motyw literacki
Wąż
50fragmentów
21lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Hymny 7 fragmentów
- Mały Książę 5 fragmentów
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 5 fragmentów
- Quo vadis 5 fragmentów
- Dziady, część III 4 fragmenty
- Boska Komedia 3 fragmenty
- Nie-Boska komedia 3 fragmenty
- Balladyna 2 fragmenty
- Konrad Wallenrod 2 fragmenty
- Kordian 2 fragmenty
- W pustyni i w puszczy 2 fragmenty
- Genesis. Księga Rodzaju. Bereszit 1 fragment
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Wyłażą Z twojego dzbanka maliny jak węże, Aby mię kąsać żądłami wymówek. Idź i bądź panią! siostra się zaprzęże Jak wół do pługa, będzie tłoczyć olej Z kolących siemion i z brzydkich makówek. A wstydź się, siostro... proszę cię, nie bolej Nad moim szczęściem. Cha! cha! cha! Co znaczy Ten śmiech okropny? siostro! czy ty chora? Jeżeli wielkiej doznajesz rozpaczy, To powiedz... Ale ty kochasz Kirkora?…
Gdy słońce w porze młodocianej roku Promiennym włosem po Wodniku brodzi A noc już dniowi nie narzuca zmroku; Jeśli ubieli ziemię zamróz ostry, Udając barwy swojej białej siostry, Lecz trwa niedługo i chłód swój łagodzi: Wieśniak, któremu braknie suchej paszy, Widząc wokoło bielące się błonie, Wraca do domu, załamuje dłonie, Jak nieszczęśliwy, co widmem się straszy; Potem wychodzi i pełen nadziei, Widząc weselszy……
Kto ranną myśl świętą przyniesie z kościoła, Kto rozmów poczciwych smak czuje, Noc-pjawka wyciągnie pobożną myśl z czoła, Noc-wąż w ustach smaki zatruje.
wąż — hebr. נָחַשׁ (nachasz): 'wąż'. Można odczytywać postać węża jako symbol satana (czyli szatana, oskarżyciela), ale proste znaczenie wersetu mówi, że mowa tu o zwierzęciu, które obdarzone było nadzwyczajnymi cechami.…
Zdarza się wprawdzie, że sąsiad sąsiada, Z którym nieprzyjaźń toczył od lat wielu, Uściska wreszcie, gniewne serce składa, Jeden drugiego zowiąc: przyjacielu; Że bardziej jeszcze niźli złe sąsiady, Gniewne na siebie Litwiny i Lachy Często u wspólnej pijają biesiady, Snu używają pod jednymi dachy I miecze łączą ku wspólnej potrzebie; A jeszcze bardziej nad litewskie męże I nad Polaki zawziętsi na siebie Od wieku……
Zdajesz się pełen dobrych chęci, byłbyś Też nikczemniejszy niż najlichsze ziele, Wegetujące nad brzegami Lety, Gdybyś pozostał na to obojętny. Słuchaj więc, słuchaj, Hamlecie. Puszczono Rozgłos, że podczas mego snu w ogrodzie Wąż mnie ukąsił; takim to skłamanym Powodem śmierci mej zwiedziono Danię; Dowiedz się bowiem, szlachetny młodzieńcze, Że ów wąż, który zabił twego ojca, Nosi dziś jego koronę.
Niechaj mnie sądzą, niechaj mnie karzą — tak, mnie, Adama, com na barki swoje zabrał z Ogrodu to nadludzkie brzemię przygniatającej winy i wieki wieków pnę się z tym ciężarem ku wiekuistej wyży i zbladłą nie śmiem odwrócić się twarzą tam, ku tym zmrokom, co zaległy ziemię, tam, ku piekielnej przełęczy, na której siadła jasnowłosa Ewa z padalcem grzechu u swych białych stóp...
Węże ówczesne nosiły złociste bransolety i pierścienie i umiały tańczyć przy świetle księżyca dzikie, zaklęte, opętane tańce, dzwoniąc przy tym nadmiarem pierścieni i bransolet.
Nadzieję, cichym powtórzyły echem Brzegi jeziora, doliny i knieje. Zbudził się Konrad i z dzikim uśmiechem: «Gdzież jestem — wołał — tu słychać — nadzieje?!... Na co te pieśni?... Pomnę twoje szczęście: Trzy piękne córki było was u matki, Ciebie najpierwej żądano w zamęście... Biada, o biada wam, nadobne kwiatki!…
Świecie! świecie! świecie! Wąż wieczności łuskami w okrąg ciebie gniecie, Zębem zatrutym boki ogryza nieznacznie;
Sercem teraz (zmiłuj się, zmiłuj), Echem teraz (miłuj mnie, miłuj), Zlituj się, daruj, pożałuj, Weź w ciemny las — i zacałuj, Szeptem teraz, cichą namową, Szeptem tajnym, żalem-żałobą, Płynną melodią — zwolnioną — W las cię wytańczam, madonno...…
Co się tam — mówił dziaduś — koło niego nie działo, włosy na głowie stają. Otoczyły go przecie takie poczwary, że inny umarłby od samego ich wejrzenia. Były — mówił dziaduś — niedopyrze wielkie jak psy, ale ino wachlowały nad nim skrzydliskami. To zastąpiła mu drogę ropucha, duża jak ot ten kamień, to wąż zaplątał mu się między nogi, a kiedy kowal ciapnął go, wąż zaczął płakać ludzkim głosem.…
Mnie trzymała na miejscu siła nietajemnicza: ciekawość jest najsilniejszym uczuciem i to ona nie dawała mi odejść; chciałem zobaczyć, jakie wrażenie wywoła to wszystko na młodym chłopcu, który stał z rękami w kieszeniach, odwrócony plecami i patrzył poprzez gazony esplanady na żółty portyk hotelu Malabar, z miną człowieka wybierającego się na spacer, gdy tylko przyjaciel jego będzie gotów.…
Nigdy tego jutra Słońce nie ujrzy! Twoje oblicze jest podobne księdze, Treść której dziwną czytać mogą ludzie. By świat oszukać, bądź jak świat jest cały, Nieś pozdrowienie w oku, ręce, ustach, I niewinnego miej pozory kwiatka, Ale bądź wężem, co się pod nim kryje. Ten, co przybywa, znajdzie tu przyjęcie; Lecz wielką nocy tej sprawę mnie zostaw, Która na wszystkie dnie potem i noce Całej nas robi ziemi tej panami.
W książce tej napisano: „Węże boa połykają zdobycz w całości, bez przeżuwania. Potem nie mogą się ruszyć i zapadają w półroczny sen, w czasie którego trawią".
…— Jakiż ogromny orzeł wzbił się nad miejscem, w którym ten człowiek zniknął! — Witam cię — witam. Leci ku mnie, cały czarny — świst jego skrzydeł jako świst tysiąca kul w boju. — Szablą ojców twoich bij się o ich cześć i potęgę. Roztoczył się nade mną — wzrokiem węża grzechotnika ssie mi źrzenice — ha! rozumiem ciebie. — Nie ustępuj, nie ustąp nigdy — a wrogi twe, podłe wrogi twe pójdą w pył.…
Tymczasem zły duch nową pokusą go wabi, Podsłuchiwać, co Zosia mówiła do Hrabi. Dziewczyna, uprzejmością Hrabiego ujęta, Zrazu rumieniła się, spuściwszy oczęta, Potem śmiać się zaczęli, w końcu rozmawiali O jakimś niespodzianym w ogrodzie spotkaniu, O jakimś po łopuchach i grzędach stąpaniu, Tadeusz, wyciągnąwszy co najdłużej uszy, Połykał gorzkie słowa i przetrawiał w duszy. Okropną miał biesiadę.…
Tymczasem chmura szwedzka zmieniła się w niezmiernego węża, który przypełzał jeszcze bliżej. Widać już było jego straszliwe dzwona. Skręcał się, rozkręcał, czasem zamigotał pod światło połyskliwą stalową łuską, czasem ściemniał i pełzł, pełzł, wychylał się z oddalenia...
— Pokój z tobą, wierny sługo Baranka. Tak! Wolno swoje krzywdy odpuszczać, któż jednakże ma prawo odpuścić krzywdę Boga? Ale jako wąż płodzi węża, jako złość złość i jako zdrada zdradę, tak z jadu Judasza zrodził się drugi zdrajca, a jako tamten wydał Żydom i żołnierzom rzymskim Zbawiciela, tak ów, który żyje między nami, chce wydać wilkom owieczki jego i jeśli nikt nie zapobieży zdradzie, jeśli nikt nie zetrze……
O serce żmii pod kwiecistą maską! Krył–że się kiedy smok w tak pięknym lochu? Luby tyranie, anielski szatanie! Kruku w gołębich pierzach! Wilku w runie! Nikczemny wątku w niebiańskiej postaci! We wszystkim sprzeczny z tym, czym się wydajesz. Szlachetny zbrodniu! Potępieńcze święty! O, cóżeś miała do czynienia w piekle, Naturo, kiedyś taki duch szatański W raj tak pięknego ciała wprowadziła?…
— Widziałeś węża? — Widziałem. — Nie tyś go zaklął, by się nam ukazał? — Nie. — Spotka nas jakieś nieszczęście, gdyż ci głupcy nie zdołali węża zabić! — Spotka was szubienica. — Milcz. Czy twój ojciec jest czarownikiem? — Jest — odpowiedział bez wahania Staś zrozumiawszy w jednej chwili, że ci dzicy i przesądni ludzie uważają ukazanie się płaza za złą wróżbę i za zapowiedź, że ucieczka im się nie uda.…
Sto lat! Sto lat żyć będę; wziąłem skórę drugą Jak wąż — jak wąż, panowie, mam oko z brylanta
To rzekłszy, złodziej podniósł pięści obie, W każdej sterczała figa jak gwint w śrubie, A krzyczał bluźniąc: «Boże, przyjm to sobie!» Wtem wąż, i za to odtąd wężów lubię, Ścisnął za szyję bluźniercę, oszusta, Jakby rzekł: «Więcej nie zbluźnią twe usta». Drugi ramiona w węzły i pierścienie Tak jemu związał i gryzł jego ręce, Że stał, jak gdyby skamieniały w męce. Pistojo!…
Duchu nieczysty, znam cię po twym jadzie, Znowuś tu, najchytrzejszy ze wszystkich szatanów, Znowu w dom opuszczony leziesz, brzydki gadzie. Tyś wpełznął w jego usta, na zgubęś tu wpełznął
A spod korzeni jadowitych ziół, spod kęp sitowia i trzciny i traw, z rowów, przepadlisk, wądolców i jam, pokrytych opalowym szkliwem zgniłych wód, zaczyna wypełzywać żmij skłębiony płód: czarne pijawki, zielone jaszczury wiją się naprzód wpław i oplatają kręgami śliskiemi męczeńskich krzyżów smutne miliardy, z bagnistej wyrosłe ziemi, zapadłe w bagnisty kał...…
Znam ja was!... Każda piosnka wajdeloty Nieszczęście wróży jak nocnych psów wycie: Mordy, pożogi wy śpiewać lubicie, Nam zostawiacie — chwałę i zgryzoty... Jeszcze w kolebce wasza pieśń zdradziecka Na kształt gadziny obwija pierś dziecka I wlewa w duszę najsroższe trucizny, Głupią chęć sławy i miłość ojczyzny!...…
Carze! carze! truciznę schowaj na ostatki. Znałem was dobrze, katów bezczestnych i dumnych, Was matka nauczyła zabijać słowami. Dwóch było mądrych, trzeci głupi; do rozumnych Ktoś rzekł: «Waszego ojca udusim szarfami», Odpowiedzieli: «Dobrze». — Poszli... udusili... Pomnisz, Beningsen przyszedł i rzekł: «Pawła cara Udusiliśmy...» — rzekli: «Amen...» — Więc zabili, Sami zabili ojca — a na szarfy kara... Ha!…
Mój rysunek nie przedstawiał kapelusza. Przedstawiał węża boa trawiącego słonia. Wobec tego narysowałem wnętrze węża boa, aby dorośli mogli to zrozumieć. Zawsze trzeba im wszystko wyjaśniać.
Jehowa pan nasz, a nikt inny. — On nas porozrzucał wszędzie, On nami, gdyby splotami niezmiernej gadziny, oplótł świat czcicielów Krzyża, panów naszych, dumnych, głupich, niepiśmiennych.
Dalej, z rowu wybiegłszy, strumień na równinie Rozkręca się, ucisza, lecz widać że płynie, Bo na jego ruchomej, drgającej powłoce Wzdłuż miesięczne światełko drgające migoce. Jako piękny wąż żmudzki, zwany giwojtosem, Chociaż zdaje się drzemać, leżąc między wrzosem, Pełźnie, bo na przemiany srebrzy się i złoci, Aż nagle zniknie z oczu we mchu lub paproci: Tak strumień kręcący się chował się w olszynach
— Idź i błagaj Boga, by ci przebaczył winy — rzekł jej posępnie. — Uciekaj, póki zły duch, który cię oplątał, nie przywiedzie cię do zupełnego upadku i póki nie zaprzesz się Zbawiciela. Bóg umarł dla cię na krzyżu, by krwią własną odkupić twą duszę, lecz ty wolałaś umiłować tego, który chciał cię uczynić swoją nałożnicą.…
Wśród olbrzymich liści tych roślin ukryte były chaty murzyńskie, niektóre popalone w czasie napadu, inne zrujnowane — ale niektóre całe. W środku wznosiła się największa, należąca niegdyś do króla wioski, pięknie ulepiona z gliny, z obszernym dachem tworzącym naokół ścian rodzaj werandy.…
To rzekłszy, złodziej podniósł pięści obie, W każdej sterczała figa jak gwint w śrubie, A krzyczał bluźniąc: «Boże, przyjm to sobie!» Wtem wąż, i za to odtąd wężów lubię, Ścisnął za szyję bluźniercę, oszusta, Jakby rzekł: «Więcej nie zbluźnią twe usta». Drugi ramiona w węzły i pierścienie Tak jemu związał i gryzł jego ręce, Że stał, jak gdyby skamieniały w męce. Pistojo!…
Duszę do piekła wlec, Wężami smagać, piec.
Jakaż to orgia dzika! Jakiż to chaos mąk! Kyrie elejson! Idą na się zmartwychwstali, ogniem wojny świat się pali, tłumy w krwawej brodzą fali! Adamie potępiony, zwróć się z strasznych dróg! Zawiśnij na swym krzyżu, sterczącym w niebiosa, i nie patrz, gdzie w spokoju Ewa jasnowłosa, piekielny zająwszy próg, do rozpustnego przytula się gada!
Po przybyciu na Ziemię Mały Książę był bardzo zaskoczony, nie widząc nikogo. Zdążył się już przestraszyć, że pomylił planety, aż tu jakiś pierścieniowaty kształt w kolorze księżyca poruszył się na piasku. — Dobry wieczór — powiedział na wszelki wypadek Mały Książę. — Dobry wieczór — powiedział wąż. — Na jaką planetę spadłem? — zapytał Mały Książę. — Na Ziemię, w Afryce — odparł wąż. — Ach!...…
Chwil kilka jeszcze, jadu żmii kropel kilka jeszcze — a świat nasz, nasz, o bracia moi! —
Nieraz Klucznik był w podobnych trwogach, Nieraz miewał powrozy na ręku i nogach, A przecież się uwalniał; wiedział o sposobie Rwania więzów, był silny bardzo, ufał sobie. Przemyślał ratować się milczkiem. Oczy zmrużył, Niby śpi; z wolna ręce i nogi przedłużył, Dech wciągnął, brzuch i piersi ścisnął co najwężéj: Aż jednym razem kurczy, wydyma się, pręży; Jak wąż głowę i ogon gdy chowa w przeguby, Tak Gerwazy z……
— Bogu ofiaruję mój zawód i moją boleść — mówił — aleś ty zawiodła i Zbawiciela, boś zeszła jakoby na bagno, którego wyziewy zatruły ci duszę. Mogłaś ofiarować ją Chrystusowi jako naczynie kosztowne i rzec Mu: „Wypełnij je, Panie, łaską!", a wolałaś ofiarować słudze złego ducha. Niechaj ci Bóg przebaczy i niechaj zmiłuje się nad tobą, gdyż ja, póki nie wyrzucisz węża... ja, który miałem cię za wybraną...
Psy zniknęły. — Nowe dziwo, Każda część trupa jest żywą: Wszystkie jak oddzielne trupy Biegą zebrać się do kupy. Głowa skacze jak ropucha I nozdrzami ogień bucha; Czołgają się piersi trupa Jak wielka żółwia skorupa — Już zrosła się głowa z ciałem, Jak krokodyl bieży cwałem. Oderwanej ręki palce Drżą, wiją się jak padalce
…A kto mi kazał patrzeć na te czarne głazy, rozpadające się na gruz pod mocą Twojego gniewu, przeraźliwy Boże — na głazy te, gdzie straszny owoc Twego drzewa, złocistowłosa Ewa, do piersi pierś padalca tuli obnażoną?... O Głowo, przepasana cierniową koroną!... Któż się nad dolą zlituje sierocą, nad moją dolą, której, Boże, Twe ręce z kajdan nie wyzwolą? Kyrie elejson! Patrzaj!... Kyrie elejson!…
— Dziwne z ciebie zwierzę, cienkie jak palec... — powiedział w końcu. — Ale jestem potężniejszy niż palec króla — odparł wąż. Mały Książę uśmiechnął się. — Nie jesteś zbyt potężny... nie masz nawet nóg... i nie możesz nawet podróżować... — Mogę cię przenieść dalej niż statek — powiedział wąż. Owinął się Małemu Księciu wokół kostki, zupełnie jak złota bransoleta.…
Lecz z największym na niego naciera uporem Stary Gifrejter, co był pułku instruktorem, Wielki mistrz na bagnety. Zebrał się sam w sobie, Skurczył się, a karabin porwał w ręce obie, Prawą u zamka, lewą w pół rury porywa, Kręci się, podskakuje, czasem przysiadywa, Lewą rękę opuszcza, a broń z prawej ręki Suwa naprzód jak żądło z wężowej paszczęki I znowu ją w tył cofa
Zgroza przejęła go teraz na samą myśl o tym. Spojrzał na Chilona, który, wpatrując się w niego, zasunął rękę pod łachman i drapał się niespokojnie, po czym przejęło go niewypowiedziane obrzydzenie i chęć zdeptania tego dawnego pomocnika tak, jak depce się plugawe robactwo lub jadowitego węża. Po chwili wiedział już, co ma uczynić.…
Czasem się z wolna, po cichu przyczołga widmo węża, stal zimnych ócz we mnie topi, kręgi swe ku mnie wypręża.
— Będę wyglądał tak, jakbym cierpiał... trochę jakbym umierał. Po prostu tak będzie. Nie przychodź tego oglądać, nie warto. — Nie opuszczę cię. On jednak był zmartwiony. — Mówię ci o tym... również z powodu węża. Chodzi o to, żeby cię nie ukąsił... Węże są złośliwe. Potrafią ukąsić dla przyjemności... — Nie opuszczę cię. Jakaś myśl dodała mu otuchy: — To prawda, że nie wystarcza im jadu na drugie ukąszenie...
A jeśli czasem i Moskal się zjawił, Tyle nam tylko pamiątki zostawił, Że był w błyszczącym i pięknym mundurze: Bo węża tylko znaliśmy po skórze.
Na ten widok Chilo zwinął się nagle w kłąb, jak raniony gad,
Pokazujemy 48 z 50 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.