motyw literacki
Samobójstwo
98fragmentów
32lektury
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Lalka 17 fragmentów
- Cierpienia młodego Wertera 12 fragmentów
- Hamlet 6 fragmentów
- Kordian 6 fragmentów
- Romeo i Julia 6 fragmentów
- Quo vadis 4 fragmenty
- Trzej muszkieterowie 4 fragmenty
- Antygona 3 fragmenty
- Hymny 3 fragmenty
- Krzyżacy 3 fragmenty
- Lord Jim 3 fragmenty
- Nie-Boska komedia 3 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
I poddał się rozpaczy, i sechł jak stare drzewo. A przystąpiwszy raz do niego, rzekłem: bój się Boga! Dlaczego się gryziesz? I rzekł mi z wielką tajemnicą jak człowiek obłąkany: zapomniałem wyrazów pacierza... I pogroziwszy mi palcem, abym był cicho, odszedł. I zobaczyłem go raz, że brał w ciemności ołów zgniły i truciznę ową pożywał.…
Ja, miłościwa pani, byłem przy tym, Powiem więc wszystko, jak się wydarzyło; Cóż bo ukrywać, by potem na kłamcę Wyjść — przecie prawda zawsze fałsz przemoże. Ja tedy wiodłem twojego małżonka Na ten pagórek, gdzie biedne leżało Przez psy podarte ciało Polinika.…
Chciał się skąpy obwiesić, że talara stracił. Żeby jednak za powróz dwóch groszy nie spłacił, Ukradł go po kryjomu. Postrzegli sąsiedzi. Kiedy więc, osądzony na śmierć, w jamie siedzi, Rzekł, gdy jedni żałują, a drudzy go cieszą: «To szczęście, że mnie przecież bez kosztu powieszą».
Natychmiast wściekłość bierze miejsce strachu; Miecą bogactwa na stosy, Przynoszą żagwie i płomień do gmachu, I krzyczą strasznemi głosy: »Przeklęty będzie, kto się nie dobije!« Broniłam, lecz próżny opór: Klęczą, na progach wyciągają szyje, A drugie przynoszą topór. Gotowa zbrodnia... Czyli wezwać hordy I podłe przyjąć kajdany, Czy bezbożnemi wytępić się mordy?...…
Wiesz ty, za szkaplerza sznurki Wieszałam się na sośnie skrzypiącej, za garło, Drzewo się ułamało... Głupia — ślepa, wybrałaś gałązkę umarłą, Gałązkę — córkę drzewa.
Jeszcze przechodził Nessus bród czerwony, Gdyśmy wchodzili w las dalszym pochodem, W las pusty, żadną ścieżką nieznaczony. Tam liść na drzewach czarny, nie zielony, Gałęzie krzywe, zwikłane niezmiernie, Zamiast owoców trucizna i ciernie. W gęstszej zarośli nie mieszka zwierz dziki, Co się kłem znęca nad żyzną doliną, Między Korneto a rzeką Cecyną.…
Przyznaję chętnie, wiedząc z góry, co mi na to odpowiesz, że najszczęśliwszymi są właśnie ci, którzy żyją z dnia na dzień, piastują swe ulubione lalki, ubierają je i rozbierają, z należytym respektem przemykają koło szuflady, gdzie mama chowa pierniczki, a gdy na koniec wpadnie im w ręce pożądany przysmak, pożerają go chciwie, wołając: jeszcze! Tak, są to szczęśliwe stworzenia.…
Zmówże i po Ksawerym pacierz, jeśli wola; Wiesz, że on, nim go wzięli, w łeb sobie wystrzelił. Łebski! — To z nami uczty wesołe on dzielił, Jak przyszło dzielić biedę, on w nogi ze świata. Nieźle by i za tego pomodlić się brata.
Witajże, ma jaskinio — na wieki zamknięci, Nauczmy się więźniami stać się z własnej chęci — Czyż nie znajdziem zatrudnień? Mędrce dawnych wieków Zamykali się szukać skarbów albo leków I trucizn — my niewinni młodzi czarodzieje Szukajmy ich, by otruć własne swe nadzieje. A jeżeli do grobu wstęp wiar[ą] zawarty, Pochowajmy swą duszę za życia w te karty.…
Gościu, własną twarz widzisz przeważnej Dydony, Obraz pozorny, obraz pięknie wystawiony. Takam była; ale myśl różna od tej sławy, Która mię zła potkała za me chwalne sprawy. Bom Eneasza jako żywa nie widziała Anim w trojańskie burdy Afryki poznała, Ale uchodząc łoża Ijarby srogiego Puściłam się na ostrość miecza śmiertelnego.…
…Doktor donosił, że tej nocy Niestrzępowa wzywała go telefonicznie z podmiejskiej apteki do Justyny. Alarm okazał się przesadzony. Płukanie żołądka wystarczyło. — Więc nie ma niebezpieczeństwa? — zapytał Zenon ochrypłym głosem. Było tak, jakby przez cały czas to tylko przewidywał, tego jedynie się bał. — Nie, nie — uspokajał Lefeld. — Jest zdrowa. Już dziś zresztą posyłam tam pielęgniarkę. — Co to było?…
Bogdaj to trwałe, zbyt wytrwałe ciało Stopniało, w lotną parę się rozwiało! Lub bogdaj Ten, tam w niebie, nie był karą Zagroził samobójcy! Boże! Boże! Jak nudnym, nędznym, lichym i jałowym Zda mi się cały obrót tego świata! To niepielony ogród, samym tylko Bujnie krzewiącym się chwastem porosły.
…A czyż ja darmo, o dziewczyno, będę dziś pukał w twoje wrota? Pokaż–że mi się w okieneczku, wszak potaniała dzisiaj cnota!... Hi hi hi hi hi!!! Mówisz, żem rudy? Zamknij oczy, garścią srebrników gust ci zmienię: rudy nie rudy, byle tylko — — — A! znak od tego powroza!? Hi hi hi hi hi!!! Czart to się wczoraj rzucił mi na szyję i tak mnie słodko połechtał, aż mi ta krwawa wystąpiła pręga...
…— Niech pan nie będzie zanadto pewien siebie — mówił dalej. — Parę dni temu odczepiłem człowieka, który się powiesił na drodze. Był to także Szwed. — Powiesił się! Dlaczego, na miłość boską? — wykrzyknąłem. Kapitan patrzył wciąż bacznie ku przodowi. — Któż to wie? Może nie mógł znieść tutejszego słońca, a może i kraju.
«Więc ty miej litość! Ty jesteś aniołem! Stój! A jeżeli prośba cię nie wstrzyma, O ten róg wieży uderzę się czołem, Będę cię błagał skonaniem Kaima...
Zabił się — młody... Zrazu jakaś trwoga Kładła mi w usta potępienie czynu, Była to dla mnie posępna przestroga, Abym wnet gasił myśli zapalone; Dziś gardzę głupią ostrożnością gminu, Gardzę przestrogą, zapalam się, płonę, Jak kwiat liściami w niebo otwartemi Chwytam powietrze, pożeram wrażenia. Myśl Boga z tworów wyczytuję ziemi I głazy pytam o iskrę płomienia.…
O wy, którzyście starszyzną tej ziemi, Jakież będziecie wnet słyszeć i widzieć Klęski i jakiej doznacie boleści, Jeżeli trwacie w miłości tych domów. Myślę, iż Istru, ni Fasisu wody Kałów nie zmyją, co kryją się w wnętrzu Tego domostwa i wyjrzą na światło. — Woli to dzieła. A najgorszą męką Ta, którą człowiek własną ściągnie ręką. To już, co wiemy, dość daje żałoby I dosyć jęków. Cóż nadto przynosisz?…
— Wiesz, co ci rzekę: powieś się! Najlepiej od razu powieś się. „Korol" rozsierdził się, i tak ci głowę utną. Czemu byś go nie miał uweselić? Powieś się, druhu! U nas taki zwyczaj.
— Dlaczegożeś ty się nie ożenił? — Bo mi narzeczona umarła — odpowiedział doktór pochyliwszy się na tył fotelu i patrząc w sufit. — Więc zrobiłem, com mógł: otrułem się chloroformem. Było to na prowincji. Ale Bóg zesłał dobrego kolegę, który wysadził drzwi i uratował mnie. Najpodlejszy rodzaj miłosierdzia!... Ja zapłaciłem za drzwi zepsute, a kolega odziedziczył moją praktykę ogłosiwszy, żem wariat...…
…Gdy patrzyłem na niego, gdy siedział obok skromnego, bladego urzędnika przewodniczącego śledztwu, jego zupełne zadowolenie z siebie przedstawiało dla mnie i całego świata powierzchnię twardą jak granit. Wkrótce potem odebrał sobie życie.…
Objawia się we mnie jakieś od Boga czy od bóstwa pochodzące zjawisko... Zdarza się to ze mną począwszy od dzieciństwa. Odzywa się głos jakiś wewnętrzny, który, ilekroć się zjawia, odwodzi mię zawsze od tego, cokolwiek w danej chwili zamierzam czynić, sam jednak nie pobudza mię do niczego...…
— Wykopali ją na sprawę, bo zaskarżył doktorów w szpitalu, że jej nie dopilnowali. Ona po urodzeniu pierwszego dziecka wyskoczyła przez okno i zabiła się na miejscu. I nie było nad nią, jak się należy, opieki. Więc ją wykopali i zawieźli do szpitala na sekcję. A później przywieźli ją z powrotem i pochowali. Ale już nie miała na sobie białej sukni, tylko niebieską. Pochowali ją, ale też nie na długo.…
Pani już zupełnie wyszła ze szpitala? Tak. Pozawczoraj mnie mama przywiozła. Widzę, że pani zdrowa. ze smutnym uśmiechem O! jeszcze daleko! Och! w domeczku swoim wróci pani szybko do sił. Dla kobiety nie ma jak dom. Ja zawsze to powtarzam. Tak, skoro ktoś ma ten dom. Wszakże pani ma męża, stanowisko. Tak... ale... milczenie. Z wysiłkiem. Proszę pani.…
— Nie zaskórną, ale głęboko w sercu zasadzoną tęskliwość i boleść czułem. Gdyby człowiek mógł łzami do grobu ściec, już bym wtenczas ściekł pewno. Samego siebie lękać się zacząłem, myśląc, że zwariuję albo nieprzyrodzoną śmiercią zginę; bo mi też już gałęzie drzew i głębokości Niemna po głowie chodziły.…
Strych zawinił wszystkiemu! Strych, na pewno strych! Z jego wyżyn dał w nicość nura bezpowrotnie, — Zaśmiał się w samo niebo, a przy ziemi — ścielił, Pilnej śmierci cios tępy Duszę rozpruł na strzępy, Aż się z niej wysypały skarby dożywotnie! Piach się z duszy wysypał! Piach, na pewno piach!…
w oddaleniu Do mnie, mój luby. Jakże już daleko, a ja przesadzić nie zdołam przepaści. — w pobliżu Gdzie skrzydła twoje? — Zły duchu, co się natrząsasz ze mnie, gardzę tobą. — U wiszaru góry twoja wielka dusza, nieśmiertelna, co jednym rzutem niebo przelecieć miała, ot kona! — i nieboga twoich stóp się prosi, by nie szły dalej — wielka dusza — serce wielkie.…
Więc kułak przycisnąwszy na schylonym czole, Biegł ku łąkom, gdzie stawy błyszczały się w dole, I stanął nad błotnistym; w zielonawe tonie Łakomy wzrok utopił i błotniste wonie Z rozkoszą ciągnął piersią, i otworzył usta Ku nim. Bo samobójstwo jak każda rozpusta Jest wymyślną; on w głowy szalonym zawrocie Czuł niewymowny pociąg utopić się w błocie.
— A ja cię zaklinam na wszystkich bogów podziemnych, nie trać tej resztki rozumu, którą ci jeszcze chrześcijanie zostawili. Jak można się wahać mając wybór między zgubą prawdopodobną a pewną? Zali nie mówiłem ci już, że gdybyś zranił miłość własną Augusty, nie byłoby dla ciebie ratunku? Na Hades!…
Niebo Nie jest okrutne, lecz Romeo; on to, On jest okrutny. O Romeo! któż by Się był spodziewał! Romeo! Romeo! Cóżeś za szatan, że tak mię udręczasz? Taki głos w piekle by tylko brzmieć winien. Czyliż Romeo odjął sobie życie? Powiedz: tak! a te trzy litery gorszy Jad będą miały niż wzrok bazyliszka. Jeżeli takie „tak" istnieje, Julia Istnieć nie będzie; zawrą się na zawsze Te usta, które to „tak" wywołały.…
Nie, nie, ja wiem, co się dzieje I będę mogła dokładnie powiedzieć. Melancholicznych wejrzeń nie widziano. Sentymentalnych westchnień nie zważano, Słów nie słuchano — cóż więc pozostało? — Do nóg — miłość lub śmierć! — Lecz wypadało Mieć w ręku szpadę, sztylet, nóż stołowy, Albo nareszcie mordercze nożyczki!
Natychmiast wściekłość bierze miejsce strachu; Miecą bogactwa na stosy, Przynoszą żagwie i płomień do gmachu, I krzyczą strasznemi głosy: »Przeklęty będzie, kto się nie dobije!« Broniłam, lecz próżny opór: Klęczą, na progach wyciągają szyje, A drugie przynoszą topór. Gotowa zbrodnia... Czyli wezwać hordy I podłe przyjąć kajdany, Czy bezbożnemi wytępić się mordy?...…
— Kiedy tak — rzekł d'Artagnan, opuszczając ręce — na nic się nie przyda walczyć dłużej. Lepiej sobie w łeb palnąć od razu. — To jest ostatnie głupstwo, jakie się robi — mówił Atos — bo nie ma już na nie lekarstwa.
…«O, ty nieszczęsny! cóżeś ty uczynił! Czy szał cię jaki opętał złowrogi? Wychodź, o synu, błagalnie cię proszę!» Lecz syn na niego dzikim łysnął wzrokiem I twarz przekrzywił, a słowa nie rzekłszy Ima się miecza; wraz ojciec ucieczką Uszedł zamachu; natenczas nieszczęsny W gniewie na siebie nad ostrzem się schyla I miecz w bok wraża; lecz jeszcze w konaniu Drętwym ramieniem do zmarłej się tuli, A z ust dyszących……
Okropna jędza... Włos by gniazdo gadu Wisi w postronkach, a oczy się krwawią Jak zęby wilcze obroczone w ścierwie. Nóż ten zatruty piersi mi rozerwie, Jeżeli w ręce męża wpadnę żywa, I serce moje bijące ukąsi Jak żądło osy.
…Grając na fortepianie pewną melodię, posiada potęgę anioła, prostotę i uduchowienie niepojęte. Jest to jej pieśń umiłowana, a gdy posłyszę pierwszą nutę, wolnym się czuję od całej udręki, zmieszania i urojeń moich. W chwili, kiedy owłada mną owa prosta melodia, prawdopodobnym staje mi się wszystko, co powiadają o czarodziejskiej potędze muzyki w czasach zamierzchłych.…
zrywa się Nie! — oka mi nie wydarł! mam to silne oko, Widzę stąd, i stąd nawet, choć ciemno — głęboko, Widzę ciebie, Rollison, — bracie, cóż to znaczy? I tyś w więzieniu, zbity, krwią cały zbryzgany, I ciebie Bóg nie słuchał, i tyś już w rozpaczy; Szukasz noża, próbujesz głowę tłuc o ściany: — «Ratunku!» — Bóg nie daje, ja ci dać nie mogę, Oko mam silne, spojrzę, może cię zabiję — Nie — ale ci pokażę okiem — śmierci……
Chociaż to wariacja, nie jest jednakże bez metody. Może byś chciał zejść, mości książę? Z tego świata? W rzeczy samej, byłoby to zejściem. do siebie Jak trafne ma czasem odpowiedzi! Dar ten często bywa udziałem szalonych, gdy tymczasem przytomni i rozumni nie zawsze są zarówno szczęśliwi. Muszę go już opuścić i niezwłocznie pomyśleć o sposobach, jakby się on i moja córka zejść mogli.…
Nie podnoś na mnie tej ręki! Boję się — — boję — — Sambyś się splamił, gdybyś mi wyciął policzek!... Wszak–ci nie siedzę przed królem Herodem i trzciny nie mam w dłoni ani purpury na barkach! Wszak–ci ja nie mam tych oczu, co spod przymkniętej powieki patrzą tak smutno i cicho w smutną i cichą głębinę tej naszej ludzkiej niedoli... Czekaj — nie jestem tchórzem — Czemu ten wicher tak wieje?…
«Już nie pora!... Wiesz, o co proszę?... Zrzuć jaką gałązkę... Nie, kwiatów nie masz: więc nitkę z odzieży Albo z twojego warkocza zawiązkę, Albo kamyczek ze ścian twojej wieży. Chcę dzisiaj — jutro nie każdemu dożyć — Chcę na pamiątkę mieć jaki dar świeży, Który dziś jeszcze był na twoim łonie, Na którym jeszcze świeża łezka płonie; Chcę go przed śmiercią na mym sercu złożyć, Chcę go ostatnim pożegnać wyrazem...…
Światła nocy błyskają na nieba szafirze, Myśl zbłąkana w błękity niebieskie upadła, Oto ją gwiazdy w kręgi porywają chyże I kręcą, aż zmęczona, posępna, pobladła, Powróci z tańcu niebios w nudne serce moje... Czekam — nad otchłaniami niebieskimi stoję, Zalękniony o myśli w gwiazd tonące wirze. Gwiazdy! wy gdzieś lecicie jak żurawi stada! Gwiazdy! polecę z wami po niebios szafirze!…
— Śpiesz się! — zaszumiały jakieś głosy w wierzchołkach drzew. Zygfryd, pogrążony jakby we śnie, przewlókł drugi lejc przez sprzączkę, uczynił pętlę — wstąpiwszy na siodło, które złożył poprzednio pod drzewem, założył ją sobie na szyję. — Odepchnij siodło!... Już! Aa! Trącone nogą siodło potoczyło się o kilka kroków — i ciało nieszczęsnego Krzyżaka zwisło ciężko.
— Wieszże ty — mówiła prezesowa — że w chwili ostatniego z nim pożegnania myśleliśmy: czy by się do tej studni nie rzucić? Nikt by nas tam nie odszukał i na wieki zostalibyśmy razem. Zwyczajnie — szalona młodość...
Widok starego Jonesa wycierającego spoconą, łysą głowę czerwoną chustką, smutne skomlenie psa, nędza tej pełnej much kabiny będącej jedynym relikwiarzem wspomnień po zmarłym kapitanie Brierly, rzucało światło niewymownie lichego patosu na tę pamiętną postać; było ono jakby pośmiertną zemstą losu za jego wiarę we własną wspaniałość, która wyrzuciła z jego życia wszelkie niemiłe uczucia. Ale czy wszystkie!…
— Najgorsze jest to, że dla nich nie ma żadnego ratunku — mówiła cicho, jakby wciąż bojąc się, że kto usłyszy. — Tych, którzy się bronią, oni zabijają na miejscu. A tych, co się nie bronią, wywożą samochodami tak samo na śmierć. Więc co oni mają robić? Podpalają ich w domach i nie dają im wyjść. To matki zawijają dzieci w co tam mają miękkiego, żeby ich mniej bolało, i wyrzucają z okna na bruk!…
— Kiedy już sam poturbujesz się dobrze nad gospodarstwem i interesami, będziesz wiedział, jakie różnice zachodzą pomiędzy teorią a praktyką, rzeczywistością a sielanką. Witold wpadł mu w mowę: — Jeżeli kiedy, mój ojcze, przekonany zostanę, że teorie moje z praktyką w żaden sposób pogodzone być nie mogą, w łeb sobie strzelę, ale od teorii nie odstąpię za nic...…
W złym jarze człowiek blady krtań nożem przecina... Więc cóż? Sam przez się!... Własnoręcznie!... Mówią, że — Przyczyna! Że — Nóż! I mówią: «Chciał mrzeć, głupi! Słońce w twarz mu świeci... Chciał mrzeć!»... A on wie, że ból z ciała wymknął się i leci!... Leć — leć!...
rzucając płaszcz Niepotrzebnyś mi dłużej — wyginęli moi, a tamci klęcząc wyciągają ramiona ku zwycięzcom i bełkocą o miłosierdzie! — spoziera naokoło Nie nadchodzą jeszcze w tę stronę — jeszcze czas — odpocznijmy chwilę. — Ha! już się wdarli na wieżę północną — ludzie nowi się wdarli na wieżę północną — i patrzą, czy gdzie nie odkryją hrabiego Henryka. — Jestem tu — jestem — ale wy mnie sądzić nie będziecie.…
…Jakimże prawem chciałbym zerwać to zamęście, I, sam nieszczęśnik, wszystkich mam zaburzać szczęście?» Wpadł w rozpacz i nie widział innego sposobu, Chyba ucieczkę prędką; gdzie? chyba do grobu! Więc kułak przycisnąwszy na schylonym czole, Biegł ku łąkom, gdzie stawy błyszczały się w dole, I stanął nad błotnistym; w zielonawe tonie Łakomy wzrok utopił i błotniste wonie Z rozkoszą ciągnął piersią, i otworzył usta Ku……
Pokazujemy 48 z 98 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.