motyw literacki
Oko
92fragmenty
33lektury
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Hymny 11 fragmentów
- Dziady, część III 6 fragmentów
- Lord Jim 6 fragmentów
- Potop 6 fragmentów
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 5 fragmentów
- Quo vadis 5 fragmentów
- Klechdy polskie 4 fragmenty
- Konrad Wallenrod 4 fragmenty
- Nad Niemnem 4 fragmenty
- Napój cienisty 4 fragmenty
- Ogniem i mieczem 4 fragmenty
- Pan Wołodyjowski 4 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
O, Teb starszyzno, wspólnym my tu krokiem I wspólnym wzrokiem zdążamy, bo ciemnym Za oko staje przewodnika ręka. Cóż tam nowego, Tyrezjaszu stary? Ja rzeknę, ty zaś posłuchaj wróżbiarza.
Zamiast jednego lustra, były ich teraz miliony; rozproszyły się wszędzie, a w każdym najmniejszym kawałeczku, choćby drobnym jak ziarnko piasku, widać było świat cały szkaradny, śmieszny, wykrzywiony. Jeżeli taki proszek wpadł komu do oka, to człowiek ten wszystko już widział zmienione i nie mógł dostrzec koło siebie nic dobrego, nic pięknego!…
I powleczem korowód, smęcąc ujęte snem grody, W bramy bijąc urnami, gwizdając w szczerby toporów, Aż się mury Jerycha porozwalają jak kłody, Serca zmdlałe ocucą, pleśń z oczu zgarną narody.
Ile od świtu do godziny trzeciej Upłynie czasu, nim sfera obleci Jak żywe dziecko zawsze igrająca; Snadź tyle czasu zostało dla słońca Ubiec nad czyśćcem kres dziennego toru: Tu była północ, tam gwiazda wieczoru. Promienie na nas w samą twarz padały, Bośmy obeszli krąg góry obwodu, Kierując nasze kroki do zachodu.…
Przyklękła w bruździe i cisnąc mu się do kolan, wpierała w niego oczy, przepaści ogniste, oczy modre jak niebo i jak niebo niezgłębione, oczy upojne niby całunki i niby przygarnięcia rąk umiłowanych, oczy pokuszeń i niewinnego dzieciństwa zarazem.
Wszelki duch! jakaż potwora! Widzicie w oknie upiora? Jak kość na polu wybladły; Patrzcie! patrzcie, jakie lice! W gębie dym i błyskawice, Oczy na głowę wysiadły, Świecą jak węgle w popiele.
patrząc na Konrada Bracia! duch jego uszedł i błądzi daleko: Jeszcze nie wrócił — może przyszłość w gwiazdach czyta, Może się tam z duchami znajomymi wita, I one mu powiedzą, czego z gwiazd docieką. Jak dziwne oczy — błyszczy ogień pod powieką, A oko nic nie mówi i o nic nie pyta; Duszy teraz w nich nie ma; błyszczą jak ogniska Zostawione od wojska, które w nocy cieniu Na daleką wyprawę ruszyło w milczeniu — Nim……
…Zda mi się, że go widzę. Gdzie?! Przed duszy Mojej oczyma.
O Głowo, owinięta cierniową koroną, Ty, co rozpierasz Swej męki ogromem pierś Konieczności! O Głowo, której źrenice, jako dwie pochodnie dogasające, płoną nad krętą, pustą, nieskończoną drogą i gasną, gasną, a zgasnąć nie mogą, zawrzyj Swe oczy nad nami, nie patrz na boleść i zbrodnię!...
Inni wodzowie, liczne sprawujący ludy, W słodkim spoczynku dzienne utopili trudy. Sam Atryd, co powszechny trzymał rząd nad Greki, Tysiączne ważąc myśli, nie zamknął powieki... Gdy na obóz trojański rzuci oczy drżące, Trwożą go zapalonych płomieni tysiące, Przeraża głos piszczałek i mężów wołanie.…
Dziura tymczasem po jeziorze bacznie się rozejrzał. Zmieniło się tak, że go nie poznał i do dawnego w żaden sposób pamięcią dopasować nie mógł. Poszerzyło się i wydłużyło, i rozlało hen — bez krańców, niby morze. Gdziekolwiek okiem wprawnym rzucił — nieskończoność wodna, jakby nic na świecie prócz tego jeziora nigdy nie istniało.…
— Nie, nie! — zawołała księżniczka, załamując dłonie. — Nie odjeżdżaj i nie zostawiaj mnie samej, bo będę płakała po całych dniach i nocach. A mówiła mi jedna z moich służebnic, że kto długo płacze, ten może zupełnie wypłakać oczy, aż mu te oczy razem ze łzami wypłyną. I nie będzie miał oczu, i stanie się ślepy. Jeśli nie chcesz, żebym od łez oślepła, musisz jeszcze jeden miesiąc zostać w moim pałacu
Tak na igrzysku, kiedy lwów dozorca, Sprosiwszy pany, damy, i rycerze, Rozłamie kratę żelaznego dworca, Da hasło trąbą: wtem królewskie zwierzę Grzmi z głębi piersi, strach na widzów pada; Jeden dozorca kroku nie poruszy, Spokojnie ręce na piersiach zakłada, I lwa potężnie uderzy — oczyma; Tym nieśmiertelnej talizmanem duszy Moc bezrozumną na uwięzi trzyma.
Boże! jak ten stary Rósł zapałem w olbrzyma; lecz ja nie mam wiary, Gdzie ludzie oddychają, ja oddech utracam. Z wyniosłych myśli ludzkich niedowiarka okiem Wsteczną drogą do źródła mętnego powracam.
— Jużci lepsza, przeto jej nie tracę. Tak... Żywie nadzieja, chociaż serce i trwogi niepróżne... Najgorzej, że sam Jurand, byle jej imię wspomnieć, zaraz ku niebiosom palce prostuje, jakby ją tam już widział. — Jakoże ją może widzieć, oczu stradawszy? A ksiądz począł mówić na wpół do Czecha, na wpół do siebie: — Bywa tak, że gdy komu ziemskie oczy zagasną, ten właśnie widzi to, czego inni dojrzeć nie potrafią.
Jak działo ducha zenitowe Wyrzuca ksiądz w Błękitne Tam Pociski modłów, próśb, dziękczynień, A z nimi — siebie i świątynię, I z całą Polską w niebo płynie Za rakietami rąk i zdań! Ale raz po raz z drogi zboczy, Gdy nieodstępnie patrzą nań Zmrużone, ćmiące, mądre oczy.…
…Psy, poległe nad potokiem, Poglądały ludzkim wzrokiem, I wzrok ludzki był w gwiazdach i w tym ślepym drzewie. A zasię w naszych oczach były gwiezdne znaki, I nie mogliśmy poznać, gdzie ludzie, gdzie maki.
W sercu gotowała mu się głucha wściekłość. Czuł, że jego ręce stają się jak żelazne sztaby, a ciało nabiera tak dziwnej tęgości, że chyba nie ma kuli, która by uderzywszy go nie odskoczyła. Przemknął mu przez głowę wyraz: śmierć, i na chwilę uśmiechnął się. Wiedział, że śmierć nie rzuca się na odważnych; staje tylko naprzeciw nich jak zły pies i patrzy zielonymi oczyma: czy nie zmrużą powieki?
Przepłynęła między dwiema małymi wysepkami, objechała miejsce, gdzie żaglowce zarzucają kotwice, zatoczyła półkole w cieniu jakiegoś wzgórza i znalazła się obok szeregu wzdymanych wiatrem żagli. Arab, stojąc na przodzie parowca, głośno odmawiał modlitwy za podróżujących po morzu.…
Ja... podpatrzyłam. Niechcący! Jak Bozię kocham. Ja zaraz potem oczy zamknęłam. Lepiej było przedtem. Cóżeś widziała? Ciociu! oni się muszą pobrać... Oni się już całują! śmieje się No, skoro się już całują... Tak, tak. Ja odkąd to zobaczyłam, to sypiać nie mogę już zupełnie. Co sobie przypomnę, to mną coś tak dziwnie zatarga. I płakać mi się chce, i smutno, i miło... Ale to ja.…
Kobieta z chustką była niezwykle wysoka, a wysokość tę zwiększała jeszcze chudość jej ciała, które przecież posiadało szkielet tak rozrosły i silny, że pomimo chudości ramiona jej były szerokie i wydawałyby się bardzo silne, gdyby nie małe przygarbienie pleców i karku objawiające trochę znużenia i starości, gdyby także nie ostre kości łopatek podnoszące w dwu miejscach staroświecką mantylę z długimi, co chwilę……
W gęstwinie — cieniścieje bezludzie i lśni tam Zejście nieba na ziemię do drzew na uboczu, — A ja patrzę w mrok jego spustoszałych oczu I nie pytam już o nic... Już o nic nie pytam...
Nie ma nadziei. — Sam Pan Hrabia przypatrz się źrzenicy — nieczuła na światło — osłabienie zupełne nerwu optycznego. — Mgłą zachodzi mi wszystko — wszystko. — Prawda — rozwarta — Szara — bez życia. — Kiedy spuszczę powieki, więcej widzę niż z otwartymi oczyma. — Myśl w nim ciało przepsuła — należy się bać katalepsji.…
Namiestnik osadził konia, aż kopyta wryły się w piasek gościńca, i rękę podniósł do czapki zmieszany i niewiedzący, co ma mówić: czy witać, czy o raroga się dopominać? Zmieszany był jeszcze i dlatego, że spod kuniego kapturka spojrzały nań takie oczy, jakich jak życie swoje nie widział, czarne, aksamitne, a łzawe, a mieniące się, a ogniste, przy których oczy Anusi Borzobohatej zgasłyby jak świeczki przy pochodniach.…
Właśnie wtenczas myśliwi smycze zatrzymali, I wszyscy nieruchomi w miejscach swoich stali; Jeden drugiemu ręką dawał znak milczenia, A wszyscy obrócili oczy do kamienia, Nad którym stał pan Sędzia. On zwierza obaczył I rąk skinieniem swoje rozkazy tłumaczył. Pojęli wszyscy: stoją, a środkiem po roli Asesor i pan Rejent kłusują powoli. Tadeusz, będąc bliższy, obydwu wyprzedził, Stanął obok Sędziego i oczyma śledził.…
— Jędrek, czy ty pamiętasz, ileśmy mu winni? — Jeśli zapomnę, to od psa oczu pożyczę, bo swoimi nie będę śmiał na uczciwego człeka spojrzeć!
Podskarbi był tegoż zdania. Pokazał, do jakiego stanu przez wydatki na utrzymanie ciebie przyszedł skarb cesarski, który się wkrótce do szczętu wyniszczy; dodał, że poddany przez sekretarza stanu sposób wyłupienia ci oczu nie tylko z tego złego nie uleczy, ale je jeszcze podług wszelkiego podobieństwa powiększy, jak się pokazuje z doświadczenia oślepionego ptactwa, które potem jeszcze więcej jada i prędzej się tuczy
— Brat twój umarł tak młodo w sprzeczce ze mną... Tamten, generał, zginął, ledwie się do niego zbliżyłem i ledwiem poznał jego duszę. Nawet ciała jego nie znalazłem. Nawet szczątków. Krew zmoczyła spłacheć piasku Sahary — i po wszystkim. Kwiat na tym miejscu nie wyrośnie, gdzie zgasły oczy króla w rodzie ludzkim...
Po chwili poznał, że i ona równie jest czujna, choć niby na niego nie zważa. Porwała go nieprzezwyciężona chęć spojrzenia na nią, więc zaczął strzyc ukośnie oczyma, póki nie ujrzał jasnego czoła, oczu nakrytych ciemnymi rzęsami i białej, nie pomalowanej barwiczką jak u innych pań twarzy. Było zawsze w tej twarzy coś tak dla niego pociągającego, że aż serce w biednym kawalerze zadrgało z żalu i bólu.…
Akte mówiła prawdę. Cezar pochylony nad stołem i zmrużywszy jedno oko, a trzymając palcami przy drugim okrągły, wypolerowany szmaragd, którym stale się posługiwał, patrzył na nich. Na chwilę wzrok jego spotkał się z oczyma Ligii i serce dziewczyny ścisnęło się przerażeniem.…
Lecz cicho! Co za blask strzelił tam z okna! Ono jest wschodem, a Julia jest słońcem! Wnijdź, cudne słońce, zgładź zazdrosną lunę, Która aż zbladła z gniewu, że ty jesteś Od niej piękniejsza; o, jeśli zazdrosna, Nie bądź jej służką! Jej szatkę zieloną I bladą noszą jeno głupcy. Zrzuć ją! To moja pani, to moja kochanka! O! Gdyby mogła wiedzieć, czym jest dla mnie! Przemawia, chociaż nic nie mówi; cóż stąd?…
Częste rewizje, a szczególniej nagłe a niespodziewane wizyty, trwoga oczekiwania, niepokój, że ktoś podsłuchuje, źle oddziaływały na umoralnianą młodzież pod rozmaitymi względami. Pobyt w szkole był dla wszystkich mieszkających na stancjach pobytem w więzieniu.…
— Mają oczy — zawołała milady — a nie będą widzieli, mają uszy, a nie będą słyszeli!
— Aj! — zawołał Kaj nagle. — Coś mnie ukłuło w serce! Coś mi do oka wpadło! — Może ukłuł cię kolec róży? — rzekła troskliwie Gerda. — Czekaj, zobaczę, co ci wpadło w oko! Nic — nic nie ma. — Pewno już wyleciało — rzekł Kaj niecierpliwie i odsunął się od dziewczynki. Niestety, nie wyleciało.…
Wznoszę się! lecę! tam, na szczyt opoki — Już nad plemieniem człowieczem, Między proroki. Stąd ja przyszłości brudne obłoki Rozcinam moją źrenicą jak mieczem
Nie myśl, że ci chcę pochlebić. Czegóż bym mógł się spodziewać od ciebie, Który nic nie masz, krom rześkości ducha, Ku wyżywieniu się i ku okryciu? Któż by pochlebiał biednym! Niechaj w cukrze Smażony język liże głupią pychę, Niech się zawiasy kolan uginają Tam, gdzie łaszenie się zdobywa korzyść.…
Ten upada, ten się broni, temu dłoń ścisnęła krtań, ten się w swojego brata paznokciami wrył, a tamten zęby szczerzy, poszarpawszy ramię, a ten olbrzyma ręką pochwycił dwie nogi i rozdarł na dwie szczypy tułów Heraklowy i w ciemną rzucił bezdeń, w Sądu straszną noc...…
— Płakałam — rzekła tymczasem Majka, rozszerzając oczy, jakby chciała mu w całej pełni pokazać źródła tego płaczu. — Nie miałam kogo posłać do ciebie z wiadomością o łzach nieustannych, więc posłałam warkocz własny, aleś go odepchnął. — Na głowie nieźle on wygląda — zauważył Dziura w odpowiedzi — ale gdy w chacie na podłodze się zazłoci, trudno się doń nawet bezżennemu człekowi przyzwyczaić. Majka westchnęła.…
«Skądże — pomyślał Kiejstut — nagła w mej córce odmiana, Gdzie jej dawna wesołość, gdzie jej dziecinne rozrywki? W święto wszystkie dziewice idą zabawiać się tańcem, Ona siedzi samotna albo z Walterem rozmawia. W dzień powszedni dziewice trudnią się igłą lub krośną, Jej z rąk igła wypada, nici plątają się w krośnach, Sama nie widzi, co robi, wszyscy mi to powiadają.…
Szekspirze! duchu! zbudowałeś górę Większą od góry, którą Bóg postawił. Boś ty ślepemu o przepaści prawił, Z nieskończonością zbliżyłeś twór ziemi. Wolałbym ciemną mieć na oczach chmurę I patrzeć na świat oczyma twojemi.
Ale zdarzyło się, że miałem znajomego w szpitalu i poszedłem odwiedzić go na dzień przed rozpoczęciem rozprawy sądowej i ujrzałem tego chłopaka leżącego na łóżku z ręką ujętą w łupki na oddziale dla białych. Ku wielkiemu memu zdziwieniu i tamta druga osobistość z obwisłymi wąsami znalazła się tutaj również.…
…Wśród śmiałej twarzy szare jej oczy wydawały się teraz prawie czarne i w twarz Kirły cisnęły płomienie gniewu. Na nikogo z obecnych nie spojrzawszy zwróciła się ku otwartym drzwiom salonu i zawołała głośno: — Mars! Mars! Na to wołanie zjawił się w progu pies myśliwski, ulubieniec pana domu, wielki, czarny ponter. Kobieta krótkim gestem wskazała go Kirle.…
Gdy domdlewasz na łożu, całowana przeze mnie, Chcę cię posiąść na zawsze, lecz daremnie, daremnie! Już ty właśnie — nie moja, już nie widzisz mnie wcale: Oczy mgłą ci zachodzą, ślepną w szczęściu i szale! Zapodziewasz się nagle w swoim własnym pomroczu, Mam twe ciało posłuszne, ale ciało — bez oczu!... Zapodziewasz się nagle w niewiadomej otchłani, Gdziem nie bywał, nie śniwał, choć kochałem cię dla niej!...
Czy widzisz tam wysoko — wysoko? — Nad ostrym szczytem widzę chmurę pochyłą, na której dogasają promienie słońca. — Znak straszny pali się na niej. — Chyba cię myli wzrok. — Milion ludu słuchało mnie przed chwilą — gdzie jest lud mój? — Słyszysz ich okrzyki — wołają ciebie — czekają na ciebie. — Plotły kobiety i dzieci, że się tak zjawić ma, lecz dopiero w ostatni dzień. — Kto?…
Przy świetle księżyca ujrzał dwoje oczu, które patrzyły na niego zuchwale, wyzywająco i szyderczo zarazem. Straszne te oczy świeciły jak ślepie wilka w ciemnym borze. „Co, u kaduka? — pomyślał namiestnik. — Bies czy co?". I z kolei zajrzawszy z bliska w te pałające źrenice, spytał: — A czego to waść tak koniem najeżdżasz i oczyma we mnie wiercisz?…
On chrapał. Słońce w otwór, co śród okienicy Wyrżnięty był w kształt serca, wpadło do ciemnicy Słupem ognistym, prosto sennemu na czoło. On jeszcze chciał zadrzemać i kręcił się wkoło, Chroniąc się blasku. Nagle usłyszał stuknienie, Przebudził się: wesołe było przebudzenie.…
…Krzysia nie mogła wyjść z podziwu, on zaś tłumaczył jej każdą rzecz i przedstawiał, a od czasu do czasu milknął i spoglądając w jej ciemnoniebieskie oczy zdawał się mówić wzrokiem: „Co znaczą te wszystkie cuda wobec ciebie, cudzie! Co znaczą te skarby wobec ciebie, skarbie!" Panna zaś rozumiała tę cichą mowę.
Był tam jeden człowiek ślepy od narodzenia, który miał pod sobą wielu uczniów tak samo ślepych jak i on. Bawili się oni robieniem farb dla malarzy. Nauczyciel ten uczył ich rozpoznawać farby przez dotykanie i węch. Byłem tak nieszczęśliwy, żem ich znalazł nie bardzo w tej umiejętności doskonałych, i sam ich nauczyciel, jak można sądzić, nie był doskonalszy od nich.…
Pokazujemy 48 z 92 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.