motyw literacki
Kochanek
109fragmentów
27lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Romeo i Julia 16 fragmentów
- Fraszki 15 fragmentów
- Przedwiośnie 13 fragmentów
- Balladyna 10 fragmentów
- Cierpienia młodego Wertera 10 fragmentów
- Hymny 6 fragmentów
- Ballady i romanse 4 fragmenty
- Chłopi, Część druga - Zima 4 fragmenty
- Lalka 3 fragmenty
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 3 fragmenty
- Zemsta 3 fragmenty
- Chłopi, Część czwarta - Lato 2 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Maryla słodkie miłości wyrazy Dzieliła skąpo w rachubie: Choć jej kto kocham mówił po sto razy Nie rzekła nawet i lubię. Za to więc w Rucie, pod północną chwilę, Kiedy się wszyscy spać kładą, Ja na dobranoc żegnając Marylę, Taką straszyłem balladą.
z egzaltacją O! złote słońce! drzewa ukochane! O! ty strumieniu, który po kamykach Z płaczącym szumem toczysz fale śklane! Rozmiłowane w jęczących słowikach Róże wiosenne! z wami Filon skona! Bo Filon marzył los Endymijona, Marzył, że kiedyś po blasku miesiąca Biała bogini, różami wieńczona, Z niebios błękitnych przypłynie, i drżąca Czoło pochyli, a koralowemi Ustami usta moje rozpłomieni. Ach! tak marzyłem!…
Prawił kieby ksiądz na spowiedzi, wypominając jej Antka, wójta i już najbarzej Jasia. Prosił i zaklinał na wszystkie świętości, by się opamiętała i zaczęła żyć inaczej. Odwróciła zesromaną twarz, oblały ją palące ognie wstydu, a serce spięło się męką, ale kiej spomniał Jasia, podniesła hardo głowę. — A cóż to złego z nim wyrabiam, co?…
…Tereska, opamiętaj się, miejże rozum, ozorów złych nie utniesz... Jasiek wróci, to się i tak dowie. Pomiarkuj, parobek na miesiąc, a mąż na całe życie! Dobrze ci radzę. — Co wy powiedacie? Co? — bełkotała, niby nie rozumiejąc. — Nie udawaj głupiej, wszyscy wiedzą o was. Mateusza odpraw, póki czas, to Jasiek nie uwierzy. Stęsknił się do ciebie, łacno wmówisz, co ino zechcesz.…
Jaguś wychodziła do niego niechętnie, pod strachem zawdy, bo jakby w niej do cna struchlało kochanie po mężowych basałykach, od czego nosiła jeszcze bolące ślady, ale zarówno bojała się Antka, gdyż zapowiedział groźnie, że jeśli nie wyjdzie do niego na każde zawołanie, to on w biały dzień, przy wszystkich, przyjdzie do chałupy i spierze ją jeszcze lepiej od Boryny.…
— Zobaczę ją! — wołam budząc się rankiem i spoglądając radośnie na słońce. — Zobaczę ją! — Na cały dzień nie mam pragnień innych. Wszystko, wszystko skupia się w tej nadziei.
…Waleryjo! ty przecież spomiędzy ziemianek Zazdrości godna! Ciebie ubóstwiał kochanek, O którym inna próżno całe życie marzy, Którego rysów szuka w każdej nowej twarzy, I w każdym nowym głosie nadaremnie bada Tonu, który jej duszy brzmieniem odpowiada. Bo ich twarze tchną głazem, jak Meduzy głowa, Nad słotny deszcz jesienny zimniejsze ich słowa!…
Ciebie zła lwica w ogromnej jaskini Nie urodziła, moja gospodyni, Ani swym mlekiem tygrys napawała; Gdzieżeś się wżdy tak sroga uchowała, Że nie chcesz baczyć na me powolności Ani mię wspomóc w mej wielkiej trudności? O którą samażeś mię przyprawiła, Że chodzę mało nie tak jako wiła. Wprawdzie żeć się już nie wczas odejmować; Ja ciebie muszę rad nierad miłować.…
Jej także nie obiecywał nic. Ale jednak powiedział, że wróci. Stali o jakimś ciepłym zmroku w ogrodzie, za szpalerem cobei, kwitnącej zielonymi, niepachnącymi kwiatami. Zachowywała się tak, jak gdyby on ją kochał. Dlaczego była taka ufna, pozbawiona wszelkiego instynktu niebezpieczeństwa? Garnęła się do niego, można powiedzieć, że sama szła mu w ręce. Zanim wyjechał z Boleborzy, została jego kochanką.
Po co Ci, bogów wybrańcze, dla ludzkiej ginąć nędzy? Szczęściem ma warga się śmieje, scałuj to szczęście co prędzej. Spójrz uśmiechniętą źrenicą w tę wiecznie kwitnącą wiosnę, gdzie w kłębach ciał obnażonych gra opętanie miłosne. Gdzie mi najpierwsi młodzieńce obiodrza ściągają z ciała — wszystkich, jak owad, odpędzę, Ciebiem jednego wybrała!
Droga! gdybym pałace mógł nazad odzyskać Jedną łzą twoją, nie chcę, abyś łzę wylała.
„Kochanek wszystko wybaczy kochance, wyjąwszy drugiego kochanka..." — Niekiedy trzeba wybaczyć trzech albo czterech!... — odezwał się ze śmiechem siedzący obok niego Francuz. Wokulski uczuł brak powietrza, zdawało mu się, że ziemia rozstępuje się pod nim i sufit upada na niego.…
…Zadawałem sobie pytanie, czy ona jest pewna, że coś poza Patusanem istnieje? Jakie sobie wytworzyła pojęcie o świecie — nikt nie zdołałby zbadać; znała tylko jedną zdradzoną kobietę i słyszała o sprawcy jej nieszczęścia. Kochanek jej, obdarzony niewypowiedzianym urokiem, również przybył z tamtego świata. Cóż się z nią stanie, jeżeli on powróci do tych niepojętych sfer domagających się zawsze powrotu swych dzieci?…
— Kuzynko — zaczął — czy nie cofniesz tych słów, które tylko co powiedziałaś?... Zupełnie i nigdy! Więc o przeszłości zapomniałaś zupełnie i nigdy niczym dla mnie nie będziesz... nawet przyjaciółką... siostrą? Ależ ja nie mogę... Osłupiała zrazu, oblana gorącem jego słów i wzroku, prędko jednak i ruchem gwałtownym rękę swą z dłoni jego wyrwała. — Czego chcesz ode mnie? — zawołała.…
Znój mu wargi przynaglił. Znój, na pewno znój! Szedł do niej po ciemnościach, jak wicher po łanie! Kto ma oczy — niech widzi! Był ich cały trój: On i barłóg, i ona I wyrychlił ramiona, By ją porwać na trwałe wbrew światu kochanie! Biel jej ciała przywłaszczał. Biel, na pewno biel! A chłonęła go w siebie ciszkiem jak mogiła.…
Obudź się, urodziwa moja. — Grzmot słychać. Nuż, odpowiedzcie żyjącemu Bogu — wznieście pieśni wasze — chodźcie za mną wszyscy, wszyscy, jeszcze raz obejdziem i zdepcem świątynię umarłego Boga. — A ty podnieś głowę — powstań i obudź się. Pałam miłością ku tobie i Bogu twemu, światu całemu miłość rozdam moją — płonę — płonę.
Telimena sprawuje obowiązki pani, Wita wchodzących, sadza, rozmową zabawia, I siostrzenicę wszystkim z kolei przedstawia: Naprzód Tadeuszowi, jako krewną bliską. Zosia grzecznie dygnęła, on skłonił się nisko, Chciał coś do niej przemówić, już usta otworzył: Ale spojrzawszy w oczy Zosi, tak się strwożył, Że stojąc niemy przed nią, to płonął, to bladnął; Co było w jego sercu, on sam nie odgadnął.…
— Co mnie i tobie, niewiasto? — pyta się jej z dobrotliwą mądrością życie. — Tyś już jest popiół, nie tylko jako ciało i krew, nie tylko jako piękność, nie tylko jako wspomnienie żywe piękności, ale popiół jako uczucie, a jam jest młodość, siła i żądza. Nic nie trwa wiecznie. Ostatni jeszcze przyjdzie wiatr i ostatnią garstkę popiołu uczuć w nicość rozwieje.
Pani Laura otworzyła sama drzwiczki karety i jak ptak wionęła do bielejącego wnętrza. Już mrok zapadał i stary furman zapalił był świece w latarniach obok kozła. Cezary, zaproszony uprzejmym gestem pani Kościenieckiej, wsunął się do karety. Mała, miękka dłoń pomogła mu podnieść się na stopień. Bez wahania, bez zwłoki przywarł ustami do tej ręki.…
A właśnieś chybił. Niczym tu kołczany Kupida; ona ma naturę Diany; Pod twardą zbroją wstydliwości swojej Grotów miłości wcale się nie boi; Szydzi z nawału zaklęć oblężniczych; Odpiera szturmy spojrzeń napastniczych; Nawet jej złota wszechwładztwo nie zjedna. Bogata w wdzięki, w tym jedynie biedna, Że kiedy umrze, do grobu z nią zstąpi Całe bogactwo, którego tak skąpi.
Wychodzisz na świat, Janie. Przy zaczęciu drogi Żądasz zdania mojego i wiernej przestrogi; Dam, na jaką się może zdobyć moja możność, W krótkich ją słowach zamknę: miej, Janie ostrożność! Wchodzisz na świat. Krok pierwszy stawić nie jest snadno, Zewsząd cię zbójcy, zdrajcy, filuty opadną; Zewsząd łowcy przebiegli, kształtną biorąc postać, Będą czuwać, jak by cię w sidła swoje dostać; Wpadniesz, jeśli się pierwej……
Tak daleki, tak różna wabi mię ponęta; Dlaczegoż roztargniony wzdycham bez ustanku Do téj, którą kochałem w dni moich poranku? Ona w lubéj dziedzinie, która mi odjęta, Gdzie jéj wszystko o wiernym powiada kochanku, Depcąc świeże me ślady czyż o mnie pamięta?
— „Stój, stój, odpowie, hardy młokosie, Pomnę, co ojciec rzekł stary; Słowicze wdzięki w mężczyzny głosie, A w sercu lisie zamiary. Więcej się waszej obłudy boję, Niż w zmienne ufam zapały; Możebym prośby przyjęła twoje: Ale czy będziesz mnie stały?" — Chłopiec przyklęknął, chwycił w dłoń piasku, Piekielne wzywał potęgi, Klął się przy świętym księżyca blasku... Lecz czy dochowa przysięgi?…
Zresztą nie ukrywaliśmy przed naszymi czytelnikami stanu majątkowego d'Artagnana. Nie był on milionerem bynajmniej. Wprawdzie nie brakło mu nadziei zostania nim w przyszłości, lecz czas, który oznaczył sobie na tę szczęśliwą przemianę, dość był jeszcze daleki. A co za rozpacz widzieć ukochaną kobietę pragnącą tysiąca drobnostek składających się na jej szczęście i nie mieć możności ich dostarczenia.…
Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała, A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni, Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni Owoce, przepojone wonią twego ciała. I stały się maliny narzędziem pieszczoty Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie, I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.…
Żeby mi tak rzekła która, sercem już dysponująca, tak po prostu: „no, chcę ciebie", jak jaka wiejska dziewczyna... To niby ja ta dziewczyna, ja oświadczyć się mająca? Skądże taka pewna mina? Wcale insze miałem plany jeźlim plany miał w ogóle — chciałem coś powiedzieć czule, chciałem zapukać w serduszko, coś usłyszeć, coś podsłuchać: jak się to tam musi ruchać, jak się to tam musi palić — ?!…
Bliskie nasze pomieszkania, Bliższe serca — ach, a przecie Tak daleko na tym świecie. Jakież nowe dziś żądania Chmurzą jasność twego czoła? Nigdyż granic, nigdyż miary — Nicże wstrzymać cię nie zdoła, Nawet miłość twojej Klary? Widzieć ciebie jedną chwilę, Potem spędzić godzin tyle Bez twych oczu, twego głosu — I mam chwalić hojność losu?…
Wtem leci rękawiczka z krużganków pałacu, Z rączek nadobnej Marty, Pada między tygrysa i między lamparty Na środek placu. Marta z uśmiechem rzecze do Emroda: «Kto mię tak kocha, jak po tysiąc razy Czułemi przysiągł wyrazy, Niechaj mi teraz rękawiczkę poda». Emrod przeskoczył zapory, Idzie pomiędzy potwory, Śmiało rękawiczkę bierze.…
…a przekonam ciebie, Że smutek serca... Niechaj cię pogrzebie, Mdława istoto. Nic niech nic zabije; A twój grobowiec zamknie nic. O luba! Nieznaleziony twój obraz pokazując na serce tu żyje! Nieznalezienie gorsze niźli zguba; Jam cię nie znalazł, a widzę przed sobą! Idę do lasu, gdzie będę sam — z tobą... Błogosławiony wyobraźni cudzie, Ty mnie ocalasz!
— Powiedziały mu o wszystkim! Śmierci bym się była prędzej spodziała niźli jego powrotu. Byłam u księżego lnu... Przylatuje któraś i powiada... Dziw trupem nie padłam... Szłam jak na śmierć... Nie było cię doma... Poszłam cię szukać... Nie było cię we wsi... Kołowałam z godzinę, ale musiałam iść... Wchodzę do chałupy... A on stoi na środku blady kiej ściana... Skoczył do mnie z pięściami... O prawdę pyta...…
To i nie dziwota, że z tego wszystkiego garnęła się do Antka, choć go miłowała jakby jeno ze strachu i rozpaczy, bo wtedy, po onej nocy strasznej, po ucieczce do matki cosik pękło w niej i pomarło, że się już nie wyrywała do niego całą duszą jak przódzi, nie biegła na każde zawołanie z bijącym sercem a radością, a jeno szła jakby z musu niewolenia, a i bez to, że w chałupie źle było i nudno, a i bez to, że na złość……
Nieraz postanawiałem już nie widywać jej tak często. Ale jakże trudno dotrzymać? Codziennie ulegam pokusie i codziennie przyrzekam święcie, że jutro się nie pokażę. Kiedy zaś nadejdzie owo jutro, jawi się nagle nieodzowna konieczność i nim się spostrzegę, jestem znów u niej. Zdarza się, że ona powiada wieczorem: — Wszakże się zobaczymy jutro! — I jakże mogę nie iść?…
Myśliwy, Równej jak ty ochoty, większej trochę mocy. Obadwa polujemy, chociaż ty w poranki Jedziesz na świat, ja łowy rozpoczynam w nocy, Ty czyhasz na zwierzęta, a ja — na kochanki.
Co mi Sybilla prorokuje ninie? „Źle trzem — powiada — o jednej pierzynie." Znać, Stanisławie, że się ta pieśń była Mym towarzyszom dobrze w głowę wbiła. Bom ja sam jeden został z tej drużyny, Co pociągali na się tej pierzyny. Oni już tylko legają po parze, Ja przedsię ziębnę samotrzeć do zarze.
Czym wam zapłacę? Ha! prawda! Któż pierwszy rękę mi poda? Jeszcze-ć się wznosi me łono, jeszczem-ci piękna i młoda! Ciebie pierwszego obejmę, pierwszym całunkiem obdarzę! Jak nam zadrgają wargi! Jak spłomienieją twarze! W przedziwnie miękkich kędziorach włos ci na barki spływa — była li kiedy rozkosz ach! tak gorąca?! tak żywa?!...…
— Panno Ewelino!... Panno Ewelino!... — wołał baron już znacznie dalej. „Słowik wabi samiczkę — myślał Wokulski. — Właściwie jednak, czy można absolutnie potępiać nawet tę kobietę?... Sama przyznaje głośno, że nie ma charakteru, a po cichu — że trzeba jej pieniędzy, których nie posiada i bez których, jak ryba bez wody, żyć nie potrafi. Więc cóż ma robić?... Wychodzi nieszczęśliwa bogato za mąż.…
— Na Jowisza! — pan wie, to rzecz poważna — do kpin się nie nadaje! — szepnął pośpiesznie Jim, gdym stanął po raz pierwszy na progu ich domu. Tak, w romansie ich nie było miejsca na żarty; wśród nieszczęść życiowych zamienili przysięgi jak rycerz z dziewicą na nizinach nawiedzanych przez duchy. Światło gwiazd im wystarczało, światło tak słabe, iż nie mogło cieniom nadać kształtów i wskazać przeciwnego brzegu rzeki.
Tadeusz też posępny, nic nie jadł, nic nie pił, Zdawał się słuchać rozmów, oczy w talerz wlepił; Telimena mu leje wino, on się gniewa Na natrętność; pytany o zdrowie — poziewa. Ma za złe (tak się zmienił jednego wieczora), Że Telimena zbytnie do zalotów skora; Gorszy się, że jej suknia tak wcięta głęboko, Nieskromnie — a dopiero, kiedy podniósł oko! Aż przeląkł się; bystrzejsze teraz miał źrenice.…
…Siedział skulony na swej kanapie i przechodził istne tortury głupiego niepokoju. A nuż ten Barwicki będzie w tym saloniku czegoś szukał... A nuż ta starsza jejmość... W istocie kroki czyjeś zbliżyły się do drzwi biblioteki. Weszła pani Laura. Uśmiechnęła się radośnie zobaczywszy tajnego gościa. Rzekła głośno: — Palą tu zawsze lampę bez potrzeby! Szybko przysunęła się do stołu i zdmuchnęła lampę.…
Gdyby rzetelny mój wzrok tak fałszywe Miał dać świadectwo, łzy, stańcie się żarem! Wy, zalewane wciąż, a jeszcze żywe Przezrocza, spłońcie pod kłamstwa nadmiarem! Zatrzeć jej wdzięki! Nigdy wszechwidzące Równej piękności nie widziało słońce.…
Wychodzisz na świat, Janie. Przy zaczęciu drogi Żądasz zdania mojego i wiernej przestrogi; Dam, na jaką się może zdobyć moja możność, W krótkich ją słowach zamknę: miej, Janie ostrożność! Wchodzisz na świat. Krok pierwszy stawić nie jest snadno, Zewsząd cię zbójcy, zdrajcy, filuty opadną; Zewsząd łowcy przebiegli, kształtną biorąc postać, Będą czuwać, jak by cię w sidła swoje dostać; Wpadniesz, jeśli się pierwej……
— A pan powróciłeś, nieprawdaż? — mówił dalej Bonacieux, przybierając najzłośliwszy wyraz twarzy, jaki mógł. — Taki piękny chłopiec jak pan nie dostaje długiego urlopu od kochanki.
Marysia, Widmo Miałem ci być poślubiony, moja ślubna ty. Bywałeś mój narzeczony, przyrzekałeś mi. Byłaś dla mnie słońce złote, w moim domku zimno mnie. Mróz jakisi od wos wionie, zimnem ubiór dmie. Ogniem, żarem lico płonie, zaś krew w tobie wre. Miałam ci być poślubiona i mój ślubny ty. Maryś, Maryś, narzeczona, długie moje sny. Ka ty mieszkasz, kaś ty jest?…
Gdzież suplikant? — O cóż prosi? z niskim ukłonem Tu jest natręt. Ty młodzianie? jeszcze nachylony Zbyt się winnym może stanie, Iż tak śmiało wzrok podnosi... Ha! Co widzę! po krótkim milczeniu Anna! Wacław! z pomieszaniem Nie wiem wprawdzie... To spotkanie!... Ty więc jesteś Podstoliną? Nie wiedziałżeś? jak wprzódy Przed godziną... na stronie Co tu mówić! — z jakiej roli?…
Od dworu, spod lasa, z wioski, Smutna wybiega dziewica, Rozpuściła na wiatr włoski I łzami skropiła lica. Przybiega na koniec łączki, Gdzie w jezioro wpada rzeka; Załamuje białe rączki I tak żałośnie narzeka: „O wy, co mieszkacie w wodzie, Siostry moje, Świtezianki, Słuchajcie w ciężkiej przygodzie Głosu zdradzonej kochanki.…
Jaki wybór trudny! Starsza jak śniegi — u tej warkocz cudny Niby listkami brzoza przyodziana; Ta z alabastrów — a ta zaś różana — Ta ma pod rzęsą węgle — ta fijołki — Ta jako złote na zorzy aniołki, A ta zaś jako noc biała nad rankiem. Więc jednej mężem — drugiej być kochankiem; Więc obie kochać, a jedną zaślubić? Lecz którą kochać? którą tylko lubić?...
— Dyć czekam na cię z godzinę — szepnął z wymówką. — Mogłeś nie czekać, kiej ci było gdzie indziej potrza — burknęła niechętnie rozglądając się dokoła, noc bowiem była dość widna, deszcz ustał, ino zimny, suchy wiatr pociągał od lasów i z szumem bił w sady. Przygarnął ją do siebie mocno i zaczął całować po twarzy. — Gorzałka jedzie od ciebie kiej z kufy! — szepnęła odchylając się z obrzydzeniem.…
…Była to młoda istota, wzrosła pośród ciasnego kręgu zajęć domowych i pracy z góry na tydzień unormowanej. Nie znała ona innych rozrywek i uciech, jak ustrojenie się w co mogła i pospacerowanie w niedzielę po mieście; czasem potańczyła przy okazji w jedno z większych świąt, lub przegawędziła ze sąsiadką godzinkę, roztrząsając jakąś kłótnię, czy obmowę.…
Pokazujemy 48 z 109 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.