motyw literacki
Zbrodniarz
65fragmentów
21lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Balladyna 18 fragmentów
- Dziady, część III 14 fragmentów
- Kordian 5 fragmentów
- Hamlet 3 fragmenty
- Cierpienia młodego Wertera 2 fragmenty
- Hymny 2 fragmenty
- Król Edyp 2 fragmenty
- Lalka 2 fragmenty
- Napój cienisty 2 fragmenty
- Potop 2 fragmenty
- Quo vadis 2 fragmenty
- Romeo i Julia 2 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
W innych kopalniach wyją zbrodniarze, lecz ta jest tylko grobem synów ojczyzny i pełna cichości.
…O biada! Matczyna Rozpacz dognała już syna. Zranionej ciężko nocą zaszły oczy, U stóp ołtarza zajękła nad zgonem Niegdyś chwalebnym syna Megareusa I nad Hajmonem, a wreszcie przekleństwa Tobie rzuciła ciężkie, dzieciobójcy.
Zbrodnia to niesłychana, Pani zabija pana. Zabiwszy grzebie w gaju, Na łączce przy ruczaju, Grób liliją zasiewa, Zasiewając tak śpiewa: «Rośnij kwiecie wysoko, Jak pan leży głęboko; Jak pan leży głęboko, Tak ty rośnij wysoko». Potem cała skrwawiona, Męża zbójczyni żona, Bieży przez łąki, przez knieje, I górą, i dołem, i górą. Zmrok pada, wietrzyk wieje; Ciemno, wietrzno, ponuro.…
…Kobieta, siostra — nie siostra... Krwi plama Tu — i tu — i tu — pokazując na czoło, plami je palcem i tu. — Ktoż zabija Za malin dzbanek siostrę?...
— Przyznasz mi chyba — rzekł Albert — że pewne czyny są występne, bez względu na pobudki, jakie je wywołały. Wzruszyłem ramionami i przyznałem mu słuszność.— Ale, mój drogi, — ciągnąłem dalej — i tutaj są wyjątki. Kradzież jest bez kwestii zbrodnią, ale powiedz, czy człowiek, dopuszczający się rozboju, by uchronić siebie samego i swoją rodzinę od nieuniknionej śmierci głodowej, zasługuje na karę, czy na litość?…
Ty, co bliźnich katujesz, więzisz i wyrzynasz, I uśmiechasz się we dnie, i w wieczór ucztujesz; Czy ty z rana choć jeden sen twój przypominasz, A jeśliś go przypomniał, czy ty go pojmujesz?
Bóg z wami! Otóż nareszcie sam jestem. O, jakiż ze mnie głąb, jaki ciemięga! Czyliż to nie jest zgrozą, że ten aktor, Niby w wzruszeniu, w parodii uczucia, Do tego stopnia mógł nagiąć swą duszę Do swoich pojęć, że za jej zrządzeniem Twarz mu pobladła, z oczu łzy pociekły, Oblicze jego, głos, ruch, cała postać Zastosowała się do jego myśli? I gwoli komuż to? gwoli Hekubie!…
Nie podnoś na mnie tej ręki! Boję się — — boję — — Sambyś się splamił, gdybyś mi wyciął policzek!... Wszak–ci nie siedzę przed królem Herodem i trzciny nie mam w dłoni ani purpury na barkach! Wszak–ci ja nie mam tych oczu, co spod przymkniętej powieki patrzą tak smutno i cicho w smutną i cichą głębinę tej naszej ludzkiej niedoli... Czekaj — nie jestem tchórzem — Czemu ten wicher tak wieje?…
— Dobrze — zgodził się książę — opowiem ci swój sen, ale się nie przerażaj, bo sen jest dziwny i niezrozumiały. Otóż śniło mi się, że chodzę po ulicach Persji i zbliżam się do więzienia, w którym zamknięto rozmaitych przestępców i zbrodniarzy. Była noc i wszyscy zbrodniarze i przestępcy krzyczeli i płakali przez sen, bo im się śniły ich własne zbrodnie i przestępstwa, ażeby ich straszyć we śnie.…
Chciałbym bliznę Kaima zmazać z mego czoła, Pierwszy wzrok ludzi czoło samobójcy bada...
Niech więc wypowiem, co Bóg mi obwieścił. — Febus rozkazał stanowczo, abyśmy Ziemi zakałę, co w kraju się gnieździ, Wyżęli i nie znosili jej dłużej. Jakim obrzędem? gdzież skryta ta zmora? Wypędzić trzeba, lub mord innym mordem Okupić, krew ta ściąga na nas burze. Jakiegoż męża klęskę Bóg oznacza? Rządził, o królu, niegdyś nad tą ziemią Lajos, zanim tyś ujął ster rządu. Wiem to z posłuchu, bom męża nie zaznał.…
…Kiedy dowiedziałem się na giełdzie o zamachu Hödla, wracam do sklepu i patrząc mu bystro w oczy mówię: — Wiesz, Stasiu, jakiś Hödel strzelił do cesarza Wilhelma... A on, jakby nigdy nic, odpowiada: — Wariat. — Ale temu wariatowi — ja mówię — zetną głowę. — I słusznie — on odpowiada — nie będzie się mnożył ród wariacki. Żeby mu przy tym drgnął choć jeden muskuł, nic. Skamieniałem wobec jego zimnej krwi.
…Cierpienie! Wszelka praca jest cierpieniem. Cóż tu mówić! Taka sprawa higieny. Za pomocą czego mogą zwalczyć w naszych miasteczkach epidemię? Rozumie się, że za pomocą przymusu. Co czynić ze zbójami, rzezimieszkami? — Dajmy pokój zbójom. Ilekroć kto zbyt nastaje na różnych zbójów, takiego doznaję wrażenia, jakby się o coś mścił na nich.
Jeden zawołał: „błogosław nam Boże!" A drugi: „Amen!", jakby mnie widzieli Z tą kata ręką. Słuchając ich trwogi, Do ich: „błogosław nam Boże" nie mogłem: „Amen" dorzucić. Nie myśl o tym dłużej! Lecz czemu: „Amen" wymówić nie mogłem? Błogosławieństwa tak potrzebowałem, A przecie: „Amen" uwięzło mi w gardle! O takich sprawach myśleć tak nie trzeba; Myśl taka zdolna odebrać nam rozum.
Największym zbrodniarzem w obozie był August Glass, krępy i muskularny, przechadzający się co dnia po blokach kolebiącym się krokiem atlety. Ten upatrzone ofiary bił w nerki w ten sposób, żeby nie zostawić śladów, a śmierć następowała po trzech dniach. Inny stawiał stopę na gardle człowieka i miażdżył mu krtań swym ciężarem.…
Między niebem a piekłem, wśród słynnych bezdroży, Które lotem starannie pomija duch boży, Stoi karczma, gdzie widma umarłych opojów Święcą tryumf swych szałów pijackich i znojów. Skąpiec, co, mrąc, ostatnie połknął ametysty, Znajdzie tu za dwa grosze nocleg wiekuisty, — I zbrodniarz, co w błysk noża zachował swą wiarę, Zdoła tutaj niejedną nadybać ofiarę, —
Świat nowy ogłaszam — Bogu nowemu oddaję niebiosa. Panie swobody i rozkoszy, Boże ludu, każda ofiara zemsty, trup każdego ciemięzcy twoim niech będzie ołtarzem — w oceanie krwi utoną stare łzy i cierpienia rodu ludzkiego — życiem jego odtąd szczęście — prawem jego równość — a kto inne tworzy, temu stryczek i przeklęstwo.…
…Ale kompanię ma nicpotem!... Panie sąsiedzie Pakoszu, cóżeście to od Domaszewiczów słyszeli? — że to wszystko ludzie bezecni, przeciw którym infamie są i kondemnaty, i protesta, i inkwizycje. Katowskie to syny! Ciężcy byli nieprzyjacielowi, ale i obywatelstwu ciężcy. Palili, rabowali, gwałty czynili! Ot, co jest!…
Chilonowi zaś istotnie chodziło o usunięcie Glauka, który jakkolwiek podeszły w leciech, nie był wcale niedołężnym starcem.W tym, co Chilo opowiadał Winicjuszowi, była znaczna część prawdy. Znał on w swoim czasie Glauka, zdradził go, zaprzedał rozbójnikom, pozbawił rodziny, mienia i wydał na mord.…
Romeo, uchodź, oddal się, uciekaj! Rozruch się wszczyna i Tybalt nie żyje. Nie stój jak wryty; jeśli cię schwytają, Książę cię na śmierć skaże; chroń się zatem! Jestem igraszką losu! Prędzej! prędzej! Romeo wychodzi. Wchodzą obywatele itd. Gdzie on? Gdzie uszedł zabójca Merkucja? Zabójca Tybalt w którą uszedł stronę? Tybalt tu leży.
Wielcy zbrodniarze posiadają jakiś talizman pomagający im zwalczać przeszkody i omijać niebezpieczeństwa, aż do czasu, gdy urażona Opatrzność nareszcie zawyrokuje: tu się rozbijesz, tu koniec bezbożnemu powodzeniu.
Wy ciernie i głogi, Jeżeli zabójczyni padnie na kolana, Bądźcie pod jej kolanami. Niech leci wiatrem ścigana, Przerażona strumyka mruczącego łzami Jak siostry płaczem...
…W dali ukazali się zbrojni, a wszyscy zaczęli wołać, że prowadzą mordercę. Werter spojrzał i pozbył się wszelkiej wątpliwości. Tak, to był parobek, który kochał tak bardzo wdowę. Jego to napotkał niedawno i przekonał się, że trawi go cicha zawziętość i rozpacz. — Cóżeś uczynił nieszczęsny! — zawołał Werter, zbliżając się do więźnia.…
Jużci przecież bez winy w Sybir nas nie wyślą; A jakąż winę naszą znajdą lub wymyślą? Milczycie, — wytłumaczcież, co się tutaj dzieje, O co nas oskarżono, jaki powód sprawy? Powód — że Nowosilcow przybył tu z Warszawy. Znasz zapewne charakter pana Senatora. Wiesz, że już był w niełasce u imperatora, Że zysk dawniejszych łupiestw przepił i roztrwonił, Stracił u kupców kredyt i ostatkiem gonił.…
O, kał mej zbrodni cuchnie aż w niebiosa! Najstarsza klątwa na niej cięży, stygmat Bratniego mordu! Nie mogę się modlić, Chociaż pragnienie dorównywa chęci; Moc winy mojej kruszy moc mej woli, I jako człowiek rozdwojon w działaniu, Stoję wahając się, co mam wprzódy zacząć, I nic nie czynię. Jak to?…
Przyjacielu! przyjacielu! Pomóż zdejmować mi ciernie! Jakaś nieziemska szaruga na świecie — weź przyjaciela w dom — dobytku swego nie chowaj pod klucz! Bogaty jestem — trzydzieści mam — widzisz — w kiesie srebrników! Nic nie ukradnę! Nie podnoś na mnie tej ręki — boję się — boję — sam byś się splamił, gdybyś mi wyciął policzek! Nie pierwszy ja zdrajca i nie ostatni i nie jedyny!...…
Starcze! zapał cię prześciga? Oto pierwsze zwycięstwo... pokonam! lub zginę!... Ha! carze, ty nam polską ukradłeś krainę? Za to śmierć! bo wiedziałeś kradnąc, żeś wart śmierci! Ha! carze, tyś ją zabił i rozdarł na ćwierci, Potem kawały, spadłe z gilotyny ścienic, Przybiłeś do trzech tronów jak do trzech szubienic, Gdzie na nie patrzą wzgardą królewscy zbrodniarze; Carze! gdybyś dwa razy mógł umrzeć? O!…
Więc od początku ja rzeczy ujawnię. Bo słusznie Febus i ty równie słusznie Ku umarłemu zwróciliście troskę; Z wami ja wspólnie siły złączonymi Spłacę, dług bogu i dług naszej ziemi, A tym nie dalszym z pomocą ja idę, Lecz sam ze siebie tę zrzucę ohydę. Bo ów morderca mógłby równie łacno Zbrodniczą dzisiaj na mnie podnieść rękę. Zmarłemu służąc, usłużę więc sobie.…
— Bo zapewne pan nie wie o naszym zmartwieniu — rzekła poważna dama zwracając się do mnie. — Mój zięć przed czterema laty miał bardzo przykrą sprawę, najniesłuszniej... Zamordowano tu jakąś straszną lichwiarkę... Ach, Boże! nie ma o czym mówić... Dosyć, że ktoś z bliskich ostrzegł go, że na niego pada posądzenie... Najniewinniej, panie... — Rzecki — wtrącił eks-obywatel. — Najniesprawiedliwiej, panie Rzecki...…
W jednym ulu ukryłeś — westchnienie mej winy, — W drugim — duszę zabitej przeze mnie dziewczyny. Oddaj mi oba sprzęty zdobiące mą zbrodnię, Bo mi bez nich w pałacu — czczo i niewygodnie!...»
Zaledwie zdołała postawić świecę na stole, gdy w sieni dał się słyszeć szczęk żelaznej zawory, skrzypienie otwieranych drzwi i przed oczyma niewiast ukazał się pan Kmicic, straszny, czarny od dymu, krwawy, zadyszany i z obłąkaniem w oczach. — Koń mi pod lasem padł! — krzyknął. — Ścigają mnie!... Panna Aleksandra utkwiła weń oczy: — Waść spaliłeś Wołmontowicze? — Ja!... Ja!...
— Zapewne. Ale czy możecie powiedzieć, że oni umierają tak jak pospolici zbrodniarze? Nie! Oni umierają tak, jakby zbrodniarzami byli ci, którzy ich na śmierć skazują, to jest my i cały lud rzymski.
To ten wygnany, zuchwały Monteki, Co zamordował Tybalta, po którym Żal, jak mniemają, sprowadził śmierć Julii; I on tu przyszedł knuć jeszcze zamachy Przeciw umarłym; muszę go powstrzymać, postępuje naprzód Spuść świętokradzką dłoń, niecny Monteki! Możeż się zemsta aż za grób rozciągać? Skazany zbrodniu, aresztuję ciebie; Bądź mi posłuszny i pójdź; musisz umrzeć.
Wiatr goni za mną i o siostrę pyta, Krzyczę: «Zabita — zabita — zabita!» Drzewa wołają: «Gdzie jest siostra twoja?»... Chciałam krew obmyć... z błękitnego zdroja Patrzała twarz jej blada i milcząca..
do Szambelana Diable! quelle corvée! — przecież po obiedzie. La princesse nas z[a]wiodła i dziś nie przyjedzie. Zresztą, en fait des dames, stare albo głupie: — Gadać, imaginez-vous, o sprawach przy supie! Je jure, tych patryjotków nie mieć à ma table, Avec leur franc parler et leur ton détestable.…
Cóż to za człowiek z tego króla! Mamże Jeszcze się wahać? On mi zabił ojca, Zhańbił mi matkę i niecnie się wcisnął Między elekcję a moje nadzieje. Na życie moje tak podstępnie godził.
Ha! stary! Kładziesz zbrodnią na zbrodnią, klękłeś przed zbrodniarzem. Chodź ze mną — zajrzym w księgi i światu wykażem, Że Polska cała żadnej nie godna ofiary, Że ja będę zbrodniarzem... Na Boga, Kordianie! Ty masz gorączkę, w oczach dziwne obłąkanie...
Czy ci smutne żale Nie mówią, siostro, żeś ty źle zrobiła? I gdyby siostra twoja żyła?... Żyła? Mogłażbyś ty ją zabić po raz drugi? szukając koło siebie Zgubiłam mój nóż. Ach nie dosyć długi Nóż twój był, siostro... To nie moja wina.
podchodząc Mówiłem właśnie, Jaśnie Panie, Że ledwie rzecz zaczęta, i sprawa w tym stanie, W jakim jest chory, kiedy lekarz go nawiedzi I zrobi anagnosin. Mnóstwo uczniów siedzi, Tyle było śledzenia, żadnego dowodu; Jeszcześmy nie trafili w samo jądro wrzodu. Cóż odkryto? wierszyki! ce sont de maux légers, Ce sont, można powiedzieć, accidents passagers; Ale osnowa spisku dotąd jest tajemną, I... z urazą Tajemną?…
A wszakże ci Sybircy, których karzesz co dnia, Mogą krzyczeć z kibitek: «Carze! z nami razem! Jedź z nami! bo zabiłeś ojca; niechaj katy Pocałują cię w czoło czerwonym żelazem...» Lecz ty lud trzymasz głupi, bez żadnej oświaty. Kilka kłosów z gwardyjskiej wyrosło równiny; Więc na Turków! — «Michale, wiedź ich...» — on nie umie... «Wiesz, czego chcę po tobie?» — Michał nie rozumie.…
Być nie może... Co? ha okropnie, rycerz jak sen zniknął? Ale ja żyję... Bogdajbyś umarła! To sen... to sen — ha?... rozum już przywyknął Do twojej śmierci. Skoro bym otarła Krew z mojej ręki... byłabym szczęśliwa. odkrywa twarz Bądź nią, szatanie! twa siostra nieżywa.
Człowiek kupca Kanissyna Czeka i jakiś Panu rejestr przypomina. Rejestr? jaki tam rejestr? — kto? Kupiec Kanissyn, Co mu Pan przyjść rozkazał... Idźże precz, sukisyn! Widzisz, że ja zajęty. do Lokajów A głupie bestyje! Przychodzić — Pan Senator, widzisz, kawę pije. wstając od stolika On powiada, że jeśli Pan zapłatę zwleka, On zrobi proces. Napisz grzecznie, niechaj czeka.…
Ha! carze! carze! znasz mordercę? Ja ci muszę te słowa nazad w gardło wdławić! Połknąłeś tajemnicę i nie możesz strawić? Pomogę mieczem... Ona w sercu? wydrę serce! Ona w mózgu? więc z mózgiem na ściany rozprysnę! Czy wiesz, że skoro szpadą z okna tego błysnę, Wnet czterdzieście tysięcy bagnetów poruszę. Na co? ja ci na gardle siądę i uduszę, Do szaf zamknę królewskich i wyjdę wesoły.…
Odeszła i splamione krwią obmyje szaty. Ale na czole plama zostanie czerwona; Nie ostrzegłam jej, próżno byłoby ostrzegać, Ta plama nie zejdzie z czoła.
Ślepa? któż to ona? Pani Rollison Matka tego Rollisona. Co dzień tu są. Odprawić było — Z Panem Bogiem! Odprawiamy, lecz siada i skwierczy pod progiem. Kazaliśmy brać w areszt, — ze ślepą kobiétą Trudno iść, lud się skupił, żołnierza wybito. Czy mam wpuścić? E! rady sobie dać nie umiesz — Wpuścić, tylko aż do pół schodów — czy rozumiesz?…
Pokazujemy 45 z 65 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.