motyw literacki
Patriota
102fragmenty
22lektury
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Potop 45 fragmentów
- Ogniem i mieczem 7 fragmentów
- Anhelli 6 fragmentów
- Przedwiośnie 6 fragmentów
- Dziady, część III 5 fragmentów
- Wesele 5 fragmentów
- Lalka 4 fragmenty
- Pan Wołodyjowski 4 fragmenty
- Konrad Wallenrod 3 fragmenty
- Kordian 2 fragmenty
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 2 fragmenty
- Podróże Guliwera 2 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
A gdy już zbudowali dom i każdy się zajął swoją pracą, oprócz ludzi, którzy chcieli, aby je nazywano mądrymi i zostawali w bezczynności, mówiąc: oto myślimy o zbawieniu ojczyzny, ujrzeli raz wielką gromadę ptaków czarnych, lecącą z północy.
Dziedzic zapytał go o zebranie w kancelarii, a usłyszawszy wszystko, jak się odbywało, jaże oczy szeroko otworzył ze zdumienia. — I wyście się tak głośno, otwarcie o polską szkołę upominali? — Rzekłem, przeciek nie robię z gęby cholewy. — A żeście się to ważyli z tym wystąpić przy naczelniku, no, no! — W ustawie stoi o tym jak wół, to prawo miałem. — Ale skąd wam przyszło do głowy upominać się o polską szkołę?…
Wszystkich, — do jednego Sam widziałem. — Wracając, prosiłem kaprala Zatrzymać się; pozwolił chwilkę. Stałem z dala, Skryłem się za słupami kościoła. W kościele Właśnie msza była; — ludu zebrało się wiele. Nagle lud cały runął przeze drzwi nawałem, Z kościoła ku więzieniu. Stałem pod przysionkiem, I kościół tak był pusty, że w głębi widziałem Księdza z kielichem w ręku i chłopca ze dzwonkiem.…
Na widok tych cudzoziemców, silnych, niezgrabnych, śmiejących się ordynaryjnie, cuchnących łojem i gadających nieznanym a twardym językiem, w księciu zagotowało się. Jak lew, kiedy zobaczy obce zwierzę, choć niegłodny, zabiera się jednak do skoku, tak Ramzes, chociaż ludzie ci nic mu nie zawinili, uczuł do nich straszną nienawiść. Drażnił go ich język, ich ubiory, ich zapach, nawet ich konie.…
Tobie, zacny biskupie, tobie, jeśli komu, Ten piękny klejnot służy cnych Habdanków domu, Bo ty, służąc ojczyźnie przodków swych przykłady, Nie pierścień, aleś wszytki wylał swe pokłady Prze sławę domu swego, prze pożytek Rzeczy Pospolitej, którą ty zawżdy masz na pieczy. Ciebie posłem papieskie pałace widały, Ciebie Rzesza i uszy cesarskie słuchały.…
Święta miłości kochanej ojczyzny, Czują cię tylko umysły poczciwe! Dla ciebie zjadłe smakują trucizny, Dla ciebie więzy, pęta niezelżywe. Kształcisz kalectwo przez chwalebne blizny, Gnieździsz w umyśle rozkoszy prawdziwe, Byle cię można wspomóc, byle wspierać, Nie żal żyć w nędzy, nie żal i umierać.
«Ja śpiewam — zawoła. — Dawniej Prusakom i Litwie śpiewałem: Dziś jedni legli w ojczyzny obronie, Drudzy, żyć nie chcąc po ojczyzny zgonie, Dobić się wolą nad jej martwym ciałem; Jak sługi, wierne w dobrym i złym losie, Giną na swego dobroczyńcy stosie.
Oj, dobrze cesarzowi, że polskie szablice Śpią sobie na poduszkach... Wielki Książę bieży I nakazał gardłowej przegrywać muzyce. Słychać śpiew na nutę: God save the king. Ha! ha! dmą sobie ludzie w gardła jak w oboje. Sypnęły się zielone szambelanów roje, Pożółciałe haftami, niby pszczoły z ula... Ha, idzie... Kto? Król. śpiewa Boże, pochowaj nam króla! Nie w takt śpiewasz i nie w sens... Ha!…
— Otóż, co... Gotował wraz z innymi piwo, które do dziś dnia pijemy, i sam w rezultacie oparł się aż gdzieś koło Irkucka.
Zwoływali się surmą na wrzawę-zabawę, A jam gadał z mogiłą... Wszyscy na koń już siedli, by jechać po sławę, Lecz mnie z nimi nie było. Sny moje zaniedbane marnieją w dolinie... Weź pług w dłonie i oraj! Płynie życie bez jutra, a w ślad za nim płynie Moje życie — bez wczoraj!
…„Rzeczpospolita niejedną klęskę poniosła — mówił pan Czarniecki — ale ma ona w sobie siłę niespożytą. Nie złamała jej dotąd żadna potęga, nie złamią i bunty chłopów, których sam Bóg pokarze, gdyż występując przeciw zwierzchności, Jego to woli się oponują. A co do klęski, prawda, iż jest żałosną, ale któż tę klęskę poniósł? Hetmani? Wojska koronne? Nie!…
Pan Tadeusz kręcił się, nudząc niepomału Długą rozmową, w której nie mógł brać udziału. Aż, gdy zaczęto sławić cudzoziemskie gaje, I wyliczać z kolei wszystkich drzew rodzaje: Pomarańcze, cyprysy, oliwki, migdały, Kaktusy, aloesy, mahonie, sandały, Cytryny, bluszcz, orzechy włoskie, nawet figi, Wysławiając ich kształty, kwiaty i łodygi: Tadeusz nie przestawał dąsać się i zżymać, Na koniec nie mógł dłużej od gniewu……
Zanim więc pan Michał z powrotem do Warszawy dojechał, zastał listy zapowiednie na jego imię z ramienia wojewody ruskiego wydane. Uważając zaś, że ojczyzna zawsze przed prywatą iść powinna, myśli o prędkim weselu poniechał, a na Ukrainę ruszył. Kilka lat w tamtych stronach wojował mając zaledwie sposobną porę list od czasu do czasu do utęsknionej panienki posłać, żyjąc w ogniu, w niewypowiedzianych trudach i pracy.
Tak filozofował nad tym, co mu o Anglii opowiadałem. Bladłem i czerwieniłem się z oburzenia, widząc moją kochaną ojczyznę, mistrzynię nauk, panią morza, plagę Francji, wzór Europy, siedlisko cnoty, pobożności, honoru i prawdy, przedmiot dumy i zazdrości świata, tak wzgardliwie potraktowaną i najdotkliwiej obrażaną.
…Dostrzegł wreszcie dziwaczny znak... Wyniosły słup z długim poprzecznym ramieniem... Tłum dokoła tego miejsca krążył i wrzał a wrzał. Leciało stamtąd echo gwaru — chargotu. Wrzawa wznosiła się, wznosiła wciąż jako wówczas, gdy burza idzie z boru w bór. Chwila jeszcze i strzeli piorun. Straszliwy grom zwali się w miasto i zatrzęsie posadą ziemi. Wtedy gwar cichnie, przygasa, upada.…
Tegoż samego dnia wieczorem przyjechał pan Kmicic do Wodoktów na czele stu kilkunastu ludzi, których ze sobą z Upity przyprowadził, żeby ich do Kiejdan hetmanowi wielkiemu odesłać, sam uznał bowiem, że w tak małym miasteczku nie masz dla większej liczby ludzi pomieszczenia i że po ogłodzeniu mieszczan żołnierz musi się uciekać do gwałtów, zwłaszcza taki żołnierz, któren tylko strachem przed dowódcą w karności może……
— Dlatego do Polski — mówił — że tam się zaczęła nowa cywilizacja. — Jakaż to? — A no posłuchaj, jaka... — Słucham. — Narodził się był w Polsce człowiek jeden, a nazywa się tak samo jak my obaj — Baryka — człowiek genialny. — Co znowu! nic mi nigdy o tym nie mówiłeś. Cóż to za jeden? Krewny? — A właśnie że tak. Tak się nazywa — Baryka.…
Konie były głodne i zgonione tak dalece, że co pewien czas ustawały. Nic dziwnego: koła zarzynały się w błoto po szynkle, a na drabiniastym wozie pod trochą olszowego chrustu, siana i słomy leżało samych karabinków sztuk sześćdziesiąt i kilkanaście pałaszów, nie licząc broni drobniejszej. Były to wcale niezłe szkapy: rosłe, podkasane, prawie chude, ale ze świetnej rasy pociągowej.…
Zygier złożył książkę, przez chwilę się namyślał i wnet zaczął mówić głosem nie donośnym, ale dźwięczącym jak szlachetny metal: Nam strzelać nie kazano. Wstąpiłem na działo... Usłyszawszy te wyrazy, Sztetter zerwał się na równe nogi i zaczął machać rękami, ale Zygier nie umilkł. Jakby odepchnięty jego wzrokiem nauczyciel siadł na swym krześle, podparł głowę rękoma i nie spuszczał oka z szybek we drzwiach.…
Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami; Nigdy mi, kto szlachetny, nie był obojętny: Dziś was rzucam i dalej idę w cień — z duchami, A jak gdyby tu szczęście było, idę smętny. Nie zostawiłem tutaj żadnego dziedzica Ani dla mojej lutni, ani dla imienia: Imię moje tak przeszło, jako błyskawica, I będzie, jak dźwięk pusty, trwać przez pokolenia.…
Miało to i tę korzyść, że uczył się zarazem ich języków. Kanał Sueski nie dość było przekopać, trzeba go jeszcze i utrzymać, gdyż inaczej piaski z pustyń, leżących po obu jego brzegach, zasypałyby go w ciągu roku. Wielkie dzieło Lessepsa wymaga ciągłej pracy i czujności. Toteż do dziś dnia nad pogłębieniem jego łożyska pracują pod dozorem biegłych inżynierów potężne maszyny i tysiące robotników.…
…z miastowymi to dziś krucho; ino na wsi jesce dusa, co się z fantazyją rusa. Gdyby wam tak... Nie powtórzyć; — jakby kiedy co do czego, myśmy — wi sie, nie od tego; — ino kto by nos chcioł użyć — kosy wissom nad boiskiem. Toście zawdy mocny pyskiem. Ino sie napatrzcie pięści, niech no ino kaj-gdzie świsnę, to słychać, jak w ziobrach chrzęści. Jak z tym Żydem...!…
I wszystkie krzyczeć zaczęły z wielką dumą: my Polaki, odprowadź nas do ojczyzny i do matek naszych, aż Szaman począł płakać, uśmiechając się...
Ale ta miłość moja na świecie, Ta miłość nie na jednym spoczęła człowieku Jak owad na róży kwiecie: Nie na jednej rodzinie, nie na jednym wieku. Ja kocham cały naród! — objąłem w ramiona Wszystkie przeszłe i przyszłe jego pokolenia, Przycisnąłem tu do łona, Jak przyjaciel, kochanek, małżonek, jak ojciec: Chcę go dźwignąć, uszczęśliwić, Chcę nim cały świat zadziwić,
Znam ja was!... Każda piosnka wajdeloty Nieszczęście wróży jak nocnych psów wycie: Mordy, pożogi wy śpiewać lubicie, Nam zostawiacie — chwałę i zgryzoty... Jeszcze w kolebce wasza pieśń zdradziecka Na kształt gadziny obwija pierś dziecka I wlewa w duszę najsroższe trucizny, Głupią chęć sławy i miłość ojczyzny!...…
Niech się rojami podli ludzie plemią I niechaj plwają na matkę nieżywą, Nie będę z nimi! — Niechaj z ludzkich stadeł Rodzą się ludziom przeciwne istoty I świat nicują na złą stronę cnoty, Aż świat, jak obraz z przewrotnych zwierciadeł, Wróci się w łono Boga, niepodobny Do tworu Boga... Niechaj tłum ów drobny! Jak mrówki drobny! ludem siebie wyzna! Nie będę z nimi!…
…Chcąc, ażebym zupełnie był gotów, gdy wybije godzina sprawiedliwości, ojciec sam pracował nad moją edukacją. Nauczył mię czytać, pisać, kleić koperty, ale nade wszystko — musztrować się. Do musztry zapędzał mnie w bardzo wczesnym dzieciństwie, kiedy mi jeszcze zza pleców wyglądała koszula.…
…Spodziewał się też, że Bóg, któren nad niewinnością czuwa, Heleny nie opuści, a chcąc łaskę Jego tym bardziej dla niej zjednać, postanowił sam z grzechów się oczyścić. Wyszedł tedy z cekhauzu i szukał księdza Muchowieckiego, a znalazłszy go pocieszającego niewiasty, o spowiedź prosił. Ksiądz powiódł go do kaplicy, zaraz siadł do konfesjonału i słuchać począł.…
…Ale jeszcze raz zgodzę». «Zgodzić? Cóż to znaczy! A idźże mi waść wreszcie z tą zgodą do licha! — Przerwał Sędzia, tupnąwszy nogą — patrzcie mnicha! Że go przyjmuję grzecznie, chce mnie za nos wodzić! Wiedz wasze, że Soplice nie zwykli się godzić: Gdy pozwą, muszą wygrać; nieraz w ich imieniu Trwał proces, aż wygrali w szóstym pokoleniu.…
Po wojnie węgierskiej, po której odbył się ślub pana Andrzeja Kmicica z panną Aleksandrą Billewiczówną, miał także wstąpić w związki małżeńskie z panną Anną Borzobohatą Krasieńską równie sławny i zasłużony w Rzeczypospolitej kawaler — pan Jerzy Michał Wołodyjowski, pułkownik chorągwi laudańskiej. Ale przyszły znaczne mitręgi, które sprawę opóźniły i przewlokły.…
Ale wyznam szczerze jeszcze inną pobudkę mej rzetelności. Przeżywszy cały rok z Houyhnhnmami, powziąłem ku nim tyle przywiązania, miłości i szacunku, że postanowiłem nie myśleć już o powrocie do rodzaju ludzkiego, ale kończyć moje dni wśród tych zachwycających stworzeń, abym się doskonalił w cnocie, w oddaleniu od wszelkich ponęt do występków. Szczęśliwy bym był, gdyby moje postanowienie było stateczne.…
…Na północ szła główna arteria miasta — ulica Engracia, otwierająca się na Calle del Coso i wraz z ulicą świętego Giliusza (od Coso do mostu) przecinająca gród na dwie prawie równe części. Trzecie wyjście wiodło na wschód, w ogrody i bocznice ku bramie Quemada. Wojska musiały iść wprost, w ulicę Engracia.…
Nagle drzwi wchodowe otworzyły się z trzaskiem i wypadł z nich pan Władysław Skoraszewski. Obecni cofnęli się w przerażeniu. Ten człowiek, zwykle tak spokojny i łagodny, o którym mówiono, że rany mogły się goić pod jego ręką, wyglądał teraz strasznie.…
…Szli wszyscy, wszyscy, wszyscy. Jak na bal, jak na zamiejską wycieczkę. Jeszcze nie widział w swym życiu takiego zjawiska jak ten entuzjazm Polaków. Pewnego dnia słyszał na zburzonym moście żelaznym nad Wisłą mowy robotników i przywódców robotniczych wzywające do walki na śmierć i życie — nie z burżuazją, jak zawsze w mowach robotniczych — lecz z tym najeźdźcą, który kraj nadchodzi, łupi i zamienia w ruinę, niosąc……
To jedno! Usypiam duszę mą biedną i usypiam brata mego; wszystko jedno, wszystko jedno, tyle złego, co dobrego, okropne rzeczy się dzieją. Patrzeć na przebiegi zdarzeń — dalekie, dalekie od marzeń, tak odległe od wszystkiego, co było wielkie w kraju; że wszystko, co było, przepadło, bezpowrotnie w mroku zbladło: to bajki o Trzecim Maju!…
I rzekł Szaman: oto już nie będziemy cudów okazywać, ani mocy Bożéj, która w nas jest, ale płakać będziemy; bo zaszliśmy do ludzi, którzy nie widzą słońca. Ani nauk im dawać należy, bo ich więcéj nauczyło nieszczęście; ani nadziei im dawać będziemy, bo nie uwierzą. W dekrecie, co je potępił, napisano było: na wieki!... Oto są kopalnie Sybiru! Stąpaj tu ostrożnie, bo ta ziemia brukowana jest ludźmi śpiącymi.…
Modlisz się jeszcze dotąd! — czas spać, północ biła. Jużem się za ojczyznę moję pomodliła, Jak nauczono, i za ojca, i za mamę; Zmówmy jeszcze i za nich pacierze też same. Choć oni tak daleko, ale to są dziatki Jednej ojczyzny naszej, Polski, jednej matki. Litwin, co dziś tu przybył, uciekł od Moskali; Strach słyszeć, co tam oni z nimi wyrabiali.…
Tak, wróćmy! Pozwól!... Mam w Zakonie władzę, Każę otworzyć... Lecz po co rozkazy? Gdyby ta brama była tysiąc razy Twardsza od stali, wybiję, wysadzę; Tam cię, o luba! ku naszej dolinie. Tam poprowadzę, poniosę na ręku; Lub dalej pójdziem... Są w Litwie pustynie, Są głuche cienie białowieskich lasów, Kędy nie słychać obcej broni szczęku Ani dumnego zwycięzcy hałasów, Ni zwyciężonych braci naszych jęku...…
— Nie — mówił bas — on z tych dostaw nie obmyje się nawet szarym mydłem. Kupiec galanteryjny robi dostawy! Warszawiak jedzie do Bułgarii!... — Pański brat, inżynier, jeździł za zarobkiem jeszcze dalej — odezwał się półgłos. — Zapewne! — przerwał bas. — Czy może i sprowadzał perkaliki z Moskwy? Tu jest drugi sęk: zabija przemysł krajowy!... — Ehe! he!... — zaśmiał się ktoś dotąd milczący — to już do kupca nie należy.…
— Ja, Jeremi Wiśniowiecki, wojewoda ruski, książę na Łubniach i Wiśniowcu, przysięgam Tobie, Boże w Trójcy Świętej jedyny, i Tobie, Matko Najświętsza, jako podnosząc tę szablę przeciw hultajstwu, od którego ojczyzna jest pohańbiona, póty jej nie złożę, póki mi sił i życia stanie, póki hańby owej nie zmyję, każdego nieprzyjaciela do nóg Rzeczypospolitej nie zegnę, Ukrainy nie uspokoję i buntów chłopskich we krwi nie……
A pan Sobieski siadł naprzeciw i mówił dalej: — Nie chcę z tobą gadać jak z podkomendnym, ale jak z przyjacielem, ba! Jako ojciec z synem! Jeszcze za tych czasów, kiedyśmy to w ogniu bywali, u Podhajec i przedtem, na Ukrainie; kiedyśmy ledwie zdużać mogli przemocy nieprzyjacielskiej, a tu, w sercu ojczyzny, ubezpieczeni za naszymi plecami źli ludzie warcholili się, prywat własnych dochodząc — przychodziło mnie……
— Słyszycie, mości panowie, oni tam ojczyznę zaprzedają jak judasze i hańbią! Wiedzcie, że już nie należym do Polski. Mało im było wydać w ręce nieprzyjaciela was wszystkich, obóz, wojsko, działa. Bogdaj ich zabito! — Oni jeszcze podpisali w swoim i waszym imieniu, że wyrzekamy się związku z ojczyzną, wyrzekamy się pana, że cała kraina, grody warowne i my wszyscy będziem po wieczne czasy do Szwecji należeć.…
— Te figury? To „warszawiacy" czasów minionych: Marian Bohusz, Stanisław Krzemiński, Edward Abramowski. — „Warszawiacy"? Dlaczego im pan nadaje taki tytuł ogólny i wspólny? Czy dlatego, że w Warszawie mieszkali? — Nie. Nie dlatego. Za czasów niewoli rosyjskiej mieliśmy tutaj w Warszawie znakomitych pracowników, świetne charaktery, doskonałych — uczonych, którzy żyli w tłumie, przeszli niepostrzeżeni i nieuznani.…
Z daleka jechał, miał blisko; goniec, zwiastun, Wernyhora! Tam! już jakaś wielka Zgoda. Z daleka jechał, miał blisko — koniec i początek Sprawy. Kazał. — Słowo. Słuchać muszę, zaprzysiągłem się na duszę. Jego siła mnie urzekła: Duch narodu! Widmo z Piekła! gwałtu, rety, jesteś chory, cosi, gdziesi, kajsi, ktosi – piłeś duza. Duch ponosi!
Na to mu odpowiedział człowiek blady i aresztant... Ten, o którego pytasz, księdzem był, ja go znałem; spowiadał żonę moją i dzieci w ojczyźnie. A gdy przyszła wojna, siadł na koń z krzyżem w ręku i z bosymi nogami; a gdy był ogień, przed szeregami stał, krzycząc: za ojczyznę!... za ojczyznę!…
Cichowski uwolniony? Ja znam Cichowskiego. Właśnie byłem, chciałem się dowiedzieć od niego, Żeby między naszymi na Litwie rozgłosić. My powinniśmy z sobą łączyć się i znosić; Inaczej, rozdzieleni, wszyscy zginiem marnie. gadają ciszej przy nich stojąca A jakie on okropne wytrzymał męczarnie!
…Zresztą religia nakazywała mu sympatię dla maluczkich i książę rumienił się na samą myśl, że większa część towarzystwa stanie kiedyś przed boskim sądem bez tego rodzaju zasługi. Więc aby uniknąć wstydu dla siebie, bywał i nawet zwoływał do swego mieszkania rozmaite sesje, wydawał po dwadzieścia pięć i po sto rubli na akcje rozmaitych przedsiębiorstw publicznych, nade wszystko zaś — ciągle martwił się nieszczęśliwym……
Książę tymczasem rzucił się do Zamościa i starłszy po drodze czambulik, o którym Cichocki mieszczanom wspominał, zajął się naprawą i opatrzeniem tej potężnej z natury twierdzy, którą też w krótkim czasie niezdobytą uczynił.…
Pokazujemy 48 z 102 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.