motyw literacki
Erotyzm
35fragmentów
11lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Napój cienisty 12 fragmentów
- Rok 1984 5 fragmentów
- Chłopi, Część czwarta - Lato 3 fragmenty
- Klechdy polskie 3 fragmenty
- Kwiaty polskie 3 fragmenty
- Chłopi, Część trzecia - Wiosna 2 fragmenty
- Granica 2 fragmenty
- Łąka 2 fragmenty
- Chłopi, Część druga - Zima 1 fragment
- Księga Wyjścia 1 fragment
- W malinowym chruśniaku 1 fragment
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
A Jagusię zaczęło cosik rozbierać. Serce się tłukło kiej oszalałe, paliły ją oczy, paliły usta nabrane i same ręce wyciągały się ku niemu. A chociaż się kurczyła w sobie, roztrząsał nią taki dziwny, niezmożony dygot, że wpierała się w płot bezwolnie i z taką mocą, jaże trzasnęła żerdka. Jasio wychylił głowę, popatrzył dokoła i znowu się zamodlił.…
Szła przed siebie, ani wiedząc, co ją niesie i dokąd. Wzdychała głęboko, czasami ręce rozwodząc, czasami przystając bezradnie i tocząc rozpalonymi oczyma, jakby zaczepki dla udręczonej duszy szukała. Ale szła dalej, przędąc myśli wiotkie i nikłe jako te świetliste nici na wodzie, że nie uchycisz, bo zmącą się i przepadną od cienia ręki. Patrzała w słońce, nie widząc niczego.…
Msza się odprawiła, kazanie było, druga msza przeszła, naród śpiewał społem, modlił się, wzdychał, płakał — a oni byli jakby poza światem całym, nie słyszeli nic, nie widzieli nic i nie czuli nic prócz siebie. Strach, radość, miłowanie, przypomnienia, obietnice, zaklęcia i pożądania paliły się w nich na przemian, szły z serca do serca, wiązały ze sobą, że jednako już czuli, jednako im serca biły, jednakim ogniem……
— Chodź — powtórzył. Jej usta były niezaradne w pocałunkach, jej ciało, które obejmował, nienawykłe do upojenia. — Dlaczego się bronisz? — zapytał. Klęcząc na ziemi, głaskał jej nogi pod suknią, przytulał twarz do jej kolan. — Dlaczego nie chcesz?
— Skąd? Nie wiadomo! — odpowiedział Podlasiak. — Chyba zewsząd, bo i leśna jest, i ruczajna, i górska, i wszelaka. Już od lat kilku w lesie przebywa. Raz ją tylko widziałem, raz jeden jedyny. Byłem jeszcze wówczas dębem, przykutym do miejsca i do własnego milczenia.…
stworzył nas pan do miłości miast śmierci na podobieństwo pierwszej w pokoju z widokiem na nowy cmentarz i ostatniej dzisiaj na długiej martwej ulicy z widokiem na „erotic center"
Od lata już to w niej wzbierało... I gdy w czerwcowym blasku rzeki Pluskała przebudzone ciało, Lubiła, że owocowało, Zagłaskiwała, przemieniona, Złocony atłas morelowy, Smukłości nóg, krąglenie łona, A widząc w zielonawej wodzie Uwodną kształtów miłościwość, Potakiwała swej urodzie, Krzyczała szeptanymi słowy (Zapamiętajmy tę właściwość) Niepowiązany hymn zmysłowy, Bezładny potok żarliwości, Obietnic, błagań i……
Nie nacicha ta miłość, co nie zna rozłąki! Usta moje i piersi spragnione są Łąki! Tam mój obłęd i ostoja, Gdzie ty szumisz, Łąko moja! Jakże pachną rozprute według ściegów pąki! Rosą zwilżyj mi rzęsy, skostniałe od skwaru, Zgłuchłe uszy orzeźwij falą twego gwaru, A ja w kwiatach spodem dłoni Nauzbieram różnej woni I omyję twarz spiekłą w źródłach twego czaru.…
Między niebem a piekłem, wśród słynnych bezdroży, Które lotem starannie pomija duch boży, Stoi karczma, gdzie widma umarłych opojów Święcą tryumf swych szałów pijackich i znojów. Skąpiec, co, mrąc, ostatnie połknął ametysty, Znajdzie tu za dwa grosze nocleg wiekuisty, — I zbrodniarz, co w błysk noża zachował swą wiarę, Zdoła tutaj niejedną nadybać ofiarę, — I nierządnica, sennym wabiąca pachnidłem, Brwi nabytym w……
Przez pole szła ku niemu ta ciemnowłosa dziewczyna. Jednym ruchem, tak to wyglądało, zdarła z siebie ubrania i z pogardą rzuciła na ziemię. Jej ciało było białe i gładkie, lecz nie wzbudziło w nim pożądania; w istocie ledwo na nie popatrzył. Obezwładnił go za to zachwyt dla gestu, którym odrzuciła swój strój.…
Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała, A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni, Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni Owoce, przepojone wonią twego ciała. I stały się maliny narzędziem pieszczoty Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie, I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.…
Niewypowiedzianie parło ją cosik za nim i tak strasznie ponosiło, że aby się nie dać pokusić, wpadła do sadu, chyciła się oburącz jakiegoś drzewa i przytulając się do niego, stanęła bez tchu prawie i przytomności, nakryta, niby płaszczem, gałęziami, zwisłymi od jabłek.…
Wlazła też niechcący na Marysię Balcerkównę z Wawrzkiem; gdziesik pod płotem, w grubym cieniu stojali, przytuleni do siebie i o bożym świecie niewiedzący. Rozpoznała po głosach i drugie, że z każdego cienia nad wodą, spod płotów, zewsząd roznosiły się szepty, dyszące słowa, upalne westchnienia, jakieś dygoty i szamotania.…
Jednakże gatunek upojeń, które wyzwalał ten stan rzeczy, był zupełnie wyraźnie cielesny. Same niektóre słowa Elżbiety działały fizycznie jak pieszczota, dreszczem przeciekały przez skronie i powieki. Z milczącego bycia blisko, z długiego całowania suchymi wargami jakiegoś jednego wycinka ręki lub stopy, z wielbiącego przylgnięcia czołem do kolan, wynikało wzruszenie pełne zmysłowej słodyczy, rozkoszy……
Jednoręki spoważniał. — Jeśli jej sęk nie odstraszył, to może i brak prawicy na przeszkodzie nie stanie — rzekł, powątpiewając z lekka o prawdzie słów własnych. — Po ciemku ją, po ciemku zaskoczyć, żeby do raniusieńkiej zorzy posprawdzać nas oczyma nie mogła! — zaszeptał kulawiec, mrużąc przekrwione powieki i chciwie zachłystując się ciepłym podmuchem własnego szeptu. — Niech sprawdza!…
Czas — wstęgą snu. Na sennej wstędze Mijanie. Mijam. Śnię i pędzę. Mknę sekundami, co mnie dzieją. Sekunda: cięcie. Stań! Ktoś rozciął Ten pęd na dwoje, a ja — między: Między wspomnieniem a nadzieją, Między przeszłością a przyszłością. Jak to już dawno! czy powróci? Wróciło, raptem, na debiucie I przemieniło teatr w kościół.…
Za daleka mi byłaś wpośród kwiatów cienia Łąko — zielona Łąko, szumna od istnienia! Chcę, byś była taka bliska, Jak ta łza, co gardło ściska, Kiedy w nim się zapóźni śpiew twego imienia! Zapóźniła się miłość, szukająca łona, A któż taką spóźnioną na rosach pokona? Straszno łodzią w świat popłynąć I z miłości nie zaginąć W tych falach, gdzie się tężą piersi i ramiona! I w północnej ochłodzie dość dla mnie upału!…
I rzekł na to Śnigrobek: «Niech nicość nam sprzyja! Tak mi modro dziś z tobą!... Łzy — oddaj aniołom. Wszelka radość jest w końcu tyleż, co niczyja... W urojonych ogrodach znajdź mnie i oszołom!» — Szołomiła mu usta, obłąkała ręce, A on tulił cud chwiejny i czar jej nieścisły, — I patrzył w zakochane mglistości dziewczęce, Gdzie obok żądzy śmierci — wrą pieszczot domysły.…
Miało to miejsce trzy lata temu. Był ciemny wieczór, znalazłem się w wąskiej bocznej uliczce, nieopodal jednej z dużych stacji kolejowych. Stała przy wejściu, pod lampą, która prawie nie dawała światła. Miała młodą twarz, bardzo mocno umalowaną. To właśnie makijaż tak na mnie podziałał, biel twarzy, kojarząca się z maską, i jej jaskrawoczerwone usta. Partyjne kobiety nigdy się nie malują.…
Nie dojrzał nikogo, ale przystanął i słuchał z zapartym tchem. — Byś skisł... Puść me, puść, bo będę krzyczeć! — Głupia... Czego się wydzierasz? Krzywdy ci to chcę, krzywdy? — Jeszcze kto posłyszy... Laboga, dyć mi ziobra zgnieciesz... Puść... Pietrek Borynów i księża Maryna! Rozpoznał ich po głosach i odszedł z uśmiechem, lecz po paru krokach zawrócił na dawne miejsce i nasłuchiwał z dziwnie bijącym sercem.…
— Któż ci każe z czarów korzystać? — rzekł głosem niepewnym. — Nie po to do wiedźmy idziemy, aby się czarów nauczyć, jeno po to, aby się ich pozbyć. — Pewnie, że po to idziemy, aby się ich pozbyć — pochwyciła, nieco blednąc, wójtowa. — Ale boję się, że będę w sobie samą możność czarowania, jak tę chorobę ukrytą, nosiła. Korzystać z niej nie będę, a nosić — będę. Gdziekolwiek pójdę — tam i poniosę.…
Jak działo ducha zenitowe Wyrzuca ksiądz w Błękitne Tam Pociski modłów, próśb, dziękczynień, A z nimi — siebie i świątynię, I z całą Polską w niebo płynie Za rakietami rąk i zdań! Ale raz po raz z drogi zboczy, Gdy nieodstępnie patrzą nań Zmrużone, ćmiące, mądre oczy.…
A w sieni król, że wielbił prostotę kobiecą, Ściskając pokojówkę w miłosnym rabunku, Zdrętwiał na samym wstępie tego pocałunku, Co twarz w dziób niedorzeczny wydłużył mu nieco... Rój dziadów na portretach w przeszłość zwiesił głowę... A fotel, gdzie, od drzemki głupiejąc bezwiednie, Paź w uścisku pogmatwał poręcz i królowę, Pruł się przez sen, co zresztą czynił w dnie powszednie...
Zacisnął zęby. Chciało mu się splunąć. Myśląc o kobiecie z sutereny, jednocześnie wspominał swoją żonę, Katharine. Winston był żonaty — w każdym razie dawniej był żonaty, czyli chyba nadal, bo z tego, co wiedział, jego żona nie umarła.…
Gdy domdlewasz na łożu, całowana przeze mnie, Chcę cię posiąść na zawsze, lecz daremnie, daremnie! Już ty właśnie — nie moja, już nie widzisz mnie wcale: Oczy mgłą ci zachodzą, ślepną w szczęściu i szale! Zapodziewasz się nagle w swoim własnym pomroczu, Mam twe ciało posłuszne, ale ciało — bez oczu!... Zapodziewasz się nagle w niewiadomej otchłani, Gdziem nie bywał, nie śniwał, choć kochałem cię dla niej!...
…Talia dziewczyny w zagięciu jego ramienia była miękka i ciepła. Przyciągnął ją do siebie tak, żeby mieć jej piersi przy swoich, jej ciało zdawało się topnieć w zetknięciu z jego skórą. Gdziekolwiek jej dotykał, ulegała jak woda. Ich wargi zetknęły się; teraz odczuwał to zupełnie inaczej niż tamte pierwsze, sztywne pocałunki. Kiedy ich usta oderwały się od siebie, oboje głęboko westchnęli.…
Wiem ja, kiedy poruszyć, jak mgłą, Ciałem twoim, żeby ku mnie szło... Wiem, jak spojrzeć — co szepnąć... I znów Dłoń do piersi przytulić bez słów... Chętna ciału — suknia twoja lgnie Do tych bioder, co kochają mnie. Wiem ja wszystko! Ale czemu łkam — Tego nie wiem, nie pojmuję sam!...
…Nienawidzę czystości, nienawidzę dobra. Chciałbym wyplenić wszelką cnotę. Chciałbym, żeby wszyscy byli zepsuci do szpiku kości. — W takim razie powinnam ci pasować, mój drogi. Jestem zepsuta do szpiku kości. — Lubisz to? Nie konkretnie ze mną, pytam po prostu, czy lubisz to robić. — Uwielbiam. Właśnie to chciał usłyszeć.…
Czeka mnie zawsze w twych głębiach udusznych Schadzka ze sobą! I nikt nie wyśledzi Pieszczot, którymi, jak lgnistym snem, bredzi Ciał dwoje, sobie nawzajem posłusznych... Z nich jedno, chłonąc upojeń mgłę białą, Własnym spojrzeniem swą nagość bezwstydzi, A drugie — w lustrze — udaje, że widzi, I tak omdlewa, jak gdyby widziało... Strumieniu, piersi chłodzący mi obie!…
Pokazujemy 29 z 35 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.