motyw literacki
Zazdrość
122fragmenty
37lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Chłopi, Część druga - Zima 19 fragmentów
- Lalka 10 fragmentów
- Cierpienia młodego Wertera 8 fragmentów
- Bajki i przypowieści 6 fragmentów
- Balladyna 6 fragmentów
- Przedwiośnie 6 fragmentów
- Granica 5 fragmentów
- Nad Niemnem 5 fragmentów
- Potop 5 fragmentów
- Quo vadis 5 fragmentów
- Boska Komedia 3 fragmenty
- Chłopi, Część pierwsza - Jesień 3 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Bryła lodu spłodzona z kałuży bagnistéj Gniewała się na kryształ, że był przeźroczysty. Modli się więc do słońca. Słońce zajaśniało, Szklni się bryła, ale jej coraz ubywało; I tak, chcąc los polepszyć niewczesnym kłopotem, Stajała, wsiąkła w bagno i stała się błotem.
Niech słońce zagaśnie, Jeśli mi ciebie kto wydrze, kochanku. Ty jesteś moim! moim! moim wiecznie! Choćbyś miał księżyc za ślubny pierścionek, Choćbyś miał księżyc, to ja go rozłamię, Zagaszę księżyc, który cię prowadzi Do pocałunków, do kochanki domu. Ach bądź mi wiernym! błagam cię! zaklinam! Na twoje własne szczęście. Ach! zaklinam! Bo zginiesz, luby... nie... razem zginiemy, Ale ty zginiesz także, gdy ja zginę...…
«Nie wiesz, kto wkoło naszej góry kroczy, Wprzód nim śmierć jemu dała polot chyży, Co jak chce, mruży i otwiera oczy?» «Wiem, że tu idą jacyś dwaj przychodnie; Kto on, ja nie wiem: ty, co stoisz bliżej, Aby rad odrzekł, zapytaj łagodnie». Tak wsparte jeden na drugim dwa duchy, Ode mnie w prawo między sobą gwarzą.…
Józka cały dzień popłakiwała i tłukła się po izbie, jak ten ptak zamknięty! Antek zaś gorzał w mękach coraz boleśniejszych i sroższych — ani jadł, ni spał, ni mógł się zająć czymkolwiek; był ogłuszony jeszcze, nieprzytomny zgoła i nie wiedzący, co się z nim dzieje.…
…I... Grał, a trawy się dzierżał, wiecie! Gadacie, co wama ślina przyniesie, ale nie ze sprawiedliwości, a jeno przez czystą zazdrość! Jakby wraził kij między osy, tak się wszystkie rzuciły na niego. — A czegóż to mamy jej zazdrościć, co? Czego? Że latawica i tłuk, że ganiacie za nią kiej te psy, że każdy by do niej rad pod pierzynę, że wstyd i obraza boska przez nią idzie na całą wieś, co?…
W progu natknęła się na Hankę. Zajrzały sobie w oczy — przeszklone łzami a bólem ociężałe — i śpiesznie się rozbiegły. Z obu izb drzwi stały wywarte do sieni i w obu już się paliły światła, że co chwila, jakby z niewytłomaczonego musu, spozierały z dala na siebie.…
— ...To i do moich prosiaków ci wara, słyszysz! Hanka ino trzasnęła drzwiami, bo co miała odpowiadać takiej piekielnicy? — rzec jej to jakie słowo, to ona i na półkopku nie poprzestanie, a jeszcze i do bicia gotowa. — Przywarła drzwi na haczyk, wydobyła pieniądze i wzięła się biedzić nad rozliczaniem.…
— Nie wiadomo — mówił — kto zasadził ten stary orzech. Powiadają, że ten, to znów inny pastor. Ale owo młodsze drzewo ma tyle lat, co moja żona, a więc w październiku skończy lat pięćdziesiąt. Ojciec jej zasadził je rankiem tegoż dnia, w którym wieczorem przyszła na świat. Był moim poprzednikiem na stanowisku proboszcza, a trudno wysłowić, jak bardzo miłował ten orzech. Ja go również bardzo kocham.…
— Nie idzie mi wcale o to, czym ją zastała, czy nie — ozwała się wreszcie wyniośle panna Dartle. — Nie dla niej tu przyszłam, a ciebie chciałam widzieć. — Mnie? — spytał cichy, łagodny głos, który napełnił mnie dreszczem, był to bowiem głos Emilki. — Tak, ciebie — odparła ostro panna Dartle. — I cóż, nie płoniesz ze wstydu?…
przez sen Pismo! — to dla mnie — reskrypt Jego Carskiej Mości! Własnoręczny, — ha! ha! ha! — rubli sto tysięcy. Order! — gdzie — lokaj, przypnij — tu. Tytuł książęcy! A! — a! — Wielki Marszałku; a! — pękną z zazdrości: przewraca się Do Cesarza! — przedpokój — oni wszyscy stoją; Nienawidzą mnie wszyscy, kłaniają się, boją. Marszałek — Grand Contrôleur — ledwie poznasz, w masce.…
Było na dworze króla Marka czterech baronów, najbardziej zdradzieckich spomiędzy ludzi, nienawidzących Tristana srogą nienawiścią za jego męstwo i za tkliwą miłość, którą król dlań żywił. I mogę wam nawet powtórzyć ich imiona: Andret, Gwenelon, Gondoin i Denoalen; z tych diuk Andret był jak i Tristan siostrzeńcem króla.…
Znów to dzwonienie! Jak zdradliwa strzała rani mnie dzwonu głos. Przede mną chwała pańskości mojej, a za mną zgryźliwie szydzi włość mała ze mnie urągliwie i zda się mówić: „nie wszystko jest twoje!"; tak samo brzęczą zazdrośników roje; ta nędzna chata w lipach, kapliczkach spróchniała — nie moje! — a ilekroć myśl ku nim wzleciała, obcym cieniem zmrożona uciekła przed nimi; Precz z oczu!…
Szlachetne płótno, na którym leżało Owo tak piękne w oczu moich ciało, Przecz tego smutny u Fortuny sobie Zjednać nie mogę, aby głowie obie Pospołu na twym wdzięcznym mchu leżały, A zobopólnych rozmów używały? Więcej nie śmiem rzec, bo i tak się boję, Że z tych słów Zazdrość myśl rozumie moję.
No tak, ale w tym wszystkim sama zawiniła, sama tak chciała, kierując się uczuciem wbrew rozsądkowi. Tymczasem za drugim razem, gdy postąpiła z namysłem, trafiła jeszcze gorzej. Zakochany lirycznie, wykwintny starszy pan okazał się ponurym erotomanem, więził ją w domu, nie pozwalał bywać między ludźmi, nie pozwalał się ubierać, tańczyć, podróżować.…
Wtem Edmund spostrzegł pochmurną twarz Fernanda, która wyłaniała się z cienia blada i groźna. Młody Katalończyk wyciągnął rękę — a był to ruch, z którego sam nie zdawał sobie sprawy — do noża wetkniętego za pas
O bracie mój, księżycu! o siostry me, gwiazdy! Świecicie nad mrokami mojej siostry ziemi, co, mając Jutro przed sobą, nie umie zasnąć w łasce i spokoju, a tylko w myślach się wije, jakby, powstawszy rano, rozpuścić wszystkie swe żądze... I Zazdrość się zerwie i będzie zazierała pod okna sąsiada, zali nie bielszy chleb na jego stole...…
Dziura tym śpiewem zachęcony dobył ze dna kosmatej piersi narownego nieco głosu i w takt melodii tobołek pod pachą, niby kobzę posłuszną, naciskając, zawtórował basem tak starannie, że mu grdyka, od natężenia nabrzmiawszy, jęła z nuty na nutę podrygiwać sprężyście a skocznie. Z umysłu śpiewał gorzej i ciszej, niżby potrafił, bo wiedział, że rusałki mszczą się na tych, którzy je w powabach śpiewu prześcigną.
Indianin, szybując po obłokach, mówił do omdlałej księżniczki: — Ocknij się i spójrz na mnie. Musisz zostać moją żoną. Nikt cię teraz nie wyrwie z mych objęć. Bądź mi więc posłuszna i przyzwyczaj się do myśli, że należysz do mnie. — Kocham Firuz-Szacha — szepnęła księżniczka, budząc się z omdlenia. — Firuz-Szach jest już daleko — rzekł Indianin — nigdy go nie zobaczysz.…
Czy pamiętasz, jak z tobą tańczyłem walca? Panno, madonno, legendo tych lat? Czy pamiętasz, jak ruszył świat do tańca, Świat, co w ramiona mi wpadł? Wylękniony bluźnierca, Dotulałem do serca W utajeniu kwitnące, te dwie, Unoszone gorąco, Unisono dyszące, Jak ty cała, w domysłach i mgle.…
Wokulski słuchał przechwałek Mraczewskiego bez ruchu. Doświadczał wrażenia, jakby mu na głowę i na piersi spadały ciężary. — W rezultacie nic mnie to nie obchodzi — szepnął.
Mało spałem, zjadłem pośpiesznie śniadanie i po lekkim wahaniu postanowiłem, że mój okręt obejdzie się dziś bez rannej inspekcji. Było to brzydko z mej strony, bo mój pomocnik, nieoceniony skądinąd człowiek, był skłonny do czarnych przywidzeń i jeżeli o zwykłej godzinie nie otrzymał listu od żony, to nie posiadał się z gniewu i zazdrości, kłócił się ze wszystkimi i albo płakał w swej kajucie, albo puszczał wodze……
Judym przypatrywał się z ukosa postaci tego franta, jego ruchom, gestom, z natury i wystudiowania zgrabnym i w smutku tak bezbrzeżnym, jego ubraniu pełnemu smaku i elegancji. Nie byłby pewno wyznał tego przed nikim ani nawet przed sobą, ale czuł to, że całe życie, wszystkie wysiłki, plany, dążenia, jest to jedno wielkie głupstwo w stosunku do życia Karbowskiego. Po cóż to wszystko? Po co zabiegi, idee, trudy?…
,,Zazdrość od wieków na nas się oburza, Zgnębić niewinnych pragnie w tych krainach.
On jednak nie tylko wygadywał i żartował, ale brał się do czynu i czyniąc gest taki, jakby ramieniem swym kibić jej miał opasać, ogoloną twarz swą z wpół dobrodusznym, a wpół złośliwym uśmiechem ku twarzy jej pochylał. Z chudych, bladych rąk swych tarczę sobie czyniąc, cała w tył odgięta, ale z dziwnie miodowym i upojonym wyrazem w oczach, wołała: — Oj! Oj! O mój Boże! Co pan wyrabia!…
Krył się w ptaku na prędce i krył się nieściśle, W pawim wątku, jak w trwożnym mętniejąc domyśle, — I puszyściał jej w szyję i szeptał do ucha, Aż mu coś odszepnęła dziewczyna-szeptucha, I zaśmiała się nagle z całej w słońcu duszy, Usznymi paluszkami zatykała uszy, I dyszała do pawia, a paw do niej dyszał, Lecz tego, co mówili, Dżananda nie słyszał.…
Ale Półpanek znieść nie mógł powodzenia mistrza Sarabandy. Jak był zielony zawsze, tak jeszcze w dwójnasób zzieleniał teraz z zazdrości. — Jak to! — mówił — Jakiś przybłęda, jakiś świerszcz wędrowny będzie się popisywał w krainie, w której wszystkie oklaski mnie się należą z prawa?! Odkądże to wolno pierwszemu lepszemu włóczędze tumanić słuchaczy i jakimś tam skwierczeniem psuć im gust do mojej muzyki?…
Tymczasem zły duch nową pokusą go wabi, Podsłuchiwać, co Zosia mówiła do Hrabi. Dziewczyna, uprzejmością Hrabiego ujęta, Zrazu rumieniła się, spuściwszy oczęta, Potem śmiać się zaczęli, w końcu rozmawiali O jakimś niespodzianym w ogrodzie spotkaniu, O jakimś po łopuchach i grzędach stąpaniu, Tadeusz, wyciągnąwszy co najdłużej uszy, Połykał gorzkie słowa i przetrawiał w duszy. Okropną miał biesiadę.…
Wówczas, sam nie wiedział jak i kiedy, usta jego obsunęły się jej na czoło i całowały je jeszcze goręcej; potem zasię obsunęły się na jej spłakane oczy i świat zakręcił się z nim zupełnie; potem uczuł ów puszek delikatniuchny nad jej ustami; potem usta ich połączyły się i przycisnęły do siebie długo i z całej mocy. Cicho uczyniło się w komnacie, tylko zegar tykał poważnie.…
Tu zobowiązany jestem stanąć w obronie reputacji pewnej szanownej damy, która z mojej przyczyny miała najniewinniej bardzo wiele nieprzyjemności. Panu podskarbiemu uroiło się być zazdrosnym, a to wskutek złośliwych języków, które mu doniosły, że ta szanowna dama, jego żona, mocno się we mnie rozkochała. Na dworze nawet biegła plotka, że sama jedna odwiedziła mnie raz w moim mieszkaniu.…
Teraz o tym świetlistym poranku od pierwszego świtu, od pięciu godzin, chodził po swej izbie tam i z powrotem, tłukąc się od ściany do ściany. Na podłodze zaczerniały tu i ówdzie czarne krople spadłych łez. Były tak bolesne, tak spod serca, że je omijał, bał się na nie nogą nastąpić, jak na rzeczy, w których samoistne tkwi życie.…
…Przyjechał książę Bogusław do naszego księcia wojewody. Na wieczerzę wystroił się tak, że oczy bolały patrzeć, i widać było, że mu panna Billewiczówna bardzo w oko wpadła, bo ledwie że nie mruczał z ukontentowania jak kot, gdy go po grzbiecie głaszczą. Ale o kocie powiadają, że pacierze odmawia, a książę Bogusław, jeśli je odmawiał, to chyba diabłu na chwałę. A przymilał się, a łasił, a zalecał... — Zaniechaj!…
…Ostrzeżona przez tajne impulsy instynktu, uskoczyła do swej wnęki na schodach, wtargnęła we współczujące jej mury i widziała, jak panna Szarłatowiczówna opuszczała pokój Baryki. Rozum jej ustał wtedy, zaćmił się od czarnego tumana, a tylko wichry i szumy uczuć przeciągały poprzez jestestwo. Kiedyś tam, kiedyś powlokła się na górę, jakby każda jej stopa sto cetnarów ważyła. Zasiadła nad książką.…
— To jest bardzo fajne. Gdy ja i Amy Lawrence... Wielkie oczy Becky powiedziały mu, że palnął głupstwo. Urwał zmieszany. — Och, Tomku! Więc ja nie jestem pierwszą? Miałeś już narzeczoną! Zaczęła płakać. — Nie płacz, Becky — uspokajał ją Tomek. — Ona mnie już nic a nic nie obchodzi. — Nie, nie, ty sam najlepiej wiesz, że tak nie jest!…
— Jeśli chodzi o muzykę, Orfeusz musi być w tej chwili tak żółty z zazdrości, jak tu obecny Lukan, a co do wierszy, żałuję, że nie są gorsze, bo może bym znalazł wówczas odpowiednie na ich pochwałę słowa. Lecz Lukan nie wziął mu za złe wzmianki o zazdrości, owszem, spojrzał na niego z wdzięcznością i udając zły humor począł mruczeć: — Przeklęte Fatum, które kazało mi żyć współcześnie z takim poetą.…
— Jakże inaczej ma być — odezwał się Ścibor stary. — Otośmy się jednego zła pozbyli, a drugiego napytali. Nie chcieliśmy niewoli, a nastało zamieszanie. Zrzuciliśmy z tego grodu plemię złe, które nas nękało, a innego sobie dobrać nie umiemy. Ziemie nasze niszczą wrogowie, my się im skutecznie obronić nie umiemy... — Zaprawdę — odezwał się młodszy z gości — jest to wielkie zło, że mając wojnę, wodza nie macie...…
Litości! Przyznaję się. Dziś rano wieszali przy mnie przeze mnie skazanego hrabiego Kokosińskiego — Janusza, nie Edwarda, mordercę ulicznicy Ryfki Szczygiełes, defraudanta państwowego w Pe-Zet-Pe, biuro numer 18. Przyznaję się: ja zazdrościłem tego, że go wieszają, jego, prawdziwego arystokratę! Oczywiście, gdyby przyszło co do czego, powiesić bym się za dziewięć pałek nie dał — ale wtedy: zazdrościłem!…
Kessler nic prawie nie mówił, z namarszczoną brwią, z głową w ramiona wciśniętą, siedział chmurny i nienawistnie spoglądał na Zośkę, żywo rozmawiającą z Morycem, to na lokajów, którzy czując jego wzrok na sobie, uwijali się z pośpiechem pełnym trwogi. Zazdrość nim szarpała.…
W cieniu drzew rozłożystych na pięknej murawie Zeszedł razu jednego fijałek przy trawie. Ta się bujno wzmagała; on, przejęty strachem, Krył się, jak mógł; na koniec wydany zapachem. Gdy się z zguby sąsiada, zazdrosna, weseli, Kosarze i fijałki, i trawę podcięli.
Spuść się na czarne Balladyny serce; Zazdrość widziałem w maleńkiej iskierce, Więcej niż zazdrość...
Ile od świtu do godziny trzeciej Upłynie czasu, nim sfera obleci Jak żywe dziecko zawsze igrająca; Snadź tyle czasu zostało dla słońca Ubiec nad czyśćcem kres dziennego toru: Tu była północ, tam gwiazda wieczoru. Promienie na nas w samą twarz padały, Bośmy obeszli krąg góry obwodu, Kierując nasze kroki do zachodu.…
Antek machnął ręką na to siostrzyne słowo i wyszedł z izby na powietrze, ckniło mu się w chałupie i niepokój w nim rósł i strach, sam nie wiedział czego... czekał na ojca i niecierpliwił się, a rad był w duszy, że tamtego tak długo nie widać. — „Nie o gront tobie idzie, a o Jagusię!" Przypomniał sobie, co mu kowal wczoraj powiedział... — Łże jak ten pies! — wykrzyknął zapamiętale.…
Tereska, rozgniewana, zwróciła się do dzieuch, pierących nad stawem. — Widziałyście, jak się to pawi! A to przejdzie i ani już spojrzy na kogo. — A wystrojona jakby na odpust. — Jakże, do samego połednia przesiaduje przy czesaniu.…
Wprowadziła ją do komory, gdzie pełno było worów i beczek ze zbożem; połcie słoniny wisiały na ścianie; przędza całymi pękami zwieszała się od belek, a płótno grubachnymi wałami leżało na kupie, a co grzybów suszonych, serów, słojów różnych, a na półkach cały rząd bochnów kiej koła, a inszego dobra to by i nie zliczył.…
Albert przyjechał, ja tedy muszę ustąpić. Gdyby nawet był najlepszym, najszlachetniejszym człowiekiem, tak, że pod każdym względem gotów bym był uznać jego wyższość nad sobą, to i tak nie byłbym w stanie patrzeć na przyozdobionego tylu doskonałościami człowieka. Dość tego Wilhelmie! Przyjechał narzeczony! Jest to miły, zacny człowiek, któremu nic zarzucić nie można. Szczęściem, nie byłem świadkiem powitania!…
…Ale w jaki sposób pijane ich serca umiałyby być czujne? Miłość ich przypiera, tak jak pragnienie pcha ku strumieniowi dogorywającego jelenia; lub jak krogulec nagle wypuszczony po długim poście rzuca się na ofiarę. Niestety! miłości nie da się ukryć.…
Ani przyjaciel, ani wielkość złota, Ani uchowa złej przygody cnota; Przeklęta Zazdrość dziwnie się frasuje, Kiedy u kogo co nad ludzi czuje. Więc jesli nie zje, tedy przedsię szczeka, A ustawicznie na twoje złe czeka. To na nię fortel: nic nie czuć do siebie A wszytko mężnie wytrzymać w potrzebie.
…Cały ten zespół żyć niedokończonych, pokrzywionych i głodnych ustawił się we wspólny front, obronny nagle wzmożoną czujnością wobec ogromnej dziedziny niezorganizowanego erotyzmu. Wróg niepokonany i odwieczny: „tamte"!…
A Luigi czuł, jak rodzi się w nim nieznane mu do tej pory uczucie: był to jakby głuchy ból, który kąsał mu zrazu serce, a potem przenikał w żyły i opanowywał całe jestestwo. Śledził każdy ruch Teresy i jej kawalera; gdy ich ręce się spotykały, ćmiło mu się w oczach, puls bił gwałtownie, a w uszach wibrowały mu jakby uderzenia dzwonu.…
Pokazujemy 48 z 122 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.