motyw literacki
Grzech
164fragmenty
37lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Boska Komedia 24 fragmenty
- Hymny 20 fragmentów
- Potop 20 fragmentów
- Dziady, część III 12 fragmentów
- Klechdy polskie 9 fragmentów
- Chłopi, Część druga - Zima 8 fragmentów
- Krzyżacy 6 fragmentów
- Quo vadis 6 fragmentów
- Hamlet 5 fragmentów
- Księga Wyjścia 5 fragmentów
- Przygody Tomka Sawyera 5 fragmentów
- Kordian 4 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
A powstawszy, rzekł do Anhellego: oto mi Duch boży oznajmił winę tego ludu i wiem, dlaczego tych ludzi ukrzyżowano; lecz ażeby ciała ich nie ucierpiały jakiéj nowéj sromoty, zdejmiemy je i zaniesiemy na cmentarz. Niech mają spoczynek w ziemi, albowiem w dobréj wierze na śmierć się wydali i nie będzie im to na potępienie, ale na zagładę grzechów. Krzyż je oczyścił.
Dobrze czyni, kto zawżdy z dobrymi obcuje; I najlepszego miejsce nieprawe zepsuje. Smutną synogarlicę na zdradnej zasadzce Złapał ptasznik przemyślny i osadził w klatce Trzy dni w mieście siedziała, czwartego uciekła; A co niegdyś powtórnych związków się wyrzekła, Śmielsza w kroku i z przeszłej śmiejąc się ofiary, Za jedną utraconą znalazła dwie pary.
Brzuchem do czarnego gacha Babilońska trzęsie swacha, Chrzęszcząc w drgawkach, z małpim krzykiem, Bananowym nabiodrnikiem, Centaur wlazł na centaurzycę, Dęba stanął koń w muzyce I oderżał arię końską, Mierząc w swachę babilońską, A w basenie pełnym syren Kozłonogi pływa Sylen. Brawo! Brawo! Brawo! Brawo! Jazz — zamiecią, dym — kurzawą, Sześć tysięcy w jedno ciało Zrosło się i oszalało!…
Pani zapomnieć trudno, Nie wygnać z myśli grzechu, Zawsze na sercu nudno, Nigdy na ustach śmiechu, Nigdy snu na źrenicy! Bo często w nocnej porze, Coś stuka się na dworze, Coś chodzi po świetlicy: «Dzieci — woła — to ja to, To ja, dzieci, wasz tato!» Noc przeszła, zasnąć trudno; Nie wygnać z myśli grzechu, Zawsze na sercu nudno, Nigdy na ustach śmiechu!
«Przeze mnie droga w gród łez niezliczonych. Przeze mnie droga w boleść wiekuistą, Przeze mnie droga w naród zatraconych. Mój budowniczy był wzniosłym artystą, Sprawiedliwości dna grunt mój dosięga. Mnie zbudowała wszechmocna potęga, Mądrość najwyższa, miłość samodzielna. Przede mną rzeczy nie było stworzonych Prócz nieśmiertelnych — i jam nieśmiertelna!…
— A ty się opamiętaj i nie pomstuj, boć to ojciec rodzony! Słyszysz! — Dobrze pamiętam! — odparł ze złością. — Grzech śmiertelny i obraza boska. A nic ten dobrego nie zwojuje sobie, któren w zapamiętałości rękę podnosi na ojców i przeciwi się przykazaniom Bożym. Masz rozum, toś o tym wiedzieć powinien. — Sprawiedliwości chcę ino. — A pomsty szukasz, co? Antek nie wiedział, co rzec na to.…
Prawił kieby ksiądz na spowiedzi, wypominając jej Antka, wójta i już najbarzej Jasia. Prosił i zaklinał na wszystkie świętości, by się opamiętała i zaczęła żyć inaczej. Odwróciła zesromaną twarz, oblały ją palące ognie wstydu, a serce spięło się męką, ale kiej spomniał Jasia, podniesła hardo głowę. — A cóż to złego z nim wyrabiam, co?…
— Wracalim podleśną drogą ku krzyżowi, aż tu Gulbasiak leci naprzeciw i krzyczy zestrachany: „Pod jałowcami jakieś zabite leżą!". „Zabite, to zabite", myślę, „ale warto zawdy obejrzeć". Poszłyśmy... Widzim z dala, prawda, leżą jakieś ludzie kieby nieżywe... Jeno im kulasy sterczą spod jałowców. Filipka me ciąga, by uciekać...…
Przyklęknęli przy największej, jakby przy matce całej obory; tchu im brakowało, dusze się trzęsły, łzy nabiegały do oczów, serca przenikał strach święty, jakoby w kościele podczas Podniesienia, ale dufność serdeczna i wiara w nich była, bo Witek nachylił się aż do samego ucha i szepnął drżąco: — Siwula, siwula!... Nie odrzekła ni tym słowem jednym, postękiwała ino, żuła, ruchała gębulą pomlaskując ozorem.…
Ona odczuwa me cierpienia. Dzisiaj przeniknęło mi serce jej spojrzenie. Byliśmy sami, ja milczałem, a ona patrzyła na mnie. Nie dostrzegałem teraz jej ponętnej piękności, znikł mi sprzed oczu urok jej wzniosłego ducha. Odczułem o wiele czulsze spojrzenie, malowało się w nim głębokie współczucie i słodka litość. Dlaczegóż nie wolno mi było rzucić jej się do stóp?…
…Jam ci przyszłe szczęście głosił, Na mych rękach w niebo nosił, A tyś słyszał niebios dźwięki Jako pjanych uczt piosenki. Ja, syn chwały nieśmiertelnej, Przybierałem wtenczas postać Obrzydłej larwy piekielnej, By cię straszyć, by cię chłostać; Tyś przyjmował chłostę Boga Jak dziki męczarnie wroga. I dusza twa w niepokoju, Ale z dumą się budziła, Jakby w niepamięci zdroju Przez noc całą męty piła.…
— Ja, Sargon, wódz, satrapa i powinowaty najpotężniejszego króla Assara, przychodzę pozdrowić cię, namiestniku najpotężniejszego faraona, i na znak wiecznej przyjaźni ofiarować ci dary... Następca oparł dłonie na kolanach i siedział nieporuszony jak posągi jego królewskich przodków. — Tłumaczu — rzekł Sargon — czy źle powtórzyłeś księciu moje uprzejme powitanie?…
Jesli nie grzeszysz, jako mi powiadasz, Czego się, miła, tak często spowiadasz?
Pożałował נָחַם nacham ubolewał Zgładzę ludzi מָחָה macha bydlę
Godzien pochwały, Hamlecie, ten smutek, Którym oddajesz cześć pamięci ojca; Lecz wiedz, że ojciec twój miał także ojca I że go także utracił tak samo Jak tamten swego. Dobry syn powinien Jakiś czas boleć po śmierci rodzica; Lecz uporczywie trwać w utyskiwaniach Jest to bezbożny okazywać upór, Sprzeciwiający się wyrokom niebios; Jest to niemęskie okazywać serce, Niesforny umysł i płochą rozwagę.…
Żałobna drogo nieochybnej kary, broczącej we łzach i przy jęków wtórze w ten pozbawiony końca Pańskiego gniewu dzień, w którym w pożarach spokojnego słońca szatańskim chichotem płoną świeże, niezwiędłe róże grzechu i winy!…
…Myślał tak długo, aż postanowił księgę spalić, aby jej obecność w chałupie nie zdradziła przed ludźmi jego z Majką znajomości. Kilka szczap smolnych w kominie rozniecił i księgę na szczapach odpowiednio umieścił. Zaledwie ogień, smołą wonnie i żarliwie sycony, dotknął mchów aksamitnych, księga spłonęła w okamgnieniu, nie pozostawiając po sobie ani węgla, ani popiołu.…
…Wchodzą, wołają Alfa po imieniu: «Zdrajco! twa głowa dzisiaj pod miecz padnie! Żałuj za grzechy, gotuj się do zgonu! Oto jest starzec, kapelan Zakonu: Oczyść twą duszę i umrzyj przykładnie!» Z dobytym mieczem Alf czekał spotkania.…
Cicho! módlcie się raczej! miejsce nie do gwarów, Zeszliśmy się w grobowce składać sąd na carów, Patrzcie więc w serca wasze! patrzcie w serca wasze! Aby je wiecznej ludów nie przedać ohydzie. Niech nas Bóg wieńcem prawdy gwiaździstej opasze, Niech anioł cichy zejdzie pośród nas... Kto idzie? Winkelried! Tu słychać ciągle głos szyldwacha i odpowiadanie spiskowych.…
Więc od początku ja rzeczy ujawnię. Bo słusznie Febus i ty równie słusznie Ku umarłemu zwróciliście troskę; Z wami ja wspólnie siły złączonymi Spłacę, dług bogu i dług naszej ziemi, A tym nie dalszym z pomocą ja idę, Lecz sam ze siebie tę zrzucę ohydę. Bo ów morderca mógłby równie łacno Zbrodniczą dzisiaj na mnie podnieść rękę. Zmarłemu służąc, usłużę więc sobie.…
— Gdyby był chrzest przyjął i Tyniec benedyktynom oddał, może by mu Bóg grzechy odpuścił, ale że tego nie uczynił, przeto go ziemia pożarła. — A to benedyktyni byli już w tym Królestwie? — Benedyktynów w tym Królestwie nie było, albowiem sami tu wówczas żyli poganie. — To jakże mógł chrzest przyjąć albo Tyniec oddać? — Nie mógł, i właśnie dlatego skazan jest do piekła na męki wiekuiste — odrzekł z powagą zakonnik.
krążymy wokół domu pana, we mgle szukając nowego przymierza. i biorąc to za dobrą monetę. która za nasze grzechy będzie wydana obcym. zanim obcy się sobie sami już niedługo wydamy.
Niby że dziecko podobne do ojca albo do matki. Jak to się dzieje? A ja wiem! a ja wiem... nieśmiało Wiesz?... powiedz... Nie ma głupich — nie powiem — ale wiem. Kto ci powiedział? Kucharka. O! kiedy? Wczoraj — jak mama poszła do teatru, a nas nie wzięła, bo to niemoralna sztuka. Poszłam do kuchni i tam Anna mi powiedziała! och! Melu!... och, Melu!... tarza się po dywanie, śmiejąc się. Hesia! Ja myślę, że to grzech.…
Siadając obok niej na kanapie, z uśmiechem odpowiedział: — Jestem, moja droga kuzynko, wielkim nicdobrego, który choruje od objedzenia się marcepanami i z uszanowaniem spogląda na chleb razowy... — O! — śmiejąc się zawołała — bardzo trafne nazwanie dla siebie wymyśliłeś! Trzeba rzeczywiście być wielkim nicdobrego, aby tak ślicznie urządzić się ze wszystkim...…
Lgnęło mi do piersi — ofiarnie pachnące, Domyślnie bezwstydne i — posłuszniejące... W ciemnościach — w radościach — na granicy łkania Mdlało od nadmiaru niedoumierania. I nic w nim nie było, prócz czaru i grzechu
— Snadź już chyba i anieli w niebie cudniej nie śpiewają od waćpanny. — Grzeszysz, rycerzu, przyrównywając moje śpiewanie do anielskiego — odpowiedziała Helena. — Nie wiem, czy grzeszę, ale to pewno, że chętnie dałbym sobie oczy wykapać, byle twego śpiewania do śmierci słuchać. Ale cóż mówię! Ślepym będąc, nie mógłbym ciebie widzieć, co również byłoby męką nieznośną.
…O Zosi, ach! pomyślić nie ważył się, wstydził. Przecież ta Zosia, taka piękna, taka miła! Stryj swatał ją! może by jego żoną była, Gdyby nie szatan, co go plącząc w grzech za grzechem, W kłamstwo za kłamstwem, wreszcie odstąpił z uśmiechem! Złajany, pogardzony od wszystkich, w dni parę Zmarnował przyszłość! Uczuł słuszną zbrodni karę.
…Przebóg! Prośba konającego święta rzecz! Tej ja odmówić nie mogę! — Grzech byłby śmiertelny! — zakrzyknął Zagłoba.
Z drugiej strony staje arcybiskup Turpin. Spina konia i wjeżdża na goły pagórek. Woła Francuzów i upomina ich: „Panowie barony, Karol zostawił nas tutaj: dla naszego króla trzeba nam mężnie umrzeć. Pomóżcie bronić chrześcijaństwa. Czeka was bitwa, możecie być pewni, bo oto własnymi oczyma widzicie Saracenów. Kajajcie się za grzechy, proście Boga o przebaczenie; ja was rozgrzeszę, aby ocalić wasze dusze.…
Tutejszy proboszcz dopiero od kilku lat rządził parafią. Był to człowiek średniego wieku, bardzo piękny. Posiadał wyższe ukształcenie i maniery dobrze wychowanego szlachcica. Co rok sprowadzał więcej książek aniżeli wszyscy jego sąsiedzi i dużo czytał; nie przeszkadzało mu to hodować pszczół, polować, bywać na sąsiedzkich zebraniach i pełnić duchownych obowiązków. Posiadał ogólną sympatię.…
Znowu soboli kołpak Kmicica pochylił się nad kunim Oleńki. Sama teraz nie wiedziała, co ją upaja więcej: pocałunki czy ta jazda zaczarowana? I lecieli dalej, a ciągle borem, borem! Drzewa uciekały w tył całymi pułkami. Śnieg szumiał, konie parskały, a oni byli szczęśliwi. — Chciałbym do końca świata tak jechać! — zawołał Kmicic. — Co my czynimy? To grzech! — szepnęła Oleńka. — Jaki tam grzech! Daj jeszcze grzeszyć.
— A to urwis! Chyba już nigdy nie zmądrzeję! Tyle razy nabrał mnie przecież na ten kawał. Ale nie ma większego osła niż stary osioł. I jak można przewidzieć, co ten chłopak znowu wymyśli. Zwłaszcza że doskonale wie, na ile może sobie pozwolić i ile wytrzymuje moja cierpliwość. Niech tylko na chwilę odwróci moją uwagę albo mnie rozśmieszy — to już koniec, złość mi mija i nawet nie mogę mu dać porządnego klapsa.…
Na twarzy robotnika odbiło się zakłopotanie. Oto niedawno zabił człowieka, a może i dwóch, a nauka Chrystusa zabrania zabijać. Nie zabił ich wszelako w swojej obronie bo i tego nie wolno! Nie zabił, Chryste uchowaj, dla zysku... Biskup sam mu dał braci do pomocy, ale zabijać nie pozwolił, on zaś niechcący zabił, bo Bóg pokarał go silą zbyt wielką... I teraz ciężko pokutuje...…
Sądząc po głosie, z Montekich to któryś. Daj no mi rapir, chłopcze. Jak się waży Ten łotr tu wchodzić i kłamaną larwą Szyderczo naszej urągać zabawie? Na krew szlachetną, co mi wzdyma serce, Nie będzie grzechu, jeśli go uśmiercę.
Gdy stworzył Bog człowieka, Iżby był żyw eż do wieka, Stworzył Bog Jewę z kości Adamowi ku radości. Dał jemu moc nad źwierzęty — By panował jako święty — Podał jemu ryby s morza. Chcąc go zbawić wszego gorza Polecił mu rajskie sady; Chcąc ji zbawić wszej biady, To wszytko w jego moc dał, Jedno mu drzewo zakazał, By go owszejki nie ruszał Ani się na nie pokuszał, Rzeknąc jemu: „Jedno ruszysz, Tedy pewno umrzeć……
— Wyznaję, panowie! Zawiniłem, lecz dla każdego grzesznika jest zmiłowanie.
…a toć były dawniej gniewy! Nawet była krew, rzezańce i splamiła krew sukmany. Byli ta tacy pohańce. Jo nic nie wiem, jestem czysty. To tam pewnie swoje robi Czart i ogień wiekuisty. Nie wódź nas na pokuszenie, Panie Jezusie najsłodszy...
Wzięły wilka skrupuły. Wiódł łotrowskie życie, Więc ażeby pokutę zaczął należycie, Zrzekł się mięsa. Jarzyną żyjąc przez dni kilka, Znalazł na polowaniu znajomego wilka. Trzeba pomóc bliźniemu! Za pracę usłużną Zjadł kawał mięsa — gardzić nie można jałmużną.…
Huk tak potężny sen mi spłoszył z powiek, Chwiałem się cały z wrażeniem niemiłem, Jak nagle ze snu przebudzony człowiek. Wstałem i we śnie wypoczętym okiem Wodziłem wkoło, badając, gdzie byłem. Byłem nad brzegiem otchłani boleści, Z której bez końca zgiełk zmieszanej treści Huczał jękami, westchnieniem głębokiem, Jako huk grzmotów daleki i długi.…
Nie, to nie! I coraz bardziej zawzinał się przeciwko niej i przeciw wszystkiemu! Ojcowa ona, to i obca, to i ta przybłęda, ten pies bezpański, ten złodziej, co gront, dobro najwyższe, im kradnie — a to kijem go choćby i na śmierć zakatrupię! A bo to raz chciało mu się ojcu do oczów stanąć i rzec: nie możecie się z Jagną żenić, bo ona moja!…
— Wiecie — wrzeszczała — a to może przed godziną przyszedł z wojska Jasiek! — Tereski chłop! A dyć powiadała, co wraca dopiero na kopania. — Co inom go widziała, galancie koło niego i okrutnie stęskniony do swoich. — Dobry był chłop, ale zawzięty. Tereska doma? — Rwie len u proboszcza i jeszcze nie wie, co ją w domu czeka. — Znowu zakotłuje się w Lipcach, przeciek mu zarno powiedzą!…
A często, nie mogąc się oprzeć, zasłuchiwała się w tych gorących szeptach Antkowych, co wciąż, z jednaką siłą dzwoniły w sercu... — „Gniew boski i potępienie wieczne na takie!" — usłyszała wyraźnie głos księdza i jego czerwoną twarz i wyciągnięte, grożące ręce widziała przed sobą. Zalękła się srodze, struchlała w głębokim poczuciu winy. — Nie, nie wyjdę! Grzech by był śmiertelny, śmiertelny!…
W dzień Bóg nam dokucza, lecz w nocy wesele, W noc późną próżniaki się tuczą, I w nocy swobodniej śpiewają minstrele, Szatany piosenek ich uczą. Kto ranną myśl świętą przyniesie z kościoła, Kto rozmów poczciwych smak czuje, Noc-pjawka wyciągnie pobożną myśl z czoła, Noc-wąż w ustach smaki zatruje. Śpiewajmy nad sennym, my, nocy synowie, Usłużmy, aż będzie nam sługą.…
Jestem duchem twego ojca, Skazanym tułać się nocą po świecie, A przez dzień jęczeć w ogniu, póki wszystek Kał popełnionych za żywota grzechów Nie wypali się we mnie. Gdybym miejsca Mojej pokuty sekret mógł wyjawić, Takie bym rzeczy ci opisał, których Najmniejszy szczegół rozdarłby ci duszę, Młodą krew twoją zmroził, oczy twoje Jak gwiazdy z posad wydobył, zwinięte, Gładkie kędziory twoje wyprostował Tak, że ich……
Nie patrz, gdzie siadła jasnowłosa Ewa, wygnana z raju na wieczysty czas, mająca zbrodnię u swych białych stóp, wieczyście żarta płomienistą żądzą winy i grzechu...
„Zachciało się duszy na wywczasie pogrzeszyć, a Bóg jej ani czarów nie poskąpił, ani jej powrozami na bezdrożach nie skrępował, bo nie chciał jej widać wolnej woli ująć, jako tej darowizny szczupłej, którą, niby kęs czarnego chleba, od wieków spożywa, a spożyć ani umie, ani może — pomyślał Dziura, głowę na piersi dla tym lepszego myślenia zwieszając.…
Synu! powstań z prochu I leć do Boga, ale przebacz światu. Bóg cię wyrywa z lwiej paszczy i z lochu, W którym byś uwiądł na kształt mdłego kwiatu... Teraz, mój synu, przed wieczności drogą Nie masz co komu przekazać na ziemi? Nic. I nikogo na ziemi? Nikogo. Nie byliż ludzie przyjaciółmi twemi?... Nikt. Tyś mi tego nie powiedział grzechu! Zlituj się nad nim, Boże! Wielki Boże!
O wy, którzyście starszyzną tej ziemi, Jakież będziecie wnet słyszeć i widzieć Klęski i jakiej doznacie boleści, Jeżeli trwacie w miłości tych domów. Myślę, iż Istru, ni Fasisu wody Kałów nie zmyją, co kryją się w wnętrzu Tego domostwa i wyjrzą na światło. — Woli to dzieła. A najgorszą męką Ta, którą człowiek własną ściągnie ręką. To już, co wiemy, dość daje żałoby I dosyć jęków. Cóż nadto przynosisz?…
Pokazujemy 48 z 164 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.