motyw literacki
Wiatr
82fragmenty
40lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Chłopi, Część druga - Zima 8 fragmentów
- Kwiaty polskie 6 fragmentów
- Napój cienisty 5 fragmentów
- Krzyżacy 4 fragmenty
- Ludzie bezdomni 4 fragmenty
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 4 fragmenty
- Siłaczka 4 fragmenty
- W pustyni i w puszczy 4 fragmenty
- Nad Niemnem 3 fragmenty
- Z wichrów i hal 3 fragmenty
- Boska Komedia 2 fragmenty
- Chłopi, Część trzecia - Wiosna 2 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
A przeklęty, kto przed najmniejszym wichrem pada na ziemię i łamie się!... Podobny strzaskanéj kolumnie. Lecz przed wichry silnymi wam padać wolno... Będziecie żałowani.
Chmiel się wił wkoło trzciny, miał jej dopomagać. Wspierał ją; ale kiedy zbyt się zaczął wzmagać, Rzekła trzcina: «Daj pokój, już ja mocno stoję, Już i bez twego wsparcia wiatrów się nie boję». «Mylisz się — chmiel jej rzecze — przyjdą wiatry gorsze». Więc gdy coraz gałązki rozpościerał wsporsze, Przyszło wreszcie do tego: wiatr trzcinę ocalił, A chmiel, co miał podeprzeć, złamał i obalił.
…Tam na kurhanach posępne lirniki Siedzą i grają dumy dawnych czasów. Dumy wychodzą na rozległe pola, Wpadają smutne w szum dębowych lasów; I stamtąd znowu, jak harfy Eola Zmięszane z szumem liścianych hałasów Wychodzą na step: a ludzka niedola Leci wichrami płaczącemi wiana, Jakby nie ludzi ustami śpiewana.
Wszedłem w krąg drugi, ciaśniejszy, gdzie krzyki I jęki boleść zaostrza w ton dziki. Tam straszny Minos z czołem nasrożonym Patrząc ponuro i zgrzytając wściekle, Bada i sądzi wchodzące grzeszniki, Wyroków swoich znak dając ogonem. Dusza, na której cięży grzechu plama, Gdy przed nim staje, spowiada się sama.…
…Tylko wiater nie ścichał — a naprzeciw — mocy jeszczech nabierał większej i całym światem już się przewalał. I wiał tak bez mała całą noc, że mało kto poredził oczy zmrużyć choćby na pacierz, gdyż chałupy srodze przewiewał, drzewa chlastały po ścianach i szyby gnietły. A tak we ściany rypał i tłukł, kieby tymi barami, iż myśleli nieraz, co całą wieś wyrwie i po świecie roztrzęsie.…
Jakoś wnet po świętej Barbarze, patronce dobrej śmierci, o cichym, omdlałym zaraniu, spadły pierwsze krótkie, trzepotliwe wiatry; obleciały ziemię ze skowytem jako te psy węszące tropu, gryzły zagony, warczały w krzach, poszarpały śniegi, potarmosiły sady, poomiatały ogonami drogi, wytarzały się po wodach i milczkiem urwały kajś niekajś co starszych strzech i ogrodzeń i jęły się zwijać a ze skomleniem uciekać na……
Darmo bieżycie; to są marne cienie, Darmo rączki ściąga biedna, Wraz ją spędzi wiatru tchnienie. Lecz nie płacz, piękna dziewico!
Wyspy szczęśliwe! w każdej porze roku Zarówno miłe i sercu i oku, Gdy was przychodzień z gór Kolonny wita, Wraz nagły urok źrenice mu chwyta, I myśl pogrąża w dumy tajemnicze. Tu szklane morza cichego oblicze Na falach drobnych jak uśmiechu dołki, Gór okolicznych odbija wierzchołki Strzegące brzegów, z którymi łagodnie Zdają się igrać rajskie wody wschodnie.…
Przez szybę, ruchomą od spływającej wody, widać było kawałek pustej ulicy Emerytalnej, z głębokimi, brukowanymi rynsztokami i jedną niedużą podstrzyżoną akacją, dygocącą od wiatru i zmokłą, pełną sczerniałych, poskręcanych strąków między liśćmi.
…Mów: co się Dzieje z Hamletem? Szaleje jak morze I wicher, kiedy w zawody spór wiodą, Kto z nich silniejszy.
Słońce ledwo wschodziło, tętnią po bruku kopyta, Dwaj rycerze z tumanem rannym spieszą się w góry, Wszystkie by straże zmylili — jednej nie mogli omylić, Czujne są oczy kochanki: zgadła ucieczkę Aldona! Drogę w dolinie zabiegła; smutne to było spotkanie. «Wróć się, o luba, do domu; wróć się, ty będziesz szczęśliwa.…
Przeklęte wasze dzieło! Wicher diablej mowy Rozczesał z mojej chaty włos słomianej głowy; Czy mi na nią dachówek dacie z hostii mszalnych? Zawierucha wierzbowe gałązki obrywa, Ludzie nie znajdą rószczek na kwietną niedzielę.
Zbyszko, usłyszawszy nieszczęsną nowinę, nie pytając nawet i o pozwolenie księcia, skoczył do stajen i kazał konie siodłać. Czech, który jako szlachetnie urodzony giermek znajdował się z nim na sali, zaledwie zdołał wrócić do izby i przynieść ciepłą lisiurę; nie próbował jednakże młodego pana wstrzymywać, gdyż mając z przyrodzenia rozum tęgi, wiedział, że wstrzymywanie na nic się nie przyda, a mitręga może okazać……
Wiatr hulał po polu; uderzał niekiedy gwałtownie, i wówczas stara stodoła drżała; niekiedy, gdy wiatr stawał się słabszy, pod pokryciem dachu rozlegały się tylko jego poświsty i wycie, ale dla króla, który spoczywał teraz bezpieczny i rozgrzany, brzmiało to jak muzyka.…
Wiatr Tobie, Boże, huczał pieśni, Gdyś z mroków wykrzesywał świat. Chaosu świadek i rówieśnik, Wiatr Tobie, Boże, huczał pieśni, Wodami wstrząsający wiatr. Wiatr — gniew otchłani zbuntowanej, Potęgi Twojej pierwszy bard, Homer Genezis opętany, Co w chwiejbę wprawił oceany Rytmicznym rykiem swoich skarg.…
Szliśmy wciąż ku rogatkom. Od kilku minut zerwał się wiatr wilgotny i dął nam prosto w oczy; na zachodzie poczęły znikać gwiazdy zasłaniane przez chmury. Latarnie trafiały się coraz rzadziej. Kiedy niekiedy w Alei zaturkotał wóz obsypując nas niewidzialnym pyłem; spóźnieni przechodnie uciekali do domów.
…Tymczasem dęby zadrżały nagle, zaszeleściły liśćmi i posypały deszczem żołędzi. Następnie Dżak poradził mi, abym rozpuścił węzły lasso, na którym uwiązany był mustang, albowiem zwierzę, szarpiąc się w czasie wichru, mogłoby się zadusić. Gdym się do niego zbliżył, ujrzałem, iż szerść była na nim poszerszeniała, głowę miał spuszczoną, nozdrza przy ziemi. Rozluźniłem pętlicę aż zanadto.…
Zerwał się. Chłopcy ciągnęli drabiny. Na górze słychać było bieganinę i krzyki, a gdy wylazł przez otwór — stanął jak skamieniały. Był zmierzch zimowego dnia. Od południa wiatr wzmógł się, zatrzymując ruch na rzece, teraz wył w strasznym huraganie, a wybuchy jego sprawiały wrażenie wystrzałów armatnich.…
…Z przecznic, od Wisły, dął wicher i z furią miotał się na wszystko. Bił w nozdrza i w pyski, rozwarte przez wędzidła, strudzone konie pociągowe, które z całej siły, wszystkimi mięśniami wlokły po barbarzyńskim bruku wielkie fury frachtowe. Ciął w oczy biednych ludzi, od świtu dnia pędzących dokądś po kawałeczek nędznego chleba.…
Wiatr ci jeden w pomoc dam. Dzięki wam! Ja dam drugi. Ja mam resztę na usługi, Wiem gdzie, kiedy, wieje jaki, Znam każdego wszystkie szlaki
— O, nie, nie! — z żywym przeczeniem zawołała cierpiąca kobieta. — Ja się tak lękam wiatru, ciągów, słońca... Od wiatru dostaję zawrotu głowy, od ciągów newralgii, od słońca migreny... Tereniu, podaj mi, proszę cię, toaletowy ocet...
Wiedzą ciała, do kogo należą, Gdy po ciemku obok siebie leżą! Warga — wardze, a dłoń dłoni sprzyja, — Noc nad nimi niechętnie przemija. Świat się trwali, ale tak niepewnie!... Drzewa szumią, ale pozadrzewnie!... A nad borem, nad dalekim borem Bóg porusza wichrem i przestworem. I powiada wicher do przestworu: «Już nie wrócę tej nocy do boru!» —
„Przybywamy do wyspy Ajolii, zagnani Wiatrem. Syn Hippodata, Ajol mieszkał na niej. Był to przyjaciel bogów i od nich kochany. Pływającą tę wyspę strzegą w okręż ściany Spiżowych wałów, nie mniej i pobrzeżne skały. Dzieci miał on dwanaście, które się chowały: Sześć ślicznych cór i synów też sześciu. Z synami Pożenił swoje córy, braci ze siostrami.…
Ja ileż wam winienem, o domowe drzewa! Błahy strzelec, uchodząc szyderstw towarzyszy Za chybioną źwierzynę, ileż w waszej ciszy Upolowałem dumań, gdy w dzikim ostępie, Zapomniawszy o łowach, usiadłem na kępie, A koło mnie srebrzył się tu mech siwobrody, Zlany granatem czarnej, zgniecionej jagody, A tam się czerwieniły wrzosiste pagórki, Strojne w brusznice jakby w koralów paciórki.…
Już wiosna rozpętała wody z lodów; już poczęły wiać wiatry ciepłe, duże, pod których oddechem drzewa obsypują się pąkami, a łańcuchy jaskółek rozczepiają się, wedle wiary prostactwa, by lada chwila wychynąć z zimnej topieli na jasny świat słoneczny.
Tymczasem w górze, z przesyconych elektrycznością tumanów, wykluł się jakiś ciemny zarodek siły twórczej, która rozejrzawszy się po ziemi zapragnęła naśladować Ojca Przedwiecznego i z wiotkich chmur stwarzać żywe kształty. Oto ulepiła wyspę; lecz nim miała czas mruknąć: „Dobrze jest!..." — przyleciał wiatr i wyspę rozwiał.…
Ten wiatr trwał ciągiem przez dwadzieścia dni, przez które byliśmy zapędzeni nieco na wschód od Wysp Moluckich i o trzy stopnie na północ od równika, co nasz kapitan postrzegł przez swój rachunek dnia drugiego maja, kiedy wiatr ustał i zapanowała zupełna cisza, czym nieco się pocieszyłem.…
…Chata, z kołków, zrzynów, chrustu, z gliny i ziemi uklepana, drżała, gdy w nią bić wzięły rozjuszone podmuchy. Nawał wichrów siekł ją i prał, podważał liche jej przyciesie, próbował zruszyć węgły, pędził dokoła, kwicząc przeciągle, tłukł w nią stumilowymi skrzydłami i wszczepiał między belki żelazne swoje pazury.…
Nietajno było w wojsku, po co pan wojewoda witebski pojechał do Tyszowiec, więc rycerze cieszyli się wzajem, że powstaje związek tak cnotliwy na obronę ojczyzny i wiary. — Inny już wiatr w całej Rzeczypospolitej wieje — rzekł pan Stanisław — a chwalić Boga, Szwedom w oczy. — Od Częstochowy on powiał — odrzekł na to pan Jan.…
…Poczuł, że nie ma poza nim nic a nic, a przed nim niewiadome martwe pole, przez które wiatr ciągnie z końca świata w koniec świata. A do tutejszej jego samotni nie przyjdzie już, niestety, ojciec, gnany przez miłość, tajemniczą siłę, z końca świata na drugi koniec świata. Bo już go nie ma. Śpi jak kamień. Leży jak skiba gliny zmarzniętej i wmarzniętej w głuche pole.…
Od wody pociąga chłodnawy, rzeźwiący wiatr, niesie ze sobą woń drzew i kwiatów, pozbieraną w borach i na polankach, a czasem też i wyziewy porzuconych na wybrzeżu nieżywych ryb.
…Prawisz o niczym. Prawię o marzeniach, Które w istocie niczym innym nie są Jak wylęgłymi w chorobliwym mózgu Dziećmi fantazji; ta zaś jest pierwiastku Tak subtelnego właśnie jak powietrze; Bardziej niestała niż wiatr, który już to Mroźną całuje północ, już to z wstrętem Rzuca ją, dążąc w objęcia południa.
Deszcz ostry nacichł i siał tylko ów pył wodny, nieustanny, zawieszający tuż przed okiem jakby nieprzejrzystą zasłonę. Podmuchy wiatru szalały dokoła wozu, gwizdały między sprychami, wydymały długie poły sukmany i targały koszulę na Winrychu.
Wiatr dął w polu przejmujący. Niekute, ukośne, ledwo ociosane siekierą sanice wrzynały się w głęboki, świeżo spadły śnieg, odwracając na bok białe jego skiby. Drogę zaniosło.
Wicher z tryumfem zawył; a na mokre góry, Wznoszące się piętrami z morskiego odmętu, Wstąpił geniusz śmierci i szedł do okrętu, Jak żołniérz, szturmujący w połamane mury. Ci leżą na pół martwi, ów załamał dłonie, Ten w objęcia przyjaciół żegnając się pada, Ci modlą się przed śmiercią, aby śmierć odegnać.…
Wiatr się poniósł po lasach i jeziorze, poobrywane chmury biegać zaczęły po niebie, jakby się goniły i zbierały, aby drugą burze zrobiły. Pomiędzy słupy, ściany i częstokoły wpadając, Pochwist wył i śmiał się, aż psy ze strachu zrywały się, by mu wtórować. U miłościwej pani pozasuwano okiennice, pozatykano okna oponami, dachy się trzęsły i trzeszczały, wicher rechotał.
— Złe duchy zbudziły wiatr śpiący na zachodzie pustyni, a ów wstał z piasków i bieży ku nam. Idrys podniósł się nieco na siodle, popatrzył w dal i odpowiedział: — Tak jest. Idzie z zachodu i południa, ale on nie bywa tak wściekły jak khmasin. — Trzy lata temu zasypał jednak koło Abu-Hamel całą karawanę, a odwiał ją dopiero zeszłej zimy. Ualla!…
Wiatr bluzga, jak krew się sączy, na oczy — ciemności płachta, w nim omackiem błądząc czuję miękki opór pnączy. A to są ciała chyba, chyba groby, chłodne jak wody pręty, to są ramiona trwogi ludziom zmarłym odcięte.
Huczy nade mną halny wiatr... Daleki Wprzód mnie dochodzi szum i świst, a potem Z jakimś pogwarem, z trzaskiem i łomotem Ciężar się kładzie na wysmukłe smreki. Od razu kłody o grubości snopów Gną się w mych oczach, jak źdźbła lichej słomy: Tak igra nimi głuchy, niewidomy Gość, co od skalnych wlecze się przekopów. Idę, wciąż idę po jęczącym borze...…
Deszcz drobny, marcowy deszcz pomieszany ze śniegiem padał wciąż i rozwłóczył nad Łodzią ciężki, lepki tuman; bębnił w blaszane dachy i spływał z nich prosto na trotuary, na ulice czarne i pełne grząskiego błota, na nagie drzewa przytulone do długich murów, drżące ze zimna, targane wiatrem, co zrywał się gdzieś z pól przemiękłych i przewalał się ciężko błotnistymi ulicami miasta, wstrząsał parkanami, próbował dachów……
«Vexilla regis prodeunt inferni Wprost ku nam! Jeśli widzisz za pomroką» Mistrz mówił, «patrzaj, wytężaj twe oko». Kiedy noc naszą półsferę zaczerni Lub ciemny tuman przedmioty powleka, Myślim, że widzim młyn wietrzny z daleka; Tak, zdało mi się, oko me postrzegło Stojącą jakąś budowę odległą.…
Dzień wstawał cudny, ciepły, a jędrny — niby ten chłop dobrze wyspany, któren, ledwie przecknąwszy, na równe nogi się zrywa i szepcąc pacierze, trąc oczy, a ździebko poziewając, za robotą się rozgląda. Słońce wschodziło pogodnie. Czerwone i ogromne, z wolna wtaczało się na wysokie niebo, jakoby na to pole nieobjęte, kaj w sinych oprzędach mgieł leżały nieprzeliczone stada białych chmur.…
…naraz niebo się przedarło na środku i zajaśniało modrawo niby lustro studzienne, świst ostry przeszył ciemności, mgły się skłębiły z nagła, a z pękniętej czeluści lunął pierwszy wicher, a za nim już leciał drugi, dziesiąty, setny!…
Tego wieczoru z dołu od zamarzniętej rzeki szedł wiatr. Wiał uporczywie i na skrzyżowaniach ulic zwielokrotniał się nagle, uderzał z paru stron, sam siebie przepierając i szarpiąc ku górze.
Lecz gdy już byli niedaleko namiotu pana de Lorche, zerwał się znów wicher z taką siłą, że w mgnieniu oka porozrzucał ogniska Mazurów. Powietrze zaroiło się tysiącami głowni, płonących szczypek, skier, a zarazem przesłoniło się kłębami dymu. — Hej, dmie okrutnie! — mówił Zbyszko, ociągając opończę, którą mu wiatr na głowę zarzucił. — A w wichurze jakoby jęki i płacz ludzki słychać.…
Potem umierał. Potem brawa. Huragan braw. Więc zmartwychwstawał. Wreszcie na wódkę szli z Gloucesterem, Edgarem, Kentem i suflerem. Dziś nie Szekspiry i nie Liry... Dziś za pięć złotych i kolację Da w Starym Sączu w restauracji «Wieczór humoru i satyry». W palcie, z kołnierzem podniesionym, Jeden jedyny w zimnej sali, Czeka na gości.…
Widziałem, jak porwał go wicher południowy i gnał pochylonego, z ręką przy czapce, paltem przywartym do nóg.
Do budy wdzierał się teraz tęgi, zimny wicher. W drzewach przydrożnych huczał złowrogo, czasem między orczykami, jakby u tylnych kopyt szkapy, gwizdał przeraźliwie.
Pokazujemy 48 z 82 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.