motyw literacki
Drzewo
111fragmentów
37lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Napój cienisty 10 fragmentów
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 9 fragmentów
- Balladyna 7 fragmentów
- Cierpienia młodego Wertera 7 fragmentów
- Ludzie bezdomni 7 fragmentów
- Kordian 5 fragmentów
- Nad Niemnem 5 fragmentów
- Z wichrów i hal 5 fragmentów
- Bajki i przypowieści 4 fragmenty
- Beniowski 4 fragmenty
- Klechdy polskie 4 fragmenty
- Stara baśń 4 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
A zabrawszy wszystko, celnik wychodził z chaty, mówiąc: oto masz jabłoń owocami okrytą, muszę z niéj wziąć dziesięcinę. To powiedziawszy, sługom swoim rozkazał trząść drzewo stare i rozrosłe, a Szaman do Anhellego rzekł: Pójdź i stań pod jabłonią, a nic nie mów do tych, co trzęsą drzewem, aż się moc boska pokaże. Poszedł więc Anhelli i stanął pod ulewą jabłek czerwonych, jak człowiek spokojny.…
Ojcze, najwyższym darem łaski bogów Jest niewątpliwie u człowieka rozum. A ja słuszności twoich słów zaprzeczyć Ani bym umiał, ani chciałbym zdołać. Ale sąd zdrowy mógłbym mieć też inny. Mam ja tę wyższość nad tobą, że mogę Poznać, co ludzie mówią, czynią, ganią, Bo na twój widok zdejmuje ich trwoga, I słowo, ciebie rażące, zamiera.…
Kiedy czas przyzwoity do dojźrzenia nastał, Pytała dynia dęba, jak też długo wzrastał? «Sto lat». «Jam w sto dni zeszła taką, jak mnie widzisz» — Rzekła dynia. Dąb na to: «Próżno ze mnie szydzisz; Pięknaś, prawda, na pozór, na pozór też słyniesz: Jakeś prędko urosła, tak też prędko zginiesz».
trzymając się dębu Patrz, dąb mię uścisnął... I nie dziw, dąb przyjaciel grabiny... Mój dębie. Wierz mi, że cię szacuję; co w sercu, to w gębie. Chodźmy dalej... Znalazłem dęba przyjaciela; Choćbyś mi raj pokazał, gdzie Bóg wróble strzela, To nie porzucę dębu, co się cały chwieje I potrzebuje wsparcia. — Patrz, biedaczek mdleje. Tu, psie! tutaj z latarnią! zgubiłem dębinę. Ha! dąb uciekł... nie poznał mnie...…
…A ten, co króla miał wiązać w Warszawie, Sam leżał w lesie — związany — na trawie. Pachły mu wprawdzie gwoździki i smołki I miodnik miód przypomniał kapucynów I wyzierały spod trawy fijołki, Poziomki także oczkami z rubinów Patrzały... i brzóz lekkie się wierzchołki Kłaniały, lejąc nad nim płacz bursztynów; Ale te jasno lasy malowane Rzucały nań swój wdzięk, jak groch na ścianę.…
Jeszcze przechodził Nessus bród czerwony, Gdyśmy wchodzili w las dalszym pochodem, W las pusty, żadną ścieżką nieznaczony. Tam liść na drzewach czarny, nie zielony, Gałęzie krzywe, zwikłane niezmiernie, Zamiast owoców trucizna i ciernie. W gęstszej zarośli nie mieszka zwierz dziki, Co się kłem znęca nad żyzną doliną, Między Korneto a rzeką Cecyną.…
Ksiądz szedł coraz wolniej, czasem przystawał, aby odetchnąć, to znowu obejrzał się na swoje siwki, to przyglądał się chłopakom, obtłukującym kamieniami ogromną gruszę, aż hurmem przybiegli do niego i chowając ręce za siebie całowali w rękaw sutanny. Pogładził ich po głowach i rzekł upominająco: — Nie łamcie ino gałęzi, bo na bezrok gruszek mieć nie będziecie.…
Tylko niekiedy prostowała się nagle — jako ta grusza ociężała kwiatem prostuje się na miedzy pod tknięciem wiatru i chwieje się ździebko, i patrzy po świecie tysiącami oczu, i płacze białym, wonnym okwiatem po rozchwianych, zielonych zbożach, i może zimy srogie spomina...
…a co trochę drzewo się jakieś chwiało i z nagła, kiej ten ptak zdradnie pochwycony we wnyki, odrywało się od swoich, biło gałęziami i z jękiem śmiertelnym padało na ziemię — a za nim drugie, trzecie, dziesiąte...…
O niespełna godzinę drogi od miasta znajduje się miejscowość, zwana Wahlheim. Położona jest bardzo uroczo na wzgórzu, a dotarłszy ścieżyną na jego szczyt za wioską, można objąć spojrzeniem całą dolinę. Jest tu poczciwa gospodyni, nalewająca gościom uprzejmie i ochoczo mimo swych lat, to wina, to piwa, to kawy, a ponadto, rzecz główna, są tu dwie lipy, cieniące rozłożystymi konarami niewielki placyk przed kościołem……
…Wszędzie rosły: palmy, figi, pomarańcze, topole, akacje, które tworzyły albo aleje idące w kierunku głównych okolic świata, albo łany drzew sadzonych regularnie i mających prawie jednakową wysokość. Nawet świat roślinny, pod bacznym okiem kapłanów, nie rozwijał się według własnego popędu tworząc nieprawidłowe, ale malownicze skupienia; nawet on szykował się według linii prostych, linii równoległych albo skupiał się……
Gościu, siądź pod mym liściem, a odpoczni sobie! Nie dojdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie, Choć się nawysszej wzbije, a proste promienie Ściągną pod swoje drzewa rozstrzelane cienie. Tu zawżdy chłodne wiatry z pola zawiewają, Tu słowicy, tu szpacy wdzięcznie narzekają. Z mego wonnego kwiatu pracowite pszczoły Biorą miód, który potym szlachci pańskie stoły.…
Od kilku dni padał deszcz. Świat nasiąkł wilgocią, liście drzew były umyte i świecące, niebo niskie.
Nad drzwiami grobu, na granitu zrębie Wyrasta dąbek w trójkącie z kamieni: Posadziły go wróble lub gołębie, I listkami się czarnemi zieleni — I słońca w ciemny grobowiec nie puszcza; Zerwałem jeden liść z czarnego kuszcza. Nie bronił mi go żaden duch ni mara, Ani w gałąskach jęknęło widziadło; Tylko się słońcu stała większa szpara, I wbiegło złote, i do nóg mi padło.…
…zachodnia krwawi się zorza... Czemu nie gaśniesz, ty zorzo?... On był i myśmy byli przed początkiem, zanim się stało to, co nas pożera! Czemu nie gaśniesz ?! Ach! jak się w twoich płomieniach palą te grona jarzębin! Jak się rozżarza ten żwir — ten szary piasek na drodze pątniczej! Wybaw człowieka, o Panie, od żagwi gniewu Twojego!…
Łupliwa i krucha kora sosen, odstając na sękach, jedwabiście rdzawiła się w tym przyćmieniu przedporankowym, a różowomleczne pnie wilgotnych i zawsze chłodnawych brzóz, kędzierzawiąc się na zadrach zwitkami kredowego naskórka, to bielały, jak smukłe śnieżki, to różowiały przelotnie na kształt nóg bocianich, to znów plamiście migotały swym srokatym pręgowaniem.
Wkrótce zobaczyła nad przepaścią, nad otchłanią dąb olbrzymi liściem gęsto porośnięty. Był to dąb-samograj. Dąb bez wiatru się zachwiewał, lecz nie szumiał, jeno śpiewał. I nie śpiewał, jeno grał, jakby w sobie harfę miał. Płynął wokół dźwięk harfiany, rozedrgany, rozśpiewany, rozedrgany gałęziście, rozśpiewany poprzez liście.…
I ci, i owi pilnują przeprawy. Tak Niemen, dawniej sławny z gościnności, Łączący bratnich narodów dzierżawy, Już teraz dla nich był progiem wieczności; I nikt, bez straty życia lub swobody, Nie mógł przestąpić zakazanej wody.…
Spadł z nieba deszcz szatanów, niech ziemię polewa; Jeśli jeszcze na ziemi są edeńskie drzewa, Niech rosną, to jesienią człowiek owoc zbierze...
Sami jak z kopciu i popiołu, Więc swoi zgliszczom, nie intruzy, Ludzie gramolą się na gruzy I, potykając, ostępując się, W duszącym swądzie i kurzawie, Co krok z rumowisk wzbijającej się, Omackiem błądzą śród zamętu, Ratują szczątki nędznych sprzętów, Zawodzą w jednostajnej wrzawie.…
Nie odpowiedziała nic, ale w duszy robiła sobie gorzkie wyrzuty, że nie potrafi kochać Wokulskiego, choćby chciała. Już serce jej wyschło; zresztą ona sama nie jest pewna, czy ma serce. Wprawdzie myślała wciąż o Wokulskim podczas zajęć sklepowych czy w domu; czekała jego odwiedzin, a gdy nie przyszedł, była rozdrażniona i smutna. Często śnił jej się, ale to przecie nie miłość; ona nie jest zdolna do miłości.…
Piątego października doktor Judym wyszedł na spacer w Aleje Ujazdowskie. Był to dzień piękny. Słońce rozlewało ciepło łagodne i blask jeszcze jasny, ale już odchodzący za dziewiątą górę, za dziesiątą rzekę. Szereg drzew w Alei, których widok tak dużo wspomnień nasuwał, okrył się już rdzą czerniejącą. W dali, spomiędzy koron kulistych jeszcze, wysuwały się gałęzie bez liści jak smutny jakiś drogowskaz.…
Zauważył jednak mądrze: — Baobab, zanim urośnie, najpierw jest malutki. — Słusznie! Ale dlaczego chcesz, żeby twoje baranki zjadały małe baobaby? Odpowiedział: „Jak to dlaczego?!", jakby chodziło o rzecz oczywistą. Musiałem wytężyć umysł, żeby samodzielnie zrozumieć tę kwestię. Otóż na planecie Małego Księcia, tak jak na wszystkich planetach, rosły pożyteczne rośliny i chwasty.…
Obu dłońmi schwyciła się za rozpaloną głowę, w gardle uczuła dławienie żalu, a na podniebieniu palącą gorycz upokorzonej dumy. Jednak uspokajała się powoli. Z szerokiej przestrzeni przylatywały świeże powiewy i łaskawie muskały jej włosy i szyję. Zza łez widziała wpatrzone w nią litościwie szafirowe oczy bławatków i kłosy zielone, prawie nieruchome, po których przecież cicho płynął kojący szmer.…
Uwiędły sad Przeżegnał się szkarłatem. Liść drgnął i spadł. Módl się do tęcz za światem! Pożółkły klon Mży w stawie miedzią złudną. We własny zgon Uwierzyć mu tak trudno!
Czy widzisz to drzewo spróchniałe? — Z młodymi listkami na dolnych gałązkach. — Dobrze. — Jak sądzisz — wiele lat jeszcze stać może? Czy ja wiem? — Rok — dwa lata. — A jednak dzisiaj wypuściło z siebie kilka listków świeżych, choć korzenie gniją coraz bardziej. — Cóż z tego? — Nic — tylko, że gruchnie i pójdzie precz na węgle i popiół, bo nawet stolarzowi nie zda się na nic. — Przecie nie o tym mowa.…
— Sam ze siebie, to tam niewiele wiem, bom na te czasy jeszcze nie był żyjący. Ale jeden stary Skrzat, co te karty w księdze pisał, znał jeszcze starszego dęba, który całą tę historię dobrze pamiętał, i choć już głos słaby miał, to przecież jak o tym Piaście szumieć a powiadać zaczął, to się skroś całej puszczy taka cichość czyniła, jakoby właśnie mak siał.…
Śród takich pól przed laty, nad brzegiem ruczaju, Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju, Stał dwór szlachecki, z drzewa, lecz podmurowany; Świeciły się z daleka pobielane ściany, Tym bielsze, że odbite od ciemnej zieleni Topoli, co go bronią od wiatrów jesieni.
Ale drzewa milczały, owszem, zdawały się jej być nieprzyjazne i zagradzały korzeniami drogę. Basia potykała się co chwila o przyprószone śniegiem węzły i odskoki tych korzeni.
Las padł. Zostało tylko niebo i ziemia, a na niej trochę kęp jałowcu, trochę leszczyny, trochę młodych sosenek, niepoliczone szeregi pieńków i całe stosy leżących drzew, z których pośpiesznie obcinano gałęzie. Nic z liściastego narodu nie uszanował topór drapieżny. Nic, nawet dębu, po którego stuletniej korze ześlizgiwały się wstęgi piorunów.…
Jak senna rozkosz ukazały się przed oczyma pod przeciwległym murem wysmukłe rózgi brzoskwini, oblepione jasnoróżowym kwieciem, które same liście wyprzedza. Stało pod słońcem. Książę zmrużył oczy od przelatującego ciało dreszczu. Marzył. Zdało mu się wskutek osobliwego złudzenia, że widzi jasną, niewinną, zawstydzoną dziewczynkę lat piętnastu. Byłażby to jego siostra czy inna, obca? Widział ją kiedy czy nie?…
…Niezmierzona siła elektryczna zastąpiła siłę koni i wołów. W całym dorzeczu już opanowanym pracują pługi i wszelakie narzędzia rolne popędzane elektrycznie. Już dziś na tych obszarach drzewo staje się rzeczą nietykalną, świętą, a szlachetnemu zwierzęciu zwraca się jego godność — Apisa i czarnego rumaka Swarożyca. — Godność wołu idącego do szlachtuza w celu przemienienia się na godne bifsztyki. — Niekoniecznie.…
Joachimie! Już młodość porywcza uciekła I wieku dojźrzałego już pora dociekła, Ta pora, w której żądze słabieć zaczynają. Strawiłeś lata twoje między dworską zgrają. Zrazu młodzian, dojźrzalszy potem, profes teraz, Zyskający, zdradzony, oszukany nieraz, Zgoła dworak. Więc naucz, świadom znamienicie, Na czym zawisło, jakie u dworu jest życie? Milczysz? Znać, żeś jest dworak. Ja, wieśniak, opowiem.…
…Zachodzące słońce jaskrawym blaskiem ją oblewało, promienie czepiały się wierzchołków drzew gdzieniegdzie w złotych odbijających jeziorach i przeglądających między drzewami i łąkami rzek wstęgach. Patrząc nań z góry, rzekłbyś, że cały kraj ten, cały świat zarastała puszcza jedna, szeroka jak morze i jak morskie równiny siniejąca w oddaleniu. Jak fale też kołysały się bliższych drzew wierzchołki.…
— Ale muszę panience powiedzieć, że pani Medlock zakazała mówić o tym. Tutaj jest wiele ważnych spraw, o których mówić nie wolno. Taki jest rozkaz jaśnie pana. Jego troski nic nie obchodzą służbę: nie wolno nam do nich się wtrącać. A to wszystko przez ten ogród, że pan taki się zrobił. To był ogród pani, zaraz jak się pobrali, i pani strasznie ten ogród lubiła, i zawsze państwo na wiosnę razem kwiatki sadzili.…
Pierwsze konary drzewa wyrastały dość nisko, więc powietrzna podróż Nel trwała krótko. Kali chwycił ją niebawem swymi silnymi rękoma i umieścił między pniem a olbrzymim konarem, gdzie było dość miejsca nawet i na pół tuzina takich drobnych istotek.…
Cisza... O liście wiatr nie trąca, A tylko limba próchniejąca Spoczywa obok krzaku róży.
Od wieków trwał na puszczy dąb jeden wyniosły; W cieniu jego gałęzi małe drzewka rosły. A że w swojej postaci był nader wspaniały, Że go doróść nie mogły, wszystkie się gniewały. Przyszedł czas i na dęba pełnić srogie losy; Słysząc, że mu fatalne zadawano ciosy, Cieszyły się niewdzięczne. Wtem upadł dąb stary, Połamał małe drzewka swoimi konary.
Więc poznaj władzę Goplany! Wrośnij w ziemię i z tej ziemi Wyrośnij korą odziany I liściami płaczącemi. Grabiec tonie w ziemię, wierzba na tym miejscu wyrasta. Rośnij, wierzbo płacząca: Skarż się, gdy ptaszek trąca, Gdy cię strumyk podrywa; Kiedy wietrzyk rozniesie Twoje listki po lesie. Skierko!…
W ogrodzie stała jakaś larwa niema, Czarna, ogromna, rozrosła szeroko, Był to krzesany dąb na Polifema. Jedno w koronie miał wybite oko A tyle widział nieba, co obiema, I nad sadzawką coś dumał głęboko, Patrząc tem jednem okiem w ciemną wodę; Na deszcz miał czarny wzrok, jasny w pogodę.
Jeszcze przechodził Nessus bród czerwony, Gdyśmy wchodzili w las dalszym pochodem, W las pusty, żadną ścieżką nieznaczony. Tam liść na drzewach czarny, nie zielony, Gałęzie krzywe, zwikłane niezmiernie, Zamiast owoców trucizna i ciernie. W gęstszej zarośli nie mieszka zwierz dziki, Co się kłem znęca nad żyzną doliną, Między Korneto a rzeką Cecyną.…
Ale już nie drzemał, owiany surowym i chłodnym dechem lasu. Bór był ogromny, stary — stał zbitą gęstwą w majestacie wieku i siły, drzewo przy drzewie, sama sosna prawie, a często dąb rosochaty i siwy ze starości, a czasem brzozy w białych koszulach, z rozplecionymi warkoczami żółtymi, że to jesień już była.…
— Nie wiadomo — mówił — kto zasadził ten stary orzech. Powiadają, że ten, to znów inny pastor. Ale owo młodsze drzewo ma tyle lat, co moja żona, a więc w październiku skończy lat pięćdziesiąt. Ojciec jej zasadził je rankiem tegoż dnia, w którym wieczorem przyszła na świat. Był moim poprzednikiem na stanowisku proboszcza, a trudno wysłowić, jak bardzo miłował ten orzech. Ja go również bardzo kocham.…
Przypatrz się, gościu, jako on list mój zielony Prędko uwiądł, a już mię przejźrzeć z każdej strony. Co, mnimasz, tej przygody nagłej za przyczyna? Ani to mrozów, ani wiatrów srogich wina, Lecz mię złego poety wirsze zaleciały, Tak iż mi tylko prze smród włosy spaść musiały.
O przyjdź! O boski przyjdź proroku! Salome ciebie woła z płomieniami w oku! Na tę słoneczną miłości polanę, pomiędzy żądz rozkwitłe czarodziejskie zioła Salome cię woła! O przyjdź!... Salome, kłęby włosów rozwiawszy miedziane, niby wieków pożaru krwawiące się łuny, w złocistej harfy uderzyła struny i śpiewa... O przyjdź!... O przyjdź, proroku blady!…
Na niskiej i niby na jeża ostrzyżonej murawie przyleśnej stał dąb ustronny i rozłożysty. Stał dosłownie, gdyż zdawało się, że w miejscu zetknięcia z murawą kończy się i nie zapuszczając w ziemię żadnych korzeni, samą podstawą rozszerzonego u dołu pnia gruntuje się i równoważy na jej powierzchni.…
Kiejstut coraz smutniejszy, Walter jak mocno zmieniony! Dawniej, chociaż nie bywał nigdy zbytecznie wesoły, — W chwilach nawet szczęśliwych lekki mrok zamyślenia Lice jego przysłaniał — ale w objęciach Aldony Dawniej miewał pogodne czoło i lice spokojne, Zawsze ją witał uśmiechem, czułym pożegnał wejrzeniem.…
Zabił się — młody... Zrazu jakaś trwoga Kładła mi w usta potępienie czynu, Była to dla mnie posępna przestroga, Abym wnet gasił myśli zapalone; Dziś gardzę głupią ostrożnością gminu, Gardzę przestrogą, zapalam się, płonę, Jak kwiat liściami w niebo otwartemi Chwytam powietrze, pożeram wrażenia. Myśl Boga z tworów wyczytuję ziemi I głazy pytam o iskrę płomienia.…
Pokazujemy 48 z 111 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.