motyw literacki
Alkohol
119fragmentów
33lektury
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Ogniem i mieczem 16 fragmentów
- Chłopi, Część pierwsza - Jesień 13 fragmentów
- Potop 12 fragmentów
- Lalka 10 fragmentów
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 9 fragmentów
- Pan Wołodyjowski 8 fragmentów
- Fraszki 5 fragmentów
- Trzej muszkieterowie 5 fragmentów
- Krzyżacy 4 fragmenty
- Lord Jim 4 fragmenty
- Rok 1984 3 fragmenty
- Chłopi, Część trzecia - Wiosna 2 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Szewcu w nos wyciął trzy szczutki, Do łba przymknął trzy rureczki, Cmoknął: cmok! i gdańskiej wódki Wytoczył ze łba pół beczki. Wtem, gdy wódkę pił z kielicha, Kielich zaświstał, zazgrzytał; Patrzy na dno: — „Co u licha? Po coś tu, kumie, zawitał?" Diablik to był w wódce na dnie: Istny Niemiec, sztuczka kusa; Skłonił się gościom układnie, Zdjął kapelusz i dał susa.…
Ach! coś się wylewa Gorzkiego z rany... to zapewne woda Z ziarnek pszenicy ogniem wymęczona, Którą ci ludzie piją... Łza stracona... Ach każdej łezki brylantowej szkoda, Kiedy nie dla mnie płynie ze źrennicy.
— Miarkuję, ino że nic rozeznać nie mogę! Napijwa się jeszcze! — Bóg zapłać, pijcie przódzi, Macieju! Napili się raz i drugi, zjedli drugi funt kiełbasy z półbochenkiem chleba, stary kupił rządek bułek dla Józi i zabierali się do powrotu.
Musiało też być już bardzo późno, kiej posłyszawszy targanie drzwiami zwlekła się otwierać i aż się cofnęła, tak od Jagny buchnęło gorzałką. Niezgorzej musiała być napita, gdyż długo macała za klamką i słychać było z izby potykanie się o sprzęty i to, że jak stała, buchnęła się na łóżko.
Przygarnął ją do siebie mocno i zaczął całować po twarzy. — Gorzałka jedzie od ciebie kiej z kufy! — szepnęła odchylając się z obrzydzeniem. — Bom pił, śmierdzi ci już moja gęba. — Hale, o gorzałcem myślała jeno! — powiedziała miękciej i ciszej.
— Okropny czas!... Przyjdź do mnie dziś wieczorem, a wypijemy po szklance żałobnego płynu, który wymyślił mój piwniczy. — Wiem, pewnie masz czarne piwo sydońskie?... — Niech bogowie bronią, ażebyśmy w tym czasie używali trunków rozweselających! Płyn, który wynalazł mój piwniczy, nie jest piwem... Porównałbym go raczej do wina nasyconego piżmem i wonnymi ziołami.…
Gniewam się na te pieszczone ziemiany, Co piwu radzi szukają przygany. Nie pij, aż ci się pierwej będzie chciało, Tedyć się każde dobrym będzie zdało.
Boleborza należała do kompleksu majątków tutejszej rodziny obszarniczej Tczewskich. Był to niewielki, zapuszczony folwark, leżący na peryferiach tych włości, o ziemiach lekkich na przemian i bagnistych. Po stracie dwóch z kolei majątków, własnego i żony, Walerian Ziembiewicz dostał w Boleborzy miejsce rządcy na kilka lat przed wojną. Gospodarował tu uczciwie, ale równie nieumiejętnie i źle jak na ziemi własnej.…
Szydzisz li ze mnie, żeś taką pomstę wywarł na mej duszy? Żeś mnie wypędził w świat, abym się błąkał, jak ten pies obity, i zdradzał swoich przyjaciół? Nie! ślepiec jestem, po omacku schodzę z Twojej Golgoty, czepiając się ręką zbrojnych pachołków, co Ci twarz opluli, ale to czuję, że nie żar urągań aż do obłędu mnie piecze, tylko bezbrzeżny Twój ból... Czemuś mnie stworzył, o Panie, takim nędznikiem ?!…
Tak przy okrętach Grecy zażarci na boje, Koło ciebie, Achillu, przywdziewają zbroje, Trojanie na pagórku w groźnej błyszczą miedzi, Gdy Zeus, co na Olimpie wyniesionym siedzi, Kazał Temidzie zwołać zgromadzenie bogów. Biega skrzętna i wzywa do niebieskich progów... W gładkim przedsionku rada zasiadła gromadnie, Który Hefajst dla ojca wybudował składnie.…
Działo się na pierwszy dzień Zielonych Świątek. W maju ów dzień wypadł. Marcin Dziura nie po bożemu go spędził, bo w karczmie. Milczał i pił, pił i milczał. Trudno nawet powiedzieć, czego mu więcej było potrzeba — picia czy milczenia. Jedno i drugie zarówno było niezbędne.…
…Ale miał wadę — bo któż jest bez wady? Konrad światowej nie lubił pustoty, Konrad pijanej nie dzielił biesiady. Wszakże, zamknięty w samotnym pokoju, Gdy go dręczyły nudy lub zgryzoty, Szukał pociechy w gorącym napoju; I wtenczas zdał się wdziewać postać nową, Wtenczas twarz jego, bladą i surową, Jakiś rumieniec chorowity krasił: I wielkie, niegdyś błękitne źrenice, Które czas nieco skaził i przygasił, Ciskały……
Lecz pani, nie rozumiejąc ślubu bez jakowegoś wesela, przyniosła wina — więc pili następnie wino.
i nastaje niedziela, kres poszukiwań. wieczorem było wino, białe i czerwone. twoje łzy w moich ustach rozkleiły kłótnię.
Ja — wódkę za wódką w bufecie... Oczami po sali drewnianej — I serce mi wali. Pijany. (Czy pamiętasz?) orkiestra powoli opada przycicha powiada, że zaraz (Czy pamiętasz, jak z tobą...?) już znalazł mój wzrok twoje oczy, już idę — po drodze zamroczy — już zaraz za chwilę... (Czy pamiętasz, jak z tobą tańczyłem?...) podchodzę na palcach i naraz nad głową grzmotnęło do walca i porywam — na życie i śmierć — do tańca.
— Wariat! wariat!... Awanturnik!... Józiu, przynieś no jeszcze piwa. A która to butelka? — Szósta, panie radco. Służę piorunem!... — odpowiadał Józio. — Już szósta?... Jak ten czas leci!... Wariat! wariat! — mruczał radca Węgrowicz.
— Gdzieżeś się upił? — pytał Niemiec dzikim głosem, ale nie ruszając się z miejsca; światło od kompasu padało na niego, uwydatniając tę niezgrabną figurę jakby wyciętą z kawała tłuszczu. Jim odchodził, uśmiechając się do niknącego widnokręgu; jego serce przepełnione było szlachetnymi popędami, a myśli podziwiały własną wyższość. — Upił?…
— Piję — odpowiedział pijak z posępną miną. — Dlaczego pijesz? — spytał Mały Książę. — Żeby zapomnieć — odpowiedział pijak. — Żeby zapomnieć o czym? — dopytywał się Mały Książę, któremu już było go żal. — Żeby zapomnieć, że się wstydzę — wyznał pijak, spuszczając głowę. — Wstydzisz się czego? — drążył Mały Książę, który chciał mu pomóc. — Wstydzę się, że piję! — dopowiedział pijak i ostatecznie zapadł w milczenie.
Może się pani Tadrachowa wódki napije. Rączki całuję wielmożnej pani — ja przysięgłam od wódki. Śmieje się. śmiejąc się Ale od likierku? No... chyba... do Dulskiej Daj, Anielko, coś słodkiego.
Kawa czarna i towarzyszące jej napoje już przez lokajów rozniesione zostały, ale tacę z likierami Kirło pochwycił z rąk służącego i na bocznym stole w salonie ją postawił. Kościste policzki jego rumieniły się trochę, oczy błyszczały, najjowialniejszy w świecie uśmiech otwierał wąskie usta.…
Dzięki ci, żeś zaufał domowi mojemu — starym zwyczajem piję zdrowie twoje. — bierze puchar, pije i podaje Pankracemu Gościu, w ręce twoje! —
— Wody! Podano mu gorzałki, którą pił i pił, co mu widocznie dobrze zrobiło, bo odjąwszy wreszcie flaszę od ust, czystszym już głosem spytał: — W czyich jestem ręku?
Weszli w sień. Rzekł Gerwazy: «W tej ogromnej sieni Brukowanej nie znajdziesz pan tyle kamieni, Ile tu pękło beczek wina w dobrych czasach; Szlachta ciągnęła kufy z piwnicy na pasach, Sproszona na sejm albo sejmik powiatowy, Albo na imieniny pańskie, lub na łowy.…
— Widziałem jej śmierć — rzekł Charłamp — nie daj Boże nikomu mniej pobożnej. Tu nastało milczenie, aż gdy im nieco żalu łzami spłynęło, ozwał się Kmicic: — Powiadaj waszmość, jako to było, miodem w najżałośniejszych miejscach przepijając. — Dziękuję — odrzekł Charłamp.…
Szewcu w nos wyciął trzy szczutki, Do łba przymknął trzy rureczki, Cmoknął: cmok! i gdańskiej wódki Wytoczył ze łba pół beczki. Wtem, gdy wódkę pił z kielicha, Kielich zaświstał, zazgrzytał; Patrzy na dno: — „Co u licha? Po coś tu, kumie, zawitał?" Diablik to był w wódce na dnie: Istny Niemiec, sztuczka kusa; Skłonił się gościom układnie, Zdjął kapelusz i dał susa.…
Czołem za cześć, łaskawy mój panie sąsiedzie. Boże nie daj u ciebie bywać na biesiedzie, Każesz mi pić przezdzięki twe przemierzłe piwo, Że do dna nie wypijam, patrzysz na mię krzywo.
Ślimak zamyślił się i nagle uderzył ręką w stół. — Kumie sołtysie! — zawołał podniesionym głosem — sprzedajcie mi krowę. — Sprzedam! — odparł Grochowski i równie uderzył o stół ręką. — Dam wam... trzydzieści i jeden rubli... jak was kocham. Grochowski uścisnął go. — Dajcie, bracie, trzydzieści... trzydzieści — no i cztery ruble papierkami i rubla srebrnego za postronek. Do izby ostrożnie wsunęły się zmęczone dzieci.…
I oto niespodziewanie olśnił go genialny pomysł. Gdy nadejdzie chwila odjazdu, skryć się w pałacu i zmarnować dogodną chwilę. Uda, że się spił. Człowiek pijany nie odpowiada za swe postępki i nie traci na honorze.
Kawalerowie pili gorzałkę, ale krupniczek zbyt pachniał. Zwietrzył go pierwszy Kokosiński i kazał dać. Obsiedli tedy stół, a gdy przyniesiono dymiący saganek, poczęli pić, spoglądając na izbę, na szlachtę i przymrużając oczy, bo w izbie było ciemnawo. Okna śnieg zasuł, a długi, niski otwór gruby, w której palił się ogień, pozasłaniały całkiem jakieś figury plecami ku izbie odwrócone.…
…Zdjął z półki butelkę bezbarwnej cieczy z prostą, białą etykietą, na której widniała nazwa: „Gin Zwycięstwa". Z butelki wydobywał się mdlący, oleisty zapach; przypominał chiński alkohol ryżowy. Winston nalał sobie prawie pełną filiżankę, przygotował się na szok i przełknął płyn na raz, jak dawkę lekarstwa. Twarz mu spurpurowiała, z oczu popłynęły łzy.…
Nie ma czci, nie ma wiary, nie ma prawdy, Nie ma sumienia w ludziach; sama zmienność, Sama przewrotność, chytrość i obłuda. Pietrze! daj no mi trochę akwawity. Te smutki, te zgryzoty, te cierpienia Robią mię starą.
Marcinek z najwyższą niecierpliwością czekał dnia oznaczonego, gdyż głuszce, według opowieści Nogi, miały to być ptaki ogromne, wielkości tuczonego indora i niesłychanie rzadkie w tamtejszych lasach. Nareszcie po długim oczekiwaniu zbliżył się termin wyprawy.…
Otóż w szóstej karczmie, jak mówiliśmy, d'Artagnan zatrzymał się, zażądał butelki wina przedniego gatunku, wsparł się na łokciach w najciemniejszym kącie stołu i postanowił przeczekać do dnia. Lecz i tym razem jego nadzieje okazały się płonne.…
Tymczasem do karczmy napływało coraz więcej ludzi, bo już mrok gęstniał, zapalili światło, muzyka raźniej się ozwała i gwar się podnosił; naród kupił się przy szynkwasie, pod ścianami albo i zgoła w pośrodku izby i raił, pogadywał, użalał się, a kto niekto i przepijał do drugiego, ale z rzadka, bo nie na pijaństwo przyszli, jeno tak sobie, po sąsiedzku postać, pogwarzyć, skrzypic posłuchać abo i basów, coś niecoś……
— Wracalim podleśną drogą ku krzyżowi, aż tu Gulbasiak leci naprzeciw i krzyczy zestrachany: „Pod jałowcami jakieś zabite leżą!". „Zabite, to zabite", myślę, „ale warto zawdy obejrzeć". Poszłyśmy... Widzim z dala, prawda, leżą jakieś ludzie kieby nieżywe... Jeno im kulasy sterczą spod jałowców. Filipka me ciąga, by uciekać...…
Co to za sałata rana, Rózynkami posypana? Chmiel, jeśli dobrze smakuję; Przetociem go w głowie czuję.
— Zabij mnie — szepnęła wiedźma głosem ochrypłym — ale pozwól pierwej łykiem gorzałki śmierć przedwczesną poprzedzić. Na wspomnienie gorzałki wójt złagodniał i językiem cmoknął tak, jakby chciał przy tym korek z odwróconej stosownie butelczyny uderzeniem dłoni wyłuskać. — Gorzałki nie zabraniam, bo ani to w mojej mocy wójtowskiej, ani w moich zamiarach ludzkich — rzekł, poważniejąc.…
Jakoż po chwili zadzwoniły kopiaste dzbańce, a ciemna sala wypełniła się zapachem spadającej spod pokryw piany. Rozweselony komtur rzekł: „Tak właśnie dobrze, niech nie myśli, że jego pohańbienie wielka rzecz!". Więc znowu zbliżali się do niego i trącając go pod brodę konwiami, mówili: „Rad byś pił, mazurski ryju!" — a niektórzy, ulewając na dłonie, chlustali mu w oczy
Nasunął czapkę z miną diablą I szedł Piotrkowską, włócząc szablą, On, żołnierz polski, żołnierz polski, Mój pierwszy w życiu żołnierz polski. Idziemy milcząc. A po drodze: Najpierw fotograf Tyraspolski, Tuż kwiaciarenka, potem bankier Hieronim Schiff: z łysiną, duży. Przez długą, długą pipkę kurzył; Z bramy wychodzi Sergiusz Hofman, Brunet w cylindrze, córka Stefcia Otruła się; w tym samym domu Wuj Henryk mieszka.…
— Wariat! wariat!... — mruknął radca. — Podaj no, Józiu, piwa. Która to?... — Siódma buteleczka, panie radco. Służę piorunem. — Już siódma?... Jak ten czas leci, jak ten czas leci...
Z grubego gardła kapitana Patny wypłynął basowy pomruk, w którym dźwięk słowa „Schwein" unosił się to wysoko, to nisko, jak kapryśne piórko przy lekkim podmuchu wiatru. On z tym pierwszym maszynistą już od wielu lat byli kamratami, służąc jowialnemu, sprytnemu, staremu Chińczykowi z okularami w rogowej oprawie i kawałkami czerwonego jedwabiu wplecionymi w siwe włosy warkocza.…
W świetlicy pomimo pootwieranych okien gorąco było jak w łaźni; na trzech stołach jeszcze jadłem zastawionych paliło się parę lampek, w których skąpym świetle kipiała mozaika ludzkich kształtów i rysów. Na pierwszy rzut oka rozpoznać tam można było tylko postacie siedzące i stojące, do ściany przyparte, na stołach szeroko łokcie rozkładające, ramionami i wąsami poruszające.…
Warto by, tak mi Panie Boże dopomóż, dla zachęty rozdać naszym po szklance wódki. — Jeśli potrzeba, każ otworzyć nawet piwnice naszych hrabiów i książąt. —
— I brata rodzonego nie chowałbym. Boisz się śmierci, to się upij; pijany ani poczujesz.
Na stołkach dokoła Siedziały chłopy, chłopki tudzież szlachta drobna, Wszyscy rzędem; ekonom sam siedział z osobna. Po rannej mszy z kaplicy, że była niedziela, Zabawić się i wypić przyszli do Jankiela. Przy każdym już szumiała siwą wódką czarka, Ponad wszystkimi z butlą biegała szynkarka.…
Nieopodal klasztoru, niżej, czekał wasąg pana Zagłoby, a przy nim dwóch czeladzi: jeden siedział na koźle trzymając lejce dobrze sprzężonej czwórki, na którą pan Wołodyjowski zaraz okiem znawcy rzucił; drugi stał przy wasągu z opleśniałym gąsiorkiem w jednej, z dwoma kielichami w drugiej dłoni. — Do Mokotowa kawał drogi — rzekł Zagłoba — a przy łożu Ketlinga sroga czeka nas żałość.…
…Sen nie przychodził, bo na sen było za wcześnie. Nareszcie, przewracając się z boku na bok, mimo woli zawadził ręką o flaszkę z trunkiem zakonników. Odsunął ją, ale flaszka z pogwałceniem prawa bezwładności coraz natarczywiej pchała mu się do ręki.…
W kłębach owego dymu, w blasku kilkunastu świec przytwierdzonych do gzymsu ambony, ukazywał się co chwila grenadier francuski, który wdziawszy na mundur komżę i założywszy na kark stułę, głosił kazanie o najsprośniejszych objawach życia, o najohydniejszych przestępstwach, jakie tylko zgromadzić może w szczupłe ramy anegdoty kawalerska imaginacja.…
Pokazujemy 48 z 119 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.