motyw literacki
Gotycyzm
26fragmentów
11lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Balladyna 8 fragmentów
- Hymny 3 fragmenty
- Lalka 3 fragmenty
- Romeo i Julia 3 fragmenty
- Kordian 2 fragmenty
- Wesele 2 fragmenty
- Dziady, część II 1 fragment
- Dziady, część III 1 fragment
- Ludzie bezdomni 1 fragment
- Rozmowa mistrza Polikarpa ze Śmiercią 1 fragment
- Ten czas 1 fragment
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
Okropnym wołasz mię imieniem! Trup... trup... trup na mnie białą dłonią kiwa... Wszystkie mi włosy przesiękły sumnieniem I ciągną nazad, wstając z głowy
Darmo żebrze, darmo płacze: My tu czarnym korowodem, Sowy, kruki i puchacze, Niegdyś, panku, sługi twoje. Któreś ty pomorzył głodem, Zjemy pokarmy, wypijem napoje. Hej, sowy, puchacze, kruki, Szponami, krzywymi dzioby Szarpajmy jadło na sztuki! Chociażbyś trzymał już w gębie, I tam ja szponę zagłębię; Dostanę aż do wątroby. Nie znałeś litości, panie!…
Widzisz, blask z kaplicy bucha, Teraz klęli ognia władzą; Ciała w nocy złego ducha Z pustyń, z mogił wyprowadzą. Tędy będą ciągnąć duchy. Poznasz go, jeśli pamiętasz, Ukryj się ze mną w dąb suchy, W ten dąb suchy i wygniły, Tu się niegdyś wróżki kryły.…
A spod korzeni jadowitych ziół, spod kęp sitowia i trzciny i traw, z rowów, przepadlisk, wądolców i jam, pokrytych opalowym szkliwem zgniłych wód, zaczyna wypełzywać żmij skłębiony płód: czarne pijawki, zielone jaszczury wiją się naprzód wpław i oplatają kręgami śliskiemi męczeńskich krzyżów smutne miliardy, z bagnistej wyrosłe ziemi, zapadłe w bagnisty kał...…
Oj nie żyje! Gdy nas Rosyjanie Wzięli w dwunastym roku, spędzili jak trzodę I na Sybir zawiedli... Dwóchset naszych było. Wiarusy kęs nadpsute, oficerstwo młode; A jak wzajem sprzyjali, wspomnieć starcu miło; Jeden drugiemu nigdy nie powie jak «Bracie», Chleb łamią jak opłatki, w jednej chodzą szacie. Ten, o którym rzecz wiodę, zwał się Kazimierzem.…
„Co te galerie robią przez cały rok?” — myślał. I przywidziało mu się, że na próchniejących ławach zasiadają tu co noc wszyscy zmarli bankruci, pokutujące kokoty, wszelkiego stanu próżniacy i utracjusze, których wypędzono nawet z piekła, i przy smutnym blasku gwiazd przypatrują się wyścigom szkieletów koni, które poginęły na tym torze.…
— Więc nie boicie się śmierci? — pytał Judym. — Ja z nią walczę. Raz ja zwyciężam, kiedy indziej ona. Wówczas mam pavor nocturnus, jak małe dziecko. Oto siedzę tu z wami, rozmawiam, jestem spokojny i wesoły. Nie wiem nawet, czy może istnieć smutek? Co to jest smutek? Nic o nim nie wiem. Jestem jak filister, którego śmiech by ogarnął, gdyby mu kto mówił, że jest na ziemi dojrzały człowiek, który się „czegoś" boi.…
O! każ mi, zamiast być żoną Parysa, Skoczyć ze szczytu wieży; w rozbójniczych Gościć jaskiniach, w legowiskach wężów, Zamknij mię w jedną klatkę z niedźwiedziami Albo mię wepchnij nocą do kostnicy, Zewsząd pokrytej szczątkami szkieletów, Poczerniałymi kośćmi i czaszkami, Każ mi wejść żywcem w grób świeżo kopany I w jeden całun z trupem się obwinąć; Wszystko to dawniej dreszcz budziło we mnie, Ale bez trwogi uczynię……
Polikarpus, tak wezwany Mędrzec wieliki, mistrz wybrany, Prosił Boga o to prawie, By uźrzał śmierć w jej postawie. Gdy się moglił Bogu wiele, Ostał wszech ludzi w kościele, Uźrzał człowieka nagiego, Przyrodzenia niewieściego, Obraza wielmi skaradego, Łoktuszą przepasanego.…
A serca — tak ich mało, a usta — tyle ich. My sami — tacy mali, krok jeszcze — przejdziem w mit. My sami — takie chmurki u skrzyżowania dróg, gdzie armaty stuleci i krzyż, a na nim Bóg. Te sznury, czy z szubienic? długie, na końcu dzwon — to chyba dzwon przestrzeni. I taka słabość rąk. I ulatuje — słyszę — ta moc jak piasek w szkle zegarów starodawnych.…
Marysia, Widmo Miałem ci być poślubiony, moja ślubna ty. Bywałeś mój narzeczony, przyrzekałeś mi. Byłaś dla mnie słońce złote, w moim domku zimno mnie. Mróz jakisi od wos wionie, zimnem ubiór dmie. Ogniem, żarem lico płonie, zaś krew w tobie wre. Miałam ci być poślubiona i mój ślubny ty. Maryś, Maryś, narzeczona, długie moje sny. Ka ty mieszkasz, kaś ty jest?…
Gliny surowe Pierś już wyjadły, a po białej twarzy Robactwo łazi... O nie! ona w ziemi Jako rzek nimfa, na glinianym dzbanku Dłonią oparta, dzban malinowemi Leje gwiazdami i w różowym wianku Trzyma zaklętą na malin ruczajek Białą jej postać... zbudzić się nie może; Oczki, aż listkiem niezapominajek Z grobu wyrosną, w rubinowe zorze Mogiły patrzą gwiazdami błękitu. W grobie się błyszczy.…
A o poranku, o świcie któż mnie budzi całowaniem w oczy? To on, to prorok boży! Kto pieści miedź złotawą rozwitych warkoczy i budzi całowaniem z słodkich snów omdlenia? To on, to prorok boży! Któż głowę mą podnosi i do ust przyciska i znowu ją na puchach jedwabnych położy i budzi całowaniem i sen mój przemienia w rozkoszną, słodką jawę? To on, to prorok boży! Ach! przyjdź!…
Niech się rojami podli ludzie plemią I niechaj plwają na matkę nieżywą, Nie będę z nimi! — Niechaj z ludzkich stadeł Rodzą się ludziom przeciwne istoty I świat nicują na złą stronę cnoty, Aż świat, jak obraz z przewrotnych zwierciadeł, Wróci się w łono Boga, niepodobny Do tworu Boga... Niechaj tłum ów drobny! Jak mrówki drobny! ludem siebie wyzna! Nie będę z nimi!…
— Ani mi się rusz z domu!... Oto ma pan... — mówiła baronowa — tak jest po całych dniach. A wieczorem chodzą do nich praczki... Panie! — zawołała składając pobożnie ręce — wygnajcie tych nihilistów, bo to źródło zepsucia i niebezpieczeństwa dla całego domu... Oni w trupich główkach trzymają herbatę i cukier... Oni kośćmi ludzkimi poprawiają węgle w samowarze... Oni chcą tu kiedy przynieść całego nieboszczyka!...
A gdyby też to miała być trucizna, Którą mi ksiądz ten zręcznie śmierć chce zadać, By ujść zarzutu, że dał ślub kobiecie, Którą już pierwej zaślubił z kim innym? To by być mogło; ale nie, tak nie jest, Bo jego świętość jest wypróbowana, I nawet myśli tej nie chcę przypuszczać. Lecz gdybym w grobie się ocknęła pierwej, Nim mię Romeo przyjdzie oswobodzić? To byłoby okropnie!…
Dech twój zimny, dech grobowy... Patrzaj w twarz, patrz mi w twarz, ślubuj duszę, duszę dasz. Za przyłbicą pustość, proch; w oczach twoich czarny loch, za przyłbicą Noc; zbroja głuchym jękiem brzękła.
Milcz, zbrodniarko! teraz my się znamy Do głębi serca... Niechaj z tego trądu Lęgną się w mózgu gryzące robaki, W sumnieniu węże; niech kąsają wiecznie, Aż umrzesz wewnątrz, a zgniłymi znaki Okryta, chodzić będziesz jako żywe Trupy...
A o poranku, o świcie któż mnie budzi całowaniem w oczy? To on, to prorok boży! Kto pieści miedź złotawą rozwitych warkoczy i budzi całowaniem z słodkich snów omdlenia? To on, to prorok boży! Któż głowę mą podnosi i do ust przyciska i znowu ją na puchach jedwabnych położy i budzi całowaniem i sen mój przemienia w rozkoszną, słodką jawę? To on, to prorok boży! Ach! przyjdź!…
W tej chwili rozległ się jakiś ryk: nalewano wody do kotła czy do rezerwuaru. Wokulski przystanął. Zdawało mu się, że w tym przeciągłym i melancholijnym dźwięku słyszy całą orkiestrę wygrywającą inwokację z Roberta Diabła.…
Mówią, że nieraz ludzie bliscy śmierci Miewali chwile wesołe; ich stróże Zwą to ostatnim przedśmiertnym wybłyskiem; Coś podobnego i u mnie się zdarza? Julio! kochanko moja! moja żono! Śmierć, co wyssała miód twojego tchnienia, Wdzięków twych zatrzeć nie zdołała jeszcze.…
Pan graf pomyślnej dokonał wyprawy. Zaledwieśmy wjechali w gnezneńskie ulice, Koło czerwonej bramy spotkaliśmy orszak Rycerzy uzbrojonych; na ich czele Popiel Jechał konno. Koń jego dumny piął się nieraz I zawieszał w powietrzu żelazne kopyta Nad głowami pokornie klęczącego ludu. Wtem Kirkor — któż by myślał? Kirkor samotrzeci Chwyta dłonią koniowi królewskiemu cugle Krzycząc: «Srogi tyranie!…
Odwagi!... nic się gorszego nie stanie. Słyszałam echa grobowych rozwalin, Ujrzę, czy więcej prócz słów co wyrzucą Wzruszone groby.
Idź... potępiona — odnieś, skąd przyniosłaś Ten dzbanek pełny czegoś, co się rusza, Jak to, co w grobie. — Czy powieszonego Na zamku wieży przed latami trupa Cień padł do sali i stoi na nogach Nie oddychając... — O! precz... widmo białe Zarżniętej —
Pokazujemy 24 z 26 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.