motyw literacki
Kobieta "upadła"
36fragmentów
9lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Hymny 10 fragmentów
- Lalka 9 fragmentów
- Dawid Copperfield 7 fragmentów
- Chłopi, Część druga - Zima 5 fragmentów
- Kandyd 1 fragment
- Menażeria ludzka 1 fragment
- Napój cienisty 1 fragment
- Nie-Boska komedia 1 fragment
- Szewcy 1 fragment
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
— Wygnali me! Wypędzili me! Jak tego psa na mróz, w cały świat! A gdzie ja się sierota podzieję teraz?... Gdzie? — Nie krzycz mi tu, świnio jedna! — wrzasnął głos z sieni wywartej. — Wezmę kija, to wnet zmilkniesz! A wynoś mi się w te pędy, do Franka idź, łajdusie jeden! Jak się macie, Borynowa! Moiściewy, a to już od jesieni wiadomo było... a mówiłam, prosiłam, zaklinałam, strzegłam — a bo to łajdusa ustrzeże!…
Wracając do domu, zdziwiony byłem, zastawszy przede drzwiami Hama, który oznajmił mi, że Emilka jest wewnątrz. Spytałem go, dlaczego i on nie wszedł. — Bo — rzekł zmieszany — Emilka ma tam z kimś coś do pomówienia. — Tym bardziej — zauważyłem — powinien byś znajdować się wówczas z nią razem. — Tak, niby to tak na ogół — odrzekł, głos zniżając i z niezwykłą powagą. — Ale tym razem...…
…szatańskim chichotem płoną świeże, niezwiędłe róże grzechu i winy! Na ich purpurze osiadł posępny i siny tej Konieczności cień, z której przepastnej głębiny, z łona, pełnego niweczących tchnień, nad boskiej woli złomem wyrosły zabójcze kwiaty w Pańskiego gniewu nieskończony dzień... A Ewa jasnowłosa, matka gwiazd i ziemi, upaja się ich wonią, schylona nad niemi.
— Jak to! Pan Kandyd nie poznaje już Pakity? Na te słowa, Kandyd, który do tej chwili nie przyjrzał się jej uważnie, bo w myśli miał jedynie Kunegundę, wykrzyknął: — Co! Biedne dziecko, więc to ty! Ty, która wpędziłaś doktora Panglossa w piękny stan, w którym go oglądałem? — Niestety, panie, to ja, ta sama — odparła Pakita — widzę, że pan wie o wszystkim.…
Natomiast obok krzyża leżącego na ziemi wciąż klęczała młoda dziewczyna w aksamitnym kaftaniku i jaskrawym kapeluszu. Gdy zwróciła oczy na oświetlony grób, jej także błysnęło coś na wyróżowanych policzkach. Jeszcze raz ucałowała nogi Chrystusowi, ciężko podniosła się i wyszła. „Błogosławieni, którzy płaczą... Niechże przynajmniej tobie zmarły Chrystus dotrzyma obietnicy” — pomyślał Wokulski i wyszedł za nią.…
— Wicek! — zawołała — Wicek, a pójdzi tu ino! Mąż zlazł ze stołu i nie przestając grać, do okna poszedł. — Co chcesz? — zapytał. — Odpędź no jakąś małpę, co się pod oknami słania! Przytrzymując dziecko prawą ręką, lewą odkręciła rygiel i otworzywszy na oścież okno, miejsca mężowi ustąpiła. On, grając ciągle, bokiem przez parapet się przechylił i wśród smugi światła dojrzał w oddaleniu bladą i spłakaną twarz siostry.…
Między niebem a piekłem, wśród słynnych bezdroży, Które lotem starannie pomija duch boży, Stoi karczma, gdzie widma umarłych opojów Święcą tryumf swych szałów pijackich i znojów. Skąpiec, co, mrąc, ostatnie połknął ametysty, Znajdzie tu za dwa grosze nocleg wiekuisty, — I zbrodniarz, co w błysk noża zachował swą wiarę, Zdoła tutaj niejedną nadybać ofiarę, — I nierządnica, sennym wabiąca pachnidłem, Brwi nabytym w……
…— Dobry wieczór Pani. — cicho JW. Panie, mów Obywatelko — lub Wolna Kobieto. — Cóż znaczy ten tytuł, skąd się wyrwał? — Fe — fe — cuchniesz starzyzną. — Język mi się zaplątał. — Jestem swobodną, jako ty, niewiastą wolną, a towarzystwu za to, że mi prawa przyznało, rozdaję miłość moją. — Towarzystwo znów za to ci dało te pierścienie i ten łańcuch ametystowy. — Och! podwójnie dobroczynne towarzystwo!…
Dziwka w majonezie! Czego też taki biedak nie wymyśli! Muszę spróbować!
…Wiecie, a to w nocy Magda od organistów zległa w kruchcie. — Cudeńka prawicie! — Żeby to cudeńka, ale prawdziwą prawdę! Jambroży szedł dzwonić i nastąpił na nią... — Mój Jezus! I nie przemarzła! — Bogać ta nie, dziecko na śmierć zamarzło! a Magda ledwie zipie. Wzięli ją na plebanię i cucą jeszcze... a lepiej, żeby nie docucili... co jej za niewola żyć, co za dobro ją czeka: cierpienie ano i harowanie!…
— Tak to, pani Gummidge — powiedział wesoło, na co kobieta zamruczała coś niewyraźnie — postawmy świecę jak zwykle. Ha, ha! Pan Davy nie wie, co to znaczy. To dla Emilki. Ścieżka po ciemku ponura. Jak tylko jestem w domu, w tym czasie, kiedy Emilka wraca, zawsze zapalam świecę i stawiam w oknie, a Emilka myśli sobie: „oto dom", i myśli jeszcze: „wuj mnie czeka". A co, dobrze tak?…
Nie patrz, gdzie siadła jasnowłosa Ewa, wygnana z raju na wieczysty czas, mająca zbrodnię u swych białych stóp, wieczyście żarta płomienistą żądzą winy i grzechu...
Na ulicy zrównał się z nią i zapytał: — Dokąd idziesz? Na jej twarzy znać było ślady łez. Podniosła na Wokulskiego apatyczne wejrzenie i odparła: — Mogę pójść z panem. — Tak mówisz?... Więc chodź. Nie było jeszcze piątej, dzień duży; kilku przechodniów obejrzało się za nimi. „Trzeba być kompletnym błaznem, ażeby robić coś podobnego — pomyślał Wokulski idąc w stronę sklepu.…
Właśnie byli rozwlekli taką roztlałą kupę, gdy któryś, bodaj chłopak Kłębów, wygarnął osękiem jakąś opaloną szmatę i podniósł wysoko. — Jagusina zapaska! — wrzasnęła urągliwie Kozłowa, boć już dobrze wiedziano, co się stało. — Pogrzebta no, chłopaki, może najdzieta tam jeszcze jakie portki!... — Hale! wyniósł je całe, tyle że mógł zgubić na drodze. — Dzieuchy już szukały, ktosik je uprzedził.…
Ach! Co tam pomyślicie, widząc to pismo i widząc, że moja to niegodziwa kreśli ręka. Nie dla mnie, nie zasługuję na to, ale przez pamięć na wuja otwórzcie mi serce na chwilę. Proszę i błagam o to. Weźcie kawałek papieru i napiszcie na nim jedno, jedyne słówko: jak się wuj miewa i co mówi o mnie, jeśli tam jeszcze mnie wspominacie kiedy!…
Niechaj mnie sądzą, niechaj mnie karzą — tak, mnie, Adama, com na barki swoje zabrał z Ogrodu to nadludzkie brzemię przygniatającej winy i wieki wieków pnę się z tym ciężarem ku wiekuistej wyży i zbladłą nie śmiem odwrócić się twarzą tam, ku tym zmrokom, co zaległy ziemię, tam, ku piekielnej przełęczy, na której siadła jasnowłosa Ewa z padalcem grzechu u swych białych stóp...
„Starski to jest ten drugi kochanek, Ochocki trzeci... A Rossi?... Rossi, któremu ja urządzałem klakę i znosiłem mu do teatru prezenta... Czymże on był?... Głupi człowieku, ależ to jest Mesalina, jeżeli nie ciałem, to duchem... I ja, ja mam szaleć dla niej?... Ja!..."
— Sądów to sprawa, nie nasza, ale kto winowaty przed Bogiem i ludźmi, jeśli nie ta suka Jagna? co? — podniesła znowu surowy głos Balcerkowa. — Prawda! Juści! takie zberezeństwo, taki grzech! — szeptały ciszej, zbiły się w kupę i zaczęły jedna przez drugą wypominać jej grzechy.…
Zgodził się na mą propozycję. Zauważyłem, z jaką starannością ustawił przed odejściem wszystko w izdebce: zapalił świecę, posłał łóżko i dostał nawet z szafy dawną suknię Emilki. Nie mówił nic przy tym, ja też zachowałem milczenie. Od jakże dawna codziennie tak jej wyczekiwał! — Był czas — mówił, schodząc ze schodów — kiedym sądził, że Marta nie warta pyłu spod stóp Emilki.…
Jeszcze nie zapiał kur, a na piekielnej przełęczy, nad dnem Styksowych otchłani, siedzi pod złomem niebotycznej grani pramatka Grzechu, jasnowłosa Ewa, z gadziną zdrady u swych białych stóp.
Nie rozumiem jeszcze sytuacji — ciągnął dalej — ale najprawdopodobniej jest tak: panna idzie za mąż dla pieniędzy, a Starski swymi teoriami umacnia ją w tym zamiarze. A może i on podkochuje się w niej?... Niepodobna. Prędzej już się nią znudził i gwałtem namawia do zamążpójścia. Chociaż... Nie, to byłaby potworna kombinacja. Tylko kobiety publiczne mają kochanków, którzy prowadzą nimi handel.…
Błądzili przeto kieby po omacku nie mogąc w żaden sposób znaleźć wyjścia z męczącej zagadki... We wszystkich chałupach gadali o tym, a nikto prawdy się nie dowiedział, tyle jeno z tych deliberacji wyszło, że gniew do Antka przeszedł, zmilkli nawet jego wrogowie, a przyjaciele, jak Mateusz, podnieśli znowu obronne głosy, ale natomiast wzniesła się sroga niechęć ku Jagnie i dochodziła aż do zgrozy strasznego……
Mówiła coś sama do siebie. Chusta się jej osunęła z ramion; zapatrzona w wodę załamała ręce, podobniejsza do lunatyczki niż do poruszającej się na jawie istoty. Czułem, że się natychmiast, w moich oczach, rzuci do rzeki. Porwałem ją za ręce, wołając: — Marto! Krzyknęła, szarpiąc się z nieludzką siłą w mych rękach i nie wiem, czybym dał jej sam radę, gdyby mi w pomoc silniejsza dłoń nie przyszła.…
Jakaż to orgia dzika! Jakiż to chaos mąk! Kyrie elejson! Idą na się zmartwychwstali, ogniem wojny świat się pali, tłumy w krwawej brodzą fali! Adamie potępiony, zwróć się z strasznych dróg! Zawiśnij na swym krzyżu, sterczącym w niebiosa, i nie patrz, gdzie w spokoju Ewa jasnowłosa, piekielny zająwszy próg, do rozpustnego przytula się gada!
— Bo ja jeszcze, z przeproszeniem łaski pańskiej, chciałbym się ożenić... Tylko nie wiem... Poskrobał się w głowę. — Z kimże to? — spytał Wokulski. — Z tą panną Marianną, co mieszka u furmanów Wysockich. Ja też mieszkam w tym domu, tylko na górze. „Chce się żenić z moją magdalenką?" — pomyślał Wokulski. Przeszedł się po pokoju i rzekł: — A dobrze ty znasz pannę Mariannę? — Co nie mam znać?…
— Nie idzie mi wcale o to, czym ją zastała, czy nie — ozwała się wreszcie wyniośle panna Dartle. — Nie dla niej tu przyszłam, a ciebie chciałam widzieć. — Mnie? — spytał cichy, łagodny głos, który napełnił mnie dreszczem, był to bowiem głos Emilki. — Tak, ciebie — odparła ostro panna Dartle. — I cóż, nie płoniesz ze wstydu?…
…A kto mi kazał patrzeć na te czarne głazy, rozpadające się na gruz pod mocą Twojego gniewu, przeraźliwy Boże — na głazy te, gdzie straszny owoc Twego drzewa, złocistowłosa Ewa, do piersi pierś padalca tuli obnażoną?... O Głowo, przepasana cierniową koroną!... Któż się nad dolą zlituje sierocą, nad moją dolą, której, Boże, Twe ręce z kajdan nie wyzwolą? Kyrie elejson! Patrzaj!... Kyrie elejson!…
…Kokietowała... ależ tak, najbezwstydniej kokietowała wszystkich mężczyzn; ze wszystkimi kobietami walczyła o piękność, hołdy i toalety... Co robiła?... Nic. Przyozdabiała salony. Jedyną rzeczą, za pomocą której mogła zdobyć sobie byt materialny, była jej miłość, fałszywy towar!... A ten Starski... Cóż Starski? Taki pasożyt jak i ona... Był zaledwie epizodem w jej życiu pełnym doświadczeń.…
Pokazujemy 28 z 36 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.