motyw literacki
Uczta
59fragmentów
24lektury
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Potop 14 fragmentów
- Quo vadis 7 fragmentów
- Stara baśń 5 fragmentów
- Beniowski 3 fragmenty
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 3 fragmenty
- Dawid Copperfield 2 fragmenty
- Fraszki 2 fragmenty
- Iliada 2 fragmenty
- Odyseja 2 fragmenty
- Pan Wołodyjowski 2 fragmenty
- Ziemia obiecana 2 fragmenty
- Śluby panieńskie czyli Magnetyzm serca 2 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Tak mówił, a jeden ze zgrai zawołał: czarowniku! Urzekłeś nas, oto dzban był pełny i wysechł. A inni, zajrzawszy w dzbany, potwierdzili to zgodnie, mówiąc: odczaruj nas albo cię ukarzemy śmiercią. I stał się wielki wrzask, i groźne podniosły się przeklinania; a jeden, wziąwszy nóż, wraził go w piersi Szamana, mówiąc: oczarowałeś nas.
…Szlachta krzyknęła wnet, że to Syrena! Na co Borejsza zgodził się, u stołu To było — wtenczas wszystko prawdą zda się; Mówił, jak chciano go chmarą popiołu Zdusić na wieży, a on się na pasie Spuszczał, tnąc w górze ten pas, a u dołu Sztukując; potem napomknął w nawiasie I od niechcenia, że tej sztuki sztucznej Przyczyną — był mąż jeden trzy-buńczuczny I rogal; bowiem o jedną godzinę Spóźnił się ze swą popiołową……
Gdy odszedł, zadzwoniłem na gospodynię i oznajmiłem jej, że będę miał gości na obiedzie. Pani Crupp oświadczyła gotowość zajęcia się wszystkim, lecz dodała też, że będzie potrzebowała pomocy i właśnie zna „sprytnego" chłopaka, który podejmie się pomagać za pięć szylingów. Zgodziłem się na to.…
Spolowałem piosenkę! Nie będą się gniewać Myśliwi, że do domu wracam bez zwierzyny. Jak tylko wrócę, zaraz muszę im zaśpiewać. — Lecz gdzież zaszedłem? nigdzie śladu ni drożyny. Hola! jak w kniei głucho — ni trąby, ni strzału. Zbłądziłem — otóż skutek wieszczego zapału! Goniąc muzę, wyszedłem z obławy. — Mróz ciśnie.…
Już mi go nie chwal, co to przy biesiedzie Z zwycięstwy na plac i z walkami jedzie; Takiego wolę, co zaśpiewać może I co z pannami tańcować pomoże.
Odgłos trąb i wystrzałów za sceną. Co to znaczy, panie? To znaczy, że król czuwa z czarą w ręku, Zgraję opilców dworskich przepijając; Każdy zaś taki sygnał trąb i kotłów Jest triumfalnym hasłem nowej miary Przezeń spełnionej. Czy to taki zwyczaj? Zwyczaj zaiste; moim jednak zdaniem, Lubom tu zrodzon i z tym oswojony, Chlubniej byłoby taki zwyczaj łamać Niż zachowywać.
Już w szkarłatne Jutrzenka przybrana odzienie Siała złote po całym okręgu promienie, Gdy ojciec nieśmiertelnych, co piorunem włada, Na wierzchołku Olimpu radę bogów składa. Wszyscy milczą, on myśli obwieszcza w tej mowie: — «Słuchajcie mnie boginie, słuchajcie bogowie, I poznajcie niezmienne wyroki mej woli! Niech przeciw nim wystąpić sobie nie pozwoli Nikt z bogów ani bogiń!…
…Ilu w kopalniach jęczy? a ilu wyrżnięto? A ilu przedzierżgniono w zdrajców i skalano? A wszystkich nas łańcuchem z trupem powiązano, Bo ta ziemia jest trupem. Brat się wściekł carowi, Więc go rzucił na Polskę, niech pianą zaraża! Zębem wściekłym rozrywa. Mściciele! spiskowi!…
Z początku uczty wszystko odbywało się bardzo poważnie; coraz któryś z biesiadników zabierał głos i gadał tak, jakby chciał odgadać wypite wino i zjedzone potrawy. Lecz im więcej wynoszono pustych butelek, tym dalej uciekała z tego zgromadzenia powaga, a w końcu — zrobił się przecie taki hałas, że wobec niego prawie oniemiała muzyka.
…Wtem ich ciotki głos doleci: — Panny! Panny!... Dzieci! Dzieci! Pójdźcie podjeść, czym bór darzy, Hania dzisiaj gospodarzy! Biegną; każdy się sadowi, Idzie Hania z ciemną rzęsą. Królewicze Jagodowi Jedzą, aż się uszy trzęsą... Imci pani Borówczyna Niesie półmich wprost z komina, Przy niej służba nieustanna: To ta panna, to ta panna... Śmiech i wrzawa! Lecą głosy: «A sio, osy! A sio, bąki!»
Czy widzisz owe tłumy, stojące u bram miasta wśród wzgórzów i sadzonych topoli — namioty rozbite — zastawione deski, długie, okryte mięsiwem i napojami, podparte pniami, drągami. — Kubek lata z rąk do rąk — a gdzie ust się dotknie, tam głos się wydobędzie, groźba, przysięga lub przeklęstwo. — On lata, zawraca, krąży, tańcuje, zawsze pełny, brzęcząc, błyszcząc, wśród tysiąców.…
Muzo! Męża wyśpiewaj, co święty gród Troi Zburzywszy, długo błądził i w tułaczce swojej Siła różnych miast widział, poznał tylu ludów Zwyczaje, a co przygód doświadczył i trudów! A co strapień na morzach, gdy przyszło za siebie Lub za swe towarzysze stawić się w potrzebie, By im powrót zapewnić! Nad siły on robił, Lecz druhów nie ocalił: każdy z nich się dobił Sam, głupstwem własnym.…
Bob zawinął teraz rękawy surduta jak gdyby one zasługiwały na baczną ochronę — i wziął się do przygotowania z jałowcówki i cytryn czegoś w rodzaju grogu. Mieszaninę tę rozgrzewał przy ogniu kominka, aby ją doprowadzić do właściwej temperatury.…
Moi rówiennicy, których już niewiele, pamiętają jeszcze w Nieświeżu sławnego organistę Rysia; ba, po dziś dzień w kościele Świętego Krzyża co niedziela i święto dają się słyszeć organy jego roboty. Nazywano go ordynatem nieświeskim, bo on był piątym czy szóstym, syn po ojcu, organistą farnego kościoła, a ta jego funkcyja niezgorszym kawałkiem chleba była uposażona.…
Weszli w sień. Rzekł Gerwazy: «W tej ogromnej sieni Brukowanej nie znajdziesz pan tyle kamieni, Ile tu pękło beczek wina w dobrych czasach; Szlachta ciągnęła kufy z piwnicy na pasach, Sproszona na sejm albo sejmik powiatowy, Albo na imieniny pańskie, lub na łowy.…
…Wszakże ustępowano panu Zagłobie miejsca ze względu na jego wiek, ale natomiast niezmierna jego sława nieraz właśnie narażała go na stratę czasu. Bywało, zajedzie do jakiej karczmy, a tam ani już palca wścibić, to personat, który ją wraz z dworem zajmował, wyjdzie przez ciekawość zobaczyć, kto przyjechał, a widząc starca z białymi jak mleko wąsami i brodą, rzecze na widok takiej powagi: — Proszę waszmości……
…A wierszem pisać, jak to bardzo mądry człowiek mówi, że za najpiękniejszą rzecz ze wszystkich uważa to, kiedy: ...stoły się uginają — Tyle tam chleba i mięsa, a wino już czerpie się z wazy. Zręcznie je nosi podczaszy i już je w kielichy nalewa. Czy myślisz, że to się nadaje do słuchania dla młodego człowieka, jeżeli chodzi o panowanie nad sobą?
Jakoż zjazd był niemały, bo wielu okolicznej szlachty wraz z żonami i córkami przypędził. Lecz wojskowych było najwięcej, a zwłaszcza oficerów cudzoziemskiego autoramentu, którzy prawie wszyscy przy księciu wytrwali.…
Siedliśmy do stołu w szerokim, otwartym przejściu, łączącym kuchnię z domem. Stół zastawiony był tak obficie, że siedem razy tyle osób mogło się najeść do syta, a wszystkie potrawy gorące. Nie było ani jednego z tych zimnych, łykowatych mięs, co to leżały na półce w wilgotnej spiżarni całą noc, żeby nazajutrz rano przypomnieć smakiem potrawkę ze starego ludożercy.…
Uczta stawała się weselszą. Tłumy niewolników roznosiły coraz nowe dania; z wielkich waz, napełnionych śniegiem i okręconych bluszczem, wydobywano co chwila mniejsze kratery z licznymi gatunkami win. Wszyscy pili obficie. Z pułapu na stół i na biesiadników spadały raz wraz róże.
…Pamiętasz przecie, jak to dobrze było Rano, nazajutrz, po twojej wieczerzy? Mojej wieczerzy? To jest, mówiąc szczerze, Ja sam dawałem tę sławną wieczerzę, Ale stryjaszek potem długi płacił.
Kneź znać lubił myśl wesołą i miód stary, bo biesiada, szmerem głośnym poczęta, wkrótce zahuczała śpiewami i wykrzykami. Wesołość też przechodziła chwilami jakby w kłótliwą walkę i spory, głosy się podnosiły warczące, głuszyły je drugie, potem nastawała cisza, a po niej wybuchy coraz swarliwsze. Chociaż żadnego wyrazu pochwycić stąd nie było można, sam ton zwiastował, iż z wesołości zrodziła się zajadłość dzika...…
Kolację podali w wielkiej okrągłej jadalni, zamienionej na ogród podzwrotnikowy, pełen palm i kwiatów; w środku ustawiono okrągły stół, tak zapełniony srebrami i kryształami, że robił wrażenie wystawy jubilerskiej, wśród której niby drogie kamienie barwiły się kwiaty róż i storczyków ubierających obrus i zastawę.…
Więc już i mniejszego stanu bracia naszy tak się tego chwycili, że nie znajdziesz już dziś leda na biesiedzie, jedno każda potrawa musi przyść jako kasztelanka, albo samotrzecia albo samoczwarta. Już to wżdy jako tako kiedy pieczyste albo co w rosole, co by miało być na jednej misie, iż to różno rozłożą, iż będzie gęś na inszej misie, kur na inszej, także też mięso albo cietrzew na inszej; ale owy niewolnice co po……
Słowem — było to istne głupstwa wzgórze, Zwierciadło czyste cnego antenata; Na którym meszty świeciły papuże, Rzymska, purpurą bramowana szata, Przy ucztach często na łysinie — róże, A w ręku czara ze śmiercią Sokrata, Tak dobrze, wiernie wykowana rylcem — Że kto pił, zdał się mędrcem — nie opilcem.
Dla rozerwania smutnych tych myśli podałem mu cytryny, mówiąc, że liczę na jego znajomość rzeczy w przygotowaniu ponczu. Rozproszyło to w mgnieniu oka jego smutek, ba, rozpacz. Nie widziałem nikogo, kto tak byłby zajęty łupinami cytryn, cukrem, zapachem palącego się araku, wrzącą wodą.…
Z wieczora na cześć księdza zaproszono, Ale mu na noc małpę przywiedziono. Trwała tam chwilę ta miła biesiada, Aż ksiądz zamieszkał i mszej, i obiada!
Tak czuwali Trojanie, gdy na Greków padła Zimnego strachu siostra, Ucieczka wybladła: Ranne bólem, najstarsze umysły się chwieją. Jak gdy nagle z Zefirem Boreasz zawieją Burząc ocean od ryb mnogich zamieszkany, Na bałwanach się czarne podnoszą bałwany Zielsko i pianę miecąc morskiego łożyska: Tak strach w Achajów piersiach drżącym sercem ciska.…
Odys rozstał się w mgnieniu z żebraczym łachmanem. Wskoczył na próg wysoki z łukiem i kołczanem, W którym wiele strzał było, nastrzępionych pióry; Wysypawszy je u nóg, zagabł gachów z góry: „A więc się już rozstrzygnie, mamy bój stanowczy! Teraz cel mam, jakiego nie miał żaden łowczy! Zobaczę, czy weń trafię, Febowi na chwałę".…
…Gerwazy z groźną cofał się postawą, Wstrzymując napastników oczyma i ławą, Aż razem z Hrabią wpadli w głąb ciemnej framugi. «Łapaj!» krzykniono znowu. Tryumf był nie długi: Bo nad głowami tłumu Klucznik niespodzianie Ukazał się na chórze, przy starym organie, I z trzaskiem jął wyrywać ołowiane rury.…
Wołodyjowski rozochocił się bardzo i oficerów tudzież towarzystwo zaprosił na wieczerzę do siebie, a dla żołnierzy rozkazał wytoczyć jedną i drugą beczułkę palanki. Padło też kilka wołów, które wnet piec przy ogniskach poczęto. Starczyło dla wszystkich obficie; długo w noc stanica brzmiała okrzykami i wystrzałami z muszkietów, aż strach zdjął kupy opryszków ukryte w jarach uszyckich.
Lecz nie stało się nic, jeno ochota do uczty się popsuła. Próżno służba dworska napełniała co chwila kielichy. Wino nie mogło rozpędzić posępnych myśli w głowach ucztujących ani coraz większego niepokoju. Radziwiłł z trudnością również pokrywał złość, bo czuł, że dzięki toastom pana Szczanieckiego zmalał w oczach zebranej szlachty i że umyślnie lub niechcący szlachcic ów wszczepił przekonanie w zebraną szlachtę, iż……
Pretorianie okrążali gaje rosnące po brzegach stawu Agryppy, aby zbyt wielkie tłumy widzów nie przeszkadzały cezarowi i jego gościom, gdyż i tak mówiono, że co tylko było w Rzymie odznaczającego się bogactwem, umysłem lub pięknością, stawiło się na ową ucztę, która nie miała równej sobie w dziejach miasta.…
Obym ja się mógł dziwić choć na pół godziny! Cóż więc znaczą te wszystkich powarzone miny, Zacząwszy od Dobrójskiej? — na ciebie ladaco, Że się krzywi, to dobrze; ale na mnie za co? Siedzieliśmy u stołu jakby w trzynaścioro, I wszystkim czas dość krótki szedł diable niesporo.…
— Ot! Dobra wieczerza! — zawołał do niego. — Widziałeś, Niemcze, jak się zabawili wesoło... Gorąco im coś było, poszli się kąpać do jeziora! Psubraty... Wszystko się to samo za gardła wzięło i wyrznęło... Sami, sami... Moich tam ludzi nie było... Od czego miód i rozum, od czego? Ej! Wy, Sasy i Franki przeklęte... Mądrzy wy jesteście, ha? A kto by z was tak się tego owadu pozbyć potrafił?…
Tancerki ukazały się z małymi tamburynami w rękach, wzniesionymi do góry, prawie nagie, bo prócz zwojów gazy nic nieosłaniających, więcej nie miały na sobie. Stanęły na środku i zgodnie uderzyły w tamburyny, wtedy muzyka przeszła w najdelikatniejsze pianissima, ledwie dosłyszalne, a melodię tańca poprowadził flet namiętnym głosem, podobnym do miłosnego śpiewu ptaków.…
Aby też żadnej inszej pomsty z obietnic Pańskich ci ożralcy nie mieli, jedno tę, co tuż za nimi chodzi. Bo patrz, wnet z onej biesiady ano go już katarrus męczy, kolera pali, flegma dusi, oczy zasiniały, nogi zapuchły, brzuch jako pudło, scyjatyka, pedogra pewna. Ano mu syropy w gardło leją, skwarny od trzeciego dnia w żołądku macają, ano mu w brzuchu pełno, a w mieszku nic nie masz.…
A więc do zamku wracam, gdzie Starosta Kłaniał się, poił, dął, puszył, brał na ton: A chociaż szlachta go słuchała prosta, O rzeczach duszy rozmawiał jak Platon — Na mózg wesołych ludzi wielka chłosta! — Więc się rozeszli, woląc sen — niż świat on, Co się naówczas zdał zaatlantyckim.
Tu Wojski skończył opis i laską znak daje. I wnet zaczęli wchodzić parami lokaje Roznoszący potrawy: barszcz królewskim zwany, I rosół staropolski sztucznie gotowany, Do którego pan Wojski z dziwnymi sekrety Wrzucił kilka perełek i sztukę monety (Taki rosół krew czyści i pokrzepia zdrowie); Dalej inne potrawy, a któż je wypowie!…
— Kiedy tak, to prowadźcie do obozu — rzekł Sapieha. — Powiadał mi przez drogę Wołodyjowski, żeście przedni gospodarz i że jest u was się czym pożywić, a myśmy strudzeni i głodni. To rzekłszy, ruszył koniem, a za nim ruszyli inni i wjechali wszyscy do obozu wśród niezmiernej radości.…
Ucztę więc kazał zastawić na olbrzymiej tratwie zbudowanej z pozłoconych belek. Brzegi jej przybrane były w przepyszne konchy, poławiane w Morzu Czerwonym i w Oceanie Indyjskim, grające kolorami pereł i tęczy. Boki były pokryte kępami palm, gaikami lotosów i róż rozkwitłych, wśród których ukryto fontanny tryskające wonnościami, posągi bogów i złote lub srebrne klatki napełnione różnokolorowym ptactwem.…
— Za co mnie wyklinacie? — zawołał. — Psie syny, nieposłuszne! Co ja wam winien? Jam ich ręką nie tknął, jam żadnego zabijać nie kazał, choć mogłem i warci byli, aby im głowy pospadały... Po co się sami powaśnili i zajedli? Zakrwawili mi izbę, zwalali podwórze, zamącili spokój... Jak psy się sami gryźli i pozagryzali... Podniósł pięści. — Dobrze im tak! Stara słowiańska wola po głowach wam chodzi!…
Do uczty, która po wypoczynku nastąpiła, król zasiadł na wywyższeniu, a pan marszałek sam mu usługiwał, nie pozwalając nikomu się zastąpić.
Wina, mrożone w śniegach z gór, wkrótce rozgrzały serca i głowy biesiadników. Z gęstwiny pobrzeżnej wysuwały się coraz nowe łódki o kształtach koników polnych i łątek. Błękitna szyba stawu wyglądała, jakby ją kto przyrzucił płatkami kwiatów lub jakby ją poobsiadały motyle. Nad łodziami unosiły się tu i ówdzie poprzywiązywane na srebrnych i niebieskich niciach lub sznurkach gołębie i inne ptaki z Indii i Afryki.…
Niewiasty siedziały kołem, zawodziły i płakały, lecz pieśni już płynęły spokojniejsze — duch uleciał... Noc zapadła, gdy się pagórek żółty wzniósł nad popiołami Wisza... Na żalniku zapalono stosy łuczywa i rozpoczęto ucztę żałobną. Ludzi zgromadziło się wiele z okolicy, ugaszczano wszystkich, do wszystkich przepijano...…
Marszałka taka opanowała radość, takie uniesienie, że aż dzikość błysnęła mu w oczach, i wychyliwszy swój kielich, krzyknął tak, że nawet wśród powszechnego rozgardiaszu było go słychać: — Ego ultimus!... To rzekłszy, palnął się owym bez ceny kielichem w głowę, aż kryształ rozprysnął się w setne okruchy, które z dźwiękiem upadły na podłogę, a skronie magnata krwią się oblały.…
Zwyciężeni legli wreszcie niemal wszyscy. Zaledwie kilku rannych klękło na środku areny i chwiejąc się wyciągnęło ku widzom ręce z prośbą o zmiłowanie. Zwycięzcom rozdano nagrody, wieńce, gałązki oliwne i nastąpiła chwila odpoczynku, która z rozkazu wszechwładnego cezara zmieniła się w ucztę. W wazach zapalono wonności. Skrapiacze zraszali lud deszczykiem szafrannym i fiołkowym.…
Starym miodem rozgrzani, goście jęli się rozgadywać coraz śmielej; młodzi też, gdy im się rozwiązały usta, narzekali i boleli na swą dolę. Chwostek, na którego żona wciąż patrzała, jakby go oczyma trzymała na uwięzi — nie odpowiadał nic... Ramionami dźwigał, prosił jeść a używać. Ciągnęła się tak dalej biesiada.…
Pokazujemy 48 z 59 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.