motyw literacki
Młodość
165fragmentów
50lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Nad Niemnem 16 fragmentów
- Kordian 11 fragmentów
- Ludzie bezdomni 10 fragmentów
- Fraszki 8 fragmentów
- Kwiaty polskie 6 fragmentów
- Lalka 6 fragmentów
- Quo vadis 6 fragmentów
- Antygona 5 fragmentów
- Bajki i przypowieści 5 fragmentów
- Dziady. Widowisko, część I 5 fragmentów
- Hamlet 5 fragmentów
- Lord Jim 5 fragmentów
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Otom zobaczył Anioła podobnego téj niewieście, którą kochałem z całéj duszy mojéj, będąc jeszcze dzieckiem. A miłowałem ją w czystości serca mego; dlatego łzy mię zalewają, kiedy myślę o niéj i o mojéj młodości. Bo oto byłem przy niéj jak ptak swojski, co się boi, i nie wziąłem nawet pocałowania od jéj ust koralowych, choć byłem blisko; jak gołąb, mówię, siedzący na ramieniu dziewczyny. Dziś już to snem jest.…
Ojcze, najwyższym darem łaski bogów Jest niewątpliwie u człowieka rozum. A ja słuszności twoich słów zaprzeczyć Ani bym umiał, ani chciałbym zdołać. Ale sąd zdrowy mógłbym mieć też inny. Mam ja tę wyższość nad tobą, że mogę Poznać, co ludzie mówią, czynią, ganią, Bo na twój widok zdejmuje ich trwoga, I słowo, ciebie rażące, zamiera.…
W jedną drogą szli razem i człowiek, i zdrowie. Na początku biegł człowiek; towarzysz mu powie: «Nie spiesz się, bo ustaniesz». Biegł jeszcze tym bardziej. Widząc zdrowie, że jego towarzystwem gardzi, Szło za nim, ale z wolna. Przyszli na pół drogi: Aż człowiek, że z początku nadwerężył nogi, Zelżył kroku na środku. Za jego rozkazem Przybliżyło się zdrowie i odtąd szli razem.…
— «Słuchaj, pani bratowo, Przyjm dobrze nasze słowo: My tu próżno siedzimy, Brata nie zobaczymy. Ty jeszcze jesteś młoda, Młodości twojej szkoda, Nie wiąż dla siebie świata, Wybierz brata za brata». To rzekli i stanęli. Gniew ich i zazdrość piecze, Ten, to ów okiem strzeli, Ten, to ów słówko rzecze; Usta sine przycięli, W ręku ściskają miecze. Pani ich widzi w gniewie, Co mówić, sama nie wie.…
sam O! ci młodzi ludzie, Odchodzą od nas i wołają głośno: Idziemy szukać szczęścia. Więc my, starce, Cośmy przebiegli po tej biednej ziemi, A nigdy szczęścia w życiu nie spotkali; Możeśmy tylko szukać nie umieli... Idź! idź! idź, starcze, do pustelnej celi...
— Jak stary młódkę bierze, diabeł się cieszy, bo profit z tego miał będzie — rzekł dziad poważnie, skrobiąc głośno po dnie miski.
Szła przed siebie, ani wiedząc, co ją niesie i dokąd. Wzdychała głęboko, czasami ręce rozwodząc, czasami przystając bezradnie i tocząc rozpalonymi oczyma, jakby zaczepki dla udręczonej duszy szukała. Ale szła dalej, przędąc myśli wiotkie i nikłe jako te świetliste nici na wodzie, że nie uchycisz, bo zmącą się i przepadną od cienia ręki. Patrzała w słońce, nie widząc niczego.…
Kłębiaki, a czterech było młodziaków, wyrosłych jak sosny i już prawie pod wąsem, skręcali powrósła przy drzwiach, reszta zaś parobków rozwalała się po kątach kurząc papierosy, szczerząc zęby i prześmiewając się z dziewczynami, że co trochę cała izba się trzęsła od chichotów, a starsze jeszcze rade dokładały swoje, bych więcej było do śmiechów i zabawy.
Z pobliskiego domu nadszedł parobczak i zaczął majstrować koło pługa, który rysowałem niedawno. Podobał mi się, przeto zagadnąłem go o to i owo, zapoznaliśmy się szybko, a jak mi się to zazwyczaj zdarza w obcowaniu z ludźmi tego rodzaju, pozyskałem jego zaufanie. Powiedział mi, że służy u pewnej wdowy i że mu u niej bardzo dobrze.…
Nareszcie lampka gasła, kos przestawał się trzepotać po klatce, uciszało się wszystko, aby znów jutro o brzasku się zbudzić. Z tym budzeniem była zawsze bieda. Wdowa sypiała tym snem starości krótkim, czujnym, jakby oszczędzającym godzin życia przed wielkim zaśnięciem w mogile.…
Tak, Zosią byłam, dziewczyną z tej wioski. Imię moje u was głośne, Że chociaż piękna, nie chciałam zamęścia I dziewiętnastą przeigrawszy wiosnę, Umarłam nie znając troski Ani prawdziwego szczęścia.
Znałem go będąc dzieckiem; — był on wtenczas młody, Żywy, dowcipny, wesół i sławny z urody; Był duszą towarzystwa; gdzie się tylko zjawił. Wszystkich opowiadaniem i żartami bawił; Lubił dzieci, i często brał mię na kolana, U dzieci miał on tytuł «wesołego pana». Pamiętam włosy jego, — nieraz ręce moje Plątałem w jasnych włosów kędzierzawe zwoje.…
Co dzień z pamiątką nudnych postaci i zdarzeń Wracam do samotności, do książek — [do] marzeń, Jak podróżny, śród dzikiej wyspy zarzucony, Co rana wzrok i stopę niesie w różne strony Azali gdzie istoty bliźniej nie obaczy, I co noc w swą jaskinią powraca w rozpaczy. Szalony, niech ukocha swe samotne ściany I nie targa łańcucha, by nie drażnić rany.…
Urodziłem się w Prusiech, Wysockim mię zwano, Umarłem w młodym wieku i tu mię schowano. U śmierci w tejże cenie młody co i stary, Napadnie li jej na raz, nie da doróść miary.
Zenon wracał z miasta do domu na święta, na wakacje, uczeń pilny i wzorowy, wiozący doskonałe stopnie i świadectwa. Wracał za każdym razem inny — coraz bardziej obcy, odjęty tutejszemu życiu, napełniony wagą rzeczy wiedzianych już i doznanych, wstrząśnięty do głębi swym młodym ujrzeniem świata. Być młodym — och, to nie jest rzecz zabawna.…
Wynurzał Mi swoją miłość bardzo obyczajnie. Tak, tak, bo czynić to jest obyczajem. I słowa swoje stwierdził najświętszymi, Jakie być mogą, przysięgami. Plewy Na młode wróble! Wiem ja, gdy krew kipi, Jak wtedy dusza hojną jest w kładzeniu Przysiąg na usta. Nie bierz tych wybuchów Za ogień, więcej z nich światła niż ciepła, A i to światło gaśnie w oka mgnieniu.
W złotym Zeusa domu wspartym na obłokach Zebrane radzą bogi o wiecznych wyrokach; Przypijają czaszami, nektar Hebe toczy, A na trojańskie mury obrócili oczy. Wtedy Kronid, by dumną swą żonę rozdąsać, Chytre czyniąc docinki, zaczął ją przekąsać: — «Dwie boginie Menelaj na swej liczy stronie, Ma pomoc i w Palladzie, i w mej wzniosłej żonie, Lecz je bawią Olimpu rozkoszne pałace, I tylko na rycerskie jego patrzą prace……
Czar młodości opromieniał jego różnokolorowe łachmany, jego nędzę, jego samotność i pustkę jego bezcelowych wędrówek. Przez miesiące, przez całe lata życie tego człowieka nie było warte i szeląga; a oto stał przede mną, pełen nieświadomej żywotności, odwagi, i — rzekłbyś — niezniszczalny, jedynie przez swą młodość i odruchowe męstwo. Ogarnęło mnie coś jak podziw, jak zazdrość.…
Gdy był jeszcze obrońcą, biegał tak prędko, że nie uciekłaby przed nim żadna szwaczka wracająca z magazynu do domu. Był wesoły, rozmowny, trzymał się prosto, miał czuprynę i nosił wąsy zakręcone ostro do góry. Już wówczas sztuki piękne robiły na nim wrażenie, ale czasu im nie poświęcał, bo szalał — za kobietami. Co prawda miał do nich szczęście i nieustannie był swatany.…
…Minstrelów hymny i piękności względy Nie przemawiały do zimnego ducha. Wallenrod pochwał obojętnie słucha, Na kraśne lica pogląda z daleka, Od czarującej rozmowy ucieka. Czy był nieczułym, dumnym z przyrodzenia, Czy stał się z wiekiem — bo choć jeszcze młody, Już włos miał siwy i zwiędłe jagody, Napiętnowane starością cierpienia — Trudno odgadnąć.
…Biedna matka wzięła Jana, Szła po radę do plebana, Przed plebanem w płacz na nowo; A księżulo słuchał skargi I poważnie nadął wargi, Po ojcowsku ruszał głową. Wysłuchawszy pacierz złego: «Patrz mi w oczy» — rzekł do żaka — «Nic dobrego! nic dobrego!» Potem hożą twarz pogładził, Dał opłatek i piętaka I do szewca oddać radził... Jak poradził, tak matczysko I zrobiło... Szewc był blisko...…
— Pewnie, że w Krakowie ostanę, bom słyszał o gonitwach i rad w szrankach siły mojej popróbuję, a i ten mój bratanek także, który choć młody jest i gołowąs, niejeden już pancerz widział na ziemi. Goście spojrzeli na młodzieńca, który uśmiechnął się wesoło i założywszy rękoma długie włosy za uszy, podniósł następnie do ust naczynie z piwem.
Jak nie umkną te majstrówny w gąszcz leśny! «Teraz gońcie nas, szukajcie, gdzieżeśmy!» Zabiegały, zamigały wiewem białym; Białe sarny tak by w borze biegały. Z drzew wynurzą się, oczyma zaświecą, Zaobłoczą i w zadrzewie ulecą. Byłoż tam mocowań, łaski, zadyszania, Kiedy chłopak skoczną pannę doganiał! Byłoż tam całowań, pisku, zamierań, Gdy do drzewa chłopak pannę przypierał! A łoskotu, a chichotu, przeciwień!...…
— No, i pan w jego wieku latałeś za spódniczkami — odezwał się Lisiecki. — Co tu bawić się w morały. — Nigdy nie latałem! — krzyknął Rzecki uderzając pięścią w kantorek. — Przynajmniej raz wygadał się, że całe życie jest niedołęgą — mruknął Lisiecki do Klejna, który uśmiechał się podnosząc jednocześnie brwi bardzo wysoko.
Za chwilę więc ujrzałem monstrualny brzuch schodzący pośpiesznie z góry i zatrzymujący się o parę kroków przede mną. Potwór zatrzymał się widocznie dla namysłu; jego wielkie purpurowe policzki drżały. Gryzł swój kciuk, a po chwili, ujrzawszy mnie, rzucił długie spojrzenie z ukosa. Trzej jego towarzysze stworzyli małą grupę i zatrzymali się w pewnym oddaleniu.…
„Kocham — pisał M. Les — młodych, bo oni śmiało biorą się do pracy. Ludzie to są zwykle lazy, wiesz pan doktor, jak Anglik powie. A ja nie cierpię! Człowiek nasz, Polak, coś zrobi i wnet się zestarzeje. Po to pracuje, żeby nic nie robić. Wtedy jak nic nie robi, korzysta z pracy młodego, jego krew pije i jego ramieniem się podpiera, tego młodego, a sam udaje, że to jego jest labour. Nie tak robi Anglik.…
— Przecież cioci te niemądre gadania nic nie zaszkodziły... Czarne oczy Marty Korczyńskiej spojrzały ostro, prawie zjadliwie. — Tak myślisz? — sarknęła — wiecznie to samo. Nikt nie uwierzy w to, czego sam nie doświadczył. Nie zaszkodziły! Pewno, nie zjadły mnie one, ale... ukąsiły. Czy ty myślisz, że to miło być wziętą za cholerę? Nie byłam ja wtedy tak stara... dwanaście lat temu miałam lat trzydzieści sześć...
Ty nie słuchaj, dziewczę moje, starej matki trwożnych rad! Jej się złoci — próg rodzinny, nam się złoci — cały świat! Co ją nęci — nas przeraża! Nienawiścią do niej spłoń, — Nienawiścią, która do ust odtrąconą tuli dłoń... Mam ja w piersi — śpiewną burzę, — ty w zanadrzu — wonny los!.. Wiedz, że będzie stara matka przeklinała siwy włos!
Bez serc, bez ducha, — to szkieletów ludy! Młodości! dodaj mi skrzydła! Niech nad martwym wzlecę światem W rajską dziedzinę ułudy: Kędy zapał tworzy cudy, Nowości potrząsa kwiatem I obleka w nadziei złote malowidła! Niechaj, kogo wiek zamroczy, Chyląc ku ziemi poradlone czoło, Takie widzi świata koło, Jakie tępemi zakreśla oczy. Młodości!…
By rozum był przy młodości Nigdy takiej obfitości Pereł morze i ziemia złota nie urodzi, Żeby tego nie mieli tym dostawać młodzi. Mniej by na świecie trosk było, By się to dwoje łączyło; I oni by rozkoszy trwalszych używali, Siebie ani powinnych w żal by nie wdawali. Teraz, na rozum nie dbając, A żądzom tylko zgadzając, Zdrowie i sławę tracą, tracą majętności I ojczyznę w ostatnie zawodzą trudności.…
Tak się tam modlił Odys losem bity srodze, Gdy pannę rącze muły uniosły po drodze W miasto wiodącej. Jakoż przed dwór okazały Ojcowski gdy zajedzie, muły się wstrzymały U pierwszej bramy. Bracia, piękni jak niebianie, Wybiegli wszyscy razem na jej powitanie I muły wyprzęgali, i wyprane szaty Z wozu znosili. Panna do swojej komnaty Szła wprost, gdzie ogień stara nieciła już niańka, Eurymedusa, ongi apejrejska branka.…
— Spojrzyj jeno. Nie bogactwo tego pierścienia, ale inne cnoty ci zalecam. Za młodych jeszcze lat w bisurmańskiej niewoli będąc, dostałem go od pątnika, który z Ziemi Świętej powracał. W tym oczku zamknięty jest proch z grobu Chrystusa. Takiego daru odmawiać się nie godzi, choćby i z osądzonych rąk pochodził.…
Wtem brząknął w tabakierę złotą Podkomorzy, I rzekł: «Mój Sędzio, dawniej było jeszcze gorzéj! Teraz, nie wiem, czy moda i nas starych zmienia, Czy młodzież lepsza, ale widzę mniej zgorszenia. Ach, ja pamiętam czasy, kiedy do ojczyzny, Pierwszy raz zawitała moda francuszczyzny!…
I podniósłszy oczy nieco w górę, zamyślił się, następnie zaś, choć i nie pytany, począł mówić jakoby do siebie: — Kochanie to niedola ciężka, bo przez nie człek wolny niewolnikiem się staje. Równie jak ptak, z łuku ustrzelon, spada pod nogi myśliwca, tak i człek, miłością porażon, nie ma już mocy odlecieć od nóg kochanych... Kochanie to kalectwo, bo człek, jak ślepy, świata za swoim kochaniem nie widzi...…
W żeńskich instytucjach panienki chowają się prawie tym samym sposobem co chłopcy, tylko je ubierają kobiety służące, zawsze jednak w przytomności nauczycielki lub jej zastępczyni, aż do lat pięciu, po których same się muszą ubierać.…
…W bliskości siedziały siostry księcia, podobne do niego bardzo, szczególnie trzecia, ostatnia z brzegu. Była to jeszcze dziewczynka, jeszcze nie panna, lat może szesnastu. Przynajmniej robiono z niej młódkę. Miała włosy jasne, tak jasne jak ziarno dojrzałej sandomierskiej pszenicy. Przecudne, subtelne rysy, proste a wykwintne, drgały ciągłym śmiechem.…
…Małoż to ojcowie nałamali na mnie rózeg w konwencie, abym do statku przyszedł i różne piękne maksymy spamiętał, przewodniczki żywota... — A którążeś najlepiej spamiętał? — „Kiedy kochasz, padaj do nóg" — ot tak! To rzekłszy, pan Kmicic już był na kolanach, panienka zaś wołała, chowając nogi pod stołek: — Dla Boga! Tego w konwencie nie uczyli! Daj waćpan spokój, bo się rozgniewam... i ciotka zaraz przyjdzie...…
…Miała znowu siedemnaście lat i tę radość w sercu, której już nie ma na ziemi. Wiedząc o tym doskonale, że to jest gruby i śmieszny nonsens, była znowu sobą, dawną, młodą dziewczyną. Kochała znowu Szymona Gajowca sekretnie, skrycie, na śmierć — jak wtedy. Była znowu na śmierć kochana przez tego wysmukłego, pięknego młodzieńca — jak wtedy. Przeżywała swój niemy romans. Czeka znowu na jego wyznanie — długo, tęsknie.…
…Przyrodę ogarnęło nieme odrętwienie. Dusza chłopca pogrążyła się w smutku. Długo siedział w zadumie z łokciami na kolanach, oparłszy podbródek o dłonie. Myślał, że życie jest jednym pasmem udręk i prawie zazdrościł Jimowi Hodgesowi, który kilka dni temu wyzwolił się od niego.…
Petroniusz kazał wpuścić gościa do tepidarium, dokąd i sam się przeniósł. Winicjusz był synem jego starszej siostry, która przed laty wyszła za Marka Winicjusza, męża konsularnego z czasów Tyberiuszowych. Młody służył obecnie pod Korbulonem przeciw Partom i po ukończonej wojnie wracał do miasta.…
— Wiem, czego się spodziewacie. Oczekujecie, że powiem, że wolałbym znowu być młody. Większość ludzi by wolała. Jak człowiek jest młody, ma zdrowie i siłę. A w moim wieku to już nigdy nie jest się zdrowym. Mam jakieś cholerstwo w stopach, a pęcherz to już w ogóle. Wstaję w nocy sześć czy siedem razy. Ale, z drugiej strony, starość ma wielkie zalety. Nie ma już tych zmartwień, co kiedyś.…
Witaj, cna młodzi! Wolne od nagniotków Damy rachują na waszą ruchawość, Śliczne panienki, któraż z was odmówi Stanąć do tańca? O takiej wręcz powiem, Że ma nagniotki. A co? Tom was zażył! Dalej, panowie! I ja kiedyś także Maskę nosiłem i umiałem szeptać W ucho pięknościom jedwabne powieści, Co szły do serca; przeszło to już, przeszło. Nuże, panowie! Grajki, zaczynajcie! Miejsca! Rozstąpmy się! Dalej, dziewczęta!…
„Znałeś dawniej Wojciecha?” „Któż nie znał! Co teraz Bez sług, ledwo w opończy brnie po błocie nieraz, Niegdyś w karecie, z której dął się i umizgał, Takich, jakim jest dzisiaj, roztrącał i bryzgał. Ustępowali z drogi wielmożnemu panu Lepsi i urodzeniem, i powagą stanu; Nieraz ten, który przedtem od filuta stronił, Westchnął skrycie natenczas, gdy mu się ukłonił. Musiał czcić; czegóż złoto nie potrafi dzielne?…
Usiadł potem obok wezgłowia chorej na stołku i zapadł znowu w marzenia. Bujna młodość zbudziła się w nim z letargu. Wszystko teraz będzie inaczej. Czuje w sobie siłę atlety do pełnienia uczynków, które z serca płyną. Boleść i nadzieja mieszają się jakby w płomień, który liże mózg, trawi go, nie da mu spocząć.
Jakże! W życiu pan chyba nie wyglądał tak młodo; znam ludzi, którzy w dwudziestym piątym roku starsi są od pana. Jednakże, Frozyno, mam już pełną sześćdziesiątkę. No i cóż to jest sześćdziesiąt lat? Wielkie rzeczy! Teraz dopiero zaczyna się dla pana najpiękniejszy wiek mężczyzny. To prawda; jednakże jakieś dwadzieścia latek mniej nic by nie zaszkodziło, jak sądzę. Żartuje pan?…
Dochowam, tak, tak, będziemy widzieli. Nienawiść! wszystkim i święcie przyrzeka. do Anieli O, nie, tych myśli Aniela nie dzieli. Bóg to karzący za ciężkie przewiny, Nienawiść w sercu zaszczepił człowieka; A twoja dusza z jakiejże przyczyny Mogłaby ściągnąć cząstkę takiej kary? Powiedz mi raczej, iż nie dajesz wiary, Że miłość istnie, że może być szczera, Dosyć w tym złego już na ciebie czeka.…
…Tegoż dnia po lekcjach Zabielskij prosił Marcinka o zaniesienie do jego inspektorskiego mieszkania kajetów z ćwiczeniami klasy piątej. W domu inspektor przyjął Borowicza bardzo gościnnie. Usadowił go w zacisznym gabinecie swoim na miękkiej sofie, pokazywał mu albumy ze ślicznymi fotografiami, kolekcję ładnych sztychów, ilustrowane wydawnictwa, książki swoje, a nawet zbiór bezkrytyczny rozmaitych monet.…
Zresztą życie młodzieńców płynęło wesoło: Atos grywał, lecz zawsze nieszczęśliwie, ale jednego grosza nie pożyczał od przyjaciół, choć jego kieszeń nieustannie była na ich usługi; a gdy zdarzyło mu się grać na słowo, budził swego wierzyciela o szóstej z rana, aby zapłacić mu wczorajszy dług.…
Pokazujemy 48 z 165 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.