motyw literacki
Kobieta
791fragmentów
76lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Lalka 99 fragmentów
- Nad Niemnem 57 fragmentów
- Pan Wołodyjowski 54 fragmenty
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 47 fragmentów
- Chłopi, Część pierwsza - Jesień 44 fragmenty
- Ludzie bezdomni 32 fragmenty
- Quo vadis 30 fragmentów
- Fraszki 28 fragmentów
- Potop 25 fragmentów
- Trzej muszkieterowie 25 fragmentów
- Cierpienia młodego Wertera 21 fragmentów
- Hymny 21 fragmentów
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
— A skąd bym ja miała wiedzieć, co on umie? Przecie ja baba, to mi do tych rzeczy nic. A co uczył się on, niby mój Antek, to wiem, że uczył się bydło paść, drwa szczypać, wodę ze studni ciągnąć i chyba już nic więcej
Biada! O rozważ, siostro, jak nam ojciec Zginął wśród sromu i pośród niesławy, Kiedy się jemu błędy ujawniły, A on się targnął na własne swe oczy; Żona i matka — dwuznaczne to miano — Splecionym węzłem swe życie ukróca; Wreszcie i bracia przy jednym dnia słońcu Godzą na siebie i morderczą ręką Jeden drugiemu śmierć srogą zadaje.…
Dobrze czyni, kto zawżdy z dobrymi obcuje; I najlepszego miejsce nieprawe zepsuje. Smutną synogarlicę na zdradnej zasadzce Złapał ptasznik przemyślny i osadził w klatce Trzy dni w mieście siedziała, czwartego uciekła; A co niegdyś powtórnych związków się wyrzekła, Śmielsza w kroku i z przeszłej śmiejąc się ofiary, Za jedną utraconą znalazła dwie pary.
„Jeszcze jedno, będzie kwita: Zaraz pęknie moc czartowska! — Patrzaj, oto jest kobiéta, Moja żoneczka, Twardowska. Ja na rok u Belzebuba Przyjmę za ciebie mieszkanie; Niech przez ten rok moja luba Z tobą jak z mężem zostanie. Przysiąż jej miłość, szacunek I posłuszeństwo bez granic; Złamiesz choć jeden warunek, Już cała ugoda na nic".…
Ktoś idzie tutaj lasem. To on! to on! mój miły. Bądź niewidomym, Skierko. Skierka odchodzi. Wchodzi na scenę Grabiec — rumiany — w ubiorze wieśniaka. Ach, cóż to za panna? Ma twarz, nogi, żołądek — lecz coś jakby szklanna. Co za dziwne stworzenie z mgły i galarety. Są ludzie, co smak czują do takiej kobiety; Ja widzę coś rybiego w tej dziwnej osobie.
Stojąc przed lustrem ciszy Barbara z rękami u włosów nalewa w szklane ciało srebrne kropelki głosu.
Dzień gasnął, wszystko, co żyje na ziemi, Ukołysane trudy i niewczasy W czarniawe nocy topiło wezgłowie; Jam się uzbrajał jeden iść w zapasy Z drogą, z rzeczami litości godnymi, Co pamięć moja bez błędu opowie. O genijuszu, bądź po mojej chęci! Ty, co pisałeś, com widział, pamięci! Tu się pokaże twoje uszlachcenie. «Poeto!» rzekłem, «wprzód osądź, czy mogę O własnej sile iść w tak wielką drogę?…
— Tym się krzywda nie stanie, bo ma ją kto strzec... — i zniżając głos do szeptu, a patrząc z ukosa na Annę, co kopała na przedzie pierwszą z kraja redlinę, szeptała Jagustynka sąsiadkom: — A pono pierwszy do obrony to ano chłop Hanki... cieka się on za Jagną kiej ten pies... — Laboga... moiściewy... cudeńka prawicie... Hale! to by już grzech i obraza boska była... — szeptały do siebie kopiąc i nie podnosząc głów.…
A Jagusię zaczęło cosik rozbierać. Serce się tłukło kiej oszalałe, paliły ją oczy, paliły usta nabrane i same ręce wyciągały się ku niemu. A chociaż się kurczyła w sobie, roztrząsał nią taki dziwny, niezmożony dygot, że wpierała się w płot bezwolnie i z taką mocą, jaże trzasnęła żerdka. Jasio wychylił głowę, popatrzył dokoła i znowu się zamodlił.…
W ten czas właśnie, na wzgórzu piaszczystym pod lasem, spod dworskich stogów łubinowych, stojących w podle szerokiej i wyboistej drogi, pokazała się stara Agata — powinowata czy krewniaczka Kłębów. Powracała ona z żebrów, na któren to chleb Jezusowy była poszła jeszcze w kopania, a teraz ci z nawrotem do Lipiec ciągnęła jako ci ptakowie, zawżdy wracający o wiośnie do gniazd swoich.…
I znowu ani słowa więcej. Jakże, któreż miało rzec pierwsze i co? — Hanka?... Kiej się bojała gęby ozewrzeć, bych te żale nabrane w serce nie lunęły z niej choćby i po niewoli! — Nie, taiła wszystko w sobie i powstrzymywała, jak mogła. Antek? Cóż miał powiedać? że mu źle? I bez tego wiadomo, a do przyjacielstwa nie był nigdy skory i do ugwarzania się, choćby i z kobietą swoją, ochoty nie miał!…
Ach, czemuż nie ma już przyjaciółki młodości mojej! Ach, ach, czemuż ją poznałem? Powinienem sobie powiedzieć: nierozsądny jesteś, szukasz, czego na ziemi znaleźć niepodobna! Posiadałem ją jednak, odczuwałem to serce, tę wielką duszę i czułem się w jej obecności czymś więcej, niż jestem, byłem bowiem wszystkim, czym zostać mogłem. O Boże! Czyż wonczas pozostała bezczynną bodaj jedna z sił duszy mojej?…
Gdy znów do murów klajstrem świeżym Przylepiać zaczną obwieszczenia, Gdy »do ludności«, »do żołnierzy« Na alarm czarny druk uderzy I byle drab, i byle szczeniak W odwieczne kłamstwo ich uwierzy, Że trzeba iść i z armat walić, Mordować, grabić, truć i palić; Gdy zaczną na tysiączną modłę Ojczyznę szarpać deklinacją I łudzić kolorowym godłem, I judzić »historyczną racją« O piędzi, chwale i rubieży, O ojcach, dziadach……
Nie lubisz umierać z głodu! Pomnisz, jak w kucyją samą, Pośród najtęższego chłodu, Stałam z dziecięciem pod bramą. Panie! wołałam ze łzami, Zlituj się nad sierotami! Mąż mój już na tamtym świecie, Córkę zabrałeś do dwora, Matka w chacie leży chora, Przy piersiach maleńkie dziecię. Panie, daj nam zapomogę, Bo dalej wyżyć nie mogę! Ale ty, panie, bez duszy!…
…A propos balsam, Bajkow! — tobie by się zdało Trochę balsamu, bo masz takie trupie ciało, A żenisz się. Czy wiecie, on ma narzeczoną; Drzwi z lewej strony odmykają się — Lokaj wchodzi — Senator pokazując drzwi Tę panienkę, tam patrzaj, białą i czerwoną.…
…Waleryjo! ty przecież spomiędzy ziemianek Zazdrości godna! Ciebie ubóstwiał kochanek, O którym inna próżno całe życie marzy, Którego rysów szuka w każdej nowej twarzy, I w każdym nowym głosie nadaremnie bada Tonu, który jej duszy brzmieniem odpowiada. Bo ich twarze tchną głazem, jak Meduzy głowa, Nad słotny deszcz jesienny zimniejsze ich słowa!…
…Lecz gdy pewnego dnia książę przyszedł do swojej willi, zastał w pokoju sypialnym piękną szesnastoletnią tancerkę fenicką, która za cały strój miała złotą obręcz na głowie i delikatny jak pajęczyna szal na ramionach. — Któż ty jesteś? — zapytał książę. — Jestem kapłanką i twoją służebnicą, a przysłał mnie pan Dagon, ażebym wypłoszyła twój gniew na niego. — Jakże potrafisz to zrobić? — O tak...…
Jesliby w moich książkach co takiego było, Czego by się przed panną czytać nie godziło, Odpuść, mój Mikołaju, bo ma być stateczny Sam poeta, rym czasem ujdzie i wszeteczny.
Uczyńmy — midrasz uczy: ponieważ człowiek jest podobny do aniołów i mogłoby to wzbudzić ich zazdrość, Bóg w Swojej skromności naradzał się tu z aniołami, i chociaż aniołowie w żaden sposób nie pomagali przy tworzeniu człowieka, została tu użyta liczba mnoga, zob. Raszi do 1:26.…
Były okropne, ale całkowicie niewinne tego, jakie są. Gdyż te twarze — pokrzywione fałdami, gorzkie, fałszywie uśmiechnięte, ironiczne albo tragiczne — nie wyrażały żadnej prawdy ich charakterów. Na przykład zawsze impertynencko uśmiechnięta pani Gieracka, przez wszystkich, jak wiadomo, pokrzywdzona, była właściwie nieśmiała i smutna — a jej uśmiech służył do podciągania opadających policzków, do ratowania małej……
Była naonczas książęciu zamężną Córa na Lidzie możnego dziedzica, Z cór nadniemeńskich pierwsza krasawica, Zwana Grażyną, czyli piękną księżną, A chociaż wiekiem od młodej jutrzenki Pod lat niewieścich schodziła południe, Oboje: dziewki i matrony wdzięki Na jednym licu zespoliła cudnie.…
Bogdaj to trwałe, zbyt wytrwałe ciało Stopniało, w lotną parę się rozwiało! Lub bogdaj Ten, tam w niebie, nie był karą Zagroził samobójcy! Boże! Boże! Jak nudnym, nędznym, lichym i jałowym Zda mi się cały obrót tego świata! To niepielony ogród, samym tylko Bujnie krzewiącym się chwastem porosły. O wstydzie! że też mogło przyjść do tego! Parę miesięcy dopiero, jak umarł!…
Płacz, matko, kochanko, przebacz, bo nie anioł, nie anioł prowadzi. Wy te same drżące u nieba, wy te same róże sadzić jak głos na grobach przyjdziecie i dłonią odgarniecie wspomnienia i liście jak włos siwiejący na płytach płaskich.
…szatańskim chichotem płoną świeże, niezwiędłe róże grzechu i winy! Na ich purpurze osiadł posępny i siny tej Konieczności cień, z której przepastnej głębiny, z łona, pełnego niweczących tchnień, nad boskiej woli złomem wyrosły zabójcze kwiaty w Pańskiego gniewu nieskończony dzień... A Ewa jasnowłosa, matka gwiazd i ziemi, upaja się ich wonią, schylona nad niemi.
To ciekawe, jak dalece kobiety nie mają poczucia rzeczywistości. Żyją we własnym świecie, który właściwie nigdy nie istniał i istnieć nie może. Jest na to o wiele za piękny, a gdyby można taki świat zbudować, rozleciałby się przed zachodem słońca. Pierwszy lepszy nieznośny fakt, z którym my mężczyźni współżyjemy zgodnie od chwili stworzenia, wyrwałby się i dałby w łeb całej historii.
Jeżeli kiedy spostrzegał ładną kobietę, zakładał binokle, aby przypatrzeć się jej. Ale że robił to flegmatycznie, więc zwykle spotykał go zawód.
Że też dotąd jeszcze babie opętanej żmudne cielsko na mrozie od kości starych, jak tynk od ściany, nie poodpadało! — pomyślał wójt, kożuch na plecach odruchem ramion poprawiając. — Wściubiła się do nieba bez pytania, jak, nie przymierzając, świnia do rozwartego na oścież kościoła. Tak jej z tym niebem do twarzy, jak diabłu z różańcem na szyi.…
— Dziewczyno szalona! — rzekł derwisz. — Nigdy jeszcze żadna kobieta nie ośmieliła się w taką podróż wyruszyć! Tysiące rycerzy zginęło tam bez wieści, a ty, dziewczyno słaba i niedoświadczona, chcesz iść w ich ślady? Niedawno poszli tam dwaj młodzieńce i już nie powrócili. — To na pewno moi bracia! — rzekła Parysada. — Daremne twe przestrogi, derwiszu. Nikt i nic nie odmieni mego postanowienia!…
…Minstrelów hymny i piękności względy Nie przemawiały do zimnego ducha. Wallenrod pochwał obojętnie słucha, Na kraśne lica pogląda z daleka, Od czarującej rozmowy ucieka. Czy był nieczułym, dumnym z przyrodzenia, Czy stał się z wiekiem — bo choć jeszcze młody, Już włos miał siwy i zwiędłe jagody, Napiętnowane starością cierpienia — Trudno odgadnąć.
Patrzę na wazon z lawy, w którym rosną kwiaty; Niegdyś ta lawa ogniem zapalona wrzała, Skoro ostygła, snycerz kształt jej nadał drogi... Świat jest nieraz snycerzem, a serce kobiety Lawą ostygłą. Wyrzut dla płci naszej srogi! Nie zasłużony wiernym sercem Wioletty...
Potem gniewała ją sukienka. — Dlaczego u was chłopcy inaczej się ubierają niż dziewczęta? To jest zupełnie dziki zwyczaj. Przez to dziewczynki u was są takie niezgrabne. Ani na drzewo nie można się wdrapać, ani przez płot przeskoczyć. Zawsze nieszczęsna sukienka plącze się i plącze. — Ależ Klu-Klu — ty chodzisz po drzewach lepiej, niż nasi wiejscy chłopcy, nie mówiąc już o Maciusiu i Stasiu. — Alboż to drzewa?…
Zbyszko jednak mógł bez kłamstwa odpowiedzieć jej, że wiele takich nie widział, gdyż od Jagienki bił po prostu blask zdrowia, młodości i siły. Stary opat nie próżno mawiał o niej, że wygląda jak na wpół kalina, wpół sosenka. Wszystko w niej było piękne: i wysmukła postawa, i szerokie ramiona, i piersi jak ze skały wykute, i czerwone usta, i modre oczki bystro patrzące.
kręte są schody, po których zbiegam do piekieł co środę. tam wiją się ciała kobiet i wabią językiem do grzechu. lecz wybiegam nagi bardziej niż one w sam środek nocy.
Czy pamiętasz, jak z tobą tańczyłem walca? Panno, madonno, legendo tych lat? Czy pamiętasz, jak ruszył świat do tańca, Świat, co w ramiona mi wpadł? Wylękniony bluźnierca, Dotulałem do serca W utajeniu kwitnące, te dwie, Unoszone gorąco, Unisono dyszące, Jak ty cała, w domysłach i mgle.…
…W roku 1870 wrócił do Warszawy z niewielkim fundusikiem. Przez pół roku szukał zajęcia, z daleka omijając handle korzenne, których po dziś dzień nienawidzi, aż nareszcie przy protekcji swego dzisiejszego dysponenta, Rzeckiego, wkręcił się do sklepu Minclowej, która akurat została wdową, i w rok potem ożenił się z babą grubo starszą od niego. — To nie było głupie — wtrącił ajent. — Zapewne.…
Tego popołudnia przybył jakiś żaglowiec pasażerski i wielka sala jadalna hotelu była prawie zapełniona ludźmi mającymi w kieszeniach bilety na podróż dookoła świata za sto funtów. Były tam pary małżeńskie, najwidoczniej znudzone sobą już w połowie podróży; były tam tworzące jedno towarzystwo bardziej lub mniej liczne grupy i ludzie samotni, jedzący uroczyście lub ucztujący głośno — wszyscy rozmawiali, żartowali lub……
W zakątku tworzącym jakby niewielką izbę, oświetloną jednym oknem, stoi na niewysokim piedestale tors białej Afrodyty. Sznur owinięty czerwonym pluszem nikomu do niej przystępu nie daje. Judym widział już był ten cenny posąg, ale nie zwracał nań uwagi, jak na wszelkie w ogóle dzieła sztuki. Teraz zdobywszy w cieniu pod ścianą wygodną ławeczkę jął dla zabicia czasu patrzeć w oblicze marmurowej piękności.…
Ródź tylko synów! Twój hart nieugięty Mężów jedynie powinien kształtować!
Już wkrótce zaczęła go dręczyć swoją trochę humorzastą próżnością. Na przykład pewnego dnia, mówiąc o swoich czterech kolcach, zawołała: — Niech no tylko przyjdą tu tygrysy z pazurami! — Na mojej planecie nie ma tygrysów — zaoponował Mały Książę — a poza tym tygrysy nie jedzą trawy. — Ja nie jestem trawą — odpowiedziała słodko. — Przepraszam bardzo... — Zupełnie nie boję się tygrysów, ale nie znoszę przeciągów.…
…Słychać za kulisami szłapanie pantofli. Z lewej (sypialnia małżeńska) wchodzi Dulska w stroju niedbałym. Papiloty — z tyłu cienki kosmyk — kaftanik biały wątpliwej czystości — halka włóczkowa krótka, poddarta na brzuchu. Idzie, mrucząc — świeca w ręku. Stawia świecę na stole — idzie do kuchni. Kucharka! Hanka! wstawać!... Mruczenie w kuchni. Co? jeszcze czas? Księżniczki! Nie z waszym nosem, a już wstałam...…
Wśród tej wesołej przyrody ludzie dziś także byli weseli; mnóstwo ich ciągnęło po drogach i miedzach. Gromadami na drogach, a sznurami na miedzach szły wiejskie kobiety, których głowy ubrane w czerwone i żółte chusty tworzyły nad zbożami korowody żywych piwonii i słoneczników. Od tych gromad lały się i płynęły po łanach strumienie różnych głosów.…
W drzwi uderzył oburącz. W drzwi, na pewno w drzwi! Ktokolwiek w drzwi kołacze — niech wejdzie i kocha! Kurjanna, jak Kurjanna... Śni raczej, niż drwi... Na barłogu — od środka Patrzy duża i słodka, — Lgnie do niej ufna ciału koszula — ciasnocha.
Będę wierną żoną tobie, jako matka mówiła, jako serce mówi. — Ale tyle ludzi jest tutaj — tak gorąco i huczno. —
Jest żniwo, to na miedzy taki sobie siądzie i buja dziecko w płachcie, u gałęzi wierzbowej uwiązanej, żeby dobrze spało, a matce, zgiętej z sierpem na zagonie, w pracy nie wadziło.
Wszytkom ja to widziała jako we zwierciedle, Że z korzyści swej nie miał długo się weselić Bezecny Aleksander, ale mu w czas mieli I dobrą myśl przekazić przeważni Grekowie. Więc on, jako drapieżny wilk rozbiwszy stado, Co nadalej uciekał, a oni zaś, jako Pasterze ze psy za nim. I ledwe do tego Nie przyjdzie, że wilk owcę na ostatek musi Porzucić, a sam gdzie w las sromotnie uciecze.…
„Przybywszy nad brzeg morza łódź tam zostawioną Spychamy najpierw z brzegu w boską otchłań słoną. Maszt dźwignion już białymi odął się żaglami, Więc owce na łódź bierzem, a nareszcie sami Wsiadamy; zasmuceni lejem łzy żałoby. Wtem od lądu na okręt nasz błękitnodzioby Kirka wiatr nam nasłała; żagle już nadyma Ten przewodnik żeglugi, jak lepszego nie ma.…
Namiestnik osadził konia, aż kopyta wryły się w piasek gościńca, i rękę podniósł do czapki zmieszany i niewiedzący, co ma mówić: czy witać, czy o raroga się dopominać? Zmieszany był jeszcze i dlatego, że spod kuniego kapturka spojrzały nań takie oczy, jakich jak życie swoje nie widział, czarne, aksamitne, a łzawe, a mieniące się, a ogniste, przy których oczy Anusi Borzobohatej zgasłyby jak świeczki przy pochodniach.…
Błogosławione niech będą kobiety: one nic nie czynią połowicznie i zawsze biorą rzeczy na serio.
Pokazujemy 48 z 791 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.