motyw literacki
Brat
46fragmentów
25lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Ludzie bezdomni 5 fragmentów
- Pan Wołodyjowski 5 fragmentów
- Moralność pani Dulskiej 4 fragmenty
- Antygona 2 fragmenty
- Baśnie 2 fragmenty
- Cierpienia młodego Wertera 2 fragmenty
- Hamlet 2 fragmenty
- Iliada 2 fragmenty
- Klechdy sezamowe 2 fragmenty
- Kordian 2 fragmenty
- Krzyżacy 2 fragmenty
- Nad Niemnem 2 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Oto widziałem cię w radzie narodu z bratem twoim i widziałem wasze dwie głowy zawsze razem, a białością podobne dwom gołębiom, które razem zlatują na proso. Bo zaprawdę, że jak dwaj gołębiowie zlatywaliście na urnę projektów i wyłuszczaliście ziarno praw; a na plewy wasze zlatywali się maleńcy wróblowie, świergocąc o rzeczach mniejszéj wagi.…
Bo siedmiu — siedmiu strzegło wrót, Na męża mąż wymierzył dłoń, Dziś w stosach lśni za zwycięstw trud Ku Zeusa czci pobitych broń. Ale przy jednej miasta bramie Nie błyszczy żaden chwały łup, Gdzie brat na brata podniósł ramię, Tam obok trupa poległ trup.
— «A witajże, czy zdrowa? Witajże nam, bratowa. Gdzie brat?» — «Nieboszczyk brat, Już pożegnał ten świat». — «Kiedy?» — «Dawno, rok minął, Umarł... na wojnie zginął». — «To kłamstwo, bądź spokojna, Już skończyła się wojna; Brat zdrowy i ochoczy, Ujrzysz go na twe oczy».
— Święty panie aniele, brat tego człowieka podarował mi wszystkie pokruszone cegły, a nawet wiele całych, gdyż miał bardzo dobre serce. Było to dla mnie wielkim dobrodziejstwem, bo z czego bym wystawiła sobie chatkę? Czyżby nie można dziś tych wszystkich cegieł policzyć choć za jedną na dobro tej duszy? Wszakże tutaj jest źródło wszelkich łask i miłosierdzia, a oto dusza, która tego potrzebuje.…
Ale Szymek nie prosił, ani mu to w głowie postało, więc też któregoś dnia srodze się zdumiał, dojrzawszy jakiś wóz, jadący ku niemu. Jędrzych powoził i już z dala krzyczał wesoło: — Pokaż, kaj mam podorywać! Dyć to ja! Szymek dopiero po długiej chwili uwierzył oczom. — Żeś się to ważył... No, spierą cię, chudziaku, obaczysz. — A niechta! A jak me spierą, to już całkiem do ciebie przystanę.…
Odczytując ten list spostrzegam, że zapomniałem podać zakończenia historii, którego zresztą łatwo się domyśleć. Obroniła się przed nim, a w dodatku nadszedł jej brat, który go z dawna nienawidził i chciał wydalić z domu, gdyż bał się, by przez powtórne małżeństwo siostry, dzieci jego nie utraciły dziedzictwa. Dopóki była bezdzietna, majątek jej mógł się dostać w spadku bratańcom.…
Czym jest me czucie? Ach, iskrą tylko! Czym jest me życie? Ach, jedną chwilką! Lecz te, co jutro rykną, czym są dzisiaj gromy? Iskrą tylko. Czym jest wieków ciąg cały, mnie z dziejów wiadomy? Jedną chwilką. Z czego wychodzi cały człowiek, mały światek? Z iskry tylko. Czym jest śmierć, co rozprószy myśli mych dostatek? Jedną chwilką. Czym był On, póki światy trzymał w swoim łonie? Iskrą tylko.…
…Uważ, jaka hańba Grozi twej sławie, jeśli łatwowiernie Poszeptom jego podasz ucho, serce Sobie uwięzisz i skarb niewinności Otworzysz jego zapędom bez wodzy. Strzeż się, Ofelio, strzeż się, luba siostro; I stój w odwodzie twej skłonności, z dala Od niebezpieczeństw i napaści pokus.…
Czemu nie milkniesz, ty zorzo? Dlaczego krzykiem ognistym, wystrzelającym z tych przepastnych szczelin, pomiędzy dwiema piekielnymi ściany, tak mnie oślepiasz i tak mnie ogłuszasz, że dojść nie mogę do kresu? Dzień mój już przygasł, a zorza jego się krwawi, jakby się krwawić miała w nieskończoność!... wszystko pożera swymi płomieniami — duszę mi pali i świat cały pali!…
Inni wodzowie, liczne sprawujący ludy, W słodkim spoczynku dzienne utopili trudy. Sam Atryd, co powszechny trzymał rząd nad Greki, Tysiączne ważąc myśli, nie zamknął powieki... Gdy na obóz trojański rzuci oczy drżące, Trwożą go zapalonych płomieni tysiące, Przeraża głos piszczałek i mężów wołanie.…
— Jak śmiesz nazywać mnie bratem? — krzyknął gniewnie Kassim. — Nie znam ani ciebie, ani twojej żony! Chodzisz w łachmanach i masz minę nędzarza, więc nie możesz być bratem takiego jak ja bogacza! — Kassimie, bracie rodzony! — zawołał znowu Ali-Baba. — Czy ci się rozum pomieszał? Czy też udajesz tylko, że mnie nie poznałeś? Nie żądam od ciebie złotych dukatów, jeno pragnę miłości braterskiej!…
Coż to? co to się znaczy?... tu trup jakiś leży... Z bagnetem w ręku, mundur polskich ma żołnierzy Ze szkoły podchorążych. Pewnie stał na warcie I szedł do mnie zabijać?... Padł na samym progu... Wszak brat mi za nich ręczył? Kusicielu! czarcie! Nie natrącaj mi na myśl brata — w każdym wrogu Pokazujesz mi brata, nie, to być nie może... O gdyby wstał ten człowiek i przemówił słowo!... Ciepły... Wstań! mów!…
Wtem stało się coś niespodzianego, co rozstrzygnęło losy uporczywej bitwy. Oto ów włodyka z Łękawicy, którego pochwycił szał po śmierci brata, pochylił się, nie zsiadając z konia, i podniósł ciało z ziemi, pragnąc widocznie zabezpieczyć od stratowania i złożyć gdzieś tymczasem w spokojnym miejscu, aby łatwiej odnaleźć je po bitwie.…
Mimochodem wspomnę, że nie było tygodnia, w ciągu którego bracia Minclowie nie pokłóciliby się i nie pogodzili przynajmniej ze dwa razy. Co zaś jest najosobliwszym, że przyczyny swarów nigdy nie wypływały z interesu natury materialnej. Owszem, pomimo największych nieporozumień bracia zawsze poręczali swoje kwity, pożyczali sobie pieniędzy i nawzajem płacili długi. Powody tkwiły w ich charakterach.
Nazajutrz wstał o godzinie piątej rano i poszedł do brata. Gdy wchodził w bramę, słońce oświetlało górne części oficyn i udzieliło nawet tym biednym, różowobrudnym ścianom uroku swojego przyjścia. Zdawało się, że nędzne okna, za którymi kryje się ubóstwo, te jakby znużone oczy chorego domu stoczonego wewnątrz przez biedę, wieczyście pozbawione blasku wesela, teraz, w tej jedynej chwili, otwierają się, patrzą w……
Wiesz! Zbyszko znów poszedł na lumpkę. Nie ma go? Nie ma. Coś bym ci powiedziała, ale przysięgnij się, że nikomu nie powiesz... nachyl się... Zbyszko lata za Hanką. Po co?... E... bo ty... co z tobą gadać!... no, powiedz sama, czy można z tobą gadać? No, bo mówisz, że lata. No — lata — czy zaczepia — czy kocha się — czy jak... Och, Hesiu! Zbyszko? No co? nie byłaś na Halce? nie wiesz, jak to się dzieje?…
…Wyciągnął rękę i spod przycisku wyjął list, już przeczytany, lecz który po raz drugi chciał przeczytać. I wtenczas było tak samo. Wyjmował spod przycisku list brata i czytał go, zastanawiał się nad zawartymi w nim radami. Potem już zaledwie kilka razy przez lat kilkanaście zamienili się listami, i to tamten zawsze odzywał się pierwszy, on zaś odpowiadał czasem po paru latach, krótko, zimno... Bo po cóż?…
Trup jest zawsze samotny! Sam na sam z otchłanią!... A właśnie ja — twój brat — Suknię Tobie sprawiłem za dużą i tanią, Suknię — na tamten świat!
— Wiesz? — rzekł — to przez tego pędraka takem się wyciągnął — i wskazał głową na Piotrusia, który zwykle najwcześniej się budził, i do garnka patrzeć szedł, czy tam czego od wczoraj nie znajdzie. — Jak idziem do ochrony — mówił dalej Felek — to ci całą drogę skomle, że głodny. Muszę ci mu co dzień pół mego chleba fasować, żeby cicho był. — E–e–e?…
„Przybywszy nad brzeg morza łódź tam zostawioną Spychamy najpierw z brzegu w boską otchłań słoną. Maszt dźwignion już białymi odął się żaglami, Więc owce na łódź bierzem, a nareszcie sami Wsiadamy; zasmuceni lejem łzy żałoby. Wtem od lądu na okręt nasz błękitnodzioby Kirka wiatr nam nasłała; żagle już nadyma Ten przewodnik żeglugi, jak lepszego nie ma.…
— Pan Bóg, jako się okaże, pobłogosławił nas i łaskę swoją okazał, ale na razie gorzko przypłaciliśmy ów braterski sentyment. Oto trzymając się w objęciach poplątaliśmy tak łańcuchy, żeśmy ich odczepić nie mogli. Przyszli dozorcy i dopiero nas rozczepili, ale kańczug więcej godziny świstał nad nami. Bito nas nie patrząc gdzie.…
Napotkane drzwi otworzyły się. Książę wprowadził swego sekretarza do małej salki i wyszedł. Gdy za chwilę powrócił, był we fraku zapiętym na wszystkie guziki, w czarnych pończochach i płytkich trzewikach ze stalowymi klamrami. Spod jego fraka wysuwał się biały fartuch z jedwabiu, niedosięgający kolan, a z lewego ramienia na prawy bok szła szeroka, biała szarfa. Na ręku miał rękawiczki.…
— Bogusławie! Bogusławie! — powtarzał książę, chodząc po tykocińskich komnatach — jeśli brata nie chcesz ratować, to ratuj przynajmniej Radziwiłła!...
— O, ludzie, ludzie niespokojni, znowu się wam bić zachciewa — zaskomlił, pociągając płaczliwie nosem. — Mało wam jeszcze, że was bieda bije? Ale nasz Polak, nasz brat zawsze głupi. W łyżce wody chce utopić brata. — I przytknął siną, wychudzoną twarz do poduszki w czerwone maki, którą przyniósł z nocnej rajzy po bauerach. Cierpiał od kilku dni na ciężkie rozwolnienie żołądka.…
— Dlaczego ty nic nie pijesz? — pytał Hipolit wybałuszając zamglone oczy i czepiając się rękami bezradnymi nie tylko sąsiadów, lecz i sąsiadek. — Owszem, piję. — Nic nie pijesz i nic nie jesz. Ciągle tańczysz i tańczysz. My pijemy, a ty nie pijesz. Jakieś kozackie kozaki wytańcowujesz. Co to jest? — Przecież to ja go namówiłem... I ty także!... — perswadował wikary. — Do diabła! Klecho, do diabła! Wiem, co mówię.…
Czcić swe rodzeństwo nie przynosi wstydu. Nie był ci bratem ten, co poległ drugi? Z jednego ojca i matki zrodzonym. Czemuż więc niesiesz cześć, co jemu wstrętna? Zmarły nie rzuci mi skargi tej w oczy. Jeśli na równi z nim uczcisz złoczyńcę? Nie jak niewolnik, lecz jak brat on zginął. On, co pustoszył kraj, gdy tamten bronił? A jednak Hades pożąda praw równych. Dzielnemu równość ze złym nie przystoi.…
Uścisk serdeczny złączył ręce dzieci i stali tak, jak bracia, syn królewski obok ubogiego chłopca w świątyni Bożej, gdzie jeden głos dzwonu wzywa wybrane serca.
Została w domu sama, bo nikogo z rodzeństwa nie było u niej, puściła przeto wodze myślom i zatopiła się w rozmyślaniach nad bieżącymi sprawami. Myślała nad tym, że oto połączona jest na zawsze z mężem, którego miłości i wierności pewna była, którego też kochała prawdziwie.…
Spójrz, pani, na ten portret i na tamten, Na ten konterfekt dwóch rodzonych braci. Patrz, ile wdzięku mieści to oblicze: Czoło Jowisza, Hyperiona włosy; Wzrok Marsa groźny i rozkazujący; Postawa godna Merkurego, kiedy Na niebotyczny szczyt góry zstępuje. Wszystko tu tak jest pełne, tak skończone, Jakby dla dania pierwowzoru męża Każdy bóg swoją pieczęć był przyłożył Na tym człowieku: to był twój małżonek.…
Piękna Jutrzenka z łoża Tytona się budzi Niosąc żądane światło dla bogów i ludzi, Gdy Zeus do naw greckich śle sprawczynię jęku, Niezgodę, bojów hasło trzymającą w ręku. Staje wpośród obozu na Odysa łodzi, Skąd łatwo do dwu floty końców głos dochodzi, Gdzie Ajas i gdzie Pelid stoi niezwalczony; Ci swym ludem zajęli dwie ostatnie strony, Zaufawszy i męstwu, i barkom niezłomnym.…
— O mój bracie, mój biedny bracie! — zawodził chytry Roeoender. — Więc nic lepszego nie miałeś do roboty na tym świecie, jak właśnie umrzeć w tym samym pokoju, gdzieś jadł, spał, pracował i rozmyślał! Czemużeś nie dożył przynajmniej tej chwili, gdy ja osobiście przybyłem do Chin, aby cię pożegnać! Spokojniej byś umierał, otrzymawszy ode mnie ostatni pocałunek i ostatnie uściśnienie dłoni.…
Bracie, mówmy szczerze. Chcesz ocalić Kordiana? Chcę! chcę! chcę! I właśnie Dlatego zginie. z zadziwieniem Co? Co? Bracie, skończmy waśnie, Spać mi się chce... Książę chodzi po sali, widać w nim burzę wściekłości... bierze z kominka porcelanę i rozciska w dłoni... Dlaczegóż wasza mość cesarska Nie chce tej małej łaski? — Jam ci tron darował!... Bracie, pohamuj wściekłość, co nozdrzami parska.…
Było przy tym spotkaniu niemało radości, powitań i okrzyków. Jaśko podobny był zawsze do Jagienki jak dwie krople wody, ale już ją przerósł, chłopak był na schwał: dziarski, wesoły jak nieboszczyk Zych, po którym ochotę do ciągłego śpiewania odziedziczył, a żywy jak skra.…
Myślałam dziś w nocy o Wacławie i znowu mam ten ucisk serca. Jest to rzeczywiście jakaś szydercza fatalność: Henryk, który został wyrzucony z szóstej klasy, siedzi w Zurychu, chodzi sobie na „filozofię" i ma się dobrze, a Wacek, który opuścił gimnazjum ze srebrnym medalem, świetnie pracował tutaj na przyrodzie, był przez wszystkich poważany — tak bezużytecznie skończył. Potworna jest logika tych faktów.…
Hesia — Mela — Zbyszko Zbyszko — kołnierz podniesiony, twarz zmięta, zmarznięty, skrzywiony. Młode to, a już niemożliwe, choć chwilami coś w głębi źrenic się przewija. Gdzie byłeś? gdzie byłeś? odsuwa ją laską Poszła!... Gdzie byłeś? lumpowałeś się? mój złoty, powiedz... powiedz... ja nic nie powiem mamie. Poszła... Ładnie się wyrażasz... Nie powiesz — a ja wiem.…
— Ojcze mój, nie lękaj się i nie żałuj, jeżeli dziecko twoje zginie na mlecznej drodze przyszłości, w blasku jutrzenki, w ogniu ofiary! Nie są także zginionymi ci, którzy chodzą po nizinach samolubstwa, zaprzaństwa, rozkoszy ciała i nędzy ducha? Słowa te niezmożoną siłą przyciągnęły znowu wzrok Benedykta ku szeroko na biurku rozwartemu listowi.…
— Był Nalewajko i Łoboda, była chmielnicczyzna, a teraz jest Dorosz; ziemia z krwi nie osycha, kłócim się i bijem, a przecie Bóg posiał w serca nasze jakoweś semina miłości, jeno że one jakoby w płonnej glebie leżą i dopiero gdy je łzy a krew podleje, dopiero pod uciskiem i pod kańczugiem pogańskim, dopiero w tatarskiej niewoli niespodziane wydają frukta.
— Śmierć zdrajcy! Na szablach go roznieść! śmierć! śmierć! A książę Michał oczy ręką zatkał, bo przecie to Radziwiłła prowadzono w takim upodleniu. Nagle poczerwieniał i krzyknął: — Mości panowie! to mój brat, to moja krew, a jam ni zdrowia, ni mienia nie żałował dla ojczyzny! Wróg mój, kto na tego nieszczęśnika rękę podniesie. Rycerze umilkli zaraz.…
…Jedna z „życzliwych mi" osób, pani Laura, w której domu od trzech lat daję lekcję dziewczętom, z emblematami żywej jakoby litości zakomunikowała mi smutną wiadomość. Czerpie ją od współplotkarki świeżo przybyłej z wojażu. Oto — Henryś podobno nie „robi doktoratu", jak mię tysiące razy upewniał, ale robi długi, skandale i awantury.…
Ciż sami — Dulska wpada Co się tu dzieje? Co to za balet? Dopełniam edukacji mej siostry. Hesia! jak możesz tak?... co to... do Zbyszka Z tobą to też jest krzyż pański. Albo chodzisz jak dzik, albo wyprawiasz wariacje i dziewczyny w to wciągasz. Dobrze już, dobrze. Po co tyle słów! Gdzież to was niesie w takiej paradzie? Przede wszystkim nie niesie. Nogi was nie niosą? To jest nieprzyzwoite i o tym się nie mówi.…
…Do tego już doszło, że na tej ziemi wilcy miłosierniejsi od ludzi, że tu trawy krwawą rosą się pocą, wichry nie wieją, ale wyją, rzeki łzami płyną i ludzie do śmierci ręce wyciągają mówiąc: „Ucieczko nasza!..." — Panie! — zawołałem — Zali oni lepsi od nas? Kto największe okrucieństwa czynił? Kto pogan sprowadzał?...…
Naprawdę mam i teraz dla wielu osób dużo uczucia, ale takiego często doświadczam złudzenia, jakbym już Henryka ani Wacława nie kochała dawnym sercem. Zrobię jeszcze dla nich i dla innych ludzi, co mogę, ale nie czuję już szczęścia z tej prostej racji, że i ja przecie do czegoś służę.
ubrany jak do wyjścia — kręci się chwilę po pokoju Gdzie Hanka? milczenie Pytam się, gdzie Hanka? Oblubienica z Lammermooru rondle myje. Proszę więcej jej nie używać do kuchennych posług. Gdzie Hanka dziś spała? milczenie Pytam się, gdzie Hanka dziś spała? Na stołeczku pod piecem — ręce w małdrzyk, a buzia w ciup. Trzeba inaczej się nią zająć. milczenie Bo... jeżeli... no... zresztą — ja wychodzę, za chwilę wrócę.…
— Matka umierając poleciła mej opiece siostrę. Halszka jej było na imię. Nie miałem żony, dzieci, więc miłowałem oną dziewczynę jak źrenicę oka. Była dwadzieścia lat młodsza ode mnie i na rękum ją nosił. Po prostu: za dzieckom własne ją uważał. Potem poszedłem na wyprawę, a ją ogarnęła orda. Gdym wrócił, tłukłem łbem o ściany. Majętność w czasie inkursji przepadła, alem sprzedał, com miał: ostatni rząd na konia!…
Z Antosią L. przechodzę teraz literaturę... grecką. Sama umiem z niej (z literatury greckiej) tyle, com zasłyszała od Wacka. Czytałam wszakże onego czasu wszystko, co on przechodził, a nawet greczyzny samej sporo wchłonęłam. Obecnie czytamy tragedie Eschylosa, Sofoklesa, Eurypidesa w przekładzie Z. Węclewskiego i K. Kaszewskiego.…
Ewka, która czekała z bijącym sercem w przyległej izbie, wpadła natychmiast, lecz zaledwie zdołała zakrzyknąć: „Adam!" — już potężne ramiona porwały ją i podniosły od ziemi. Brat kochał ją zawsze bardzo; częstokroć, za dawnych jeszcze czasów, chroniąc ją od tyranii ojca, nieraz brał na się jej winy i należną jej chłostę.…
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.