motyw literacki
Poeta
103fragmenty
24lektury
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Wesele 20 fragmentów
- Nie-Boska komedia 12 fragmentów
- Napój cienisty 10 fragmentów
- Fraszki 8 fragmentów
- Quo vadis 8 fragmentów
- Dziady, część III 6 fragmentów
- Trzej muszkieterowie 6 fragmentów
- Kwiaty polskie 4 fragmenty
- Boska Komedia 3 fragmenty
- Konrad Wallenrod 3 fragmenty
- Satyry 3 fragmenty
- Bajki i przypowieści 2 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Widząc w wodzie robaka rybka jedna mała, Że go połknąć nie mogła, wielce żałowała. Nadszedł szczupak, robak się przed nim nie osiedział, Połknął go, a z nim haczyk, o którym nie wiedział. Gdy rybak na brzeg ciągnął korzyść okazałą, Rzekła rybka: «Dobrze to czasem być i małą».
…Choć jeden uczonek Mieni, że pochodziła z kraju Amazonek; Ale ja mu zarzucam fałsz w kroniki nocie I dowodzę dowodem, i topię go w błocie. Obaczycie go piórem zabitego w trunie. Cóż powiadasz na piorun? Sądzę o piorunie, Że kiedy burza bije, trzeba bić we dzwony, Że gałązka laurowa lepsza od korony, Bo w laur piorun nie bije ani głowie szkodzi. Czy jesteś tego pewny?…
Z prostego toru w naszych dni połowie Wszedłem w las ciemny; jaka gęstwa dzika, Jakie w tym lesie okropne pustkowie, Żyjący język tego nie wypowie; Wspomnienie gorzkie i zgrozą przenika, Śmierć odeń gorzką nie więcej być może. Lecz o pomocach mówiąc dobroczynnych, Jakie spotkałem, zszedłszy w to rozdroże, Powiem, com widział, wiele rzeczy innych. Jak w ten las wszedłem, przypomnieć nie mogę.…
Coś ty Italii zrobił, Alighieri, Że ci dwa groby stawi lud nieszczery, Wygnawszy pierwej?
Mam być wolny — tak! nie wiem, skąd przyszła nowina, Lecz ja znam, co być wolnym z łaski Moskwicina. Łotry zdejmą mi tylko z rąk i nóg kajdany, Ale wtłoczą na duszę — ja będę wygnany! Błąkać się w cudzoziemców, w nieprzyjaciół tłumie, Ja śpiewak — i nikt z mojej pieśni nie zrozumie Nic — oprócz niekształtnego i marnego dźwięku.…
Wiesz, coś mi winien; miejże się do taszki, Bo cię wnet włożę, Jóstcie, między fraszki!
O dzieci, jaka na Litwę sromota! Żaden mi, żaden nie przyniósł obrony, Gdy od ołtarza, stary wajdelota, Byłem w niemieckich kajdanach wleczony... Samotny, w obcej ziemi zestarzałem; Śpiewak, niestety! śpiewać nie mam komu
Ja wam zapał poety na nici rozprzędę, Wy śmiejcie się z zapału mego towarzysza... Kto on? — do tureckiego podobny derwisza; Owe siedem lichtarzy, jest to siedem grodów, Stoi wśród siedmiu złotem nalanych narodów, Wygnaniec. — A włos czarny w siwość mu zamienia Nie wiek, ale zgryzota... W oczach blask natchnienia, W ręku gwiazdy...…
Mgiełkami złudy opływana Jak sen o Wenus snem o fali. Co chwila topniejąca w dali I o brzeg życia rozbijana W rozbryzgi piany i konwalii (Konwalią bowiem upłynnioną Kipiała białośnieżna piana), Jeszcze sekunda — a upiorna: Tak niemożliwa, nieprawdziwa, Wymykająca się, oporna Spragnionym oczom, trudna słowom — Siedziała święta i pozorna I jadła babkę śmietankową. «Pół czarnej, panie Madaliński!…
„Zmarnowaliście życie moje... Zatruliście dwa pokolenia!... — szepnął. — Oto skutki waszych sentymentalnych poglądów na miłość." Złożył książkę i cisnął nią w kąt pokoju, aż rozleciały się kartki. Książka odbiła się od ściany, spadła na umywalnię i ze smutnym szelestem stoczyła się na podłogę. „Dobrze ci tak! tam twoje miejsce... — myślał Wokulski.
Czytam Ludwikę Ackermann. Ona mówi w pewnym miejscu, że kobieta pisząca poezje jest śmieszna. Zdaje mi się, że ma rację. Dlaczego? Poezja jest to szczery głos duszy ludzkiej, wybuch pewnej formy namiętności. Ten rzut ducha musi być walką o rzeczy nowe, głoszeniem tajemnic nieznanych. Kobieta dotychczas za twórcę uważać się nie ma prawa.…
Zaroiło się w sadach od tęcz i zawieruch — Z drogi! — Idzie poeta — niebieski wycieruch! Zbój obłoczny, co z światem jest — wspak i na noże!
Gwiazdy wokoło twojej głowy — pod twoimi nogi fale morza — na falach morza tęcza przed tobą pędzi i rozdziela mgły — co ujrzysz, jest twoim — brzegi, miasta i ludzie tobie się przynależą — niebo jest twoim — chwale twojej niby nic nie zrówna. — Ty grasz cudzym uszom niepojęte rozkosze.…
Ledwo rumianopalca rankiem błysła Zorza, Święta moc Alkinoja porwała się z łoża. Wstał i Odysej, grodów burzyciel on gracki, I obaj z Alkinojem szli na plac feacki W niewielkiej od okrętów leżący oddali; Tam na gładkich kamieniach obaj posiadali. Atenea tymczasem i chwili nie traci. Gród przebiega w keryksa dworskiego postaci, Przemyślna, chcąc zapewnić powrót Odysowi. Kogo spotka, każdemu takie słowo powie: „Nuże!…
O, gdybym kiedyś dożył tej pociechy, Żeby te księgi zbłądziły pod strzechy; Żeby wieśniaczki kręcąc kołowrotki, Gdy odśpiewają ulubione zwrotki O tej dziewczynie, co tak grać lubiła, Że przy skrzypeczkach gąski pogubiła, O tej sierocie, co piękna jak zorze, Zaganiać ptastwo szła w wieczornej porze: Gdyby też wzięły wieśniaczki do ręki Te księgi proste jako ich piosenki!...
Powstał w mej duszy wprost szaleńczy plan, Plan, który można przyrównać herezji: Niechaj się dzisiaj dowie wszelki stan, Co ja właściwie sądzę... o poezji. Jakie w tej sprawie «przekonania» mam, Jak brzmią zasady tej mojej «teorii», Niech słucha mędrzec i niech słucha cham Teoretycznej mej fantasmagorii! Będą te słowa jak taneczny krok! Będą — jak złota do Stolicy droga!…
— Czy chcesz posłuchać? — spytał Petroniusz. — Jeśli to twój utwór, chętnie! — odpowiedział Winicjusz — ale jeśli nie, wolę rozmawiać. Poeci łapią dziś ludzi na wszystkich rogach ulic. — A jakże. Nie przejdziesz koło żadnej bazyliki, koło termów, koło biblioteki lub księgarni, żebyś nie ujrzał poety gestykulującego jak małpa. Agryppa, gdy tu przyjechał ze Wschodu, wziął ich za opętanych. Ale to teraz takie czasy.…
Im wyżej, tym widoczniej; chwale lub naganie Podpadają królowie, najjaśniejszy panie! Satyra prawdę mówi, względów się wyrzeka. Wielbi urząd, czci króla, lecz sądzi człowieka. Gdy więc ganię zdrożności i zdania mniej baczne, Pozwolisz, mości królu, że od ciebie zacznę. Jesteś królem, a czemu nie królewskim synem? To niedobrze; krew pańska jest zaszczyt przed gminem.…
Lubię poglądać wsparty na Judahu skale, Jak spienione bałwany, to w czarne szeregi Ścisnąwszy się, buchają, to jak srébrne śniegi W milionowych tęczach kołują wspaniale. Trącą się o mieliznę, rozbiją na fale, Jak wojsko wielorybów, zalegając brzegi, Zdobędą ląd w tryumfie, i na powrót zbiegi, Miecą za sobą muszle, perły i korale. Podobnie na twe serce, o poeto młody!…
Korepetytor na stancji „Przepiórzycy", pan Wiktor Alfons Pigwański, był uczniem klasy siódmej, a zarazem gimnazjalnym i poniekąd, dzięki nieobecności innego, miejskim, ogólnoklerykowskim poetą. Był to młodzieniec szczupły, mizerny, krostowaty, zawsze niedbale odziany i usiłujący zapuścić długie włosy, bez względu na surowe kary szkolne.…
Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami; Nigdy mi, kto szlachetny, nie był obojętny: Dziś was rzucam i dalej idę w cień — z duchami, A jak gdyby tu szczęście było, idę smętny. Nie zostawiłem tutaj żadnego dziedzica Ani dla mojej lutni, ani dla imienia: Imię moje tak przeszło, jako błyskawica, I będzie, jak dźwięk pusty, trwać przez pokolenia.…
— A zresztą — mówił dalej Aramis, szczypiąc się w ucho, aby zróżowiało, jak trząsł rękami, ażeby zbielały — a zresztą, na ten temat ułożyłem wiersz, który w zeszłym roku przedstawiłem panu Voiture, a podobał mu się nieskończenie. — Wiersze! — wyrzekł jezuita z pogardą. — Wiersze! — powtórzył proboszcz bezmyślnie. — Powiedzże je, powiedz — zawołał d'Artagnan — to nas cokolwiek rozerwie.…
…Słuchaj — bo to są najlepsi poeci. Gwiazdy błękitne, kwiateczki czerwone Będą ci całe poemata składać. Ja bym to samo powiedział, co one, Bo ja się od nich nauczyłem gadać; Bo tam, gdzie Ikwy srebrne fale płyną, Byłem ja niegdyś, jak Zośka, dzieciną.
Żeby mi tak rzekła która, sercem już dysponująca, tak po prostu: „no, chcę ciebie", jak jaka wiejska dziewczyna... To niby ja ta dziewczyna, ja oświadczyć się mająca? Skądże taka pewna mina? Wcale insze miałem plany jeźlim plany miał w ogóle — chciałem coś powiedzieć czule, chciałem zapukać w serduszko, coś usłyszeć, coś podsłuchać: jak się to tam musi ruchać, jak się to tam musi palić — ?!…
Był młody, który życie wstrzemięźliwie pędził; Był stary, który nigdy nie łajał, nie zrzędził; Był bogacz, który zbiorów potrzebnym udzielał; Był autor, co się z cudzej sławy rozweselał; Był celnik, który nie kradł; szewc, który nie pijał; Żołnierz, co się nie chwalił; łotr, co nie rozbijał; Był minister rzetelny, o sobie nie myślał; Był na koniec poeta, co nigdy nie zmyślał. — A cóż to jest za bajka?…
Huk tak potężny sen mi spłoszył z powiek, Chwiałem się cały z wrażeniem niemiłem, Jak nagle ze snu przebudzony człowiek. Wstałem i we śnie wypoczętym okiem Wodziłem wkoło, badając, gdzie byłem. Byłem nad brzegiem otchłani boleści, Z której bez końca zgiełk zmieszanej treści Huczał jękami, westchnieniem głębokiem, Jako huk grzmotów daleki i długi.…
Wierzę, bo Tomasz mówił, żeś ty śpiewak wielki, Kocham cię, boś podobny także do butelki: Rozlewasz pieśń, uczuciem, zapałem oddychasz, Pijem, czujem, a ciebie ubywa — usychasz.
Jesliby w moich książkach co takiego było, Czego by się przed panną czytać nie godziło, Odpuść, mój Mikołaju, bo ma być stateczny Sam poeta, rym czasem ujdzie i wszeteczny.
Jak zwyciężony rycerz na igrzysku Zachowa życie, ale cześć utraca; I dni wzgardzone wlekąc w pośmiewisku, Znowu do swego zwycięzcy powraca, I raz ostatni wytężając ramię, Broń swą pod jego stopami rozłamie: Tak mię ostatnia natchnęła ochota. Jeszcze do lutni ośmieliłem rękę: Niech wam ostatni w Litwie wajdelota Nuci ostatnią litewską piosenkę
Czemu twoje wyrazy tak brzęczą i huczą? Gadaj ciszej... Czy jakiej nie umiesz modlitwy? Umiem jedną, co ludzi popycha do bitwy. Nie chcę... za głośna będzie, a może bezbożna? To modlitwa turecka, jak księżyc dwurożna, Jednym rogiem zabija wroga, drugim siebie... Wszak potrzeba bić wrogów? Wiem o tej potrzebie... Naród ginie, dlaczego?…
W nienazwanym, zanim je nazwę, Dłubię jak monter w ścianie. Ciągnę w mroku druty żelazne, Ciągnę druty miedziane. Jedną sprawę ten wiersz utwierdza, Jednym blaskiem się złoci: Sławię techników miłosierdzia, Elektromonterów dobroci! Neonową zorzą arktyczną Świecę, slogan-reklama: «Instalujcie, jak elektryczność, Miłosierdzie w mieszkaniach!»
„Jeżeli poezja zatruła twoje życie, to któż zatruł ją samą? I dlaczego Mickiewicz, zamiast śmiać się i swawolić jak francuscy pieśniarze, umiał tylko tęsknić i rozpaczać? Bo on, tak jak i ja, kochał pannę wysokiego urodzenia, która mogła stać się nagrodą nie rozumu, nie pracy, nie poświęceń, nawet nie geniuszu, ale... pieniędzy i tytułu..." „Biedny męczenniku! — szepnął Wokulski.…
…Znowu opłakana kwestia kobieca. Roztrząsał ją (przeważnie za pomocą zwycięskich aforyzmów) poeta Br. Dla niego ta kwestia „nie istnieje". Któż broni kobiecie robić, co jej się żywnie podoba? Chce się uczyć, to się uczy, chce działać jak mężczyzna, wolno jej i to... Ze swej strony poeta Br. „ośmielał się twierdzić", że białogłowa powinna korzystać z praw przysługujących jej, ale przeważnie w zakresie etyki...…
Zaroiło się w sadach od tęcz i zawieruch — Z drogi! — Idzie poeta — niebieski wycieruch! Zbój obłoczny, co z światem jest — wspak i na noże! Baczność! — Nic się przed takim uchronić nie może! Słońce — w cebrze, dal — w szybie, świt — w studni, a zwłaszcza Wszelkie dziwy zza jarów — prawem snu przywłaszcza. Rad Boga między żuki wmodlić — do zielnika, Gdzie się z listem miłosnym sam jelonek styka!...…
Jerzy Stanisławie, przyjmujesz olej święty? Przyjmuję. — Patrzcie, wstała i stąpa, jak gdyby we śnie. — Roztoczyła ręce przed się i chwiejąc się idzie ku synowi. — Co mówicie! — Podajmy jej ramię, bo zemdleje. — Jerzy Stanisławie, wyrzekasz się Szatana i pychy jego? Wyrzekam się. — Cyt — słuchajcie. — kładąc dłonie na głowie dziecięcia Gdzie ojciec twój, Orcio? — Proszę nie przerywać.…
Na to znów chromy bożek: „A, to inna sprawa. Nie ufać słowu nie mam ni czoła, ni prawa". Rzekłszy to Hefajst pęta zdjął z nich rąk swych siłą. A oni zmiarkowawszy, że pęto zwolniło, Wyskoczyli wraz z łoża. Ares w trackie kraje Pognał, ona do Cypru, tam, w pafijskie gaje, Gdzie ma wonny żertwiennik, leci uśmiechnięta. Tam ją kąpią Charyty, tam ją maści święta Oliwa, jaką bogi maszczą się wieczyste.…
Tak za dni moich przy wiejskiej zabawie, Czytano nieraz pod lipą na trawie Pieśń o Justynie, powieść o Wiesławie; A przy stoliku drewnianym pan włodarz Albo ekonom, lub nawet gospodarz, Nie bronił czytać i sam słuchać raczył, I młodszym rzeczy trudniejsze tłumaczył, Chwalił piękności, a błędom wybaczył.…
…Ale w tej chwili nakazano ciszę, albowiem cezar powstał. Śpiewak Diodor podał mu lutnię z rodzaju zwanych delta, drugi, Terpnos, który miał mu towarzyszyć w graniu, zbliżył się z instrumentem zwanym nablium, Nero zaś, oparłszy deltę o stół, wzniósł oczy w górę i przez chwilę w triclinium zapanowała cisza przerywana tylko szmerem, jaki wydawały spadające wciąż z pułapu róże.…
Na co pisać satyry? Choć się złe zbyt wzniosło, Przestańmy. Świat poprawiać — zuchwałe rzemiosło. Na złe szczerość wychodzi, prawda w oczy kole; Więc już łajać przestanę, a podchlebiać wolę. Których więc grzbiet niekiedy, mnie rozum nawrócił, Przystępujcież, filuty, nie będę was smucił.…
Poeta częstokroć zaniedbywał się umyślnie, zapominał o rzeczach, kajetach, książkach, ażeby pozyskać przydomek roztargnionego, który mu niesłychanie przypadał do smaku. Bardzo często umyślnie zostawiał w domu kajet z zadaniami trygonometrycznymi, wypracowaniem rosyjskim czy łacińskim albo greckim extemporale — byleby tylko ujawniać roztargnienie poetyckie. Wiersze pisał prawie bez przerwy i w sposób piorunujący.…
— Od tego czasu — ciągnął Aramis — życie mi błogo upływa. Zacząłem pisać poemat wierszem jednosylabowym; dosyć to trudne, lecz na trudnościach polega zasługa wszelkiej rzeczy. Treść jest światowa; przeczytam wam pieśń pierwszą, składa się ona z czterystu wierszy, a czytanie trwa zaledwie minutę.…
Elektryczność z oczu bije. Zgrzałam się przy tańcowaniu. Pani marzy o kochaniu — co tam pani serce czyje. Może pańskie serce zatem — —? Umie pani strzelać batem — —? Jak to, co to — tak przez kogo? Tak w powietrze, a szeroko. Co tam panu serce czyje; — a umie pan kopnąć nogą — — ? Tak przez kogo — ? Nie tak srogo — tak w powietrze, a wysoko. Na co, po co? Dla niczego. To nic złego. I nic z tego. To zagadka? Sfinks.…
To rzekłszy, złodziej podniósł pięści obie, W każdej sterczała figa jak gwint w śrubie, A krzyczał bluźniąc: «Boże, przyjm to sobie!» Wtem wąż, i za to odtąd wężów lubię, Ścisnął za szyję bluźniercę, oszusta, Jakby rzekł: «Więcej nie zbluźnią twe usta». Drugi ramiona w węzły i pierścienie Tak jemu związał i gryzł jego ręce, Że stał, jak gdyby skamieniały w męce. Pistojo!…
patrząc na Konrada Bracia! duch jego uszedł i błądzi daleko: Jeszcze nie wrócił — może przyszłość w gwiazdach czyta, Może się tam z duchami znajomymi wita, I one mu powiedzą, czego z gwiazd docieką. Jak dziwne oczy — błyszczy ogień pod powieką, A oko nic nie mówi i o nic nie pyta; Duszy teraz w nich nie ma; błyszczą jak ogniska Zostawione od wojska, które w nocy cieniu Na daleką wyprawę ruszyło w milczeniu — Nim……
Pani jako nadobna, tak też i uczciwa! Patrząc na twą wdzięczną twarz, rymów mi przybywa, Które jeśli się ludziom kiedy spodobają, Nie więcej mnie, niż tobie, być powinne mają.
Halban pogladał w milczeniu rozpaczy: «Nie, ja przeżyję — i ciebie, mój synu!... Chcę jeszcze zostać, zamknąć twe powieki, I żyć — ażebym sławę twego czynu Zachował światu, rozgłosił na wieki. Obiegę Litwy wsi, zamki i miasta; Gdzie nie dobiegę, pieśń moja doleci; Bard dla rycerzy w bitwach, a niewiasta Będzie ją w domu śpiewać dla swych dzieci; Będzie ją śpiewać — i kiedyś w przyszłości Z tej pieśni wstanie……
Wierszu mój, w klęsce, w bólu wszczęty, Wężysko zamorskiego chowu! Z kwiatów żeś powstał, pstry i kręty, I w kwiaty się obrócisz znowu. Cokolwiek w tej powieści długiej Za ludzi mówię, czynię, czuję. Gdy czule dzieje ich wierszuję.…
Zaroiło się w sadach od tęcz i zawieruch — Z drogi! — Idzie poeta — niebieski wycieruch! Zbój obłoczny, co z światem jest — wspak i na noże! Baczność! — Nic się przed takim uchronić nie może! Słońce — w cebrze, dal — w szybie, świt — w studni, a zwłaszcza Wszelkie dziwy zza jarów — prawem snu przywłaszcza. Rad Boga między żuki wmodlić — do zielnika, Gdzie się z listem miłosnym sam jelonek styka!...…
Pokazujemy 48 z 103 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.