motyw literacki
Zwierzęta
164fragmenty
51lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 20 fragmentów
- Quo vadis 12 fragmentów
- Chłopi, Część pierwsza - Jesień 11 fragmentów
- W pustyni i w puszczy 11 fragmentów
- Satyry 8 fragmentów
- Ludzie bezdomni 7 fragmentów
- Takie sobie bajeczki 7 fragmentów
- Lalka 6 fragmentów
- Potop 6 fragmentów
- Stara baśń 5 fragmentów
- Listy z podróży do Ameryki 4 fragmenty
- Napój cienisty 4 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Gdy tak mówił, usłyszał Anhelli stąpanie po śniegu i rzekł: ktoś nadchodzi, czy to śmierć stąpa głośno? Lecz był to ren, który stanąwszy nad umierającym panem, zadziwione oczy napełnił wielkimi łzami; i odwrócił się od niego Szaman, płacząc. A po chwili, przystąpiwszy doń Anhelli, wziął go za rękę i poczuł, że była martwa.…
Chart widząc kotkę, że mysz jadła na śniadanie, Wymawiał jej tak podły gust i polowanie. Rzekła kotka, wymówką wcale nie zmieszana: «Wolę ja mysz dla siebie niż sarnę dla pana» .
…Spadły wrzeciądze: ogromne lwisko Z wolna się toczy; Podnosi czoło, Milczkiem obraca oczy Wokoło; I ziewy rozdarł straszliwie, I kudły zatrząsł na grzywie, I wyciągnął cielska brzemię, I obalił się na ziemię. Król skinął znowu. Znowu przemknie się krata: Szybkiemi skoki, chciwy połowu Tygrys wylata.…
Trzeba zaraz nałożyć podatek. Słuchajcie mnie... a kodeks niech będzie wykuty W spróchniałej jakiej wierzbie. Odtąd brać w rekruty I żubry, i zające, i dziki, i łosie. Kwiaty, jeżeli zechcą kąpać listki w rosie, Niech płacą, rosę puszczam w odkupy Żydowi; Niech mi wódką zapłaci. Każdemu szpakowi Kazać nie myśleć wtenczas, kiedy będzie gadał...…
A potem już z rzadka pogadywały to o tym, to o owym, aż i zamilkły, bo któraś dojrzała, że od wsi rżyskiem bieży Józka Borynianka. Jakoż i ta nadbiegała zziajana i już z daleka krzyczała: — Hanka, a chodźcie ino do chałupy, bo krowie się cosik stało. — Jezus Maria, a której?... — A to ci graniastej... a to ci... tchu złapać nie mogę... — Loboga, aże mnie zatknęło, myślałam, że mojej... — zawołała z ulgą Anna.…
— Witek, zapal latarkę, do krów pójdziemy. W tę noc Narodzenia i każde bydlątko rozumie człowieczą mowę, i przemówić jest zdolne, że to między niemi Pan się narodził. Kto ino bezgrzeszny zagadnie — ludzkim głosem odpowiedzą; równe są dzisiaj ludziom i społecznie z niemi czujące, więc i opłatkiem trza się z niemi podzielić... Ruszyli wszyscy do obory, a Witek ze światłem przodem.…
Rzekł Bajdała do szkapy: Czemu zwieszasz swe chrapy? Trzebać było kopytem Dusiołka przetrącić, Zanim zdążył mój spokój w całym polu zmącić! Rzekł Bajdała do wołu: Czemuś skąpił mozołu? Trzebać było rogami Dusiołka postronić, Gdy chciał na mnie swej duszy paskudę wyłonić!
Nawet Knopf, chodzący katar żołądka (tudzież kiszek), zeschły neurastenik, istota jadająca tylko rzeczy niektóre, lekkostrawne, niekwaśne, suche, i to takie właśnie, jakich na wsi zapadłej, a osobliwie w Górach Świętokrzyskich, nikt nigdy, jak świat światem, nie tylko nie jadał, nie widział, ale nawet nie znał z nazwiska — nudziarz nie sypiający po nocach, nie znoszący piania kogutów, szczekania psów, bełkotu……
…Zirytował się, gdy mu kazano palić kadzidła przed świętymi krokodylami, które uważał za gady śmierdzące i głupie. A gdy jeden z nich w czasie ofiary, zanadto wysunąwszy się, chwycił pana zębami za szatę, Ramzes tak trzasnął go w łeb brązową łyżką, że gad na chwilę zamknął oczy i rozstawił łapy; potem cofnął się i wlazł w wodę, jakby zrozumiawszy, że młody władca nawet ze strony bogów nie lubi poufałości.…
Powiedzcie, piękne pszczoły, wszak wam na tym mało, Co was tu mimo ule do izby wegnało?
potwory תַנִּינִם taninim Talmud Księdze Hioba Bawa Batra Hiob
Dusza brzemienna zbrodni swych ciężarem, Jest jak skorpijon opasany żarem; Krąg coraz mocniej zwęża się i błyska I więźnia co raz gwałtowniej dociska, Aż gdy go zewsząd na wylot przepieka, Skorpijon cierpi, dąsa się — i wścieka. Jeden mu został sposób wyjść z pożogów: Ma żądło, które wyostrzył na wrogów, Które trucizną pewną rany poi, Jeden ból zada i wszystkie wygoi, To żądło, więzień topi w głowie swojej.
…Chcieli obejrzeć tutejsze akwarium. W wąskim korytarzu o ścianach ze szkła objął ich chłód. Z zielonego mroku wychodziły na nich ku szybom dziwne stwory morskiej głębiny. Kołysały się na długich, pogiętych nogach, snuły wśród sztucznych skał i wątłych wodorostów smutne, podejrzane i daremne swoje istnienie.…
Jakże mnie wszystko oskarża i wszystko Leniwej zemście mej bodźca dodaje! Czymże jest człowiek, jeżeli najwyższym Jego zadaniem i dobrem na ziemi Jest tylko spanie i jadło? Bydlęciem, Szczerym bydlęciem. Ten, co nas obdarzył Tak dzielną władzą myślenia, że może I wstecz, i naprzód poglądać, nie na to Dał nam tę zdolność, ten udział boskości Rozumem zwany, aby w nas jałowo Leżał i butwiał.…
…Wygnał mnie w śnieżną pustynię — jakaś nieziemska szaruga! wicher mi garbi plecy, że prawie ziemi dotykam tą brodą! Ha! na czworakach jak zwierz! — I tyś jest zwierzem i ja jestem zwierzem — wszyscy my, bracie, zwierzęta! Co? może Jemu będziemy urągać za tę zwierzęcą naturę? Hej! Panie Chryste! ja i ten brat mój — Po piersi zapadam w śnieg! Coraz to większe zaspy! Ława mi sięga po szyję — dławi mnie! dusi! — ginę!…
Brzęk pszczół w spróchniałym wnętrzu zawrzał nagle z tak ostateczną mocą, że na niewidziane czuć w nim było szczelnie zbitą i żywcem kłębiącą się miazgę zbiorowej i uzbrojonej w żądła zaciekłości. Stróżujące u wnijścia czatownice zawirowały kręgiem po obrzeżu, spajając swe drobne ciała w ruchliwą i wydłużoną wstęgę, podobną do złocistej i rwącej się na jadowite strzępy gąsienicy, która co chwila zdawała się najeżać……
Weszli do pierwszego ogrodu, gdzie ptaki o purpurowych dziobach zrywały z klombów rozmaite kwiaty, układały je w bukiety i chowały te bukiety do swoich obszernych, złocistych gniazd. W drugim ogrodzie białe i żółte motyle bawiły się w kotka i myszkę. Jeden z nich uciekał, a inne goniły go, fruwając w powietrzu.…
…Maciuś się bardzo zaprzyjaźnił z tymi dzikusami, od jednego dostał cztery śliczne papugi, które mówiły, jak ludzie, od drugiego dostał krokodyla i węża boa w szklanej ogromnej klatce, a od trzeciego dwie nadzwyczaj ucieszne małpki tresowane, które umiały takie śmieszne sztuki, że Maciuś śmiał się, ile razy na nie spojrzał.…
Tymczasem daleko, daleko w głębi puszczy ozwały się rogi kurpieskie, którym z polany odpowiedział krótko wrzaskliwy głos krzywuły — po czym nastała cisza zupełna. Ledwie niekiedy zaskrzeczała sójka w wierzchołkach sosen, niekiedy zakrakali jak kruki ludzie z otoki.…
„Dobrze — mówił dalej głos, który Wokulskiemu przypominał zgryźliwe zrzędzenie doktora Szumana — gdyby więc ta pani w ogóle mogła kogoś kochać, to nasuwa się drugie pytanie: czy pokocha ciebie?” „Przecież tak wstrętny nie jestem.” „Owszem, możesz nim być, jak najpiękniejszy lew jest wstrętnym dla krowy albo orzeł dla gęsi.…
Przez swą strażniczą lunetę stary mógł dojrzeć nie tylko drzewa, nie tylko rozłożyste liście bananów, ale nawet gromady małp, wielkich marabutów i stada papug, wzbijające się czasem jak tęczowa chmura nad lasem. Skawiński znał z bliska podobne lasy, gdyż po rozbiciu się na Amazonce błąkał się całe tygodnie wśród podobnych zielonych sklepień i gąszczów.…
Lubiłem także przypatrywać się w czasie połowów rybom morskim. Nieraz zdawało mi się, że ktoś wysilał fantazję, aby je tworzyć najdziwaczniej. Niektóre z nich mają oba oczy z jednej strony; niektóre — kształt kuli pokrytej kolcami; inne znowu mają usta prawie w środku ciała. Majtkowie przybywający z Południa pokazywali mi zasuszone małe rybki mające głowę i kark konia. Nazywają je też konikami morskimi.…
…Krzywosąd kochał ptaki. Rozmawiał z nimi i sypał tyle okruszyn chleba, że wróble miały tam istną synekurę i nie odlatywały z krużganku. Kiedy doktor Tomasz zbliżał się z uszanowaniem wolnym krokiem do drzwi administratora dla złożenia mu pierwszej wizyty, zobaczył scenę tego rodzaju. U wejścia na schody tłoczyło się, wrzeszczało wniebogłosy kilkanaście sztuk dzieci folwarcznych, Żydków z miasteczka i innej hołoty.…
Na tym miejscu, już bliskim ogrodzenia, cmentarz jest cały zatopiony zielenią, groby leżą jak krótkie zagonki granatowych albo żółtych bratków. Kwitną i pachną konwalie, już za chwilę kwitnąć będą bzy. W powietrzu zielonym woła wilga, jak wołała każdej wiosny tam, przy domu dzieciństwa. Myszka polna chodzi drobniutko między bratkami, wspina się na ich łodygi, coś zjada.
Żeby tylko, chowaj Boże, Nie napotkać gdzie ślimaka... Jak nic drogę zajść nam może, A to straszny zawadiaka! Płaszcz zwinięty ma na grzbiecie, Różki stawia na widecie. Wali tego cała rota: — Raz, dwa, trzy, i marsz, piechota! A nad nimi lecą osy, Grają, trąbią wniebogłosy, Aż się echa w boru gonią... Nie zaczepiaj, bo pod bronią! Zaraz brzęk się ozwie krótki, Do ataku brzęk pobudki, Zaraz idą na bagnety...…
Justyna szeroko otwartymi oczami dokoła siebie patrzała. Znajdowała się teraz w samym niejako wnętrzu okolicy, spajającymi ją dróżkami i ścieżkami postępując. Kilkadziesiąt domów, które okrążała albo przez których dziedzińce i ogrody przechodziła, zamieszkiwało kilkaset istot ludzkich, które wszystkie u końca tego dnia pogody i pracy wysypywały się na zewnątrz.…
A zmarli w zachwyceniu, źrenicę rozwiewną Przesłaniając od blasku skruszałych rąk wiórem, Tłoczą się cień do cienia i wołają chórem: — «To — pszczoły! Pamiętacie? To — pszczoły na pewno!» Przytłumione snem bóle na nowo ich trawią! Wdzięczni drobnym owadom za zbudzoną ranę, Z wszystkich sił swej nicości patrzą w skry zbłąkane, Co wzdłuż śmierci i w poprzek żywcem się złotawią...…
Jeden tylko płowy chomik, zamieszkujący niewielką norkę ziemną na pobliskiej miedzy, do gwarów tych się nie mieszał, skrzętnie pracując dzień cały, aby za letniej pogody zgromadzić zapas żywności na ciężką zimową porę.…
Nad brzegami Suły szumiały ogromne, prawie stopą ludzką niedotykane lasy — miejscami, po zapadłych brzegach Suły, Rudej, Śleporodu, Korowaja, Orżawca, Pszoły i innych większych i mniejszych rzek i przytoków, tworzyły się mokradła zarośnięte częścią gęstwiną krzów i borów, częścią odkryte, pod postacią łąk.…
W ślad gospodarza wszystko ze żniwa i z boru, I z łąk, i z pastwisk razem wracało do dworu. Tu owiec trzoda becząc w ulice się tłoczy I wznosi chmurę pyłu; dalej z wolna kroczy Stado cielic tyrolskich z mosiężnymi dzwonki; Tam konie rżące lecą ze skoszonej łąki: Wszystko bieży ku studni, której ramię z drzewa Raz wraz skrzypi i napój w koryta rozlewa.…
Trupy ludzkie i końskie leżały miejscami w kupach, miejscami pojedynczo. Po błękicie niebieskim płynęły ku nim coraz liczniej, z wielkim krakaniem stada kruków i siadały opodal, czekając, by pocztowi kręcący się jeszcze po równinie odjechali. — Ot, żołnierscy grabarzowie! — rzekł wskazując ptactwo krzywcem szabli Zagłoba — a niech jeno odjedziem, przyjadą tu wilcy z kapelą i zębami będą tym nieboszczykom dzwonić.
…Autor, podobnie jak moraliści europejscy, usiłował obszernie pokazać, jak słabym i ułomnym jest człowiek stworzeniem, niemogącym się obronić ani przed srogością powietrza, ani przed zajadłością bestii dzikich. Jak bardzo go przechodzą inne zwierzęta w sile, w szybkości, w przewidywaniu, w dowcipie.…
Ale wprędce przyjdzie straszne ocknienie. Owe nadmorskie sawany są tak nisko położone, że się nie dźwigają ponad mielizny zatok. Porasta je drzewo manyles, podobne do blekociny. Te to smugowia mokną w porze deszczów, które się leją głównie w porze naszych godów zimowych. Kraby znowu, jaszczurki a gady zdychają i gniją zalane w swych karpach i dziurach od wylewu rzek.…
— My też się i nie dziwili! Dzik na dzika fuknie, jak go z nagła zobaczy, czemu by człek na człeka nie miał fuknąć!
…Niezmierzona siła elektryczna zastąpiła siłę koni i wołów. W całym dorzeczu już opanowanym pracują pługi i wszelakie narzędzia rolne popędzane elektrycznie. Już dziś na tych obszarach drzewo staje się rzeczą nietykalną, świętą, a szlachetnemu zwierzęciu zwraca się jego godność — Apisa i czarnego rumaka Swarożyca. — Godność wołu idącego do szlachtuza w celu przemienienia się na godne bifsztyki. — Niekoniecznie.…
Potem znowu zaczęła się męka, gdyż pastor powrócił do nudnych tematów. Nagle Tomek przypomniał sobie o skarbie, który miał w kieszeni i wyjął go. Był to duży czarny chrząszcz z potężnymi szczypcami, ochrzczony przez niego „szczypawką". Za mieszkanie służyło mu pudełko od zapałek. Zaraz na początku chrząszcz ugryzł Tomka w palec.…
I znów następował pretoriański oddział olbrzymich Sykambrów, brodatych, jasno- i rudowłosych, a błękitnookich. Przed nimi chorążowie, zwani imaginarii, nieśli orły rzymskie, tablice z napisami, posążki bogów germańskich i rzymskich, a wreszcie posążki i popiersia cezara.…
Katusza to, nie łaska. Tu jest niebo, Gdzie Julia żyje; lada pies, kot, lada Mysz marna, lada nikczemne stworzenie Żyje tu w niebie, może na nią patrzeć, Tylko Romeo nie może. Mdła mucha Więcej ma mocy, więcej czci i szczęścia Niźli Romeo; jej wolno dotykać Białego cudu, drogiej ręki Julii I nieśmiertelne z ust jej kraść zbawienie; Z tych ust, co pełne westalczej skromności Bez przerwy płoną i pocałowanie Grzechem……
Czemu się tak wiele przeciwiasz, Mirziączki se mną nabywasz! Nikt się przede mną nie skryje, Wszytkiem żywem utnę szyje: Sama w lisie jamy łażę, Wszytki liszki w zdrowiu każę; Za kunami łażę w dzienie, Łupieże dam na odzienie; Ja dawię gronostaje I wiewiorkam się dostaje; Jać też kosą siekę wilki, Sarny łapam drugiej filki; Przez płoty chłopie Gonię żorawie i dropie; Z gęsi też wypędzam duszki, Pierze dawam na……
„Skąd idziesz?” „Ledwo chodzę”. „Słabyś?” „I jak jeszcze. Wszak wiesz, że się ja nigdy zbytecznie nie pieszczę, Ale mi zbyt dokucza ból głowy okrutny”. „Pewnieś wczoraj był wesół, dlategoś dziś smutny. Przejdzie ból, powiedzże mi, proszę, jak to było? Po smacznym, mówią, kąsku i wodę pić miło”. „Oj, nie miło, mój bracie! bogdaj z tym przysłowiem Przepadł, co go wymyślił; jak było, opowiem.…
Że trzeba wychędożyć karocę i mieć konie w pogotowiu. Zawieziesz na jarmark... Pańskie konie? Ależ, dalibóg, one po prostu z nóg lecą! Nie powiem panu, że leżą na podściółce: biedne zwierzęta nie wiedzą, co to podściółka, nie ma co o tym gadać! Ale trzyma je pan na tak ścisłym poście, że to już zaledwie cienie, widma, szkielety, a nie konie. Wielka im krzywda! Cały dzień nic nie robią.…
…a gdybyście psy mieli z sobą, i te by głodu nie zaznały. Zwierzęta też, którym bogowie mowę odjęły, kto wie, co w sobie noszą? Przecie naszą mowę rozumieją, w życiu nas strzegą, a po śmierci żałują. Mówił to, właśnie patrząc na psy swoje, które dobywszy się z zamknięcia, gdy zwietrzyły wieczerzę, wcisnęły się do chaty i pod stół, kości gryząc, które im rzucano.
Najbardziej znaną osobistością nie tylko w Gawronkach, ale w całej okolicy był Szymon Noga. Znali go panowie w odległych dworach, urzędy leśne i kupcy w Klerykowie. Był to strzelec niezrównany, w sztuce łowieckiej mistrz istotny. Za swych lat młodszych chodził na polowaniach o zakład ze szlachtą, że pięcioma strzałami zrzuci w locie pięć z rzędu jaskółek — i wygrywał.…
Nikt cię nie prosi, ty Robercie Fraternité jeden! My już nie potrzebujemy inteligentów — minął wasz czas. Z wibrionów powstaliśmy — w wibriony się obrócimy. Kocham zwierzęta. Czuję się naprawdę kuzynem jurajskich gadów i trylobitów sylurskich, a także świń i lemurów — czuję związek z wszechstworzeniem — rzadko to bywa, ale jest prawdą!
Lecz Dick nie kazał na siebie czekać. W jakieś dziesięć minut Mary palec podniosła: — Posłuchaj! — zawołała. — Słyszysz głos kawki? Colin nasłuchiwał i uszu jego doszedł najzabawniejszy głos, jaki usłyszeć można w domu — było to ochrypłe kau-kau. — Słyszę — odparł. — To Sadza — objaśniała Mary. — Posłuchaj teraz! Czy słyszysz takie ciche beczenie? — Och! Słyszę! — zawołał Colin zarumieniony z radości.…
Ale najbardziej piaskowy, żółty i brunatny był lampart, podobny z maści do szaro-żółtawego kota; nie różnił się on ani o włos od żółtawej, szarawej i brunatnawej barwy Wyżyny. Było to bardzo źle dla żyrafy, zebry i innych zwierząt, gdyż lampart przyczajał się jedynie na żółtawych, szarawych, brunatnych kamieniach albo na kępie trawy, kiedy zaś nadeszła żyrafa, zebra, kudu lub jakieś inne zwierzę, rzucał się na nie i……
Gdyby to był jednak jaki oddział Smaina, który, natknąwszy się na trupy w wąwozie, ściga morderców? Staś sam nie wiedział, co byłoby lepsze — prędka śmierć czy nowa niewola? Przebiegło mu przy tym przez głowę, że jeżeli sam Smain znajdzie się w oddziale, to ich może oszczędzi, ale jeśli go nie ma, to derwisze albo zamordują ich natychmiast, albo co gorzej, umęczą ich przed śmiercią w okrutny sposób.…
Stado się kozic rozprzestrzenia; Nadziemskich lotów ptak łakomy Rozwija skrzydeł swych ogromy; Świstak gdzieś świszcze spod kamienia.
Pokazujemy 48 z 164 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.