motyw literacki
Bezdomność
14fragmentów
9lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Klechdy polskie 3 fragmenty
- Kwiaty polskie 2 fragmenty
- Latarnik 2 fragmenty
- Napój cienisty 2 fragmenty
- Baśnie 1 fragment
- Chłopi, Część pierwsza - Jesień 1 fragment
- O krasnoludkach i sierotce Marysi 1 fragment
- Potop 1 fragment
- Przedwiośnie 1 fragment
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Za smutno byłoby opisywać wam to wszystko, co nieszczęśliwe kaczę wycierpiało podczas mroźnej i długiej zimy. Głód, chłód, ani ciepłego schronienia, ani żywności, ani przyjaciela.
…A on co?... Wie to, kto jego mać? Kto ojciec?... Wie?... Ma to dać za kogo?... Jezu mój! Jezusiczku... to ino gębę szeroko otworzył i te oczy modre i stojał nieruchawy jako ten głupi i serce mu się skurczyło z bolenia, że ledwie zipał, ledwie mógł złapać tego dechu... i tak mu się ckno zrobiło w dołku, jakby już miał ostatnią parę puścić...…
Dzięki obopólnej bezdomności zawsze im bywało po drodze i myśl o rozłące, jako nierzeczywista i niewykonalna, nie miałaby dla nich ani znaczenia, ani zastosowania. Obojętny był im kierunek zdybanej drogi i obojętny podział świata na cztery dokładnie oznaczone strony.…
Sami jak z kopciu i popiołu, Więc swoi zgliszczom, nie intruzy, Ludzie gramolą się na gruzy I, potykając, ostępując się, W duszącym swądzie i kurzawie, Co krok z rumowisk wzbijającej się, Omackiem błądzą śród zamętu, Ratują szczątki nędznych sprzętów, Zawodzą w jednostajnej wrzawie.…
Tegoż samego jeszcze wieczora, gdy słońce stoczyło się na drugą stronę międzymorza, a po dniu promiennym nastąpiła noc bez zmierzchu, nowy latarnik widocznie był już na miejscu, bo latarnia rzuciła jak zwykle na wody swoje snopy jaskrawego światła.…
Mają zmarli w niedzielę ten pośmiertny kłopot, Że w obczyźnie cmentarza czują się — bezdomnie, — A lubią noc tę spędzać popod mgłą, lub popod Wiecznością, co się w jarach gęstwi nieprzytomnie. Maria z Bzówka — wygody wspomina izdebne, Słońce — w łóżku, wiatr — w sieni — i ogród macierzyn, Gdzie było tyle w radość uchodzących ścieżyn, A wszystkie takie — trafne i drzewom — potrzebne!...
Ale Marysia, wspomniawszy na przygodę swoją, tym mocniej płakać zaczęła. — Nie, nie! — mówiła płacząc. — Nic mnie nie pocieszy! Stał przed nią Podziomek, założywszy fajkę za plecy, i uspakajał ją najsłodszymi słowy. — Szkoda — mówił — modrych ocząt waćpanny na takie gorzkie płakanie. A Marysia: — Nie jestem ja waćpanna, tylko Marysia sierotka! — Tym więc skwapliwiej chcę waćpannie służyć, iżeś sierotka!…
…Dość mam tego kołatania się po świecie. Nigdy waściom tego nie zdołam wypowiedzieć, jak zacna jest i urodziwa panna ta Billewiczówna. Byłby ją człowiek miłował i hołubił jakby co najlepszego... Nie! musieli diabli przynieść tego Kmicica... Chyba on jej coś zadał, nie może inaczej być, bo gdyby nie to, pewnie by mnie nie przepędziła. Ot, patrzcie!…
Pewnego dnia, gdy tak oboje czekali jak zwykle i gdy już cały statek opustoszał aż do ostatniego człowieka — a czekali po swojemu, na próżno — zauważyli pewną grupę nędzarek, które wyszedłszy ze statku usiadły w kuczki tuż na kamieniach, zebrawszy koło siebie węzełki i tobołki. Była to rodzina złożona z czterech dziewcząt i matki, kobiety starszej.…
Piechtami kawał świata zdreptawszy, poznali skąpy nadmiar zabrakowanych i niczyich przedmiotów. Rozumieli przeto zbrodniczość i okrucieństwo grabieży, popełnionej na tak rzadkich, a zawczasu we wzrokowe posiadanie ujętych relikwiach. Te ostatnie miały dla nich szczątkowy urok sprzętów domowych i poufny czar osiadłego kędyś na stałe zapiecka.…
W tych czasach autor tej gawędy Dla różnych swoich wad i przywar, Których mu Stwórca nie poskąpił, Salonów jeszcze nie dostąpił, A w kuchni już nie wysiadywał. Bo dawniej, w swem chłopięctwie lubem, Gdy spleen dziecinny go ogarniał, Kuchnia mu była pierwszym klubem, Jak potem knajpa i kawiarnia. Następnym był już Pen-Club... Sorry, Wolę ten łódzki do tej pory.…
— Nie zapaliliście latarni. Pójdziecie precz ze służby. Łódź z San–Geromo rozbiła się na mieliźnie, szczęściem, nikt nie utonął; inaczej poszlibyście pod sąd. Siadajcie ze mną, resztę usłyszycie w konsulacie. Stary pobladł: istotnie nie zapalił tej nocy latarni. W kilka dni później widziano Skawińskiego na pokładzie statku idącego z Aspinwall do New Yorku. Biedak stracił posadę.…
Dwoje nędzarzy bladych z miłości i strachu Szuka w rowie przytułku dla pieszczot bez dachu. On jej piersi, zużytym śmiałkujące czarem, Ogarnia skrzętnej dłoni przymilnym sucharem. A ona w zmierzchach rowu źrenicami dnieje, Oddając, zamiast cnoty, — mus i beznadzieję. Niedołężni od żądzy, śmieszni od pośpiechu Uzręczniali się gnuśnie do żwawego grzechu.…
Zatrzymali się na samym przylesiu, nie śmiejąc wnikać głębiej — w szum i w cienistość, gdyż takie wniknięcie mogłoby przydać im podejrzany wygląd ludzi poszukujących kryjówki, a zbytnie zboczenie z drogi mogłoby narzucić im pozór zbiegów. Zaludnili więc sam widok lasu, jakby w celu uzupełnienia i ożywienia nieprzynależnego nikomu obrazu.…
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.