motyw literacki
Szaleniec
62fragmenty
24lektury
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Hamlet 12 fragmentów
- Lalka 7 fragmentów
- Balladyna 6 fragmentów
- Romeo i Julia 5 fragmentów
- Cierpienia młodego Wertera 4 fragmenty
- Ludzie bezdomni 3 fragmenty
- Rok 1984 3 fragmenty
- Kordian 2 fragmenty
- Nie-Boska komedia 2 fragmenty
- Ogniem i mieczem 2 fragmenty
- Przedwiośnie 2 fragmenty
- Quo vadis 2 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
- Szaleństwo27
- Obraz świata4
- Kondycja ludzka3
- Rozpacz3
- Miłość romantyczna2
- Miłość silniejsza niż śmierć2
- Zemsta2
- Morderstwo2
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
A we dwa lata późniéj powiedzieli nam nowi wygnańcy, co się stało, i policzywszy noce, poznaliśmy, że ów prorok nam prawdę mówił; więc chcieliśmy go uczcić, lecz już był w ziemi. Szanujemy więc ten krzyż, nie mówiąc więcéj: oto człowiek, który leży pod nim, był wariatem i obłąkanym, i godnym śmiechu.
Słuchaj dzieweczko! — Ona nie słucha. — To dzień biały! to miasteczko! Przy tobie nie ma żywego ducha, Co tam wkoło siebie chwytasz? Kogo wołasz, z kim się witasz? — Ona nie słucha. — To jak martwa opoka Nie zwróci w stronę oka, To strzela wkoło oczyma, To się łzami zaleje, Coś niby chwyta, coś niby trzyma, Rozpłacze się i zaśmieje. — „Tyżeś to w nocy? to ty Jasieńku! Ach! i po śmierci kocha!…
Rady zasięgnąć warto u człowieka, Który się kryje w tej zaciszy leśnej; Pobożny starzec — ma jednak w rozumie Nieco szaleństwa: ilekroć mu prawisz O zamkach, królach, o królewskich dworach, To jak szalony od rozumu błądzi, Miota przekleństwa, pieni się, narzeka; Musiał od królów doznać wiele złego, I z owąd został przyjacielem gminu.
— Ociec! Zabili go! Zabili! — wył kiej ta suka, gdy jej dzieci potopią. Aż kilkoro ludzi co najbliższych posłyszało i przybiegło na ratunek; złożyli pobitego na gałęziach i jęli śniegiem obwalać mu głowę i ratować, jak ino poredzili. Antek zaś przysiadł na ziemi, targał się za włosy i krzyczał nieprzytomnie: — Zabili go! Zabili! Aż myśleli, iż mu się z nagła w głowie popsuło.…
Jeszcze się nie skończył taniec, gdy wzmogły się błyskawice, od dawna rozdzierające firmament, a przeze mnie tłumaczone jako przebłyski zorzy północnej, a grzmoty rozgłośne przygłuszyły muzykę. Trzy danserki ulotniły się z szeregów, a za nimi podążyli kawalerowie. Powstało zamieszanie, a muzyka grać przestała.…
Nie to mądrość mądrym być albo wielkość świata Rozumem chcieć ogarnąć: krótkie ludzkie lata; Gonić w nich wielkie rzeczy, a dać gotowemu Upływać, podobno to barzo szalonemu.
O, jak szlachetny duch zwichnięty został! Dworaka, wodza, mędrca ton, miecz, umysł; Kwiat oczekiwań potężnego państwa, Wzór ukształcenia, zwierciadło poloru, Cel zwracającej się uwagi świata: Wszystko to, wszystko wniwecz obrócone!…
Czemu mnie ścigasz? Gdzież Twoja święta, uwielbiana miłość? Ni jednej chwilki wytchnienia!... Widzę Cię w słońcu! W chmurach Cię widzę — we wszystkim, czego się dotknę, — we wszystkim, na czym źrenice me spoczną, jeśli się kiedy, idąc straszną drogą, na tę nadludzką zdobędę odwagę, by podnieść głowę do góry ach! i zmęczonej uchylić powieki, na której ciąży ten ciężar wstydu...…
Słuchaj! powiedz szczerze, Czy nie widziałeś nigdy człowieka? anioła? Co swe cierpienia ludom przynosi w ofierze I gromom spadającym wystawia cel czoła, I śmierć za Zbawiciela ponosi przykładem Za lud cierpiąc... Ten człowiek szedł tu moim śladem. Zawołam go.…
„Głupstwo handel... głupstwo polityka... głupstwo podróż do Turcji... głupstwo całe życie, którego początku nie pamiętamy, a końca nie znamy... Gdzież prawda?..." Ponieważ tego rodzaju zdania wypowiadał niekiedy głośno i publicznie, więc uważano go za bzika, a poważne damy, mające córki na wydaniu, nieraz mówiły. — Oto do czego prowadzi mężczyznę starokawalerstwo!
…Musiałem być w rozpaczliwym nastroju ducha, kiedy nie tracąc czasu, po kilku obojętnych i przyjacielskich sentencjach, na które odpowiedział chętnie, jakby to zrobił każdy przyzwoity chory, rzuciłem wyraz „Patna" spowity w delikatne pytanie jak w miękki jedwab.…
…W kącie, pod piecem, siedziało widmo człowiecze, za ręce i nogi przywiązane do haka wystającego z ziemi. Siwe kudły nakrywały głowę i ramiona tej istoty, a jakieś stargane łachmany resztę ciała. Czasem spod włosów ukazywały się straszliwe oczy jak dwa błyskające płomienne miecze, kiedy niekiedy usta ciskały ładunek okropnych wyrazów. Judym instynktownym ruchem cofnął się do sionki i zaczął wypytywać dziewczynę.…
— Wtedy nas znów zaplombowali i do samego Ravensbrück już nas nikt nie otworzył. Żadna się nie udusiła, ale kilka zwariowało. Czy wyzdrowiały później? Nie. Nie wyzdrowiały. Zaraz pierwszego dnia je w Ravensbrück rozstrzelali. Jak zwariowały, to rzucały się na nas, gryzły nas i szarpały.…
Stary Jakub za to, uwolniwszy się od ramienia wnuczki, dygocącym krokiem ku gospodarzowi chaty postępował srożąc się coraz bardziej. — Gdzie Pacenko? Niech mnie pan Szymon zaraz powie, gdzie tego krzywdziciela i naigrawcę mojego ukrył... a jeżeli nie powie, to jak mi Bóg miły, chatę zrewiduję i sam znajdę...…
A Maciej — ten z przeciwka, co to brak mu klepki, Konno dybie w niebiosy wesoły i krzepki! Cały w różach i malwach, coraz nieznajomszy Pyskiem w niebie wydziwia, jakby służył do mszy. Tuż obok, jak to bywa między błękitami, Przelatuje siedząco Pan Bóg z aniołami. A ten wrzeszczy od rzeczy i na koniu pstroku To skoczy, to zje malwę, to ginie w obłoku!
Salon z fortepianem — wchodzi Mąż — Służący ze świecą za nim. — Gdzie Pani? Pani słaba. — Byłem w jej pokoju — pusty. — Jasny Panie, bo JW. Pani tu nie ma. A gdzie? Odwieźli ją wczoraj... Gdzie? Do domu wariatów. ucieka z pokoju Słuchaj, Mario, może ty udajesz, skryłaś się gdzie, żeby mnie ukarać? Ozwij się, proszę cię — Mario — Marysiu — Nie — nikt nie odpowiada. — Janie — Katarzyno!…
W tej chwili drzwi się otworzyły i do komnaty wszedł z wolna Wasyl, najstarszy z Kurcewiczów, prowadzony za rękę przez Helenę. Był to człowiek dojrzałych lat, wybladły i wychudły, z twarzą ascetyczną i smętną, przypominającą bizantyjskie obrazy świętych.…
Pod wpływem tych radosnych myśli zamilkli, lecz to milczenie w bolesny zostało przerwane sposób. Oto nagle do kolaski Basinej przysunął się z koniem pan Nowowiejski. Twarz jego, tak zwykle straszna i posępna, była teraz uśmiechnięta i pogodna. Zapatrzone oczy utkwił w skąpanym w blaskach słonecznych Kamieńcu i uśmiechał się ciągle.…
Oprócz pracowników, zajętych potężną robotą od świtu do nocy na górze trupiej, plątał się tam i wałęsał trzeci jeszcze gatunek istot żywych: — żebraki, głodomory, chorowite kaleki, baby i starcy — słowem, nędza miejska i portowa, ciągnąca za wyżerką przy wojsku. Żołnierze tureccy rzucali tej tłuszczy niedogryzione kości, nadmiar chleba, jarzyn, owoców.…
I nagle ujrzał przed sobą jakby przepaść bez dna. Był patrycjuszem, był trybunem wojskowym, był człowiekiem potężnym, ale nad wszystkimi potęgami tego świata, do którego należał, stał przecie szaleniec, którego ni woli, ni złośliwości niepodobna było przewidzieć.
Zastanawiał się czasem, czy nie jest szalony. Ale może szaleństwo to po prostu przynależność do jednoosobowej mniejszości. Kiedyś szaleństwem było sądzić, że Ziemia krąży wokół Słońca; dziś — że przeszłości nie da się zmienić. Być może tylko on jeden był tego zdania, a jeśli tak, to znaczy, że był szaleńcem. Myśl o szaleństwie nie przerażała go jednak. Przerażała go myśl, iż mógłby nie mieć racji.
Słuchaj dzieweczko! — Ona nie słucha. — To dzień biały! to miasteczko! Przy tobie nie ma żywego ducha, Co tam wkoło siebie chwytasz? Kogo wołasz, z kim się witasz? — Ona nie słucha. — To jak martwa opoka Nie zwróci w stronę oka, To strzela wkoło oczyma, To się łzami zaleje, Coś niby chwyta, coś niby trzyma, Rozpłacze się i zaśmieje. — „Tyżeś to w nocy? to ty Jasieńku! Ach! i po śmierci kocha!…
Szaleni są więc głuchymi, jak widzę. Jak mają nie być, gdy mądrzy nie widzą.
— Tak, i Francja zapłaci wojną za odmowę swojego władcy. Nie mogę cię już widywać, pani; chcę zatem, byś nieustannie słyszała mówiących o mnie! Jaki cel, myślisz pani, miała wyprawa na Ré i związek z protestantami z La Rochelle, który projektuję? O! Tylko rozkosz widywania ciebie, królowo!…
Wszyscy szaleńcy zlatują się do mnie, A wszyscy marzą o królewskich dworach, Myślą o królach, a kryją się w borach, I jęczą, jęczą jak oślepłe sowy.
…— Człowiek, ulegający swym namiętnościom, traci całą siłę rozumowania i uważany jest za pijanego, za szalonego. — Ach, wy, ludzie mądrzy! — zawołałem ze śmiechem. — Namiętność! Pijaństwo! Szał! Z jakąże obojętnością i spokojem wygłaszacie te słowa? Przyganiacie pijakowi, czujecie wstręt do szaleńca, mijacie obu, jak kapłan z przypowieści i jak faryzeusz dziękujecie Bogu, że nie uczynił was takimi, jak oni.…
Dobra rada: Szalonych możnych pilnie strzec wypada.
Myślę. Więc świat jest myślą twoją. Cierpię. Nie myśl. Nie mogę... Możesz, sposób niemyślenia przemyśl, Oszalej, będziesz świętym w Stambule.
…Kiedy dowiedziałem się na giełdzie o zamachu Hödla, wracam do sklepu i patrząc mu bystro w oczy mówię: — Wiesz, Stasiu, jakiś Hödel strzelił do cesarza Wilhelma... A on, jakby nigdy nic, odpowiada: — Wariat. — Ale temu wariatowi — ja mówię — zetną głowę. — I słusznie — on odpowiada — nie będzie się mnożył ród wariacki. Żeby mu przy tym drgnął choć jeden muskuł, nic. Skamieniałem wobec jego zimnej krwi.
…W tej chwili w głębi mieszkania rozległ się straszny wrzask, jakiś potok wyrazów złorzeczących, klątw ordynarnych bez związku, zlewających się jakby w ryk bydlęcia. Judym zdziwiony nastawił ucha, a potem cicho spytał się dziewczyny, co to znaczy. Uśmiechnęła się filuternie i rzekła: — To tam moja babka, wariatka. — Wariatka? Trzymacie ją w domu? — A w domu. Gdzież mamy trzymać?…
Proszę Pana — wiele sobie z niej obiecywać nie sposób — mój mąż wyjechał, byłby to lepiej wyłuszczył — przywieźli ją zawczoraj — była w konwulsjach. — Jakie gorąco. — obciera twarz Mamy dużo chorych — żadnego jednak tak niebezpiecznie, jak ona. — Imainuj sobie Pan, ten instytut kosztuje nas ze dwakroć sto tysięcy.…
— To, panie, wariaty chodzą teraz po lesie i krzyczą, ci, co im się od okropności w głowie pomieszało. My wczoraj spotkali jedną szlachciankę, co chodzi, panie, chodzi, po sosnach patrzy i woła: „Dzieci! Dzieci!". Widno jej chłopi dzieci porżnęli. Na nas też oczy wytrzeszczyła i poczęła piszczeć, że aż nogi pod nami zadrżały. Mówią, że po wszystkich lasach takich jest dużo.…
…Człowiek ten zjawiał się od najwcześniejszego poranku i drzemał na kupie kamieni wyrzuconych przy kopaniu wielkiej mogiły. Zawsze miał głowę opuszczoną, ukrytą w dłoniach, oczy przymknięte i schowane w cieniu daszka czapy nasuniętej nisko na czoło, plecy zgarbione. Nikt z ruchliwej i krzątającej się ciżby głodomorów nie zwracał na niego uwagi. Sam tylko Cezary miał się w stosunku do tej figury na baczności.…
— Ty sobie żyjesz w domu i w swoich rozmyślaniach to o Ligii, to o chrześcijanach, więc chyba nie wiesz, co się stało przed paru dniami. Przecie Nero zaślubił publicznie Pitagorasa. Występował jako panna młoda. Zdawałoby się, że to już miara szaleństwa przebrana, nieprawda? I cóż powiesz: przyszli wezwani flaminowie i dali mu uroczyście ślub. Byłem przy tym!…
Głos O'Briena stał się niemal rozmarzony. Na jego twarzy nadal malowała się egzaltacja i jakiś obłąkany entuzjazm. Winston zdał sobie sprawę, że O'Brien nie udaje, nie jest hipokrytą — wierzy w każde wypowiadane przez siebie słowo. Winstonowi najbardziej dokuczało poczucie własnej intelektualnej niższości.…
…I mówisz, że wygnanie nie jest śmiercią? Nie masz–li żadnej trucizny, żadnego Ostrza, żadnego środka nagłej śmierci, Aby mię zabić, tylko ten fatalny Wyraz — wygnanie? O księże, złe duchy Wyją, gdy w piekle usłyszą ten wyraz: I ty masz serce, ty, święty spowiednik, Rozgrześca grzechów i szczery przyjaciel, Pasy drzeć ze mnie tym słowem: wygnanie? Stój, nierozumny szaleńcze, posłuchaj!…
…Skoro na tron wrócę, Zamknę cię w szpital szalonych lub rzucę Na bakalarską ławę między dzieci. Mój dobry ojcze! niechaj ci Bóg świeci! Musisz być chory, gadasz nieprzytomnie. Wszyscy szaleńcy zlatują się do mnie, A wszyscy marzą o królewskich dworach, Myślą o królach, a kryją się w borach, I jęczą, jęczą jak oślepłe sowy. Wsadź, starcze, głowę w strumień kryształowy, Może ochłonie.…
…Z dala ujrzałem człowieka w zielonym, zniszczonym kaftanie, wałęsającego się pomiędzy skałami, jak gdyby szukał ziół. Na odgłos mych kroków obrócił się i spostrzegłem, że twarz jego jest interesująca. Główną cechą jej wyrazu był głęboki, cichy smutek, poza tym wyglądała rozsądnie i miała nawet w sobie coś pociągającego.…
Nie mogę, doprawdy. Czego, mości książę? Dać panom zdrowej odpowiedzi, bom chory na głowę: na jaką wszakże będę się mógł zdobyć, taką im służyć będę albo raczej matce mojej. Dlatego przystąpmy wprost do rzeczy, bez korowodów. Mówicie więc, panowie, że moja matka... Nie tai tego, że postępowanie waszej książęcej mości w podziw ją i zdumienie wprawia. O dziwny synu, który tak możesz zdumiewać matkę twoją!…
— Na wyści...?... A cóżeś ty robił na wyścigach?... — Puszczałem konia i nawet wziąłem nagrodę. Szuman uderzył się ręką w tył głowy i nagle rozsunąwszy Wokulskiemu jedną i drugą powiekę zaczął mu pilnie badać oczy. — Myślisz, żem zwariował? — spytał go Wokulski. — Jeszcze nie. Czy to — dodał po chwili — ma być żart, czy serio?
…Chory umysłowo z manią prześladowczą albo jeszcze lepiej: samobójczą — szuka zadowolenia w dążeniu, na przykład, do wydłubania sobie oka. Czy mamy prawo zezwolić, żeby znalazł to zadowolenie? — Człowiek chory umysłowo podlega fatalnej sile, która, rzecz prosta, do góry nogami wywraca jego myśli i uczucia, która... Ale, panie, jaki to zły przykład! — Dlaczego?…
Upłynęło jeszcze parę chwil, zanim więzień się odezwał. Ogarnęło go potworne zmęczenie. Entuzjastyczne szaleństwo ponownie zamajaczyło w oczach O'Briena. Z góry było wiadomo, co powie: „Partia nie pragnie władzy dla niej samej, tylko dla dobra większości. Chce władzy, bo większość ludzi to kruche, tchórzliwe istoty, niezdolne do konfrontacji z wolnością czy prawdą.…
Cóż to znów? cóż to? Logika w spódnicy! Pysznam i wdzięcznam, i zasię nie wdzięcznam, Jednak nie pysznam! Słuchaj, świdrzygłówko, Nie dziękuj wdzięcznie ni się pyszń z niepyszna, Lecz zbierz swe sprytne klepki na ten czwartek, By pójść z Parysem do Świętego Piotra, Albo cię każę zawlec tam na smyczy. Rozumiesz? ty blednico, ty tłumoku; Lalko łojowa! Wstydź się! czyś oszalał?…
…Ukryj się, Skierko — patrzaj! Balladyna Zbłąkana w lesie tu nadchodzi, sina, Okropnie blada, z rozpuszczonym włosem. Ja twarz zakryję i pod wierzbą siędę; Będę mówiła do niej siostry głosem I obłąkaną gryźć będę... gryźć będę... Skierka odchodzi. wbiega na scenę, obłąkana Wiatr goni za mną i o siostrę pyta, Krzyczę: «Zabita — zabita — zabita!» Drzewa wołają: «Gdzie jest siostra twoja?»... Chciałam krew obmyć...…
Wilhelmie! Człowiek, o którym ci pisałem, ów szczęśliwy biedak, był pisarzem u ojca Loty, zapałał ku niej namiętnością, ukrywał to, potem wyznał, został wydalony ze służby i oszalał.
Nie można mu dowierzać, nie byłoby Nawet roztropnie, gdybyśmy mu dłużej Wodze szaleństwa puszczać dali. Bądźcie Więc w pogotowiu, skoro odbierzecie Zlecenia już się przygotowujące, Natychmiast jedźcie z nim do Anglii. Dobro Naszego państwa nie pozwala cierpieć Takiej bliskości hazardu, na który Jego wybryki z każdą chwilą bardziej Nas wystawiają.
Gdyby Wokulski był takim podróżnikiem, a przynajmniej górnikiem, który zrobił miliony, dziesięć lat mieszkając pod ziemią!... Ale on był tylko kupcem, w dodatku — galanteryjnym!... Nie umiał nawet po angielsku, co chwilę odzywał się w nim dorobkiewicz, który w młodym wieku restauracyjnym gościom przynosił jedzenie z kuchni.…
A gdyby też to miała być trucizna, Którą mi ksiądz ten zręcznie śmierć chce zadać, By ujść zarzutu, że dał ślub kobiecie, Którą już pierwej zaślubił z kim innym? To by być mogło; ale nie, tak nie jest, Bo jego świętość jest wypróbowana, I nawet myśli tej nie chcę przypuszczać. Lecz gdybym w grobie się ocknęła pierwej, Nim mię Romeo przyjdzie oswobodzić? To byłoby okropnie!…
Pokazujemy 48 z 62 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.