motyw literacki
Przemiana
158fragmentów
47lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Potop 34 fragmenty
- Quo vadis 13 fragmentów
- Rok 1984 11 fragmentów
- Chłopi, Część druga - Zima 8 fragmentów
- Baśnie 6 fragmentów
- Lalka 6 fragmentów
- Boska Komedia 5 fragmentów
- Klechdy sezamowe 5 fragmentów
- Napój cienisty 5 fragmentów
- Przedwiośnie 5 fragmentów
- Dziady, część III 4 fragmenty
- Klechdy polskie 4 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
— A ty to kto? Niezbyt zachęcający początek rozmowy. Alicja odpowiedziała nieśmiało: — No... w chwili obecnej, proszę pana, akurat nie jestem pewna. Choć wiem dobrze, kim byłam, kiedy dziś rano wstałam z łóżka, to sądzę, że od tamtej chwili zmieniłam się już kilkukrotnie. — Co chcesz przez to powiedzieć? — zapytał ostro Gąsienica. — Natychmiast się wytłumacz! — Nie potrafię wytłumaczyć samej siebie — odparła Alicja.…
Dobrze czyni, kto zawżdy z dobrymi obcuje; I najlepszego miejsce nieprawe zepsuje. Smutną synogarlicę na zdradnej zasadzce Złapał ptasznik przemyślny i osadził w klatce Trzy dni w mieście siedziała, czwartego uciekła; A co niegdyś powtórnych związków się wyrzekła, Śmielsza w kroku i z przeszłej śmiejąc się ofiary, Za jedną utraconą znalazła dwie pary.
…Uczyń tak, by pan bogaty Wziął tam żonę i we dwoje Odjechał złotą karetą. Luby Skierko! dziecię moje! Dziewczyna będzie kobietą, Nim dwa razy słońce zaśnie, Nim dwa razy księżyc zgaśnie.
Wtem spoza gęstych krzaków naprzeciwko wypłynęły trzy wielkie wspaniałe łabędzie. Rozpostarły białe skrzydła niby żagle i płynęły lekko po błękitnej wodzie, z szyją wygiętą wdzięcznie i wzniesioną głową, spokojne, dumne i majestatyczne. Na ten widok dziwny smutek i tęsknota ogarnęły biedne kaczę. Oto królewskie ptaki, które raz widziało i ukochało tak silnie od razu.…
I powleczem korowód, smęcąc ujęte snem grody, W bramy bijąc urnami, gwizdając w szczerby toporów, Aż się mury Jerycha porozwalają jak kłody, Serca zmdlałe ocucą, pleśń z oczu zgarną narody.
To rzekłszy, złodziej podniósł pięści obie, W każdej sterczała figa jak gwint w śrubie, A krzyczał bluźniąc: «Boże, przyjm to sobie!» Wtem wąż, i za to odtąd wężów lubię, Ścisnął za szyję bluźniercę, oszusta, Jakby rzekł: «Więcej nie zbluźnią twe usta». Drugi ramiona w węzły i pierścienie Tak jemu związał i gryzł jego ręce, Że stał, jak gdyby skamieniały w męce. Pistojo!…
Wydali się jej nie do poznania przemienieni — zwłaszcza Szymek najbarzej ją zastanawiał. Dyć go znała kiej niedojdę, któren trzech zliczyć nie poredził, w chałupie był popychadłem i pomiatał nim, kto jeno chciał, zaś teraz jawił się całkiem drugim; poczynał sobie przemyślnie, nosił się godnie i prawił kieby mądrala.
Gdzie zaś to był i czas na długie lamenty i wyrzekania, kiej tylachne gospodarstwo wzięła na swoją głowę! Przeciech sama ostała kiej ten kierz na rozdrożnym wywieisku, jeno że się nie cofnęła przed robotą ni ludzi nie ulękła.…
Nie odrzekła, zapatrzona ponuro w mątwę nocy i kurzawy, jaka się srożyła dookoła, siedziała skulona na przednim siedzeniu dygocząc z utrudzenia i nie mogąc jeszcze myśli pozbierać, a stary przyglądał się jej długo i uważnie.…
Musiał przechodzić pod lipami, chcąc dostać się do gospody, gdzie złożono ciało i przeraził się na widok znanego, uroczego zakątka. Próg, na którym bawiły się zazwyczaj dzieci, pokryty był krwią. Miłość i wierność, owe najszczytniejsze uczucia człowieka, zmieniły się w przemoc i morderstwo.…
D. O. M. GUSTAVUS OBIIT M. D. CCC. XXIII CALENDIS NOVEMBRIS z drugiej strony: HIC NATUS EST CONRADUS M. D. CCC. XXIII CALENDIS NOVEMBRIS
Długi ten wąż w październiku, kiedy Nil zalewa cały Egipt, miałby błękitną barwę wody. W lutym, kiedy miejsce opadających wód zajmuje wiosenna roślinność, wąż byłby zielony, z błękitną pręgą wzdłuż ciała i mnóstwem błękitnych żyłek na głowie, z powodu kanałów, które przecinają Deltę. W marcu błękitna pręga zwęziłaby się, a ciało węża, skutkiem dojrzewania zbóż, przybrałoby kolor złoty.…
A w tem, coś grał — i co? zmówił ton — i co? powié, Choć inaczej się echa ustroją, Niż gdy błogosławiłeś sam ręką Swoją Wszelkiemu akordowi — A w tem, coś grał, taka była prostota Doskonałości Peryklejskiéj, Jakby starożytna która Cnota, W dom modrzewiowy wiejski Wchodząc, rzekła do siebie: „Odrodziłam się w Niebie, I stały mi się arfą — wrota, Wstęgą — ścieżka... Hostię — przez blade widzę zboże...…
Nie tyś to, o Zofija, nie ty na mą wiarę, Której ja przed siedmią lat pomnie w sercu miarę! Ono była nadobna, ono wdzięczna była; A wszytko jej przystało, cokolwiek czyniła. Jej żart każdy był trefny, a gdy co kazała, Zawżdy wielką powolność po każdym poznała.…
Witaj, Rozenkranc, witaj, Gildensternie! Pośpiechu, z jakim was tu wezwaliśmy, Nie sama tylko chęć widzenia panów Była przyczyną, ale i potrzeba Waszej pomocy. Wiecie już o dziwnym Przeistoczeniu się Hamleta, mówię Przeistoczeniu, bo nic w nim tak wewnątrz, Jak i na zewnątrz nie jest tym, czym było. Co by innego jak śmierć ojca mogło Do tego stopnia wywieść go za obręb Jego natury, nie pojmuję wcale.
Żyjesz li, matko moja? Jest jeszcze chata słomiana, gdzie w rannym, cichym pacierzu rośnie potęga Pana? Żyjesz li, matko moja? Pamiętasz — o niech zginę! — kiedyś za rękę wiodła w dom boży małą dziecinę? Ziół pełno rosło przy rowach, zboże szumiało na łanach, jak dziś w tym Pańskim śpiewie, jak dziś w tych świętych organach.…
Ni mniej, ni więcej, jeno Gryz bez żadnej widomej przyczyny znikł z jego oczu. Ani znaku, ani śladu po sobie z rozmysłu pewno nie zostawił. A na miejscu Gryza zjawił się kozioł czarny, jako zastępca nagły a nieprzewidziany. „Takie to on zajęcie dla siebie po nocy obmyślił! — zawołał w duchu Kiepas, do cna zgorszony. — Nie dość mu tego, że Gryzem jest na utrapienie własne i cudze!…
Przechodnie z podziwem oglądali Aladyna i jego białego cudownego rumaka. Nikt nie poznał w Aladynie dawnego syna krawca. Zmienił go bowiem nie do poznania nie tylko strój książęcy, lecz i częste rozmowy z duchem błękitnym. Kto przez czas długi jest w posiadaniu lampy cudownej, ten w końcu pięknieje i nabiera wyglądu iście książęcego.
Skąd Litwini wracali? Z nocnej wracali wycieczki; Wieźli łupy bogate, w zamkach i cerkwiach zdobyte. Tłumy brańców niemieckich z powiązanymi rękami, Ze stryczkami na szyjach, biegą przy koniach zwycięzców; Poglądają ku Prusom i zalewają się łzami, Poglądają na Kowno — i polecają się Bogu.…
Pijcie wino! pijcie wino! Nie wierzycie, że to cud, Gdy strumienie wina płyną, Choć nie sadzi winnic lud. Pij, drużyno! pij, drużyno! Chrystus wodę mienił w wino, Gdy weselny słyszał śpiew, Gdy wesele było w Kanie... głośniej A gdy przyszło zmartwychwstanie, Chrystus wino mienił w krew... Jutro błyśnie jutrznia wiary, Pijcie wino! idźcie spać! My weźmiemy win puchary, By je w śklanny sztylet zlać.…
My, ludzie skromni, ludzie prości, Żadni nadludzie ni olbrzymy, Boga o inną moc prosimy, O inną drogę do wielkości: Chmury nad nami rozpal w łunę, Uderz nam w serca złotym dzwonem, Otwórz nam Polskę, jak piorunem Otwierasz niebo zachmurzone.…
A opaszcie świat cały ścisłym korowodem, Aby wam się nie wymknął, schwytany niewodem... Zapląsajcie, zaśpiewajcie, Pieśnią siebie wspomagajcie, Toć wejdziemy w świat — próżnią, aby wyjść — ogrodem! Niechaj dusza wam będzie błękitami czynna, Stoi przed nią otworem ta jasność gościnna, Czegokolwiek zażądacie, To się zjawi w waszej chacie, Bo nastała godzina taka, a nie inna...…
— Wczoraj mówiłeś, że jeszcze nie tak prędko pojedziesz?... — Ach, wczoraj... — odparł. Cofnął się od walizki i pomyślał chwilę; potem dodał szczególnym tonem: — Jeszcze wczoraj... myliłem się... Wyrazy te zastanowiły mnie w przykry sposób. Spojrzałem na Stacha z uwagą i ogarnęło mnie zdziwienie.…
…Z naszego tonu mógł ktoś sądzić, że rozmawiamy o jakiejś trzeciej osobie, o grze w piłkę lub o zeszłorocznej pogodzie. Umysł mój zagłębiał się w rozmaite przypuszczenia, gdy nareszcie zwrot w rozmowie dał mi możność, nie obrażając go, rzucić ogólną uwagę, że jednak śledztwo to musi być ogromnie męczące dla niego. Wyciągnął swą rękę przez szerokość stołu i schwyciwszy moją, wlepił we mnie wzrok. Struchlałem.…
…A jednak, kiedy na głowie tyrana Postawię nogę, lub na miecz ją zatknę, Biedna ma ziemia zobaczy na tronie I zbrodni więcej, i więcej ucierpi Niż pod tyranem, pod jego następcą. A któż nim będzie? Ja, chciałem powiedzieć, W którego sercu tyle jest zarodków Wszelkiego złego, że byle dojrzały, Sam czarny Makbet jak śnieg będzie czysty, I za baranka lud go biedny weźmie, Gdy czyny jego z moimi porówna.
Teraz jednak, gdy oto wróciła znowu po wodę, widać, jak jest zmieniona. — Co pani jest? Czy pani chorowała? Jej okrągła biała twarz poczerniała i schudła, czoło ma pomarszczone, jakby od ciągłego wysiłku, oczy błyszczą jak w gorączce. — Nie, nic mi nie jest takiego — mówi pochmurnie. — Tylko że ludzie wcale tutaj nie mogą żyć. Nawet jej głos jest niepewny, drżący i przyciszony.…
A że ciocia chce coś z łaski zrobić, to powinniście być wdzięczni... Więc ja tak myślę, że... cicho Nie galopuj się. No... kilkadziesiąt koron... Nagle Hanka podstępuje do stołu i staje zuchwale pomiędzy nimi. Ja ta będę gadać. Hanuś, czekaj... ja. Daj ta matka chrzestna spokój. Jak chcą mi moją krzywdę płacić — niech płacą!!! Patrzcie, jak się rozzuchwaliła. A ino... płaćcie! płaćcie!...…
Wszystko to po upływie pewnego czasu wydawać się mogło snem napełnionym widzeniami prawie nadprzyrodzonymi: tak niezmiernie inne było to, co nastąpiło po nim... Kiedy Benedykt obudził się z tego snu swojej pierwszej młodości, spostrzegł przede wszystkim, że zabrakło mu obu braci.…
Powieść o Akteonie: wiosna szumi w borze. Podpatrzył w blask boginię skąpaną w jeziorze. Za karę go w jelenia przedzierzgnęła mściwie. Pokrwawiła się wieczność o leśne igliwie!... Psy go własne opadły, szarpiąc jak zwierzynę! Wpośród godzin istnienia miał taką godzinę!... Próżno bronił obcego, które boli, ciała! Śmierć go, psami poszczuwszy, z jeleniem zrównała...…
Świat nowy ogłaszam — Bogu nowemu oddaję niebiosa. Panie swobody i rozkoszy, Boże ludu, każda ofiara zemsty, trup każdego ciemięzcy twoim niech będzie ołtarzem — w oceanie krwi utoną stare łzy i cierpienia rodu ludzkiego — życiem jego odtąd szczęście — prawem jego równość — a kto inne tworzy, temu stryczek i przeklęstwo.…
Ziemię twardą ci przemienię w mleczów miękkich płynny lot, wyprowadzę z rzeczy cienie, które prężą się jak kot, futrem iskrząc zwiną wszystko w barwy burz, w serduszka listków, w deszczów siwy splot. I powietrza drżące strugi jak z anielskiej strzechy dym zmienię ci w aleje długie, w brzóz przejrzystych śpiewny płyn, aż zagrają jak wiolonczel żal — różowe światła pnącze, pszczelich skrzydeł hymn.
Słucha Skrobek, brzęczy coś w powietrzu jak gęśliki srebrne, a z brzęku tego idą słowa tak ciche, jakby je samo serce szeptało w piersi, jakby sama dusza... Zadziwił się chłop, słucha, a tu ów głos cichy zrazu, coraz głośniejszy się staje, coraz szerszy, coraz przenikliwszy, aż rozbrzmiała jak organ pieśń na pola, na lasy, aż objęła rzeki, łąki i strumienie, aż zaszumiała liściem grusz polnych i dębów borowych, i……
Tak opowiadał Odys. Słodkie zachwycenie Oniemiło siedzące w izbie zgromadzenie; Li Alkinoj głos zabrał i rzekł tymi słowy: „Jeśliś raz nogą wstąpił w zamek mój spiżowy, Tuszę, że już nieszczęście nie dojmie ci chłostą, Bez burz groźnych i przygód do dom wrócisz prosto.…
Zmienił się zupełnie. Odtąd był tak dobrym przyjacielem, tak dobrym chlebodawcą, tak dobrym człowiekiem, jakimi bywali dobrzy ludzie za dobrych, starych czasów, w dobrym, starym kraju, w dobrym, starym mieście, na dobrym, starym świecie. Niektórzy szydzili z tej zmiany, lecz on nie zwracał wcale na to uwagi.…
Wtem brząknął w tabakierę złotą Podkomorzy, I rzekł: «Mój Sędzio, dawniej było jeszcze gorzéj! Teraz, nie wiem, czy moda i nas starych zmienia, Czy młodzież lepsza, ale widzę mniej zgorszenia. Ach, ja pamiętam czasy, kiedy do ojczyzny, Pierwszy raz zawitała moda francuszczyzny!…
Że to już ciemność uczyniła się zupełna, postanowiłem zostać na nocleg, chociaż ognisk nie było z czego rozpalić. Noc Bóg dał ciepłą, więc moi ludzie radzi pokładli się na derach, ja zaś poszedłem sobie jeszcze pod krzyż, u nóżek Chrystusowych zwyczajne pacierze odmówić i miłosierdziu jego się polecić.…
Książę błąkał się po świątyni z miejsca na miejsce, wodząc po twardych liniach bizantyjskich przymrużonymi oczyma. Jakże się to dokonało, że wszystko naokół jest takie samo jak za poranku jego młodości, a on sam... Gdzież się podział młodzieniec, który to widział pierwszy raz? Nie ma go już. Ten, co ogląda to samo, to inny zgoła człowiek.…
…Była cała przepaść między samym panem Kmicicem a jego uczynkami. Ale właśnie dlatego, jakiż ból sprawiała pannie Aleksandrze myśl, że ten człowiek, którego pokochała całym pierwszym impetem młodego serca, mógł być inny; że miał w sobie takie przymioty, które mogły go uczynić wzorem rycerza, kawalera, sąsiada; że mógł zyskać zamiast wzgardy — podziw i miłość ludzką, zamiast przekleństw — błogosławieństwa.…
Prywacje, na które Cezary Baryka został narażony — wyrzeczenie się półdobrowolne i szczerze ofiarne wszystkiego: rozkosznych zabaw, sportów, mieszkania, jedzenia, ubrania, pieniędzy — podziałało jednak na niego w pewnej mierze otrzeźwiająco. Jakoś spoważniał, zesmutniał. Począł spostrzegać rzeczy i zjawiska, które dawniej nie wpadały mu w oczy. Przede wszystkim z nagła i z dziwaczną oczywistością ujrzał — matkę.…
On zaś był cierpliwy, jakby sobie cierpliwość poprzysiągł. Gdy chwilami zaświeciły mu oczy zniecierpliwieniem, samowolą i gniewem, wnet hamował te błyski, a potem patrzył na nią z niepokojem, jakby chcąc ją przeprosić, ją zaś ujmowało to jeszcze bardziej. Nigdy nie miała poczucia, że jest tak bardzo kochana, i gdy myślała o tym, czuła się zarazem winną i szczęśliwą. Winicjusz też zmieniał się istotnie.…
…Już możesz patrzeć — powiedziała Julia. Spojrzał na nią, ale przez moment prawie jej nie poznał. Spodziewał się, że zobaczy ją rozebraną, jednak nie była naga. Przemiana, która w niej zaszła, była o wiele bardziej uderzająca: umalowała się. Widocznie wślizgnęła się do jakiegoś sklepiku w prolskiej dzielnicy i kupiła sobie kosmetyki do makijażu.…
Święty Franciszku! Cóż to za przemiana! Toż Rozalina, owa ukochana, Niczym już dla cię? Miłość więc młodzieży W oczach jedynie, a nie w sercu leży? Jezus! Maryja! Ileż to solanki Ściekło z twych oczu dla owej kochanki! I nadaremnie, bowiem twe zapały Wciąż zalewane, wciąż się powiększały.…
«A ponieważ dostałeś, coś tak drogo cenił, Winszuję, panie Pietrze, żeś się już ożenił». «Bóg zapłać». «Cóż to znaczy? Ozięble dziękujesz, Alboż to szczęścia swego jeszcze nie pojmujesz? Czyliż się już sprzykrzyły małżeńskie ogniwa?» «Nie ze wszystkim, luboć to zazwyczaj tak bywa, Pierwsze czasy cukrowe». «Toś pewnie w goryczy?» «Jeszczeć!» «Bracie, trzymaj więc, coś dostał w zdobyczy!…
Wierz tu mężczyźnie! — Jak bóbr płakał rzewnie, Błagał, przysięgał, od miłości ginął, A koniec końców, chorągiewkę zwinął.
Uczucia te szczególnie spotężniały w sercu młodego gimnazisty, gdy po czteroletniej nieobecności, już jako kandydat do klasy piątej, zjawił się w Pajęczynie. Przez cały czas pobytu w szkole ani razu nie odwiedził rodziców, gdyż wakacje spędzał już z opiekunem, już na kondycji letniej, co mu przynosiło piętnaście rubli srebrem zarobku.…
Żem się zmienił, być to może; Trudnoż kochać nieustannie! Lecz gdy karcić mnie wypada, Cóż przystoi zmiennej Annie? — Nie szukałaś zbyt daleko, Nie czekałaś czas zbyt długi — Podstolemu spadło wieko, Już ci Cześnik na usługi, I niech dzisiaj Cześnik ziewnie, Jutro krajczy będzie pewnie. Ja wyrzutów ci nie robię, Owszem, owszem, szczęść ci Boże, Lecz co czynić wolno tobie, Niechże każdy czynić może.…
«A ponieważ dostałeś, coś tak drogo cenił, Winszuję, panie Pietrze, żeś się już ożenił». «Bóg zapłać». «Cóż to znaczy? Ozięble dziękujesz, Alboż to szczęścia swego jeszcze nie pojmujesz? Czyliż się już sprzykrzyły małżeńskie ogniwa?» «Nie ze wszystkim, luboć to zazwyczaj tak bywa, Pierwsze czasy cukrowe». «Toś pewnie w goryczy?» «Jeszczeć!» «Bracie, trzymaj więc, coś dostał w zdobyczy!…
Ja o sławę Nie dbam, a wyższa teraz nad sąd ludu, Będę, czym dawno byłabym, zrodzona Pod inną gwiazdą. Życie pełne trudu Na dwie połowy przecięła korona. Przeszłość odpadła jak od płytkiej stali, Którą po stronie jednej ośliniła Żmija — połowa jabłka leci zgniła I czarna jadem.
Pokazujemy 48 z 158 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.