motyw literacki
Obcy
78fragmentów
32lektury
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Potop 21 fragmentów
- Lalka 5 fragmentów
- Klechdy polskie 4 fragmenty
- Pan Wołodyjowski 4 fragmenty
- Przedwiośnie 4 fragmenty
- Baśnie 3 fragmenty
- Napój cienisty 3 fragmenty
- Pożegnanie z Marią 3 fragmenty
- Rok 1984 3 fragmenty
- Chłopi, Część druga - Zima 2 fragmenty
- Chłopi, Część trzecia - Wiosna 2 fragmenty
- Faraon 2 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Jeżeli chcecie, aby przyjaciel ojców waszych był przewodnikiem waszym, zostanę z wami i lud mój opuszczę; albowiem wy jesteście nieszczęśliwsi. Mówił jeszcze dłużéj starzec ów, i uszanowali go, i zaprosili do swojéj szopy. I zrobiono przymierze z Ludem Sybirskim, który się rozszedł i zamieszkał w swoich śnieżnych siołach; a król jego został z wygnańcami, aby je pocieszał.…
Po pniu i po bocianie żaby nędzne, słabe, Chciały jeszcze trzeciego. Dał im Jowisz żabę. «Przecież swoja!» — krzyknęły. Zmierziły i swoją; Kiedy więc nowe bunty i projekta roją, Rzekł im Jowisz: «A chcecie być pod nowym panem? Dam takiego, co będzie i pniem, i bocianem».
Jak biedny ptaszek spod płonących dachów W lot się puściłem... dziś obcy... nieznany Własnej ojczyźnie, sługa w obcym kraju; Niech to nie będzie moim potępieniem! Ty także obca...
…Ach, pfe! A cóż to znowu? Patrzcie tylko, patrzcie, jak to kaczę wygląda! Nie mogę znieść widoku takiego brzydactwa. Podbiegła do brzydkiego kaczęcia i ze złością uszczypnęła je z całej siły w szyję. — Daj mu pokój — zawołała gniewnie matka — przecież nikomu nic złego nie robi. — Ale jest takie wielkie i takie dziwaczne, że nie można patrzeć na nie. Po co takie stworzenie między nami?…
— Gospodyni, a to Cygany do wsi idą! — Masz diable kaftan, tego jeszcze brakowało. Zawołaj Pietrka drzwi pozamykać, bych czego nie porwały. Przed dom wyszła, zatrwożona wielce. Jakoż wkrótce rozleciała się po wsi cała banda Cyganek — obdartych, rozmamłanych, czarnych kiej sagany, z dziećmi na plecach, a uprzykrzonych, że niech Bóg broni. Łaziły, żebrząc, wróżyć chciały i do izb gwałtem się cisnęły.…
Ale Jagusi nie było w sercu wesoło ni drujko, nie!... Ziąb ją przejmował, chociaż ogień wesoło buzował na kominie, głucho jej jakoś było, mimo ciągłego gwaru i Józinych śpiewek, dzwoniących po chałupie, obcą się czuła w pośrodku swoich, tak obcą, że ze strachem patrzała na nich i jakby wśród zbójów się czuła.…
Już gadajcie, co chcecie, a strach zawsze strachem. Ja nie chcę dłużej z wami być pod jednym dachem; Mówiłam: mężu, nie leź do tych spraw dziecinnych — Pókiś knutował Żydów, chociaż i niewinnych, Milczałam — ale dzieci;
Dzięki — od nieznajomych nie żądam pomocy, Nie zabieram przyjaźni tak rychło i w nocy;
Egipt rozwijał się, dopóki jednolity naród, energiczni królowie i mądrzy kapłani współdziałali sobie dla pomyślności ogółu. Lecz nadeszła epoka, że lud skutkiem wojen zmniejszył się liczebnie, w ucisku i zdzierstwie utracił siły, napływ zaś obcych przybyszów podkopał rasową jedność.…
ktokolwiek by zabił Kaina, siedmiokrotną poniesie pomstę znak
I Dziura pochwycił w dłonie trzewiki i pończochy, aby stroju Majki dokończyć, lecz nagle jedne i drugie z rąk mu na kwiaty i na trawy bujne wypadły, płosząc roje motyli i ważek, skrzydłami ze sobą pogmatwanych. Ogon rybi w całej okazałości stanął mu nagle przed oczyma. Majka skłoniła głowę na piersi, jakby w bezradnym poczuciu winy niepoprawnej...…
Pośród nas widzim książęcia Litwinów, Gośćmi Zakonu są jego wodzowie: Miło im będzie pamięć dawnych czynów Słyszeć, w ojczystej odświeżoną mowie. Kto nie rozumie, niechaj się oddali. Ja... czasem lubię te posępne jęki Niezrozumiałej litewskiej piosenki: Jak lubię łoskot rozhukanej fali Albo szmer cichy wiosennego deszczu, Przy nich spać miło... Śpiewaj, stary wieszczu
— Tam jest gorąco, trzeba jechać dwa tygodnie na wielbłądach. Tam są różne choroby i Maciuś może umrzeć. Zresztą tym dzikusom nie można bardzo wierzyć, bo oni są wiarołomni. Ja ich znam, bo z nimi walczyłem; biali właśnie dlatego ich zabijają, żeby nie byli tacy dzicy i zdradzieccy. Maciuś kiwał głową, że to wszystko prawda, a mimo to szykował się do drogi. Musi być w stolicy ogród zoologiczny.…
— Napatrzyłem ja się wielkich dziwów niemało, gdyż nie można rzec: naród to jest dobry, ale wszystko u nich osobliwe. Kudłaci są i ledwie który kniaź włosy trefi; pieczoną rzepą żyją, nad wszelkie jadło ją przekładając, bo mówią, że męstwo od niej rośnie. W numach swych razem z dobytkiem i wężami żyją; w piciu i jedle nie znają pomiarkowania.…
krążymy wokół domu pana, we mgle szukając nowego przymierza. i biorąc to za dobrą monetę. która za nasze grzechy będzie wydana obcym. zanim obcy się sobie sami już niedługo wydamy.
Na stoku i w szczelinach obmierzłego wzgórza spostrzegł niby postacie ludzkie. Było tu kilku drzemiących na słońcu pijaków czy złodziei, dwie śmieciarki i jedna kochająca się para, złożona z trędowatej kobiety i suchotniczego mężczyzny, który nie miał nosa. Zdawało się, że to nie ludzie, ale widma ukrytych tutaj chorób, które odziały się w wykopane w tym miejscu szmaty.…
— Przedstawiłem im grozę położenia, zrozumieli, że nadeszła chwila stanowcza — opowiadał mi. — Bo rzeczywiście, wysłańcy Sherifa Alego krążyli koło osady i podobno uprowadzili z sobą kilka kobiet. Na rynku znów zjawili się jego emisariusze w białych szatach i przechadzając się dumnym krokiem, przechwalali się przyjaźnią Radży dla ich pana.…
Tak więc naprawdę nie ma niechęci do Żydów, mimo że sama jest chrześcijanką. Przeszła na katolicyzm jeszcze w początkach wojny, gdy bardzo się męczyła, oglądając tyle niesprawiedliwości i okrucieństwa. Myśl o mękach Pana Jezusa pomogła jej łatwiej to znieść. Miała polskie nazwisko i polskie papiery, w obozie była jako Polka, nie jako Żydówka. Nie wie dobrze, kto byli jej rodzice, nie widziała ich nigdy.…
Zgony liliowe w pustce nad drogą, I nic — i bezbrzeż traw! Do traw bezbrzeży i do nikogo Wołałem: «Zbaw mnie, zbaw!» A szedł przechodzień... Nie wiem, dlaczego Dłonią mi podał znak. Może pomyślał, że to do niego, Do niego wołam tak! A była cisza, jakby świat minął, — Trwał jeszcze słońca brzeg, — A on na ciszę oczami skinął, Zrozumiał coś i rzekł: — «Nie mam ni chleba, ni sił, ni domu! Jak ty, — bez jutra łkam.…
Tak się tam modlił Odys losem bity srodze, Gdy pannę rącze muły uniosły po drodze W miasto wiodącej. Jakoż przed dwór okazały Ojcowski gdy zajedzie, muły się wstrzymały U pierwszej bramy. Bracia, piękni jak niebianie, Wybiegli wszyscy razem na jej powitanie I muły wyprzęgali, i wyprane szaty Z wozu znosili. Panna do swojej komnaty Szła wprost, gdzie ogień stara nieciła już niańka, Eurymedusa, ongi apejrejska branka.…
Tu pan Barabasz wskazał na rynek i na uwijających się po nim ludzi. Cały rynek był zapchany wielkimi, siwymi wołami pędzonymi ku Korsuniowi dla wojska, a przy wołach szedł mnogi lud pastuszy, tak zwani czabanowie, którzy całe życie w stepach i pustyniach spędzali — ludzie zupełnie dzicy, niewyznający żadnej religii — religionis nullius, jak mówił wojewoda Kisiel.…
…Krzyczano na modnisiów, a brano z nich wzory; Zmieniano wiarę, mowę, prawa i ubiory. Była to maszkarada, zapustna swawola, Po której miał przyjść wkrótce wielki post — niewola! Pamiętam, chociaż byłem wtenczas małe dziecię, Kiedy do ojca mego, w Oszmiańskim powiecie, Przyjechał pan Podczaszyc na francuskim wózku, Pierwszy człowiek, co w Litwie chodził po francusku.…
…Do tego już doszło, że na tej ziemi wilcy miłosierniejsi od ludzi, że tu trawy krwawą rosą się pocą, wichry nie wieją, ale wyją, rzeki łzami płyną i ludzie do śmierci ręce wyciągają mówiąc: „Ucieczko nasza!..." — Panie! — zawołałem — Zali oni lepsi od nas? Kto największe okrucieństwa czynił? Kto pogan sprowadzał?...…
I Gwinemant pędzi przeciw leutyckiemu królowi. Strzaskał mu tarczę malowaną w kwiaty; potem rozdarł mu pancerz; wbija mu w ciało cały swój proporzec i (niech kto z tego śmieje się lub płacze!) kładzie go trupem. Na ten cios Francuzi krzyczą: „Bijcie, baronowie, nie ociągajcie się. Prawo jest przy Karolu przeciw tym czarnym: Bóg nas wybrał, abyśmy wydali prawdziwy sąd".
…Prosiłem Jego Cesarską Mość, aby mnie z bezpieczeństwem kazał zaprowadzić do Nagasaki. Ośmieliłem się prosić go jeszcze o inną łaskę, aby przez wzgląd na protekcję króla Luggnaggu chciano mnie uwolnić od obrządku, który ziomkowie moi zachowywać zwykli, i nie przymuszać mnie do deptania nogami krucyfiksu, gdyż przybyłem do Japonii nie dla handlu, ale aby wrócić do Europy.…
…przybył do obozu polskiego trębacz szwedzki z listami do wojewodów od Radziejowskiego i Wittenberga. Pan Władysław Skoraszewski sam poprowadził go do wojewody poznańskiego, a szlachta z pospolitego ruszenia gapiła się ciekawie na „pierwszego Szweda", podziwiając jego dzielną postawę, twarz męską, żółty wąs, zaczesany w końcach do góry w szeroką szczotkę, i minę prawdziwie pańską.…
Pokój redaktorów był przytulnie obity tapetą w liryczne kwiatki. Po prawowiernych mieszkańcach, oficerach SS, którzy albo padli na polu chwały w bitwie przy koszarach, albo uciekli do rodziny, albo zajęli opróżnione przez nas miejsca w Dachau, została tylko solidna, dwudrzwiowa szafa, cudem nie całkiem rozbita przez auslenderów, którzy, ledwo wyzwoleni z obozu, wpadli po skończonej wojnie w bezpańskie koszary……
Co mu się też śni — co tam przepływa pod czarującą płaszczyzną spadzistego czoła? Co też to widać w tych oczach głucho zamkniętych, pod cienistymi powiekami? Jakiś namiętny krzyk dobywa się z pulsującego gardła! Jakieś gwałtowne, dzikie, srogie widowisko jawi się przed nim, bo prosty nos naciąga się jak cięciwa łuku, nozdrza drgają, a wargi niezrównanych ust odsłoniły grozę i groźbę prześlicznych białych zębów!…
…Nagle Tomek przestał gwizdać. Stał przed nim ktoś obcy: chłopak odrobinę wyższy od niego. Pojawienie się nowego przybysza, nieważne jakiego wieku i płci, stanowiło w małej mieścinie St. Petersburg wstrząsające wydarzenie. Chłopiec był porządnie ubrany, nawet zbyt porządnie jak na dzień powszedni. Zdumiewające! Czapkę miał niczym prosto z wystawy!…
Nagle ich podniesione głosy zamilkły. Kiedy Winston przechodził obok, kobiety lustrowały go we wrogiej ciszy. Choć właściwie nie była to wrogość, tylko coś w rodzaju ostrożności, chwilowe zesztywnienie, jakby przyglądały się zwierzęciu nieznanego gatunku. Niebieski kombinezon członka Partii nie był pewnie częstym widokiem na tej ulicy.…
Teraz grób wasz spojrzenie cudzoziemca plami, — Pozwalam mu, — darujesz, o wielki Proroku! On jeden z cudzoziemców poglądał ze łzami.
…Tym razem nie zachodziła już żadna wątpliwość, d'Artagnan był istotnie znieważany. Przeświadczony o tym najzupełniej, beret na oczy nacisnął i usiłując naśladować ruchy wielkopańskie, podpatrzone w Gaskonii u przejeżdżających dostojników, zbliżył się z ręką na rękojeści szpady, a drugą wspartą na biodrze.…
I kaczęta były jak u siebie w domu. Tylko jedno brzydkie kaczę popychano, szczypano, odpędzano, a znęcały się nad nim nie tylko kaczki, ale nawet i kury. — Za duże jest — powtarzali wszyscy bez wyjątku, a stary indyk, który przyszedł na świat z ostrogami i wyobrażał sobie, że jest królem, nastroszył wszystkie pióra niby żagle, aż mu się końce skrzydeł po kamieniach darły, poczerwieniał na szyi, głowie, aż po oczy i……
— Niemcy w karczmie popasają! — Na Podlesie pewnikiem ciągną — rzekł ktoś domyślnie. — Niech jadą z Bogiem! Co wama do nich? — przekładał drugi. Ale jakaś niespokojna, trwożna ciekawość owładnęła ludźmi. Przez sady krzykali se tę nowinę, w opłotkach stawali gadać o niej, a insze zaś już do karczmy się przebierały na przewiady. Jakoż prawdę rzekli.…
— Wyjrzyj no, ktosik jest w ganku. Ale nim zdążył, jakiś obwalony śniegiem człowiek stanął w progu, pochwalił Boga, otrzepywał czapkę o buty i rozglądał się po izbie. — Pozwólcie się ogrzać i wytchnąć nieco! — rzekł prosząco. — Siadajcie, Witek, przyrzuć na ogień — zarządziła zmieszana. Nieznajomy siadł przed kominem, ogrzał się nieco i zapalił fajkę. — Borynowy to dom, Macieja Boryny?…
Na widok tych cudzoziemców, silnych, niezgrabnych, śmiejących się ordynaryjnie, cuchnących łojem i gadających nieznanym a twardym językiem, w księciu zagotowało się. Jak lew, kiedy zobaczy obce zwierzę, choć niegłodny, zabiera się jednak do skoku, tak Ramzes, chociaż ludzie ci nic mu nie zawinili, uczuł do nich straszną nienawiść. Drażnił go ich język, ich ubiory, ich zapach, nawet ich konie.…
— Zamieszkaj razem ze mną na dnie jeziora! — zawołała Majka z rozpaczliwą prośbą w głosie. — Żywcem? — spytał Dziura. — Żywcem albo śmiertelnie — odrzekła Majka. — Jak postanowisz, tak się stanie. Mówię do ciebie po rusałczanemu, bo nie umiem inaczej i nie mogę, a ty te słowa moje z lękiem odpychasz, że nieludzkie, nie twoje, ziemią niespylone i strzechy nad sobą niemające...…
I pojechali ku ogniskom, które otaczali ludzie z nagimi całkiem ramionami, odziani mimo pory letniej w owcze tułuby, wełną do góry. Większa część ich spała wprost na gołej ziemi albo na mokrej i parującej od żaru słomie, lecz wielu siedziało w kuczki przy płonących stosach; niektórzy skracali sobie godziny nocne, podśpiewując przez nos dzikie pieśni i uderzając do wtóru jednym piszczelem końskim o drugi, co czyniło……
— Grand Hotel — mówi Wokulski siadając. Dorożkarz dotyka ręką kapelusza i woła: — Naprzód, Lizetka!.... Ten szlachetny cudzoziemiec postawi ci za fatygę kwartę piwa. Następnie, odwróciwszy się bokiem do Wokulskiego, mówi: — Jedno z dwojga, obywatelu: albo dopiero dziś przyjechaliście, albo jesteście po dobrym śniadaniu?...…
Na oścież się zasrebrzy księżycowy wstęp Do bożyzny — daleczyzny, w szmer i otchłanie, — A dołem — szumy leśne, zgiełk drozdów i ziemb, — I na ziemię wylądują zwiewni Marsjanie.
Przez chwilę trwało jeszcze milczenie; pierwszy pan Zagłoba ozwał się: — Ha! Gdzie to pan Snitko! Mówiłem, że temu Azji wilkiem z oczu patrzy, a to i wilczy syn! — Lwi syn! — odrzekł Wołodyjowski — I kto wie, czy w ojca nie poszedł! — Dla Boga! Uważaliście waćpaństwo, jak to mu zęby błyskały, zupełnie jak staremu Tuhaj-bejowi, gdy był w gniewie! — rzekł pan Muszalski.…
— Pamiętam księcia Bogusława pod Beresteczkiem — rzekł Charłamp — miał jeden regiment dragonów całkiem na francuski ład musztrowany, którzy pieszą i konną służbę zarówno pełnili. Oficerowie sami byli Francuzi, prócz kilku Olendrów, a i między żołnierzami większa była część Francuzów. A wszystko franty. To tak od nich różnymi wonnościami pachniało, jakoby z apteki.…
Lecz cień kasztanów jest zielony i miękki. Nakryty cieniem, siedzę w piasku i wielkim francuskim kluczem dokręcam złączenia wąskotorowej kolejki. Klucz jest chłodny i dobrze leży w dłoni. Co chwila biję nim o szyny. Metaliczny, surowy dźwięk rozchodzi się po całych Harmenzach i powraca z daleka niepodobnym echem. Oparci na łopatach, stoją koło mnie Grecy.…
Nieraz w nocy wysuwał się z szopy, śmierdzącej żywymi kandydatami na trupów nie gorzej od umerlaków — i bezmyślnie zapatrzywszy się w dal, przepędzał czas. Szukał swej duszy. Zbierał jej rozszarpane szczątki. Dopiero fizyczne przerażenie na myśl, jak to on jutrzejszy dzień przetrzyma bez sennego dziś wypoczynku, pędziło go z powrotem na pryczę, między chrapiących i cuchnących współkopaczów.…
Nie musiała mu tego mówić. Ale nie od razu wydostali się z tłumu; ciężarówki nadal przesuwały się ulicą, nienasyceni ludzie wciąż się gapili. Na początku rozlegały się pojedyncze buczenia i syki, wydawali je jednak tylko rozproszeni w tłumie członkowie Partii, wkrótce więc ustały. Dominującym odczuciem była ciekawość. Obcokrajowcy, czy to z Eurazji czy z Azji Wschodniej, byli jak egzotyczne zwierzęta.…
W dniu, kiedy znalazł się tam d'Artagnan, zebranie było imponujące, zwłaszcza dla parafianina przybyłego z prowincji; co prawda był on Gaskończykiem, a w owych czasach szczególniej jego ziomkowie nie tracili przy byle czym swej junackiej fantazji, lecz wejście to onieśmieliłoby niejednego.…
I brzydkiemu kaczęciu było coraz gorzej. Chłodno, głodno i nikogo, kto by polubił je szczerze. Bo takie brzydkie! A nie tylko brzydkie, lecz takie duże i takie odmienne od wszystkich, wszystkich ptaków. Do nikogo, do nikogo niepodobne. A każdy szuka podobnych do siebie.
Zrozumiał nagle Dziura, że otumaniła go Majka i czarami uwiodła, aby, grzechem obciążonego, ku sobie zniewolić, a potem śmierć mu podwodną dla swoich zamiarów rusałczanych zgotować. „Śmierci uniknąłem, alem grzechu nie uszedł! — myślał Dziura, bojaźń Bożą gorliwie w duszy rozniecając. — Nie dla mnie te schadzki po księżycu i te dłonie białe, pracą nietknięte. Tak mi z tym do twarzy, jak kobyle we wianku rucianym!…
Pokazujemy 48 z 78 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.