motyw literacki
Spotkanie
35fragmentów
13lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Klechdy polskie 5 fragmentów
- Napój cienisty 5 fragmentów
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 5 fragmentów
- Rok 1984 5 fragmentów
- Kwiaty polskie 3 fragmenty
- Potop 3 fragmenty
- Mały Książę 2 fragmenty
- Trzej muszkieterowie 2 fragmenty
- Chłopi, Część druga - Zima 1 fragment
- Chłopi, Część trzecia - Wiosna 1 fragment
- Faraon 1 fragment
- Granica 1 fragment
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Procesja rychło dosięgła krzyża Borynów, za którym tuż zaraz był kopiec, na skraju ziem lipeckich i dworskiego boru. Chłopy już tam stojały kupą w cieniu brzóz wielgachnych, stróżujących przy krzyżu — z dala już odkrywali głowy i oczom kobiet pokazały się lube twarze mężów, ojców, braci a synów utęsknionych; twarze pochudłe, wymizerowane a pełne radości, pełne uśmiechów szczęścia. — Płoszki! Sikory! Mateusz! Kłąb!…
Z podniesioną głową odpowiadała na ludzkie pozdrowienia i szła wśród spojrzeń ciekawych nieulękła, śmiało zaś, choć ze drżeniem, skręciła w Borynowe opłotki. Mój Boże, tylachna czasu nogą tutaj nie stąpiła, a jeno jako ten pies zawsze krążyła z dala i żałośnie, ogarniała też teraz kochającym wzrokiem dom i budynki, płoty i każde drzewko lśniące w osędzieliźnie, a tak pamiętliwe, jakby z jej serca wyrosło, z jej krwi……
Wtem z królewskiej łodzi zatrąbiono i po chwili odpowiedziała trąbka ze statku Ramzesa. Drugi sygnał i — czółno następcy przybiło do wielkiej łodzi faraona. Jakiś urzędnik wezwał Ramzesa. Między statki rzucono cedrowy mostek z rzeźbionymi poręczami i — książę znalazł się wobec ojca. Widok faraona czy burza okrzyków huczących dokoła tak oszołomiły księcia, że nie mógł wypowiedzieć ani słowa.…
Hasło do tego zlotu widm dawała pani Łucja Posztraska, która przybiegała kuchnią najpierwsza, żeby, jak mówiła, trochę dopomóc. Zaraz później schodziły się gromadnie stare przyjaciółki, zapomniane krewne lub tylko rówieśnice. Wypełniały sobą siedzenia kanap i foteli w tym zawsze pustym, rozległym salonie. Zdejmowały niciane czarne rękawiczki i mieszając kawę, łyżeczki zostawiały w filiżankach.…
Patrzał tak długo, aż się i czegoś dopatrzył. Ni mniej, ni więcej, jeno na kole młyńskim ktoś siedzi i z kolei patrzy tak samo, jakby mu się patrzeniem odwzajemniał. To na młyn zerknie, to na stopy Tajemnika spojrzenie z młyna przerzuci. Nie to zdziwiło Tajemnika, że ktoś wbrew zwyczajom ludzkim na kole młyńskim siedzi, jeno to, że mu się patrzeniem tak starannie odwzajemnia.…
Gdy do ubogich przyjdziesz ludzi, Od razu wszyscy są i razem. Ubóstwo płytkim jest obrazem. Bogaci — zawsze w głębi, w głębi, W ramie masywnej i głębokiej, W domyśle, w perspektywie mrocznej. Dalecy są i niewidoczni, Zaszyci w ciszę jak w wojłoki. Idzie się do nich, do bogatych, Po matach miękkich, po włochatych, Po pluszach, po dywanach grząskich, Po śliskich idzie się, po gładkich.…
Wpatrywałem się więc w tę zjawę okrągłymi ze zdziwienia oczami. Nie zapominajcie, że od zamieszkałych terenów dzieliło mnie tysiąc mil. Tymczasem ten chłopczyk nie wydawał się zagubiony ani też nie umierał ze zmęczenia, głodu, pragnienia czy ze strachu. W niczym nie przypominał dziecka, które zabłąkało się na pustyni, tysiąc mil od zamieszkałych terenów.…
Czeka mnie zawsze w twych głębiach udusznych Schadzka ze sobą! I nikt nie wyśledzi Pieszczot, którymi, jak lgnistym snem, bredzi Ciał dwoje, sobie nawzajem posłusznych... Z nich jedno, chłonąc upojeń mgłę białą, Własnym spojrzeniem swą nagość bezwstydzi, A drugie — w lustrze — udaje, że widzi, I tak omdlewa, jak gdyby widziało... Strumieniu, piersi chłodzący mi obie!…
Podróżny długo w oknie stał patrząc, dumając, Wonnymi powiewami kwiatów oddychając. Oblicze aż na krzaki fijołkowe skłonił, Oczyma ciekawymi po drożynach gonił I znowu je na drobnych śladach zatrzymywał, Myślał o nich i, czyje były, odgadywał. Przypadkiem oczy podniósł, i tuż na parkanie Stała młoda dziewczyna... Białe jej ubranie Wysmukłą postać tylko aż do piersi kryje, Odsłaniając ramiona i łabędzią szyję.…
— Stój! — zawołał miecznik. — A kogo to tam wieziecie? Jeden z jeźdźców zwrócił się ku nim: — Pana Kmicica wieziem, który pod Magierowem od Węgrzynów postrzelon. — Słowo stało się ciałem! — zakrzyknął miecznik. Oleńce świat cały zakręcił się nagle w oczach; serce w niej zamarło, piersiom zabrakło oddechu. Głosy jakieś wołały jej w duszy: „Jezusie, Mario!…
…Po chwili skrzypnęły drzwi kościoła. Pastor odjął chusteczkę od zapłakanych oczu, spojrzał i — skamieniał. Za jego wzrokiem podążyła najpierw jedna, potem druga para oczu, aż wreszcie wszyscy odwrócili się i z osłupieniem patrzyli na trzech nieboszczyków, w najlepsze maszerujących gęsiego środkiem kościoła.…
Był późny ranek, kiedy Winston wyszedł ze swojego boksu, żeby udać się do toalety. Z drugiego końca długiego, rzęsiście oświetlonego korytarza nadchodziła jakaś samotna postać; była to ciemnowłosa dziewczyna, na którą natknął się cztery dni wcześniej przed sklepikiem ze starociami. Z bliska zauważył, że jej prawe ramię podtrzymuje temblak. Był tego samego koloru, co kombinezon, dlatego wcześniej go nie dostrzegł.…
— Do diabła!... — rzekł Atos. — Otóż mamy rendez-vous w zupełnie innym rodzaju, niemniej przeto niepokojące. — Udam się na drugie, powracając z pierwszego — odezwał się d'Artagnan — jedno jest na siódmą, drugie na ósmą; będzie czas na wszystko. — Hm!…
…aż tu nagle dłoń na jakąś przegrodę natrafiła, i nie na zwykłą przegrodę, jeno na żywą, bo czuł Dziura że owa przegroda czy to postronić się, czy to umknąć usiłuje. Zanurzył dłoń głębiej w pszenicy i niezwłocznie pochwycił coś, niby sznur jedwabny. Pociągnął za sznur i widzi, że to nie sznur, lecz warkocz złocisty. Pociągnął tedy za warkocz, a tuż za warkoczem głowa się czyjaś z pszenicy wychyla.…
W pokoju gęsto nakłębionym Dymem i «mgłami wyspiańskimi», Co przytaszczyły się z Łazienek Udekorować skromną scenę, W pokoju tłok. Jak śledzi w beczce. Tak tutaj masek, widm, potworów... Zaduszki dziejów, raut upiorów, Roją się, pchają, jeszcze, jeszcze! Rycerze, króle, dziady, wieszcze, Duchy wisielców, męczenników, Ludzie katorżni, ludzie leśni, Echa wystrzałów, modłów, pieśni I cienie łódzkich robotników...
Po przybyciu na Ziemię Mały Książę był bardzo zaskoczony, nie widząc nikogo. Zdążył się już przestraszyć, że pomylił planety, aż tu jakiś pierścieniowaty kształt w kolorze księżyca poruszył się na piasku. — Dobry wieczór — powiedział na wszelki wypadek Mały Książę. — Dobry wieczór — powiedział wąż. — Na jaką planetę spadłem? — zapytał Mały Książę. — Na Ziemię, w Afryce — odparł wąż. — Ach!...…
Zgony liliowe w pustce nad drogą, I nic — i bezbrzeż traw! Do traw bezbrzeży i do nikogo Wołałem: «Zbaw mnie, zbaw!» A szedł przechodzień... Nie wiem, dlaczego Dłonią mi podał znak. Może pomyślał, że to do niego, Do niego wołam tak! A była cisza, jakby świat minął, — Trwał jeszcze słońca brzeg, — A on na ciszę oczami skinął, Zrozumiał coś i rzekł: — «Nie mam ni chleba, ni sił, ni domu! Jak ty, — bez jutra łkam.…
Pan Wojski poznał z dala, ręce rozkrzyżował I z krzykiem podróżnego ściskał i całował. Zaczęła się ta prędka, zmieszana rozmowa, W której lat kilku dzieje chciano zamknąć w słowa Krótkie i poplątane, w ciąg powieści, pytań, Wykrzykników i westchnień, i nowych powitań. Gdy się pan Wojski dosyć napytał, nabadał, Na samym końcu dzieje tego dnia powiadał.
Nagle przed kościołem rozległ się szczęk broni i tętent kopyt końskich. Ktoś krzyknął przed progiem kościoła: „Lauda wraca!" — i wnet w samej świątyni zerwały się szmery, potem gwar, potem coraz głośniejsze wołanie: — Lauda! Lauda! Tłumy poczęły się kołysać, wszystkie głowy zwróciły się naraz ku drzwiom. A wtem zaroiło się we drzwiach i hufiec zbrojny pojawił się w kościele.…
Szedł długim korytarzem w budynku ministerstwa. Prawie dokładnie w tym miejscu, gdzie Julia wsunęła mu do ręki liścik, zorientował się, że tuż za nim idzie ktoś większy od niego. Ta osoba, kimkolwiek była, odchrząknęła, co ewidentnie zapowiadało, że zaraz się odezwie. Winston zatrzymał się raptownie i spojrzał do tyłu. Za nim znajdował się O'Brien.…
— Przyjacielu — rzekł Atos poważnie — pamiętaj, iż tylko z nieboszczykami nie można się spotkać na tej ziemi.
Zamilkł zdumiony Dziura i zamilkła Majka, która do brzegu wraz z łąką pływającą dotarła. Popatrzyli na siebie przez chwilę, jakby dawną znajomość raz jeszcze zawierali i umacniali. Pierwsza przemówiła Majka. — Śpiesz się! Noc krótka, zawsze za krótka! Skocz no z brzegu na moją łąkę, a popłyniemy razem dalej! Nieśpieszno jakoś było Dziurze do udzielonego mu przez Majkę prawa przeskoku z brzegu na łąkę niebywałą.…
W kwiatach spotkały się ich oczy, W kwiatach przecięły się spojrzenia I na hiacyntach, na złocieniach, W jeziorze róż, śród [...] zawiłych Odnajdywały się, gubiły Jego — tropiące, napastliwe, Jej — nieświadome tej pogoni: Patrząca ani myśli o nim, Tylko się wzrokiem w szczęściu pluszcze I woń ubiegłej nocy wchłania, I nurza się w kwitnącym lustrze Swego sennego zakochania.…
Słońce, zagrzęzłe w odmętach wieczoru, Spoza chat czubów i przyłbicy młyna Jeszcze się resztą świateł przypomina Upatrzonemu wśród sadów jezioru... Jezioro barwnym powleka się mrokiem, Co, rozwidniając, nie widzieć pozwala... Z wędrownym błyskiem spotyka się fala Pod umówionym w głębinie obłokiem. Obłok swój bezruch kojarzy z fal ruchem...
Wtem, gałąź wstrząsła się trącona, I pomiędzy jarzębin rozsunione grona Kraśniejsze od jarzębin zajaśniały lica: To jagód lub orzechów zbieraczka, dziewica. W krobeczce z prostej kory podaje zebrane Bruśnice świeże jako jej usta rumiane. Obok młodzieniec idzie, leszczynę nagina: Chwyta w lot migające orzechy dziewczyna.…
…On ze słabości, ze szczęścia i zmieszania nie wiedział sam, co ma mówić, więc wstępując na ganek, powtarzał tylko przerywanym głosem: — A co, Oleńka, a co? Ona zaś obsunęła mu się nagle do kolan. — Jędruś! ran twoich niegodnam całować! Ale w tej chwili wyczerpane siły wróciły rycerzowi, więc porwali ją z ziemi jak piórko i do piersi przycisnął.…
Na zewnątrz rozległ się stukot maszerujących buciorów. Szczęknęły stalowe drzwi. Dziarskim krokiem wszedł do celi młody oficer o bladej, nijakiej twarzy, przywodzącej na myśl woskową maskę. Miał na sobie nieskazitelny, czarny mundur, który lśnił, jakby uszyto go z lakierowanej skóry. Skinieniem głowy nakazał eskorcie strażników wprowadzenie nowego więźnia. Powłócząc nogami, do celi wszedł poeta Ampleforth.…
Z tymi myślami wyszedł z chaty aż hen na drogę i jakby za zrządzeniem Bożym ujrzał idącą naprzeciw młynarzową. Zoczył ją z dala, jak szła, z lekka kołysząc się w biodrach i tęgimi policzkami czerwieniąc się w kurzu, który stopą co chwila nieciła, a nadołkiem spódnicy zagarniała ku sobie.…
I tak gwarząc, szli do dom — tam, gdzie dal i droga, I na skręcie spotkali twarz w twarz — Płaczyboga. Miał Płaczybóg źrenice — dalami posnute, A w źrenicach na przemian — zadumę i smutę. Trącił Maciej Macieja: «Chwila uroczysta Pierwszy przemów do Boga, boś lepszy mówista». — Rzekł Maciej: «Płaczyboże, co płaczesz uboczem, — Chcę Ci mówić o wszystkim, ino nie wiem — o czem! Pochwalona ta z Tobą znajomość bezkresna.…
…I siostrzenicę wszystkim z kolei przedstawia: Naprzód Tadeuszowi, jako krewną bliską. Zosia grzecznie dygnęła, on skłonił się nisko, Chciał coś do niej przemówić, już usta otworzył: Ale spojrzawszy w oczy Zosi, tak się strwożył, Że stojąc niemy przed nią, to płonął, to bladnął; Co było w jego sercu, on sam nie odgadnął. Uczuł się nieszczęśliwym bardzo — poznał Zosię!…
Znów rozległy się kroki. Ponownie otworzyły się drzwi. Do celi wszedł O'Brien. Winston zerwał się na równe nogi. Był w takim szoku, że zupełnie stracił czujność. Pierwszy raz od wielu lat zapomniał o obecności teleekranu. — Was też dopadli! — wykrzyknął. — Dopadli mnie dawno temu — odparł O'Brien z łagodną, niemal smutną ironią. Odsunął się na bok. Do celi wszedł masywnie zbudowany strażnik z czarną pałką w ręku.…
— A ilu was tam jest? — ozwała się niespodzianie dziwożona z wnętrza torby żebraczej. — Trzech! — odpowiedział kulawiec, ukazując bez potrzeby zresztą trzy palce. — Gdy cię z torby na świat wynurzym, poznasz mnie po głosie... — A jak wyglądasz? — spytała dziwożona. — Moja to rzecz, nie twoja! — odparł z przekąsem kulawiec i opryskliwie odwrócił twarz od wora. — A ten drugi, co pociesznym basem gada, jak wygląda?…
I co ja zrobię po śmierci z sobą i z całym światem? — Czy w twych łzach się zazłocę? Czy się we mgle — zniebieszczę? Mrok nieodparty zszedł się w ogrodzie z bezwolnym kwiatem, — Myśmy byli w tym mroku i będziemy tam jeszcze!
Nie mógł jej swej pomocy Tadeusz odmówić: Oczyszczając sukienkę, aż do nóg się zniżył, Usta trafem ku skroniom Telimeny zbliżył — W tak przyjaznej postawie, choć nic nie mówili O rannych kłótniach swoich, przecież się zgodzili; I nie wiedzieć, jak długo trwałaby rozmowa, Gdyby ich nie przebudził dzwonek z Soplicowa — Hasło wieczerzy. Pora powracać do domu, Zwłaszcza że słychać było opodal trzask łomu. Może szukają?…
Widział Julię i nawet z nią rozmawiał. Nie było to niebezpieczne. Instynktownie wiedział, że zupełnie już nie interesowali się jego poczynaniami. Mógłby znów się z nią umówić, gdyby któreś z nich tego chciało. Właściwie wpadli na siebie przypadkiem. Miało to miejsce w parku pewnego podłego, wietrznego, marcowego dnia.…
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.