motyw literacki
Kaleka
22fragmenty
10lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Klechdy polskie 5 fragmentów
- Katarynka 4 fragmenty
- Dziady, część III 3 fragmenty
- Bajki i przypowieści 2 fragmenty
- Chłopi, Część pierwsza - Jesień 2 fragmenty
- Lalka 2 fragmenty
- Baśnie 1 fragment
- Kordian 1 fragment
- Opowieść wigilijna 1 fragment
- Popioły 1 fragment
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Niósł ślepy kulawego, dobrze im się działo; Ale że to ślepemu nieznośno się zdało, Iż musiał zawżdy słuchać, co kulawy prawi, Wziął kij w rękę: «Ten — rzecze — z szwanku nas wybawi». Idą; a wtem kulawy krzyknie: «Umknij w lewo!» Ślepy wprost i, choć z kijem, uderzył łbem w drzewo. Idą dalej; kulawy przestrzega od wody; Ślepy w bród; sakwy zmaczał, nie wyszli bez szkody.…
— Tutaj, w tej wąskiej uliczce, w piwnicznej izbie ubogiego domu, mieszkał biedny chory chłopczyk. Od lat najmłodszych nie wstawał z posłania: był kaleką. Kiedy czuł się lepiej, mógł przejść parę razy ciasną izdebkę przy pomocy szczudeł; dla niego była to wielka wyprawa. Podczas pogodnych dni letnich niekiedy ciepłe promienie słońca przenikały aż do nędznej izdebki i padały jasną, ciepłą smugą na podłogę.…
I dziadów zlazło się ze wszystkich stron co niemiara: ślepych, kulawych, niemych i zgoła bez rąk i nóg, tyla jak na odpuście jakim. Wygrywali na skrzypicach pieśnie pobożne, drugie śpiewali pobrzękując w miseczki, a wszystkie spod wozów, spod ścian i prosto z błocka żebrali lękliwie i wypraszali sobie ten grosik jakiś abo jensze wspomożenie.
Ślepa? któż to ona? Pani Rollison Matka tego Rollisona. Co dzień tu są. Odprawić było — Z Panem Bogiem! Odprawiamy, lecz siada i skwierczy pod progiem. Kazaliśmy brać w areszt, — ze ślepą kobiétą Trudno iść, lud się skupił, żołnierza wybito. Czy mam wpuścić? E! rady sobie dać nie umiesz — Wpuścić, tylko aż do pół schodów — czy rozumiesz?…
Ale chora, im bardziej odzyskiwała siły, tym mocniej niepokoiła się swoim kalectwem...
Było ich dwóch: prawy — kulawiec, a lewy — jednoręki. Ten ostatni posiadał jeno lewicę, więc mu było dogodniej i ściślej podczas wędrówek nieustannych prawym, przegrody wszelakiej wyzbytym ramieniem z przyjacielem się stykać, a lewicy, którą wielce sobie ważył, swobodę i przestronność pozostawiać.…
Pozwólcie też, panowie, spojrzeć człowiekowi... Garbuś! garbuś! Ustąpcie miejsca garbusiowi... Wsadzić go na ramiona... Zgodziłby się mały! Wszak o nim historyja świat obiegła cały. Wracając nocą nie mógł rynsztoka przeskoczyć; Sajetowego sukna nie chciało się zmoczyć; Czeka...…
…A jeżeli panna Izabela pokocha mnie albo już kocha?...” „Naprzód — należałoby wiedzieć, czy panna Izabela może kochać kogokolwiek...” „Alboż nie jest kobietą?” „Trafiają się kobiety z defektem moralnym, niezdolne kochać nic i nikogo, prócz swoich przelotnych kaprysów, podobnież i mężczyźni; jest to tak dobra wada, jak: głuchota, ślepota albo paraliż, tylko mniej widoczna.” „Przypuśćmy...” „Dobrze — mówił dalej głos……
— Jak można najlepiej — odrzekł Bob. — To złote dziecko. Nie wiem, czemu to się dzieje, ale skutkiem przesiadywania w samotności robi się teraz jakimś marzycielem i wymyśla sobie najdziwniejsze rzeczy. Dziś, gdy wracaliśmy do domu, powiedział mi, iż jest pewny, że wszyscy ludzie w kościele zwrócili na niego uwagę dlatego, ponieważ jest kaleką, i że kalectwo jego powinno im w dniu Bożego Naradzenia przypomnieć Tego……
Wtem psy, drzemiące na piasku przed gankiem, dźwignęły łby i nastawiły uszy. Szczeknął jeden, podniósł się żywo drugi i wnet jak na komendę zerwały się wszystkie zajadle pędzić w aleję. Głowy przyjaciół ociężale dźwignęły się w tamtą stronę w oczekiwaniu. Psy z nagła ucichły i z podwiniętymi ogonami, trwożnie pojękując, cofały się w podwórze.…
Nie skarżyłem na ludzi, nie skarżył na losy, Choć musiałem iść w drogę ubogi i bosy. Wtem, gdy razu jednego do kościoła wchodzę, Postrzegłem: leży żebrak bez nogi na drodze. Nauczył mnie tym bardziej milczeć ów ubogi: Lepiej mnie bez obuwia niż jemu bez nogi.
Nie skończyła, bo wszedł Jambroży, pochwalił Boga i usiadł przed kominem. — Ziąb taki i plucha, że aże mi moja drewniana noga skostniała.
grzecznie Witam, witam, któraż z pań jest pani Rollison? z płaczem — Ja — mój syn! Panie Dobrodzieju... Proszę — chwilę, Pani masz list, a po cóż przyszło tu Pań tyle? Nas dwie. do Drugiej I po cóż Panią mam tu honor witać? Pani Rollison trudno drogi się dopytać, Nie widzi. — Ha! nie widzi — a to wącha może? Bo co dzień do mnie trafia. Ja tu ją przywożę, Ona sama i stara, i nie bardzo zdrowa. Na Boga...! Cicho.…
Najmilszym zajęciem kaleki było dotykać rękoma drobnych przedmiotów i poznawać je.
— Podlasiaków dwóch znałem: niemowę i ślepca — przypomniał sobie nagle jednoręki. — Niemowa jeno w kucki pochlebczo siadywał i pojękując, czekał cierpliwie, aż mu jałmużnę z łaski na wystawionych rzędem kolanach, niby na przyzbie, położą. A ślepiec — ten, psiawiara, jurny był i nie w ciemię bity.…
— A niech diabli wezmą! — wrzasnął doktór. — Czy nie spostrzegłeś, panie Ignacy, że jeżeli mężczyzna pod względem duchowym jest muchą, to kobieta jest jeszcze gorszą muchą, gdyż pozbawioną łap i skrzydeł. Wychowanie, tradycja, a może nawet dziedziczność, pod pozorem zrobienia jej istotą wyższą, robią z niej istotę potworną.…
Żyje? syn żyje? czyje to są słowa, czyje? Czy to prawda, mój księże? — Ja zaraz pobiegłam — «Spadł» krzyczą, — biegę — wzięli — i zwłok nie dostrzegłam: Zwłok mego jedynaka. — Ja biedna sierota! Zwłok syna nie widziałam. Widzisz — ta ślepota! Lecz krew na bruku czułam — przez Boga żywego Tu czuję — krew tę samą, tu krew syna mego, Tu jest ktoś krwią zbryzgany — tu, tu jest kat jego!
— Co ty robisz, dziecino? — zawołała. — Dlaczego nie śpisz? — Bo już przecie jest dzień, proszę mamy — odparła kaleka.
— A któraż to dziewczyna takim jak my pokrakom ust swych na chwilowy choćby poczęstunek udzieli? — spytał z urazą jednoręki, sierdziście spluwając na stronę. — Na taką jak my przynętę żadnej ryby nie złowisz! Stul raczej tkliwą gębę, zanim ci od żalu jeszcze nie spuchła! — Nie przeszkadzaj mu, nie przeszkadzaj! — zaszeptał skwapliwie kulawiec. — Niech się wygada, bo go tęsknota jak cholera trapi!…
Lecz nawet rozszerzona sfera zmysłów niższych nie mogła kalece zastąpić wzroku. Dziewczynka uczuła brak wrażeń i zaczęła tęsknić.
Jednoręki spoważniał. — Jeśli jej sęk nie odstraszył, to może i brak prawicy na przeszkodzie nie stanie — rzekł, powątpiewając z lekka o prawdzie słów własnych. — Po ciemku ją, po ciemku zaskoczyć, żeby do raniusieńkiej zorzy posprawdzać nas oczyma nie mogła! — zaszeptał kulawiec, mrużąc przekrwione powieki i chciwie zachłystując się ciepłym podmuchem własnego szeptu. — Niech sprawdza!…
— Jesteście inni, zupełnie inni! Nie tacy, jakich mi się w worze po ciemku zachciewało! — skarżyła się, odymając wargi i srożąc oczy. — I w dodatku temu brak ręki, a owemu nogi! — A po co ci moja noga? I bez niej się obejdzie! — zgromił ją kulawiec. Jednoręki nic nie powiedział, jeno ukosem spojrzał na spuchniętą od żądeł lewicę. — A tamten trzeci po co ma sęk nad okiem? — spytała z wyrzutem w głosie dziwożona.…
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.