motyw literacki
Choroba
197fragmentów
51lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Lalka 18 fragmentów
- Nad Niemnem 18 fragmentów
- Granica 16 fragmentów
- Potop 14 fragmentów
- Ludzie bezdomni 9 fragmentów
- Podróże Guliwera 9 fragmentów
- W pustyni i w puszczy 9 fragmentów
- Chłopi, Część pierwsza - Jesień 6 fragmentów
- Chłopi, Część trzecia - Wiosna 6 fragmentów
- Krzyżacy 6 fragmentów
- Nasza szkapa 6 fragmentów
- Chłopi, Część druga - Zima 5 fragmentów
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
I poddał się rozpaczy, i sechł jak stare drzewo. A przystąpiwszy raz do niego, rzekłem: bój się Boga! Dlaczego się gryziesz? I rzekł mi z wielką tajemnicą jak człowiek obłąkany: zapomniałem wyrazów pacierza... I pogroziwszy mi palcem, abym był cicho, odszedł. I zobaczyłem go raz, że brał w ciemności ołów zgniły i truciznę ową pożywał.…
Miał już dziesięć lat, kiedy pewnego razu ośmioletnia wówczas siostra jego, Rozalia, strasznie zaniemogła. Jak się położyła z wieczora, to się jej na drugi dzień dobudzić było trudno. Ciało miała gorące, oczy błędne i gadała od rzeczy.
W jedną drogą szli razem i człowiek, i zdrowie. Na początku biegł człowiek; towarzysz mu powie: «Nie spiesz się, bo ustaniesz». Biegł jeszcze tym bardziej. Widząc zdrowie, że jego towarzystwem gardzi, Szło za nim, ale z wolna. Przyszli na pół drogi: Aż człowiek, że z początku nadwerężył nogi, Zelżył kroku na środku. Za jego rozkazem Przybliżyło się zdrowie i odtąd szli razem.…
— Czy ja wiem, w jaki sposób się rozstałam — odpowiedziała stara po namyśle. — W ostatnich czasach chora byłam ciągle... a nędza, jaśnie panie? To wszystko człowieka dobija. Ciężko mi było już podnieść się z łóżka i kiedy przyszło nagle wybiec na chłodne powietrze, na śnieg i mróz, musiałam się pewno zaziębić, choć sama nie wiem, kiedy, bo nie miałam czasu pomyśleć o tym wszystkim.…
A potem już z rzadka pogadywały to o tym, to o owym, aż i zamilkły, bo któraś dojrzała, że od wsi rżyskiem bieży Józka Borynianka. Jakoż i ta nadbiegała zziajana i już z daleka krzyczała: — Hanka, a chodźcie ino do chałupy, bo krowie się cosik stało. — Jezus Maria, a której?... — A to ci graniastej... a to ci... tchu złapać nie mogę... — Loboga, aże mnie zatknęło, myślałam, że mojej... — zawołała z ulgą Anna.…
— Narychtujcie, to zaniesę — nastręczała się skwapnie, gdy z izby rozległ się słaby, proszący głos Józki: — Hanuś, dajcie jej moją maciorkę! Zamrę pewnikiem, to Nastuś za to zmówi za mnie jaki pacierz. Trafiło to Hance do myśli, bo zaraz kazała Witkowi wziąć prosię na postronek i pognać do Nastusi, gdyż iść samej czegoś się wagowała. — Witek, powiedz ino, co to maciorka ode mnie!…
— Byłam u chorego. Jezu, a to leży, jak leżał... Zagadywałam; ani spojrzał na mnie. Słońce mu świeci na łóżko, to je palicami zagrabia, jakby w garście chciał ująć i kiej to maluśkie dzieciątko w nim grzebie! Prosto płakać, co się to z człowieka zrobiło! — rozpowiadała, siadając przy łóżku, ale przepiła jak i drugie, sięgając do placka. — Jada to teraz, bo widzi mi się potłuściał?
W chałupie też było niezwyczajnie, Hanka chodziła strapiona i zapłakana, bo Pietruś leżał w gorączce jakoby w ogniu, że musiała wołać Jagustynki, aby chłopca okadziła i przemierzyła, bo obsunąć się musiał.
Posłuchaj... Ze mną już, widzisz, koniec, nie zniosę tego dłużej! Dzisiaj siedziałem przy niej..., a ona grała na fortepianie różne melodie z nieopisanym wyrazem... Siostra jej ubierała na mych kolanach lalkę. Oczy me napełnione były łzami. Pochyliłem się, zobaczyłem jej obrączkę ślubną..., łzy puściły mi się strumieniem.…
W imię Ojca i Syna i Świętego Ducha. On zapewne osłabiał. — Konradzie! — nie słucha. Pokój temu domowi, pokój grzesznikowi! Dla Boga, on osłabiał, patrz — miota się, dąsa, To jest wielka choroba, patrz, on usta kąsa. Ks. Piotr modli się do Więźnia Mój Panie, idźcie sobie, a nas tu zostawcie. Ale dla Boga! próżnych modlitew nie prawcie; Podejmijcie go z ziemi, połóżmy do łóżka; Księże Pietrze. Tu zostaw.…
— Jakich uczuć doznaje wasza świątobliwość? — zapytał w końcu najmędrszy lekarz. Faraon uśmiechnął się. — Czuję — odparł — że pora mi wrócić do słonecznego ojca. — Tego wasza świątobliwość zrobić nie może bez największej szkody dla swoich ludów. — pośpiesznie wtrącił Herhor. — Zostawię wam syna, Ramzesa, który jest lwem i orłem w jednej osobie — rzekł pan.…
Nie dziw, żeć głowa, Baltazarze, chora; Siedziałeś wedle głupiego doktora.
Odjeżdżając, prosił Karola, najbliższego swego przyjaciela, by nad nią czuwał, by donosił mu o wszystkim. Nie mógł do nikogo innego się zwrócić, tak. Ale wiedział przecież, że ten człowiek nie ma żadnego czucia z rzeczywistością. Swoją własną chorobą interesował się zupełnie teoretycznie.…
Może to być dobre; Rozumiem jednak zawsze, że prawdziwym Jądrem i źródłem tej jego choroby Jest bezwzajemna miłość. No, Ofelio, Nie potrzebujesz nam objawiać tego, Coć mówił książę Hamlet, bośmy sami Wszystko słyszeli.
Straszna skorupa trądu mniej jest obrzydła i wstrętna, nizili sromota mej duszy. niż te mej chuci tętna.
Czarne kształty czołgały się, leżały, siedziały między drzewami, opierając się o pnie, tuliły się do ziemi — to widzialne, to przesłonięte mętnym półmrokiem — we wszelkich możliwych pozach wyrażających ból, zgnębienie i rozpacz. Rozległ się znowu wybuch miny w skale i ziemia wzdrygnęła się lekko pod mymi nogami. Praca posuwała się naprzód. Praca!…
Jakoś w lipcu pan zaziębił się, zresztą nie bardzo. Dziwnym jednak zbiegiem okoliczności dostał jednocześnie tak silnego krwotoku, że aż stracił przytomność. Było to już w nocy. Żona, utuliwszy go na łóżku, sprowadziła do pokoju stróżową, a sama pobiegła po doktora. Dowiadywała się o pięciu, ale znalazła ledwie jednego, i to wypadkiem, na ulicy.…
Istotnie, dziewczynka była niewidoma od dwu lat. W szóstym roku życia zachorowała na jakąś gorączkę; przez kilka tygodni była nieprzytomna, a następnie tak opadła z sił, że leżała jak martwa, nie poruszając się i nic nie mówiąc.
Nieposłuszeństwo i upór Aladyna taką rozpaczą przejęły Mustafę, że dostał dziwnej i niebezpiecznej choroby, od której oczy wyszły mu zgoła na wierzch, a język, boleśnie obrzmiały, bez ustanku trzepotał się w ustach, bełkocąc jakieś niewyraźne i niezrozumiałe słowa.…
Kiedy zaraza Litwę ma uderzyć, Jej przyjście wieszcza odgadnie źrenica: Bo jeśli słuszna wajdelotom wierzyć, Nieraz na pustych cmentarzach i błoniach Staje widomie morowa dziewica, W bieliźnie, z wiankiem ognistym na skroniach, Czołem przenosi białowieskie drzewa, A w ręku chustką skrwawioną powiewa. Strażnicy zamków oczy pod hełm kryją; A psy wieśniaków, zarywszy pysk w ziemi, Kopią, śmierć wietrzą i okropnie wyją.…
— A co się robi, jak król jest chory, kto wtedy rządzi? — zapytał Maciuś cichym głosem. — W lecie i tak parlamenty mają wakacje. Pieniądze są, trzeba je tylko przywieźć. Port jest, okręty są. Domy w lasach wybudowane. Resztę zrobią urzędnicy i ministrowie. A Maciuś pojedzie sobie na dwa miesiące i odpocznie. — Ale miałem przecież pojechać do portu, który otrzymałem. Miałem obejrzeć okręty.…
Lecz Maćko zbyt był chory. Gorączka, którą miał od rana, powiększyła się pod wieczór do tego stopnia, że począł tracić przytomność, więc zamiast odpowiedzieć Zbyszkowi, spojrzał na niego jakby ze zdziwieniem, potem spytał: — A gdzie tu dzwonią? Zbyszko zląkł się, przyszło mu bowiem do głowy, że skoro chory słyszy dzwony, to widać, że już śmierć ku niemu idzie.
…podglądamy chorych, którzy wyglądają z okien całkiem na nas. i wiem, że dziewczyna, która z uśmiechem mnie wita od paru dni żegna się z tym światem. a ja jej macham, cokolwiek to znaczy. dziś ujrzałem pana w oknie naprzeciwko. w tym samym oknie, gdzie dziewczyna mieszka.
Przed domem stało Pogotowie, Dzieci do środka zaglądały, Stróż się użerał z chłopakami, Merglowa głośno zawodziła, Na schodach było pełno ludzi, Kumy stawiały diagnozy, Piskliwe odprawiały neniae I obliczały koszt pogrzebu (Czy znacie słowo «szterbekasa»?). Pachniało octem, amoniakiem I walerianą. W smutnej stancji. Wyglądającej jak banalny Drzeworyt ekspresjonistyczny W organie «komunizującym».…
Około roku 1840 ojciec zaczął niedomagać. Czasami po parę dni nie wychodził do biura, a wreszcie na dobre legł w łóżku. Pan Raczek odwiedzał go co dzień, a raz patrząc na jego chude ręce i wyżółkłe policzki szepnął: — Hej! stary, już my chyba nie doczekamy się Napoleona. Na co ojciec spokojnie odparł: — Ja tam nie umrę, dopóki o nim nie usłyszę.
— Odwiedzałeś swego chorego, kapitanie? Zdaje mi się, że go jutro rano można będzie uwolnić. Chociaż ci idioci nie mają żadnego pojęcia, jak trzeba zachować się po chorobie. A wie pan, mamy tu głównego maszynistę z tego okrętu z pielgrzymami. To ciekawy wypadek. Delirium tremens najgorszego rodzaju. Pił przez trzy dni w tym szynku Greka czy Włocha. Więc czegóż można się spodziewać?…
…W kącie, pod piecem, siedziało widmo człowiecze, za ręce i nogi przywiązane do haka wystającego z ziemi. Siwe kudły nakrywały głowę i ramiona tej istoty, a jakieś stargane łachmany resztę ciała. Czasem spod włosów ukazywały się straszliwe oczy jak dwa błyskające płomienne miecze, kiedy niekiedy usta ciskały ładunek okropnych wyrazów. Judym instynktownym ruchem cofnął się do sionki i zaczął wypytywać dziewczynę.…
Wylecz ją, doktorze. Czy chorej myśli nie umiesz wyzdrowić, Wyrwać z pamięci smutków wkorzenionych, Wymazać z mózgu pismo niepokoju, I jakim słodkim zapomnienia lekiem Wypędzić z piersi niebezpieczny osad, Który na sercu ciąży? W tej słabości Sam chory własnym musi być doktorem. Daj psom twą sztukę, słyszeć o niej nie chcę.
…Ty jeszcze z całej familii jesteś najmożliwsza. Może dlatego, że jesteś chora, więc jest w tobie coś milszego, coś innego, jak u tamtych. Coś innego? i czy myślisz, że dlatego że jestem chora? Tak. Nie masz dużo sił życiowych, więc nie idziesz, rozbijając łokciami, przez życie — ale się... skradasz. Rozumiesz? co?
— Cholera wtedy grasowała po świecie; w naszych stronach jej jeszcze nie było, ale ludzie lękali się, aby nie przyszła... Otóż, kiedy mnie chłopi wracający z kościoła zobaczyli tak lecącą polem, jak narobią krzyku, płaczu... Jedni zaczęli uciekać i biec tak prędko, jakby ich diabeł gonił, drudzy popadali pośród dróg na kolana i nuż żegnać się, czołami bić o ziemię, pacierze głośno mówić... „Cholera!…
Krew jej w głowie zahuczała pogrzebnego echem dzwonu, A to była choroba — i już blisko do zgonu.
Ojciec spojrzał na matkę. Była tak osłabiona i blada, że wyglądała, jak martwa, leżąc na wznak, z głęboko zapadłymi oczami. — Anulka?... — szepnął ojciec pytająco. Ale matkę chwycił kaszel, więc odpowiedzieć nie mogła.
Pokój. — Mąż — Lekarz — Orcio. Nic mu nie pomogli — w Panu ostatnia nadzieja. — Bardzo mi zaszczytnie... Mów panu, co czujesz. — Już nie mogę ciebie, Ojcze, i tego pana rozpoznać — iskry i nicie czarne latają przed moimi oczyma, czasem z nich wydobędzie się na kształt cieniutkiego węża — i nuż robi się chmura żółta — ta chmura w górę podleci, spadnie na dół, pryśnie z niej tęcza — i to nic mnie nie boli.…
Przybyłem. Namiot rozbiłem na piasku. Wielbłądy moje cicho się pokładły; Dziecko, jak mały aniołek w obrazku, Karmiło wróble, a ptaszęta jadły, Aż do rąk prawie przychodząc dziecinie. — Widzisz tę małą rzeczułkę w dolinie? Od niej wracała najmłodsza dziewczyna, Z dzbankiem na głowie, prościutka jak trzcina. Przyszła do ognia i wodą z potoku, Śmiejąc się, lekko trysnęła na braci.…
— Widocznie nie wierzysz we mnie? — zagadnął duch po chwili. — Nie wierzę — odpowiedział Scrooge. — Jakiegoż pragniesz dowodu mego istnienia, oprócz dowodu twoich własnych zmysłów? — Nie wiem. — Dlaczego nie ufasz swoim zmysłom? — Ponieważ często błahostka wyprowadza je z równowagi. Lekka niedyspozycja żołądka czyni z nich oszustów.…
Policzki Basi kwitły jasnymi rumieńcami; pozornie wydawała się zdrową, ale oczy jej, jakkolwiek błyszczące, były mętne, jak gdyby źrenice rozpuściły się w białku; biedne jej ręce szukały czegoś przed sobą jednostajnym ruchem na kołdrze. Wołodyjowski leżał u jej nóg półżywy. Od czasu do czasu chora mruczała coś z cicha lub wymawiała głośniej niektóre wyrazy, między innymi zaś „Chreptiów" powtarzał się najczęściej.…
— On był od zimy chory — odezwał się parobek. — Hę? — spytał Ślimak. — Prawdę mówię — ciągnął Owczarz. — Od zimy, kiej go tak raz zaziębiło, co aż tydzień leżał, Stasiek był chory. Przeleciał, bywało, ze sto kroków, to się męczył i zara gadał: „Maćku, dusi me!...". A jak raz tej wiosny wbiegł pod górę, kiedym tam orał, to go nawet zamroczyło. Musiałem do rzyki schodzić po wodę i cucić go.…
Tymczasem cesarz często składał rady dla naradzenia się, co miano ze mną czynić. Od jednego z moich przyjaciół na dworze, który znał wszystkie tajemnice stanu, dowiedziałem się potem, że dwór z mojej przyczyny znajdował się w wielkich trudnościach. Obawiano się, żebym nie potargał więzów i nie został wolny. Mówiono, że na żywienie mnie wychodziło tak wiele żywności, iż mógłby stąd nastąpić głód.…
Co prawda nie mógłby był pan Wołodyjowski żadną miarą do Birż jechać, gdyż zachorował obłożnie: naprzód przyszły nań złe gorączki, potem od kontuzji, którą był pod Cybichowem jeszcze otrzymał, odjęło mu prawą rękę. Trzy panny Pakoszówny, słynne z urody pacunelki, wzięły go w czułą opiekę i poprzysięgły tak sławnego kawalera do pierwotnego zdrowia doprowadzić
— Gdzie tam, żeby bolały, tylko mi trochę opuchły — rzekł z ożywieniem stary, podciągając do góry zabłocone nogawki pasiaka. Z utytłanych w błocie, niegdyś eleganckich, trzewików, z fantastycznie poskręcanych szmat i ścierek wyłaziły obrzmiałe, chorobliwie białe, prawie sine łydki. Pochyliłem się i nacisnąłem palcem skórę. Dywersant gmerał obojętnie kilofem w ziemi. Nie imponowały mu byle jakie opuchnięte nogi.…
…Co ważniejsza, nie mógł przecie odmówić ojcu prawa tęsknoty za aspiryną i antypiryną, które mu tak często były potrzebne. Ileż to razy stary pan wzdychał: — Ach, gdybym to miał tafelkę aspiryny Bayera! Zaraz bym wyzdrowiał... Bez tej tafelki gorączkował, chorzał, drżał z dreszczów i cierpiał z powodu bólu głowy.
Ligia odeszła, ale po chwili wróciła i stanąwszy blisko, pochyliła się nad nim, by się przekonać, czy śpi. Winicjusz odczuł jej bliskość i otworzywszy oczy uśmiechnął się, ona zaś położyła mu na nich lekko rękę, jakby chcąc go do snu nakłonić. Wówczas ogarnęła go wielka słodycz, ale zarazem czuł się mocniej chorym. I tak było w istocie. Noc już zrobiła się zupełna, a wraz z nią przyszła i silniejsza gorączka.…
— Nie! — wykrzyknął O'Brien. Ton jego głosu zmienił się całkowicie, a twarz stężała i zastygła w gniewnym grymasie. — Nie! Nie tylko po to, żeby wyciągnąć zeznania, nie po to, żeby was karać. Mam ci powiedzieć, dlaczego cię tu trzymamy? Żeby cię wyleczyć! Żebyś oprzytomniał! Zrozum wreszcie, Winstonie, że nikt, kto tu trafił, nie opuszcza tego miejsca, póki nie wyzdrowieje. Nie obchodzą nas twoje śmieszne zbrodnie.…
„Skąd idziesz?” „Ledwo chodzę”. „Słabyś?” „I jak jeszcze. Wszak wiesz, że się ja nigdy zbytecznie nie pieszczę, Ale mi zbyt dokucza ból głowy okrutny”. „Pewnieś wczoraj był wesół, dlategoś dziś smutny. Przejdzie ból, powiedzże mi, proszę, jak to było? Po smacznym, mówią, kąsku i wodę pić miło”. „Oj, nie miło, mój bracie! bogdaj z tym przysłowiem Przepadł, co go wymyślił; jak było, opowiem.…
— Czego? — zapytał doktor. — A to, wielmożny doktorze, sołtys mię tu przysłał... — Po co? — A po wielmożnego doktora. — Kto chory? — Nauczycielka ta u nas we wsi zachorzała, sparło ją cosi.
Trzeba wyprosić zwłokę: najlepiej udać chorobę. Zawezwą lekarzy i podstęp się wykryje. Żartujesz? Czyż oni mają o tym jakie pojęcie? Tylko śmiało, możesz sobie wybrać chorobę, jaka ci się żywnie spodoba; znajdą z pewnością uczone argumenty, aby wytłumaczyć, skąd się wzięła.
Wcalem na cerze nie stracił. «Teraz to kocha — rzecz niezaprzeczona — Jak blady, słaby! — on z miłości skona» — Powiedz sam, wszakże prawda, tak mówiono.
— Nie, lecz zwracam pańską uwagę, że zanosi się na bardzo zimną noc. Chłody nabawiają reumatyzmu, a służący, który cierpi na tę chorobę, jest do niczego, zwłaszcza dla tak prędkiego pana.
Pokazujemy 48 z 197 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.