motyw literacki
Miłość romantyczna
49fragmentów
16lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Cierpienia młodego Wertera 23 fragmenty
- Lalka 4 fragmenty
- Nad Niemnem 3 fragmenty
- Nie-Boska komedia 3 fragmenty
- Ballady i romanse 2 fragmenty
- Balladyna 2 fragmenty
- Moralność pani Dulskiej 2 fragmenty
- Potop 2 fragmenty
- Dziady, część II 1 fragment
- Konrad Wallenrod 1 fragment
- Ludzie bezdomni 1 fragment
- Napój cienisty 1 fragment
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
- Kochanek romantyczny20
- Miłość13
- Miłość silniejsza niż śmierć6
- Kobieta6
- Miłość tragiczna6
- Mąż6
- Mężczyzna5
- Przyjaźń4
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Słuchaj dzieweczko! — Ona nie słucha. — To dzień biały! to miasteczko! Przy tobie nie ma żywego ducha, Co tam wkoło siebie chwytasz? Kogo wołasz, z kim się witasz? — Ona nie słucha. — To jak martwa opoka Nie zwróci w stronę oka, To strzela wkoło oczyma, To się łzami zaleje, Coś niby chwyta, coś niby trzyma, Rozpłacze się i zaśmieje. — „Tyżeś to w nocy? to ty Jasieńku! Ach! i po śmierci kocha!…
Mój drogi! Więc teraz co wieczora na leśne rozłogi Musisz do mnie przychodzić. Będziemy błądzili, Kiedy księżyc przyświeca, kiedy słowik kwili, Nad falą szklistych jezior, pod wielkim modrzewiem Będziemy razem marzyć przy księżycu...
O jakże cieszę się, że wyjechałem! Powiesz drogi przyjacielu, że niewdzięcznym jest serce człowieka? Opuściłem ciebie, którego tak kocham, z którym nierozłączny byłem i oto — cieszę się? Ale wiem, że mi przebaczysz, bo czyż los nie uczynił wszystkiego, co mogłoby mnie udręczyć? Biedna Leonora!…
To jest nad rozum człowieczy! Pasterko! znasz tę osobę? W tym są jakieś straszne rzeczy. Po kim ty nosisz żałobę? Wszak mąż i rodzina zdrowa? Cóż to! nie mówisz i słowa? Spojrzyj, odezwij się przecie! Czyś ty martwa, moje dziecię? Czegóż uśmiechasz się? czego? Co w nim widzisz wesołego?
«O, miejmy litość, nad sobą samemi!... Pomnij, mój luby, że jak ten świat wielki, Dwoje nas tylko na ogromnej ziemi, Na morzach piasku dwie rosy kropelki; Że lada wietrzyk, z ziemnego padołu Znikniem na zawsze: ach, gińmyż pospołu!... Nie na to przyszłam, ażeby cię dręczyć: Nie chciałam przyjąć święcenia kapłanek, Bo niebu serca nie śmiałam zaręczyć, Póki w nim ziemski panował kochanek.…
…Żal mi pana — odpowiedział adwokat ściskając go za rękę. — Dlaczegóż to? — Dlatego, panie, że kto chce zdobyć, musi zwyciężyć, zdusić przeciwnika, nie zaś karmić go z własnej spiżarni. Popełniasz pan błąd, który cię raczej odsunie, aniżeli zbliży do celu. — Myli się pan. — Romantyk!... romantyk!... — powtarzał adwokat z uśmiechem.
— No, przecie się ta rzecz nie ukryje, choćby my na głowie stanęli. Już i tak ludzie mielą jęzorami... — prawił Felek. — Cóż takiego? — My jeździli, proszę pana doktora, szukać jaśnie panienki, panny Natalii. — Jak to szukać? — szepnął Judym ze zdumieniem. — Jak to szukać? Zamiast odpowiedzi panna Joanna zerwała się szybko i wysiadła z bryczki. Twarz jej była udręczona. Całe ciało trzęsło się jak w febrze.…
Bo mi żal i ciebie, i Hanki. Ja ciągle o was myślę. Ja się nawet za was modlę. Bo wy musicie być bardzo nieszczęśliwi. My? dlaczego? Jakże? ona prosta sługa, ty urzędnik z prokuratorii skarbu... jakże... i kochacie się... To bardzo smutne. Mamcia będzie się bardzo sprzeciwiać. Sprzeciwiać? No, jak się będziecie pobierać. Czyś ty oszalała? ja z Hanką? Cóż z tego, że ona niby niżej.…
W pustym zupełnie salonie Justyna, przed otwartymi drzwiami stojąc, patrzała na towarzystwo rozsypujące się w różne strony ogrodu, aż odwróciwszy się ku sali jadalnej zmierzała. Zaledwie jednak kilka kroków uczyniła, usłyszała za sobą szybkie stąpanie i z cicha wymówione swe imię. Zygmunt Korczyński szedł za nią, niespokojne spojrzenia rzucając na fortepian, krzesła i stoły. — Zapomniałem wziąć swój kapelusz...…
Powiedz — schylona ponad mogiłą — Śpiącemu w mogił obłędzie, — Gdzie się podziewa to, co mną było, A nigdy mną już nie będzie?» — Nic nie odrzekła w trwodze dziecięcej, Lecz martwa padła na wrzosy. Pewno kochała o wiele więcej, Niż myślał — kusząc niebiosy. Padła w ustroniu ojesieniałem, Gdzie kwiatom — straszno różowieć, By kochankowi całym swym ciałem Dać tę jedyną odpowiedź!
Pokój sypialny — lampa nocna stoi na stole i blisko oświeca Męża śpiącego obok Żony. — przez sen Skądże przybywasz, nie widziana, nie słyszana od dawna — jak woda płynie, tak płyną twoje stopy, dwie fale białe — pokój świątobliwy na skroniach twoich — wszystko, com marzył i kochał, zeszło się w tobie. przebudza się Gdzież jestem! — ha, przy żonie — to moja żona. — wpatruje się w Żonę.…
…Krzysia jest ci przyjacielem! — Da Bóg, że i zostanie, chociaż nas morza przedzielą! — Więc co? — Nic więcej! Nic więcej! — Pytałeś się jej? — Daj waćpan spokój! Już mi i tak smutno, że odjeżdżam! — Ketling! Chcesz, żebym ja jeszcze, póki czas, spytał?…
„Sercem ukochana, najdroższa, nieodżałowana Oleńko! Wszelkiemu to jest przyrodzone stworzeniu, a zwłaszcza człowiekowi, choćby i najlichszemu, że za krzywdy swoje mścić się musi, a kto by mu co złego uczynił, tedy on mu tym samym rad płaci.…
Panna Wanda strzegła swej tajemnicy jak oka w głowie. Od dawna wiedziała, że musi umrzeć z tej niezrozumiałej choroby, którą się zaraziła na widok tego obcego pana. Wiedziała, że umrze przez tego pana, a marzenia jej zawierały tylko tyle, żeby on kiedyś — kiedyś przyszedł na jej mogiłę i usiadł przy wzgórku ziemnym — na chwilę!…
Słuchaj dzieweczko! — Ona nie słucha. — To dzień biały! to miasteczko! Przy tobie nie ma żywego ducha, Co tam wkoło siebie chwytasz? Kogo wołasz, z kim się witasz? — Ona nie słucha. — To jak martwa opoka Nie zwróci w stronę oka, To strzela wkoło oczyma, To się łzami zaleje, Coś niby chwyta, coś niby trzyma, Rozpłacze się i zaśmieje. — „Tyżeś to w nocy? to ty Jasieńku! Ach! i po śmierci kocha!…
Ach, nie wierz zresztą tej pieszczocie wzroku, Gdy z wolna sunąc, spocznie w twoim oku. Tej drżącej dłoni, kiedy ciebie bliska; Nie wierz głosowi, co się w serce wciska. Lecz własne czucie niech się wiarą stanie: Ta czułość tęskna, to błędne żądanie, A zwłaszcza pociąg nieodmienny losem Równego czucia jest tylko odgłosem.…
«Lecz próżno nędzny w oczach prawie znika, Próżno i dzień i noc płacze;
Ty duszę omdlałą Krzepisz nadzieją; ty podajesz ramię Duszy nieszczęsnej, która się już kładła W mogiłę żalu... pozwól, że ułamię Gałązkę z wierzby, pod którą upadła Kochanka moja okropnie zabita... Tum ją zobaczył — tu pokochał — stracił Wprzód, nim pokochał... Ach w przeszłości świta Szczęście stracone; jam się nie zbogacił, A skarb znalazłem...
Ach, czemuż nie ma już przyjaciółki młodości mojej! Ach, ach, czemuż ją poznałem? Powinienem sobie powiedzieć: nierozsądny jesteś, szukasz, czego na ziemi znaleźć niepodobna! Posiadałem ją jednak, odczuwałem to serce, tę wielką duszę i czułem się w jej obecności czymś więcej, niż jestem, byłem bowiem wszystkim, czym zostać mogłem. O Boże! Czyż wonczas pozostała bezczynną bodaj jedna z sił duszy mojej?…
„Dobrze to — myślał — ale w takim razie powinienem zostać rozpustnikiem; dlaczegóż więc myślę o niej jednej?” „Licho wie — odpowiadał oponent. — Może właśnie ta kobieta najlepiej nadaje się do ciebie. Może naprawdę, jak mówi legenda, dusze wasze stanowiły kiedyś, przed wiekami, jedną całość?...”
ubrany jak do wyjścia — kręci się chwilę po pokoju Gdzie Hanka? milczenie Pytam się, gdzie Hanka? Oblubienica z Lammermooru rondle myje. Proszę więcej jej nie używać do kuchennych posług. Gdzie Hanka dziś spała? milczenie Pytam się, gdzie Hanka dziś spała? Na stołeczku pod piecem — ręce w małdrzyk, a buzia w ciup. Trzeba inaczej się nią zająć. milczenie Bo... jeżeli... no... zresztą — ja wychodzę, za chwilę wrócę.…
Justyna wypadkiem znalazła się na tej ścieżce i nie myślała wcale o tym, dokąd ją ona zawiedzie. Więcej instynktownie niż rozmyślnie uciekała od tego wszystkiego, co ją raniło, nudziło i poniżało. Od kilku lat cierpiała wiele i coraz więcej... Dlaczego czuła się tak głęboko i bez ratunku nieszczęśliwa? Jakim sposobem życie jej taki kierunek przybrało?…
Piękna okolica — wzgórza i łasy — góry w oddali. Tegom żądał, o to przez długie modliłem się lata i nareszciem już bliski mojego celu — świat ludzi zostawiłem z tyłu — niechaj sobie tam każda mrówka bieży i bawi się dźbłem swoim, a kiedy go opuści, niech skacze ze złości lub umiera z żalu. — Tędy — tędy. — przechodzi Góry i przepaście ponad morzem — gęste chmury — burza.…
Ile tam głosów litosnych podniosło się w duszy Oleńki na obronę pana Andrzeja, któż zgadnie, któż wypisać potrafi! Miłość jako nasionko leśne z wiatrem szybko leci, ale gdy drzewem w sercu wyrośnie, to chyba razem z sercem wyrwać ją można.
O niespełna godzinę drogi od miasta znajduje się miejscowość, zwana Wahlheim. Położona jest bardzo uroczo na wzgórzu, a dotarłszy ścieżyną na jego szczyt za wioską, można objąć spojrzeniem całą dolinę. Jest tu poczciwa gospodyni, nalewająca gościom uprzejmie i ochoczo mimo swych lat, to wina, to piwa, to kawy, a ponadto, rzecz główna, są tu dwie lipy, cieniące rozłożystymi konarami niewielki placyk przed kościołem……
„Dobrze ci tak! tam twoje miejsce... — myślał Wokulski. — Bo któż to miłość przedstawiał mi jako świętą tajemnicę? Kto nauczył mnie gardzić codziennymi kobietami, a szukać niepochwytnego ideału?... Miłość jest radością świata, słońcem życia, wesołą melodią w pustyni, a ty co z niej zrobiłeś?... Żałobny ołtarz, przed którym śpiewają się egzekwie nad zdeptanym sercem ludzkim!
Justyna przeszła pustą salę jadalną i kierowała się ku schodom na górę prowadzącym, gdy usłyszała wymówione za sobą swoje imię. Obejrzała się i zobaczyła Zygmunta, który u ściany stojąc zwracał ku niej twarz widocznie pobladłą i przerażoną. — Czego sobie życzysz, kuzynie? — zapytała. — Chwili rozmowy z tobą... na wszystko, co ci jest świętym na ziemi, o chwilę rozmowy cię proszę!…
w oddaleniu Do mnie, mój luby. Jakże już daleko, a ja przesadzić nie zdołam przepaści. — w pobliżu Gdzie skrzydła twoje? — Zły duchu, co się natrząsasz ze mnie, gardzę tobą. — U wiszaru góry twoja wielka dusza, nieśmiertelna, co jednym rzutem niebo przelecieć miała, ot kona! — i nieboga twoich stóp się prosi, by nie szły dalej — wielka dusza — serce wielkie.…
…Śledziłem spojrzenie Loty, ale wodziła oczyma z jednego na drugiego. Tylko na mnie, na mnie, który stałem zrezygnowany, nie spojrzała ni razu. Serce moje żegnało ją czule! A ona nie patrzyła na mnie. Gdy powóz ruszył, miałem łzy w oczach. Patrzyłem za nią i nagle dostrzegłem wstążki na głowie Loty, wychylające się przez okno karetki. Obróciła głowę i obejrzała się za mną... za mną, ach! Drogi mój.…
A tymczasem on — prawił Szuman — czy to w piwnicy Hopfera, czy to na stepie tak się karmił Aldonami, Grażynami, Marylami, i tym podobnymi chimerami, że w pannie Łęckiej widzi bóstwo. On się już nie tylko kocha, ale uwielbia ją, modli się, padałby przed nią na twarz... Przykre go czeka zbudzenie!...…
O nie, nie łudzę się! Widzę w jej ciemnych oczach niekłamane współczucie dla siebie i zajęcie mą dolą. Czuję i mogę chyba tyle zaufać sercu memu... czuję... czyż wolno mi wyrzec to niebiańskie słowo... czuję, że mnie kocha! Kocha mnie!... O, jakiejże przez to sam dla siebie nabrałem wartości... o jakże sam siebie ubóstwiam, od chwili, kiedy mnie ona kocha? Mówię to tobie, bowiem zrozumiesz mnie!…
…Dzisiaj nie mogłem pójść do Loty, gdyż musiałem przyjąć nieuniknionych gości. Nie było rady. Posłałem do niej służącego, byle tylko mieć obok siebie człowieka, który się dziś znalazł w jej pobliżu. Z ogromną niecierpliwością wyczekiwałem jego powrotu i powitałem go z niewysłowioną radością! Chętnie byłbym objął rękami jego głowę i ucałował, gdybym się tylko nie wstydził.…
Pokazujemy 32 z 49 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.