motyw literacki
Łzy
198fragmentów
48lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Quo vadis 16 fragmentów
- Pan Wołodyjowski 14 fragmentów
- Balladyna 12 fragmentów
- Potop 12 fragmentów
- Lalka 11 fragmentów
- Klechdy sezamowe 10 fragmentów
- Cierpienia młodego Wertera 9 fragmentów
- Kordian 7 fragmentów
- Krzyżacy 7 fragmentów
- Nad Niemnem 7 fragmentów
- Chłopi, Część druga - Zima 6 fragmentów
- Chłopi, Część pierwsza - Jesień 6 fragmentów
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Kiedy wół był ministrem i rządził rozsądnie, Szły, prawda, rzeczy z wolna, ale szły porządnie. Jednostajność na koniec monarchę znudziła; Dał miejsce woła małpie lew, bo go bawiła. Dwór był kontent, kontenci poddani — z początku; Ustała wkrótce radość — nie było porządku. Pan się śmiał, śmiał minister, płakał lud ubogi. Kiedy więc coraz większe nastawały trwogi, Zrzucono z miejsca małpę.
Więc rozesłałam sylfy; niechaj pracują Na moje szczęście. Teraz nie idzie o to, Aby wojskami kwiatów zdobywać niwy; Nie kwiatów strzec mi teraz, nie tęcze winąć, Ani słowiki uczyć piosenek, ani Budzić jaskółki wodne... kocham!... ginę!... A jeśli on mię kochać nie będzie? cała W mgłę się rozpłynę białą, i spadnę łzami Na jaki polny kwiat, i z nim uwiędnę.
Obok siebie usłyszał jakby ciche łkanie i zwrócił się w tę stronę. Nie sam był tutaj: obok niego na kamieniu stoi ubogi chłopiec w krótkiej kurtce i drewnianych sabotach: po twarzy mu spływają łzy wielkiego szczęścia. I on wie, i on pojął!
Do żeglowania przez weselsze wody Zwraca ster łódka mego genijusza, Straszne za sobą zostawiając brody. Chcę śpiewać drugie królestwo, gdzie dusza Czyści się z grzechu przed swym wniebowzięciem. Zmartwychwstań, pełna poezyjo życia! O święte Muzy! gorącym zaklęciem Tu was przyzywam, ja, wasz od powicia! Niech Kalijope wtóruje mej pieśni, Głosem, co w rozpacz biedne wpędził sroki.…
— Kowalowe by spłacić i ostać przy chałupie i półwłóczku... — A masz to czym?... — jęknęła aże w tym uczuciu bezsilności tak silnym, że łzy jej pociekły po twarzy, gdy ogarnęła oczami te pola ojcowe, tę ziemię jak złoto czyste, gdzie i pszenica, i żyto, i jęczmień, i buraki od skiby do skiby siać było można... Tyle dobra, a to wszystko cudze... nie ich... — Nie bucz, głupia, zawżdy z tego osiem morgów nasze...
Ale już nie poszła dalej. Ogarnęło ją naraz zniechęcenie i taki płacz chycił za gardziel, że wsparłszy się o barłóg Pietrkowy, zaryczała, sama nie wiedząc laczego. Tak zbrakło jej sił, że opadła w sobie kiej ten kamień ciężki. Już nie mogła uredzić doli, mój Jezu, nie mogła, a toć poczuła się taka opuszczona na świecie, jako to drzewo rosnące na wywieisku — samotne i na każdą złą przygodę wystawione!…
…— Mówię wam, jak jest, cała wieś o tym wie, spytajcie się! — zawołał głośno i prędko, że to popędliwy był wielce i zawsze rad prawdę rznął prosto z mostu. — Czy to ma przyjść? — zapytała cicho. — Niech przyjdzie, choćby jutro. Co to wam, czego beczycie?... — Nie, nie, to ino z mrozu... Wolno powracała, ciężko, jakby ją przygniatało do ziemi, że ledwie nogi podnosiła.…
Zbliżyliśmy się do okna. Grzmiało jeszcze w oddali, cudny, rzęsisty deszczyk siekł pola, a orzeźwiający zapach, przepajający ciepłe powietrze, płynął ku nam falą. Oparła się na łokciu, zapatrzyła w krajobraz, potem spojrzała w niebo, na koniec na mnie. Ujrzałem łzy w jej oczach, dotknęła dłonią mej dłoni i szepnęła: — Pamiętasz pan Klopstocka?…
Więc mniejsza o to, w jakiej spoczniesz urnie, Gdzie, kiedy, w jakim sensie i obliczu, Bo grób twój jeszcze odemkną powtórnie, Inaczej będą głosić twe zasługi I łez wylanych dziś będą się wstydzić, A lać ci będą łzy potęgi drugiéj Ci, co człowiekiem nie mogli cię widziéć.
…Czyż to mnie miło męczyć, — mnie samemu męka. — Ach — wzdycha jak to źle być czułym. — Ach, serce mi pęka. Wierz mi: gdy pazurami grzesznika odzieram, Nieraz ogonem, ah! ah! — łzy sobie ocieram.
Radzę, Janie, daj pokój przedsięwzięciu swemu, Bo bądź krótko, bądź długo, przedsię przydzie k'temu, Że się człowiek obaczy, a co mu dziś miło, To mu będzie za czasem wstyd w oczu mnożyło. Tę rozkosz, którą teraz tak drogo szacujesz, Puścisz taniej po chwili, gdy prawdę poczujesz. A tak, co ma czas przynieść, uprzedź go ty raczej, Odmień swój bieg, a żagle nakręć w czas inaczej!…
…Została w łóżku i leżąc, cicho, długo płakała. Niby to śniła jej się Jadwisia, ale płakała nie za nią. Jadwisia żyła na świecie i póki nie oślepła, widziała to niebo i tę ziemię, bawiła się z kotem, pieściła się z matką. A tamto jej dziecko, co miało być i co go nie było, gorzej było biedne. Sama poszła do akuszerki, dała sobie coś takiego zrobić, co kobiety robią, i tak je zmarnowała.…
Bogdaj to trwałe, zbyt wytrwałe ciało Stopniało, w lotną parę się rozwiało! Lub bogdaj Ten, tam w niebie, nie był karą Zagroził samobójcy! Boże! Boże! Jak nudnym, nędznym, lichym i jałowym Zda mi się cały obrót tego świata! To niepielony ogród, samym tylko Bujnie krzewiącym się chwastem porosły. O wstydzie! że też mogło przyjść do tego! Parę miesięcy dopiero, jak umarł!…
O, wy, modlitwy i łzy! O, wy głębokie westchnienia naszej samotnej Tęsknoty, poklękującej na krzemiennej drodze, z kielichem goryczy w dłoni i z czarnym krzyżem na wątłym ramieniu! Zmieniacie w mgły się pajęcze i, otuliwszy jej postać w swoje rozwiewne przędze, czynicie z niej by obłok, wstający z poranku na wielkich obszarach świata,
Kiedy ci przy okręcie zwodzą bój okrutny, Przed obliczem Achilla staje Patrokl smutny; A jako zdrój spod skały hojne wody toczy, Tak obfitymi łzami płyną jego oczy. Wzruszon Pelid tak mówić do niego zaczyna: — «Patroklu!…
Mała niewidoma dziewczynka tańczyła po pokoju, klaszcząc w ręce. Blada jej twarz zarumieniła się, usta śmiały się, a pomimo to z zastygłych oczu płynęły łzy jak grad.
Pożałował siebie, na dnie jeziornym bez niczyjej opieki samotnie poległego, a chociaż nigdy na jawie nie płakał, tym razem jął przez sen popłakiwać rzewnie nie swoim, jeno niewieścim zgoła głosem, jakby mu dusza do cna w tym śnie zbabiała.…
— Czy bez Kassima wracasz? — Bez Kassima — odpowiedział Ali-Baba. — A co masz w oczach? — spytała Morgana, przyglądając się zapłakanym oczom Ali-Baby. — Łzy — rzekł Ali-Baba. — A co masz w ustach? — spytała znowu Morgana. — Złe wieści — odparł Ali-Baba. — A co masz w workach? — spytała wreszcie Morgana. — Zwłoki mego brata — szepnął Ali-Baba.…
Któż me westchnienia, kto me łzy policzy? Czy już tak długie przepłakałam lata, Czy tyle w piersiach i oczach goryczy, Że od mych westchnień pordzewiała krata? Gdzie łza upadnie, w zimny głaz przecieka: Jak gdyby w serce dobrego człowieka.
Dotąd Kordian nie wrócił, jedynasta biła. Natrętna niespokojność w serce się zakrada, Gdybym też dziecię płochym szyderstwem zabiła? Dmucham w różę, co słońcem palona opada? A jeśli jego serce z takich kruszców lane, Że co na nim napiszę, przetrwa napisane Na wieki wieków? Boże! jeśli jego oczy Przywykną do ciemności i do łez? Co gorsza!…
Jagienka zaśpiewała drugą zwrotkę, lecz skończywszy ją, spostrzegła wielką łzę staczającą się po palcach Zbyszkowej dłoni. Wówczas przysunęła się żywo ku niemu i siadłszy obok, poczęła go trącać łokciem: — No? Co wam? Nie chcę, byście płakali. Mówcie, co wam jest? — Nic, nic! — odrzekł z westchnieniem Zbyszko. — Siła by gadać... Co było, to przeszło. Już mi weselej.
W kościele ścisk i zaduch zimny, Wyziewy nędzy; para bucha Z modlących ust i coraz mgławiej Na ołtarz patrzeć. Obłok dymny Rozsnuwa się po świętej nawie. A ona w tym tumanie płynnym Jeszcze na domiar oczy mruży... A że są popielato-mgliste, Więc gdy tak patrzy coraz dłużej, Zanurza ołtarz w sennej chmurze I widzi pole świec gwiaździste, Zagon migotem kołysany, Przez łzy mieniący się rzęsiście Łubinowymi płomykami.…
Ubogi człowiek dotknąwszy pieniędzy zaczął się trząść. Uważnie słuchał Wokulskiego, a łzy spływały mu po wychudzonej twarzy.
…Patrzyłem tej nocy na rzekę z tego samego miejsca; płynęła milcząca i czarna jak Styks; nazajutrz wyjechałem, ale nieprędko zapomnę, od czego chciała być ocalona właściwie, gdy go błagała, by odjechał póki czas jeszcze. Powiedziała mi, co to było, spokojnie — była teraz zbyt namiętnie zaangażowana, by się unosić — głosem słodkim rzekła: — Nie chciałam umierać płacząc. Zdawało mi się, że źle słyszałem.…
Nie zdołał nic więcej powiedzieć. Znienacka wybuchnął płaczem. Zapadła już noc. Odłożyłem narzędzia. Miałem w nosie i młotek, i śrubę, i pragnienie, i śmierć. Na pewnej gwieździe, na pewnej planecie — na mojej planecie, Ziemi — był Mały Książę, który potrzebował pociechy! Wziąłem go na ręce. Ukołysałem. Powtarzałem mu: — Kwiat, który kochasz, jest bezpieczny... Narysuję kaganiec dla baranka...…
Jest siwa, raczej ładna, zaokrąglona i miękka. Jest bardzo zmęczona. Przeszła takie rzeczy, w które nikt by nie uwierzył. I ona sama nie uwierzyłaby także, gdyby nie to, że to jest prawda. O nic jej nie chodzi, tylko o życzliwość. O to, żeby ludzie byli dla niej życzliwi, bo dużo przeszła i jest matką, która straciła dwoje dzieci. Nie wie na pewno, czy umarły. Ale od dawna nic nie wiadomo, co z nimi jest.…
Proszę pana... I co? i co? Tak jest jak ja mówiłam. zanosi się cicho od płaczu. Ładna historia! a to pech! zaczyna chodzić po pokoju — Hanka pozostaje przy oknie w smudze światła — tragiczna w fałdach swej czarnej chustki. Co ja teraz zrobię! Jedź do domu. Ale... żeby mnie tatko skórę zdarli. Nie pojadę. Zresztą nie becz. Jeszcze daleko. Może się jeszcze co zmieni. Ale... takim jak ja, to cygany los wyklną.…
Justyna nie odpowiadała. Szła prosto i równym krokiem jak wprzódy, tylko w rozpalonych i zamyślonych jej oczach błysnęły łzy.
Stracę wartość. Nastąpią cen spadki i zniżki. I wówczas, gdy już mroki poczuję w pobliżu, Wyciągnę dłonie ścisłe i wklęsłe, jak łyżki, Do Boga, co nie za mnie umierał na krzyżu! On, wiedząc, jak mi trudno, choć sen się snem łata, Grać rolę siebie samej na życia arenie, Dla prób nieśmiertelności, po zniżonej cenie Nabędzie mnie — za jedną łzę z tamtego świata!
— Filip! — krzyknęła — a kożuch? Teraz dopiero zobaczyłem, że ojciec bez kożucha wrócił. Nie miałem jednak czasu wielce się rozglądać, gdyż ojciec Piotrusia za ręce chwycił i siarczystego młynka z nim wywinął. Potem głośno się rozśmiał, Piotrusia puścił i, na łóżku matczynym siadłszy, śmiał się, aż mu łzy po twarzy sczerniałej pociekły. Otarł je prędko rękawem starego spencerka.
Gdy świt różanopalcą urodził Jutrzenkę, Syn Odysa się z łoża porwał, wdział sukienkę Chędogą, a przez ramię zawiesił miecz srogi, Pięknymi postołami białe opiął nogi I wyszedłszy z komnaty, jak niebianin śliczny, Wydał rozkaz keryksom, aby okoliczny Lud kędziornych Achiwów na wiecę zwołali; Więc na głos ich Achaje zewsząd się ściągali.…
— Gdybyś przed Królem królów stanął, ten by rzekł: „Aza przebaczyłeś nieprzyjaciołom swoim, jakom ja swoim przebaczył?". — Z Rzeczpospolitą wojny nie chcę! — Jeno jej miecz do gardła przykładasz! — Idę Kozaków z waszych okowów uwolnić. — By ich w tatarskie łyka skrępować! — Wiary chcę bronić. — Z pohańcem w parze. — Preczże ty, boś nie jest głosem sumienia mego! Precz! Mówię ci!…
Duch i Scrooge szli przez sień do drzwi umieszczonych w tyle domu. Drzwi same otworzyły się przed nimi, odsłaniając drugą, pustą i posępną izbę zastawioną ławami z gładkich desek i pulpitami. Przy jednym z pulpitów samotny chłopiec czytał coś przy słabo tlejącym ogarku. Scrooge zakrył twarz dłońmi i zapłakał: poznał w tym upuszczonym chłopcu samego siebie...…
Gdy okiem wkoło rzuca, postrzega: to ona! Telimena, samotna, w myślach pogrążona, Od wczorajszej postacią i strojem odmienna, W bieliźnie, na kamieniu, sama jak kamienna; Twarz schyloną w otwarte utuliła dłonie, Choć nie słyszysz szlochania, znać, że we łzach tonie.
Spojrzawszy teraz w twarz męża i widząc w niej głębokie strapienie rzekła zaraz: — Co to za wieści waszmość przywiózł? Nie oddalajcieże mnie. Będę was ile się godzi pocieszać albo zapłaczę z wami, albo radą jakowąś posłużę... — Już i w twojej głowie rady się na to nie znajdzie — odrzekł pan Andrzej. — Ale boję się, żebyś z żalu na zdrowiu szwanku nie poniosła. A ona na to: — Siła ja wytrzymać umiem.…
Jako ptak, kiedy towarzysza zbędzie, Nigdy na rózdze zielonej nie siędzie, A między bory i pustymi lasy Sam jeden lata po swe wszystkie czasy, Tak ja, nieszczęsna, w jego niebytności Muszę być zawżdy w trosce i w żałości; Chronię sie ludzi, sama nie wiem czemu, Radam, gdy świadka nie mam płaczu swemu.…
Teraz o tym świetlistym poranku od pierwszego świtu, od pięciu godzin, chodził po swej izbie tam i z powrotem, tłukąc się od ściany do ściany. Na podłodze zaczerniały tu i ówdzie czarne krople spadłych łez. Były tak bolesne, tak spod serca, że je omijał, bał się na nie nogą nastąpić, jak na rzeczy, w których samoistne tkwi życie.…
Oleńka chciała coś mówić, ale nagle zalała się łzami. — Nie płacz! — rzekł Józwa Butrym. — Nie płacz, nie płacz!... — powtarzali dwaj starcy. I tak ją pocieszali, ale nie mogli pocieszyć. Po ich odjeździe została troska, niepokój i jakby uraza i do nich, i do pana Andrzeja. Dumną pannę bolało coraz głębiej to, że trzeba było go bronić, usprawiedliwiać i tłumaczyć.
Teraz dopiero wyraźnie widział, jak ta słaba kobieta była samą sobą, jak dalece świadomie szła do swego celu, jak nieomylnie widziała wszystko, co było na drodze, po której szła do swego celu. Ona jedna nie była zaskoczona przez wypadki. Chwytała nadchodzące w swe dłonie natychmiast, doskonale i świadomie, co w każdej minucie jej, matce czynić należy.…
Lecz Winicjusz wybuchnął więcej jeszcze żalem niż gniewem i głosem przerywanym przez wzruszenie począł Petroniuszowi opowiadać, co słyszał od Akte i jakie nowe niebezpieczeństwa zawisły nad głową Ligii, tak straszne, że wobec nich, znalazłszy zbiegów, trzeba będzie ukrywać ją jak najstaranniej przed Poppeą. Po czym jął wyrzucać gorzko Petroniuszowi jego rady. Gdyby nie on, wszystko by poszło inaczej.…
Mam–że potępiać mojego małżonka? O biedny! któż by popieścił twe imię, Gdybym ja, od trzech godzin twoja żona, Miała je szarpać? Ależ, niegodziwy, Za co ty mego zabiłeś krewnego! Za to, że krewny niegodziwy zabić Chciał mego męża. Precz, precz, łzy niewczesne! Spłyńcie do źródła, które was wydało; Dań waszych kropel przypada żalowi, A nie radości, której ją płacicie.…
Łatwiej nie łgać poetom, ministrom nie zwodzić, Łatwiej głupiego przeprzeć, wodę z ogniem zgodzić Niż zrachować filuty: ciżba, wojsko spore. Skąd zacząć? Spośród tłumu na hazard wybiorę. Wojciech jadem zaprawny, co go wewnątrz mieści, Zdradnie wita, pozdrawia, całuje i pieści, W oczy ściska, w bok patrzy, a gdy łudzi wdzięcznie, Cieszy się wewnątrz zdrajca, że oszukał zręcznie.…
Ty się śmiejesz zawsze. Ty zaś nie płacz, a losy będą ci łaskawsze. Odchodzi w lewe drzwi środkowe. O miłości, miłości! ty żalów przyczyno! Złorzeczyć ci nie mogę, bo mile łzy płyną. Lecz Klaro! kiedyż równą odpłacisz mi miarą? Kiedyż ze mną zapłaczesz? Klaro! Klaro! Klaro!
— Ty, Gumowicz, akurat tyle umiesz z arytmetyki, co pachciarska kobyła... — rzucił mu na pożegnanie. Te dwa ostatnie wyrazy pan Majewski wygłosił w brzmieniu polskim. Sprawiło to szalony efekt. Malcy wszczęli okropny krzyk radości. — Pachciarska kobyła. Oho-ho... — Gumowicz — pachciarska kobyła!... Gumowicz usiadł na miejscu i po swojemu zwiesił głowę.…
Oszust nie tak się śmieje jak człowiek uczciwy, innymi łzami płacze obłudnik, a innymi człowiek dobrej wiary. Każdy fałsz jest maską i choćby najbardziej artystycznie była zrobiona, zawsze można ją odróżnić od szczerej twarzy.
…Nie, Stasiu... ja nie chcę płakać... tylko mi się tak... oczy pocą... Ale w tej chwili bródka poczęła się jej trząść, spod stulonych rzęs wybiegły wielkie łzy i rozszlochała się na dobre. Że jednak wstyd jej było tych łez i oczekiwała za nie bury od Stasia, więc ze wstydu, a trochę i ze strachu, pochowała główkę na jego piersiach, mocząc mu obficie ubranie. Lecz on jął ją zaraz pocieszać. — Nel, nie bądź fontanną.
Asan jako spowiedź czyni, spowiedź, widzę, cudzych grzechów; Acan się zalewa łzami, duszę krwawi, serce krwawi; ale znać z Acana mowy, że jest — tak — przeciętnie zdrowy; jutro humor się naprawi. — Gotów mi płakać najrzewniej, rozczulać się cudzych grzechów, u bliskiego widzieć tramy, zbrodnie, brudy, grzechy, plamy i za swojego bliskiego uczynić publiczną spowiedź. —
Horus spojrzał gasnącym wzrokiem za Nil, gdzie błyszczało światło w więzieniu Bereniki, i dwie łzy, krwawe łzy, stoczyły mu się po twarzy.
Pokazujemy 48 z 198 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.