motyw literacki
Starość
205fragmentów
50lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Lalka 18 fragmentów
- Nad Niemnem 15 fragmentów
- Fraszki 13 fragmentów
- Granica 12 fragmentów
- Kordian 9 fragmentów
- Chłopi, Część pierwsza - Jesień 8 fragmentów
- Balladyna 7 fragmentów
- Ludzie bezdomni 7 fragmentów
- Pan Wołodyjowski 7 fragmentów
- Quo vadis 7 fragmentów
- Iliada 6 fragmentów
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 6 fragmentów
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Ojcze, najwyższym darem łaski bogów Jest niewątpliwie u człowieka rozum. A ja słuszności twoich słów zaprzeczyć Ani bym umiał, ani chciałbym zdołać. Ale sąd zdrowy mógłbym mieć też inny. Mam ja tę wyższość nad tobą, że mogę Poznać, co ludzie mówią, czynią, ganią, Bo na twój widok zdejmuje ich trwoga, I słowo, ciebie rażące, zamiera.…
W jedną drogą szli razem i człowiek, i zdrowie. Na początku biegł człowiek; towarzysz mu powie: «Nie spiesz się, bo ustaniesz». Biegł jeszcze tym bardziej. Widząc zdrowie, że jego towarzystwem gardzi, Szło za nim, ale z wolna. Przyszli na pół drogi: Aż człowiek, że z początku nadwerężył nogi, Zelżył kroku na środku. Za jego rozkazem Przybliżyło się zdrowie i odtąd szli razem.…
sam O! ci młodzi ludzie, Odchodzą od nas i wołają głośno: Idziemy szukać szczęścia. Więc my, starce, Cośmy przebiegli po tej biednej ziemi, A nigdy szczęścia w życiu nie spotkali; Możeśmy tylko szukać nie umieli... Idź! idź! idź, starcze, do pustelnej celi...
— La siebie... jakby na komornym u ojca siedzą, to juści patrzą, aby ino na swoją stronę coś niecoś urwać, a ojcowego niechta pies pilnuje. — A Józka, że to jeszcze skrzat głupi, to i cóż poradzi? — Hale, albo to Boryna nie mógłby gront oddać Antkowi, co? — A sam pójdzie do nich na wycug, co?... Starzyście, Wawrzku, a do cna jeszcze głupi — zaczęła żywo Jagustynka.…
…cosik zaruszało się w kącie, a jakiś głos zachrypiał: — Dyć to ja, Jagata! — uniesła się, rozkładając ręce ze zdumienia. — Jezu, pan Jasio! — Leżcie spokojnie. Chorzyście, co? — pytał troskliwie i przysunąwszy se pieniek, przysiadł blisko, ledwie rozpoznając jej twarz wyschniętą kiej ziemia. — Jeno już Pańskiego miłosierdzia czekam — głos jej zabrzmiał uroczyście. — Cóż to wam jest?…
W ten czas właśnie, na wzgórzu piaszczystym pod lasem, spod dworskich stogów łubinowych, stojących w podle szerokiej i wyboistej drogi, pokazała się stara Agata — powinowata czy krewniaczka Kłębów. Powracała ona z żebrów, na któren to chleb Jezusowy była poszła jeszcze w kopania, a teraz ci z nawrotem do Lipiec ciągnęła jako ci ptakowie, zawżdy wracający o wiośnie do gniazd swoich.…
…Ale mimo to tak się ciskała po domu, tak o byle co krzyczała na Józkę i Witka, aż się stary zaniepokoił, przysiadł do niej, zaczął głaskać po twarzy i pytał: — Co ci to, Jaguś, co? — A cóż by, nic. Odsuńcie się, przy ludziach będą się umilali! Odsunęła go szorstko. — Hale, będzie ją głaskał i wpół jeszcze brał, dziadyga jakiś, niedojda!…
Z pobliskiego domu nadszedł parobczak i zaczął majstrować koło pługa, który rysowałem niedawno. Podobał mi się, przeto zagadnąłem go o to i owo, zapoznaliśmy się szybko, a jak mi się to zazwyczaj zdarza w obcowaniu z ludźmi tego rodzaju, pozyskałem jego zaufanie. Powiedział mi, że służy u pewnej wdowy i że mu u niej bardzo dobrze.…
Nareszcie lampka gasła, kos przestawał się trzepotać po klatce, uciszało się wszystko, aby znów jutro o brzasku się zbudzić. Z tym budzeniem była zawsze bieda. Wdowa sypiała tym snem starości krótkim, czujnym, jakby oszczędzającym godzin życia przed wielkim zaśnięciem w mogile.…
…A propos balsam, Bajkow! — tobie by się zdało Trochę balsamu, bo masz takie trupie ciało, A żenisz się. Czy wiecie, on ma narzeczoną; Drzwi z lewej strony odmykają się — Lokaj wchodzi — Senator pokazując drzwi Tę panienkę, tam patrzaj, białą i czerwoną.…
Nie tęsknij, starcze, prosiemy młodzi, Tęsknota sercu i myślom szkodzi; W tym sercu dla nas żyją przykłady, Dla nas w tych myślach jest skarbiec rady. Stary dąb zruca powiewne szaty, O cień go proszą trawy i kwiaty: „Nie znam was, dzieci nowego rodu, Czyliście warte cienia i chłodu, Nie takie rosły dawnymi laty Pod mą zasłoną trawy i kwiaty".…
Jakoś mi już skaczesz słabo, Folguj sobie, miła Barbaro, proszę cię. Czart rozskakał tego swata, Nie dba nic, choć kto ma lada co przed sobą. Okazuje swoje sztuki, Alboć nie wie, że masz w Nuremberku towar? Ale ty wżdy nie bądź głupia, Nieznajomym nie daj dudkować przed sobą. Nie zwierzaj się leda komu, Nie puszczaj mnichów do dobrego mieszkania. I kapłanów się wystrzegaj, Raczej sama zawżdy letanije śpiewaj!…
Pani Cecylia Kolichowska zestarzała się źle. Zmarszczki na jej chudej twarzy powstały z samych min zirytowanych. Nawet fałdy po bokach ust, które się robią od śmiechu, były tak mocno ściągnięte w dół, że wyglądały jak wielkie rozgoryczenie. W istocie pani Cecylia uważała się za sponiewieraną przez życie i dopiero teraz brała sobie odwet.
To go w szał wprawiło. Boleję nad tym, żem jego skłonności Dokładniej, pilniej nie zbadał. Myślałem, Że on cię durzy, przywieść chce o zgubę. Przeklinam teraz moją podejrzliwość. Zdaje się, że nam, starym, jest właściwe Przebierać miarę w przezorności, tak jak Nawzajem młodym mało jej posiadać.
…i wlecz się, wlecz się ze mną na samotne pola, ku tym ostami porosłym przydrożom, gdzie, kurzem obsypana, ślepa siadła Dola... A wiatr rozwiewa jej włosy i żwir jej w puste sypie oczodoły, a słońce, rozpaliwszy bezdenne niebiosy, pali jej żółte, pomarszczone skronie i po policzkach leje strumień żaru, w bezdźwięczną skórę piersi wysuszone zmienia i wargi jej roztwiera, daremnie łaknące ach! rzeźwiącego zbawienia...
Gniew Achilla, bogini, głoś, obfity w szkody, Który ściągnął klęsk tyle na greckie narody, Mnóstwo dusz mężnych wcześnie wtrącił do Erebu, A na pastwę dał sępom i psom bez pogrzebu Walające się trupy rycerskie wśród pola: Tak Zeusa wielkiego spełniała się wola Odtąd, gdy się zjątrzyli sporem niebezpiecznym Agamemnon, król mężów, z Achillem walecznym. Od kogóż tej niezgody pożar zapalony?…
Pan Tomasz był wszystkim rad, a widząc w zwierciadłach, że czoło przerosło mu już ciemię i sięga w tył do białego jak śnieg kołnierzyka, coraz częściej przypominał sobie, że bądź co bądź trzeba się ożenić. Tym bardziej że dla kobiet wciąż czuł życzliwość.
— Wiem i nie zapieram się tego — odparł wyraźnie kozioł. — Nigdy nie wiadomo, co za stworzenie pod powłoką ludzką na świat przychodzi. Każdy z niej dla siebie i po swojemu korzysta. To tylko pewna, że właściwy jej użytek jest dotąd jeszcze nieznany nikomu.…
Nigdy jeszcze Bachman nie widział tak starego derwisza. Wzrostu był olbrzymiego, a karku pochyłego. Broda mu od starości tak się rozrosła, że sięgała ziemi i włóczyła się po drodze. Wąsy tak się gęsto rozkrzewiły pod nosem, że przesłaniały szczelnie usta, niby wiecha słomiana. Brwi i rzęsy tak się gęstwiły nad oczami jak sitowie. Nie widać było oczu ani ust, ani nosa, jeno samą włochatość, wąsatość i brodatość.…
…Minstrelów hymny i piękności względy Nie przemawiały do zimnego ducha. Wallenrod pochwał obojętnie słucha, Na kraśne lica pogląda z daleka, Od czarującej rozmowy ucieka. Czy był nieczułym, dumnym z przyrodzenia, Czy stał się z wiekiem — bo choć jeszcze młody, Już włos miał siwy i zwiędłe jagody, Napiętnowane starością cierpienia — Trudno odgadnąć.
Oj nie żyje! Gdy nas Rosyjanie Wzięli w dwunastym roku, spędzili jak trzodę I na Sybir zawiedli... Dwóchset naszych było. Wiarusy kęs nadpsute, oficerstwo młode; A jak wzajem sprzyjali, wspomnieć starcu miło; Jeden drugiemu nigdy nie powie jak «Bracie», Chleb łamią jak opłatki, w jednej chodzą szacie. Ten, o którym rzecz wiodę, zwał się Kazimierzem.…
— To go i podejmę, bom się wysłużył, a jeżeli wojna będzie, to jeszcze pójdę. Wzięło się tam coś łupem, a coś od księcia Witolda w nagrodę, i biedy nie ma, tylko że już mi wieczorne lata nadchodzą, a na starość, gdy siła z kości wyjdzie, rad by człek miał kąt spokojny.
I Bóg przykazał, by na starość Siąść i obrastać śmiercią szarą. Siąść, czekać — i, na drzwi zerkając, Łyżeczką bawić się blaszaną (Pamiętasz chyba tę odwieczną: Bezblaską, lekką i bezdźwięczną)... I taki los, i już nie sposób Inaczej, bo tak przykazano, By wgniatać resztki papierosów W kawę na spodku rozchlapaną; Czekać na lichy strzęp gotówki.
— Założę się, żeś pan był wczoraj na preferansie. — Ma się wiedzieć. Cóż pan myślisz, że mi na całą dobę wystarczy widok waszych galanterii i pańskiej siwizny? — No, mój panie, wolę być trochę szpakowatym aniżeli łysym — oburzył się pan Ignacy. — Koncept!... — syknął pan Lisiecki.…
Zaczęły płynąć godziny, dnie i tygodnie... Majtkowie twierdzą, że czasem, gdy morze bardzo jest rozhukane, woła coś na nich wśród nocy i ciemności po nazwisku. Jeżeli nieskończoność morska może tak wołać, to być może, że gdy się człowiek zestarzeje, woła także na niego i inna nieskończoność, jeszcze ciemniejsza i bardziej tajemnicza, a im jest bardziej zmęczony życiem, tym milsze są mu te nawoływania.…
Tego popołudnia przybył jakiś żaglowiec pasażerski i wielka sala jadalna hotelu była prawie zapełniona ludźmi mającymi w kieszeniach bilety na podróż dookoła świata za sto funtów. Były tam pary małżeńskie, najwidoczniej znudzone sobą już w połowie podróży; były tam tworzące jedno towarzystwo bardziej lub mniej liczne grupy i ludzie samotni, jedzący uroczyście lub ucztujący głośno — wszyscy rozmawiali, żartowali lub……
Był to człowiek lat pięćdziesięciu kilku, niski, bodaj za mały, chudy, kościsty. Należał do rasy jędrnych, zdrowych, zwinnych staruszków, którzy prawie nie zmieniają się w ciągu piętnastu, dwudziestu lat od czasu, gdy posiwieli. Twarz miał przyjemną, o rysach regularnych, ze skórą rumianą koloru wypieczonego chleba.…
— Przecież cioci te niemądre gadania nic nie zaszkodziły... Czarne oczy Marty Korczyńskiej spojrzały ostro, prawie zjadliwie. — Tak myślisz? — sarknęła — wiecznie to samo. Nikt nie uwierzy w to, czego sam nie doświadczył. Nie zaszkodziły! Pewno, nie zjadły mnie one, ale... ukąsiły. Czy ty myślisz, że to miło być wziętą za cholerę? Nie byłam ja wtedy tak stara... dwanaście lat temu miałam lat trzydzieści sześć...
Już czas ciułać okruchy ostatniego znoju W ubogich złocistościach zlękłego pokoju, I skroń złożyć w twe ręce, wycieńczone mgłami, — I nie płakać — nie płakać wspólnymi siłami!
Szła wtedy gajem stara babuleńka i zbierała zioła. Babuleńka była tak sucha jak gałązka chrustu, tak ciemna w twarzy jak ten grzybek pod pieńkiem rosnący, a tak zgarbiona odwieczną starością swoją, że głowy podnieść od ziemi nie mogła. Idąc stukała babuleńka kijkiem, który jej niemocne nogi podpierał, a co ziółko jakie spotkała, to zaraz zagadała do niego suchym, cichym głosem: — Ty rosiczko, rosiczko!…
Niechaj, kogo wiek zamroczy, Chyląc ku ziemi poradlone czoło, Takie widzi świata koło, Jakie tępemi zakreśla oczy.
„Przybywszy nad brzeg morza łódź tam zostawioną Spychamy najpierw z brzegu w boską otchłań słoną. Maszt dźwignion już białymi odął się żaglami, Więc owce na łódź bierzem, a nareszcie sami Wsiadamy; zasmuceni lejem łzy żałoby. Wtem od lądu na okręt nasz błękitnodzioby Kirka wiatr nam nasłała; żagle już nadyma Ten przewodnik żeglugi, jak lepszego nie ma.…
— Późno! Idź i ty spać, stary druhu. Napij się i idź. — Na sławę i szczęście! — Na szczęście! Koszowy obtarł gębę rękawem, następnie podał rękę Chmielnickiemu i odszedłszy w drugi koniec izby, zakopał się niemal w owcze skóry, krew bowiem miał już przez wiek ostudzoną.
Wtem brząknął w tabakierę złotą Podkomorzy, I rzekł: «Mój Sędzio, dawniej było jeszcze gorzéj! Teraz, nie wiem, czy moda i nas starych zmienia, Czy młodzież lepsza, ale widzę mniej zgorszenia. Ach, ja pamiętam czasy, kiedy do ojczyzny, Pierwszy raz zawitała moda francuszczyzny!…
— Bóg widzi — mówił strapiony Skrzetuski — że stryjecznego mego, Stanisława, miłuję szczerym braterskim afektem, ale Michał bliższy mi niż brat. — Mnie on i od rodzonego bliższy, tym bardziej że rodzonego nigdy nie miałem. Nie czas się o afekta spierać! Widzisz, Janie, żeby to nieszczęście świeżo w Michała uderzyło, może sam bym ci powiedział: daj katu kaptur i jedź!…
— Co za przyczyna — przydałem — że tak rozsądny król nie używa ich za ministrów i nie darzy wszelkim zaufaniem? Być może, surowa cnota tych starców przykrzyłaby się oczom dworu, gdzie panuje przedajność i rozpusta. Wiemy z doświadczenia, że młodzież, lekkomyślna i zadufana w sobie, wzbrania się iść za radą starszych.
— Wszystko to jego, wszystko to miał... Dla niego rośnie to zboże, dla niego dojrzewają owoce, pachną kwiaty... Jego ta glina, ten wiatr, ten szum... Cała tu ziemia na niego czeka, dziedzina pradziadowska... Czegóż jeszcze chciał? Czego poleciał szukać?... — Pojechał szukać — mówił Trepka z uśmiechem dobrotliwym i nauczającym — ziemi innej, nie mojej ani twojej, tylko naszej, gminnej, gromadzkiej.…
Stary Kiemlicz mówił dziwnie prędkim i narzekającym głosem, a mówiąc, rzucał szybkie i niespokojne spojrzenia na wszystkie strony. Był to starzec kościsty i ogromny, z twarzą wiecznie skrzywioną i tetryczną. Oczy miał kose, również jak i jego dwaj synowie, brwi krzaczaste i takież wąsy, pod którymi sterczała wysunięta niezmiernie naprzód dolna warga, która gdy mówił, zachodziła mu aż pod nos, jak u ludzi nie……
Stara siedziała na miejscu Marii w nogach drewnianego tapczanu. Twarz miała ziemistą, zrujnowaną, pustą jak wyludnione miasto. Ubrana była w czarną jedwabną suknię, wytartą i błyszczącą na łokciach. Na szyi miała aksamitną szeroką wstążkę, a na głowie staroświecki kapelusz, ozdobiony bukietem fiołków, spod którego wymykały się pasma rzadkich, siwych włosów.…
…Zaraz ruszył — o litości! — do ciotki Anieli. Ta powitała jego jałmużnę niemal okrzykiem. Obiedwie ciotki jeszcze tańczyły. Obiedwie miały na swych szkieletach, zwiotczałych mięśniach i obwisłych skupieniach tłuszczu modne suknie. Ich zwiędłe szyjska i ohydne piersi były nakryte już niemodnymi w tych czasach biustami tudzież quasi-szyjami z pewnej sztucznej masy, naśladującej wydatność, młodość i gładkość cielesną.…
Był to człowiek zbliżający się do wieczornych dni życia, z głową pobieloną szronem, ale czerstwy, o twarzy energicznej, nieco za krótkiej, ale też nieco podobnej do głowy orła. Tym razem malowało się na niej pewne zdziwienie, a nawet niepokój, z powodu niespodziewanego przybycia Neronowego przyjaciela, towarzysza i zausznika.
Musiał to napisać, musiał to wyznać. Otóż w świetle zobaczył nagle, że ta kobieta jest stara. Jej twarz pokrywała warstwa makijażu tak gruba, że wydawało się, iż skruszy się jak tekturowa maska. Zobaczył siwe pasma w jej włosach. Jednak najokropniejsze było to, że kiedy rozchyliła usta, odsłoniła tylko ciemną jamę. Nie miała zębów.…
Witaj, cna młodzi! Wolne od nagniotków Damy rachują na waszą ruchawość, Śliczne panienki, któraż z was odmówi Stanąć do tańca? O takiej wręcz powiem, Że ma nagniotki. A co? Tom was zażył! Dalej, panowie! I ja kiedyś także Maskę nosiłem i umiałem szeptać W ucho pięknościom jedwabne powieści, Co szły do serca; przeszło to już, przeszło. Nuże, panowie! Grajki, zaczynajcie! Miejsca! Rozstąpmy się! Dalej, dziewczęta!…
Im wyżej, tym widoczniej; chwale lub naganie Podpadają królowie, najjaśniejszy panie! Satyra prawdę mówi, względów się wyrzeka. Wielbi urząd, czci króla, lecz sądzi człowieka. Gdy więc ganię zdrożności i zdania mniej baczne, Pozwolisz, mości królu, że od ciebie zacznę. Jesteś królem, a czemu nie królewskim synem? To niedobrze; krew pańska jest zaszczyt przed gminem.…
— Ta nauczycielka dawno tu u was we wsi siedzi?... — zagadnął doktor Paweł babinę, przytuloną do komina. — Trzy zimy!... Jakoś bodaj. — Trzy zimy. Nikt tu z nią nie mieszkał? — A któż ta miał... ja jeno. Przygarnęło mię chudziątko... służby, powiada, już nie znajdziecie, babko, a u mnie ta roboty niewiele... aby ta, aby... Teraz masz: com sobie obiecywała, że mi trumnę sprawi, to ja... módl się za nami grzesznymi...…
Jakże! W życiu pan chyba nie wyglądał tak młodo; znam ludzi, którzy w dwudziestym piątym roku starsi są od pana. Jednakże, Frozyno, mam już pełną sześćdziesiątkę. No i cóż to jest sześćdziesiąt lat? Wielkie rzeczy! Teraz dopiero zaczyna się dla pana najpiękniejszy wiek mężczyzny. To prawda; jednakże jakieś dwadzieścia latek mniej nic by nie zaszkodziło, jak sądzę. Żartuje pan?…
Dochowam, tak, tak, będziemy widzieli. Nienawiść! wszystkim i święcie przyrzeka. do Anieli O, nie, tych myśli Aniela nie dzieli. Bóg to karzący za ciężkie przewiny, Nienawiść w sercu zaszczepił człowieka; A twoja dusza z jakiejże przyczyny Mogłaby ściągnąć cząstkę takiej kary? Powiedz mi raczej, iż nie dajesz wiary, Że miłość istnie, że może być szczera, Dosyć w tym złego już na ciebie czeka.…
Przedmieście Wygwizdów leży w kotlince, ku której miasto Kleryków zsuwa się nieznacznie i w której się zwęża, formując jedną długą i powykrzywianą ulicę. Domy tam są bardzo stare i okropnie wilgotne, podwórza cuchnące, mieszkania ciemne i brudne. „Stara Przepiórzyca" mieszkała w domostwie z dawien dawna noszącym przezwisko Cegielszczyzny.…
Pokazujemy 48 z 205 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.