motyw literacki
Pies
149fragmentów
47lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Lalka 13 fragmentów
- Chłopi, Część pierwsza - Jesień 12 fragmentów
- W pustyni i w puszczy 12 fragmentów
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 9 fragmentów
- Stara baśń 9 fragmentów
- Pan Wołodyjowski 7 fragmentów
- Bajki i przypowieści 5 fragmentów
- Chłopi, Część druga - Zima 5 fragmentów
- Nad Niemnem 5 fragmentów
- Beniowski 4 fragmenty
- Quo vadis 4 fragmenty
- Chłopi, Część trzecia - Wiosna 3 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Niech się nikt z powierzchownej ozdoby nie sroży. Brytan z srebrno-złocistej pysznił się obroży. Zazdrościli koledzy w wieczór; patrzą rano, Aż brytana za srebrną obroż uwiązano. «Pyszńże się teraz, bracie!» — do brytana rzekli; Gryzł łańcuch nadaremnie, a oni uciekli.
…O bogi! poznał, pan Borejsza drzymie! Jak dąb litewski, kiedy się powali, Leżał i w tłumie małych charcic krył się, Które lizały mu twarz — poseł spił się. Charciczki małe Chana stoją wkoło, Każda ma pyszczek długi jak gadzinka; Ta liże uszy posła, druga czoło — W mrowisku się zda, uwędzon jak szynka W dymie.…
Dziadowski pies się kręcił i skamlał zdziebko do jadła. — Cichoj, Burek, gospodarze ano jedzą... i ty dostaniesz, nie bój się... — uspokajał go dziad i wciągał nozdrzami smakowitą woń, a przygrzewał ręce przy ogniu.
Naraz pies jakiś zaczął szczekać i na ludzi rzucać się zajadle, a kiej go odegnali, w progu usiadł i przeraźliwie zawył. — Wściekł się czy co? Czyj to? — pytał ksiądz, chroniąc się ździebko za baby. — Dyć to Kruczek, nasz... Juści, żal mu szkody... Czujący piesek... — jąkał Bylica, idąc go przyciszać.
Jakoś wnet po świętej Barbarze, patronce dobrej śmierci, o cichym, omdlałym zaraniu, spadły pierwsze krótkie, trzepotliwe wiatry; obleciały ziemię ze skowytem jako te psy węszące tropu, gryzły zagony, warczały w krzach, poszarpały śniegi, potarmosiły sady, poomiatały ogonami drogi, wytarzały się po wodach i milczkiem urwały kajś niekajś co starszych strzech i ogrodzeń i jęły się zwijać a ze skomleniem uciekać na……
…Rozglądając się, dostrzegłem tekturową tabliczkę ozdobioną doskonałym kaligraficznym napisem: „Baczność, kąsa!". Odskoczyłem wyobrażając sobie, że pod stołem siedzi wściekłe jakieś psisko. Nie mogąc jednak dojrzeć go, gubiłem się w domysłach, gdy nadszedł pan Mell, pytając mnie, co porabiam. — Szukam tego psa — odrzekłem. — Psa? Jakiego psa? — A tego. — Jakiego? — Którego trzeba się strzec, bo kąsa.…
Prowadzone za rękę przez Janową, żonę mularza, weszło maleństwo do pięknego salonu pani Eweliny Krzyckiej, wylękłe i zachwycone, drobnymi kroczkami drepczące po śliskiej posadzce, gotowe — stosownie do okoliczności — wybuchnąć płaczem albo i śmiechem.…
zstępują widomie Teraz duszę ze zmysłów wydrzem, jak z okucia Psa złego; lecz nie całkiem, nałożym kaganiec, Na wpół zostawim w ciele, by nie tracił czucia; Drugą połowę wleczmy aż na świata kraniec, Gdzie się doczesność kończy, a wieczność zaczyna, Gdzie z sumnieniem graniczy piekielna kraina; I złe psisko uwiążem tam, na pograniczu: Tam pracuj, ręko moja, tam świstaj, mój biczu.…
Słuchajcie, panowie mili, pięknego zdarzenia, Tristan wychował był psa, charta, pięknego, żywego, lekkiego w biegu; ani hrabia, ani król żaden nie ma lepszego do polowania z łukiem. Wołano go Łapaj. Trzeba go było zamknąć w ogrodzeniu spętanego za pomocą kłody uwieszonej u szyi; od dnia bowiem, w którym stracił z oczu pana, odmawiał wszelkiej strawy, drapał łapami ziemię, płakał, wył. Wielu litowało się nad nim.…
Nawet Knopf, chodzący katar żołądka (tudzież kiszek), zeschły neurastenik, istota jadająca tylko rzeczy niektóre, lekkostrawne, niekwaśne, suche, i to takie właśnie, jakich na wsi zapadłej, a osobliwie w Górach Świętokrzyskich, nikt nigdy, jak świat światem, nie tylko nie jadał, nie widział, ale nawet nie znał z nazwiska — nudziarz nie sypiający po nocach, nie znoszący piania kogutów, szczekania psów, bełkotu……
Pewnego dnia przypłynął do niej książę z psem. Bawił tylko parę godzin, ale przez cały ten czas pies leżał u nóg księcia, na miejscu Sary, a gdy ona chciała tam usiąść, warknął na nią... A książę śmiał się i tak samo zatapiał palce w kudłach nieczystego zwierzęcia jak i w jej włosach. I pies tak samo patrzył księciu w oczy jak ona, z tą chyba różnicą, że patrzył śmielej niż ona.…
Czy nie widzisz tam w polach tego psa czarnego? Owszem, dawnom go zoczył — no, ale cóż z tego? Czy ciebie niepokoi ta postać nieznana? Zdaje się, że to pudel — zgubił swego pana i węszy za śladami. No, a co oznacza i co oznaczać może, że nas tak otacza kręgami coraz ciaśniej, wciąż biegnie za nami, a jeśli się nie mylę — za jego krokami dostrzegam smugę iskier.
…Zawsze przede wszystkim był tam do oglądania ten pies Fitek, ogromny wilk z czymś mieszany, pokryty sierścią podwójną: długim włosem czarnym, ondulowanym i pokręconym w loki, i krótszym, jedwabistym puchem kremowym, stanowiącym spód, jak w futrze, które się nazywa elki.…
Czemu nie milkniesz, ty zorzo? Dlaczego krzykiem ognistym, wystrzelającym z tych przepastnych szczelin, pomiędzy dwiema piekielnymi ściany, tak mnie oślepiasz i tak mnie ogłuszasz, że dojść nie mogę do kresu? Dzień mój już przygasł, a zorza jego się krwawi, jakby się krwawić miała w nieskończoność!... wszystko pożera swymi płomieniami — duszę mi pali i świat cały pali!…
Inni wodzowie, liczne sprawujący ludy, W słodkim spoczynku dzienne utopili trudy. Sam Atryd, co powszechny trzymał rząd nad Greki, Tysiączne ważąc myśli, nie zamknął powieki... Gdy na obóz trojański rzuci oczy drżące, Trwożą go zapalonych płomieni tysiące, Przeraża głos piszczałek i mężów wołanie.…
— Babciu, niech babcia opowie, jak złodzieje truli Azora. — Już tyle razy mówiłam. Mieliśmy dwa psy. Azor wtedy był młody, a Kado stary i mądry. — Czujny był — dodaje Kajtuś. — Wierny, mądry pies. — A złodzieje podrzucili zatrutą kiełbasę — podpowiada Kajtuś. — Ano tak. Ale Kado poznał od razu. Wącha kiełbasę, szczeka i nie rusza. — Oj, babciu. Z tym felczerem. Taka śmieszna historia. — I śmieszna, i nie.…
Noc była gwiaździsta. Wieś spała. Czasem jeno ozwał się z dala pies samotny, który wydłużonym w ciemności a nie wiadomo dokąd skierowanym wyciem tak wszystko naokół pomijał, jakby chciał się wraz z swym bólem odwiecznym całemu światu postronić, nie mogąc go rozpoznać po nocy.
…Żółw, z którego to zgrzebło utoczył mi tokarz Prędzej chodził... To zgrzebło, pokaż mi je — pokaż!... Łzy mi płyną... poznaję Twardowskiego grzebień, On mię zgrzebłem tym czesał, gdy w psa wlazłszy skórę U nóg mu się łasiłem.
— Nie brat mój rozum twojej cnocie, bo ona może być psu siostra. — Nie szczeka moja cnota jako twój rozum; a kto za życia szczeka, ten snadnie może wyć po śmierci. — I pewnie! Twoja cnota nie będzie po śmierci wyła, jeno zgrzytała, chyba że za życia na usługach diabłu zęby straci. I poczęli się kłócić, gdyż Czech wartki miał język i na każde słowo Niemca dwa znajdował.
W głębokim śnie, w głębokim śniegu Mieścina leży pogrążona. Sennego księcia i śnieżnego Twarz świeci, srebrnie zamrożona, Uśmiechem białym nieruchoma. Podpiera domki śnieg pierzasty, W wysokie nawalony zaspy; Czasem je wiatr napadnie dmący I z puszystego wierzchu zwiewa Pył roziskrzony, kołujący.…
Nie grążyłem ja w niebie ni steru, ni wiosła, Lecz mnie radość swym prądem zmiotła i uniosła. Wieczność ku nam znikąd zbiegła, U stóp naszych, warcząc, legła
W tym samym czasie zeskakiwał z kanapki jego stary pudel Ir z wybitym okiem i mocno otrząsnąwszy się, zapewne z resztek snu, skrobał do drzwi, za którymi rozlegało się pracowite dmuchanie w samowar. Pan Rzecki, wciąż ubierając się z pośpiechem, wypuszczał psa, mówił dzień dobry służącemu, wydobywał z szafy imbryk, mylił się przy zapinaniu mankietów, biegł na podwórze zobaczyć stan pogody, parzył się gorącą herbatą……
…Zszedł po drabinie, a pies, towarzyszący mu zawsze i w dzień, i w nocy, szedł za nim, z nosem wysuniętym naprzód. Słyszałem stukot obcasów kapitana, gdy nagle się zatrzymał, mówiąc do psa: „wracaj Rover. Na pomost, piesku! No — dalej!" Następnie zawołał do mnie: „Zamknij tam psa, panie Jones, dobrze?" Tak to po raz ostatni słyszałem jego głos, kapitanie Marlow.…
To prawda, Na liście mężów stoicie wpisani, Jak kundle, charty, ogary i pudle, Wyżły, brytany, szpice, bonończyki, Wszystko to spólne psa nosi nazwisko; Lecz gdy wartości przyjdzie regestr pisać, Mówimy: szybki, leniwy lub zmyślny, Stróż domu, łowny, stosownie do cnoty, Którą w nim szczodra zamknęła natura, Ta mu osobne zapewnia nazwisko Do katalogu spólnego wciągnięte.…
Nieznajomy człowiek, czyli Różyc, ze zdumieniem na tę scenę patrzał i nie tylko nie śmiał się, lecz delikatne wargi jego przybrały wyraz niesmaku. Korczyński, oswojony znać z dobrym humorem Kirły i jego objawami, spoglądał przez okno na klony i rzekę; panie, Emilia i Teresa, śmiały się: pierwsza cichutko i z niejakim zawstydzeniem, druga głośniej i z rozkoszą.…
Mrużąc przygasłych ślepi pilne ametysty, Kot do snu łeb przypłaszczył na perłach w szkatule. Pies się zwinął oszczędnie w kłębek wiekuisty, Ogonem myśl o ludziach zaznaczając czule.
Ludzką siedzibę zdradzała tylko smużka dymu, wymykająca się poprzez ten gąszcz zieleni ku niebu, kiedy w południe Skrobek dzieciom i sobie kartofle w kominie warzył. Pies tu nawet nie zaszczekał, iż go czym żywić nie było, a i pilnować takoż nie miał czego.
Ledwo z mroków różana jutrzenka wystrzeli, Telemach, syn Odysów, zerwał się z pościeli; Białe stopy w postoły ozuł i wnet potem Kopię w dłoń przystającą wziął z dwusiecznym grotem, I pastuchowi myśl swą odchodząc tłumaczył: „Tatku! Idę do miasta, bym matkę obaczył, Bo ona — o, wiem ja to! — trapi się i wzdycha; U niej z ustawnych płaczów oko nie osycha, Póki mnie nie obaczy.…
Tatar długo czyhał nad Orłem, nad Worsklą i wietrzył jak wilk, nim ośmielił się na północ konia popędzić; Niżowcy nie próbowali zatargu. Miejscowe niespokojne watahy poszły w służbę. Dziki i rozbójniczy lud, żyjący dawniej z gwałtów i napadów, teraz ujęty w karby, zajmował „polanki" na rubieżach i leżąc na granicach państwa jak brytan na łańcuchu, groził zębem najeźdźcy.
…Żebracy nie prosili go o jałmużnę, dzieci nie pytały o godzinę, żadna kobieta, ani też żaden mężczyzna nigdy nie pytał Scrooge'a o drogę. Nawet psy ślepców zdawały się znać go i gdy widziały go nadchodzącego, wciągały swych właścicieli do sieni kamienic lub na podwórze, a potem machały ogonami, jakby chcąc powiedzieć: — Brak oka jest lepszy od złego oka, mój niewidomy panie!
Wojski na ostrym końcu śród myśliwych siedział, Słuchał zmrużywszy oczy, słowa nie powiedział, Choć młodzież nieraz jego zasięgała zdania, Bo nikt lepiej nad niego nie znał polowania. On milczał, szczyptę wziętą z tabakiery ważył W palcach i długo dumał, nim ją w końcu zażył; Kichnął, aż cała izba rozległa się echem, I potrząsając głową, rzekł z gorzkim uśmiechem: «O, jak mnie to starego i smuci, i dziwi!…
— Jędrek, czy ty pamiętasz, ileśmy mu winni? — Jeśli zapomnę, to od psa oczu pożyczę, bo swoimi nie będę śmiał na uczciwego człeka spojrzeć!
…To także — mówię — u psów zobaczysz. To nawet podziwu godne u tego zwierzęcia. — Co takiego? — Jak zobaczy kogoś nieznajomego, to się złości. Choć niczego złego przedtem nie doznał. A jak znajomego, to się ucieszy i wita, choćby nigdy od niego niczego dobrego nie doznał. Nigdy cię to jeszcze nie zadziwiło? — Nie bardzo się — powiada — dotąd tym interesowałem, ale że pies tak robi, to jasne.…
Podczas obiadu kot, pieszczoch pani, wskoczył na jej podołek. Usłyszawszy za sobą straszny huk, jaki u nas dwunastu pończoszników na warsztatach robi, obróciłem się i ujrzałem, że to kot mruczy. Zdał mi się być trzy razy większy od wołu, jak mogłem sądzić, widząc głowę jego i jedną łapę, gdy mu pani jeść dawała.…
Ogary poszły w las. Echo ich grania słabło coraz bardziej, aż wreszcie utonęło w milczeniu leśnym. Zdawało się chwilami, że nikły dwugłos jeszcze brzmi w borze, nie wiedzieć gdzie: to jakby od strony samsonowskich lasów, od Klonowej, od Bukowej, od Strawczanej, to znowu jakby od Jeleniowskiej Góry...
Despota zaraz na początku zawodu zdrajcy poczuł, że nieraz przyjdzie mu ulegać despotyzmowi ludzi i okoliczności, że będzie zależnym od własnych stronników, daleko mniejszego znaczenia, że ten Kmicic, którego chciał zmienić w wiernego psa, będzie raczej chowanym wilkiem, który, rozdrażniony, gotów chwycić zębami za rękę pana.
Wychodzimy drogą prowadzącą przez Harmenze. Wysokie kasztany szumią, cień jest jeszcze zieleńszy, ale jakby suchszy. Jak wyschłe liście. Jest to cień południa. Po wyjściu na drogę trzeba koniecznie przejść obok malutkiego domku o oknach z zielonymi okiennicami, które w środku mają niezgrabnie wycięte serduszka, i o białych, wpół zesuniętych firaneczkach.…
Cezary siedział obok szafy bibliotecznej i przypatrywał się oprawom książek. Niektóre z tytułów, wyzłocone na grzbietach, obojętnie odcyfrowywał. Przypomniał sobie, przypomniał... Szafa ojcowska, książki... Tak samo stały książki i snuły się wstęgą złoconą tytuły. Przypomniał sobie rozkład i urządzenie swego rodzinnego domu. Westchnął sam przed sobą nad swoją dolą. Obcy jest wszędzie, sam.…
Gdy byłem zaledwie o kilkanaście kroków od kuchni, jeden z psów, zbudzony mymi krokami, podniósł się, przeciągnął i wpada na mnie, a za nim drugi, trzeci i cała zgraja. Wkrótce byłem podobny do sztorcem stojącej osi, wokoło której kręcą się ruchome, kosmate szprychy.…
Nagle tuż po drugiej stronie muru, parę kroków od nich, jakiś pies zawył przeciągle i złowieszczo. Przywarli do siebie, śmiertelnie przerażeni. — Dla którego z nas wyje? — ledwo dosłyszalnie szepnął Huck. — Nie wiem. Wyjrzyj przez otwór, prędko! — Nie, ty wyjrzyj! — Ja nie mogę, Huck, nie mogę! — Proszę cię, Tomek! O, znowu! — Boże, dzięki ci! — szepnął Tomek. — Znam głos tego psa. To Bull pana Harbisona!…
— Dzięki ci panie! Jesteś miłosierny i wielki. — Psie — rzekł Winicjusz — wiedz, żem ci przebaczył dla tego Chrystusa, któremu i sam życie zawdzięczam. — Będę służył, panie, Jemu i tobie. — Milcz i słuchaj. Wstań! Pójdziesz ze mną i pokażesz mi dom, w którym mieszka Ligia.
„Koń głupi”. „Nie koń”. „Osieł”. „Nie osieł, mój bracie”. „Któreż więc zwierzę od nich głupsze jeszcze znacie?” „Człowiek”. „A, już to nadto!” „Nie nadto, lecz mało, Gdyby się razem głupstwo człowiecze zebrało, Poszedłby w rodzaj muszlów albo wśród ślimaki. Słuchaj tylko cierpliwie: Któryż zwierz jest taki, Iżby wiedząc, co czynić, nie czynił, co trzeba?…
Stary patrzał, nic jeszcze nie odpowiadając. Na psy naprzód zakrzyczał groźno, aby szły precz, ukazując im zagrodę, bo warczały i zęby szczerzyły, patrząc na przybyszów, i coraz to się ku nim targały. Nie chciały odchodzić. Gospodarz huknął w dłoń. Na głos ten zza tynu ukazała się ostrzyżona głowa parobczaka, który, rozkaz zrozumiawszy, psy zawołał, wpędził do obejścia i zamknął za nimi wrota.…
W tej kwestii przodków coś jest! Rodzice są czymś też — to nie inkubator — a więc i przodkowie dalsi są czymś też, u diabła! Tylko nie trzeba doprowadzać tego do absurdu jako te arystokraty i te demi-arystony. Tu jest istota rzeczy: w tej jednej rzeczy zalecam umiarkowanie. Bo najgorsza rzecz na świecie to polski arystokrata — gorszy chyba od niego jest tylko polski półarystokrata, co się z niczego już wypusza.…
Toż dopiero Władysław panów radnych zbiera I, gdy nam tak niewcześnie Chodkiewicz umiera, Wielką odda buławę podczaszego pieczy. Na co zgoda koronnych; Litwa trochę przeczy, Albo swego na miejscu chcą mieć Chodkiewicza, Albo być pod samego rządem królewicza. Aleć i to Władysław snadnie uspokoi: I Litwa, i Polacy w opiece są mojej; Jeśli dotąd Polacy byli pod Litwinem, Czemuż Litwa nie ma być pod koronnym synem?…
…Nagle jednak rozległo się głębokie, basowe szczekanie psa, które zdziwiło Stasia i Nel, zdawało się bowiem wychodzić z namiotu, którego nie zwiedzili, przeznaczonego na skład siodeł, narzędzi i rozmaitych podróżnych przyborów. — Co to za ogromny musi być pies. Chodźmy go zobaczyć — rzekł Staś. Pan Tarkowski począł się śmiać, a pan Rawlison strząsnął popiół z cygara i rzekł, również śmiejąc się. — Well!…
Później zaś przekomarzał się z Kamą, która przyszła z Wysocką w odwiedziny i trochę do pomocy przy urządzaniu mieszkania, ale tymczasem robiła więcej zamieszania niż wszyscy razem, bo stare podwórzowe i myśliwskie psy, przywiezione z Kurowa i włóczące się po mieszkaniu i ogrodzie z poopuszczanymi łbami, związała w sforę i harcowała z nimi po werendzie. — Kama, co ty wyrabiasz?…
Chart widząc kotkę, że mysz jadła na śniadanie, Wymawiał jej tak podły gust i polowanie. Rzekła kotka, wymówką wcale nie zmieszana: «Wolę ja mysz dla siebie niż sarnę dla pana» .
Pokazujemy 48 z 149 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.