motyw literacki
Trup
147fragmentów
42lektury
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Quo vadis 12 fragmentów
- Napój cienisty 11 fragmentów
- Balladyna 9 fragmentów
- Kordian 9 fragmentów
- Potop 8 fragmentów
- Ojciec zadżumionych 7 fragmentów
- Anhelli 5 fragmentów
- Krzyżacy 5 fragmentów
- Medaliony 5 fragmentów
- Pieśń o Rolandzie 5 fragmentów
- Antygona 4 fragmenty
- Granica 4 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
A przy jednéj z onych turm spotkali ludzi niosących trumny, i zatrzymał je Szaman, każąc otworzyć. Więc gdy zdjęto trumien wieka, wzdrygnął się Anhelli, widząc, że umarli byli jeszcze w łańcuchach, i rzekł: Szamanie, oto się boję, żeby nie zmartwychwstali ci umęczeni. Obudź którego z nich, albowiem masz siłę cudów; obudź tego starca z siwą brodą i z białymi włosami, bo mi się zdaje, żem go znał żywym.…
W głębi pieca leżał trup ze skórą czerwoną, gdzieniegdzie oblazłą.
Tak się rzecz miała: kiedyśmy tam przyszli, Groźbami twymi srodze przepłoszeni, Zmietliśmy z trupa ziemię i znów nagie I już nadpsute zostawiwszy ciało Na bliskim wzgórzu siedliśmy, to bacząc, By nam wiatr nie niósł wstrętnego zaduchu. A jeden beształ drugiego słowami, By się nie lenić i nie zaspać sprawy.…
…Boża nade mną kara, Ściga mnie nocna mara: Zaledwie przymknę oczy, Traf, traf, klamka odskoczy; Budzę się: widzę, słyszę, Jak idzie i jak dysze, Jak dysze i jak tupa, Ach, widzę, słyszę trupa! Skrzyp, skrzyp, i już nad łożem Skrwawionym sięga nożem, I iskry z gęby sypie, I ciągnie mnie i szczypie.
Ach ona Umarła... patrzaj... tu! tu! tu... niebieski Kwiatek — znak śmierci śród białego łona.. Gwiazdeczka śmierci...
Doprowadził ją do ojcowego trupa. Wrzask ci straszny podniosła; zbiegli się wnet wszyscy na pole do starego, ale już całkiem widział się być zeskrzytwiałym. Leżał na twarzy, jak był padł w skonania czasie, a rozkrzyżowany kieby w tym ostatnim dusznym i gorącym pacierzu. Zniesiono go do chałupy, probując jeszcze ratować.…
Tymczasem zajeżdżały inne rzędem długim Kibitki; — ich wsadzano jednego po drugim. Rzuciłem wzrok po ludu ściśnionego kupie, Po wojsku, — wszystkie twarze pobladły jak trupie; A w takim tłumie taka była cichość głucha, Żem słyszał każdy krok ich, każdy dźwięk łańcucha. Dziwna rzecz! wszyscy czuli, jak nieludzka kara: Lud, wojsko czuje, — milczy, — tak boją się cara.…
— Pogrzeb musi być prędko, bo upał i ciało się psuje. Jakbyś teraz zaraz poszła po trumnę, to ciało jeszcze na noc będzie ustawione w kaplicy. Justyna poczuła zimno w środku i zaczęła płakać. Teraz dopiero zrozumiała, że to wszystko jest prawda. Obróciła się i płacząc, patrzyła na trupiarnię, nieduży budynek z drzewa i bez okien. — Jesteś taka młoda — powiedziała zakonnica. — Pan Bóg cię pocieszy.…
Przecież i trąba ozwała się z wieży, I most opada, i wolnymi kroki Rusza się orszak w żałobnej odzieży, Niosąc na tarczach bohatera zwłoki; Przy nich łuk, włócznia, miecz i sajdak leży, Wkoło purpurą świeci płaszcz szeroki: Książęce stroje; lecz nie widać lica, Bo je spuszczona zawarła przyłbica.
Przychodzim cię zapytać, mości książę, Gdzieś podział trupa? Złączyłem go z prochem, Z którym najbliższe miał powinowactwo. Racz nam powiedzieć, panie, gdzie on leży, Byśmy go mogli przenieść do kaplicy.
Czemu nie milkniesz, ty zorzo? Dlaczego krzykiem ognistym, wystrzelającym z tych przepastnych szczelin, pomiędzy dwiema piekielnymi ściany, tak mnie oślepiasz i tak mnie ogłuszasz, że dojść nie mogę do kresu? Dzień mój już przygasł, a zorza jego się krwawi, jakby się krwawić miała w nieskończoność!... wszystko pożera swymi płomieniami — duszę mi pali i świat cały pali!…
Już to przed Menelaja okiem się nie kryje, Że Patrokl, ręką Trojan zwalony, nie żyje; Więc z zastępów prędkimi wysuwa się kroki I zasłania drogiego przyjaciela zwłoki. Jak pierwszy płód jałówka złożywszy na ziemię, Z czułym rykiem troskliwa obchodzi swe brzemię: Tak on krążył przy trupie, świetną tarczę zniżył, Grot wytknął, śmiercią grożąc, kto by się przybliżył.
Dostałem nominację, oczywiście, i dostałem ją bardzo prędko. Zdaje się, że towarzystwo dowiedziało się o śmierci jednego z kapitanów, który został zabity w bójce z krajowcami. To było moje szczęście i tym bardziej zachciało mi się jechać. Dopiero w długie miesiące potem, gdym usiłował odzyskać ciało owego kapitana, dowiedziałem się, że źródłem kłótni było nieporozumienie co do kur. Tak, dwóch czarnych kur.…
Podchodziła Morgana po kolei do wszystkich miechów i z każdego miecha wydobywał się szept głuchy. — Czy już czas? Morgana zaś wciąż odpowiadała: — Nie jeszcze. Tylko ostatni, trzydziesty ósmy miech milczał i nie ozwał się żadnym szeptem. Morgana zajrzała do milczącego miecha i zobaczyła, że pełen jest oliwy. Pobiegła z powrotem do kuchni i zamiast małego naczynia wzięła duże wiadro.…
Świecie! świecie! świecie! Wąż wieczności łuskami w okrąg ciebie gniecie, Zębem zatrutym boki ogryza nieznacznie; I wieki mrą nad tobą, zasypując pyłem Umarłych pamiątek. Ja widziałem twój początek. Ta garść gliny, powietrzem opasana zgniłem, Ten trup chaosu, w trumnie zamknięty błękitów, Strawiony zgnilizną czasów, Okrył się rdzami kruszców i kością granitów, Porósł mchem kwiatów i lasów; Potem wydał robaki, co mu……
— Ba, nawet i dziewięciu Krzyżaków, gdyż i ci musieli Witoldowej potędze służyć. A naszych także kupa, że to, jako wiecie, gdzie inny się obejrzy za siebie, tam nasz się nie obejrzy. Dufał najbardziej wielki kniaź naszym rycerzom i nie chciał mieć innej straży w bitwie koło siebie, jeno samych Polaków. Hi! hi! Mostem się też koło niego położyli, a jemu nic!…
Czas się rozłamał i podzielił Czerwoną kresą wielkiej daty Na dwie epoki, na dwa światy. Już wiek ubiegły, Wiek Nadziei, Wrośnięty w młody trzon stulecia Starymi osiemnastu laty, Dał za wygraną. Już się zwalił. Podmyty nurtem krwawej fali, A nasz, skrzydlaty, w przyszłość leciał.…
Wyznał, że kolana mu dygotały, gdy tak stał i patrzył na ten uśpiony tłum. Maszyna została wstrzymana, para wydobywała się ze świstem i hukiem, powietrze całe drgało jak basowa struna. Cały parowiec drżał. Widział to tu, to tam podnoszącą się z maty głowę, nieokreśloną jasną postać przybierającą pozycję siedzącą i nasłuchującą sennie przez chwilę, by znów opaść w ten nieład zgromadzonych skrzyń, wentylatorów i……
…umarli leżeli jak wczoraj. Ich ciała, nagie, białokremowe, młode, podobne do twardych rzeźb, były w doskonałym stanie, mimo że czekały tu już od szeregu miesięcy na chwilę, w której wreszcie przestaną być potrzebne. Leżeli już w sarkofagach, w cementowych, długich basenach z uniesionymi pokrywami — wzdłuż, jedni na drugich. Mieli ręce opuszczone wzdłuż ciała, nie złożone na piersiach według pogrzebowego rytuału.…
— Tak my w zaciszku naszym siedząc, wędrownika z dalekich stron po drogach wypatrywali, aż zima naszła, taka okrutna, jakiej nigdy za ludzkiej pamięci nie bywało. Ludzi ledwie kiedy z chaty wychodzących zamrozie po rękach i nogach opadały, a podczas z wielkiego chłodu prawie tchu odwieść nie było można. Śnieg też często sypiąc płoty zasypywał i góry albo, zdaje się, kościoły na polu wystawiał.…
…Tedy szkielet poskoczył i zacisnął swe pięści! — «Powiedz, czerwiu, gdzie jest tysiąc obiecanych w niebo ścieżek»? A on tylko popatrzył — i nic nie rzekł, nic nie rzekł... — «Powiedz, czerwiu, czy Bóg widział moje męki, moje żale? I czy jest On w niebiosach, czy też nie ma go wcale?» — A on zadarł pysk ku niebu i mackami wzruszył dwiema I pokazał na migi, że go nie ma, bo — nie ma!…
Żeby nie to ludzkie litowanie, to byśmy i nie czuli tak bardzo, że matka umarła. Z pół roku już się nie podnosiła w tej chorobie, a w ostatnich czasach tak samo cichutko na pościeli leżała, jak i teraz. I teraz, kiedym na nią patrzył, zdawało mi się, że spod rzęs za Piotrusiem oczyma wodzi i uśmiecha się leciuchno i co tylko ma powiedzieć: „Gdzie on tam gruby, biedaczysko!" Zupełnie jak dawniej; tylko, że się tak……
Niech wisi w górze! Naści pij! Na latarnię! Krew, krew, krew na murze! porzucają trupa w ulicy oddalając się w ulicę główną. Popod murami skradają się: przypadają ku trupom leżącym pochylają się nad trupami ssające ich krew. Ssaj z piersi wszystko złe, jad wszelki wypij z ran. pochylona nad trupem Makrota Ten mój. pochylona nad trupem Potockiego Ten mój. pochylona nad trupem młodego Gendra Ten mój.…
„Przybywszy nad brzeg morza łódź tam zostawioną Spychamy najpierw z brzegu w boską otchłań słoną. Maszt dźwignion już białymi odął się żaglami, Więc owce na łódź bierzem, a nareszcie sami Wsiadamy; zasmuceni lejem łzy żałoby. Wtem od lądu na okręt nasz błękitnodzioby Kirka wiatr nam nasłała; żagle już nadyma Ten przewodnik żeglugi, jak lepszego nie ma.…
Ile tam walk stoczono, ilu ludzi legło, nikt nie zliczył, nikt nie spamiętał. Orły, jastrzębie i kruki jedne wiedziały, a kto z daleka dosłyszał szum skrzydeł i krakanie, kto ujrzał wiry ptasie nad jednym kołujące miejscem, to wiedział, że tam trupy lub kości niepogrzebione leżą...
Przybyłem. Namiot rozbiłem na piasku. Wielbłądy moje cicho się pokładły; Dziecko, jak mały aniołek w obrazku, Karmiło wróble, a ptaszęta jadły, Aż do rąk prawie przychodząc dziecinie. — Widzisz tę małą rzeczułkę w dolinie? Od niej wracała najmłodsza dziewczyna, Z dzbankiem na głowie, prościutka jak trzcina. Przyszła do ognia i wodą z potoku, Śmiejąc się, lekko trysnęła na braci.…
Obraz zmienił się nagle i Scrooge znalazł się tuż przy łóżku bez kotar, na którym, pod dziurawym, brudnym prześcieradłem, leżało coś, a chociaż się nie poruszało, jednak dosadnie, w sposób straszny wyjaśniało to wszystko, co przed chwilą widział i słyszał.
Uciszono się z wolna i oczy gawiedzi Zwróciły się na wielki, świeży trup niedźwiedzi. Leżał krwią opryskany, kulami przeszyty, Piersiami w gęszczę trawy wplątany i wbity; Rozprzestrzenił szeroko przednie krzyżem łapy, Dyszał jeszcze, wylewał strumień krwi przez chrapy, Otwierał jeszcze oczy, lecz głowy nie ruszy; Pijawki Podkomorzego dzierżą go pod uszy, Z lewej strony Strapczyna, a z prawej zawisał Sprawnik i……
Trupy ludzkie i końskie leżały miejscami w kupach, miejscami pojedynczo. Po błękicie niebieskim płynęły ku nim coraz liczniej, z wielkim krakaniem stada kruków i siadały opodal, czekając, by pocztowi kręcący się jeszcze po równinie odjechali. — Ot, żołnierscy grabarzowie! — rzekł wskazując ptactwo krzywcem szabli Zagłoba — a niech jeno odjedziem, przyjadą tu wilcy z kapelą i zębami będą tym nieboszczykom dzwonić.
Bitwa jest wspaniała; wszystko zaczyna się kłębić. Hrabia Roland nie oszczędza się. Uderza włócznią póki drzewce całe; po piętnastu ciosach złamał ją i zniszczył. Dobywa Durendal, swój dobry miecz, cały nagi. Spina konia i rusza na Szernubla. Kruszy mu hełm, w którym błyszczą karbunkuły, przecina mu czapkę wraz ze skórą na głowie, przecina mu twarz między oczami, cienką koszulkę stalową i całe ciało aż do kroku.…
Tymczasem cesarz często składał rady dla naradzenia się, co miano ze mną czynić. Od jednego z moich przyjaciół na dworze, który znał wszystkie tajemnice stanu, dowiedziałem się potem, że dwór z mojej przyczyny znajdował się w wielkich trudnościach. Obawiano się, żebym nie potargał więzów i nie został wolny. Mówiono, że na żywienie mnie wychodziło tak wiele żywności, iż mógłby stąd nastąpić głód.…
Zbliżył się powoli i wtedy dopiero szczegółowo rozpoznał wszystko. Te ręce związane kręcono, widać, włożywszy kołek w miejscu ich złączenia, gdyż ramiona wylazły z rozpękłego munduru, jak nagie kolana wyłażą z podartych spodni. Usta były zakneblowane gałganem zwiniętym w kołek, nos oberżnięty, uszy wyrwane ze łba, w obnażonych piersiach ze trzydzieści czarnych ran. Kiszki wywleczone z brzucha leżały na ziemi.…
Ale pan Uhlik leżał nieruchomy, z rękoma opadłymi bezwładnie po bokach ciała, a za nim leżeli inni; żaden nie ziewnął, nie drgnął, nie przebudził się, nie mruknął. W tejże chwili pan Kmicic spostrzegł, że wszyscy leżą na wznak, w jednakowej pozycji i jakieś straszne przeczucie chwyciło go za serce. Poskoczywszy do stołu, porwał drżącą ręką kaganek i przysunął go ku twarzom leżących.…
Padając otarła o cegłę policzek. Na skurczonej, wilgotnej, nabiegłej świeżą krwią wardze usiadła duża, niebieska mucha. Spłoszona cieniem, odleciała, bzykając. Spod wargi lśniły martwo białe zęby. Wypukłe oczy zmętniały jak stężała galareta. Ręce, kurczowo zaciśnięte w obronnym ruchu, leżały ciężko na kamieniach.…
Niewesoły widok przedstawiały znane ulice. Bez żadnej przesady i bez przenośni mówiąc, krew płynęła nie rowami, lecz lała się po powierzchniach jako rzeka wieloramienna. Ściekała do morza i zafarbowała czyste fale. Trupy wyrżniętych Ormian wrzucano w morze, podwożąc je na brzeg samochodami ciężarowymi i wozami. Ryby z dalekich okręgów kaspijskich nadpłynęły ławicą szeroką, zwiedziawszy się o nieprzebranej wyżerce.…
Winicjusz również nie umiał zdać sobie sprawy z tego, co zaszło, i na dnie duszy prawie nie mniej zdumiony był od Chilona. Bo że z nim samym ludzie ci obeszli się tak, jak się obeszli, i zamiast pomścić się nad nim za napaść, opatrzyli troskliwie jego rany, przypisywał to w części nauce, którą wyznawali, bardziej Ligii, a po trochu i swemu wielkiemu znaczeniu.…
Gdzież ręczna broń? — Ach, dzisiaj pracowała więcéj, Niż na wszystkich przeglądach za władzy książęcéj! Zgadłem, dlaczego milczy, — bo nieraz widziałem Garstkę naszych walczącą z Moskali nawałem. Gdy godzinę wołano dwa słowa: pal, nabij; Gdy oddechy dym tłumi, trud ramiona słabi; A wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre żołnierza czynność; Na koniec bez rozkazu pełnią swą powinność, Na koniec bez rozwagi, bez czucia……
Boże! przeczuwam jakąś ciężką dolę; Wydajesz mi się teraz tam na dole Jak trup, z którego znikły życia ślady. Czy mię wzrok myli? Jakiżeś ty blady! I twoja także twarz jak pogrobowa. Smutek nas trawi. Bądź zdrowa! bądź zdrowa!
W zwiewnych nurtach kostrzewy, na leśnej polanie, Gdzie się las upodobnia łące niespodzianie, Leżą zwłoki wędrowca, zbędne sobie zwłoki. Przewędrował świat cały z obłoków w obłoki, Aż nagle w niecierpliwej zapragnął żałobie Zwiedzić duchem na przełaj zieleń samą w sobie.…
— Naprzód — zaczął Atos — wyjdźmy z tego pokoju. Niedobra to kompania z nieboszczykiem, który skończył gwałtowną śmiercią.
Staś rozglądając się wokół, nie mógł zrozumieć, jakim sposobem upadło miasto tak silnie obwarowane i leżące w widłach utworzonych przez Biały i Niebieski Nil, a zatem z trzech stron otoczone wodą, a dostępne tylko od południa. Później dopiero dowiedział się od niewolników chrześcijan, że rzeka wówczas opadła i odsłoniła szerokie łachy piaszczyste, które ułatwiły przystęp do wałów.…
Goniłem do różnych miest, rozhulaniec, pędziwiatr, ażem gdziesi w ziemię wpad, gdzie mnie toczy gad. O mój Boże, Boże mój, to juz ciebie tocy gad. Zwabiło mnie echo z Tatr, otom jest, otom jest, zwabiły mnie głosy z chat, do myśli mi przyszedł gest przypomnieć się z dawnych lat; domek mój, podobnoś grób, nie jestem wymagający, przeszedłem niejedną z prób, ale żebym ja był trup, nie wierz, Maryś, bo to kłam; żywie……
I okropny ujrzeli widok! Oto na ciele najmłodszego syna leżał ojciec, jak pies, co położy łapy na kości i gniewny jest. A oczy tego ojca otwarte błyszczały jak szkło, a czworo innych umarłych leżało w bliskości, leżąc jedni na drugich. I spojrzawszy na nie, Szaman rzekł: co uczyniłem? Oto ojciec żyje, a synowie pomarli już. Dlaczegożem się modlił!
Poznasz ty prawdę, ze znaków mej sztuki. Siadłem na starej wróżbity siedzibie, Gdzie wszelkie ptactwo kieruje swe loty, Aż naraz słyszę, jak niezwykłe głosy Wydają ptaki, szalone i dzikie; I wnet poznałem, że szarpią się szpony, Bo łopot skrzydeł to stwierdzał dobitnie.…
Raz trup po drodze bez głowy się toczy, To znowu głowa bez ciała, Roztwiera gębę i wytrzeszcza oczy, W gębie i w oczach żar pała.
Okropnym wołasz mię imieniem! Trup... trup... trup na mnie białą dłonią kiwa... Wszystkie mi włosy przesiękły sumnieniem I ciągną nazad, wstając z głowy
Boryna już był całkiem wyrychtowany. Leżał w pośrodku izby, na szerokiej ławie, nakrytej płachtą i obstawionej płonącymi świecami. Juści, co wymyty był, wyczesany i ogolony do czysta, jeno na policzku miał długą zadrę od Jambrożowej brzytwy, zalepioną papierem. Ubier też miał wdziany co najlepszy: białą kapotę, którą se był sprawił na ślub z Jagusią, portki pasiate i buty prawie całkiem nowe.…
Oszaleć? — Ej, Panowie, strzeżcie się, Panowie! U was usta wymowne, wiele nauk w głowie, A patrzcie, głowa mądra w prochu się taczała, I z tych ust, tak wymownych, patrzaj — piana biała. Słyszałem, co on śpiewał, ja słów nie pojąłem, Lecz było coś u niego w oczach i nad czołem.…
Pokazujemy 48 z 147 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.