motyw literacki
Szaleństwo
116fragmentów
32lektury
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Hamlet 20 fragmentów
- Quo vadis 14 fragmentów
- Trzej muszkieterowie 9 fragmentów
- Lalka 7 fragmentów
- Balladyna 5 fragmentów
- Antygona 4 fragmenty
- Cierpienia młodego Wertera 4 fragmenty
- Kordian 4 fragmenty
- Lord Jim 4 fragmenty
- Nad Niemnem 4 fragmenty
- Rok 1984 4 fragmenty
- Jądro ciemności 3 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
I poddał się rozpaczy, i sechł jak stare drzewo. A przystąpiwszy raz do niego, rzekłem: bój się Boga! Dlaczego się gryziesz? I rzekł mi z wielką tajemnicą jak człowiek obłąkany: zapomniałem wyrazów pacierza... I pogroziwszy mi palcem, abym był cicho, odszedł. I zobaczyłem go raz, że brał w ciemności ołów zgniły i truciznę ową pożywał.
Lecz wiedz, że często zamysły zbył harde Spadają nisko, że często się widzi, Jako żelazo najtwardsze wśród ognia Gnie się i mimo swej twardości pęka; Wiem też, że drobne wędzidło rumaki Dzikie poskramia. Bo tym nieprzystojna Wyniosłość, którzy u innych w niewoli. Dziewka ta jedną splamiła się winą Rozkazy dane obchodząc i łamiąc, Teraz przed drugim nie sroma się gwałtem, Z czynu się chełpi i nadto urąga.…
…Skoro na tron wrócę, Zamknę cię w szpital szalonych lub rzucę Na bakalarską ławę między dzieci. Mój dobry ojcze! niechaj ci Bóg świeci! Musisz być chory, gadasz nieprzytomnie. Wszyscy szaleńcy zlatują się do mnie, A wszyscy marzą o królewskich dworach, Myślą o królach, a kryją się w borach, I jęczą, jęczą jak oślepłe sowy. Wsadź, starcze, głowę w strumień kryształowy, Może ochłonie.…
— Straszną chwilę przeżyłem — odparł cień siadając — nic dziwnego, że nie mogę zapanować jeszcze nad wzruszeniem. Wyobraź sobie tylko: biedny mój cień zwariował! Co za przykrość! Zdaje mu się, że się stał człowiekiem i nie dość na tym — że ja jestem jego cieniem! — Ależ to okropne! — szepnęła królewna. — Czy go uwięziono? — Rozumie się. Biedny cień mój! Wątpię, czy kiedy odzyska przytomność. — Biedny!…
A oto co było. Maciej już od samego rana był jakiś dziwny — matyjasił, mamrotał cięgiem, zrywał się z pościeli; to szukał czegoś koło siebie, że Hanka, odchodząc na łąki, przykazała Józce pilniejsze na niego baczenie. Dziewczyna często zaglądała do niego — leżał spokojnie, aż dopiero w czasie obiadu zaczął wrzeszczeć wniebogłosy.…
…— Człowiek, ulegający swym namiętnościom, traci całą siłę rozumowania i uważany jest za pijanego, za szalonego. — Ach, wy, ludzie mądrzy! — zawołałem ze śmiechem. — Namiętność! Pijaństwo! Szał! Z jakąże obojętnością i spokojem wygłaszacie te słowa? Przyganiacie pijakowi, czujecie wstręt do szaleńca, mijacie obu, jak kapłan z przypowieści i jak faryzeusz dziękujecie Bogu, że nie uczynił was takimi, jak oni.…
Dalibóg nie pojmuję — nic, i oszaleję. Oszaleć? — Ej, Panowie, strzeżcie się, Panowie! U was usta wymowne, wiele nauk w głowie, A patrzcie, głowa mądra w prochu się taczała, I z tych ust, tak wymownych, patrzaj — piana biała. Słyszałem, co on śpiewał, ja słów nie pojąłem, Lecz było coś u niego w oczach i nad czołem.…
Jako ogień a woda różno siebie chodzą, Tak miłość a powaga nigdy się nie zgodzą. Dobrze by się nie kłaniać nieprzyjacielowi, Ale tym sakiem Miłość już o płatne łowi. A im się kto chce mężniej popisać w tej mierze, Tym więcej śmiechu na się i błazeństwa bierze. A przedsię abo musim porzucić ten statek, Abo nam (to rzecz pewna) szaleć na ostatek.…
A gdyby on cię zaprowadził, panie, Nad przepaść, na brzeg owej groźnej skały, Która się stromo spuszcza w morską otchłań, I tam przedzierzgnął się w inne postacie, Jeszcze straszniejsze, które by ci mogły Odjąć, o panie, przytomność umysłu I w obłąkanie cię wprawić? Zważ tylko!…
Strzeże go Czystość i Męstwo, wszystko się przed nim kłoni, i jam cię nie obraził choćby najmniejszym drgnięciem przyczajonego Grzechu. Zaś patrząc w twoje oczy, w ciche, głębokie oczy, w których się zamknął Raj, nim jeszcze zdradny wąż owinął w swoje kręgi drzewo Zła i Dobra, Miłości czuję prawdę, jeżeli jest jaki oddech, którym poranna zorza owiewa tron niebieski w dzień Wniebowstąpienia.…
Stary doktor wziął mnie za puls, myśląc najwidoczniej zupełnie o czym innym. — W porządku, może pan jechać — mruknął i zapytał z pewną skwapliwością, czy bym mu nie pozwolił zmierzyć swej głowy. Odrzekłem: „dobrze" — nieco tym zaskoczony, a on wyciągnął coś w rodzaju cyrkla i zrobił pomiary z tyłu, z przodu i ze wszystkich stron, notując starannie.…
Tymczasem księżniczka postanowiła udawać szaloną, która nie rozumie, co się do niej mówi. Zaczęła więc biegać i miotać się po komnacie, drapiąc każdego, ktokolwiek się do niej zbliżył. — Niestety! — zawołał sułtan, załamując dłonie. — Ta piękna księżniczka jest obłąkana! Obłąkanej poślubiać nie wolno! — Jestem chora, od rana do wieczora trapi mnie zmora! Połknęłam potwora! Wpadłam do jeziora! Ratujcie, bo już pora!…
Ha! stary! Kładziesz zbrodnią na zbrodnią, klękłeś przed zbrodniarzem. Chodź ze mną — zajrzym w księgi i światu wykażem, Że Polska cała żadnej nie godna ofiary, Że ja będę zbrodniarzem... Na Boga, Kordianie! Ty masz gorączkę, w oczach dziwne obłąkanie...
I umilkł. W izbie było ciemno, zatem w pierwszej chwili nie mógł nic dojrzeć. Natomiast spoza kamieni przyładowanych pod ognisko doszedł go szybki i głośny oddech jakby przyczajonego zwierzątka. — Danuśka! Przebóg! To ja! Zbyszko! A wtem ujrzał w mroku i jej oczy, szeroko otwarte, przerażone, nieprzytomne.…
„Głupstwo handel... głupstwo polityka... głupstwo podróż do Turcji... głupstwo całe życie, którego początku nie pamiętamy, a końca nie znamy... Gdzież prawda?..." Ponieważ tego rodzaju zdania wypowiadał niekiedy głośno i publicznie, więc uważano go za bzika, a poważne damy, mające córki na wydaniu, nieraz mówiły. — Oto do czego prowadzi mężczyznę starokawalerstwo!
Ale zdarzyło się, że miałem znajomego w szpitalu i poszedłem odwiedzić go na dzień przed rozpoczęciem rozprawy sądowej i ujrzałem tego chłopaka leżącego na łóżku z ręką ujętą w łupki na oddziale dla białych. Ku wielkiemu memu zdziwieniu i tamta druga osobistość z obwisłymi wąsami znalazła się tutaj również.…
— Wtedy nas znów zaplombowali i do samego Ravensbrück już nas nikt nie otworzył. Żadna się nie udusiła, ale kilka zwariowało. Czy wyzdrowiały później? Nie. Nie wyzdrowiały. Zaraz pierwszego dnia je w Ravensbrück rozstrzelali. Jak zwariowały, to rzucały się na nas, gryzły nas i szarpały.…
Ja bardzo to przechorowałam. Zresztą ja nie wiedziałam co robię. Ja byłam wtedy jak szalona... płacze cicho Pewnie, moja pani. Każdy samobójca musi być szalony i stracić poczucie moralności i wiary w obecność Boga. To, to jest tchórzostwo. Tak jest — tchórzostwo. A potem zagłada własnej duszy. Dobrze, że samobójców chowają osobno. Niech się nie pchają między porządnych ludzi. Zabijać się!... I dla kogo?…
Jan stryja za rękę chwycił. — Z Korczyna... panna Justyna. Stryj wie... ta, co to ja stryju zawsze opowiadałem... Niech stryj idzie i przywita się... Ze zdziwieniem i prawie przerażeniem przygarbiony człowiek cofnął się ku domowi. — A toż co? — zawołał — z Korczyna... na co? Po co? Dla jakiej przyczyny?... — Bardzo jej upodobało się u nas, przyszła spocząć... niechże stryj idzie...…
Wieprz — znajomek, niewiększy na pozór od snopa, Biegnie w skradzionych portkach Magdzinego chłopa. Ryj mu lilią zakwita! Czar bije od przodu! I z wołaniem: «Gdzie Magda?» — pcha się do ogrodu! Wóz drabiasty, jaskółczej doznając uciechy, Z okrzykiem: «Co ja robię?» — frunął ponad strzechy. A wójt w ślad mu się jarzy to modry, to złoty I zębami przedrzeźnia znikłych kół turkoty.…
My pokorni... Sługi. Myślałem — że koło mnie szatański śmiech gada. Uspokój się — kładzie na głowę pióropusz Spokojna ty! — Żmijo — cudowna! Ty byłaś w zmowie z nimi. Z kim? — Pleciesz, głupcze. Z nim! — Ty byłaś w zmowie! — Z białym królem. Ach, drwisz szydersko — gdy pierś moja bólem się pełni, za ten czyn spełniony — że to są moi. Bracia!!! Ty szalony. Szalony ja. — Wiesz, z kogo ja szaleństwo wziął?…
— To, panie, wariaty chodzą teraz po lesie i krzyczą, ci, co im się od okropności w głowie pomieszało. My wczoraj spotkali jedną szlachciankę, co chodzi, panie, chodzi, po sosnach patrzy i woła: „Dzieci! Dzieci!". Widno jej chłopi dzieci porżnęli. Na nas też oczy wytrzeszczyła i poczęła piszczeć, że aż nogi pod nami zadrżały. Mówią, że po wszystkich lasach takich jest dużo.…
Pod wpływem tych radosnych myśli zamilkli, lecz to milczenie w bolesny zostało przerwane sposób. Oto nagle do kolaski Basinej przysunął się z koniem pan Nowowiejski. Twarz jego, tak zwykle straszna i posępna, była teraz uśmiechnięta i pogodna. Zapatrzone oczy utkwił w skąpanym w blaskach słonecznych Kamieńcu i uśmiechał się ciągle.…
Gdy Wyganowski z Cedrą wchodził na schody pierwszego piętra, ujrzał przed sobą w zwojach i kłębach dymu prochowego dwóch ludzi w gałganach, z białymi czaszkami, którzy wzajem pochwycili się za gardła i wżarli w siebie zębami. Runęli właśnie na ziemię. To jeden, to drugi był na wierzchu. Szarpali się paszczękami jak rozjuszone psy.…
— Wasza miłość, pilno! Konie czekają! Lecz w panu Andrzeju obudził się już całkiem dawny Kmicic. — O! nie może być! — zakrzyknął nagle — teraz ja na tego zdrajcę poczekam! Kiemlicze spojrzeli na siebie ze zdumieniem, ale żaden nie pisnął ani słowa, tak ślepo przywykli z dawnych czasów słuchać tego wodza.…
Oprócz pracowników, zajętych potężną robotą od świtu do nocy na górze trupiej, plątał się tam i wałęsał trzeci jeszcze gatunek istot żywych: — żebraki, głodomory, chorowite kaleki, baby i starcy — słowem, nędza miejska i portowa, ciągnąca za wyżerką przy wojsku. Żołnierze tureccy rzucali tej tłuszczy niedogryzione kości, nadmiar chleba, jarzyn, owoców.…
Wyrzec się jej, stracić ją, nie zobaczyć jej więcej, wydawało mu się niepodobieństwem i na samą myśl o tym ogarniał go szał. Samowolna natura młodego żołnierza pierwszy raz w życiu trafiła na opór, na inną niezłomną wolę, i wprost nie mogła pojąć, jak to być może, by ktoś śmiał stawać w poprzek jego żądzy. Winicjusz wolałby raczej, żeby świat i miasto zapadły w gruzy, niż żeby on nie miał dopiąć tego, czego chciał.…
Zastanawiał się czasem, czy nie jest szalony. Ale może szaleństwo to po prostu przynależność do jednoosobowej mniejszości. Kiedyś szaleństwem było sądzić, że Ziemia krąży wokół Słońca; dziś — że przeszłości nie da się zmienić. Być może tylko on jeden był tego zdania, a jeśli tak, to znaczy, że był szaleńcem. Myśl o szaleństwie nie przerażała go jednak. Przerażała go myśl, iż mógłby nie mieć racji.
…ojciec mój był już zatracony, zaprzedany, zaprzysiężony tamtej sferze. Twarz jego i głowa zarastały wówczas bujnie i dziko siwym włosem, sterczącym nieregularnie wiechciami, szczecinami, długimi pędzlami, strzelającymi z brodawek, z brwi, z dziurek od nosa — co nadawało jego fizjonomii wygląd starego, nastroszonego lisa.…
…Obłędny szewczyk — kuternoga Szyje, wpatrzony w zmór odmęty, Buty na miarę stopy Boga, Co mu na imię — Nieobjęty! Błogosławiony trud, Z którego twórczej mocy Powstaje taki but Wśród takiej srebrnej nocy! Boże obłoków, Boże rosy, Naści z mej dłoni dar obfity, Abyś nie chadzał w niebie bosy I stóp nie ranił o błękity!…
— Tak, i Francja zapłaci wojną za odmowę swojego władcy. Nie mogę cię już widywać, pani; chcę zatem, byś nieustannie słyszała mówiących o mnie! Jaki cel, myślisz pani, miała wyprawa na Ré i związek z protestantami z La Rochelle, który projektuję? O! Tylko rozkosz widywania ciebie, królowo!…
A boś jeszcze nie pojęła: skończyć nędzę — zacząć dzieła. Jakie dzieła, co za dzieła? cóżem to ja nie pojęła? Orły, kosy, szable, godła, pany, chłopy, chłopy, pany: cały świat zaczarowany, wszystko była maska podła: chłopy, pany, pany, chłopy, szable, godła, herby, kosy, aż na głowie wstają włosy, wszystko była podła maska farbiona — jak do obrazka: cały świat zaczarowany. A cóż tobie, cy gorącka?…
A że umysły tych ludzi były jakoby w stanie pijanym, znaleźli się trzej rycerze, którzy za swoje przekonanie śmierć ponieść chcieli i być ukrzyżowanymi, jako Chrystus Pan przed wiekami. Postawiono więc trzy krzyże z najwyższego, jakie było w tym kraju, drzewa i wystąpili trzej męczennicy po jednemu z każdéj gromady; wszakże nie wybrani losem, lecz z własnéj woli.…
Z dziewcząt się jednej teraz zwichnął rozum, Druga od młodu wciąż była szalona. O władco, w ludziach zgnębionych nieszczęściem Umysł się chwieje pod ciosów obuchem.
Jak mało malin! a jakie czerwone By krew. — Jak mało — w którą pójdę stronę? Nie wiem... A niebo jakie zapalone Jak krew... Czemu ty, słońce, wschodzisz krwawo? Noc wolę ciemną niż taki poranek... Gdzie moja siostra?... musiała na prawo Pójść i napełnić malinami dzbanek; A ja śród jagód chodzę obłąkana Jakąś rozpaczą i łzy gubię w rosie.
Boryna naraz przyklęknął na zagonie i jął w nastawioną koszulę nabierać ziemi, niby z tego wora zboże naszykowane do siewu. Aż nagarnąwszy tyla, iż się ledwie podźwignął, przeżegnał się, spróbował rozmachu i począł obsiewać... Przychylił się pod ciężarem i z wolna, krok za krokiem szedł i tym błogosławiącym, półkolistym rzutem posiewał ziemię na zagonach.…
…Z dala ujrzałem człowieka w zielonym, zniszczonym kaftanie, wałęsającego się pomiędzy skałami, jak gdyby szukał ziół. Na odgłos mych kroków obrócił się i spostrzegłem, że twarz jego jest interesująca. Główną cechą jej wyrazu był głęboki, cichy smutek, poza tym wyglądała rozsądnie i miała nawet w sobie coś pociągającego.…
Słychać krzyk wielki za drzwiami za drzwiami, okropnym głosem Puszczaj mię! Puszczaj. Ślepa! strwożony Widzi — patrz, jak sadzi Po schodach, zatrzymajcie! Kto jej co poradzi! Ja go znajdę tu, tego pijaka, tyrana! chce zatrzymać — ona obala jednego z nich A! patrz, jak obaliła — a! a! opętana. uciekają Gdzie ty! — znajdę cię, mozgi na bruku rozbiję — Jak mój syn! Ha, tyranie! syn mój, syn nie żyje!…
Siedziałam przy krosnach W moim pokoju, gdy wtem książę Hamlet, Z odkrytą głową, rozpięty, w obwisłych, Brudnych pończochach, blady jak koszula, Chwiejący się na nogach, z tak okropnym Wyrazem twarzy, jakby się wydostał Z piekła i jego zgrozę chciał obwieścić, Stanął przede mną. Czyliżby z miłości Oszalał? Nie wiem, ale się obawiam. Cóż ci powiedział?…
Czemu mnie ścigasz? Gdzież Twoja święta, uwielbiana miłość? Ni jednej chwilki wytchnienia!... Widzę Cię w słońcu! W chmurach Cię widzę — we wszystkim, czego się dotknę, — we wszystkim, na czym źrenice me spoczną, jeśli się kiedy, idąc straszną drogą, na tę nadludzką zdobędę odwagę, by podnieść głowę do góry ach! i zmęczonej uchylić powieki, na której ciąży ten ciężar wstydu...…
Nie zdradzam żadnych handlowych sekretów. Faktem jest, że dyrektor mówił potem, iż metody Kurtza zrujnowały cały okręg. Nie mam w tej sprawie własnego zdania, ale chcę, abyście zrozumieli dokładnie: nic nikomu właściwie nie przyszło z tych głów tkwiących na palach.…
— Kto się zbliży na łokieć — w krtań mu wsunę paznokieć! A kto bliżej przyskoczy — temu wydrapię oczy! Jestem straszna i wściekła, rodem z samego piekła! Mam ja duszę ponurą i diabła mam pod skórą! Brat mój — wąż, siostry — żmije! Kogo dotknę — zabiję! Zabitego w piec wkładam i smażę go, i zjadam!
Słuchaj! powiedz szczerze, Czy nie widziałeś nigdy człowieka? anioła? Co swe cierpienia ludom przynosi w ofierze I gromom spadającym wystawia cel czoła, I śmierć za Zbawiciela ponosi przykładem Za lud cierpiąc... Ten człowiek szedł tu moim śladem. Zawołam go.…
Nie pomogły łagodne słowa ni pieszczoty, ni zaklęcia — Danusia nie poznawała nikogo i nie odzyskała przytomności. Jedynym uczuciem, które opanowało całą jej istotę, był przestrach podobny do takiego płochliwego przestrachu, jaki okazują schwytane ptaki. Gdy przyniesiono jej posiłek, nie chciała przy ludziach jeść, jakkolwiek z chciwych jej spojrzeń rzucanych na jadło znać było głód, może nawet zadawniony.…
…Cóż to — myślał — czy moje życie ma zależeć od kaprysu jednej kobiety?... Czy nie znajdę stu innych?... Alboż pani Meliton nie obiecywała, że mnie zapozna z trzema, czterema, równie pięknymi?... Raz, do licha, muszę się ocknąć!...” Ale zamiast ocknąć się, coraz głębiej zapadał w opętanie. Zdawało mu się w chwilach świadomości, że na ziemi jeszcze chyba istnieją czarodzieje i że jeden z nich rzucił na niego klątwę.…
…Musiałem być w rozpaczliwym nastroju ducha, kiedy nie tracąc czasu, po kilku obojętnych i przyjacielskich sentencjach, na które odpowiedział chętnie, jakby to zrobił każdy przyzwoity chory, rzuciłem wyraz „Patna" spowity w delikatne pytanie jak w miękki jedwab.…
W imię Ojca i Syna... chyba wielmożny młody gospodarz jest pomylony, albo bardzo na honorze delikatny.
…Na drodze ściśniętej pomiędzy płotami dwóch zagród ukazała się para ludzi, z których jeden był małym, przygarbionym starcem, w płóciennej, aż do stóp zapiętej kapocie, a drugą — wysoka, pleczysta dziewczyna w różowym kaftanie i z kasztanowatymi włosami.…
Pokazujemy 48 z 116 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.