motyw literacki
Strach
212fragmentów
51lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Quo vadis 21 fragmentów
- Pożegnanie z Marią 17 fragmentów
- Lord Jim 13 fragmentów
- Rok 1984 12 fragmentów
- Balladyna 10 fragmentów
- Chłopi, Część druga - Zima 8 fragmentów
- Klechdy sezamowe 8 fragmentów
- Krzyżacy 8 fragmentów
- Boska Komedia 7 fragmentów
- Dziady, część III 7 fragmentów
- Klechdy polskie 6 fragmentów
- Napój cienisty 6 fragmentów
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
I tłumy stały w milczeniu pod krzyżami, czekając, co się stanie, i tak je noc zastała na śniegu, a była wielka ciemność i okropne milczenie. Aż o północy zorza borealna rozciągnęła się na całéj niebios połowicy i ogniste wystrzeliły z niéj miecze; a wszystko stało się czerwone i te krzyże z męczennikami. Wtenczas strach jakiś ogarnął tłumy i rzekły: źle czynimy!…
Ale nie zdradzaj twej myśli nikomu, Kryj twe zamiary, ja też je zataję. O nie! Mów głośno, bo ciężkie ty kaźnie Ściągnąć byś mogła milczeniem na siebie.
Maryla słodkie miłości wyrazy Dzieliła skąpo w rachubie: Choć jej kto kocham mówił po sto razy Nie rzekła nawet i lubię. Za to więc w Rucie, pod północną chwilę, Kiedy się wszyscy spać kładą, Ja na dobranoc żegnając Marylę, Taką straszyłem balladą.
O! nie zbliżaj się do mnie z takiemi Oczyma... Nie wiem... ja się ciebie boję. zbliża się i bierze ją za rękę I ja się boję...
Nie jestem jednak zmienny, więc gdy raz zdecydowałem się wejść pomiędzy ludzi jako istota im równa, nie chciałem zrzekać się tego zamiaru. Widziałem i wiedziałem teraz wszystko, co się dzieje na świecie, więc mogłem z wiedzy tej korzystać. Gdybym zaczął wydawać pismo, byłbym się stał bogaczem w mgnieniu oka, bo wszyscy rozchwytaliby je na wyścigi, ażeby poznać tajemnice bliźnich.…
Huk tak potężny sen mi spłoszył z powiek, Chwiałem się cały z wrażeniem niemiłem, Jak nagle ze snu przebudzony człowiek. Wstałem i we śnie wypoczętym okiem Wodziłem wkoło, badając, gdzie byłem. Byłem nad brzegiem otchłani boleści, Z której bez końca zgiełk zmieszanej treści Huczał jękami, westchnieniem głębokiem, Jako huk grzmotów daleki i długi.…
Naczelnik, nie mogąc się doczekać cichości, zakrzyczał zgniewany: — Cicho tam! Dosyć tej narady! Milczeć, kiedy ja mówię, i słuchać. Szkołę uchwalcie. Ścichło, jakby makiem posiał. Strach padł na wszystkie, mróz przeszedł kości, że stali jakby podrętwieli, spozierając po sobie niemo i bezradnie — ani w myślach postały sprzeciwy, gdyż on stał groźnie, tocząc oczami po wylękłych twarzach.…
…Tereska, opamiętaj się, miejże rozum, ozorów złych nie utniesz... Jasiek wróci, to się i tak dowie. Pomiarkuj, parobek na miesiąc, a mąż na całe życie! Dobrze ci radzę. — Co wy powiedacie? Co? — bełkotała, niby nie rozumiejąc. — Nie udawaj głupiej, wszyscy wiedzą o was. Mateusza odpraw, póki czas, to Jasiek nie uwierzy. Stęsknił się do ciebie, łacno wmówisz, co ino zechcesz.…
— jeszcze noce były jesienne; oślepłe, głuche, zamętne, a pełne strzępów mgieł i brzasków gwiazd pomarłych — rozgniłe noce dygotliwego milczenia, przenikniętego zduszonym krzykiem trwogi; pełne wzdychów bolesnych, szamotań, nagłych cichości, wycia psów, targań marznących drzewin, żałosnych głosów ptactwa szukającego schronisk, strasznych wołań pustek i rozstajów zgubionych w ciemnicy, łopotów jakichś lotów, cieniów……
Zagramy w liczby! — powiedziała Lota. — Proszę uważać! Będę obchodzić wszystkich od prawej strony ku lewej, a państwo musicie „wymieniać tę liczbę, która na każdego przypadnie. Tak będzie szło w kółko, aż do tysiąca, ale prędko, piorunem. Kto się zawaha, albo zmyli, dostanie po buzi. Wszyscy się rozbawili. Szła prędko z wyciągniętą ręką.…
Od dawna słyszałem O jakimś w Wilnie śledztwie; dom mój blisko drogi. Widać było kibitki latające czwałem I co noc nas przerażał poczty dźwięk złowrogi. Nieraz gdyśmy wieczorem do stołu zasiedli I ktoś żartem uderzył w szklankę noża trzonkiem, Drżały kobiety nasze, staruszkowie bledli, Myśląc, że już zajeżdża feldjeger ze dzwonkiem.
Powoli szła po schodach, by jeszcze odwlec tę chwilę — chwilę „szczęścia", skoro go przecież kochała. Na pierwszym piętrze przed drzwiami przystanęła, serce jej biło głucho i mocno nie ze wzruszenia, tylko z trwogi. Taka była ta miłość.
«Obyśmy drugie tyle zmian luny i słońca Zliczyli, nim miłości dożyjemy końca! Lecz ach! już od pewnego czasu niezbadana W zdrowiu, w humorze twoim, panie, zaszła zmiana. Lękam się... niechaj jednak te niewieście trwogi Nie przyczyniająć cierpień, o mężu mój drogi. Obawy u płci naszej z miłości się rodzą Jak ta lub nie istnieją, lub miarę przechodzą.
Ten upada, ten się broni, temu dłoń ścisnęła krtań, ten się w swojego brata paznokciami wrył, a tamten zęby szczerzy, poszarpawszy ramię, a ten olbrzyma ręką pochwycił dwie nogi i rozdarł na dwie szczypy tułów Heraklowy i w ciemną rzucił bezdeń, w Sądu straszną noc...…
W złotym Zeusa domu wspartym na obłokach Zebrane radzą bogi o wiecznych wyrokach; Przypijają czaszami, nektar Hebe toczy, A na trojańskie mury obrócili oczy. Wtedy Kronid, by dumną swą żonę rozdąsać, Chytre czyniąc docinki, zaczął ją przekąsać: — «Dwie boginie Menelaj na swej liczy stronie, Ma pomoc i w Palladzie, i w mej wzniosłej żonie, Lecz je bawią Olimpu rozkoszne pałace, I tylko na rycerskie jego patrzą prace……
Dostałem nominację, oczywiście, i dostałem ją bardzo prędko. Zdaje się, że towarzystwo dowiedziało się o śmierci jednego z kapitanów, który został zabity w bójce z krajowcami. To było moje szczęście i tym bardziej zachciało mi się jechać. Dopiero w długie miesiące potem, gdym usiłował odzyskać ciało owego kapitana, dowiedziałem się, że źródłem kłótni było nieporozumienie co do kur. Tak, dwóch czarnych kur.…
Zmiarkował zaraz Tajemnik, że z diabłem ma sam na sam do czynienia, ale strachu nie doznał. Piórkowski skłonił się i dłoń na powitanie wyciągnął. Dłoń z pozoru ludzka, lecz nazbyt kosmata. Namyślił się Tajemnik i po żmudnym namyśle dłoń podaną uścisnął, aby diabła bez potrzeby nie urazić. Uścisnął i po raz wtóry strachu nie doznał. — Cóż wy tu we młynie robita, panie Piórkowski?…
„Wolałbym mieć do czynienia z widzialnymi strachami niż z niewidzialnymi — pomyślał, blednąc na twarzy. — Najstraszniej jest wówczas, gdy się słyszy z tyłu, za plecami, czyjś Szept i Wrzask, a nie widzi się tego, kto szepcze i wrzeszczy".
Drżał lud i szemrał. Konrad nie dbał o to; Zwołał na radę niechętnych rycerzy; Spojrzał, przemówił, skinął — o sromoto! Słuchają pilnie i każdy mu wierzy, W błędach człowieka widzą sądy Boga: Bo kogóż z ludzi nie przekona — trwoga?
Słychać szmer w tłumie... podnoszą sztylety... wstają z ław zrzuca płaszcz z głowy... Wstaje i robi znak umywania rąk, potem mówi z wolna i poważnie Róbcie, jak chcecie... Lecz ja ręce z krwi umywam. do spiskowych A wy?... Milczenie długie przy wejściu Kto idzie? hasło? Milczenie Zginęliśmy! zdrada! Ciszej... Słychać odgłos padającego człowieka Nie wiedział hasła... Trup po schodach spada. Nie drżyj, prezesie!…
I nagle mrowie przeszło go od stóp do głowy. A nuż to co „paskudnego" wylazło z błota i zachodzi mu z tyłu? Nuż niespodzianie chwycą go jakie oślizgłe ramiona topielca albo zajrzą mu w twarz zielone oczy upiora, nuż się coś roześmieje okropnie tuż za nim albo zza sosny wylezie sina głowa na pajęczych nogach? I uczuł, że pod żelaznym czepcem włosy poczynają mu się jeżyć.
Mijam sad, to śmietnisko ludzkie, I dalej idę, chmurny młodzik, Dumając o fabrycznej Łodzi, O rozpalonej nędzy łódzkiej. Muskając dłonią falę pszenną, Szumiącą sennie piosnkę wiejską, Skąd chabry śmieją się niebiesko, Idę przez Wschodnią, przez Kamienną, Północną, Średnią, Nowomiejską... Tragarze, zgięci najokropniej, Apoplektycznie purpurowi, Dźwigają, tępi i surowi, Garby skrzyń ciężkich.…
Od paru dni męczył ją osobliwy niepokój, jakiego już raz doznała w życiu. Będąc przed laty za granicą w ogrodzie aklimatyzacyjnym zobaczyła w jednej z klatek ogromnego tygrysa, który spał oparty o kratę w taki sposób, że mu część głowy i jedno ucho wysunęło się na zewnątrz. Widząc to panna Izabela uczuła nieprzepartą chęć pochwycenia tygrysa za ucho.…
Zerwał się. Chłopcy ciągnęli drabiny. Na górze słychać było bieganinę i krzyki, a gdy wylazł przez otwór — stanął jak skamieniały. Był zmierzch zimowego dnia. Od południa wiatr wzmógł się, zatrzymując ruch na rzece, teraz wył w strasznym huraganie, a wybuchy jego sprawiały wrażenie wystrzałów armatnich.…
— Myśli pani o Marii Antoninie? Spojrzała na niego z zakłopotaniem, jak osoba ujęta na gorącym uczynku, i wahającym się głosem mówiła: — Widać stąd, przez to okno, wielki dziedziniec i bramę. Tamtędy... Tamtędy wdarł, się motłoch. Pijane kobiety, mężczyźni uzbrojeni w noże. Maria Antonina widziała z tego okna! Doznałam tak dziwnego wrażenia...…
Dwie ich przepowiednie Już się spełniły, jak szczęśliwy prolog Do królewskiego w przyszłości dramatu. — Raz jeszcze dzięki składam wam, panowie! — na stronie Nadprzyrodzone trzech istot podszepty Złe być nie mogą, nie mogą być dobre. Jeśli złe, czemu prawdą zaczynają I pomyślności dają mi zadatek? Jestem Kawdoru tanem.…
Po drodze nas postawili na bocznym torze. Pociąg stał trzy godziny. Wtedy zaczęłyśmy wszystkie wyć do wody nieludzkimi głosami. Bo wieźli nas w tym zaplombowanym wagonie w upał, byłyśmy mokre od potu, czarne na twarzy od kurzu, ubranie na nas śmierdziało, nogi miałyśmy ubabrane w gnoju. Więc zaczęłyśmy wyć jak zwierzęta.…
Światem zaś Benedykta stał się obszerniejszy od pokojów jego żony, ale także niezbyt obszerny Korczyn. Stopniowo i coraz prędzej te czterdzieści włók gorszego i lepszego gruntu zasłaniały przed nim całą kulę ziemską ze wszystkim, co na niej jest i było.…
Nic nie odrzekła w trwodze dziecięcej, Lecz martwa padła na wrzosy.
Złe sumienie. Kto się boi, dla tego gest jeden wystarczy znaczący; — kto zgaduje — odgadnie z pół-ruchu, z pół-słowa — co kto chowa utajone w duchu i z tym straszydłem pójdzie w noc milczenia a będzie tam ten potwór gospodarczy — ten zatruje mu krew, przeźre rdzenia i wejdzie, wpełznie jad w krwi uderzenia — zatruje, zgnębi duszę — usiądzie na piersi, aż przytłoczy i zaprze w noc.
I skoczy pędem do izby, a Podziomek tymczasem hyc z boćka na samo dno gniazda. Zagrzebał się w słomę, skulił, siedzi, a wygląda szparką z boku, co to będzie dalej. Jakoż nie czekając, leci baba z ożogiem. Spojrzy na strzechę: nic nie ma. Bocian tylko rozkraczył się nad broną na czerwonych nogach i klekocze wesoło, rozgłośnie. — A gdzież się ów podział? — krzyknie baba. — Czy tuman mi na oczy padł, czy co?…
Tak opowiadał Odys. Słodkie zachwycenie Oniemiło siedzące w izbie zgromadzenie; Li Alkinoj głos zabrał i rzekł tymi słowy: „Jeśliś raz nogą wstąpił w zamek mój spiżowy, Tuszę, że już nieszczęście nie dojmie ci chłostą, Bez burz groźnych i przygód do dom wrócisz prosto.…
Ludzie ciągnący czółna, lubo przyzwyczajeni, żegnali się pobożnie, przestrzegając namiestnika, by się zbyt nie zbliżał do brzegu. Były bowiem podania, że kto zbyt długo patrzył na Nienasytec, ten w końcu ujrzał coś takiego, od czego rozum mu się mieszał; twierdzono również, że czasem z wirów wynurzały się czarne, długie ręce i chwytały nieostrożnych, którzy zanadto się zbliżyli, a wtedy straszne śmiechy rozlegały……
Właśnie wtenczas myśliwi smycze zatrzymali, I wszyscy nieruchomi w miejscach swoich stali; Jeden drugiemu ręką dawał znak milczenia, A wszyscy obrócili oczy do kamienia, Nad którym stał pan Sędzia. On zwierza obaczył I rąk skinieniem swoje rozkazy tłumaczył. Pojęli wszyscy: stoją, a środkiem po roli Asesor i pan Rejent kłusują powoli. Tadeusz, będąc bliższy, obydwu wyprzedził, Stanął obok Sędziego i oczyma śledził.…
Nagle strach ją porwał za włosy przed zemstą groźnego męża, strach nie o siebie, ale o głowę ukochaną, na którą ta zemsta spadłaby niechybnie. W wyobraźni ujrzała Ketlinga stawającego do walki z tym złowrogim szermierzem nad szermierze i następnie padającego, jak pada kwiat podcięty kosą; ujrzała jego krew, jego wybladłą twarz, jego zamknięte na wieki oczy i cierpienia jej przeszły miarę wszelką.
A najbardziej dziwił się temu, że utrzymywaliśmy najemne wojska wśród pokoju i wśród narodu wolnego. Mówił mi, że jeżeli rządzą nami wybrani przez nas członkowie parlamentu, nie może pojąć, kogo się mamy obawiać i przeciw komu toczyć wojnę.…
Ogromne nieba suną z warkotem. Ludzie w snach ciężkich jak w klatkach krzyczą. Usta ściśnięte mamy, twarz wilczą, czuwając w dzień, słuchając w noc.
Trepka wsadził głowę jeszcze bardziej w ramiona i wstrzymał konia. Patrzał spode łba. Nawet poznawszy już w oficerze towarzysza, nie zmienił wyrazu twarzy. Ukłonił mu się kapelusiną z wyrazem pokornej, a chytrej grzeczności. — Pan poseł nie poznaje, widzę, starych przyjaciół!... — Ale gdzież tam... ale gdzież tam... — mamrotał Trepka z uprzejmym, z uniżonym pochlebstwem. — Przecie to widać...…
…Naokół widać szable, szable i szable, pod nimi rozpalone twarze, wytrzeszczone oczy, wyjące usta; zgiełk, szum i dzikie okrzyki rosną z przerażającą szybkością, na czele leci czeladź, ciury i wszelka wojskowa hołota, podobniejsza do zwierząt lub diabłów niż do ludzi. Zrozumiał i Wittenberg, co się dzieje. Twarz mu pobladła jak płótno, pot obfity a zimny zrosił mu w jednej chwili czoło i — o dziwo!…
— I to po tylu latach obozu nie zapragnął pan wyjść poza te mury? — Przyglądała mi się badawczo jak osobliwej odmianie psa albo kota. — Nie mówię o chlebie ani — w głosie jej przewinął się leciutki akcent ironii — o kobiecie. Ale pójść po prostu do lasu? — Bałem się — wyznałem szczerze — bo pilnują. Przeżyć tyle lat i zginąć po wojnie, nie, to zbyt groteskowe. Człowiek ceni siebie w dwójnasób. — Bał się pan!…
Matka nie była w stanie utrzymać syna w domu, nakazać mu zmiany wyuzdanych obyczajów, dopilnować go i wyśledzić miejsca jego kryjówek. Bez przerwy niemal czekała na jego powrót. Gdy chwytał czapkę i pędem wylatywał z domu, coś podsuwało się do jej gardzieli i zapierało oddech. Nie miała już siły prosić urwisa, żeby nie chodził. Z początku udawał posłuszeństwo: czaił się, przymilał, wypraszał pozwolenie na bomblerkę.…
Kolejne zaprzeczenie. Następną w kolejce była Becky Thatcher. Tomek drżał na całym ciele. Siedział jak na mękach ze świadomością, że sytuacja jest bez wyjścia. — Rebeka Thatcher! — Tomek spojrzał na jej twarz: była śmiertelnie blada ze strachu. — Czy to ty podarłaś książkę? Patrz mi w oczy! — (Becky błagalnie złożyła ręce) — Ty to zrobiłaś? Nagle Tomek doznał natchnienia.…
Czasy były niepewne i straszne. Posłańcy tego rodzaju byli zarazem najczęściej zwiastunami śmierci. Toteż z chwilą, w której centurion uderzył młotkiem we drzwi Aulusa, i gdy nadzorca atrium dał znać, iż w sieni znajdują się żołnierze, przerażenie zapanowało w całym domu. Rodzina wnet otoczyła starego wodza, nikt bowiem nie wątpił, że niebezpieczeństwo przede wszystkim nad nim zawisło.…
Nie upłynęło nawet trzydzieści sekund Nienawiści, a połowa zebranych zaczęła wydawać z siebie niekontrolowane odgłosy gniewu. Zadowolona z siebie owcza twarz na ekranie, w połączeniu z przerażającą siłą eurazjatyckiej armii, to było za wiele, ale faktem jest, że sam już widok Goldsteina czy nawet tylko myśl o nim automatycznie wywoływały w ludziach strach i gniew.…
Mistrz przemówił wielmi skromnie: Lęknąłem się, eż nic po mnie. Ta mi rzecz barzo niemiła, Iżeś mię tako postraszyła; By była co przykrego przemowiła, Zerwałaby się we mnie każda żyła; Nagle by mię umorzyła I duszę by wypędziła. Proszę ciebie, ostęp mało, Boć nie wiem, coć mi się zstało: Mgleję wszytek i bladzieję, Straciłem zdrowie i nadzieję. Racz rzucić od siebie kosę, Ać swoję głowę podniosę!…
Im wyżej, tym widoczniej; chwale lub naganie Podpadają królowie, najjaśniejszy panie! Satyra prawdę mówi, względów się wyrzeka. Wielbi urząd, czci króla, lecz sądzi człowieka. Gdy więc ganię zdrożności i zdania mniej baczne, Pozwolisz, mości królu, że od ciebie zacznę. Jesteś królem, a czemu nie królewskim synem? To niedobrze; krew pańska jest zaszczyt przed gminem.…
Oto mi kawał obwiesia! Wygląda mocno podejrzanie; wolałbym, aby ten pies kulawy raz zniknął mi już z oczu. Ach, cóż to za straszny kłopot mieć w domu tak znaczną sumę; szczęśliwy, kto ma cały majątek w bezpiecznej lokacie, a zachowa sobie tylko to, co potrzebne na codzienne wydatki!…
Wiatr szedł w polu ostrzejszy i smagał twarze rodziców chłopca. Marcin poddał się ściśnieniu serca, które uczuwał pierwszy raz w życiu, i milcząc słuchał nawału zdań o szkole, konieczności uczenia się, o gimnazjum, o mundurze, mazurkach, zającach, o cukrze lodowatym, kapiszonach, posłuszeństwie, o jakiejś pilności i nieskończonym łańcuchu innych wyobrażeń.…
Pokazujemy 48 z 212 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.