gałeczek zieleni w ich pędach zabrakło światła — stanowiły jedyne upiększenie Obrzydłówka.…
Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu; Patrzę w niebo, gwiazd szukam przewodniczek łodzi; Tam z dala błyszczy obłok? tam jutrzenka wschodzi? To błyszczy Dniestr, to weszła lampa Akermanu
To powiedziawszy wziął dziewczynkę za rękę i poszli ku pierwszej za Port-Saidem kanałowej przystani, za nimi zaś nadążała Murzynka Dinah, niegdyś piastunka małej Nel. Szli wałem oddzielającym wody jeziora Menzaleh od kanału, przez który przepływał w tej chwili, prowadzony przez pilota, duży parowiec angielski. Zbliżał się wieczór. Słońce stało jeszcze dość wysoko, ale przetoczyło się już na stronę jeziora.…
Słońce było już chyla tyla nad chałupami i świeciło coraz cieplej, bo z oszroniałych strzech podnosiły się opary i woda skapywała, tylko w cieniach — pod płotami w sadach, po rowach, leżał jeszcze siwy mróz; po stawie wlekły się ostatnie zrzedłe mgły i woda poczynała spod bielm wrzeć brzaskami i odbłyskiwać słońce.
I niech będą światłami na przestworze nieba, dla przyświecania ziemi!" I stało się tak. owe światła wielkie Talmud Chulin I umieścił je Bóg na przestworze nieba, dla przyświecania ziemi.
Latarnia rzucała na ziemię okręg złotawy i targała nim nieustannie na strony, jakby go z kurzu chciała otrząsnąć. Murawa w tym okręgu zieleniała po dziennemu, a jedyny i samotny rumianek zdawał się olbrzymieć niepomiernie dzięki wybujałemu cieniowi, który odeń po murawie dłużył się bez końca, jakby to czynił z myślą o innej, nieznanej nikomu, a zgoła niebotycznej roślinie.
Bóg promień duszy wcielił w nieskończone twory, Dusza się rozprysnęła na uczuć kolory, Z których pięć wzięło zmysły cielesne za sługi, Inne zagasły w nicość... ale jest świat drugi! Tam z uczuć razem zlanych wstanie anioł biały, Mniejszy może niż człowiek, atom, środek koła Rozpryśnionych promieni; ale jasny cały I plam ludzkich nie będzie na sercu anioła.…
Krwią złotej lwicy niebo broczy, Od blasku zasłaniają oczy.
Gość patrzył na obłoki, jakby dotykające wierzchołków drzew, na snopy światła, które przepływały między ciemnymi gałęźmi świerków, i było mu dobrze. Nie myślał o pannie Izabeli. Jej wizerunek, palący mu duszę, rozwiał się wobec prostych powabów natury; chore serce umilkło i pierwszy raz od dawna zaległy w nim ukojenie i cisza.
— Więc krzyków nie było. Niech i tak będzie. Ale światła! Przecież światła znikły! Nie widzieliśmy ich więcej. Gdyby były, rzuciłbym się w morze i popłynąłbym ku nim krzycząc... błagałbym, by mnie znów przyjęli na pokład... Miałbym okazję... czy wątpi pan?... A skąd pan może wiedzieć, co ja czułem?.. Jakim prawem pan wątpi?... O mało co nie zrobiłem tego... czy pan rozumie? — tu zniżył głos.…
Słońce, grzejąc zmarłego, roztrwania po trawie Złote krzty — złote supły i złotsze podłużki, A on zmysłem nicości wyczuwa jaskrawie, Jak śmierć w słońcu — w kształt nikłej maleje śmiertuszki...
On chrapał. Słońce w otwór, co śród okienicy Wyrżnięty był w kształt serca, wpadło do ciemnicy Słupem ognistym, prosto sennemu na czoło. On jeszcze chciał zadrzemać i kręcił się wkoło, Chroniąc się blasku. Nagle usłyszał stuknienie, Przebudził się: wesołe było przebudzenie.…
Tymczasem słońce poranne wstało nad step i powlokło chłodnym, bladozłotym światłem całą równinę. Pobliskie kępy rozjaśniły się wesoło, dalsze i mniej wyraźne zarysowały się wyraźniej; szron miejscami w dołach leżący począł się skrzyć migotliwie, powietrze stało się bardzo przezrocze i wzrok mógł lecieć w dal prawie bez granic.
W kaplicy panował mrok czerwony, którego nie rozpraszały zupełnie płomyki świec jarzących się przed ołtarzem. Barwne światła wpadały także przez szyby, i wszystkie one blaski czerwone, fioletowe, złote, ogniste drgały na ścianach, ślizgały się po rzeźbach, załamaniach, przedzierały się w zaciemnione głębie, wydobywając na jaw jakieś niewyraźne przedmioty pogrążone jakoby we śnie.…
Stopniowo coraz więcej ludzi przechodziło pod wyniosłym łukiem bramy, nad którą wspaniała kwadryga Lizyppa zdawała się unosić w powietrzu Apollina i Dianę. Oczy Ligii uderzył pyszny widok, o którym skromny dom Aulusa nie mógł jej dać najmniejszego pojęcia.…
padając Zabity jestem. O, jeśli masz litość, Otwórz grobowiec i złóż mnie przy Julii. umiera Stanieć się zadość. Lecz któż to jest taki? To hrabia Parys, Merkucja plemiennik! Cóż to mi w drodze prawił mój służący? Lecz wtedy moja nieprzytomna dusza Uwagi na to nie zwróciła; Parys, Mówił, podobno miał zaślubić Julię. Czy on to mówił? czy mi się to śniło?…
Rzeźwią się wiatry, dzienna wolnieje posucha, Na barki Czatyrdahu spada lampa światów, Rozbija się, rozlewa strumienie szkarłatów I gaśnie. Błędny pielgrzym ogląda się, słucha:
Pokazujemy 48 z 88 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.