motyw literacki
Lekarz
67fragmentów
30lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Ludzie bezdomni 18 fragmentów
- Lalka 5 fragmentów
- Chłopi, Część pierwsza - Jesień 3 fragmenty
- Medaliony 3 fragmenty
- Podróże Guliwera 3 fragmenty
- Bajki i przypowieści 2 fragmenty
- Balladyna 2 fragmenty
- Kwiaty polskie 2 fragmenty
- Nad Niemnem 2 fragmenty
- Nasza szkapa 2 fragmenty
- Nie-Boska komedia 2 fragmenty
- Pan Wołodyjowski 2 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Doktor widząc, iż mu się lekarstwo udało, Chciał go często powtarzać; cóż się z chorym stało? Za drugim, trzecim razem bardzo go osłabił, Za czwartym jeszcze bardziej, a za piątym zabił.
Pamiętajcie, że ona ubogie leczyła. Ty sama, co tu wrzeszczysz, moja pani miła, Już by cię dawno szatan pojął do swej chwały, Gdyby nie ta staruszka. I mój Stasiek mały Także jej winien życie, więc jej nie zazdroszczę, Dalibóg nie zazdroszczę; wóz sianem wymoszczę I pojadę w zamczysku odwiedzić staruszkę...
W pacierz abo i dwa wpadła Józia z krzykiem, że Jambroży już idą. Jakoż i przyszedł zaraz dziad może stuletni, prosty jak świeca, choć o nodze drewnianej i o kiju; twarz miał suchą, pomarszczoną jak kartofel na zwiesnę i szarą takoż, wygoloną i pociętą szramami, włosy białe jak mleko kosmykami opadały mu na czoło i kark, bo był z gołą głową. Poszedł prosto do krowy i dokumentnie ją obejrzał.…
I leżała samotnie w przyćmionej izbie, pojękując jeno i skarżąc się cichuśko, że nie dopuszczają do niej dzieci ni żadnej z przyjaciółek, gdyż Jagustynka, mająca ją w opiece, kijaszkiem odganiała każdego. A teraz, skoro ugwarzyła się z Hanką, podetknęła chorej jagód i wzięła się do wygniatania maści z czystej gryczanej mąki, zarobionej obficie świeżym niesolonym masłem i samymi żółtkami.…
Lekarz nadbiegł szybko, zbadał leżącego na ziemi i stwierdził, że nie ma ratunku. Puls bił jeszcze, ale całe ciało było porażone. Strzelił ponad prawym okiem, kula przeszła na wylot, a mózg wystąpił na wierzch otworem.
Nie dziw, żeć głowa, Baltazarze, chora; Siedziałeś wedle głupiego doktora.
— Ten drugi — mówiła — to od małego był cały słabowity. Kto go zobaczył, to każdy powiedział, że to jest dziecko do wymarcia. Ale Stefanek dobrze się chował. Chorował ciągle i zawsze wyszedł, taki miał mocny organizm. Już mu było na ósmy rok, jak z niczego dostał tej gorączki. Jeden dzień czterdzieści stopni, drugi dzień czterdzieści stopni, zrobił się całkiem niewładny, co się do niego mówiło, nie rozumiał.…
Stary doktor wziął mnie za puls, myśląc najwidoczniej zupełnie o czym innym. — W porządku, może pan jechać — mruknął i zapytał z pewną skwapliwością, czy bym mu nie pozwolił zmierzyć swej głowy. Odrzekłem: „dobrze" — nieco tym zaskoczony, a on wyciągnął coś w rodzaju cyrkla i zrobił pomiary z tyłu, z przodu i ze wszystkich stron, notując starannie.…
I sułtan wyszedł, zostawiając księżniczkę samą w komnacie. Natychmiast wydał rozkaz, aby sprowadzono najsławniejszych doktorów. Nazajutrz kilku słynnych w całym Kaszmirze lekarzy weszło do pokoju księżniczki. Księżniczka wciąż biegała błędnie od ściany do ściany, wykrzywiając twarz i krzycząc wniebogłosy: — Kto się zbliży na łokieć — w krtań mu wsunę paznokieć! A kto bliżej przyskoczy — temu wydrapię oczy!…
Z podpisem dukatów... Wolno panu, gdzie zechcesz, zazierać do klatek, Tu waryjaci, dalej sala waryjatek... Cały szpital rozłożę jak zegar po sztuce... Pan zapewne w medycznej ćwiczysz się nauce? Tak. Jakież systemata pan doktor zachwala? Macanie głów... Rozumiem, to systemat Galla. Tak. Ciekawość mię bierze, czy się pan przekona Z głów, która tutaj głowa najostrzej szalona? O! ja odgadnę z twarzy sądem Lawatera.…
— Mnie już to przez głowę przechodziło, tylko że nie wiem dobrze: któremu? Święty Jerzy jest patronem rycerzów: on ci strzeże wojennika od przygody i wżdy męstwa we wszelakiej potrzebie mu przydawa, a powiadają, że często osobą własną po sprawiedliwej stronie staje i niemiłych Bogu bić pomaga. Ale taki, co sam rad bije, rzadko rad sam smaruje, i od tego może być inny, któremu on nie będzie chciał wchodzić w drogę.…
Przed domem stało Pogotowie, Dzieci do środka zaglądały, Stróż się użerał z chłopakami, Merglowa głośno zawodziła, Na schodach było pełno ludzi, Kumy stawiały diagnozy, Piskliwe odprawiały neniae I obliczały koszt pogrzebu (Czy znacie słowo «szterbekasa»?). Pachniało octem, amoniakiem I walerianą. W smutnej stancji. Wyglądającej jak banalny Drzeworyt ekspresjonistyczny W organie «komunizującym».…
Na kilka dni przed wyjazdem zaszedł do znajomego lekarza Szumana, z którym pomimo obustronnej życzliwości widywali się nieczęsto. Lekarz, Żyd, stary kawaler, żółty, mały, z czarną brodą, miał reputację dziwaka. Posiadając majątek leczył darmo i o tyle tylko, o ile było mu to potrzebnym do studiów etnograficznych; przyjaciołom zaś swoim raz na zawsze dał jedną receptę: „Używaj wszystkich środków, od najmniejszej dozy……
…Można zobaczyć całe rodziny sypiające pod pułapami sklepików, gdzie już nie ma ani światła, ani powietrza. W tym samym gnieździe kilku rodzin leżą stosy wiktuałów, załatwiają się rzeczy handlowe, przemysłowe, familijne, miłosne i łotrowskie, praży się jadło na śmierdzących tłuszczach, kaszlą i plują suchotnicy, rodzą się dzieci i jęczą przeróżni nieuleczalni wlokący kajdany żywota: Te miejsca odrażające wzdychają……
Tego rana byliśmy tam po raz drugi. Dzień był pogodny, majowy, chłodnawy. Wiatr od morza szedł rześki, coś sprzed lat przypominał. Za drzewami szerokiej, wyasfaltowanej alei stał mur ogrodzenia, za nim ciągnął się rozległy dziedziniec. Wiedzieliśmy już, co przyjdzie nam zobaczyć. Tym razem towarzyszyło nam dwóch starszych panów. Ci przyszli w charakterze „kolegów" Spannera — obaj profesorowie, obaj lekarze i uczeni.…
— Moja ciociu, czyż ciocia dla nas tego nie zrobi? Kiedy my tak prosimy, tak lękamy się o zdrowie cioci... Doktor powiedział, że cioci koniecznie leczyć się trzeba... że w tym kaszlu jest coś złego... Niech ciocia pozwoli, aby doktor tu przyszedł... my go przyprowadzimy... Czyż ciocia dla nas tego nie zrobi?...…
Tego dnia znów był u nas pan doktór, i znów do apteki biegałem. — Zimno tu jakoś — mówił pan doktór wychodząc — i wilgoć czuć. Trzeba by lepiej palić... I wstrząsnął się, otulając krótkim futerkiem. Ojciec słuchał ze spuszczoną głową.…
Powieki prześliczne, białka przeczyste, żyły wszystkie w porządku, muszkuły w sile. — do Orcia Śmiej się Pan z tego — Pan będziesz zdrów jak ja. — do Męża Nie ma nadziei. — Sam Pan Hrabia przypatrz się źrzenicy — nieczuła na światło — osłabienie zupełne nerwu optycznego. —
— Krew onego najlepsze dla „pani" lekarstwo! Gniew pana Zagłoby opadł, bo rozczuliło go to przywiązanie żołnierstwa do Basi, a przy tym na wzmiankę o lekarstwie zaświtał mu w głowie inny zamiar, mianowicie sprowadzenia medyka do Basi.…
Zacząłem nieco czuć kolki właśnie natenczas, gdy mnie przewodnik mój wprowadził do jednego doktora, który się wsławił przez sekret leczenia kolek wcale dziwnym sposobem. Miał on wielki mieszek z kanką słoniową, którą, włożywszy w zad, dawał enemę wietrzną; mówił, iż takową enemą wyprowadza z wnętrza wszystkie wiatry, co rozdymając wnętrzności, sprawiają kolkę.…
…Jan Kazimierz począł mówić o bitwie w wąwozie i wysławiać owego kawalera, który pierwszy impet szwedzki powstrzymał. — A jakże mu tam? — pytał pana marszałka. — Medyk go nie odstępuje i za żywot jego ręczy, a przy tym i panny z fraucymeru wzięły go w opiekę i pewnie duszy jego wyjść z ciała nie pozwolą, bo ciało młode, gładkie! — odpowiedział wesoło marszałek.
Ciotka była porządnie zmartwiona. Zaczęła mu aplikować rozmaite leki. Ślepo wierzyła w każdy nowo opatentowany preparat oraz we wszystkie „najnowsze" metody lecznicze, które przywracają zdrowie i wzmacniają organizm. Była niezmordowana w robieniu doświadczeń z nimi.…
— Glauku, jestżeś pewny, że ta rana w głowie nie jest śmiertelna? — Tak jest, cny Kryspie — odpowiedział Glaukus. — Służąc jako niewolnik na flocie, a potem mieszkając w Neapolis, opatrywałem wiele ran, i z zysków, jakie mi przynosiło to zajęcie, wykupiłem wreszcie siebie i swoich... Rana w głowie jest lekka.…
Otoć każdy lekarz faści, Nie pomogą jego maści; Pożywają mistrzostwa swego, Poki nietu czasu mego, A poki jest wola Boża, Poty człowiek praw niezboża. Nie pomogą apoteki, Przeciw mnie żadne leki, A wżdy umrzeć każdy musi, Kto jich lekarstwa zakusi; Na mały czas mogą pomoc, Iż niemocny weźmie swą moc.…
Miał rozum, w domu siedząc kto się śmiał z podróży. Jeśli więc ten mu zaszczyt sprawiedliwie służy, Jak zwać tych, co się raz wraz ustawicznie włóczą? Oto — ale zaczekam, aczej się oduczą. Jeszczeć można wybaczyć, gdy ostatnia nędza Z domów, jeśli je mają, ubogie wypędza, Ale kiedy bogaty puszcza się w podróże, Ja o jego rozumie, iżby miał, nie wróżę.…
Gdy delikatne i ogniste perswazje, skierowane do farmaceuty, a wypowiadane patetycznie z rozmaitych „punktów widzenia", traktowane były jako idylle młodzieńcze i skutku żadnego nie odniosły — doktor Obarecki uzbierawszy nieco grosza kupił apteczkę podręczną i zabierał ją ze sobą jadąc do chorych na wieś.…
Trzeba wyprosić zwłokę: najlepiej udać chorobę. Zawezwą lekarzy i podstęp się wykryje. Żartujesz? Czyż oni mają o tym jakie pojęcie? Tylko śmiało, możesz sobie wybrać chorobę, jaka ci się żywnie spodoba; znajdą z pewnością uczone argumenty, aby wytłumaczyć, skąd się wzięła.
— Czy myślicie, panowie, że moje zwichnięcie nic mnie nie kosztowało? Nie licząc już rany Mousquetona, dla której zmuszony byłem dwa razy dziennie sprowadzać chirurga, a ten kazał sobie płacić podwójnie za każdą wizytę pod pozorem, że ten błazen Mousqueton pozwolił wpakować sobie kulę w takie miejsce, które aptekarzom tylko pokazywać można.…
Sam ich widok rozradował serca dzieci. Lecz nagle zaszedł wypadek, który poplątał wszelkie przewidywania i mógł nawet całkiem powstrzymać wyjazd. Oto w dniu, w którym zaczęły się zimowe wakacje Stasia, a w wigilię wyjazdu, panią Olivier ukąsił podczas jej drzemki popołudniowej w ogrodzie skorpion.…
…A surowy nawet dla siebie, zawołał najmędrszego lekarza ze świątyni w Karnaku i rzekł: — Wiem, że znasz tęgie lekarstwa, które albo zabijają, albo od razu leczą. Przyrządź mi jedno z nich, właściwe mojej chorobie, i niech mi się to raz skończy... tak albo owak. Lekarz wahał się.…
Rzecz ciekawą, lecz trudną do wierzenia powiem: Jednego razu doktor potkał się ze zdrowiem; On do miasta, a zdrowie z miasta wychodziło. Przeląkł się, gdy go postrzegł, lecz że blisko było, Spytał go: «Dlaczegóż to tak spieszno uchodzisz? Gdzie idziesz?» Zdrowie rzekło: «Tam, gdzie ty nie chodzisz».
Wiem, że znasz ziółek lekarskie przymioty, Że leczysz rany. Zdrowo mi wyglądasz. Pokaż zranione miejsce. Starcze! Lekarz Powinien widzieć... Czy ty mi przyrzekasz Wyleczyć? Pokaż tę ranę! Na czole. Patrz! ha... co? Niby miesiąc w mglistym kole Krwi... twoja rana... czerwona i sina. Powiedz mi, jaka, jaka straszna wina Przyczyną? Żadna. Lekarz musi wiedzieć Wprzód, nim wyleczy. Czerwona malina Splamiła czoło.…
Dominikowej nie było od samego rana, bo ją wezwali do rodzącej kobiety na drugi koniec wsi, jako że lekująca była i znająca się na różnych chorobach.
Przed domem stało Pogotowie, Dzieci do środka zaglądały, Stróż się użerał z chłopakami, Merglowa głośno zawodziła, Na schodach było pełno ludzi, Kumy stawiały diagnozy, Piskliwe odprawiały neniae I obliczały koszt pogrzebu (Czy znacie słowo «szterbekasa»?). Pachniało octem, amoniakiem I walerianą. W smutnej stancji. Wyglądającej jak banalny Drzeworyt ekspresjonistyczny W organie «komunizującym».…
— Mam pojedynek — odparł Wokulski. Doktór zerwał się z fotelu i tak prędko przybiegł do kanapy, że rozrzucone poły szlafroka robiły go podobnym do nietoperza. — Co?... pojedynek? — krzyknął z błyszczącymi oczyma. — I może myślisz, że pojadę z tobą w roli lekarza?... Będę patrzył, jak dwu dudków strzela sobie we łby, i może jeszcze będę musiał którego z nich opatrywać?... Ani myślę mieszać się do tych błazeństw!...…
— Szanowny kolega Kalecki sformułował wszystko, co o materiach przez prelegenta poruszonych rzec by można. Według mnie kolega Kalecki w jednym tylko miejscu użył barwy zbyt nikłej na odparcie zarzutów doktora Judyma. Mówię o tym punkcie, gdzie autor odczytu narzuca lekarzowi dzisiejszemu obowiązek ulepszania stosunków społecznych.…
— To co pani naprzód opowiedzieć? — powtarza, przymykając oczy ze zmęczenia. — W Ravensbrück nas, owszem, męczyli. Znęcali się zastrzykami, wyrabiali na kobietach praktyki, otwierali rany... I to ich doktorzy robili, inteligencja. Ale tam byłyśmy niedługo, tylko trzy tygodnie. Stamtąd zabrali nad do innego lagru, do fabryki amunicji.
— Otóż i postawimy na swoim! Otóż ciocia będzie musiała z doktorem porozmawiać! Już go Widzio tu prowadzi! W salonie słyszeć się dały kroki dwu mężczyzn, z pokoju pani Emilii ku sali jadalnej zmierzające. Marta, jak wybuchającą miną podrzucona, porwała się z miejsca i kilku susami salę przesadziwszy wpadła we drzwi do dalszych pokojów wiodące.…
— Ależ tu zimno u was! — mówił pan doktór, zachodząc do matki. — I wilgoć straszna! Powinniście się postarać o suchą i ciepłą izbę dla żony — dodawał, gdy go ojciec wyprowadzał do sieni — żona wasza nie może w takiej izbie leżeć. Powietrze fatalne, zgniłe, żadnej wentylacji, żadnego światła. Powinniście przecież dbać o kobietę, kiedy chora. Z nią coraz gorzej i musi być gorzej w takich warunkach.…
do Męża Obowiązkiem moim jest prawdę mówić. — Tak jest — to jest obowiązkiem — i zaletą lekarzy, Panie Konsyliarzu. Pański syn ma pomieszanie zmysłów, połączone z nadzwyczajną drażliwością nerwów, co niekiedy sprawia, że tak powiem, stan snu i jawu zarazem, stan podobny do tego, który oczewiście tu napotykamy. — na stronie Boże, patrz, on Twoje sądy mi tłumaczy. —
Wieczorem nadjechał wraz z ludźmi wachmistrz Luśnia i wytrząsnął z worka przed fortalicją kamienieckiego medyka wraz z lekarstwami. Ów ledwie żył. Ale poznawszy, iż nie jest w zbójeckim, jak mniemał, ręku, ale że do chorej został w ten sposób zaproszony, wkrótce, po przemijających mdłościach, zabrał się żywo do ratunku, zwłaszcza że mu pan Zagłoba pokazał w jednej ręce mieszek pełen czątych, w drugiej nabity……
— Wszyscy się — mówił — na to zgadzają, że ciało naturalne i ciało polityczne mają do siebie doskonałe podobieństwo. Zatem jedno i drugie można leczyć jednakowym sposobem. Wiadomo, że senaty i wielkie zgromadzenia miewają następujące choroby: bywają pełne gadatliwości, swarów i innych grzesznych humorów, które osłabiają ich głowę i serce, a czasem sprawują konwulsje, skurczenie w ręce prawej, żółć, wzdęcie, zawroty……
— Zdrów od dawna jak ryba i lekarstw żadnych nie bierze. Chciał mu medyk z początku dawać różne prezerwatywy, ale właśnie po pierwszej zdarzył się zaraz paroksyzm. Wprawdzie nie powtórzył się więcej. Książę Bogusław kazał też rzucać medykiem w prześcieradłach i to mu pomogło, bo medyk sam febry ze strachu dostał. — Rzucać w prześcieradłach? — spytał pan Wołodyjowski. — Sam widziałem — odrzekł Rössel.…
— Czego? — zapytał doktor. — A to, wielmożny doktorze, sołtys mię tu przysłał... — Po co? — A po wielmożnego doktora. — Kto chory? — Nauczycielka ta u nas we wsi zachorzała, sparło ją cosi.
— Doprawdy — mówił im Atos — nie jesteście ludźmi skończonymi, lecz chyba dziećmi, kiedy wam jedna kobieta takiego strachu napędza. O cóż wam chodzi przede wszystkim? Wpakują nas do więzienia? Przecież wyciągną nas i stamtąd; dowodem pani Bonacieux, którą jednak potrafiono uwolnić. Głowy nam utną?…
Już pod sam wieczór przyszedł Jambroży, nie wytrzeźwiony do cna, bo się jeszcze potaczał i mówił tak prędko, że trudno było rozebrać. — Nogeś pono wykręcił? — A obaczcie i poredźcie. W milczeniu odwijał szmaty przekrwione, zeschłe i tak przywarte do nogi, że Kuba zaczął krzyczeć wniebogłosy. — I panna przy rodach tak nie kwiczy! — mruknął urągliwie. — Kiej boli!... A dyć nie szarpcie! Jezus! — wył prawie.…
— Na wyści...?... A cóżeś ty robił na wyścigach?... — Puszczałem konia i nawet wziąłem nagrodę. Szuman uderzył się ręką w tył głowy i nagle rozsunąwszy Wokulskiemu jedną i drugą powiekę zaczął mu pilnie badać oczy. — Myślisz, żem zwariował? — spytał go Wokulski. — Jeszcze nie. Czy to — dodał po chwili — ma być żart, czy serio?
Chcę tu podnieść rzecz inną, mianowicie zwrócić uwagę kolegi Judyma na tę okoliczność, że jego myśli i wzloty altruistyczne nie mają silnego gruntu. Lekarze nie trzymają wcale w ręku władzy, jaką im kolega przypisuje. Gdyby najszczerzej i najusilniej chcieli zmusić szynkarza z Château-Rouge do zastosowania tak zwanych wymagań higieny, to im się to w żadnym razie nie uda.…
Pokazujemy 48 z 67 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.