motyw literacki
Mąż
154fragmenty
39lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Nad Niemnem 18 fragmentów
- Cierpienia młodego Wertera 13 fragmentów
- Lalka 11 fragmentów
- Balladyna 9 fragmentów
- Chłopi, Część pierwsza - Jesień 9 fragmentów
- Fraszki 9 fragmentów
- Moralność pani Dulskiej 9 fragmentów
- Chłopi, Część druga - Zima 7 fragmentów
- Granica 6 fragmentów
- Pan Wołodyjowski 6 fragmentów
- Przedwiośnie 5 fragmentów
- Wesele 5 fragmentów
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
…O biada! Matczyna Rozpacz dognała już syna. Zranionej ciężko nocą zaszły oczy, U stóp ołtarza zajękła nad zgonem Niegdyś chwalebnym syna Megareusa I nad Hajmonem, a wreszcie przekleństwa Tobie rzuciła ciężkie, dzieciobójcy.
Chwałaż Bogu! Widziałem małżeństwo niemodne, Stadło wielce szczęśliwe, uprzejme i zgodne; Stateczna była miłość z podziwieniem wielu — To szkoda, że mąż umarł w tydzień po weselu!
Zbrodnia to niesłychana, Pani zabija pana. Zabiwszy grzebie w gaju, Na łączce przy ruczaju, Grób liliją zasiewa, Zasiewając tak śpiewa: «Rośnij kwiecie wysoko, Jak pan leży głęboko; Jak pan leży głęboko, Tak ty rośnij wysoko». Potem cała skrwawiona, Męża zbójczyni żona, Bieży przez łąki, przez knieje, I górą, i dołem, i górą. Zmrok pada, wietrzyk wieje; Ciemno, wietrzno, ponuro.…
Dobre moje córki, Z wami to nawet ubożyzna miła; A kto posieje dla Boga, nie straci. Zawsze ja myślę, że wam Bóg zapłaci Bogatym mężem... a kto wie? a może Już o was słychać na królewskim dworze? A my tu żniemy, aż tu nagle z boru Jaki królewic — niech i kuchta dworu Albo koniuszy — zajeżdża karetą... I mówi do mnie: «Podściwa kobieto, Daj mi za żonę jedną z córek». — «Panie! Weź Balladynę, piękna jak dziewanna».…
Nastąpił dzień wesela. Kret wyszedł po narzeczoną, aby ją zabrać do siebie. Odtąd będzie mieszkała głęboko pod ziemią i nie zobaczy już nigdy słońca, bo kret go znieść nie może. Biedna dziecina pochyliła główkę i wyszła raz ostatni pożegnać świat boży. — Żegnaj mi, słonko złote! — zawołała i wyciągnęła rączki. — Żegnaj, słonko miłe!
— Antek, urąb no pieńków, bo sama nie poradzę — prosiła nieśmiało i z obawą, bo nic to nie było u niego skląć abo i zbić z leda powodu. Nie odrzekł nawet, jakby nie słyszał, że ona nie śmiała powtórzyć i już sama poszła udziabywać trzaski z pni — i milczał zły, zmęczony całodzienną pracą srodze, i patrzył teraz na staw, na drugą stronę,
…buchnęły od wsi takie przeraźliwe krzyki, lamenta i przeklinania, że poleciał ku domowi, wystraszony wielce i niespokojny. Matka właśnie wyszła go wołać na kolację. — Co się tam stało? Biją się czy co? — Józef Wachnik wrócił z kancelarii trochę pijany i pobił się ze swoją. Dawno się już babie należała porządna frycówka. Nie bój się, nic jej nie będzie. — Ależ krzyczy, jakby ją ze skóry obdzierał.…
— Ile? — trzy niedziele, jak u waju siedzimy w chałupie, a to i dzień jeden obyć się nie obył bez wrzasków a bijatyki, a tego kłyźnienia! Pies to, nie kobieta! A Stacho ciamajda i pozwala sobie kołki ciesać na łbie, robi jak wół, a gorzej ma od psa.
…Stary M. jest nikczemnym, marnym skąpcem, przez całe życie srodze dręczył żonę i pozbawił wszystkiego, ale umiała ona dawać sobie jakoś radę. Gdy przed kilku dniami lekarz oświadczył, że żyć nie będzie, kazała przywołać męża. Lota była obecną. — Muszę ci wyznać pewną rzecz — ozwała się chora — albowiem może ona sprawić po mej śmierci dużo zamieszania i kłopotu.…
Ziemię pomierzył i głębokie morze, Wie, jako wstają i zachodzą zorze; Wiatrom rozumie, praktykuje komu, A sam nie widzi, że ma kurwę w domu.
Za mąż za Konstantego wyszła z prawdziwej miłości, więc można powiedzieć, że była sama sobie winna. Wkrótce po ślubie zapuścił czarną brodę, znikał i zjawiał się w niewłaściwych porach, upewniając ją, że nie ma się czym niepokoić, a rewizje i aresztowania uważał za dowód niewątpliwy, że to wszystko musi prędko się skończyć.…
Spójrz, pani, na ten portret i na tamten, Na ten konterfekt dwóch rodzonych braci. Patrz, ile wdzięku mieści to oblicze: Czoło Jowisza, Hyperiona włosy; Wzrok Marsa groźny i rozkazujący; Postawa godna Merkurego, kiedy Na niebotyczny szczyt góry zstępuje. Wszystko tu tak jest pełne, tak skończone, Jakby dla dania pierwowzoru męża Każdy bóg swoją pieczęć był przyłożył Na tym człowieku: to był twój małżonek.…
W drodze ku brzegom zbawienia wędrując tak przez wieki, znalazłam-ci ja męża w jakiejś krainie dalekiej. Wróg wszedł do mego domu z przyjaźni zdradną wymową: rzuciłam męża i dzieci, miłość miłuję nową. Sierotek łzy mnie dławią i srom się za mną wlecze: za wiele łez i sromu na jedno serce człecze!…
Gdy się uszykowały z wodzami orszaki, Trojanie postępują z wrzawą jako ptaki: Tak powietrze w niesfornej przebiegają wrzawie, Uciekając przed zimą i słotą, żurawie, Wzbiwszy się pierzchliwymi skrzydły pod niebiosy; Mija ocean, ciągnie z brzmiącymi odgłosy, Śmierć i strach niosąc lotna Pigmejom gromada, Którym wydaje bitwy, gdy z chmur na nie spada.…
— Powiadajcie wszystko, a zaraz nam się trojgu raźniej na duszy zrobi — rzekła, wgarnięciem ramion przyspasabiając się do uważnego słuchania. Zaczął wójt i zaczęła wójtowa, której wójt wkrótce pierwszeństwa w opowiadaniu ustąpił, nie mogąc ani w wymowie sprostać, ani dostatecznie w gmatwaninie wypadków ubiegłej nocy się połapać, aby im układ nadać odpowiedni.…
…Ze łzami w oczach skarżyła się sułtanowi na Indianina, który ją do drzewa przywiązał, aby mu nie uciekła. Właśnie gdy księżniczka kończyła swe opowiadanie i swoje skargi, Indianin wrócił i, widząc co się stało, rzekł do sułtana: — Ta kobieta przywiązana do drzewa jest moją żoną. Sprzeniewierzyła mi się i dlatego ją w ten sposób ukarałem. Nikt nie ma prawa wtrącać się do naszych kłótni małżeńskich.…
Kiejstut coraz smutniejszy, Walter jak mocno zmieniony! Dawniej, chociaż nie bywał nigdy zbytecznie wesoły, — W chwilach nawet szczęśliwych lekki mrok zamyślenia Lice jego przysłaniał — ale w objęciach Aldony Dawniej miewał pogodne czoło i lice spokojne, Zawsze ją witał uśmiechem, czułym pożegnał wejrzeniem.…
O wy, którzyście starszyzną tej ziemi, Jakież będziecie wnet słyszeć i widzieć Klęski i jakiej doznacie boleści, Jeżeli trwacie w miłości tych domów. Myślę, iż Istru, ni Fasisu wody Kałów nie zmyją, co kryją się w wnętrzu Tego domostwa i wyjrzą na światło. — Woli to dzieła. A najgorszą męką Ta, którą człowiek własną ściągnie ręką. To już, co wiemy, dość daje żałoby I dosyć jęków. Cóż nadto przynosisz?…
— Ktoś jest, który wyzywasz sprawiedliwość boską? A ów odpiął sprzączkę pod brodą, zdjął hełm, spod którego ukazała się jasna, młoda głowa, i rzekł: — Zbyszko z Bogdańca, mąż Jurandowej córki. Zdziwili się wszyscy i Rotgier wraz z innymi, gdyż nikt z nich prócz obojga księstwa, ojca Wyszońka i de Lorchego nie wiedział o ślubie Danusi, Krzyżacy zaś byli pewni, że prócz ojca nie ma Jurandówna innego przyrodzonego……
— Czy mogę spytać — rzekła drżącym głosem — ile panu winien jest ten pan, który dopiero co wyszedł?... — Rachunki tego pana ze mną, szanowna pani, gdyby je miał, należą tylko do niego i do mnie — odpowiedział Wokulski kłaniając się. — Panie — ciągnęła dalej rozdrażniona dama — jestem Krzeszowska, a ten pan jest moim mężem.…
Mało spałem, zjadłem pośpiesznie śniadanie i po lekkim wahaniu postanowiłem, że mój okręt obejdzie się dziś bez rannej inspekcji. Było to brzydko z mej strony, bo mój pomocnik, nieoceniony skądinąd człowiek, był skłonny do czarnych przywidzeń i jeżeli o zwykłej godzinie nie otrzymał listu od żony, to nie posiadał się z gniewu i zazdrości, kłócił się ze wszystkimi i albo płakał w swej kajucie, albo puszczał wodze……
Kasjerem zakładu był pan Listwa, którego Krzywosąd w oczy i za oczy nazywał starym niedołęgą albo jeszcze złośliwiej — przedętą fujarą. Pan Listwa był mężem matki Dyzia i ojczymem tego chłopczyka. Niedołęgą w ścisłym znaczeniu tego wyrazu, a tym mniej „przedętą fujarą" kasjer cisowski nie był, ale też i do rodu farysów już się nie mógł kwalifikować.…
idzie ku drzwiom sypialni małżeńskiej Felicjanie! Felicjanie! wstawaj!... spóźnisz się do biura... idzie do drzwi sypialni córek Hesia! Mela! spóźnicie się na pensję... Mamuńciu, tak zimno! troszkę ciepłej wody... Jeszcze czego? Hartujcie się... Felicjan! wstajesz? Wiesz? ten błazen, twój syn, nie wrócił jeszcze do domu! Co? nic nie mówisz? naturalnie. Ojciec toleruje. Niedaleko padło jabłko od jabłoni.…
— Tysiączki będą, panie dobrodzieju, tysiączki będą z tego ślicznego Korczynka — zachęcony i do żartobliwego humoru swego powracając zawołał Kirło. Korczyński podniósł głowę i z urągliwym wyrazem swych smutnych oczu na sąsiada cieszącego się przyszłymi jego „tysiączkami" popatrzał. — A ceny? — zapytał. — Czy żona pana dobrodzieja mówiła mu, jakie były i pewno jeszcze na ten rok będą ceny na zboże?…
Upłynęło znów ze dwa tygodnie. Ojciec niewiele co zarobku miał; a tu i w domu roboty było dość; tu szmaty upierz, tu strawę uwarz, choć się tam i nie zawsze warzyło, zawsze nie jedno, to drugie, a z nas to najwięcej posyłka jaka... Matce też nie było ni lepiej, ni gorzej; wyschła tylko strasznie i na twarzy zbielała, jak chusta; ciężkie kaszle też na nią przychodziły coraz częściej, osobliwie na świtaniu.…
Pokój sypialny — lampa nocna stoi na stole i blisko oświeca Męża śpiącego obok Żony. — przez sen Skądże przybywasz, nie widziana, nie słyszana od dawna — jak woda płynie, tak płyną twoje stopy, dwie fale białe — pokój świątobliwy na skroniach twoich — wszystko, com marzył i kochał, zeszło się w tobie. przebudza się Gdzież jestem! — ha, przy żonie — to moja żona. — wpatruje się w Żonę.…
Wieczne światło niebieskie i ty, płodna ziemi, I ty, morze szerokie, wy, wszyscy bogowie, I wysocy, i niscy, świadki mi dziś bądźcie, Żem rzeczy sprawiedliwej od Trojanów żądał, Abych był krzywdy wielkiej i zelżenia swego Nagrodę jaką wziąć mógł; nicem nie otrzymał, Jeno śmiech ludzki, a żal serdeczny tym więtszy.…
Był to Rejent, sam siebie Rejentem ogłosił, Nikt go nie poznał. Dotąd polskie suknie nosił, Lecz teraz Telimena, przyszła żona, zmusza Warunkiem intercyzy, wyrzec się kontusza; Więc się Rejent rad nierad po francusku przebrał.…
Pewnego pięknego dnia jesienią siedział sobie pod cienistym dachem letnika pan Andrzej Kmicic i popijając miód poobiedni, spoglądał przez obrosłe dzikim chmielem kraty na żonę, która przechadzała się pięknie ugniecioną ulicą przed letnikiem. Niewiasta była urodziwa nad miarę, jasnowłosa, o pogodnej, nieledwie anielskiej twarzy. Chodziła z wolna i ostrożnie, bo było w niej pełno powagi i błogosławieństwa.…
— Oto masz — mówił znowu po francusku dziedzic do swego szwagra — oto masz chłopa. Tobie ze swoją żoną rozmawiać nie pozwoli, bojąc się, żebyś jej nie zbałamucił, ale sam bez niej kroku zrobić nie może. Żebyś mu zaproponował najświetniejszy interes, nie wykona go bez sankcji żony czy też nie zrozumie bez jej wyjaśnień. — Bardzo dobrze! Tak być powinno! — potakiwała pani, zasłaniając twarz batystową chusteczką.…
W żeńskich instytucjach panienki chowają się prawie tym samym sposobem co chłopcy, tylko je ubierają kobiety służące, zawsze jednak w przytomności nauczycielki lub jej zastępczyni, aż do lat pięciu, po których same się muszą ubierać.…
— Jakże śmieszny jest mąż, któremu zazdrość dziurawi skorupę mózgu!
Pan Andrzej niedługo po ślubie na nową wojnę ruszył, która od wschodniej ściany wybuchła. Lecz piorunujące zwycięstwo Czarnieckiego i Sapiehy nad Chowańskim i Dołgorukim, a hetmanów koronnych nad Szeremetem ukończyły ją wkrótce. Wówczas wrócił Kmicic świeżą chwałą okryty i na stałe w Wodoktach osiadł.…
To obce miasto stało się dla niej jeszcze bardziej obce, cudze, niepojęte, groźne, złowieszcze. Po wyjeździe męża wszystkiego się tutaj bała. Dopóki mąż był w domu, on był osobą — ona cichym i pokornym cieniem osoby. Teraz ów cień musiał stać się figurą czynną. Cień musiał nabrać woli, władzy, decyzji. Jakże ten mus był nieznośny, jak uciążliwy! Musiała wiedzieć o wszystkim, przewidywać, zapobiegać, rozkazywać.…
«A ponieważ dostałeś, coś tak drogo cenił, Winszuję, panie Pietrze, żeś się już ożenił». «Bóg zapłać». «Cóż to znaczy? Ozięble dziękujesz, Alboż to szczęścia swego jeszcze nie pojmujesz? Czyliż się już sprzykrzyły małżeńskie ogniwa?» «Nie ze wszystkim, luboć to zazwyczaj tak bywa, Pierwsze czasy cukrowe». «Toś pewnie w goryczy?» «Jeszczeć!» «Bracie, trzymaj więc, coś dostał w zdobyczy!…
Ależ ja zawsze na przekór mu zrobię; On tak, a ja tak — on sobie, ja sobie — Mąż śpi, ja gadam — mąż gada, ja ziewam — Wzdycham, gdy wesół, kiedy smutny, śpiewam, Trącam, gdy pisze, a krzyczę, gdy czyta; Mąż tak, a ja siak — ząb za ząb — i kwita! przypominając sobie A ma podagrę, depcę mu po nodze.
— Co zrobił? — podchwycił d'Artagnan. — Mnie się zdaje, że jego jedyną zbrodnią jest to, iż ma szczęście i zarazem nieszczęście być pani mężem...
Cięgiem ino rad byś godać, jakie to kochanie będzie. A ty wolisz całowanie — będziesz kochać, a powiédzże — ? Przeciem ci już wygodała. Przecież ci mnie nikt nie wydrze. Serce do kochania radsze. Toś już moja! Radość, szczęście! Nie myślałem, że tak wiele. Ano chciałeś, masz wesele. Ach, nie patrzę, jak całuję; nie całuję, kiedy patrzę, a lica masz coraz gładsze. A krew sie tak zesumuje.…
«A ponieważ dostałeś, coś tak drogo cenił, Winszuję, panie Pietrze, żeś się już ożenił». «Bóg zapłać». «Cóż to znaczy? Ozięble dziękujesz, Alboż to szczęścia swego jeszcze nie pojmujesz? Czyliż się już sprzykrzyły małżeńskie ogniwa?» «Nie ze wszystkim, luboć to zazwyczaj tak bywa, Pierwsze czasy cukrowe». «Toś pewnie w goryczy?» «Jeszczeć!» «Bracie, trzymaj więc, coś dostał w zdobyczy!…
Jaki wybór trudny! Starsza jak śniegi — u tej warkocz cudny Niby listkami brzoza przyodziana; Ta z alabastrów — a ta zaś różana — Ta ma pod rzęsą węgle — ta fijołki — Ta jako złote na zorzy aniołki, A ta zaś jako noc biała nad rankiem. Więc jednej mężem — drugiej być kochankiem; Więc obie kochać, a jedną zaślubić? Lecz którą kochać? którą tylko lubić?...
— W tym państwie, gdzie jesteśmy, rządzi bardzo mądra, bardzo mądra księżniczka. Razu jednego przyszło jej do głowy, aby sobie wybrać męża. Ale chciała takiego męża, który by umiał odpowiadać na wszystkie jej pytania, a nie nudnego mruka, co się odezwać nie umie i tylko udaje pana. Gdy powiedziała o tym swoim damom dworu, ucieszyły się wszystkie i wychwalały ją za ten mądry pomysł.…
Obwinęła chłopaka i popłakując szła miedzami z powrotem do domu; ciężko jej było na sercu — ani pogadać, ani wyżalić się przed kim na dolę swoją. A to człowiek żyje cięgiem jak ten samson, że nawet do sąsiadów pójść nie pójdzie i pogadaniem serca nie ucieszy. Dałby jej Antek kumy! Nic, ino siedź w chałupie a haruj, a zabiegaj, a jeszcze słowa dobrego nie usłyszysz! Inne do karczmów chodzą a na wesela...…
— Wiecie — wrzeszczała — a to może przed godziną przyszedł z wojska Jasiek! — Tereski chłop! A dyć powiadała, co wraca dopiero na kopania. — Co inom go widziała, galancie koło niego i okrutnie stęskniony do swoich. — Dobry był chłop, ale zawzięty. Tereska doma? — Rwie len u proboszcza i jeszcze nie wie, co ją w domu czeka. — Znowu zakotłuje się w Lipcach, przeciek mu zarno powiedzą!…
Leżał wznak, z rękami pod głową, tak blisko przy niej, a tak daleko sercem, daleko myślami — leżał nieruchomy, bez oddechu prawie, bez pamięci, bo Jagusine oczy znowu wyjrzały z ciemności i modrzyły się w księżycowej poświacie... A Hanka przysunęła się bliżej jeszcze, przywarła gorącą twarzą do jego ramienia, przywarła sercem całym.…
…Ach, gdybym mógł zostać jej mężem! Boże, któryś mnie stworzył, za tę rozkosz cała reszta życia stałaby się jedną dziękczynną modlitwą do ciebie! Ale nie chcę dochodzić swych praw, przebacz mi więc łzy moje, przebacz mi daremne pragnienia!... Gdyby ona była żoną moją...! Gdybym mógł tę najcudniejszą pod słońcem istotę objąć w ramiona!...…
Proszono jednej wielkimi prośbami, Nie powiem o co, zgadniecie to sami. A iż stateczna była białagłowa, Nie wdawała się z gościem w długie słowa, Ale mu z mężem do łaźniej kazała, Aby mu swoję myśl rozumieć dała. Wnidą do łaźniej, a gospodarz miły Chodzi by w raju, nie zakrywszy żyły. A słusznie, bo miał bindasz tak dostały, Żeby był nie wlazł w żadne famurały.…
Dla niej nie było ważne, że Maurycy wszystkie po kolei posady tracił z powodu lekkomyślności i pijaństwa, że podpisywał weksle obcym kobietom, że popełnił jakieś nadużycie i miał sprawę, z której się szczęśliwie wykręcił. Ważne było, że jest stanowczy, że jak coś powie, to już tak musi być, broń Boże mu się w czym sprzeciwić.…
Gdzie jesteś, mężu zdradzony? O gdzie wy, moje dziecięta? Oddane cudzej opiece?! — Ojciec czy o was pamięta?... Wzgardzone łzy mnie dławią i srom się za mną wlecze — za wiele łez i sromu na jedno serce człecze!
Pokazujemy 48 z 154 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.