motyw literacki
Samotnik
38fragmentów
23lektury
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Lalka 5 fragmentów
- Sonety krymskie 4 fragmenty
- Chłopi, Część druga - Zima 2 fragmenty
- Dziady, część III 2 fragmenty
- Dziady. Widowisko, część I 2 fragmenty
- Kordian 2 fragmenty
- Latarnik 2 fragmenty
- Ludzie bezdomni 2 fragmenty
- Siłaczka 2 fragmenty
- Trzej muszkieterowie 2 fragmenty
- Balladyna 1 fragment
- Baśnie 1 fragment
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
sam O! ci młodzi ludzie, Odchodzą od nas i wołają głośno: Idziemy szukać szczęścia. Więc my, starce, Cośmy przebiegli po tej biednej ziemi, A nigdy szczęścia w życiu nie spotkali; Możeśmy tylko szukać nie umieli... Idź! idź! idź, starcze, do pustelnej celi...
— Pójdę sobie w świat chyba — rzekło kaczę. — Otwarta droga, nikt cię tu nie zatrzymuje. I poszło sobie kaczę. Pływało po wodzie, pluskało, zanurzało się głęboko, ale zawsze było samo — inne pływające ptaki unikały go z powodu brzydoty.
— Nie potrzeba mi nikogo. Tyle mam ze sobą przyjacielstwa, że ledwie temu poradzę — powiedział Kłębowi, któren mu wyrzucał, że nigdy do niego nie zajrzy. I prawdę rzekł, że ledwie ze sobą poradził, prawdę; wziął się był mocno w garść, skiełznał duszę niby w ten kantar żelazny i trzymał krzepko, nie popuszczał z uwięzi — ale już mu coraz częściej mdlała dusza z utrudzenia i coraz częściej chciało mu się ciepnąć……
Jest mi tutaj zresztą bardzo dobrze. Samotność, to balsam nieoceniony dla mego skołatanego serca. Miejscowość, gdzie przebywam, to raj prawdziwy, a wiosna tu w pełni uroczych ponęt swych i rozkwitu. Drzewa, żywopłoty, to jakby ogromne kwietne kiście, tak, że zbiera ochota zmienić się w chrząszczyka, nurzać się w tej wonnej toni i żywić się wyłącznie zapachem.
My uprosiliśmy Boga, By cię oddał w ręce wroga. Samotność mędrców mistrzyni. I ty w samotnym więzieniu, Jako prorok na pustyni, Dumaj o twym przeznaczeniu;
Co dzień z pamiątką nudnych postaci i zdarzeń Wracam do samotności, do książek — [do] marzeń, Jak podróżny, śród dzikiej wyspy zarzucony, Co rana wzrok i stopę niesie w różne strony Azali gdzie istoty bliźniej nie obaczy, I co noc w swą jaskinią powraca w rozpaczy. Szalony, niech ukocha swe samotne ściany I nie targa łańcucha, by nie drażnić rany.…
Chadzał ongi po ziemi Jan swego nazwiska, Tajemnikiem zwany, bo ludzi unikał, na drzewa się boczył i figury przydrożne omijał. Najchętniej po lasach samotnikował, włóczęgą trudząc duszę i nogi.
…W tej wieży dawno, przed laty dziesięciu, Jakaś nieznana pobożna niewiasta, Z dala przybywszy do Maryi miasta — Czy ją natchnęło niebo w przedsięwzięciu, Czy skażonego sumienia wyrzuty Pragnąc ukoić balsamem pokuty — Pustelniczego szukała ukrycia I tu znalazła grobowiec za życia. Długo nie chcieli zezwalać kapłani, Wreszcie, stałością prośby przełamani, Dali jej w wieży samotne schronienie.…
Tam, gdzie gęstymi drzewy sadzawka zarosła, Jakiś człowiek samotny jak cień się przesuwa, Patrzy na księżyc, wzdycha — to miłośnik czuły, Zapewne wielkie serce smutkami zatruwa; Może mu się marzenia złotym wątkiem snuły I przerwały się nagle — od świata ucieka. Chciałbym go poznać... Bracie, znasz tego człowieka? To pewien dłużnik, bankrut potępion wyrokiem. Dlaczegóż nie w więzieniu duma, lecz w ogrodzie?…
Pan Ignacy od dwudziestu pięciu lat mieszkał w pokoiku przy sklepie. W ciągu tego czasu sklep zmieniał właścicieli i podłogę, szafy i szyby w oknach, zakres swojej działalności i subiektów; ale pokój pana Rzeckiego pozostał zawsze taki sam.…
Zaczęły płynąć godziny, dnie i tygodnie... Majtkowie twierdzą, że czasem, gdy morze bardzo jest rozhukane, woła coś na nich wśród nocy i ciemności po nazwisku. Jeżeli nieskończoność morska może tak wołać, to być może, że gdy się człowiek zestarzeje, woła także na niego i inna nieskończoność, jeszcze ciemniejsza i bardziej tajemnicza, a im jest bardziej zmęczony życiem, tym milsze są mu te nawoływania.…
W sześć miesięcy potem przyjaciel mój, cynik, kawaler w średnim wieku (miał opinię dziwaka, był właścicielem młyna), pisał do mnie, że sądząc z zapału, z jakim polecałem Jima, sprawi mi przyjemność, rozpisując się o jego doskonałościach. Były one wyraźnie spokojnego rodzaju i przydatne w codziennym życiu.…
…Judym szybko wbiegł do mieszkania i coś jeszcze chciał włożyć do walizy. Odpiął prędko sprzączki pasów rzemiennych, otworzył wieko, umieścił co trzeba we właściwej przegródce i począł ją co tchu zapinać. Gdy tego dokonał, zdało mu się na chwilę, że jest nie w tym miejscu... Jest w przedpokoju ciotki. Spieszy się na lekcje, co żywo, co żywo!…
Pomiędzy drzewami Anzelm w grubej swej sukiennej kapocie i wielkiej baraniej czapce przechadzał się z Witoldem Korczyńskim zwykłym sobie powolnym krokiem, młodego swego gościa od drzewa do drzewa prowadząc. Od wielu już lat na robotę w pole nie wychodził, dla czego w okolicy nosił przezwisko hrabiego.…
— Obrzydliwe psisko! — mawiał nieraz sam do siebie, spluwając i krzywiąc się szpetnie. — Nigdym chyba szkaradniejszego stworzenia nie widział! Co to na przykład za uszy? Szpiczaste jakieś, ostre, zupełnie dla psa niestosowne! Albo sierść? Toć on rudy, jak ten Judasz zdrajca! Co to za paskudny charakter być musi! Co za obyczaje! Jakie nawyknienia! Toć to darmozjad skończony!…
Ależ co to obchodziło Scrooge'a? On tego właśnie pragnął. Iść samotnie przez życie, odpychać od siebie wszelką ludzką sympatię — to, zdawało się, wybrał sobie Scrooge za cel i tej drogi się trzymał niewzruszenie. Odstręczanie od siebie, przerażanie lodowatym chłodem spotykanych ludzi było dla niego tym, czym jest słodka legumina dla małych łakomców.
Pan Stabrowski, łowczy królewski, stary samotnik i kawaler, siedzący ustawicznie jak żubr w puszczy, przyjął ich z otwartymi rękami; dzieci zaś mało nie zdusił w pocałunkach. Żył bowiem tylko z osacznikami, szlacheckiej twarzy nie widując, chyba wtedy, gdy dwór zjechał na łowy. On to zawiadował całym gospodarstwem myśliwskim i wszystkimi smolarniami puszczy.…
Nieraz w nocy wysuwał się z szopy, śmierdzącej żywymi kandydatami na trupów nie gorzej od umerlaków — i bezmyślnie zapatrzywszy się w dal, przepędzał czas. Szukał swej duszy. Zbierał jej rozszarpane szczątki. Dopiero fizyczne przerażenie na myśl, jak to on jutrzejszy dzień przetrzyma bez sennego dziś wypoczynku, pędziło go z powrotem na pryczę, między chrapiących i cuchnących współkopaczów.…
— To raj, nie życie! — zawołał Tomek. — Nie trzeba rano wstawać, chodzić do szkoły, myć się i słuchać ciągłych pouczeń. Widzisz, Joe, pirat na lądzie nie robi w ogóle nic, a taki pustelnik musi się bez przerwy modlić i nie ma kompletnie żadnej rozrywki. W dodatku ciągle jest sam. — To fakt — zgodził się Joe. — Nie pomyślałem o tym wcześniej.…
W nienajlepszym humorze powrócił do domu doktor Paweł Obarecki z winta, za którego pośrednictwem składał uroczyście życzenia księdzu plebanowi wraz z aptekarzem, poczciarzem i sędzią w ciągu ośmiu godzin z rzędu.…
O myśli! w twojéj głębi jest hydra pamiątek, Co śpi wpośród złych losów i namiętnéj burzy; A gdy serce spokojne, zatapia w niém szpony.
Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami; Nigdy mi, kto szlachetny, nie był obojętny: Dziś was rzucam i dalej idę w cień — z duchami, A jak gdyby tu szczęście było, idę smętny. Nie zostawiłem tutaj żadnego dziedzica Ani dla mojej lutni, ani dla imienia: Imię moje tak przeszło, jako błyskawica, I będzie, jak dźwięk pusty, trwać przez pokolenia.…
Spędziwszy burzliwie młodość, schronił się do klasztoru, aby przynajmniej jakiś czas pokutować za wybryki młodzieńczych lat. Lecz wchodząc w to święte miejsce, biedny pokutnik nie mógł tak szybko zatrzasnąć drzwi za sobą, aby namiętności, przed którymi zmykał, nie wdarły się tam razem z nim.…
A każden żył po swojemu, jak mu się widziało, jak mu sposobniej było, a społecznie z drugimi, jak Pan Bóg przykazał. Kto biedował, zabiegał, kłopotał się, kto się zabawiał i rad w kieliszki przedzwaniał z przyjacioły, kto się puszył i wynosił nad drugie, kto za dzieuchami się uganiał, kto chyrlał i na księżą oborę poglądał, kto na ciepłym przypiecku legiwał, komu radość była, komu smutek, komu zaś ni jedno, ni tamto……
po długim milczeniu Samotność — cóż po ludziach, czy-m śpiewak dla ludzi? Gdzie człowiek, co z mej pieśni całą myśl wysłucha, Obejmie okiem wszystkie promienie jej ducha? Nieszczęsny, kto dla ludzi głos i język trudzi: Język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie; Myśl z duszy leci bystro, nim się w słowach złamie, A słowa myśl pochłoną i tak drżą nad myślą, Jak ziemia nad połkniętą, niewidzialną rzeką.…
Spolowałem piosenkę! Nie będą się gniewać Myśliwi, że do domu wracam bez zwierzyny. Jak tylko wrócę, zaraz muszę im zaśpiewać. — Lecz gdzież zaszedłem? nigdzie śladu ni drożyny. Hola! jak w kniei głucho — ni trąby, ni strzału. Zbłądziłem — otóż skutek wieszczego zapału! Goniąc muzę, wyszedłem z obławy. — Mróz ciśnie.…
Izba klasztorna obrócona na więzienie, okno kratowe, stół i łóżko drewniane. Kordian skazany na śmierć gada z Księdzem zakonnym. Grzegorz, stary sługa, chodzi po pokoju ze łzami w oczach do siebie Ten ksiądz już od godziny dręczy mego pana, Ot! dajcie mu przed śmiercią pokój! dajcie pokój! Jaki tam Bóg powiedział: «Dziecko w więzy okuj»? Nie ma Boga, przystaję do cechu szatana... Grzegorzu, módl się za mnie.…
…Swoją drogą Mraczewski dostał urlop przed siódmą wieczorem, a w parę dni później w prywatnym katalogu Rzeckiego otrzymał notatkę: „Był na Hugonotach w ósmym rzędzie krzeseł z niejaką Matyldą...???" Na pociechę mógłby sobie powiedzieć, że w tym samym katalogu równie posiadają notatki dwaj inni jego koledzy, a także inkasent, posłańcy, nawet — służący Paweł.…
Przez swą strażniczą lunetę stary mógł dojrzeć nie tylko drzewa, nie tylko rozłożyste liście bananów, ale nawet gromady małp, wielkich marabutów i stada papug, wzbijające się czasem jak tęczowa chmura nad lasem. Skawiński znał z bliska podobne lasy, gdyż po rozbiciu się na Amazonce błąkał się całe tygodnie wśród podobnych zielonych sklepień i gąszczów.…
— Ja muszę rozwalić te śmierdzące nory. Nie będę patrzał, jak żyją i umierają ci od cynku. Polne kwiaty w doniczce, to tak... To dobrze... Ale czy można? Wzięła go za rękę, gdyż pewne przeczucie wolno jak zimna stal wpychało się w jej serce. Wyrwał rękę i mówił szorstkim, obrażającym głosem, patrząc przed siebie: — Muszę ci wszystko powiedzieć, chociaż to dla mnie gorsze od śmierci.…
Pozostał tedy do wymiany myśli ksiądz proboszcz i sędzia. Obcować jednak zbyt często z plebanem — markotnie jest nieco; sędzia zaś był człowiekiem mówiącym rzeczy, których zupełnie nie można było pojąć — pozostała tedy właściwie samotność.…
Jeden podróżny siedział w milczeniu na stronie I pomyślił: szczęśliwy, kto siły postrada, Albo modlić się umié, lub ma z kim się żegnać.
Muszkieter okrążył dom kilka razy, zanim odszukał drzwi pomalowane na czerwono, równie jak cały budynek. Było ciemno, grobowa cisza panowała w mieszkaniu. Zapukał do drzwi. Usłyszał niewyraźny szmer, uchylono je i wysoki, blady mężczyzna z czarnym zarostem stanął na progu. Zamienili kilka słów po cichu i mężczyzna dał znak, że Atos może wejść. Muszkieter skorzystał z pozwolenia.…
Wokulski wyprostował się i przeciągnął. Jego surowa twarz nabrała dziwnie rzewnego wyrazu. — Mój kochany stary! — mówił biorąc Ignacego za rękę — mój poczciwy stary przyjacielu! Ty nawet nie domyślasz się, jakim ja szczęśliwy, że cię widzę, i jeszcze w tym pokoju. Pamiętasz, ilem ja tu spędził wieczorów i nocy... jak mnie karmiłeś... jak oddawałeś mi co lepsze odzienie... Pamiętasz?...…
Wicher z tryumfem zawył; a na mokre góry, Wznoszące się piętrami z morskiego odmętu, Wstąpił geniusz śmierci i szedł do okrętu, Jak żołniérz, szturmujący w połamane mury. Ci leżą na pół martwi, ów załamał dłonie, Ten w objęcia przyjaciół żegnając się pada, Ci modlą się przed śmiercią, aby śmierć odegnać.…
…Bardzo lubię Łazienki o tej godzinie: mało osób, więc każdy może znaleźć kącik wyłącznie dla siebie. Pan lubi samotność? — Nawykłem do niej.
Lubię poglądać wsparty na Judahu skale, Jak spienione bałwany, to w czarne szeregi Ścisnąwszy się, buchają, to jak srébrne śniegi W milionowych tęczach kołują wspaniale. Trącą się o mieliznę, rozbiją na fale, Jak wojsko wielorybów, zalegając brzegi, Zdobędą ląd w tryumfie, i na powrót zbiegi, Miecą za sobą muszle, perły i korale. Podobnie na twe serce, o poeto młody!…
Od tej wizyty doktora pan Ignacy sam zaczął zeznawać, że jest z nim niedobrze. „To byłoby zabawne — myślał — gdybym ja tak w tych czasach dał nura... Phy! trafiało się to lepszym ode mnie... Napoleon I... Napoleon III... mały Lulu... Stach... No, cóż Stach?...…
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.