motyw literacki
Żałoba
75fragmentów
33lektury
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Hamlet 7 fragmentów
- Klechdy sezamowe 6 fragmentów
- Fraszki 5 fragmentów
- Quo vadis 5 fragmentów
- Romeo i Julia 5 fragmentów
- Iliada 4 fragmenty
- Pieśń o Rolandzie 4 fragmenty
- Odyseja 3 fragmenty
- Pan Wołodyjowski 3 fragmenty
- Przygody Tomka Sawyera 3 fragmenty
- Anhelli 2 fragmenty
- Krzyżacy 2 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
A Eloe, uklęknąwszy nad śpiącą, podłożyła pod nią z obojéj strony końce skrzydeł łabędzich i zawiązała je pod umarłą. I z pełnymi trupa skrzydłami, wstawszy na księżyc, odeszła. Wrócił więc Anhelli do jamy pustéj, i spojrzawszy na ściany zajęczał, bo już jéj nie było.
I ja się dziwię, lecz żywię nadzieję, Że posłyszawszy o ciosie, nie chciała Żałości swojej pospólstwu okazać, Lecz się cofnęła do wnętrza domostwa, By wśród sług wiernych wylewać łzy gorzkie. Toć jej rozwaga nie dopuści zbrodni.
Oto malinowy Dzbanek, a oto nóż. A te maliny Były pod głową zabitej dziewczyny, Nóż był w jej piersiach. Niechaj z tego dzbanka Wypłynie nowy Eurotas płaczu, Niech zaprowadzi smutnego kochanka Falą przejrzystą do kochanki grobu, A ja mu powiem: «Strumyku tułaczu, Dzięki ci wieczne, w grobie dla nas obu Będzie spoczynek i cichości morze. Przebacz, Apollo! promienisty Boże!…
— Idą panny żałobne: jedne, podnosząc ramiona Ze snopami wonnemi, które wiatr w górze rozrywa, Drugie, w konchy zbierając łzę, co się z twarzy odrywa, Inne, drogi szukając, choć przed wiekami zrobiona... Inne, tłukąc o ziemię wielkie gliniane naczynia, Czego klekot w pękaniu jeszcze smętności przyczynia.
To jest nad rozum człowieczy! Pasterko! znasz tę osobę? W tym są jakieś straszne rzeczy. Po kim ty nosisz żałobę? Wszak mąż i rodzina zdrowa? Cóż to! nie mówisz i słowa? Spojrzyj, odezwij się przecie! Czyś ty martwa, moje dziecię? Czegóż uśmiechasz się? czego? Co w nim widzisz wesołego?
Nie łam twych rączek, niewiasto młoda, Nie płacz, i oczek, i dłoni szkoda. Te oczki innym źrenicom błysną, Te rączki inną prawicę ścisną. Od lasu para gołąbków leci, Para gołąbków, a orlik trzeci: Uszłaś, gołąbko, spojrzy do góry, Czy jest za tobą mąż srebrnopióry? Nie płacz, nie wzdychaj w próżnej żałobie, Nowy małżonek grucha ku tobie, Nóżki z ostrogą, szyją mu wieńczy Wstążka błękitna, a kolor tęczy.…
— Okropny czas!... Przyjdź do mnie dziś wieczorem, a wypijemy po szklance żałobnego płynu, który wymyślił mój piwniczy. — Wiem, pewnie masz czarne piwo sydońskie?... — Niech bogowie bronią, ażebyśmy w tym czasie używali trunków rozweselających! Płyn, który wynalazł mój piwniczy, nie jest piwem... Porównałbym go raczej do wina nasyconego piżmem i wonnymi ziołami.…
Hiszpany, Włochy i Niemce zwiedziwszy, Królowi swemu cnotliwie służywszy Umarłeś, Kryski, i leżysz w tym grobie; Mnieś wielki smutek zostawił po sobie. A iż płacz próżny i żałość w tej mierze, Tym więtszą i płacz, i żałość moc bierze.
— Gdyby umarła — mówiła Justyna — i gdyby tak przy niej zwyczajnie siedzieć w jakim swoim kącie, toby nie było tak smutno. Ale ją w tym szpitalu zabrali, zanim przyszłam. I zanim przyszłam, już była nieżywa. Potem ją znowu wzięli i leżała tam między trupami samiutka, bez nikogo swojego. Wyjęła chusteczkę z torby, zatkała nią oczy i płakała głośnym dziecinnym płaczem.
Jakkolwiek świeżo tkwi w naszej pamięci Zgon kochanego, drogiego naszego Brata Hamleta, jakkolwiek by przeto Sercu naszemu godziło się w ciężkim Żalu pogrążyć, a całemu państwu Zawrzeć się w jeden fałd kiru, o tyle Jednak rozwaga czyni gwałt naturze, Że pomnąc o nim, nie zapominamy O sobie samych.…
Gdy tam na kształt pożaru Ares boje zwodzi, Antyloch przed oblicze Achilla przychodzi. Rycerz stał przed nawami, na pole pozierał, A serce najsmutniejszym przeczuciom otwierał: — «Skąd to jest — słowy tymi sam w sobie narzeka — Że Grek rozpierzchnion w polu ku nawom ucieka? Ach! By mnie nie strapiła ma Dola zaciekła! Ach! By się nie ziściło, co mi Tetys rzekła... Pewnie los nieszczęsnego Patrokla dni skrócił!…
— Uprzedź Aminę, żeby nie płakała głośno po stracie męża, bo mogą posądzić albo ją, albo mnie o zamordowanie Kassima. Nikt bowiem nie domyśla się, z jakiego powodu Kassim tak nagle i niespodzianie utracił życie. A chociaż według naszych perskich zwyczajów żona, której mąż umarł, powinna bardzo głośno płakać, zawodzić i krzyczeć, wszakże prawdziwy smutek nie wymaga głośnych skarg, zawodzeń i krzyków.…
W przeszłość patrzę ciemną I widzę cień kobiety w żałobie — kto ona? Patrzę w przyszłość — i widzę tysiąc gwiazd przede mną, A cień przeszłości ku nim wyciąga ramiona; Te gwiazdy to sztylety... Kraj nasz dawny widzę. Mądrość rządców na starym zaszczepiła drzewie Kraj młody, oba kwitły na jednej łodydze Jako dwie róże barwą różne w jednym krzewie.…
Pod zamkiem rozległ się ryk i płacz stu tysięcy ludzi — i pomieszał się z ponurymi odgłosami dzwonów. Niektórzy rzucali się na ziemię, inni darli na sobie szaty lub rozdrapywali twarze, inni spoglądali na mury w niemym osłupieniu, niektórzy jęczeli głucho, niektórzy wyciągając ręce ku kościołowi i komnacie królowej, wzywali cudu i Bożego miłosierdzia.…
— Okropność!... — mówiła łkając. — Być przykutą do tak wstrętnego domu przez pamięć dla dziecka, której nic już nie wydrze z serca. Wszakże ona biegała po tych wszystkich pokojach... Ona bawiła się tam, od podwórza... I wyglądała oknem, przez które mnie, matce–sierocie, wyjrzeć dzisiaj nie wolno... Chcą mnie wypędzić stąd... wszyscy chcą mnie wypędzić... wszystkim zawadzam...…
Pożałuj mię, stary, młody, Boć mi przyszły krwawe gody: Jednegociem Syna miała I tegociem ożalała.
7 stycznia Wacław umarł. Odebrałam wiadomość od tej pani przed tygod... 23 marca Przerzucając rupiecie w szufladzie mojego stolika, znalazłam ten sekretnik. Gdym go otwarła, wzrok mój trafił na słowa przed dwoma miesiącami pisane. Jak gdyby coś nowego!... Zarazem takie samo zimno, obojętność. Czyliż to ma być moje nieszczęście? Gdzież ono jest? Ja go nie czuję.…
A jam był daleko! I żonę także? Już ci powiedziałem. Niechaj myśl zemsty pociechą ci będzie: Śmiertelną boleść zemstą wyleczymy. On nie ma dzieci! Moje niemowlęta! Wszystkie mówiłeś? Piekielny jastrzębiu! Wszystkie, co, wszystkie piękne me pisklęta, I matkę razem w twe chwyciłeś szpony? Jak mąż znieś boleść.…
Trumna twoja spoczęła w ciężarowym wozie, Pamiętam nudny wóz. A była niedorzeczność i drwina w tej zgrozie! I był nieludzki mus! Bałem się, że Cię żywcem oddamy mogile W złym, letargicznym śnie. I ktoś wtargnął do wozu i rzekł, że się mylę, I uspokoił mnie. Czekałem, aż wóz ruszy, by wlec Cię do miasta... W skwar słońca skrzypnął wóz. Drgnęła trumna, a była godzina dwunasta. Żelazny zagrzmiał kłus!...…
Zaraz się w naszej izbie tumult wielki zrobił, sąsiadek się naschodziło, zaczęły radzić, głowami kiwać, wzdychać, a że nam ojciec tego dnia kaszy nie gotował, a Piotruś jeść płakał, więc go sklepikarka wzięła do siebie, a i nam po bułce dała. — A to ci baba skruszała! — szepnął Felek, po czym ją zaraz pocałował i bosymi nogami szastnął w zamaszystym ukłonie.…
Wąwozami wjechawszy w gród Lakedajmony, Skręcili wprost na zamek, kędy mąż sławiony, Menelaj, huczne sprawiał wesele dla syna I dla córki. Tę oddał, choć jego jedyna, Synowi Achillesa, wojów gromiciela. Z nim ją bowiem zaręczył w Troi przed lat wiela, A niebianie złączyli parę k'sobie skłonną. Właśnie ją dziś odesłał koleśno i konno W sławny gród Myrmidonów. Dla syna zaś swego Wziął w Sparcie Alektora córę.…
— Oto zebraliśmy się razem krewni i przyjaciele, którzyśmy ci na ratunek, wdzięczna panno, iść chcieli — mówił, wzdychając raz po raz, młody rycerz — ale znać, spóźniliśmy się z pomocą. Za nic nasza ochota, za nic nasze szable i odwaga, bo na innym ty już, lepszym od tego lichego świecie przebywasz, u Królowej Niebieskiej we fraucymerze... — Siostro! — wołał olbrzymi Jur, którego żal na nowo pochwycił za włosy.…
O Matko Polsko! Ty tak świeżo w grobie Złożona... Nie masz sił mówić o tobie!
— Drohojowska węgierska śliwka, istna węgierska śliwka! Ale tamten orzeszek!... Dalibóg, żebym miał zęby!... chciałem rzec, żebym miał taką córkę, tobie jednemu bym ją oddał. Migdał, powiadam, migdał! Wołodyjowski posmutniał nagle, bo mu się przypomniały przezwiska, jakie pan Zagłoba Anusi Borzobohatej dawał.…
Król Karol ocknął się z omdlenia. Czterech baronów trzyma go pod ręce. Patrzy na ziemię, widzi leżącego siostrzana. Ciało jego pozostało piękne, ale straciło barwę; oczy stoją w słup i pełne są ciemności. W miłości i wierze Karol szepce mu swoją skargę: „Przyjacielu Rolandzie, niech Bóg złoży twoją duszę w kwiatach, w raju, pośród błogosławionych. Jakiż zły los zawiódł cię do Hiszpanii!…
Nas nauczono. Nie ma miłości. Jakże nam jeszcze uciekać w mrok przed żaglem nozdrzy węszących nas, przed siecią wzdętą kijów i rąk, kiedy nie wrócą matki ni dzieci w pustego serca rozpruty strąk. Nas nauczono. Trzeba zapomnieć, żeby nie umrzeć rojąc to wszystko. Wstajemy nocą. Ciemno jest, ślisko. Szukamy serca — bierzemy w rękę, nasłuchujemy: wygaśnie męka, ale zostanie kamień — tak — głaz.
Dzień wstał blady i oświecił kupę gruzów w Wołmontowiczach, zgliszcza domów, zabudowań gospodarskich, popalone lub pocięte mieczami trupy ludzkie i końskie. W popiołach, wśród dogasających węgli, gromadki wybladłych ludzi szukały ciał nieboszczyków lub ostatków mienia. Był to dzień żałości i klęski dla całej Laudy. Rojna szlachta odniosła wprawdzie zwycięstwo nad oddziałem Kmicica, ale ciężkie i krwawe.…
…Pojawiła się gromada chłopców i dziewcząt, towarzyszy zabaw Tomka i Joego. Przystanęli, zaglądali przez sztachety i z szacunkiem mówili, co Tomek robił, kiedy go widzieli po raz ostatni, i jak to Joe wypowiedział kilka na pozór nic nie znaczących słów, choć teraz okazało się, że były to straszliwe, prorocze słowa.…
Wierzy w Boga, który jest jeden, wszechmocny i sprawiedliwy — powtórzył Petroniusz, w chwili gdy znów znalazł się w lektyce sam na sam z Winicjuszem. — Jeśli jej Bóg jest wszechmocny, tedy rządzi życiem i śmiercią; a jeśli jest sprawiedliwy, tedy słusznie zsyła śmierć. Czemu więc Pomponia nosi żałobę po Julii? Żałując Julii przygania swemu Bogu.
Widziałam ranę na me własne oczy, Boże, zmiłuj się nad nim, tu, tu oto, Tu w samym środku mężnej jego piersi. Straszny trup! straszny trup! blady jak popiół; Cały zbroczony, cały krwią zbryzgany, Zgęstłą krwią: ażem wzdrygnęła się patrząc.
Śmierć panny Stanisławy wywarła wpływ niejaki na usposobienie doktora Pawła. Przez pewien czas czytywał w wolnych chwilach Boską komedię Dantego, w winta nawet nie grywał, gospodynię dwudziestoczteroletnią odprawił. Stopniowo jednak uspokoił się.
Pani Borowiczowa zmarła była w lecie owego roku. Marcinek początkowo nie odczuł tej straty. Na pogrzebie zmuszał się do płaczu i przybierał miny efektowne, wrzeszczał i usiłował rzucić się za trumną do jamy mogilnej, wiedząc ze słuchu, że to pasuje, i przeczuwając, że to jeszcze go bardziej w tym dniu wyróżni. Z pogrzebu zabrał go ojciec do Gawronek. Dom był w nieładzie.…
To jedno! Usypiam duszę mą biedną i usypiam brata mego; wszystko jedno, wszystko jedno, tyle złego, co dobrego, okropne rzeczy się dzieją. Patrzeć na przebiegi zdarzeń — dalekie, dalekie od marzeń, tak odległe od wszystkiego, co było wielkie w kraju; że wszystko, co było, przepadło, bezpowrotnie w mroku zbladło: to bajki o Trzecim Maju!…
Eloe siedziała nad ciałem zmarłego, z gwiazdą melancholiczną na rozpuszczonych włosach. I oto nagle z płomienistéj zorzy wystąpił rycerz na koniu, zbrojny cały i leciał z okropnym tententem. Śnieg szedł przed nim i przed piersią konia, jak fala zapieniona przed łodzią. A w ręku rycerza była chorągiew, a na niéj trzy ogniste litery paliły się.…
Płaczą cię starzy, płaczą cię i młodzi, Dwór wszystek w czerni prze cię, Kryski, chodzi, Abowiem ludzkość i dworstwo przy tobie W jednymże za raz pochowano grobie.
Zdaje się, pani! bynajmniej, jest raczej; U mnie nic żadne «zdaje się» nie znaczy, Niczym sam przez się ten oczom widzialny Czarnej żałoby strój konwencjonalny; Wietrzne z trudnością wydawane tchnienie, Obficie z oczu ciekące strumienie, Żałość na widok stawiana obliczem, Miną, gestami — to wszystko jest niczem.…
Jęk się rozlega w mieście i żałobne krzyki. Tymczasem u naw stają greckie wojowniki I wszyscy się rozchodzą pod swoje namioty. Achilles, zatrzymując mirmidońskie roty, Mówi: — «Wy, dzielni mojej towarzysze broni, Nie wykładajcie jeszcze z jarzma bystrych koni! Tak się zbliżmy, niech z oczu płyną łzy rzęsiste, Oddajmy cześć zmarłemu: godzien jej zaiste.…
— Czy bez Kassima wracasz? — Bez Kassima — odpowiedział Ali-Baba. — A co masz w oczach? — spytała Morgana, przyglądając się zapłakanym oczom Ali-Baby. — Łzy — rzekł Ali-Baba. — A co masz w ustach? — spytała znowu Morgana. — Złe wieści — odparł Ali-Baba. — A co masz w workach? — spytała wreszcie Morgana. — Zwłoki mego brata — szepnął Ali-Baba.…
I pojechał. Ale niebawem pożałował ksiądz Kaleb, że samego Zbyszka nie wyprawił. Bał się on wprawdzie, że w pierwszych chwilach boleści nie potrafi się młodzian sprawić jak należy lub może przeciw Krzyżakom wybuchnie i na niebezpieczeństwo się poda; wiedział również, że trudno mu będzie zaraz odjechać od kochanej trumny, w świeżym żalu, w świeżym osieroceniu i wnet po takiej strasznej a bolesnej podróży, którą……
Jedyny pokój (mówi pani Stawska), w którym baronowa cały dzień spędza, jest pokoik jej zmarłej córeczki. Ma to być bardzo smutny i dziwaczny zakątek, wszystko w nim bowiem zostało jak za życia nieboszczki. Jest więc łóżeczko, na którym co kilka dni zmienia się pościel, szafka z ubraniem, które równie często trzepie się i czyści w salonie, bo na dziedziniec nie pozwoliłaby baronowa wynieść tych świętych pamiątek.…
O anjele Gabryjele, Gdzie jest ono twe wesele, Cożeś mi go obiecował tako barzo wiele, A rzekęcy: „Panno, pełna jeś miłości!" A ja pełna smutku i żałości. Sprochniało we mnie ciało i moje wszytki kości. Proścież Boga, wy miłe i żądne maciory, By wam nad dziatkami nie były takie to pozory, Jele ja nieboga ninie dziś zeźrzała Nad swym, nad miłym Synem krasnym, Iż on cirpi męki nie będąc w żadnej winie.…
Każde zmarło inaczej śmiercią strasznie własną!... Ciało matki i ojca, i siostry, i brata... Dziś rysy waszych twarzy w pamięci mi gasną, Umieracie raz jeszcze śmiercią spoza świata. Już nie umiem zobaczyć siostry mej uśmiechu, — I tego, jak konając, padła na podłogę... Brat mglisty i niecały śni mi się w pośpiechu, — I głosu, którym mówił, przypomnieć nie mogę. Pochowani w mogile mrą wciąż za mogiłą!…
Na to przemądry Odys rzekł mu: „O Alkinie! Potężny, najsławniejszy królu w tej krainie! Zaprawdę pieśń ta serce do głębi przeszywa, I ten pieśniarz cudownie, ni bóg jaki, śpiewa. Do wielkich też rozkoszy życia ja to liczę, Gdy u ludu tchnie szczęściem wesołe oblicze, Gdy w zamku godowników zasiada rząd długi I słucha dźwięku gęśli, a kręcą się sługi Z mięsiwami i chlebem, a leją cześniki Z krużów wino, roznosząc……
I tylko krajów tych obywatele Jedni zostali wierni przyjaciele, Jedni dotychczas sprzymierzeńcy pewni! Bo któż tam mieszkał? Matka, bracia, krewni, Sąsiedzi dobrzy!... Kogo z nich ubyło, Jakże tam o nim czule się mówiło!…
Gdy pan Zagłoba znalazł się wreszcie sam na sam z Wołodyjowskim, naprzód począł mrugać znacząco, następnie zaś obsypał małego rycerza gradem lekkich kułaków. — Michał! A co Michał, hę? Jak rzepy! Co? Mnichem zostaniesz, co? A ta borówka Drohojowska, smaczna? A ów hajduczek różowiuchny, uch! Cóż ty na to, Michale? — Cóż, nic! — odpowiedział mały rycerz. — Pryncypalnie mi się ów hajduczek udał.…
„Przyjacielu Rolandzie, wrócę do Francji. Kiedy się znajdę w Laon, mojej dziedzinie, przybędą tam wasale cudzoziemscy z wielu królestw. Spytają: »Gdzie jest hrabia i rotmistrz?«. Powiem im, że zginął w Hiszpanii; odtąd będę królował w samej boleści i nie przeżyję już dnia bez płaczu i jęków".
Tymczasem niedobitki Butrymów pociągnęły do Wodoktów i stanęły tam jakby obozem. Dom pełen był niewiast i dzieci. Co się nie zmieściło, poszło do Mitrunów, które panna Aleksandra całe pogorzelcom oddała. Prócz tego około stu zbrojnych ludzi, którzy się zmieniali kolejno, stanęło w Wodoktach dla obrony; spodziewano się bowiem, że pan Kmicic nie da za wygraną i lada dzień o pannę zbrojno może się pokusić.…
…Dziwna cisza była w tej niedzieli, a żałobne dźwięki dzwonu harmonizowały z pokorną zadumą przyrody. Mieszkańcy miasteczka przybywali do kościoła, przystając na chwilę w przedsionku, aby poszeptać o zdarzeniu. Jednak w samym kościele szepty milkły i słychać było tylko żałobny szelest sukien kobiet. Najstarsi ludzie nie pamiętali takiego tłoku w kościele. Nastała pełna oczekiwania, głęboka cisza.…
Pokazujemy 48 z 75 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.