motyw literacki
Błądzenie
27fragmentów
15lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Potop 4 fragmenty
- Boska Komedia 3 fragmenty
- Dziady. Widowisko, część I 2 fragmenty
- Konrad Wallenrod 2 fragmenty
- Mały Książę 2 fragmenty
- Napój cienisty 2 fragmenty
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 2 fragmenty
- Przedwiośnie 2 fragmenty
- Wesele 2 fragmenty
- Antygona 1 fragment
- Kordian 1 fragment
- Lalka 1 fragment
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Poznasz ty prawdę, ze znaków mej sztuki. Siadłem na starej wróżbity siedzibie, Gdzie wszelkie ptactwo kieruje swe loty, Aż naraz słyszę, jak niezwykłe głosy Wydają ptaki, szalone i dzikie; I wnet poznałem, że szarpią się szpony, Bo łopot skrzydeł to stwierdzał dobitnie.…
Z prostego toru w naszych dni połowie Wszedłem w las ciemny; jaka gęstwa dzika, Jakie w tym lesie okropne pustkowie, Żyjący język tego nie wypowie; Wspomnienie gorzkie i zgrozą przenika, Śmierć odeń gorzką nie więcej być może. Lecz o pomocach mówiąc dobroczynnych, Jakie spotkałem, zszedłszy w to rozdroże, Powiem, com widział, wiele rzeczy innych. Jak w ten las wszedłem, przypomnieć nie mogę.…
Spolowałem piosenkę! Nie będą się gniewać Myśliwi, że do domu wracam bez zwierzyny. Jak tylko wrócę, zaraz muszę im zaśpiewać. — Lecz gdzież zaszedłem? nigdzie śladu ni drożyny. Hola! jak w kniei głucho — ni trąby, ni strzału. Zbłądziłem — otóż skutek wieszczego zapału! Goniąc muzę, wyszedłem z obławy. — Mróz ciśnie.…
Przechadzką inni bawią się rycerze. Lecz arcykomtur chwil darmo nie traci: Zaraz Halbana i celniejszych braci Wzywa do siebie i na stronę bierze, Aby z daleka od ciekawej rzeszy Zasięgnąć rady, udzielić przestrogi. Wychodzi z zamku, na równinę spieszy. Tak rozmawiając, nie pilnując drogi, Błądzili kilka godzin w okolicy, Blisko spokojnych jeziora wybrzeży.
Boże! jak ten stary Rósł zapałem w olbrzyma; lecz ja nie mam wiary, Gdzie ludzie oddychają, ja oddech utracam. Z wyniosłych myśli ludzkich niedowiarka okiem Wsteczną drogą do źródła mętnego powracam. Dróg zawartych przesądem nie przestąpię krokiem. Teraz czas świat młodzieńca zapałem przemierzyć I rozwiązać pytanie: żyć? alboli nie żyć? Jam bezsilny!…
Błąkając się bez celu, wszedł między dwa sznury zapasowych wagonów. Przez chwilę nie wiedział: dokąd iść? — i nagle doznał halucynacji. Zdawało mu się, że stoi we wnętrzu ogromnej wieży, która zawaliła się nie wydawszy łoskotu. Nie zabiła go, ale otoczyła ze wszystkich stron wałem gruzów, spośród których nie mógł się wydostać. Nie było wyjścia!...
I wówczas, w tej ostatniej chwili pożegnania obraził mnie okazywaniem niepewności tak w słowach, jak ruchach. Niech mu to Bóg przebaczy! Wystawił sobie, że ja niechętnie podam mu rękę. Okropności tego nie można wyrazić słowami.…
I wtedy zahuczał drugi oświetlony ekspres, jadący w przeciwną stronę. — Już wracają? — spytał Mały Książę. — To nie ci sami — powiedział dróżnik. — Wymieniają się. — Nie podobało im się tam, gdzie byli? — Nikomu nie podoba się tam, gdzie jest — powiedział dróżnik. W tym momencie zahuczał grzmot trzeciego oświetlonego ekspresu.
…Czemu od jezior strony Zaklęty i spóźniony Przychodzisz w nocy znój, Kochanku mój? — Przychodzę na lamenty, Spóźniony i zaklęty. Ciało się moje mroczy, Ze śpiewu idąc w śpiew. Nie wiedzą błędne oczy, Jak odbić zieleń drzew? I te, co się płomienią, Złe sny poza zielenią? Nim pierwszy zwiędnie liść, Mów — dokąd iść? — Idź w koło — idź w półkole...…
Dałeś mi Panie wszystkie statki i mnogie, mnogie włości i w rzędzie pierwszych przed narodem stawiłeś; jednoś nie wszczepił w pierś litości, żem się nie poczuł syn tej matki, której pozgonne widzę dziatki, jak ze mną idą bratnim chodem w tę samą noc i toń i mrok. Czemużeś Panie zaćmił wzrok, żem nie mógł zaznać szczęsnej chwili i być z tych, którzy mnie zabili i sławę szczytną wzięli?
Wyleciawszy przez bramę, biegł prosto na pole. Jak szczupak, gdy mu oścień skróś piersi przekole, Pluska się i nurtuje, myśląc że uciecze, Ale wszędzie żelazo i sznur z sobą wlecze: Tak i Tadeusz ciągnął za sobą zgryzoty, Suwając się przez rowy i skacząc przez płoty, Bez celu i bez drogi; aż niemało czasu Nabłąkawszy się, w końcu wszedł w głębinę lasu I trafił, czy umyślnie, czyli też przypadkiem, Na wzgórek, co był……
Billewiczówna podniosła głowę; surowe jej oczy pałały gniewem, a purpura wystąpiła na policzki. — Waćpan nie masz wstydu i sumienia! — rzekła. Kmicic spojrzał zdziwiony, zamilkł na chwilę, po czym spytał zmienionym głosem: — Prawdęli mówisz czy udajesz? — Prawdę mówię, że hajdamaki godny to uczynek, nie kawalera!...…
Wyrwawszy się z ojcowskiej uździenicy nie mógł już znieść żadnego arkanu. Nieszczęsna matka traciła głowę, rozpływała się we łzach i gasła z niepokoju. Na widok tych łez gorzkich i nudzących go aż do śmierci Cezary poprawiał się na dzień, z trudem — na dwa. Na trzeci już znowu gdzieś coś płatał. Wybijał szyby Tatarom, wdzierał się na płaskie dachy domów i, niewidzialny, strzelał z procy do domowników.…
A on stał z czołem spuszczonym, z poczuciem nieszczęścia i winy, nie rozumiejąc, jaki Bóg miał i mógł mu przebaczyć ni dlaczego Pomponia mówiła o przebaczeniu, gdy powinna była mówić o zemście.
Nie chcę żadnych więcej prób. Serce miałem kiedyś młode, porwałeś mi serce młode, wlałeś jad goryczny w krew. Nie widzę, nie widzę dróg, zaćmił mi się Bóg...
Ile od świtu do godziny trzeciej Upłynie czasu, nim sfera obleci Jak żywe dziecko zawsze igrająca; Snadź tyle czasu zostało dla słońca Ubiec nad czyśćcem kres dziennego toru: Tu była północ, tam gwiazda wieczoru. Promienie na nas w samą twarz padały, Bośmy obeszli krąg góry obwodu, Kierując nasze kroki do zachodu.…
Spolowałem piosenkę! Nie będą się gniewać Myśliwi, że do domu wracam bez zwierzyny. Jak tylko wrócę, zaraz muszę im zaśpiewać. — Lecz gdzież zaszedłem? nigdzie śladu ni drożyny. Hola! jak w kniei głucho — ni trąby, ni strzału. Zbłądziłem — otóż skutek wieszczego zapału! Goniąc muzę, wyszedłem z obławy. — Mróz ciśnie.…
Alf już nie słyszał. On po dzikim brzegu Błądził bez celu, bez myśli, bez chęci. Tam góra lodu, tam puszcza go nęci: W dzikich widokach i w naglonym biegu Znajdował jakąś ulgę, utrudzenie. Ciężko mu, duszno śród zimowej słoty; Zerwał płaszcz, pancerz, roztargał odzienie I z piersi zrzucił wszystko — prócz zgryzoty.
— Lecz oczy są ślepe. Trzeba szukać sercem.
A ja — nim miasto w mroku zaśnie — Idę ulicą, idę właśnie...
…O Zosi, ach! pomyślić nie ważył się, wstydził. Przecież ta Zosia, taka piękna, taka miła! Stryj swatał ją! może by jego żoną była, Gdyby nie szatan, co go plącząc w grzech za grzechem, W kłamstwo za kłamstwem, wreszcie odstąpił z uśmiechem! Złajany, pogardzony od wszystkich, w dni parę Zmarnował przyszłość! Uczuł słuszną zbrodni karę.
— Rzucaj się waćpan, zgrzytaj! — mówiła śmiało dalej. — Jać się nie ulęknę, chociażem sama, a waść masz całą chorągiew rozbójników pod sobą; niewinność moja mnie broni!... Myślisz, że nie wiem, iżeście w Lubiczu wizerunki postrzelali i że dziewczęta na rozpustę ciągacie?... Waść to mnie nie znasz, jeśli myślisz, że zmilczę pokornie. Chcę poczciwości od waćpana i tego wymagać żaden mi testament nie zabroni...…
Idąc ulicami miasta, gdy mgła zimowa zwisała nad opuchłymi domami, Cezary wodził się za bary ze swoją duszą. Słyszał wewnątrz siebie krzyk przeraźliwy swego ojca i łkanie głuche matki. Kołysał się tu i tam, nie wiedząc, gdzie jest droga. Zaprzeczał jednym, zaprzeczał drugim, a swojej własnej drogi nie miał pod stopami.
Ach, wierzę pani, i ja też przemieniony, a jeszcze sobie nie wierzę i choć wszystko pani mówię szczerze, to przed sobą prawdę własną kryję i we mgle jakowejś żyję. Tyle się podłości i głupoty koło mnie wlokło jak psów, czepiało się moich rąk, czepiało się moich nóg; z tylum już zawracał dróg dla mgieł, dla nocy, ciemności!…
Tłumie, coś płynął słuchać mnie ciekawy Łódką w ślad mojej śpiewającej nawy, Zawracaj wiosłem w brzegi za pogody, Nie tobie za mną żeglować przez morze, Tracąc mnie z oczu zabłądziłbyś może. Ja płynę dotąd w nieżeglowne wody, Żagiel mój tchnienie rozdyma Minerwy, Apollo ster mój, grono Muz dziewięciu Gwiazdą niedźwiedzic wzrok żeglarza nęci.
— Tak jest! Jeśli nie słowy, to uczynkami; jeśli nie ty mnie, to ja ciebie... Bo nie pójdę za człowieka, na którym ciężą łzy ludzkie i krew ludzka, którego palcami wytykają, banitem, rozbójnikiem zowią i za zdrajcę mają! — Za jakiego zdrajcę?... Nie przywodźże mnie do szaleństwa, abym zaś czego nie uczynił, czego bym potem żałował.…
I jechał na przedzie, nic do nikogo nie mówiąc. W sercu nurtował mu żal, chwilami gniew, ale przede wszystkim złość na samego siebie. Pierwsza to była noc w jego życiu, w której czynił rachunek sumienia i rachunek ten ciężył mu gorzej od najcięższego pancerza. Oto przyjechał w te strony z nadszarpniętą reputacją i cóż uczynił, aby ją poprawić?…
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.