motyw literacki
Zabawa
161fragmentów
56lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Ziemia obiecana 13 fragmentów
- Potop 12 fragmentów
- Quo vadis 12 fragmentów
- Pan Wołodyjowski 7 fragmentów
- Żywot człowieka poczciwego 7 fragmentów
- Przygody Tomka Sawyera 6 fragmentów
- Nad Niemnem 5 fragmentów
- Nasza szkapa 5 fragmentów
- Kwiaty polskie 4 fragmenty
- Lalka 4 fragmenty
- Ogniem i mieczem 4 fragmenty
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 4 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
A na scenie Satanella Chwyta gwiazdy w tamburino, Tarantella, tarantella Meteorów serpentyną, Satanella — młynek rtęci, Satanellę niebo kręci Mgławicową pienną plamą, Satanella — blasku smuga I oblana srebrną lamą Bystrych bioder centryfuga! ...Z satyrycznym erotyzmem Na tajniaka tajniak mruga. Satanellę księżyc porwał, Wzniósł ze sceny w niebo sine I nad placem teatralnym Znowu zawisł tamburinem.…
Tu brzmią piszczałki, biją bębenki, Płoną stosy suchych drewek; Piją staruszki, skaczą panienki, Obchodząc święto dosiewek. Milczą piszczałki, głuchną bębenki, Porzuca ogień gromadka; Biegą staruszki, biegą panienki, Biegą do dudarza dziadka.
Proszę, pijcie! — widzę, Że lepiej zrobię usiadłszy za krosno Niż przy pucharach.
I Kaczor na całym podwórzu wprowadził szachrajską zabawę, że jak ktoś da coś drugiemu i nie powie: „wymawiam", a tamten wziął i powiedział: „zbankrutowałem", to sobie brał tę rzecz i mógł nie oddawać. Naprzód bawili się chłopcy, a potem dziewczynki. Najgorzej wychodzili mali, bo się najczęściej gapili. W ten sposób Alin straciła laleczkę, a Merrik cymbałki. Aż skończyło się awanturą.…
Nazajutrz chłopczyk, właściciel zabawek, obejrzał zepsutego trochę bąka, usiadł na ziemi, wyjął pudełko z farbami, pomalował go na żółto i czerwono, umocował lepiej sztyfcik mosiężny pośrodku i bąk błyszczał jak złoto, kiedy go nakręcił i puścił na podłodze.
Lecz wpadłszy, muszę kończyć. Więc pan Sawa Lewe przymrużył oko i wycelił, A zaś powszechnie o nim niosła sława, Że nawet pannom, gdy sobie podchmielił, Wystrzelał korki. — Była to zabawa, Której bym wcale z innymi nie dzielił, Gdybym był panną, gdzieś w szlacheckich dworkach Pod owe czasy i chodził na korkach.
— Ścierwy! Piłem do was, pijcie do mnie! Usadziły się jakby na swojem — pijcie no, dobre twoje, dobre i moje, bych sprawiedliwość we wszystkim była... — Dziedzice parszywe! W wasze ręce! Gorzałka nie grzech, byle jeno przy godnym sposobie i z bratami, to na zdrowie idzie, krew czyści i choróbska odciąga! — Jak pić, to już całą kwartą, jak się weselić, to już całą niedzielę.
— Nie chcę, przynieś co nowego! — matyjasiła, odwracając oczy i nawet nie patrząc na boćka, któren się grajdał po izbie, kuł po wszystkich garnkach i na darmo przyczajał się pod drzwiami na Łapę; dopiero kiej pewnego razu przyniósł jej żywą żołnę, rozchmurzyła się nieco. — Jezu kochany, a to śliczności, kieby malowanie! — A pilnuj się, bych cię w nos nie dziobnęła, zła kiej pies.…
A potem zabawiali się w ślepą babkę. Jaśka na nią obrały i zawiązawszy mu oczy, ustawiły go wprost ganku, rozbiegając się naraz z krzykiem na wsze strony kiej wróble. Pogonił za nimi z rozczapierzonymi rękoma, natykając się co trocha na płoty i ściany; kierował się za śmiechami, ale niełacno którą przychwycił, bo śmigały kole niego kiej jaskółki, potrącając w przelocie, że zatętniało przed chałupą, jakby to stado……
Muzyka zaś rznęła siarczyście i tany szły zapamiętałe, choć był taki gąszcz, że głowa przy głowie, plecy przy plecach, to i tak się trząchali, po izbie nosili, pokrzykiwali wesoło, a obcasami bili, że ino dyle skowyczały i szynkwas podrygiwał! Zabawa była sielna, boć wszyscy się dokładali z całej mocy, duszą całą.
Wzięli się za ręce, Przytupywali. Grały harmonie, harmoniki, Do świtu grali, Tańczyli tan swój dziki: Dalej! Dalej! Żarli. Pili. Tańczyli.
Zagramy w liczby! — powiedziała Lota. — Proszę uważać! Będę obchodzić wszystkich od prawej strony ku lewej, a państwo musicie „wymieniać tę liczbę, która na każdego przypadnie. Tak będzie szło w kółko, aż do tysiąca, ale prędko, piorunem. Kto się zawaha, albo zmyli, dostanie po buzi. Wszyscy się rozbawili. Szła prędko z wyciągniętą ręką.…
— Czy będziesz mnie nazywał imieniem, które sobie wymyśliłam? — spytała Dora, nie zmieniając pozycji. — Powiedz! — prosiłem z uśmiechem. — To taka zabawna nazwa — odrzekła, potrząsając loczkami. — Dziecinna żona. Śmiejąc się, pytałem mą dziecinną żonę, skąd jej na myśl przyszła ta dziwaczna nazwa? Zbliżyła twarz swą do mojej, nachylając rączkami moją głowę.…
Patrz, jak on łasi się i liże, Wczora mordował, tańczy dziś; Patrz, patrz, jak on oczyma strzyże, Skacze jak w klatce ryś. Wczora mordował i katował, I tyle krwi niewinnej wylał; Patrz, dzisiaj on pazury schował I będzie się przymilał.
Już mi go nie chwal, co to przy biesiedzie Z zwycięstwy na plac i z walkami jedzie; Takiego wolę, co zaśpiewać może I co z pannami tańcować pomoże.
A ja — com zyskał za rany i znoje? Com zyskał, że od maleńkiego wieku Z pieluchów zaraz przewiniony w zbroje, Książę jak Tatar żył o końskim mleku?... Cały dzień konno, w wieczór końska grzywa Poduszką moją, przy niej noc wystoję, A rankiem znowu trąba na koń wzywa...…
Mała niewidoma dziewczynka tańczyła po pokoju, klaszcząc w ręce. Blada jej twarz zarumieniła się, usta śmiały się, a pomimo to z zastygłych oczu płynęły łzy jak grad.
Już dwa miesiące upływały od czasu, jak się Firuz-Szachowi przyśnił Indianin, aż nagle pewnej nocy znów go nawiedził sen straszny. Firuz-Szach nad ranem rzekł do księżniczki: — Sen, który miałem tej nocy, stanowczo zmusza mnie do powrotu do Persji. — Opowiedz mi najpierw swój sen — rzekła księżniczka — bo może znów źle go zrozumiałeś.…
Czy był nieczułym, dumnym z przyrodzenia, Czy stał się z wiekiem — bo choć jeszcze młody, Już włos miał siwy i zwiędłe jagody, Napiętnowane starością cierpienia — Trudno odgadnąć. Zdarzały się chwile, W których zabawy młodzieży podzielał, Nawet niewieścich gwarów słuchał mile, Na żarty dworzan żartami odstrzelał I sypał damom grzecznych słówek krocie, Z zimnym uśmiechem, jak dzieciom łakocie: Były to rzadkie chwile……
Niech się rojami podli ludzie plemią I niechaj plwają na matkę nieżywą, Nie będę z nimi! — Niechaj z ludzkich stadeł Rodzą się ludziom przeciwne istoty I świat nicują na złą stronę cnoty, Aż świat, jak obraz z przewrotnych zwierciadeł, Wróci się w łono Boga, niepodobny Do tworu Boga... Niechaj tłum ów drobny! Jak mrówki drobny! ludem siebie wyzna! Nie będę z nimi!…
— Niekiedy my, chłopcy z Offal Court, walczymy ze sobą na kije, zupełnie tak jak czeladnicy. Oczy księcia zabłysły. — To mi się podoba. Opowiadaj dalej — rzekł. — Biegamy do mety, żeby się przekonać, który jest najszybszy. — I to mi się podoba. Mów dalej. — Latem brodzimy i pływamy po kanałach, panie, a także po rzece; jeden popycha drugiego albo opryskuje wodą, nurkujemy, krzyczymy, baraszkujemy i...…
Bałuckie limfatyczne dzieci Z wyostrzonymi twarzyczkami (Jakbyś z bibułki sinoszarej Wyciął ich rysy nożyczkami), Upiorki znad cuchnącej Łódki, Z zapadłą piersią, starym wzrokiem, Siadając w kucki nad rynsztokiem, Puszczają papierowe łódki Na ścieki, tęczujące tłusto Mętami farbek z apretury — I płyną w ślad nędzarskich jachtów Marzenia, a za nimi — szczury.
— Ach tak!... Nawet dobrze bawiliście się. Pamiętam, w grudniu mieliście świetne żywe obrazy. Kto to w nich występował?... — No, ja na takie głupstwa nie chodzę. — To prawda. A ja tego dnia dałbym — bodaj — dziesięć tysięcy rubli, ażeby je zobaczyć. Głupstwo jeszcze większe!... Czy nie tak?... — Zapewne — chociaż dużo tu tłomaczy samotność, nudy...
W godzinę po nas wrócił Ramon i Meksykanie. Po ich powrocie rozpoczął się prawdziwy koncert ujadania i wycia, psy bowiem, zwietrzywszy skórę, podniosły taki gwałt, jakby ich własna skóra była zagrożoną. Tegoż dnia, który z powodu szczęśliwie ukończonej walki uważaliśmy jako uroczysty, Salvadorowie wyprawili rodzaj niby turnieju, niby gonitew konnych.…
Rada małpa, że się śmieli, Kiedy mogła udać człeka, Widząc panią raz w kąpieli, Wlazła pod stół — cicho czeka. Pani wyszła, drzwi zamknęła; Małpa figlarz — nuż do dzieła! Wziąwszy pański czepek ranny, Prześcieradło — I zwierciadło, Szust do wanny! Dalej kurki kręcić żwawo! W lewo, w prawo, Z dołu, z góry, Aż się ukrop puścił z rury, Ciepło — miło — niebo — raj! Małpa myśli: «W to mi graj!».…
— Jedynie dzieci wiedzą, czego szukają — zauważył Mały Książę. — Tracą czas na szmacianą lalkę i ta lalka staje się dla nich bardzo ważna, i jeśli ktoś im ją zabierze, płaczą...
Oko straciłam pierwszego stycznia 43 roku. Była taka zabawa u Niemców. Oni się bawili w Sylwestra. Zastrzelili sześćdziesiąt pięć ludzi. Z mojego domu to ja jedna zostałam, że jeszcze żyję. Strzelali na ulicy, na śniegu, o szóstej rano. Wchodzili do mieszkań. To ja chciałam uciekać, wyskoczyłam przez okno. Myślałam, że się zabiłam. I dostałam strzał w oko.…
Nieznajomy człowiek, czyli Różyc, ze zdumieniem na tę scenę patrzał i nie tylko nie śmiał się, lecz delikatne wargi jego przybrały wyraz niesmaku. Korczyński, oswojony znać z dobrym humorem Kirły i jego objawami, spoglądał przez okno na klony i rzekę; panie, Emilia i Teresa, śmiały się: pierwsza cichutko i z niejakim zawstydzeniem, druga głośniej i z rozkoszą.…
Między niebem a piekłem, wśród słynnych bezdroży, Które lotem starannie pomija duch boży, Stoi karczma, gdzie widma umarłych opojów Święcą tryumf swych szałów pijackich i znojów. Skąpiec, co, mrąc, ostatnie połknął ametysty, Znajdzie tu za dwa grosze nocleg wiekuisty, — I zbrodniarz, co w błysk noża zachował swą wiarę, Zdoła tutaj niejedną nadybać ofiarę, — I nierządnica, sennym wabiąca pachnidłem, Brwi nabytym w……
Tego dnia był u nas doktór, a ja biegałem aż dwa razy do apteki, bo matce znów było gorzej; ale kiedy przyszedł wieczór, tośmy ledwie ziemniaków dojeść mogli, tak nam pilno było na siennik, któryśmy sobie ułożyli w kąciku za piecem.…
Usypiał boski tułacz Odys; sen już spada Twardy na złamanego trudem. Wraz Pallada Idzie w grodziec Feaków, leżący precz dalej. Przedtem oni w szerokiej Hyperii mieszkali, Gdzie wojenne Kyklopy mając za sąsiady, Wciąż nękanych od pewnej ratując zagłady, Wywiódł ich Nausitoos, on, bogom podobny, I osadził na Scherii, kędy kraj zasobny, A od ludzi daleki; miasto zamknął w tyny, Zbudował domy, chramy, grunt rozdał na……
…W całym mieście pełno było pijanych, w Czehrynie bowiem wypadał nocleg, więc i hulatyka przed nocą. Na rynku rozkładano ognie, gdzieniegdzie paliła się beczka ze smołą. Zewsząd dochodził gwar i wrzaski. Przeraźliwy głos piszczałek tatarskich i bębenków mieszał się z ryczeniem bydła i z łagodniejszymi głosami lir, przy których wtórze ślepcy śpiewali ulubioną wówczas pieśń: Sokołe jasnyj, Brate mij ridnyj, Ty wysoko……
Pierwsza z nim po francusku zaczęła rozmowę. Wracał z miasta, ze szkoły: więc o książki nowe, O autorów pytała Tadeusza zdania I ze zdań wyciągała na nowo pytania. Cóż, gdy potem zaczęła mówić o malarstwie, O muzyce, o tańcach, nawet o rzeźbiarstwie, Dowiodła, że zna równie pędzel, nuty, druki; Aż osłupiał Tadeusz na tyle nauki! Lękał się, by nie został pośmiewiska celem, I jąkał się jak żaczek przed nauczycielem.…
To powiedziawszy weszła do domu. Już w sieni doleciały ich Basine okrzyki: „Ałła! Ałła!" A gdy weszli do gościnnej izby, zobaczyli na środku pana Nowowiejskiego, z zawiązanymi oczyma, w pochylonej postawie i z wyciągniętymi rękoma, usiłującego złowić Basię, która kryła się po kątach, okrzykiem „Ałła!" oznajmując swą obecność. Pani stolnikowa zajęta była rozmową pod oknem z panem Zagłobą.
Wtem zdało mu się, że poświst wichru zamienia się w dźwięczenie mnogich dzwonków. Wołały one: „dyń! dyń!... deń!... deleń!..." — grubszymi, cieńszymi i bardzo cienkimi głosami, jak podczas procesji. Zrazu myślał, że to przywidzenie; ale dzwonki, nie milknąc ani na chwilę, dźwięczały coraz głośniej, coraz bliżej, jak w lecie rój komarów nad bagnem. — Co to jest? — szepnął chłop i podniósł się na nogi.…
Jednego dnia cesarz chciał dać dla mojej rozrywki widowisko, w czym naród ten wszystkie, które mi się zdarzyło widzieć, tak zręcznością, jak i wspaniałością przechodzi. Nic jednak tak mnie nie ubawiło, jak taniec na linie, który odbywał się na cienkiej nici białej, rozciągniętej na dwie stopy i dwanaście cali ponad ziemią. Czytelnik wybaczy mi, że zabawę tę cokolwiek obszerniej opiszę.…
Z Opatowskiego w kierunku Koprzywnicy i złotopszenicznej niziny Powiśla, wskroś jedynego na świecie Sandomierskiego Płaskowzgórza, gnał kulig. Łańcuch kilkudziesięciu sań budził całą okolicę radosnym głosem dzwonków, brzmiącym łoskotem janczarów, trzaskaniem batów na cztery konie, wrzawą okrzyków, bębnów, fujarek, melodią śpiewów i muzyki.…
Pijana czereda skoczyła przez sień na ganek. Mróz nie otrzeźwił głów dymiących. Dziewczęta, krzycząc wniebogłosy, rozbiegły się po całym podwórzu; oni zaś gonili je i każdą schwytaną odprowadzali do izby. Po chwili poczęły się pląsy wśród dymu, złamków kości, wiórów, wokół stołu, na którym porozlewane wino utworzyło całe jeziora. Tak to bawili się w Lubiczu pan Kmicic i jego dzika kompania.
…Lata przeszłego gdyście na sesjach siedzieli, Gdyście się przez dzień cały męczyli, krzyczeli Ja z pudrem i z pomadą włos zczesawszy wonną. Wsiadłszy w mą kariolkę, alboli też konno, Obleciałem Mokotów, Wolę, Królikarnię, Łazienki i Powązki; czasem Bażantarnię; Wieczorem przebrawszy się przy powiewnym chłodzie, Łajałem wraz z drugimi sejm w Saskim ogrodzie; Wypiłem z przyjaciołmi ponczu dużą czarę, Zjadłem……
…Nadto — gry. Gry w piłkę, w pasek, w jakieś kamyki, „kiczki", w wyświechtane gruzińskie kostki. Próżniacze dnie Cezarego napełnione były jednak nie byle jakimi pracami. Uczył się roli do teatru koleżeńskiego o treści rozbójniczej, który miał być odegrany sekretnie w zburzyszczach starych bakińskich fortalicji.…
Bawiliśmy się od czasu do czasu w rozbójników, z miesiąc może, a potem daliśmy spokój. Nikogo nie ograbiliśmy ani nie zabiliśmy, tylko tak udawaliśmy, że napadamy. Czyniąc zasadzki w lesie, uderzaliśmy na ludzi pędzących wieprze do miasta, na kobiety wiozące na targ jarzyny, niewolników jednak nie braliśmy. Tomek Sawyer nazywał wieprze „jeńcami", a jarzyny „łupem".
…Noszenie wody z miejskiej studni zawsze było w oczach Tomka czymś haniebnym, ale teraz zupełnie inaczej to ocenił. Przypomniał sobie, jakie wspaniałe towarzystwo zbiera się przy pompie. Chłopcy i dziewczęta — biali, Murzyni, Mulaci — czekają tam na swoją kolej, zamieniając się przy tym zabawkami, kłócąc, bijąc, baraszkując, czyli jak najlepiej uprzyjemniając sobie czas.…
Tygellinus okazuje mi już jawną nieprzyjaźń. Dotychczas nie może mi dać rady, ma wszelako nade mną jedną wyższość. Oto bardziej dba o życie i zarazem jest większym ode mnie łotrem, co go zbliża do Ahenobarba. Ci dwaj porozumieją się prędzej, później, a wówczas przyjdzie moja kolej. Kiedy to nastąpi, nie wiem, ale że i tak kiedyś musi nastąpić, więc mniejsza o termin. Trzeba się tymczasem bawić.…
Dorodny, dziewięcioletni łobuz wyskoczył zza stołu, grożąc Winstonowi zabawkowym pistoletem automatycznym, podczas gdy jego młodsza o jakieś dwa lata siostra wykonywała identyczny gest, trzymając w rękach kawałek drewna. Oboje mieli na sobie granatowe spodenki, szare koszulki i czerwone chusty — umundurowanie Szpiegów.…
Lecz prędko więdną przedwczesne mężatki. Ziemia schłonęła wszystkie me nadzieje: Oprócz tej jednej; ona jest, Parysie, Przyszłą, jedyną moich ziem dziedziczką. Staraj się jednak, skarb sobie jej serce, Chęć ma z jej chęcią nie będzie w rozterce; Jeśli cię przyjmie, głos ojca w tym względzie Jej pozwolenia echem tylko będzie.…
Słusznie niżnik czerwienny, a kinal z nazwiska, Uczczony matedorstwem. Jemu kart igrzyska Winniśmy; a walecznym dumne bohatyrem, Wyszły na świat szulery pod wodzem Lahirem. Tak się zwał ten, co pierwszy dla zabawnej współki Pod różnymi barwami zebrał cztery pułki I każąc się bić lalkom, głupiego gdy bawił, Wszystkim jego następcom kunszt zacny objawił.…
O, ty do sztuczek! Mistrz! Jakby spadł z nieba — Lecz nie do takich, gdzie zgrabności trzeba. Kto z wesołości do głupstwa przechodzi, Może rozśmieszyć, sobie tylko szkodzi; Lecz kiedy głupstwem chce zabawić kogo, Krzywdzi go wtenczas i złą idzie drogą.
— Lepszego dnia na naszego wilka nie znajdziemy — odezwał się Doman. — Przed kim się pochwalić, jeśli nie przed starym Wiszem. Dajcie go tu z zagrody, pokażemy, że się dzikiego zwierza nie boim. Skoczył Ścibor raźno, a za nim ozwały się głosy ochocze. Psy wnet zagnano do zagrody, kilka tylko zostawiwszy na sznurach. Wisz i Doman wstali spod lipy — zbliżając się do wrót, przy których już się chłopaki gromadzili.…
Pokazujemy 48 z 161 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.