motyw literacki
Flirt
86fragmentów
27lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Lalka 20 fragmentów
- Potop 11 fragmentów
- Wesele 9 fragmentów
- Nad Niemnem 5 fragmentów
- Zemsta 4 fragmenty
- Beniowski 3 fragmenty
- Fraszki 3 fragmenty
- Hamlet 3 fragmenty
- Powrót posła 3 fragmenty
- Przygody Tomka Sawyera 3 fragmenty
- Śluby panieńskie czyli Magnetyzm serca 3 fragmenty
- Hrabia Monte Christo 2 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Maryla słodkie miłości wyrazy Dzieliła skąpo w rachubie: Choć jej kto kocham mówił po sto razy Nie rzekła nawet i lubię. Za to więc w Rucie, pod północną chwilę, Kiedy się wszyscy spać kładą, Ja na dobranoc żegnając Marylę, Taką straszyłem balladą.
Czasami wielkim robrontemskrzydlata (Bowiem kobiety wschodnie chcą być grube) Leci ogromna czarna trumna, chata, Jak okręt, co ma parę albo śrubę Schowaną wewnątrz i blisko przelata; Ujrzałeś tylko widmo, czarną szubę, Oczy świecące przez dwa białe kołka, Na dole głowę i ogon... osiołka... Z jedwabnym ciebie minęła szelestem, Oczyma tylko łysnęła — lecz okiem Już myślisz, że cię spytała: kto jestem?…
O jakże cieszę się, że wyjechałem! Powiesz drogi przyjacielu, że niewdzięcznym jest serce człowieka? Opuściłem ciebie, którego tak kocham, z którym nierozłączny byłem i oto — cieszę się? Ale wiem, że mi przebaczysz, bo czyż los nie uczynił wszystkiego, co mogłoby mnie udręczyć? Biedna Leonora!…
Nie pamiętam już, czy owego nieznajomego ujrzałem następnej niedzieli, czy po dłuższym upływie czasu. Nie ręczę za ścisłość dat. Dość, żeśmy go spotkali w kościele i że znów towarzyszył nam w drodze powrotnej do domu. Wszedł wraz z nami, aby obejrzeć osobliwe jakieś geranium kwitnące w bawialnym pokoju.…
Spolowałem piosenkę! Nie będą się gniewać Myśliwi, że do domu wracam bez zwierzyny. Jak tylko wrócę, zaraz muszę im zaśpiewać. — Lecz gdzież zaszedłem? nigdzie śladu ni drożyny. Hola! jak w kniei głucho — ni trąby, ni strzału. Zbłądziłem — otóż skutek wieszczego zapału! Goniąc muzę, wyszedłem z obławy. — Mróz ciśnie.…
Odmów, jeślić nie po myśli; daj, masz li dać wolą; Słuchając słów niepotrzebnych aż mię uszy bolą.
Co się zaś tyczy Hamleta i pustych Jego zalotów, uważaj je jako Mamiący pozór, kaprys krwi gorącej; Jako fiołek młodocianej wiosny, Wczesny, lecz wątły, luby, lecz nietrwały, Woń, kilka tylko chwil upajającą, Nic więcej. Więcej nic?
Przy drugim okrążeniu do powozu wpadł bukiecik świeżych fiołków, wyrzucony z powozu pełnego kolombin; wskazało to Albertowi, że wczorajsze wieśniaczki zmieniły także ubiór — i czy to przez przypadek, czy też powodując się uczuciem podobnym temu, które kierowało Albertem, ubrały się tak, jak oni poprzedniego dnia.…
Po wieczerzy margrabina zaprowadziła Kandyda do buduaru i posadziła go na kanapie. — I cóż! — rzekła. — Wciąż tedy kochasz bez opamiętania pannę Kunegundę von Thunder-ten-tronckh? — Tak, pani — odparł Kandyd. Margrabina rzekła z tkliwym uśmiechem: — Odpowiadasz jak galant z Westfalii; Francuz powiedziałby: „Prawda, kochałem pannę Kunegundę; ale, widząc ciebie, pani, lękam się, że już jej nie kocham".…
Wójtowa słynęła z piękności i z pańskiej niemal ogłady. Pielęgnowała się starannie i nie szczędziła dokoła swej osoby zachodów rozmaitych. Nosiła się po miejsku i miała właśnie na świadomych swej urody nóżkach pantofle z kokardami, które wójt dwa lata temu z miasta jej przywiózł w podarunku imieninowym.…
Tymczasem pan Tomasz w dzień spacerował po Alejach, a wieczorem grywał w wista w resursie. Fizjognomia jego była zawsze tak spokojna, a postawa tak dumna, że wielbiciele jego córki zupełnie potracili głowy. Rozważniejsi czekali, ale śmielsi poczęli znowu darzyć ją powłóczystymi spojrzeniami, cichym westchnieniem lub drżącym uściskiem ręki, na co panna odpowiadała lodowatą, a niekiedy pogardliwą obojętnością.
Kampanię rozpoczyna księżniczka młodsza, szatynka, o twarzy schorowanego anioła i długich warkoczach ukraińskiej dziewki. Siada do fortepianu i rozkłada zeszyt nokturnów Chopina z najniewinniejszą pod słońcem minką. Chwilę ogląda się po salonie, jakby szukając kogoś. — Panie Helding!... proszę mi kartki przewracać!... — prosi wreszcie z czarownym uśmiechem. Helding otwiera szeroko spłowiałe źrenice.…
Wtenczas, gdy złością uwiedzione mnichy Wzięli się nagle do uczonej broni, Hijacynt miły, łagodny i cichy, Porzuca bitwę i od wojny stroni. Słodkie rozmowy przerywały śmiéchy... Zegar zbyt prędko bieży, prędko dzwoni: Płyną w zaciszy szczęśliwe momenta, Wesół Hijacynt, dewotka kontenta.
Wiesz! Zbyszko znów poszedł na lumpkę. Nie ma go? Nie ma. Coś bym ci powiedziała, ale przysięgnij się, że nikomu nie powiesz... nachyl się... Zbyszko lata za Hanką. Po co?... E... bo ty... co z tobą gadać!... no, powiedz sama, czy można z tobą gadać? No, bo mówisz, że lata. No — lata — czy zaczepia — czy kocha się — czy jak... Och, Hesiu! Zbyszko? No co? nie byłaś na Halce? nie wiesz, jak to się dzieje?…
…Bez nagrody nie powiem! Dalibóg! Co mnie panie dadzą za to, ha? Czy panna Teresa pozwoli się pocałować? Co? No, panno Tereso, tak czy nie? Jeżeli pani mnie pocałuje, to powiem, jeżeli nie, to nie! Wykwintny, w cieniu siedzący mężczyzna uczynił ruch zdziwienie czy niesmak objawiający: pani domu oswojona znać z żartobliwym usposobieniem gościa swego i nawet przyjemną rozrywkę w nim znajdująca śmiała się z cicha……
…Leżała, dłużąc w trawie swój dreszcz jednolity. Paw z nią gruchał, a w pawiu tkwił Indra ukryty. Porzucił praistnienia zjesieniałość górną, By się nasnuć jej w oczy tak barwno i piórno! Krył się w ptaku na prędce i krył się nieściśle, W pawim wątku, jak w trwożnym mętniejąc domyśle, — I puszyściał jej w szyję i szeptał do ucha, Aż mu coś odszepnęła dziewczyna-szeptucha, I zaśmiała się nagle z całej w słońcu duszy……
Do Tadeusza siedzi Telimena bokiem, Pomięszana, zaledwie śmie nań rzucić okiem; Chciała zasępionego Hrabiego zabawić, Wyzwać w dłuższą rozmowę, w lepszy humor wprawić; Bo Hrabia dziwnie kwaśny powrócił z przechadzki A raczej, jako myślił Tadeusz, z zasadzki.…
Chciała wybiec i Drohojowska, lecz mały rycerz chwycił ją za rękę. — Słyszałaś waćpanna zakaz? Nie puszczę tej ręki, póki nie wrócą. I rzeczywiście nie puszczał. A była to ręka jakoby atłasowa, miękka; panu Michałowi wydało się, że jakiś strumień ciepły przepływa z tych cienkich palców w jego kości, sprawując w nich lubość niezwykłą, więc trzymał je coraz mocniej.…
…Wołodyjowski prosił Terkę, żeby mu też coś zaśpiewała przy lutni. — Sam waszmość zaśpiewaj! — odpowiedziała, odpychając instrument, który jej pan Wołodyjowski podawał — ja mam robota. Bywając po świecie, musiałeś się różnych pieśni wyuczyć. — Pewnie, żem się wyuczył. Ale już dziś niech tak będzie: ja zaśpiewam naprzód, a waćpanna po mnie. Robota nie przepadnie.…
Ten sowizdrzał dom cały przewrócić gotowy, Co też on nie wyrabia! gada bez pamięci, Lata z kąta do kąta, wierci się i kręci, Każdą zaczepi; ja mu nie mogę darować, Wczoraj na schodach chciał mię gwałtem pocałować; Jam się od tej napaści jak mogła broniła, Nareszciem go ze złości za włosy chwyciła, Lecz śmiech mię jeszcze bierze, uciekł przelękniony; A w ręku mym się został warkocz przyprawiony, Chcesz?…
…Tomek począł rzucać na dziewczynkę ukradkowe spojrzenia. Zauważyła to, skrzywiła się z niesmakiem i przez minutę pozwoliła mu oglądać tylko tył swojej głowy. Gdy się ostrożnie odwróciła, leżała przed nią brzoskwinia. Odtrąciła ją gwałtownie, Tomek łagodnie podsunął ją znowu. Odtrąciła ją ponownie, ale już z mniejszą niechęcią, Tomek cierpliwie podsunął ją znowu. Zostawiła ją tam, gdzie leżała.…
Brała go też często chęć zobaczenia Pawła z Tarsu, którego słowa rozciekawiały go i niepokoiły. Układał sobie w duszy dowody, którymi będzie zwalczał jego naukę, opierał mu się w myśli, chciał go jednakże widzieć i słyszeć. Lecz Paweł wyjechał do Arycji, gdy zaś i odwiedziny Glauka stawały się coraz rzadsze, Winicjusza otoczyła zupełna samotność.…
Joachimie! Już młodość porywcza uciekła I wieku dojźrzałego już pora dociekła, Ta pora, w której żądze słabieć zaczynają. Strawiłeś lata twoje między dworską zgrają. Zrazu młodzian, dojźrzalszy potem, profes teraz, Zyskający, zdradzony, oszukany nieraz, Zgoła dworak. Więc naucz, świadom znamienicie, Na czym zawisło, jakie u dworu jest życie? Milczysz? Znać, żeś jest dworak. Ja, wieśniak, opowiem.…
Ale co gorzej, co mnie trochę smuci, Że panna na mnie i okiem nie rzuci. Ach, mój Gustawku, wszak ty szukasz żony; Chciałżebyś takiej, co ściga oczyma, Jakby wołała: «Kto kogo przetrzyma», Lub tej, co spojrzy i westchnie przed siebie, Jakby szeptała: «Poszłabym za ciebie»? Nie — ja chcę, chociaż niby jestem trzpiotem... z westchnieniem Niby. Dobrą mieć żonę. A któż wątpi o tem?…
Pani to taki kozaczek; jak zesiądzie z konika, jest smutny. A pan zawsze bałamutny. To nie komplement, to czuję i tego bynajmniej nie tłumię. Dobrze, że przynajmniej pan umie zmiarkować, kiedy uczucie, a kiedy salonowa zabawka — ale w tym razie... To sprawka pani wdzięku, pani jest bardzo miła, pani tak główkę schyliła... Prawda?…
«Córuś moja, dziecię moje, co u ciebie szepce? Pani matko dobrodziejko, kotek mleko chłepce; Oj kot, pani matko, kot, kot, Narobił mi w pokoiku łoskot. Córuś moja, dziecię moje, co u ciebie stuka? Pani matko dobrodziejko, kotek myszki szuka; Oj kot, pani matko, kot, kot, Narobił mi w pokoiku łoskot. Córuś moja, dziecię moje, czy ma ten kot nogi?…
— Pani mnie indaguje? — zapytał dość porywczo, bo go irytowało jej spojrzenie i ta chętka udręczania, jaka się przewijała w jej twarzy. Ściągnęła brwi lekko i patrzyła się w niego spojrzeniem Junony, do której była bardzo podobną. — Nie, panie, ja pytam tylko o Lucy, o naszą serdeczną przyjaciółkę, bo i ja ją kocham nie mniej, może tylko trochę inaczej — dodała łagodnie. — Muszę pani wierzyć, że pani Z.…
Za to był pewien książę Lubor, młody, Rumiany, pięknej postaci topornej, Który z Warszawy właśnie przywiózł mody, Z Warszawy wówczas jeszcze bardzo wolnej. Ten był brylantem najpiękniejszej wody U pań, w dowcipie na kształt żupy solnej Niewyczerpany, pełny zawsze szeptów; Bo tyle miał par butów — co konceptów...…
Teraz by ze mną zygrywać się chciała, Kiedyś, niebogo, sobie podstarzała. Daj pokój, prze Bóg! Sama baczysz snadnie, Że nic po cierniu, kiedy róża spadnie.
Mogęż, o pani, lec na twoim łonie? Nie, mości książę. To jest na twoim łonie głowę wsparłszy? Możesz, książę. kładąc się u jej nóg Sądziszli, żem miał w myśli co innego? Ja nic nie sądzę. To by był pomysł nie lada położyć się między nogami dziewczyny. Co takiego? Nic. Książę dziś jesteś wesół. Kto? ja? Nie inaczej. O, jestem tylko twoim wesołkiem. Cóż zresztą człowiek ma czynić, jeżeli nie weselić się?…
…wkrótce jednak nie ominęła go nagroda, bo zaledwie odwrócił się, ujrzał w drzwiach uroczą, jasną postać, która spojrzała nań ogromnymi, błękitnymi oczyma — pozornie obojętnymi — a tymczasem bukiet niezapominajek podnosił się wolno do ust.…
— Zresztą — dodała wzruszając ramionami — mężczyźni w tak bezceremonialny sposób zaszczycają nas swoim uwielbieniem, że nie tylko już nie dziwię się ich nadskakiwaniu albo impertynenckim spojrzeniom, ale temu, gdy jest inaczej.…
Z dala od okna, w przyciemnionym nieco rogu pokoju, prowadziła się inna, znacznie cichsza rozmowa. Kirło, ku gospodyni domu pochylony, mówił do niej o czymś półgłosem, z wyrazem ubolewania naprzód, a potem tak jowialnej żartobliwości, że na koralowe jej usta z wolna powracał uśmiech. Z wdzięcznym na sąsiada swego spojrzeniem wyrzekła: — Pan zawsze pocieszyć i rozweselić mnie musisz...…
Młody ów kawaler stał się wdzięcznym w Ketlingowym dworze gościem. Przyjeżdżał od rana albo zaraz po południu i przesiadywał do wieczora, a że lubili go wszyscy, więc i radzi widzieli, tak że bardzo prędko poczęto go uważać jako należącego do rodziny.…
— Owóż, widocznie to mówił, aby oną pannę skaptować, co my, zrozumiawszy zaraz, poczęliśmy jeden na drugiego spoglądać i mrugać, słusznie mniemając, że się potrzask na innocencję gotuje. — A ona? a ona?!... — pytał gorączkowo Kmicic.…
…Był to pierwszy koń w świecie, co nie ma przykładów, Wygrał jeden po drugim dwadzieścia zakładów: Ach, gdybym tu już serca nie uwięził mego, Wraz bym leciał do Anglii szukać podobnego! W tak chwalebnym zamyśle nie mogę zgadywać, Kto by tutaj waćpana śmiał dziś zatrzymywać. Zezwolić na to byłabyś waćpanna skłonną? widząc, że Teresa patrzy nań z podziwieniem Waćpanna dobrodziejka lubisz jeśdzić konno?…
— Nikomu nie powiem aż do śmierci. A teraz pokaż! — Lepiej nie. I tak nie będziesz chciała na to patrzeć. — Im dłużej tak mówisz, tym bardziej chcę, Tomku — i położyła swoją rączkę na jego ręce. Nastąpiła maleńka utarczka. Tomek udawał, że naprawdę się opiera, ale pomału odsuwał rękę, odsłaniając w końcu napis: Kocham cię. — Ach, ty wstręciuchu!…
— Kocham cię!... Pójdź! Nikt nas nie ujrzy. Śpiesz się! Winicjusz obudził się jakby ze snu: — Ktoś ty? Lecz ona wsparła się na nim piersią i poczęła nalegać: — Śpiesz się! Patrz, jak tu pusto, a ja cię kocham. Pójdź! — Ktoś ty? — powtórzył Winicjusz. — Zgadnij!...…
…Na cóż więc zbijać myśli, co się zmienić muszą? Zmienić się, zmienią, pewnie, lecz kłopot dla Gucia. Zresztą lepiej za mało niż za wiele czucia. z uczuciem całując ją w rękę Ach, mościa dobrodziejko! Zawsze Radost jeszcze... jak wprzódy Zawsze. Idź, popieść Gucia. Odchodzi. Już ja go popieszczę.
Żeby mi tak rzekła która, sercem już dysponująca, tak po prostu: „no, chcę ciebie", jak jaka wiejska dziewczyna... To niby ja ta dziewczyna, ja oświadczyć się mająca? Skądże taka pewna mina? Wcale insze miałem plany jeźlim plany miał w ogóle — chciałem coś powiedzieć czule, chciałem zapukać w serduszko, coś usłyszeć, coś podsłuchać: jak się to tam musi ruchać, jak się to tam musi palić — ?!…
Ja cię zwiążę, Ja cię zamknę, drogi książę. Ach, nie powtórz tego słowa! Patrz, jak wstydem cały płonę Za studenckie przewinienia. Ni tytułu, ni imienia Wacław dalej nie zachowa. Bo te były — Cóż? Zmyślone. Wszystko? Wszystko, co do joty. I nie księciem? Ani trochę. Cóż za powód? Myśli płoche, Szał młodości — chęć pustoty — Jednym słowem, coś bez celu Jak to każde głupstwo prawie. Ależ miłość twa, Wacławie?…
Lecz do powieści. — Więc na progu stała Panna Aniela prosta, dumna, czysta, Dla zalotników zwyczajnych jak skała; Z czego kochanek wybrany korzysta, Albowiem nigdy nie kokietowała Dlatego tylko, aby mieć ze trzysta Kornych kochanków pod wachlarza trzonkiem, Z których by żaden nie chciał być małżonkiem.
Śmiesznie to rzekła jedna białagłowa Słuchając pieśni, w której są te słowa: „Rada bym śmierci, by już przyszła na mię"; — Proszę, kto śmiercią, niech go też mam znamię.
Objaśniasz, mości książę, tak dobrze jak chór starożytny. Mógłbym być pośrednikiem między panią a jej kochankiem, gdybym tylko był świadkiem waszych igraszek. Kolący masz dowcip, mości książę. Odpokutowałabyś, pani, niejednym jękiem stępienie mi kolca. Coraz to lepiej i zarazem gorzej. Tak właśnie traktujecie swych mężów.
„Cóż z tego, że trochę kokietuje?... Kokieteria u kobiet jest jak barwa i zapach u kwiatów. Taka już ich natura, że każdemu chcą się podobać, nawet Mraczewskim...
— Kuzynie! Jeżeli Justyna tak bardzo ci się podoba, ożeń się z nią... Różyc rękę z łyżeczką na stół opuścił, binokle zwykłym sobie prędkim ruchem w dół pociągnął, wpółzdumionym a wpółprzerażonym wzrokiem na krewną popatrzył i śmiechem wybuchnął. — Wyborny pomysł, kuzynko, wyborny, nieoceniony! — wołał. — Toż bym dopiero niespodziankę urządził światu i samemu sobie! A papa Orzelski?…
Była to malutka główka dziewczęca, biała jak mleko, kraśna jak różana wdzięczna jak obrazek. Drobniuchne, same przez się wijące się loczki zdobiły jej czoło, bystre oczka strzygły ku oficerom siedzącym wedle pana starosty, nie pomijając i jego samego; wreszcie zatrzymały się na panu Kmicicu i patrzyły nań z uporem tak pełnym zalotności, jakby mu chciały w głąb serca zajrzeć.…
Patrzaj, te wszystkie piękne brunetki, blondynki. Płaczą dziś po mnie, jęczą, chorują i mdleją; Każda, że się powrócę, cieszy się nadzieją: Myli się, będę srogim i nieprzebłaganym, Walery, jeśli chcesz być od kobiet kochanym, Nie kochaj nigdy, wskazuj nadziei promyki. Oj, nie wiesz jeszcze, co to są za dobrodziki! Człek, co kobiecie szczerze czucia swe oddaje, Igrzyskiem się jej chimer i lekkości staje.…
Pokazujemy 48 z 86 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.