motyw literacki
Rodzina
119fragmentów
43lektury
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Ludzie bezdomni 9 fragmentów
- Chłopi, Część druga - Zima 7 fragmentów
- Chłopi, Część pierwsza - Jesień 7 fragmentów
- Potop 7 fragmentów
- Romeo i Julia 7 fragmentów
- Moralność pani Dulskiej 6 fragmentów
- Cierpienia młodego Wertera 5 fragmentów
- Krzyżacy 5 fragmentów
- Lalka 5 fragmentów
- Przedwiośnie 5 fragmentów
- Antygona 4 fragmenty
- Król Edyp 4 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Cóż to? Ty jakieś ciężkie ważysz słowa. O tak! Czyż nie wiesz, że z poległych braci Kreon jednemu wręcz odmówił grobu? Że Eteokla, jak czynić przystoi, Pogrzebał w ziemi wśród umarłych rzeszy, A zaś obwieścił, aby Polinika Nieszczęsne zwłoki bez czci pozostały, By nikt ich płakać, nikt grześć się nie ważył; Mają więc leżeć bez łez i bez grobu, Na pastwę ptakom żarłocznym i strawę.…
Wtem słychać tarkot, wozy jadą drogą, I wóz znajomy na przedzie; Skoczyły dzieci, i krzyczą, jak mogą: „Tato, ach tato nasz jedzie!" Obaczył kupiec, łzy radośne leje, Z wozu na ziemię wylata: „Ha, jak się macie, co się u was dzieje? Czyście tęskniły do tata? Mama czy zdrowa? ciotunia? domowi? A ot! rozynki w koszyku..." Ten sobie mówi, a ten sobie mówi, Pełno radości i krzyku.
…Ja cię powiodę do wielkiego króla; Do nóg się rzucisz, błagając o litość I... Powiem — jemu:... «Ja biedna matula Do nóg się rzucam. klęka Królu! złoty panie! Każ córce, która ma złota obfitość, Niechaj mnie kocha». wstaje A król z tronu wstanie I zaprowadzi mnie do serca córki.
O błahe nasze po krwi uszlachcenie! Jeśli na ziemi wzbijasz w pychę ludzi, Gdzie tak mdłe ducha naszego skłonienie; Rzecz ta podziwu już we mnie nie wzbudzi, Odtąd gdy próżny chwaliłem się z ciebie, Tam gdzie nie błądzą żądze, mówię, w niebie. Ty jesteś płaszczem, co szybko się skraca, Jeśli z dnia na dzień zasługa lub praca Nowego sukna dla cię nie przykroi, Czas mknie z nożycą wkoło poły twojej.…
— Te Paczesie to stare chłopy, że jaże im już kłaki na łbach puszczają... — Ale kawalery zawdy — rzekła insza kobieta. — A tyle dziewuch się starzeje albo i służby szukać idzie... — Przeciech, a one mają cały półwłóczek i jeszcze łączkę za młynem. — Juści, abo to im matka da się żenić... abo to im popuści... — A kto by krowy doił, kto by opierał, kto by kole gospodarstwa abo i śwyń chodził...
…organista krzyknął. — Michał! Do chrztu przyjechali, weź klucze i idź do kościoła, bo Jambroży posługuje na plebanii, ksiądz już wie... Muzyka umilkła i przez izbę przeszedł wysoki, blady chłopak. — Po bracie mojego sierota, na organistę praktykuje, z łaski jeno mój go uczy, cóż robić?... Trza się i nadszarpnąć, a krewniakowi pomóc...
Poznałem także pewnego zacnego człowieka o szczerym i otwartym sercu, komisarza książęcego. Podobno niezmiernie miło się robi na duszy, gdy się go widzi pośród dziewięciorga jego dzieci, a zwłaszcza cuda głoszą o najstarszej córce.
To rzecz jasna. Człowiek nie może żyć i pracować — odpowiada sobie pan Cedzyna — jeśli ktoś nie żył przed nim i nie pracował dla niego. Ten ktoś — któż to jest? — Ojciec. Przez urodzenie ojciec nie daje jeszcze synowi życia — daje tylko obietnicę życia, wychowanie poczyna je, a dziedzictwo dopiero zapewnia i uzupełnia. Tu jest źródło konieczności dziedziczenia w rodzie ludzkim.…
Nie bądź mi stryjem, Rzymianie mawiali, Kiedy się komu karać nie dawali. Bądź ty mnie Stryjem przedsię po staremu, Jedno nic nie bierz synowcowi swemu.
Jazda, noc, łoskot, obcy ludzie, miękkie miotanie się na wyściełanej ławie, zdrętwiały łokieć pod głową, nagłe zapadanie w przelotny sen — to wszystko było dobre. Raz, przytomniejąc, Elżbieta zastała siebie w jakimś bolesnym miejscu myśli. Ale myśl nie dotyczyła ani Zenona, ani Justyny. Szło jeszcze raz o ten pokój jadalny, którego nigdy nie było.…
Gdy z pola do Olimpu bogowie wrócili, Wątpliwy na przemianę los wojny się chyli I między Symoentu a Ksantu koryty Z obydwu stron spiżowe latają dziryty. Mur Greków, Telamona syn, postrachy sieje, Łamie zastęp trojański, odżywia nadzieje. Eusora syn, Akamas, rycerz między Traki I najdzielniejszy bronią, i jak olbrzym jaki Wzrostem ciała ogromny, legł z jego prawicy.…
Aladyn spojrzał na Roeoendra i odrzekł: — Nie znasz mnie wcale ani ja nie znam ciebie, więc jakim sposobem masz mi coś ważnego do powiedzenia? Roeoender uśmiechnął się dobrotliwie, pogłaskał Aladyna po głowie i rzekł głosem łagodnym: — Mylisz się, mój roztropny chłopcze. Wszak nazywasz się Aladyn? — Tak — odparł Aladyn — rzeczywiście jest to moje imię. — A więc widzisz, że znam cię dobrze — ciągnął dalej Roeoender.…
Któż mię budzi? czy godzina biła? Przychodzę do pamięci... latarnie — mogiła... Jesteś jednym z grabarzy i żądasz zapłaty? Ha — oto masz z Najświętszą Panną dwa dukaty, Które mi dała matka, błogosławiąc syna. Musisz mieć dzieci? Słuchaj! niech twoja rodzina Westchnie za mną do Boga. Och! ja nie mam dzieci! Nie masz? a włos twój biały jako srebro świeci; Tyś nic za twoje życie nie odpłacił Bogu. Kordianie!…
Prosisz, a prosząc mógłbyś znaleźć ulgę, Siłę i z kaźni srogich wyzwolenie, Jeśli słów moich posłuchasz powolnie, Które ja, obcy zupełnie tej wieści I obcy — sprawie, wypowiem. Toć sam bym Nie wiele zbadał bez wszelkiej wskazówki.…
Dziennikarz zatrzymał drugiego posła: — Dlaczego pan, panie pośle, nie chce, żeby pana całować? — Żeby pan miał tyle ciotek, co ja, toby się pan nie pytał. Wczoraj były moje imieniny, to mnie tak wyśliniły, że zwymiotowałem całą leguminę z kremem, jak dorośli lubią się lizać, niech się sami całują, a nam niech dadzą spokój, bo my tego nienawidzimy.
— Ja powiadam — odrzekł posępnie Maćko — żem tego chłopa od małości wypiastował... Na nim też stoi nasz ród, bom stary, ale tego on uczynić nie może, choćby miał sczeznąć. Tu sroga twarz poczęła mu drgać i nagle miłość do bratanka wybuchnęła w nim z taką siłą, że chwycił go w swoje okute żelazem ręce i począł wołać: — Zbyszku! Zbyszku! A młody rycerz aż zadziwił się i oddawszy stryjcowi uścisk, rzekł: — Aj!…
Mijam sad, to śmietnisko ludzkie, I dalej idę, chmurny młodzik, Dumając o fabrycznej Łodzi, O rozpalonej nędzy łódzkiej. Muskając dłonią falę pszenną, Szumiącą sennie piosnkę wiejską, Skąd chabry śmieją się niebiesko, Idę przez Wschodnią, przez Kamienną, Północną, Średnią, Nowomiejską... Tragarze, zgięci najokropniej, Apoplektycznie purpurowi, Dźwigają, tępi i surowi, Garby skrzyń ciężkich.…
Za moich czasów pryncypał był ojcem i nauczycielem praktykantów i najczujniejszym sługą sklepu; jego matka lub żona były gospodyniami, a wszyscy członkowie rodziny pracownikami. Dziś pryncypał bierze tylko dochody z handlu, najczęściej nie zna go i najwięcej troszczy się o to, ażeby jego dzieci nie zostały kupcami.…
Judym machnął ręką i uciekł po schodach. Gdy stanął na dziedzińcu, dostrzegł w jego szyi pod murem fabryki mnóstwo dzieci skaczących, biegających, rozbawionych. Na kupie opalonych belek siedziała ciotka Pelagia, kobieta stara, łaskawy chleb od lat wielu jedząca u siostrzeńca, a brata Judymowego, Wiktora. Była to jejmość chuda, chorowita i zrzędna.…
Miała polskie nazwisko i polskie papiery, w obozie była jako Polka, nie jako Żydówka. Nie wie dobrze, kto byli jej rodzice, nie widziała ich nigdy. Zna tylko swoją babkę, która ją wychowała. Ale to nie jest ważne. Babka też zresztą już nie żyje.
Hesia — Mela — Zbyszko Zbyszko — kołnierz podniesiony, twarz zmięta, zmarznięty, skrzywiony. Młode to, a już niemożliwe, choć chwilami coś w głębi źrenic się przewija. Gdzie byłeś? gdzie byłeś? odsuwa ją laską Poszła!... Gdzie byłeś? lumpowałeś się? mój złoty, powiedz... powiedz... ja nic nie powiem mamie. Poszła... Ładnie się wyrażasz... Nie powiesz — a ja wiem.…
Rodzina ta, z dwu kobiet i czterech mężczyzn złożona, już i przedtem gorliwie pracowała, ale wraz z nadejściem zwierzchnika swego gorliwość tę zdwoiła. Nawet wielki, pleczysty Julek, który przedtem stanął był na zagonie jak słup nieruchomy i sennym, tęskliwym wzrokiem w stronę Niemna patrzał, teraz z podniesionymi ramionami, głośno sapiąc i bardzo pośpiesznie widłami snopy z ziemi podnosił i układającemu je na wozie……
Więc zrywam się i biegnę! Wiatr po niebie dzwoni! Serce w piersi zamiera... Nie!... To — Bóg, nie oni!...
Tego dnia ojciec zły czegoś z rzeki wrócił i, siadłszy na ławie, ręką głowę potarł. Pytała się matka raz i drugi, co mu, ale dopiero za trzecim razem odpowiedział, że się ta robota koło żwiru skończyła i że szkapa tylko piasek wozić będzie. Zaraz mnie Felek szturchnął w bok, a matka jęknęła z cicha. Miał ojciec nad wieczorem po doktora iść, ale mu jakoś niesporo było.…
…Skrobek ofuknął go, tupnąwszy z gniewem nogą: — Dam ja ci króla, próżniaku jeden, aż ci się kij przyśni! Wstawajcie mi duchem, a po chrust do boru biegajcie, bo go już mało! Rozumiecie?! — Rozumiemy — odrzekli Wojtuś i Kubuś, a wygrzebawszy się ze słomy, w wiaderku się umyli, koszuliny krajką przepasali, uklękli, pacierze odmówili, po czym rękę ojca ucałowali i wziąwszy za pazuchę kilka wczorajszych kartofli, ku……
Powiem, jeno słuchaj! Skoro w radzie zasiedli panowie, król naprzód Tę rzecz do nich uczynił: «Nie zwykłem nic nigdy Bez rady waszej czynić; a bych też zwykł kiedy (Czego w pamięci nie mam), w tej sprawie koniecznie Syna swego bych nie chciał, aby mię ojcowska Miłość przeciw synowi jako nie uwiodła. Bo aczci to podobno nie darmo rzeczono: »Krew nie woda«, lecz u mnie pospolitej rzeczy Powinowactwo więtsze.…
Na to przemądry Odys rzekł mu: „O Alkinie! Potężny, najsławniejszy królu w tej krainie! Zaprawdę pieśń ta serce do głębi przeszywa, I ten pieśniarz cudownie, ni bóg jaki, śpiewa. Do wielkich też rozkoszy życia ja to liczę, Gdy u ludu tchnie szczęściem wesołe oblicze, Gdy w zamku godowników zasiada rząd długi I słucha dźwięku gęśli, a kręcą się sługi Z mięsiwami i chlebem, a leją cześniki Z krużów wino, roznosząc……
Trzy razy księżyc odmienił się złoty, Jak na tym piasku rozbiłem namioty. Maleńkie dziecko karmiła mi żona, Prócz tego dziecka, trzech synów, trzy córki, Cała rodzina, dzisiaj pogrzebiona, Przybyła ze mną.
Bob zawinął teraz rękawy surduta jak gdyby one zasługiwały na baczną ochronę — i wziął się do przygotowania z jałowcówki i cytryn czegoś w rodzaju grogu. Mieszaninę tę rozgrzewał przy ogniu kominka, aby ją doprowadzić do właściwej temperatury.…
Przed wyjazdem prosił tylko pana Zagłobę i Wołodyjowskiego, by dom jego uważali za swój własny i tak długo w nim mieszkali, póki by się im nie uprzykrzyło. — Może Skrzetuscy przyjadą — mówił. — Gdy elekcja nastanie, przynajmniej on sam z pewnością przybędzie; ale choćby ze wszystką dziatwą, znajdzie się tu dla całej rodziny miejsce. Ja nikogo z krewnych nie mam, a choćbym i braci miał, nie byliby mi od was bliżsi.
„Głupia Zośka" przesiedziała u nich około sześciu lat, lecz choć następnie poszła na służbę do dworu, w chacie roboty nie ubyło. Przyjęła więc gospodyni piętnastoletnią sierotę Magdę, która lubo miała swoją krowę, kilka zagonów ziemi i pół chaty, wolała jednak pójść między ludzi niż siedzieć na ojcowiźnie.…
Gdy przybyłem do mego domu, który zaledwie poznałem, a jeden ze służących otworzył drzwi, schyliłem się z obawy, żebym nie uderzył głową. Moja żona wybiegła, aby mnie ucałować, a ja schyliłem się niżej jej kolan, myśląc, że inaczej nie dosięgnie moich ust.…
Niby na jawie, niby trzeźwymi oczyma ujrzał ojca... Nigdy prawie o nim nie myślał, ani razu chyba w życiu nie wspominał go sobie z tęsknotą. Skądże teraz?... Idzie staruszek zgarbiony, jakoby pleśnią żółtawą obrosły, kijkiem przed sobą ścieżynę maca. Czapczysko na nim, bekiesza, buty wytarte, jak zawsze. Stary sknera, Olbromski z Tarnin. Cóż za dziwny, cóż za cudaczny, niezgruntowany żal!…
— Jakiś mi tam waćpan krewny! — Bo są podwójni Kowalscy. Jedni się Wieruszową pieczętują, na której kozieł w tarczy jest wyimaginowany z podniesioną zadnią nogą, a drudzy Kowalscy mają za klejnot Korab, na którym przodek ich Kowalski z Anglii przez morze do Polski przyjechał, i ci są moi krewni, a to przez babkę, i dlatego, że ja także Korabiem się pieczętuję. — Dla Boga! Toś waść naprawdę mój krewniak!…
Wtem słychać tarkot, wozy jadą drogą, I wóz znajomy na przedzie; Skoczyły dzieci, i krzyczą, jak mogą: „Tato, ach tato nasz jedzie!" Obaczył kupiec, łzy radośne leje, Z wozu na ziemię wylata: „Ha, jak się macie, co się u was dzieje? Czyście tęskniły do tata? Mama czy zdrowa? ciotunia? domowi? A ot! rozynki w koszyku..." Ten sobie mówi, a ten sobie mówi, Pełno radości i krzyku.
— A, to trzeba lepiej zaczekać, pani doktorowo — rzekł stanowczo kierownik. Pracowicie wychuchał w oblodzonej szybie otwór i, przechylając głowę, jednym okiem spoglądał z ukosa na plac, na otwartą bramę, na ulicę, która wzbierała już tłumami, bębnił palcami po ramie okiennej, czekał na klienta. — Przecież pan dyrektor obiecał telefonować. Wyjdzie pewnie dzisiaj razem z córeczką pani doktorowej.…
Nie chodzi tutaj — u kaduka! — o herb ani o szeregi przodków podgolonych, z sarmackimi wąsami i przy karabelach — ani wydekoltowane prababki w fiokach. Ojciec i matka — otóż i cały rodowód, jak to jest u nas, w dziejach nowoczesnych ludzi bez wczoraj. Z konieczności wzmianka o jednym dziadku, z musu notatka o jednym jedynym pradziadku.…
Z takimi dziećmi, pomyślał Winston, życie tej kobiety musi być koszmarem. Jeszcze rok, może dwa, a będą dwadzieścia cztery godziny na dobę wypatrywać u niej najdrobniejszych choćby przejawów nieprawomyślności. Prawie wszystkie dzieci są potworne.…
Dawna namiętność już w całunach leży, W jej miejscu władnie siła żądzy nowej; Piękną przestała być przy Julii świeżej Piękność, dla której umrzeć był gotowy. Dziś jest Romeo kochany i kocha, W oczach obojga żar jednaki płonie; Lecz on, w niej wroga przypuszczając, szlocha, A ona miłość z wędki grozy chłonie.…
Śluby? — sen prawdziwy! I ty, Anielo, rzuć tę ciemną drogę, Póki czas tobie, a ja przestrzec mogę. Lecz powiedz szczerze: kiedy polot myśli Obraz nam szczęścia czasami zakréśli I zdobi błahe, lecz lube utwory W kwiatów marzenia najczystsze kolory; Cóż ściąga światło, w całym blasku stawa, Jeśli nie miłość i stała, i prawa: Miłość szlachetnej przewodząca parze Z łona rodziców przed ślubów ołtarze!…
— Szafir do ciebie należy, kochany Atosie. Czyż nie mówiłeś, że to twój klejnot rodzinny? — Tak, mój ojciec kupił go za dwa tysiące talarów, jak mi to sam opowiadał niegdyś. Dostałem go od matki, a ja, głupi szaleniec, zamiast zachować pierścień jak relikwię świętą, podarowałem tej nędznicy. — Zatem, mój drogi, odbierz ten pierścień jako drogą pamiątkę.…
Więc zrywam się i biegnę! Wiatr po niebie dzwoni! Serce w piersi zamiera... Nie!... To — Bóg, nie oni!...
— Miss Rawlison ma ojca — odpowiedział Staś — a ja jestem tylko w drodze jej opiekunem. Na to zwrócił się żywo drugi oficer i zapytał: — Rawlison? — czy nie jeden z dyrektorów kanału i ten, który ma brata w Bombaju? — W Bombaju mieszka mój stryjek — odpowiedziała Nel podnosząc w górę paluszek. — A więc twój stryjek, darling, jest żonaty z moją siostrą. Ja nazywam się Clary.…
Szczęśliwy, kogo w życiu klęski nie dosięgły, Bo skoro bóg potrząśnie domowymi węgły, Z jednego gromu cały szereg nieci, Po ojcach godzi i w dzieci. Tak jako fale na morzu się piętrzą, Gdy wicher tracki do głębiny wpadnie I ryje iły drzemiące gdzieś na dnie, Aż brzeżne skały od burzy zajęczą: — Tak już od wieków w Labdakidów domy Po dawnych gromach nowe godzą gromy, Bóle minionych pokoleń Nie niosą ulg i wyzwoleń.…
Krzyknęły dziatki, do ojca przypadły, Tulą się pod płaszcz na łonie, Truchleją sługi, struchlał pan wybladły, Drżące ku zbójcom wzniósł dłonie: „Ach! bierzcie wozy, ach! bierzcie dostatek, Tylko puszczajcie nas zdrowo, Nie róbcie małych sierotami dziatek, I młodej małżonki wdową". Nie słucha zgraja, ten już wóz wyprzęga, Zabiera konie, a drugi: „Pieniędzy" krzyczy, i buławą sięga; Ów z mieczem wpada na sługi.…
Drzwi otworzone. Teraz mię, Fortuno, Prowadź i pomóż ze złotego cielca Jak Jazonowi złote obciąć runo, A ja przysięgam, że choć syn wisielca, Będę na tronie jako syn książęcy; Dziś sługa gorszych, jutro pan tysięcy Lepszych ode mnie. — Cyt. — To puchacz huczy Na wieży zamku. — Idźmy na drabinę — Wszystko gotowe.…
— La siebie... jakby na komornym u ojca siedzą, to juści patrzą, aby ino na swoją stronę coś niecoś urwać, a ojcowego niechta pies pilnuje. — A Józka, że to jeszcze skrzat głupi, to i cóż poradzi? — Hale, albo to Boryna nie mógłby gront oddać Antkowi, co? — A sam pójdzie do nich na wycug, co?... Starzyście, Wawrzku, a do cna jeszcze głupi — zaczęła żywo Jagustynka.…
— Przecież gdyby było dziecko, to w razie śmierci starego, czego Boże broń, do zapisu i jego część by przyszła, a po równo z drugimi, może i na całym gruncie byś ostała... — Wam ino jedno w głowie: grunt i grunt, a la mnie to tyla stoi, co nic... — Boś młódka jeszcze i głupia, a pleciesz bele co! Człowiek przez gruntu to jak bez nóg, tula się ino, tula, a donikąd nie zajdzie.
Pokazujemy 48 z 119 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.