motyw literacki
Pijaństwo
107fragmentów
39lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Fraszki 14 fragmentów
- Chłopi, Część pierwsza - Jesień 9 fragmentów
- Ogniem i mieczem 7 fragmentów
- Wesele 7 fragmentów
- Lalka 6 fragmentów
- Quo vadis 6 fragmentów
- Lord Jim 5 fragmentów
- Trzej muszkieterowie 5 fragmentów
- Balladyna 4 fragmenty
- Potop 4 fragmenty
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 3 fragmenty
- Pieśni 3 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
…A tak — odpowiada sołtys. — Takem ci się zgadał w kancelarii, że muszę choć odrobinę zęby popłukać. Może pójdziecie i wy od tego kurzu? — Ma się rozumieć, że pójdę, przecie zdrowie jest najpierwsze — odpowiadał kowal i nie zdejmując fartucha szedł wraz z sołtysem do karczmy.
Trawiąc niegdyś nad flaszką nocy i poranki, Chory pijak stłukł wszystkie kieliszki i szklanki; Klął miód, piwo znieważał, wino zwał tyranem. Przyszedł potem do zdrowia i odtąd... pił dzbanem.
Jedzą, piją, lulki palą, Tańce, hulanka, swawola; Ledwie karczmy nie rozwalą, Ha, ha! Hi, hi! hejże! hola! Twardowski siadł w końcu stoła, Podparł się w boki jak basza: „Hulaj dusza! hulaj!" woła, Śmieszy, tumani, przestrasza.
Znalazłem dęba przyjaciela; Choćbyś mi raj pokazał, gdzie Bóg wróble strzela, To nie porzucę dębu, co się cały chwieje I potrzebuje wsparcia. — Patrz, biedaczek mdleje. Tu, psie! tutaj z latarnią! zgubiłem dębinę. Ha! dąb uciekł... nie poznał mnie... obrosłem w trzcinę, Siedząc w błotach noc całą... Chodź do karczmy. Na to Masz ze mnie przyjaciela — na to jak na lato... Nie... to już nie przystoi...…
— Półkwaterek, ino krzepkiej! — zarządził wreszcie. Jankiel w milczeniu nalewał i lewą rękę wyciągał po pieniądze... — W szkło? — zapytał, zgarnąwszy do opałki zaśniedziałe miedziaki. — Juści, że nie w but!... Usunął się na sam koniec szynkwasu, wypił pierwszy kieliszek, splunął i jął poglądać po karczmie; wypił drugi, przyjrzał się buteleczce pod światło, stuknął nią mocno. — Dajcie no drugi i machorki!…
…buchnęły od wsi takie przeraźliwe krzyki, lamenta i przeklinania, że poleciał ku domowi, wystraszony wielce i niespokojny. Matka właśnie wyszła go wołać na kolację. — Co się tam stało? Biją się czy co? — Józef Wachnik wrócił z kancelarii trochę pijany i pobił się ze swoją. Dawno się już babie należała porządna frycówka. Nie bój się, nic jej nie będzie. — Ależ krzyczy, jakby ją ze skóry obdzierał.…
Musiało też być już bardzo późno, kiej posłyszawszy targanie drzwiami zwlekła się otwierać i aż się cofnęła, tak od Jagny buchnęło gorzałką. Niezgorzej musiała być napita, gdyż długo macała za klamką i słychać było z izby potykanie się o sprzęty i to, że jak stała, buchnęła się na łóżko.
…W karczmie zaś zabawa już szła rzetelna, muzyka rznęła co sił i tany szły za tanami, pito już we wszystkich kątach, gdzieniegdzie już przychodziło do sporów, a wszędy gadano tak głośno, że wrzawa przepełniała izbę, a tupoty taneczników rozlegały się kieby bicie cepów.…
…— Człowiek, ulegający swym namiętnościom, traci całą siłę rozumowania i uważany jest za pijanego, za szalonego. — Ach, wy, ludzie mądrzy! — zawołałem ze śmiechem. — Namiętność! Pijaństwo! Szał! Z jakąże obojętnością i spokojem wygłaszacie te słowa? Przyganiacie pijakowi, czujecie wstręt do szaleńca, mijacie obu, jak kapłan z przypowieści i jak faryzeusz dziękujecie Bogu, że nie uczynił was takimi, jak oni.…
…Otóż — więc z rozkazem Brata Pana jechałem w miasteczko Lamego — Jak dziś pamiętam — więc tam byli Francuziska: Ten gra w kości, ten w karty, ten dziewczęta ściska — Nuż beczeć; — Każdy Francuz, jak podpije, beczy. Jak zaczną tedy śpiewać wszyscy nic do rzeczy, Siwobrode wąsale takie pieśni tłuste! Aż był wstyd mnie młodemu.…
W jegoż gospodzie o wieczornej chwili Żelisławskiego niewinnie zabili Swowolni ludzie; kto chce słowo miłe Dać temu grobu, przeklinaj opiłe!
począł Noach, mąż roli, i zasadził winnicę I napił się wina, i odurzył się, i obnażył się we wnętrzu namiotu swojego. ojciec Kanaana nagość ojca swojego wziął Szem i Jefet I obudził się Noach po winie swoim, i dowiedział się, co uczynił mu syn jego młodszy. przeklęty Kanaan sługą im rozprzestrzeni יַפְתְּ jaft פָּתָה pata zamieszka שָׁכַן szachan sługą im
Zwyczaj zaiste; moim jednak zdaniem, Lubom tu zrodzon i z tym oswojony, Chlubniej byłoby taki zwyczaj łamać Niż zachowywać. Te biby na zabój W pośmiech i wzgardę tylko nas podają U innych ludów: beczkami nas mienią I trzodzie chlewnej właściwy przydomek Hańbi nazwisko nasze. W rzeczy samej, Choćbyśmy zresztą byli bez zarzutu, To jedno już by starło z naszych czynów Zaszczytną cechę ich wnętrznej wartości.…
Szydzisz li ze mnie, żeś taką pomstę wywarł na mej duszy? Żeś mnie wypędził w świat, abym się błąkał, jak ten pies obity, i zdradzał swoich przyjaciół? Nie! ślepiec jestem, po omacku schodzę z Twojej Golgoty, czepiając się ręką zbrojnych pachołków, co Ci twarz opluli, ale to czuję, że nie żar urągań aż do obłędu mnie piecze, tylko bezbrzeżny Twój ból... Czemuś mnie stworzył, o Panie, takim nędznikiem ?!…
Pewnej wszakże niedzieli dokuczyło mu owe szczęście już to swym nadmiarem, już to inną jaką zbytecznością, dość że wezbrała w nim nagła tęsknota, którą po dawnemu w karczmie sutym poczęstunkiem uczcił. Łakomie wypita wódka nie ujęła mu przytomności, jeno dodała odwagi i roznieciła w duszy taką bezgraniczną, na przekór całemu światu, samodzielność, że chłop się nagle bez żadnego powodu rozzuchwalił i pięścią komuś w……
…Jeszcze są w Litwie... jeszcze wam zaśpiewam... Precz mi z tą lutnią!... zerwała się struna, Nie będzie pieśni!... ale się spodziewam, Że kiedyś będą... Dziś... zbytnie puchary... Zanadto piłem... Cieszcie się i bawcie... A ty Al... manzor, precz mi z oczu stary! Precz mi z Albanem!... samego zostawcie».…
Zycha, mającego już w głowie, rozczulił ten widok zupełnie, więc przygarnął do siebie kamionkę, przycisnął ją do łona i sądząc widocznie, że to Jagienka, począł mówić: — Oj, córuchno ty moja! Oj, niebogo, sieroto! Co ja, biedny chudzina, w Zgorzelicach pocznę, jak mi cię zabiorą; co ja pocznę!...
W pokoju pana Dziewierskiego Sufitem było szczere niebo, W wyrwie podłogi — deszcz kałużą... I burtą na bok przechylony, Przegrzmiałą obłąkany burzą, Korsarski statek krążył po niej, Jakby go ciągnął kto magnesem... Sprawdziło się przysłowie stare, Że «vivere non est necesse, Sed est necesse navigare».…
— Wariat! wariat!... — mruknął radca. — Podaj no, Józiu, piwa. Która to?... — Siódma buteleczka, panie radco. Służę piorunem. — Już siódma?... Jak ten czas leci, jak ten czas leci...
— Gdzieżeś się upił? — pytał Niemiec dzikim głosem, ale nie ruszając się z miejsca; światło od kompasu padało na niego, uwydatniając tę niezgrabną figurę jakby wyciętą z kawała tłuszczu. Jim odchodził, uśmiechając się do niknącego widnokręgu; jego serce przepełnione było szlachetnymi popędami, a myśli podziwiały własną wyższość. — Upił?…
— Ojciec pana, ten szewc, robił damskie obuwie czy męskie kamasze? — zapytała przymrużając oczy młodsza z panien Orszeńskich. — Trzewiki, głównie trzewiki, w dość odległych jedna od drugiej chwilach przytomności, najczęściej bowiem robił po pijanemu awantury, gdzie się dało.
Jakich to trzech rzeczy mianowicie sprawcą jest trunek? Czerwonego nosa, panie, snu i wody. Wszeteczeństwo, panie, trunek sprawia i nie sprawia: daje chętkę, ale odbiera możność. Tak więc, panie, można by nazwać trunek dwulicznikiem wszeteczeństwa: stwarza je i niszczy; budzi je i odpędza; zachęca i odstrasza; woła do gotowości i zdradza, na domiar durzy je snem dwulicznym, a zadawszy mu kłamstwo, opuszcza je.…
— Piję — odpowiedział pijak z posępną miną. — Dlaczego pijesz? — spytał Mały Książę. — Żeby zapomnieć — odpowiedział pijak. — Żeby zapomnieć o czym? — dopytywał się Mały Książę, któremu już było go żal. — Żeby zapomnieć, że się wstydzę — wyznał pijak, spuszczając głowę. — Wstydzisz się czego? — drążył Mały Książę, który chciał mu pomóc. — Wstydzę się, że piję! — dopowiedział pijak i ostatecznie zapadł w milczenie.
— Niegdyś postanowiliśmy byli wszyscy karczmy nasze pozamykać, aby chłopów do pijaństwa nie kusić. Wielu to uczyniło. Darzecki nie chciał. Andrzej różnił się z nim o to długo, ale potem przestał i myśleliśmy, że za wygraną dał, zapomniał.…
Między niebem a piekłem, wśród słynnych bezdroży, Które lotem starannie pomija duch boży, Stoi karczma, gdzie widma umarłych opojów Święcą tryumf swych szałów pijackich i znojów. Skąpiec, co, mrąc, ostatnie połknął ametysty, Znajdzie tu za dwa grosze nocleg wiekuisty, — I zbrodniarz, co w błysk noża zachował swą wiarę, Zdoła tutaj niejedną nadybać ofiarę, — I nierządnica, sennym wabiąca pachnidłem, Brwi nabytym w……
Czy widzisz owe tłumy, stojące u bram miasta wśród wzgórzów i sadzonych topoli — namioty rozbite — zastawione deski, długie, okryte mięsiwem i napojami, podparte pniami, drągami. — Kubek lata z rąk do rąk — a gdzie ust się dotknie, tam głos się wydobędzie, groźba, przysięga lub przeklęstwo. — On lata, zawraca, krąży, tańcuje, zawsze pełny, brzęcząc, błyszcząc, wśród tysiąców.…
…W całym mieście pełno było pijanych, w Czehrynie bowiem wypadał nocleg, więc i hulatyka przed nocą. Na rynku rozkładano ognie, gdzieniegdzie paliła się beczka ze smołą. Zewsząd dochodził gwar i wrzaski. Przeraźliwy głos piszczałek tatarskich i bębenków mieszał się z ryczeniem bydła i z łagodniejszymi głosami lir, przy których wtórze ślepcy śpiewali ulubioną wówczas pieśń: Sokołe jasnyj, Brate mij ridnyj, Ty wysoko……
«Nic a nic! — Przerwał Konewka — bo to wyrosło z szlachciury, A jak dmie się, phu, phu, phu, jak nos drze do góry! Pamiętacie, prosiłem na córki wesele; Poję, nie chce pić, mówi: »Nie piję tak wiele Jak wy szlachta; wy szlachta ciągniecie jak bąki«. Ot magnat! delikacik z marymonckiej mąki! Nie pił; leliśmy w gardło, krzyczał: »Gwałt się dzieje!« Czekajno, niech no ja mu z Konewki naleję».
Nieopodal klasztoru, niżej, czekał wasąg pana Zagłoby, a przy nim dwóch czeladzi: jeden siedział na koźle trzymając lejce dobrze sprzężonej czwórki, na którą pan Wołodyjowski zaraz okiem znawcy rzucił; drugi stał przy wasągu z opleśniałym gąsiorkiem w jednej, z dwoma kielichami w drugiej dłoni. — Do Mokotowa kawał drogi — rzekł Zagłoba — a przy łożu Ketlinga sroga czeka nas żałość.…
Jedzą, piją, lulki palą, Tańce, hulanka, swawola; Ledwie karczmy nie rozwalą, Ha, ha! Hi, hi! hejże! hola! Twardowski siadł w końcu stoła, Podparł się w boki jak basza: „Hulaj dusza! hulaj!" woła, Śmieszy, tumani, przestrasza.
Wszytkoć wadzi: być na nos biedna mucha padła, Miecesz głową i mniemasz, że cię do krwie zjadła; Od stołu żenie każesz, fukasz na pachołki, Wyciskałeś talerze, wyciskasz i stołki. Patrzaj, diable, że sie tu i gościom dostanie: Gniewaj sie, jako raczysz, jeno nie bij, panie, Bo ja w tym piwie twoim rozkoszy nie czuję; Zdrowie rad mam od ciebie, kufla nie przyjmuję.…
Ślimak zamyślił się i nagle uderzył ręką w stół. — Kumie sołtysie! — zawołał podniesionym głosem — sprzedajcie mi krowę. — Sprzedam! — odparł Grochowski i równie uderzył o stół ręką. — Dam wam... trzydzieści i jeden rubli... jak was kocham. Grochowski uścisnął go. — Dajcie, bracie, trzydzieści... trzydzieści — no i cztery ruble papierkami i rubla srebrnego za postronek. Do izby ostrożnie wsunęły się zmęczone dzieci.…
Ale oni nie mogli wyjść, bo już ze trzy godziny byli za stołem, zabawiając się kielichami i może nawet nie zauważyli brzęczenia dzwonków za oknem. Gdy jednak wszedł do izby, ze wszystkich piersi wyrwał się gromki okrzyk: „Haeres! Haeres przyjechał!" — i wszyscy kompanionowie, zerwawszy się z miejsc, poczęli iść do niego z kielichami.…
— Dlaczego ty nic nie pijesz? — pytał Hipolit wybałuszając zamglone oczy i czepiając się rękami bezradnymi nie tylko sąsiadów, lecz i sąsiadek. — Owszem, piję. — Nic nie pijesz i nic nie jesz. Ciągle tańczysz i tańczysz. My pijemy, a ty nie pijesz. Jakieś kozackie kozaki wytańcowujesz. Co to jest? — Przecież to ja go namówiłem... I ty także!... — perswadował wikary. — Do diabła! Klecho, do diabła! Wiem, co mówię.…
Spił się wreszcie cezar, spili się mężczyźni i kobiety. Winicjusz nie mniej był pijany od innych, a w dodatku obok żądzy budziła się w nim chęć do kłótni, co zdarzało mu się zawsze, ilekroć przebrał miarę. Jego czarniawa twarz stała się jeszcze bledszą i język plątał mu się już, gdy mówił głosem podniesionym i rozkazującym:
Na co pisać satyry? Choć się złe zbyt wzniosło, Przestańmy. Świat poprawiać — zuchwałe rzemiosło. Na złe szczerość wychodzi, prawda w oczy kole; Więc już łajać przestanę, a podchlebiać wolę. Których więc grzbiet niekiedy, mnie rozum nawrócił, Przystępujcież, filuty, nie będę was smucił.…
…Skończywszy z piwem, pan Wiechowski zaczął napierać się o gorzałeczkę. Wkrótce potem Marcinek, słysząc w pokoju wrzask okropny, uchylił drzwi i zobaczył z przerażeniem, że nauczyciel, odziany tylko w bieliznę, siedzi na stole, trzyma w jednej ręce flaszkę z jarzębinówką, w drugiej duży kieliszek, i wymyśla komuś zapamiętale. — Chamy, łajdaki!…
Wiadomo, iż jest jakiś bożek strzegący pijaków i zakochanych.
A niech się ta chłopy biją. To Mosiek w nich wódkę leje, Żyd, chłop, wódka, stare dzieje. A sprzedaję, bo mam sklep; — Czepiec jutro ma mnie płacić, to dziś wkoło bije w pysk. Na chłopach się chcesz bogacić, drzesz podwójny zysk. Chce dobrodzij na nich stracić, karczmę oddam. Jeszcze czas. Czas to pieniądz. Dług rzecz święta: jutro termin.
Zwykle sołtys wiódł kowala pod rękę, a ten dźwigał butelkę „płukania" na jutro. Na drugi dzień sołtys był zupełnie trzeźwy i gospodarował aż do nowego zarobku na urzędzie, ale kowal wciąż zaglądał w przyniesioną butelkę, dopóki się dno nie pokazało, i tym sposobem od jednego zamachu wypoczywał przez dwa dni.
…A byłeś w karczmie? Wprzód nim wierzbą byłem, To byłem w karczmie. I piłeś?... A piłem... śmiejąc się Więc to sen, panie Grabku, wierzba owa!...
…Franek młynarczyk, niski, krępy i kędzierzawy, ten ci gadatywus był największy i zbereźnik, i kpiarz, i na dzieuchy tak łakomy, że często gęsto pysk miał zbity i podrapany. Ale że dzisiaj ochlał się zaraz z miejsca, jak to nieboskie stworzenie, to ino stał przy szynkwasie z grubą Magdą od organisty, która była już w szóstym miesiącu.…
— Wracalim podleśną drogą ku krzyżowi, aż tu Gulbasiak leci naprzeciw i krzyczy zestrachany: „Pod jałowcami jakieś zabite leżą!". „Zabite, to zabite", myślę, „ale warto zawdy obejrzeć". Poszłyśmy... Widzim z dala, prawda, leżą jakieś ludzie kieby nieżywe... Jeno im kulasy sterczą spod jałowców. Filipka me ciąga, by uciekać...…
Nie frasuj się na sługi, żeć się pożarli; Trzeźwi słudzy z trzeźwimi pany pomarli.
Nie podnoś na mnie tej ręki! Boję się — — boję — — Sambyś się splamił, gdybyś mi wyciął policzek!... Wszak–ci nie siedzę przed królem Herodem i trzciny nie mam w dłoni ani purpury na barkach! Wszak–ci ja nie mam tych oczu, co spod przymkniętej powieki patrzą tak smutno i cicho w smutną i cichą głębinę tej naszej ludzkiej niedoli... Czekaj — nie jestem tchórzem — Czemu ten wicher tak wieje?…
Wyszli z panem Domańskim i może w półtorej godziny wrócili obaj mocno zarumienieni. Pan Raczek ledwie oddychał, a pan Domański z trudnością trzymał się na nogach, podobno z tego, że nasze schody były bardzo niewygodne. — Cóż?... — spytała ciotka. — Nowego Napoleona wsadzili do prochowni! — odpowiedział pan Domański. — Nie do prochowni, tylko do fortecy. A–u... A–u... — dodał pan Raczek i rzucił czapkę na stół.…
Pomocnik maszynisty łatwym zwrotem przeszedł do kwestii swoich finansów i odwagi. — Kto pijany? Ja? Nie, kapitanie! Tak nie można. Musi pan wiedzieć, że mój starszy jest tak skąpy, że i wróbla by nie upoił. Nigdy w życiu tak nie pościłem, jak teraz; a ten gatunek wódki nikomu w głowie nie zaprószy. Ja mógłbym pić roztopiony ogień, a byłbym zimny jak lód.…
Wreszcie trafił się pewien młody gospodarz, który od razu zgodził się jechać. Zaprzągł do wasąga parę małych bułanków i bocznymi drogami, przez dziury i wertepy pomknął jak strzała. Dobry humor wrócił, a nawet wstąpiła w eskulapa swada burszowska. Trafił się na rozstajnych, błotnistych szlakach sklep z trunkiem.…
Pokazujemy 48 z 107 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.