motyw literacki
Przemijanie
85fragmentów
32lektury
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Napój cienisty 19 fragmentów
- Fraszki 10 fragmentów
- Bajki i przypowieści 5 fragmentów
- Nad Niemnem 5 fragmentów
- Cierpienia młodego Wertera 4 fragmenty
- Granica 4 fragmenty
- Hamlet 4 fragmenty
- Sonety krymskie 3 fragmenty
- Wesele 3 fragmenty
- Baśnie 2 fragmenty
- Dziady. Widowisko, część I 2 fragmenty
- Kordian 2 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Dziś już to snem jest. Oto szafirowe niebo i gwiazdy białe patrzą na mnie: sąż to gwiazdy te same, które mnie widziały młodym i szczęśliwym? Dlaczegoż nie powstanie wicher, co mię z ziemi zwieje i zaniesie w krainę cichą! Dlaczego ja żyję? Oto już jednego włosa nie ma na mojéj głowie z tych, które były dawniéj, oto się nawet kości we mnie odnowiły, a ja zawsze pamiętam.…
«Winszuj, ojcze — rzekł Tair — w dobrym jestem stanie. Jutrom szwagier sułtana i na polowanie Z nim wyjeżdżam». Rzekł ojciec: «Wszystko to odmienne. Łaska pańska, gust kobiet, pogody jesienne». Jakoż zgadł, piękny projekt wcale się nie nadał: Sułtan siostrę odmówił, cały dzień deszcz padał.
Dobre moje córki, Z wami to nawet ubożyzna miła; A kto posieje dla Boga, nie straci. Zawsze ja myślę, że wam Bóg zapłaci Bogatym mężem... a kto wie? a może Już o was słychać na królewskim dworze? A my tu żniemy, aż tu nagle z boru Jaki królewic — niech i kuchta dworu Albo koniuszy — zajeżdża karetą... I mówi do mnie: «Podściwa kobieto, Daj mi za żonę jedną z córek». — «Panie! Weź Balladynę, piękna jak dziewanna».…
Na piłkę nie zwróciła najmniejszej uwagi, a co gorsza, wierny bąk przestał odtąd myśleć o niej i nie wspominał nigdy o swojej miłości. Trudno być stałym, jeśli ukochana przeleży pięć lat w rynnie i cierpi tam okropne męki. A do spotkania w śmietniku lepiej się nie przyznawać.
Jakby jakaś zasłona uchyliła się przed duszą moją, a widownia nieskończonych przejawów życia przemieniła mi się w bezdenną otchłań otwartego wieczyście grobu. Jakże możemy mówić, że... coś jest... gdy wszystko przemija, gdy z chyżością błyskawicy przesuwa się, gdy wszystko niezdolne jest jeszcze rozwinąć całej swej siły żywotnej, a już porwane prądem tonie i rozbija się na skałach?…
Nie tęsknij, starcze, prosiemy młodzi, Tęsknota sercu i myślom szkodzi; W tym sercu dla nas żyją przykłady, Dla nas w tych myślach jest skarbiec rady. Stary dąb zruca powiewne szaty, O cień go proszą trawy i kwiaty: „Nie znam was, dzieci nowego rodu, Czyliście warte cienia i chłodu, Nie takie rosły dawnymi laty Pod mą zasłoną trawy i kwiaty".…
— Wszystko to — mówił — są rzeczy znikome. Młodzi faraonowie starzeją się, a lud... Lud miał już nieraz siódmy dzień odpoczynku i ziemię, a potem je tracił... Ach, gdybyż tylko to zmieniało się!... Ileż od trzech tysięcy lat przesunęło się nad Egiptem dynastii i kapłanów, ile miast i świątyń upadło w gruzy, ba! nawet narosły nowe warstwy ziemi...…
Radzę, Janie, daj pokój przedsięwzięciu swemu, Bo bądź krótko, bądź długo, przedsię przydzie k'temu, Że się człowiek obaczy, a co mu dziś miło, To mu będzie za czasem wstyd w oczu mnożyło. Tę rozkosz, którą teraz tak drogo szacujesz, Puścisz taniej po chwili, gdy prawdę poczujesz. A tak, co ma czas przynieść, uprzedź go ty raczej, Odmień swój bieg, a żagle nakręć w czas inaczej!…
Dom był stary i wszystko w nim było stare, obrócone sobą na ten zawsze dla wszystkich już przeminiony czas, gdy to „lepiej się działo". Może to być pięćdziesiąt lat temu albo piętnaście, może to być po prostu przed wojną albo tylko dawniej. Kiedykolwiek — byle nie dziś, nie dziś. Jak gdyby jedynym właściwym czasem życia była przeszłość.
Kochany Hamlecie, Zrzuć tę ponurą barwę i przyjaźnie Wypogodzonym okiem spójrz na Danię; Przestań powieki ustawicznie spuszczać W ziemię, o drogim ojcu rozmyślając. Co żyje, musi umrzeć; dziś tu gości, A jutro w progi przechodzi wieczności; To pospolita rzecz.
Idą, idą pochody, dokąd idą, których prowadzi jak wygnańców łaski ląd krążący po niebie. A może niebo po lądzie dmące piaskiem tak kształt ich zasypuje. Jak noże giną w chleb pogrążone — tak oni z wolna spływają. Piach ich pokrywa. Jeszcze słychać śpiew i rżenie koni.
Gdy z pola do Olimpu bogowie wrócili, Wątpliwy na przemianę los wojny się chyli I między Symoentu a Ksantu koryty Z obydwu stron spiżowe latają dziryty. Mur Greków, Telamona syn, postrachy sieje, Łamie zastęp trojański, odżywia nadzieje. Eusora syn, Akamas, rycerz między Traki I najdzielniejszy bronią, i jak olbrzym jaki Wzrostem ciała ogromny, legł z jego prawicy.…
— Jestem zmęczony, jestem znużony, jestem strudzony! — wołał derwisz. — Trzysta trzydzieści trzy lata żyję na świecie, i nie wolno mi zasnąć snem wiekuistym i nie wolno mi odpocząć w ciszy mogilnej! Dziś właśnie dzień mych urodzin, a jutro dzień mych imienin. Straciłem od dawna ojca i matkę i straciłem od dawna pamięć, więc nie pamiętam, o której godzinie na świat przyszedłem, i nie pamiętam, jak mi na imię!…
Boże! jak ten stary Rósł zapałem w olbrzyma; lecz ja nie mam wiary, Gdzie ludzie oddychają, ja oddech utracam. Z wyniosłych myśli ludzkich niedowiarka okiem Wsteczną drogą do źródła mętnego powracam. Dróg zawartych przesądem nie przestąpię krokiem. Teraz czas świat młodzieńca zapałem przemierzyć I rozwiązać pytanie: żyć? alboli nie żyć? Jam bezsilny!…
Teraz dopiero spostrzegłem, że popielata suknia staruszki jest w wielu miejscach pocerowana, i dziwna melancholia ogarnęła mnie na widok tych dwojga ludzi w poplamionym surducie i w pocerowanej sukni, którzy zachowywali się jak książęta. Nad nimi już przeszedł wszystko wyrównywający pług czasu.
Później jej trochę należało umrzeć; Na słowa takie czas jeszcze nie przyszedł. Jutro po jutrze i po jutrze jutro, Wolnym się krokiem od dnia do dnia czołga, Aż do ostatniej wszech czasów sylaby, A wszystkie wczoraj nasze przyświecały Głupcom na drodze do prochów mogiły. Zgaśnij, o zgaśnij świeco krótkotrwała!…
— Mam też kwiat. — O kwiatach nie piszemy — zareagował geograf. — Ależ dlaczego? Są najładniejsze! — Dlatego, że kwiaty są efemeryczne. — Co to znaczy „efemeryczne"? — Dzieła geograficzne — powiedział geograf — są najcenniejsze spośród wszystkich książek. Nigdy się nie starzeją. Bardzo rzadko się zdarza, żeby góra zmieniła położenie. Bardzo rzadko się zdarza, żeby z oceanu wyciekła woda.…
Znowu odetchniesz, grzywo zieleni, piasek przesypie się w misach pól i usta znowu przylgną do ziemi, będą całować długi świst kul.
Pałacu już nie ma. I nie ma tych ludzi. Na krawędzi wzniesienia pozostał płaski czworobok odmiennej roślinności, wypełzającej łodygami i liściem spomiędzy drobnego gruzu, ograniczony przyziemnymi szczątkami murów. I został pod urwiskiem w dole wielki obszar widzianego świata — dalekie zielone pola, majowe drzewa nad łąkami, zachodzące na siebie błękitne smugi lasów na widnokręgu.
Nie był to dwór wielkopański, ale jeden z tych starych, szlacheckich dworów, w których niegdyś mieściły się znaczne dostatki i wrzało życie ludne, szerokie, wesołe. Jak działo się tu teraz, aby o tym wiedzieć, trzeba było dowiadywać się z bliska, ale co w oczy od razu wpadało, to wielka usilność o zachowanie miejsca tego w porządku i całości.…
Płomienny uśmiech nietrwałych zórz (O, złoć się dłużej!) — umiera już. I jeszcze jedna z różowych chmur Skrajem dogasa na grzbiecie gór. I jeden jeszcze przeżyty dzień (O, złoć się dłużej!) — odchodzi w cień...
Ludzie oglądali się za nami. Dziwnym się wydawał ten pogrzeb, z trójką tak dobrze bawiących się dzieci na czele. Zwłaszcza na moście, gdzie wolniej w tłoku trzeba było jechać, robił nasz orszak pogrzebowy szczególne wrażenie. Przechodnie stawali i wzruszali ramionami. Parę razy nawet krzyknął na nas pan Łukasz, żeby za wozem iść, aleśmy ani na krok szkapy odstąpić nie chcieli.…
Podniósł się król, tak jako był widzian w ową noc sobótki, w białej szacie królewskiej, w złotej koronie i z brylantowym berłem. Ale choć w bieli był, taki blask padał na niego od zachodniej zorzy, iż mu się szata złotem i purpurą mieniła na przemian i po twarzy mu ognie szły, a siwa broda jego drżała srebrem. Wstał oto i podniósł berło. Uderzyli trębacze w złote trąby krótką pobudkę i umilkli.…
Ale Boga już nie było... Pustka padła wzdłuż na kwiaty. Widma drzew szeptały: «Zmiłuj się nad nami!» — Błogosławiąc snom wszelkim, leciał w dalsze wszechświaty Powietrzami, wstrząsanymi powietrzami. Pewno widać było z nieba, że świat mija i przeminie, I że snom przyświeca — woda na kamieniu...
— Nic stałego na tym padole płaczu nie masz — odpowiedział Zagłoba. — Prócz przyjaźni statecznej...
Książę błąkał się po świątyni z miejsca na miejsce, wodząc po twardych liniach bizantyjskich przymrużonymi oczyma. Jakże się to dokonało, że wszystko naokół jest takie samo jak za poranku jego młodości, a on sam... Gdzież się podział młodzieniec, który to widział pierwszy raz? Nie ma go już. Ten, co ogląda to samo, to inny zgoła człowiek.…
Cezary siedział obok szafy bibliotecznej i przypatrywał się oprawom książek. Niektóre z tytułów, wyzłocone na grzbietach, obojętnie odcyfrowywał. Przypomniał sobie, przypomniał... Szafa ojcowska, książki... Tak samo stały książki i snuły się wstęgą złoconą tytuły. Przypomniał sobie rozkład i urządzenie swego rodzinnego domu. Westchnął sam przed sobą nad swoją dolą. Obcy jest wszędzie, sam.…
„Lepiej teraz niż przedtem”. „Dlaczego?” „Bo lepiej. To dowód oczywisty. Świat się coraz krzepi. Nabrał z laty rozumu, a im bardziej stary, Tym dzielniej zeszły, co go szpeciły, przywary”. „Ale dlaczego lepiej?” „Dlatego że byli Lepsze syny od ojców, co nas poprawili”. „Więc zmyślał ów Horacy?” „Zmyślał”. „Toć i wierzę”. „Człowiek przedtem był prosty i dziki jak zwierzę, Dziś jest istność rozumna, ale jak rozumna!…
Gdzież jesteś, o miłości, potęgo i chwało! Wy macie trwać na wieki, źródło szybko płynie, O hańbo! wyście przeszły, a źródło zostało.
A serca — tak ich mało, a usta — tyle ich. My sami — tacy mali, krok jeszcze — przejdziem w mit. My sami — takie chmurki u skrzyżowania dróg, gdzie armaty stuleci i krzyż, a na nim Bóg. Te sznury, czy z szubienic? długie, na końcu dzwon — to chyba dzwon przestrzeni. I taka słabość rąk. I ulatuje — słyszę — ta moc jak piasek w szkle zegarów starodawnych.
Nad Kapuletich i Montekich domem, Spłukane deszczem, poruszone gromem, Łagodne oko błękitu Patrzy na gruzy nieprzyjaznych grodów, Na wywrócone bramy do ogrodów,
Może z mętów się dobędzie człowieka; może minie palączka i głód; ot, kaleka ja, ot, ja kaleka: każdy dzień piekielny trud. Młodości! wyrwi mię z cieśni, oplatają mnie grzyby i pleśni; o Młodości, jakożeś daleko, a to jeszcze wczora, prawie wczora...
Bryła lodu spłodzona z kałuży bagnistéj Gniewała się na kryształ, że był przeźroczysty. Modli się więc do słońca. Słońce zajaśniało, Szklni się bryła, ale jej coraz ubywało; I tak, chcąc los polepszyć niewczesnym kłopotem, Stajała, wsiąkła w bagno i stała się błotem.
I długo, długo stał domek ubogi, patrząc z wysokiej grobli na morze rozległe, stał jeszcze wtedy, gdy kości człowieka, który nań cegłę wyrabiał, dawno pokryła ziemia.
To prawda, że, o ile choroba moja jest uleczalna, to uleczyć mnie mogą jeno ludzie. Dziś jest dzień mych urodzin. Wczesnym rankiem dostałem pakuneczek od Alberta. Przy otwieraniu wpadła mi w oczy bladoróżowa przepaska, noszona przez Lotę w dniu, w którym ją poznałem i o którą tyle razy ją prosiłem.…
…A my przyszli winszować i od kilku godzin Słońce zaszło, i był to dzień twoich urodzin. Od tego dnia, ach, jakżem daleko odpłynął! Wszystkiem znajome lądy i wyspy ominął, Wszystkie dziedziczne skarby znikły w czasu toniach; Cóż mnie po waszych twarzach, i głosach, i dłoniach? Twarze, którem z dzieciństwa ukochać przywykał, Dłonie, co mię pieściły, głos, co mię przenikał, Gdzież są?…
Imię twe, pani, które rad mianuję, Najdziesz w mych rymiech często napisane, A kiedy będzie od ludzi czytane, Masz przed inszymi, jesli ja co czuję. Bych cię z drogiego marmoru postawił, Bych cię dał ulać i z szczerego złota (Czego uroda i twa godna cnota), Jeszcze bych cię czci trwałej nie nabawił.…
Całe życie boleborzańskie, widziane w tych nowych kategoriach, przyległo do ziemi małe i całkowicie niepojęte. Dziwna była jego struktura, niczym już niepodparta, trzymająca się nie wiadomo jak, pozbawiona wszelkiego usprawiedliwienia prócz faktu trwania.…
Godzien pochwały, Hamlecie, ten smutek, Którym oddajesz cześć pamięci ojca; Lecz wiedz, że ojciec twój miał także ojca I że go także utracił tak samo Jak tamten swego. Dobry syn powinien Jakiś czas boleć po śmierci rodzica; Lecz uporczywie trwać w utyskiwaniach Jest to bezbożny okazywać upór, Sprzeciwiający się wyrokom niebios; Jest to niemęskie okazywać serce, Niesforny umysł i płochą rozwagę.…
«O! przypłynę ja kiedyś we wspomnień łańcuchu, Zatrzymam się... wspomnienia krokiem się nie ruszą... Aż powiesz: »Natrętny duchu! Ciężysz na duszy mojej twoją cichą duszą Jak księżyc, mórz oczyma podnoszący ciemnie. Jesteś wszędzie, koło mnie, nade mną i we mnie...« Luba, jam koło ciebie i z tobą i w tobie...…
Wiesz co — dodała staruszka wzdychając — namyśliłam się... Nie trzeba rozbijać kamienia pod zamkiem. Zostaw go tam i tylko każ wyryć na nim te wiersze: „Na każdym miejscu i o każdej dobie..." Znasz to?... — O tak, znam... — Pod zamkiem więcej bywa ludzi niż na cmentarzu, prędzej przeczytają i może zamyślą się nad ostatecznym kresem wszystkiego na tym świecie, nawet miłości...
Wnętrze domu posiadało te same, co i dwór cały, cechy dawnego bogactwa chronionego przez czujne i niestrudzone starania od rozpadnięcia się w łachmany i próchno. W obszernych, niskich i dobrze oświetlonych sieniach sterczały na ścianach przed wielu już zapewne dziesiątkami lat umieszczone ogromne rogi łosi i jeleni; pomiędzy nimi wisiały uschłe wieńce ze zboża przetykanego czerwienią kalinowych i jarzębinowych……
Wiem, że boją się chwili, która zewsząd kroczy, A w której dłoń wyciągnę i pierwszego z brzegu Wytrącę, jak sen jeden z reszty snów szeregu, I zapytam o imię i zajrzę mu w oczy! Ale który to będzie — nikt nie wie, nie zgadnie... Przechodzą, los nieznany tłumiąc w płaszczów bieli. A ja dłoń opóźnioną wyciągam bezradnie Do tych, co już mijają i już przeminęli...
Wypuszczam na wiatr konia i nie szczędzę razów; Lasy, doliny, głazy, w kolei, w natłoku; U nóg mych płyną, giną, jak fale potoku; Chcę odurzyć się, upić tym wirem obrazów. A gdy spieniony rumak nie słucha rozkazów, Gdy świat kolory traci pod całunem mroku, Jak w rozbitém źwierciedle, tak w mém spiekłém oku, Snują się mary lasów i dolin i głazów.
A serca — tak ich mało, a usta — tyle ich. My sami — tacy mali, krok jeszcze — przejdziem w mit. My sami — takie chmurki u skrzyżowania dróg, gdzie armaty stuleci i krzyż, a na nim Bóg. Te sznury, czy z szubienic? długie, na końcu dzwon — to chyba dzwon przestrzeni. I taka słabość rąk. I ulatuje — słyszę — ta moc jak piasek w szkle zegarów starodawnych.…
Wieczność — czy tak rozumiecie — ? Nieskończoność — hej, gdzieś, hej — ty mi, panno, wina lej; spłyniem, inni po nas przyjdą.
Kiedy czas przyzwoity do dojźrzenia nastał, Pytała dynia dęba, jak też długo wzrastał? «Sto lat». «Jam w sto dni zeszła taką, jak mnie widzisz» — Rzekła dynia. Dąb na to: «Próżno ze mnie szydzisz; Pięknaś, prawda, na pozór, na pozór też słyniesz: Jakeś prędko urosła, tak też prędko zginiesz».
Jestem, zaprawdę, jeno wędrowcem, pielgrzymem na tej ziemi! Czyż wy jesteście czymś więcej?
Pokazujemy 48 z 85 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.