motyw literacki
Słońce
76fragmentów
33lektury
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 10 fragmentów
- Napój cienisty 9 fragmentów
- Boska Komedia 5 fragmentów
- Hymny 5 fragmentów
- Nad Niemnem 5 fragmentów
- Lord Jim 4 fragmenty
- Baśnie 3 fragmenty
- W pustyni i w puszczy 3 fragmenty
- Anhelli 2 fragmenty
- Chłopi, Część druga - Zima 2 fragmenty
- Hamlet 2 fragmenty
- Nie-Boska komedia 2 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Przyszedł więc dzień sybirski, a słońce nie zachodziło, lecz biegało niebem, jak koń w zawodzie z płomienistą grzywą i z białym czołem. Straszliwe światło nie kończyło się nigdy, a huk lodów był jakoby głos boży odzywający się na wysokościach do ludzi nędznych i opuszczonych.
Patrzcie, o patrzcie, wy ziemi tej dzieci, Na mnie, kroczącą w smutne śmierci cienie, Oglądającą ostatnie promienie Słońca, co nigdy już mi nie zaświeci, Bo mnie Hadesa dziś ręka śmiertelna Do Acherontu bladych wiedzie włości. Ani zaznałam miłości, Ani mi zabrzmi żadna pieśń weselna; Ale na zimne Acherontu łoże Ciało nieszczęsne me złożę.
Jak mało malin! a jakie czerwone By krew. — Jak mało — w którą pójdę stronę? Nie wiem... A niebo jakie zapalone Jak krew... Czemu ty, słońce, wschodzisz krwawo
W gorących krajach słońce pali tak okropnie, że skóra ludzka od jego promieni ciemnieje, aż staje się zupełnie czarna jak u Murzynów.
Z prostego toru w naszych dni połowie Wszedłem w las ciemny; jaka gęstwa dzika, Jakie w tym lesie okropne pustkowie, Żyjący język tego nie wypowie; Wspomnienie gorzkie i zgrozą przenika, Śmierć odeń gorzką nie więcej być może. Lecz o pomocach mówiąc dobroczynnych, Jakie spotkałem, zszedłszy w to rozdroże, Powiem, com widział, wiele rzeczy innych. Jak w ten las wszedłem, przypomnieć nie mogę.…
Słońce już się przetaczało na zachód i jakby rozżarzone biegiem szalonym czerwieniło się kołem ogromnym i zsuwało za czarne, wysokie lasy. Mrok gęstniał i pełzał już po polach; sunął bruzdami, czaił się po rowach, wzbierał w gąszczach i z wolna rozlewał się po ziemi, przygaszał, ogarniał i tłumił barwy, że tylko czuby drzew, wieże i dachy kościoła gorzały płomieniami. A niektórzy ściągali już z pól do domów.…
Słońce zaś było już ino, ino... Aż i ono pokazało się zza lasów dalekich. Wychylało się z przepaści i kieby tę ogromną, złocistą i rozgorzałą ogniami patynę wynosiły boże, niewidzialne ręce nad sennymi ziemicami; i żegnając światłością świat, żywe i umarłe, rodzące się i struchlałe, rozpoczynało świętą ofiarę dnia, że wszystko jakby z nagła padło w proch przed majestatem i zamilkło, przywierając oczy niegodne.…
…jeszcze czasami, o zachodzie, z posępnych pól ołowianego nieba wyłupywało się czerwone, ogromne słońce i spadało ciężko, niby kadź roztopionego żelaza, z której buchały krwawe wrzątki i biły dymy smoliste, czarne, popręgowane gorejącymi żagwiami, że świat cały stawał w łunach i w pożodze. I długo, długo w noc dogasały i stygły na niebie krwawe zarzewia, aż ludzie mówili: — Zima rośnie i na złych wichrach przyjedzie.
I niech będą światłami na przestworze nieba, dla przyświecania ziemi!" I stało się tak. owe światła wielkie Talmud Chulin I umieścił je Bóg na przestworze nieba, dla przyświecania ziemi.
Znak to dla oczu ducha płodny w groźbę. Gdy Rzym na szczycie stał swojej potęgi, Krótko przed śmiercią wielkiego Juliusza Otworzyły się groby i umarli Błądzili, jęcząc, po ulicach Rzymu; Widziane były różne dziwowiska: Jako to gwiazdy z ogonem, deszcz krwawy, Plamy na słońcu i owa wilgotna Gwiazda, rządząca państwami Neptuna, Zmierzchła, jak gdyby na sąd ostateczny.
Bądź pochwalony, Rozdawco cierpienia! Ręceś mi przekłuł i nogi i krew mi cieknie z głowy, a oto z Krzyża zstępuje ku mnie w przechwalebnych ogniach biały Serafin i radość w serce mi leje i z duszy śpiewne wytwarza narzędzie, ażebym śpiewał i grał, ażebym sławił i wielbił Rozdawcę bolesnych stygmatów, z których się rodzi Wesele i Miłość...…
„Czy znowu zejdą się kiedy oboje, ażeby powiedzieć sobie cały sekret o kamizelce?..." — myślałem patrząc na niebo. Nieba prawie już nie było nad ziemią. Padał tylko śnieg taki gęsty i zimny, że nawet w grobach marzły ludzkie popioły. Któż jednak powie, że za tymi chmurami nie ma słońca?...
Mizerna dziewczynka oparłszy głowę na ręku położyła się prawie na wznak w swoim oknie — i — szeroko otwartymi oczyma patrzyła prosto w słońce.
Słońce już wyjrzało od dawna i płonęło w rozmaitych skrytkach lasu, jak w tysiącu bezładnie rozproszonych alkierzach. Niektóre pnie złociły się wypukle, niby oszklone. Na poszyciu leśnym myszkowały tu i ówdzie samotne, w ciemności suto oprawne błyski i migoty, które zdawały się posiadać wagę i własnowolność odruchów.…
Po Syryjczyku zjawił się Pers i rozwinął przed królem wielki dywan. Dywan był utkany z tej samej purpury, która się pali na obłokach wieczorem, kiedy słońce zachodzi. Dość było rozesłać ten dywan w pokoju, żeby natychmiast słyszeć, jak słońce, zachodząc, opowiada złote i purpurowe bajki, pełne złotych i purpurowych strachów. Żaden człowiek nie umiałby opowiedzieć takich bajek!
Wstrzymać ich, na Boga! Niech myśl młodych ciemnicy nie przestąpi proga, Niech spisek z czarną twarzą na świat nie wychodzi, Bo tam na świecie białym błyszczy Boga słońce! Zwołałem tu szalonych, bo wiatr grobów chłodzi, Bo mogę wezwać prochy królów za obrońce.…
Wciąż niżej łeb się zsuwa krwawy, Pożogą rdzawi kępy trawy.
Przebywszy cieśninę, Patna dążyła dalej przez przesmyk „One-degree" prosto do Morza Czerwonego pod spokojnym, palącym, niezmąconym żadną chmurką niebem, spowita gorejącymi promieniami słońca, zabijającymi wszelką myśl, przygnębiającymi serce, niweczącymi całą wolę i energię
Ach, Mały Książę, zaczynałem stopniowo rozumieć twoje ciche, smutne życie. Przez długi czas twoją jedyną rozrywką były nastrojowe zachody słońca. Poznałem ten nowy szczegół czwartego dnia rano, kiedy mi powiedziałeś: — Lubię zachody słońca. Chodźmy obejrzeć zachód słońca. — Ale trzeba poczekać... — Poczekać na co? — Poczekać, żeby słońce zachodziło.…
— O, nie, nie! — z żywym przeczeniem zawołała cierpiąca kobieta. — Ja się tak lękam wiatru, ciągów, słońca... Od wiatru dostaję zawrotu głowy, od ciągów newralgii, od słońca migreny... Tereniu, podaj mi, proszę cię, toaletowy ocet...
Słońce, grzejąc zmarłego, roztrwania po trawie Złote krzty — złote supły i złotsze podłużki, A on zmysłem nicości wyczuwa jaskrawie, Jak śmierć w słońcu — w kształt nikłej maleje śmiertuszki...
Słońce ze wzgórzów na skały wstępuje — w złocie unoszą się, w złocie roztapiają się chmury, a im bardziej nikną, tym lepiej słychać wrzaski, tym lepiej dojrzeć można tłumy, płynące u dołu. — Z gór podniosły się mgły — i konają teraz po nicościach błękitu. — Dolina Świętej Trójcy obsypana światłem migającej broni i Lud ciągnie zewsząd do niej jak do równiny Ostatniego Sądu. —
Widzisz te słońce w niebie lazurowym? Zawsze tam wschodzi za lasem palmowym, Zawsze zachodzi za tą piasku górą; Zawsze te niebo nie splamione chmurą: A mnie się zdało wtenczas, nie wiem czemu, Że słońce słońcu nie równe złotemu; I już nie takie, jakie było wczora, Ale podobne do słońca upiora.
Wtem, bez żadnego uprzedzenia ze strony Ducha, znaleźli wśród jakiegoś rozległego pustkowia błotnistego, na którym wznosiły się tu i ówdzie rzucone ogromne głazy, jak gdyby to było cmentarzysko olbrzymów; woda, niemająca tu żadnego hamulca, zalałaby całą przestrzeń, gdyby mróz nie ujął jej w okowy lodowe. Oprócz mchu, paproci i twardej, ostrej trawy, nic więcej tu nie rosło.…
Słońce ostatnich kresów nieba dochodziło, Mniej silnie, ale szerzej niż we dnie świeciło, Całe zaczerwienione, jak zdrowe oblicze Gospodarza, gdy prace skończywszy rolnicze Na spoczynek powraca. Już krąg promienisty Spuszcza się na wierzch boru i już pomrok mglisty, Napełniając wierzchołki i gałęzie drzewa, Cały las wiąże w jedno i jakoby zlewa; I bór czernił się na kształt ogromnego gmachu, Słońce nad nim czerwone……
Tymczasem słońce poranne wstało nad step i powlokło chłodnym, bladozłotym światłem całą równinę. Pobliskie kępy rozjaśniły się wesoło, dalsze i mniej wyraźne zarysowały się wyraźniej; szron miejscami w dołach leżący począł się skrzyć migotliwie, powietrze stało się bardzo przezrocze i wzrok mógł lecieć w dal prawie bez granic.
Niech we mnie Bóg rozgorze, jak słoneczny żar, Iżby mi duszę światłość żywotna poiła.
…Idziemy między wyspą Maderą a Kanaryjskimi, potem jeszcze dalej. Wiater się odmienił, weszli my na wody krążącego oceanu. Odtąd stateczny, wschodni wiater przy niebie pogodnym dozwolił nam sterować prosto po kędziorowatych falach ku Antylom. Upały nastały najstraszliwsze. Noce tylko przynosiły chwilę odetchnienia.…
— Miasto całe jak w ogniu... Rzeczywiście słońce zachodziło dnia tego dziwnie. Ogromna jego tarcza zasunęła się już do połowy za Janikulskie wzgórze, cały zaś przestwór nieba napełnił się czerwonym blaskiem. Z miejsca, na którym stali, wzrok ich obejmował znaczne przestrzenie.…
Ponurą zgodę ranek ten skojarzył; Słońce się z żalu w chmur zasłonę tuli; Smutniejszej bowiem los jeszcze nie zdarzył, Jak ta historia Romea i Julii
Pierwszy brzask dzienny rozwiązał im języki. Wesołość powraca ze słońcem.
To powiedziawszy wziął dziewczynkę za rękę i poszli ku pierwszej za Port-Saidem kanałowej przystani, za nimi zaś nadążała Murzynka Dinah, niegdyś piastunka małej Nel. Szli wałem oddzielającym wody jeziora Menzaleh od kanału, przez który przepływał w tej chwili, prowadzony przez pilota, duży parowiec angielski. Zbliżał się wieczór. Słońce stało jeszcze dość wysoko, ale przetoczyło się już na stronę jeziora.…
Jak w dezertej Arabiji Złotosiejny wzrok Febowy Niesie skwarem śmierć liliji, Aż nakłoni białej głowy; A zebrana na błękicie Płodorodna kropla rosy Wraca zwiędłej nowe życie I unosi pod niebiosy — Równo-władna, równo-czynna Prezencyja twoja miła, Starościanko miodopłynna, z ukłonem Dla twojego sługi była. Jużem bliski był zwiędnienia, Gdy twe oko wszystko zmienia.…
A gdy rozmyślał Anhelli o tajemnicach przyszłych, zaczerwieniło się niebo i wybuchnęło wspaniałe słońce; a stanąwszy na kręgu ziemskim, nie podniosło się, czerwone jak ogień. Korzystały z dnia krótkiego ptaki niebieskie i białe mewy, którym Bóg uciekać kazał przed ciemnością, i wielkimi tłumami leciały, jęcząc. Więc spojrzał na nie Anhelli i zawołał: gdzie wy lecicie, o mewy?…
Pewien młody uczony z naszych stron północnych udał się w kraje gorące. O różnicy klimatu wiedział bardzo dobrze z książek, ale się wielu rzeczy nie domyślał. Nie przypuszczał na przykład, że w ciągu dnia, kiedy słońce świeci jasno, będzie musiał jak wszyscy tamtejsi mieszkańcy siedzieć zamknięty w domu. Wyglądało to, jakby wszyscy w mieście spali: zamykano okiennice, drzwi i bramy, zapuszczano ciężkie rolety.…
Cześć, chwała Tego, który świat porusza, Nierówny rzuca blask w kole stworzenia; Byłem ja w niebie, gdzie się rozpromienia Blask ten najwięcej i widziałem rzeczy, Których kto schodzi stamtąd nie powiada Bo na to słowa nie ma głos człowieczy.…
W nocy czy też dopiero na odedniu mróz był znowu krzepko chycił, a że przyszedł po paru dniach miętkich i wilgnych mgieł, to obwalił drzewa sadzią jakby tymi szklanymi strużynami albo zasie puchem co najbielszym; słońce się nawet całkiem wyłupało i świeciło na modrym, jakby oprzędzonym w cieniuśkie, przejrzyste mgły niebie, jeno że blade było, ostygłe kiej ta Hostia w monstrancji utajona, nic nie grzejące, a……
Jeżeli bowiem słońce płodzi w zdechłym psie robaki, promienie bóstwa ścierwo całują. Czy masz waćpan córkę? Mam, panie. Nie pozwalaj jej chodzić po słońcu. Wprawdzie poczęcie jest błogosławieństwem, ale gdyby twoja córka poczęła, na pewno byś jej nie błogosławił.
I przyszła na mnie zaduma. Rękami objąłem kolana i skroniem schylił ku ziemi i zapatrzony w listek sennej trawy, co się położył na mej twardej nodze, słuchałem brzęku tej kosy i tego ćwierku szarańczy i tego śpiewu żniwiarki. Od niepamiętnych już czasów nie miałem chwili — może nie miałem jej nigdy —, gdzieby ma dusza tak zapomniała o swej strasznej nędzy. Czyżby zaginął ból?…
Każdego ranka słońce, jak gdyby zawarło ugodę z tym dążącym na pielgrzymkę parowcem, z cichym a nagłym wybuchem światła ukazywało się zawsze w tym samym miejscu, w tyle parowca, w południe doganiało go, zlewając skoncentrowany żar swych promieni na pobożne zamiary ludzkie, przechylało się dalej i zapadało tajemniczo do morza wieczór za wieczorem.
— Panienka i wiedzieć o tym nie może, że ja na panienkę czasem patrzę i różne myśli przychodzą mnie do głowy. Słonko małego ptaszka nie widzi, jednakowoż on śpiewać zaczyna, kiedy ono wzejdzie, i nikt jemu tego zabronić nie może, bo choć on w niskim krzaku mieszka, ale swoje śpiewanie i swoją wolność ma!
Aż słońce, poranniejąc w obłokach nieśmiało, Rozwidniło to właśnie, co nocą się stało.
Nad skałami zachodzi słońce w długiej, czarnej trumnie z wyziewów. — Krew promienista zewsząd leje się na dolinę. — Znaki wieszcze zgonu mojego, pozdrawiam was szczerszym, otwartszym sercem, niż kiedykolwiek wprzódy witałem obietnice wesela, ułudy, miłości. —
Nad Soplicowem słońce weszło i już padło Na strzechy i przez szpary w stodołę się wkradło; I po ciemnozielonym, świeżym, wonnym sianie, Z którego młodzież sobie zrobiła posłanie, Rozpływały się złote, migające pręgi Z otworu czarnej strzechy jak z warkocza wstęgi; I słońce usta sennych promykiem poranka Drażni jak dziewczę kłosem budzące kochanka.
Rozważając to wszystko starsi oficerowie bardzo się pomartwili i szczęśliwy rezultat obrony mniej prawdopodobnym im się wydał. Jakoż i był mało prawdopodobny nie tylko ze względu na siły tureckie, ale i ze względu na nich samych. Pan Wołodyjowski był to żołnierz niezrównany i przesławny, ale nie miał w sobie majestatu wielkości.…
Potem słońce wychyliło się przez przełęcz gór, ale zarazem dziwny widok uderzył oczy Apostoła. Oto wydało mu się, iż złocisty krąg, zamiast wznosić się wyżej i wyżej na niebie, zsunął się ze wzgórz i toczy się po drodze.
Był to jeden z tych pięknych, rzadkich dni zimowych, w których nawet Anglia przypomina sobie, iż jest słońce na niebie. Chociaż miało się już pod zachód, jednak promienie słoneczne oblewały purpurą morze i niebo, złociły szczyty domów i pałaców miejskich i paliły się w szybach okien niby odbicie pożaru.
Wjechali teraz na wysoką płaszczyznę, na której wiatr pomarszczył piasek i z której widać było na obie strony ogromną przestrzeń pustyni. Niebo przybrało barwę muszli perłowej. Lekkie chmurki, zgromadzone na wschodzie, mieniły się jak opale, po czym nagle zabarwiły się złotem.…
Pokazujemy 48 z 76 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.