motyw literacki
Bieda
147fragmentów
38lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Chłopi, Część druga - Zima 15 fragmentów
- Nasza szkapa 12 fragmentów
- Kwiaty polskie 11 fragmentów
- Granica 10 fragmentów
- Przedwiośnie 9 fragmentów
- Lalka 8 fragmentów
- O krasnoludkach i sierotce Marysi 8 fragmentów
- Nad Niemnem 7 fragmentów
- Rok 1984 7 fragmentów
- Napój cienisty 6 fragmentów
- Chłopi, Część trzecia - Wiosna 4 fragmenty
- Ludzie bezdomni 4 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
W chacie im się nie wiodło. Gospodarstwo bez chłopa to jak ciało bez duszy; a wiadomo, że ojciec Antka już od kilku lat wypoczywał na tym wzgórzu, gdzie przez żywopłot czerwonymi jagodami okryty spoglądają na wioskę smutne krzyże. Wdowa do obrządzenia roli najmowała parobka, resztę pieniędzy musiała odnosić do gminy, a dopiero za to, co zostało, karmić siebie i chłopców.…
Żebrak panu tłustemu gdy się przypatrował, Płakał; tegoż wieczora tłusty zachorował: Pękł z sadła. Dziedzic po nim gdy jałmużny sypie. Śmiał się żebrak nazajutrz i upił na stypie.
Oj widzicie, jak diabły ludziom szczęście noszą. Ta nędzarka, ta wdowa ze swoją kokoszą, W złotej karecie błotem na nas biednych bryzga.
«Ojcze szatanie! Patrz no, jakie dziwy!» Tak Plutus krzyczał głosem ochrypiałym. Mądry przewodnik rzekł do mnie: «Bądź śmiałym, Pokrzepmy w sobie umysł bojaźliwy; Jaką bądź władzę mieć może ten potwór, Nie wzbroni wejść nam w tych skał ciemny otwór». Potem w potwora policzek nadęty Spojrzał i mówił: «Milcz, wilku przeklęty! Niechaj cię strawi własny wybuch gniewu.…
— Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! — Na wieki wieków, moja Agato, a dokąd to wędrujecie, co? — We świat, do ludzi, dobrodzieju kochany — w tyli świat!... — zakreśliła kijaszkiem łuk od wschodu do zachodu. Ksiądz spojrzał bezwiednie w tę dal i rychło przywarł oczy, bo nad zachodem wisiało oślepiające słońce; a potem spytał ciszej, lękliwiej jakby... — Wypędzili was Kłębowie, co? A może to ino niezgoda?...…
— Przednówek to żniwa la młynarza! — Cięższy on latoś niźli łoni. Wszędzie bieda aż piszczy, zaś u komorników to już prosto głód — westchnęła Hanka. — Kozły też penetrują po wsi. Jeno czekać, jak komu co grubszego ukradną — rzucił kowal. — Nie bajcie! Ratują się, biedoty, jak mogą. Wczoraj Kozłowa przedała organiścinie kaczęta, to się ździebko wspomogła... — Rychło przechlają.…
— Poniesłabym i ja mojemu niejedno, ale cóż mogę? Tę skibkę chleba? — Nie frasuj się, narządzę więcej, by la obu starczyło, i razem powieziemy. — Bóg ci zapłać za dobrość, w porę to choćby odrobkiem odpłacę. — Ze szczerego serca dawam, nie za odrobek. Kumałam ci się niezgorzej z biedą i wiem, jak ta suka gryzie, pamiętam... — szepnęła żałośnie.…
— Jakże, taka zima, taka skrzytwa, taka bieda, że żyją jeno ziemniakami ze solą, grosza jednego nie ma, a on robić nie chce! Całe dnie przesiaduje w chałupie, papierosy kurzy i duma! albo znów gania po świecie, jak ten głupi, za wiatrem chyba! Mój Boże, mój Boże! — jękała boleśnie. — Już nawet Jankiel nie chce borgować, krowę przyjdzie sprzedać, cóż?... Uparł się, to i sprzeda, a do roboty się nie weźmie...…
…Po chwili jego dostojność, oswobodzony, przeszedł na drugą stronę rowu, a żołnierze prawie w powietrzu odnieśli chłopa na koniec maszerującego oddziału. Dali mu kilkadziesiąt kułaków, a zawsze zbrojni w trzciny podoficerowie odliczyli mu kilkadziesiąt kijów i nareszcie — rzucili u wejścia do wąwozu.…
Jej świat podzielony był na piętra, na front i od podwórza, na strych i sutereny. Pewne nazwiska powtarzały się co dnia: Chąśba, Wylamowie, Gołąbscy, Posztrascy, Gorońscy. Dźwięki tajemnicze, naładowane dynamiką gniewu i zgryzoty.…
Taki ze mnie nędzarz, żem nawet w podzięki ubogi; dziękuję wam jednak, chociaż to podziękowanie, wierzcie mi, kochani przyjaciele, niewarte i pół szeląga.
Długom–ci czekał na przedwieczne Słowo, jakkolwiek we mnie było i poza mną, we wszystkich drzewach i we wszystkich trawach, w wszystkich jasnościach i wszystkich ciemnościach, w róży i lilii, w robaku i płazie, w głębinach wody i w górach pustynnych, w płaczu, nadziei, w uciesze i trwodze.…
Chudy był zawsze i opalony, z brzuchem wydętym, a zapadłymi policzkami; czuprynę miał konopną, białą prawie i spadającą na jasne, wytrzeszczone oczy, patrzące na świat, jakby w jakąś niezmierną dalekość wpatrzone.…
Przechodził właśnie koło niecałkowitej, jak przybudówek, chałupy, skleconej z kilkunastu rozmaitych odcieni desek, jakby naprędce i dla chwilowego użytku, a przeznaczonej na stały pobyt zagnieżdżonego w niej mieszkańca. Mieszkańcem tym był krawczyk-popsujko, któremu już od niepamiętnych czasów uprzykrzyło się na tej ziemi wszystko prócz jego własnej wiary żydowskiej.…
…Odmienny bowiem mieli charakter i różne dusze. Kassim był zły, pochmurny, zawistny i na dukaty łakomy, Ali-Baba zaś był łagodny, wesoły, nikomu bogactw nie zazdrościł i nie pragnął złota. Kassim narzekał na los, na ludzi i na swoje ubóstwo, Ali-Baba zaś na los nie narzekał, ludzi kochał i nie wstydził się swego ubóstwa.…
…Chciałbym w tej pięknej willi przeżyć z tobą wieki Wśród laurów, wodospadów, róż, brązów, zwierciadeł; A kto wie? jutro może otworzysz powieki I spojrzysz w lice nędzy, najsroższej z widziadeł... Przekleństwo! jam utracił wszystko! Mio caro, Co się to znaczy? U drzwi stoją wierzyciele! Lecz bogactwo w miłości znikomą jest marą, Dawałem ci brylanty, dziś sercem się dzielę. Ach brylanty... Gdzie klucze?... Stój!…
— Chwała Bogu i za to — mówił. — Ciężkie życie pod naszymi niemieckimi panami. Ponakładali podatki i od mlewa takie, że ubogi człek musi z plewą ziarno gryźć jak bydlę. A gdzie żarna w chałupie znajdą, tam chłopa skatują, dobytek zagarną, ba! dzieciom i babom nie przepuszczą... Nie boją się oni ni Boga, ni księży, jako i wielborskiego proboszcza, który im to przyganiał, na łańcuch wzięli. Oj, ciężko pod Niemcem!…
Bałuckie limfatyczne dzieci Z wyostrzonymi twarzyczkami (Jakbyś z bibułki sinoszarej Wyciął ich rysy nożyczkami), Upiorki znad cuchnącej Łódki, Z zapadłą piersią, starym wzrokiem, Siadając w kucki nad rynsztokiem, Puszczają papierowe łódki Na ścieki, tęczujące tłusto Mętami farbek z apretury — I płyną w ślad nędzarskich jachtów Marzenia, a za nimi — szczury.
— Cóż robisz? — A ot tak — razem nic. Zimowaliśmy u brata, co jest dróżnikiem na Wiedeńskiej Kolei. Ale i jemu bieda, bo go ze Skierniewic przenieśli pod Częstochowę. W Skierniewicach ma trzy morgi i żył jak bogacz, a dzisiaj i on kiepski, i grunt wynędznieje bez dozoru. — No, a z wami co teraz? — Kobieta niby trochę pierze, ale takim, co nie bardzo mają czym płacić, a ja — ot tak... Marniejemy, panie...…
Na początku drugiej Judym zadał sobie pytanie, co nauka, tak bardzo w ogóle interesująca się sprawą zdrowotności, przedsiębierze dla higieny życia motłochu. Ażeby zbadać tę kwestię ze stron rozmaitych, zaczął opowieść o zjawiskach, które miał możność widzieć w Paryżu i gdzie indziej.…
— Phi! — zaśmiała się Marta — melancholiczką jesteś... i dumna jak księżniczka. Od wujostwa nic przyjmować nie chcesz, ze swoich procencików ubierasz siebie i ojca, trzewiki nawet oszczędzasz, tak że czasem boso chodzisz, kapelusza i rękawiczek nie nosisz... — O, niech ciocia tak nie myśli! — porywczo prawie zawołała Justyna. — Ja ani kłamać, ani udawać nie chcę!…
Szli tędy ludzie biedni, prości, — Bez przeznaczenia, bez przyszłości. Widziałem ich, słyszałem ich!...
…Chodził, medytował, po kątach pozierał, aż stanął przed matką i rzekł: — Co chłopakom po łóżku, Anulka? Sypiam ja na ziemi, toż i oni mogą. Spojrzeliśmy po sobie. Dwie złote iskry zabłysły w siwych oczach Felka. Prawda! Co nam po łóżku? Piotrusia tylko pilnować trzeba, żeby z niego nie spadł. — Dalej! jazda!…
Była to banda cygańska, takoż na jarmark do miasteczka śpiesząca: obdarte i ogorzałe Cyganki, w płachcie na plecach dźwigające dzieci, stare Cyganichy z fajką w zębach, mężczyźni z kociołkami na kijach i małe, półnagie berbecie z kręconymi włosami i przebiegłym wzrokiem. Połączył się z nimi ów, który Koszałka-Opałka i Podziomka niósł, i tak wszyscy dalej kupą szli. Cygany jak Cygany.…
Gdy świt różanopalcą urodził Jutrzenkę, Syn Odysa się z łoża porwał, wdział sukienkę Chędogą, a przez ramię zawiesił miecz srogi, Pięknymi postołami białe opiął nogi I wyszedłszy z komnaty, jak niebianin śliczny, Wydał rozkaz keryksom, aby okoliczny Lud kędziornych Achiwów na wiecę zwołali; Więc na głos ich Achaje zewsząd się ściągali.…
— Święta nazywasz głupstwem, wuju? — zawołał siostrzeniec. — Jestem pewny, że nie myślisz tego! — Przeciwnie, tak myślę — odrzekł Scrooge. — I mam zupełną słuszność. Wesołych świąt! Jakiż ty masz powód być wesołym? Jakiż ty możesz mieć powód do wesołości? Ty, biedak? — Doskonale! — roześmiał się siostrzeniec, zacierając ręce. — A jakiż ty masz powód być ponurym, wuju? Jakąż ty możesz mieć rację do smutku? Ty, bogacz?
— Dobrze. Powiem wam wszystko, od początku do końca. Niech jeno myśli pozbieram. Ha, no słuchajcie... O scenach ja radoszyckich wspomniałem... Bardzo ja się już otrzaskał z wojną, a na myśl tamten dzień jak przyjdzie, serce od nowa gore! To tak dziś, a cóż wtedy! Młoda krew była w żyłach i wrzący honor w sercu.…
Zima była nadzwyczajna w swej surowości. Przyszedł wreszcie kwiecień, a śniegi leżały grubo nie tylko w lasach, ale i na polach. Gdy zeszłoroczne zapasy wyczerpały się, a nowych jeszcze nie było, począł grasować głód, brat wojny, i rozpościerał swe panowanie coraz szerzej.…
— O, ludzie, ludzie niespokojni, znowu się wam bić zachciewa — zaskomlił, pociągając płaczliwie nosem. — Mało wam jeszcze, że was bieda bije? Ale nasz Polak, nasz brat zawsze głupi. W łyżce wody chce utopić brata. — I przytknął siną, wychudzoną twarz do poduszki w czerwone maki, którą przyniósł z nocnej rajzy po bauerach. Cierpiał od kilku dni na ciężkie rozwolnienie żołądka.…
Pewnego dnia, gdy tak oboje czekali jak zwykle i gdy już cały statek opustoszał aż do ostatniego człowieka — a czekali po swojemu, na próżno — zauważyli pewną grupę nędzarek, które wyszedłszy ze statku usiadły w kuczki tuż na kamieniach, zebrawszy koło siebie węzełki i tobołki. Była to rodzina złożona z czterech dziewcząt i matki, kobiety starszej.…
Huck chodził, gdzie chciał i kiedy chciał. Sypiał na schodach, gdy było ładnie, a w pustych beczkach, kiedy było brzydko. Nie musiał chodzić do szkoły ani do kościoła, do nikogo nie musiał mówić „proszę pana" i nikogo nie słuchał. Mógł chodzić na ryby i kąpać się, kiedy tylko miał na to ochotę; siedział nad rzeką, jak długo chciał. Nikt nie zabraniał mu się bić i nikt nie kazał mu chodzić wcześnie spać.…
Lecz Petroniusz z Winicjuszem przeszli do atrium, gdzie czekał na nich Chilon Chilonides, który ujrzawszy ich oddał głęboki pokłon. Petroniuszowi na myśl o przypuszczeniu, które uczynił wczoraj, że może to być kochanek Eunice, uśmiech wybiegł na usta. Człowiek, który stał przed nim, nie mógł być niczyim kochankiem. W tej dziwnej figurze było coś i plugawego, i śmiesznego.…
Winston stał tyłem do teleekranu. Tak było bezpieczniej; chociaż, jak dobrze wiedział, z ludzkich pleców też można dużo wyczytać. Kilometr dalej nad brudnym pejzażem górował ogromny, biały gmach Ministerstwa Prawdy — jego miejsca pracy. I to jest Londyn — pomyślał z mglistym obrzydzeniem — główne miasto Pierwszego Pasa Powietrznego, trzeciej najgęściej zaludnionej prowincji Oceanii.…
Zbliż się tu, człowieku, Widzę, że jesteś w niezamożnym stanie; Weź te czterdzieści dukatów, a daj mi Drachmę trucizny takiej, co by mogła Po wszystkich żyłach rozejść się od razu I nienawistne życie odjąć temu, Co jej zażyje; co by tak gwałtownie Wygnała oddech z piersi, jak gwałtownie Lontem dotknięty proch wypędza pocisk Z czeluści działa.…
„Znałeś dawniej Wojciecha?” „Któż nie znał! Co teraz Bez sług, ledwo w opończy brnie po błocie nieraz, Niegdyś w karecie, z której dął się i umizgał, Takich, jakim jest dzisiaj, roztrącał i bryzgał. Ustępowali z drogi wielmożnemu panu Lepsi i urodzeniem, i powagą stanu; Nieraz ten, który przedtem od filuta stronił, Westchnął skrycie natenczas, gdy mu się ukłonił. Musiał czcić; czegóż złoto nie potrafi dzielne?
Jest ubogim studentem czwartego kursu. Idzie w poranek zimowy do szpitala, tak misternie stawiając nogi, by nie wszyscy przynajmniej widzieli, iż dziury w podeszwach tekturą umiejętnie są pozatykane. Paltocik ma ciasny jak kaftan wariata, wytarty tak dalece, że Żyd letnią porą ośmiu zań złotych dać nie chciał.…
Ten Gumowicz był synem akuszerki, kobiety bardzo biednej, ogromnie energicznej i krzykliwej. Mama Gumowiczowa zjawiała się czasami na dolnym korytarzu, rozmawiała z księdzem Wargulskim i panem Majewskim, wypytywała się o stopnie i sprawowanie swego Romcia, który już drugi rok siedział w klasie wstępnej, a nieraz wobec wszystkiego tłumu groziła mu pięścią.…
…przytul mnie, Wojtecku, do siebie, wole ciebie, wole ciebie. nuci „Pójdze, Maryś, po niewoli na mój jeden zagon roli".
Pierwszy raz w życiu uczuł wielką swoją nędzę. Chata ich była najbiedniejsza we wsi, a pole najgorsze. Matka, choć przecie gospodyni, pracować musiała jak komornica i odziewała się prawie w łachmany. Na niego samego patrzono we wsi jak na straceńca, który nie wiadomo po co innym chleb zjada. A co go się nie nabili, co go się nawet psy nie nagryzły!...
Tego im i trzeba; Każą ci na dziedziniec wynieść kawał chleba, A ty się kłaniasz nisko jak wieko u skrzyni; A pani z okna plunie. — Ha! mościa grabini, Przyniosłam ci kosz jajek.
A w parę pacierzy po śniadaniu już obaj szli do kościoła. Kuba kusztykał raźno, a Witek ostawał się nieco, bo mu markotno było, że to nie miał butów, ino boso szedł. — A czy to można do zakrystii boso, co? — pytał cicho. — Głupiś! Pan Jezus ci ta na buty czyje zważa, a nie na pacierze... — Pewnie że tak, ino w butach to zawżdy przystojniej... — szeptał smutniej. — Kupisz ty sobie jeszcze buty, kupisz...
Zaś kiej już sami ostali, Nastusia, rozejrzawszy się po swoim nowym gospodarstwie, rozpłakała się żałośnie, aż Szymek krzyknął: — Nie bucz, głupia! Drugie i tyla nie mają! Jeszcze ci będą zazdrościły — dodał, a że był wielce strudzony i nieco napity, uwalił się w kącie na słomie i wnet zachrapał; a ona zasiadła pod ścianą i popłakiwała, spozierając na białe ściany Lipiec, widne ze sadów.…
— I nie ma końca tej ludzkiej marnacji. Siadłam przy Agacie, kiej już ksiądz odjechał, aż tu przylatuje Filipka zza wody z krzykiem, że jej najstarsza kończy... Poleciałam juści... Jezus, w chałupie żywy mróz siedzi... Okna wiechciami pozatykane... Jedno łóżko w chałupie, a reszta w barłogu kiej psy się gnieździ... Nie pomarła dzieucha, ino ją tak z głodu sparło... Ziemniaków już brakło, pierzynę już przedali...…
Mój Boże, Borynowa chałupa dworem się widziała przy tej ruderze; co chałupa, nawet obora ojcowa sposobniejszą była la ludzi. Chlew to przegniły, nie dom; kupa zmurszałych bali, nawozu i śmiecia zgniłego. Ni jednej deski na ziemi, gliniany tok pełen wybojów, błota przymarzłego i śmieci wdeptanych, że niech ino odgrzało od komina, to smród bił gorszy niźli z gnojówki, a z tego trzęsawiska dźwigały się ściany spaczone……
Pomimo tych rygorów niepodobieństwem było uchronić się od częstych szkód i kradzieży. Kwiaty, które nadawały się do sprzedaży na targu, i dojrzewające owoce stanowiły przynętę dla własnych podwórzowych i okolicznych urwisów. Ranki po takich wypadkach były ciężkie i burzliwe. Pani Cecylia krzyczała na Ignacego, że wysypia się przez całą noc zamiast chociaż czasami popilnować ogrodu.…
O bracie mój, księżycu! o siostry me, gwiazdy! Chwalcie wraz ze mną Miłość, ażeby Chciwość nie wyciągała pokurczonych palców po kruszec drogi, schowany w piwnicach zamków, ujętych w parów i ostrokół... Albowiem wszystko jest marność, blichtrem i próżnią potęga możnych, a błogosławion li ten, który w rzemiennem przepasaniu swoim nie nosi złota ni srebra, lecz bosy, z odkrytą głową idzie pomiędzy swą brać...
Toteż jednoręki dzierżył głowę na karku statecznie i ze świadomie pionową przewagą nad kulawcem, który co krok tykwiastą półkolą połyskliwej łysiny wstrząsał luźnie i przymuszenie, niby podrzucany pełną pośpiechu bryką o zatwardziałych resorach, o ile wolno tak zamożnym porównaniem obarczać biedaka, wiedząc z góry, iż wolałby podrzuty wzmiankowanego inwentarza niźli własnego kadłuba.
— Jak śmiesz nazywać mnie bratem? — krzyknął gniewnie Kassim. — Nie znam ani ciebie, ani twojej żony! Chodzisz w łachmanach i masz minę nędzarza, więc nie możesz być bratem takiego jak ja bogacza! — Kassimie, bracie rodzony! — zawołał znowu Ali-Baba. — Czy ci się rozum pomieszał? Czy też udajesz tylko, że mnie nie poznałeś? Nie żądam od ciebie złotych dukatów, jeno pragnę miłości braterskiej!…
Pokazujemy 48 z 147 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.