motyw literacki
Opieka
81fragmentów
35lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Odyseja 11 fragmentów
- W pustyni i w puszczy 8 fragmentów
- Nad Niemnem 6 fragmentów
- O krasnoludkach i sierotce Marysi 5 fragmentów
- Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie 5 fragmentów
- Quo vadis 5 fragmentów
- Potop 3 fragmenty
- Klechdy sezamowe 2 fragmenty
- Lalka 2 fragmenty
- Lord Jim 2 fragmenty
- Mały Książę 2 fragmenty
- Nasza szkapa 2 fragmenty
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
A teraz jest wygnaną, jak wy jesteście wygnani, i ukochała mogiły wasze, i piastunką jest grobowców, mówiąc kościom: nie skarżcie się, lecz śpijcie! Ona odpędza reny, kiedy przyjdą mech wyciągać spod głowy trupów, ona jest pasterką renów. Przywyknij do niéj za życia, albowiem będzie na mogile twojéj stąpać przy blasku księżyca; przywyknij do głosu jéj, abyś się nie obudził, gdy mówić będzie.…
Osieł podczas upału szukając ochłody Postrzegł, iż pasterz bydło prowadził do wody. Zbudował się z takowej dobroci człowieka, A gdy przyczyn postępku tego nie docieka, Rzekł mu wół: «Cudzy przykład niechaj cię nauczy: Siebie on, nie nas kocha — żeby zarżnął, tuczy».
…A Rocho szedł dalej po chałupach, miarkując, gdzie może być w czym pomocny. Przyciszał kłótnie, spory łagodził, doredzał, a gdzie było potrza, i w robocie, choćby najcięższej, pomagał; bo jak u Kłębów drew narąbał, widząc, że Kłębowa nie mogła poradzić sękatemu pniakowi, a Paczesiowej wody przyniósł ze stawu, gdzie znowu rozswawolone dzieci do posłuchu napędzał...…
Czym Lota może być dla chorego, to ocenić mogę miarą własnego biednego serca mego, w gorszym będącego stanie, niż niejedno dogorywające na śmiertelnym łożu. Spędzi kilka dni u pewnej zacnej kobiety, której koniec zbliża się wedle zdania lekarzy, bo chora chce mieć przy sobie Lotę w swych chwilach ostatnich.…
Niedobre, nieczułe dziecię! Ziemskie matki twej zasługi, Prośby jej na tamtym świecie Strzegły długo wiek twój młody Od pokusy i przygody: Jako róża, anioł sadów, We dnie kwitnie, w noc jej wonie Bronią senne dziecka skronie Od zarazy i owadów. Nieraz ja na prośbę matki I za pozwoleniem bożem Zstępowałem do twej chatki, Cichy, w cichej nocy cieniu: Zstępowałem na promieniu I stawałem nad twym łożem.…
On tłustej kompleksji I tchu krótkiego. Hamlecie, masz chustkę. Obetrzyj sobie czoło; matka pije Za powodzenie twoje.
Zelżyj, o Panie, zelżyj!... Dłoń mi podajesz, o Chryste?! Nie chcę! nie chcę!
Tak czuwali Trojanie, gdy na Greków padła Zimnego strachu siostra, Ucieczka wybladła: Ranne bólem, najstarsze umysły się chwieją. Jak gdy nagle z Zefirem Boreasz zawieją Burząc ocean od ryb mnogich zamieszkany, Na bałwanach się czarne podnoszą bałwany Zielsko i pianę miecąc morskiego łożyska: Tak strach w Achajów piersiach drżącym sercem ciska.…
— Nie uchylajcie się przed czynem dobrym — mówiła tymczasem Jędrzejowa — i nie bójcie się wiedźmy, gdy już do świata należeć przestaje. Trzeba jej dopomóc w chwili, gdy nikt jej pomocy dać nie chce. Trudna to praca — konanie, bo i na śmierć zapracować trzeba, jak na tę chatę pustą, zanim się ją przy drodze postawi, aby w niej potem zamieszkać.…
— Czcigodna księżniczko, dzięki dziwacznemu i naprawdę czarodziejskiemu przypadkowi znalazłem się w twej komnacie mniej więcej o północy, kiedy wszyscy ludzie zazwyczaj śpią i nikt nikogo nie budzi. Jestem synem króla perskiego. Jeszcze wczoraj z rana byłem w Persji. Dziś jestem w nieznanej krainie. Grozi mi tu niebezpieczeństwo, o ile ty, czcigodna księżniczko, nie weźmiesz mnie pod swoją opiekę.…
— Tak to rozumiem — cieszył się doktór. — Za tydzień, jeśli tak dalej pójdzie, będę znów nazywał Maciusia jego królewską mością. A teraz — to nie król, a chudziątko, zbiedzony sierotka, który opiekował się całym światem, a którym nie miał się kto zaopiekować, bo nie ma mamusi. Po tygodniu podał mu doktór lustro: — Już prawie król, czy nie?…
Siedziała dniami, tygodniami Przy łóżku nieszczęśliwej pani, W smutek wysoki oprawiona, W nieszczęściach jak w żałobnej ramie — Jak obraz — jak anioła obraz — Milczała, gorejąco dobra, Nieuśmiechnięta. To jej cecha. Wiedzcie, że trudno się uśmiecha. Zastygła w nieprzebytej nudzie: W cierpliwym, beznadziejnym trudzie. Wpatruje się w kamienną panią I działa — wynajęty anioł. Oto jej praca za pieniądze.…
— Słuchaj, Węgiełek — rzekł nagle — podobasz mi się. Będę w tej okolicy — dodał, cicho wzdychając — będę jeszcze z tydzień... A jeżeli wyrzeźbisz mi dobrze napis, wezmę cię do Warszawy na jakiś czas... Tam przekonam się, co jesteś wart, i... może odnajdą się twoje warsztaty. Chłopak pochylał głowę na prawo i na lewo, przypatrując się Wokulskiemu.…
Synku miły i wybrany, Rozdziel z matką swoją rany; A wszakom cię, Synku miły, w swem sercu nosiła, A takież tobie wiernie służyła. Przemów k matce, bych się ucieszyła, Bo już jidziesz ode mnie, moja nadzieja miła.…
Śniło się Jimowi, że jakiś potężny głos płynący z nieba woła nań: „Zbudź się, zbudź" i pomimo, że spał kamiennym snem — zbudził się. Czerwony blask pochodni padał na jego oczy. Gęste zwoje czarnego dymu kłębiły się nad głową jakiegoś zjawiska, nadziemskiej istoty w białej szacie, o surowej, pełnej niepokoju twarzy. Po chwili poznał dziewczynę.…
…Kiedy po raz ostatni podlał swoją różę i był gotów schować ją pod kloszem, poczuł, że chce mu się płakać. — Żegnaj — powiedział. Lecz róża mu nie odpowiedziała. — Żegnaj — powtórzył. Róża zakaszlała. Ale to nie był kaszel spowodowany przeziębieniem. — Byłam niemądra — powiedziała w końcu. — Wybacz mi. Postaraj się być szczęśliwy. Był zaskoczony, że nie robi mu wyrzutów. Stał zmieszany, trzymając uniesiony klosz.…
…Na drodze ściśniętej pomiędzy płotami dwóch zagród ukazała się para ludzi, z których jeden był małym, przygarbionym starcem, w płóciennej, aż do stóp zapiętej kapocie, a drugą — wysoka, pleczysta dziewczyna w różowym kaftanie i z kasztanowatymi włosami.…
Przy tym wsuwaniu się musiał jakoś nacisnąć Piotrusia, bo malec nagle piszczeć zaczął, a potem na dobre się rozbeczał. Matka stęknęła z cicha raz i drugi. — Filipie! Filipie! — rzekła słabym głosem — a zajrzyj no do chłopców, bo Piotruś czegoś płacze... Ale ojciec spał. — Chłopcy! — odezwała się znowu matka — a czego tam Piotruś płacze? — To Felek, proszę mamy! — odrzekłem. — Nieprawda, proszę mamy, to Wicek!…
Możeś zasłabł nagle, mój drogi? Wstanę i dam ci eteru Zaśnij. — Powiedz mi, drogi, co masz, bo głos twój niezwyczajny i gorączką nabiegły ci jagody. —
I zdarzało się tak nieraz, że się matuleńka przyśniła nocą Marysi. Cicho, cichuchno, biało, bieluchno, szła przez izbę niby promień miesięczny i niby promień otaczała swą jasnością główkę śpiącej sierotki swojej. Śniło się wtedy Marysi, że słońce świeci i że kwiaty pachną. Wyciągała ręce do mateńki i szeptała we śnie: — Przyszłaś, mateńko? A tuż nad nią głos słodki i cichy: — Przyszłam, dziecino!…
Wybiegł Helios z jeziora promiennej pościeli Na spiżowy strop nieba. I już dniem się bieli Dla bogów i dla ludzi ziemia karmicielka, Gdy do Pylos przybyli. Murów moc tam wielka W grodzie Neleja! Właśnie lud dawał ofiarne, Zabijane na brzegu morskim, byki czarne Posejdonowi. Dziewięć ław było zajętych, Po pięćset w każdej; dziewięć byków też zarżniętych Przed każdą.…
…Był to bowiem pan nadzwyczaj tkliwego serca i dla żołnierzów ojciec prawdziwy. Dyscypliny przestrzegał żelaznej, ale pod względem hojności, łaskawego traktowania ludzi i opieki, jaką otaczał nie tylko ich samych, ale ich dzieci i żony, nikt się z nim nie mógł porównać. Dla buntów straszny i niemiłosierny, był jednak prawdziwym dobrodziejem nie tylko szlachty, ale i całego swego ludu.…
Powietrze było zapełnione milionami widm, błądzącymi we wszystkich kierunkach z gorączkowym pośpiechem i jęczącymi żałośnie. Wszystkie dźwigały takie same łańcuchy, jak duch Marleya; niektóre (mogły to być występne rządy) były skute razem; ani jedno nie było bez okowów. Wielu Scrooge znał dobrze za ich życia.…
Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy I w Ostrej świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem! Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem (Gdy od płaczącej matki, pod Twoją opiekę Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę; I zaraz mogłem pieszo, do Twych świątyń progu Iść za wrócone życie podziękować Bogu), Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono.
…To jest panna Krystyna Drohojowska, a ówta, panna Barbara Jeziorkowska. Mąż mój jest opiekunem ich i ich majętności, a one z nami mieszkają, bo sieroty. Samotnie zaś mieszkać tak młodym pannom nie wypada. Przez czas, gdy stolnikowa mówiła, Wołodyjowski skłonił się żołnierskim obyczajem; panny chwyciwszy palcami za suknie dygnęły obie, przy tym panna Jeziorkowska rzuciła głową jak młody źrebak.
Karol śpi jak człowiek, którego gryzie cierpienie. Bóg zesłał mu świętego Gabriela; jemu polecił, aby strzegł cesarza. Anioł stoi całą noc w jego głowach. Widzeniem ukazuje mu bitwę, jaką mu wydadzą. Ukazuje mu ją złowróżbnymi znaki.
I w tej chwili coś mu do serca szeptało: „Ojcze, ojcze! żebyś ty był górę ogrodził płotem, nie utonęłoby dziecko...". Ale Ślimak odpowiedział sobie: „Nie ja winien; miał umrzeć, to i umarł, kiedy taka nadeszła godzina...".
Składali owe rady starsi laudańscy pod przewodem Pakosza Gasztowta i Kasjana Butryma, dwóch patriarchów okolicznych — wszystka zaś szlachta, której ufność, jaką w niej położył zmarły pan Billewicz, wielce pochlebiła, poprzysięgła sobie wiernie stać przy literze testamentu i pannę Aleksandrę prawie rodzicielską opieką otoczyć.…
— Zapewne pan już zauważył, że choć mam sporą kancelarię, nie zatrudniam żadnych pomocników. Kiedyś było inaczej; pracowało dla mnie kilku młodych prawników, dziś pracuję sam. Ta zmiana po części wiązała się ze zmianą mojej praktyki adwokackiej, z czasem coraz bardziej ograniczałem się do spraw tego rodzaju co pańska, po części zaś miałem w nich coraz większą biegłość.…
— A teraz powiedz mi, czemu tak postąpiłeś z tym biednym stworzeniem? — Zrobiłem to z litości nad nim, bo nie ma cioci. — Nie ma cioci? Słuchaj, ancymonie, co ma do tego ciocia? — Bardzo dużo. Gdyby miał ciocię, to ona sama by go ogniem prażyła, wypalała z niego wnętrzności bez miłosierdzia, jakby był tylko marnym człowiekiem! Ciotka Polly doznała nagle męki wyrzutów sumienia.…
— Aulu Plaucjuszu — począł Hasta — cezar dowiedział się, iż w domu twoim przebywa córka króla Ligów, którą ów król jeszcze za życia boskiego Klaudiusza oddał w ręce Rzymian jako rękojmię, że granice imperium nigdy nie zostaną przez Ligów naruszone.…
Jeżeli on na mnie co powiedział, dam ja mu, chociażby był zuchwalszy, niż jest, i miał ze sobą dwudziestu sobie podobnych drabów; a jeżeli mi ujdzie, to znajdę takich, co to potrafią. A hultaj! czy to ja jestem jego kochanką, jego poniewieradłem! (do Piotra) I ty tu stałeś także i mogłeś ścierpieć, żeby mnie lada gbur używał wedle upodobania za przedmiot swych bezwstydnych żartów?…
Młoda osoba, która od niedawna mieszka w tej dzielnicy. Zda się, niebo samo stworzyło ją po to, aby natchnęła miłością każdego, kto się do niej zbliży. Na świecie nie może istnieć nic powabniejszego; wyznaję, iż straciłem zmysły od pierwszej chwili, kiedy ją ujrzałem. Nazywa się Marianna; mieszka z poczciwą matką, która prawie ciągle jest chora i do której przywiązana jest w sposób wprost niewiarygodny.…
Ja go nie odmienię, To rzecz daremna. Na kasztana wsiędę!... przestraszony O! na kasztana! Przede dniem tu będę. Weź już moją dorożkę, a kasztan niech stoi. do siebie Jeszcze kark skręci z tego waryjata. Dobrze, stryjaszku. I deliję moją. Dobrze, stryjaszku. W tej kurteczce lata. Jeszcze kataru u diaska dostanie. Dobrze, stryjaszku, jak chcesz, tak się stanie. Ja zawsze mówię, święte rady twoje.…
…Wobec tego, po krótkiej naradzie, postanowił pan Rawlison zostawić Nel pod opieką starej Dinah i Stasia oraz ajenta konsularnego włoskiego i miejscowego mudira (gubernatora), z którym się poprzednio poznał. Obiecał też Nel, której żal było rozstawać się z ojcem, że ze wszystkich bliższych miejscowości obaj z panem Tarkowskim będą wpadali do Medinet albo jeśli znajdzie się co godnego widzenia, wzywali dzieci do……
— Dość tego! Trzy lata znoszę cierpliwie twoje wybryki! Trzy lata patrzę na to, jak czcisz i uwielbiasz tego potwora! Nie wystarcza ci twoje własne dla niego uwielbienie, żądasz jeszcze, abym ja i moi poddani uznali bożka w tym martwym Murzynie!…
Tymczasem na początku świętego postu zesłał Pan Bóg miłosierny na mnie takiego bolaka, żem musiał leżeć w domu, i jeszcze doktór mnie pokrajał. Aż tu panna Marianna jak nie zacznie do mnie chodzić, łóżko prześciełać, pokrajanie mi opatrywać... Mówił doktór, żeby nie jej opatrunki, to bym z tydzień dłużej leżał.…
Tu zerwał się i chodzić zaczął pośpiesznie. — Kocham ją, kocham bardzo. Więcej niż wyrazić mogę. Rozumie się, że tego opowiedzieć nie można. Zupełnie się człowiek inaczej na swe czyny zapatruje, gdy mu dane jest do zrozumienia, że obecność jego jest konieczna, niezbędna — dla drugiej osoby. Ja właśnie to czuję. Czyż to nie zadziwiające! Ale pomyśl tylko, jakie było jej życie. Przecie to było okropne!…
Mały Książę miał zupełnie inne wyobrażenie o rzeczach poważnych niż dorośli. — Jeśli o mnie chodzi — dodał — posiadam kwiat, który codziennie podlewam. Posiadam trzy wulkany, które przeczyszczam co tydzień, łącznie z tym wygasłym. Bo nigdy nic nie wiadomo. To, że posiadam te wulkany i że posiadam mój kwiat, jest dla nich użyteczne. Ale ty nie jesteś użyteczny dla gwiazd...…
Było to niewyraźne echo, przynoszące mu z odległej młodości urywek na wpół zapomnianego wiersza. Zaraz przecież zaczął iść dalej, a raczej wspinać się na górę, po naturalnie wyżłobionych, korzeniami drzew i wrosłymi w ziemię kamieniami najeżonych wschodach.…
Szkapę czyściliśmy co dzień. Ale nigdy nie obeszło się przy tym bez bijatyki o szczotkę i zgrzebło. Cośmy jej wtedy sierści nadarli! Cośmy naplątali grzywy! Stała jednak szkapa cierpliwie, zmrużywszy zdrowe oko, i tylko od czasu do czasu machała wypełzłym ogonem, jakby się oganiała od bąków. Zaraz po Wielkiejnocy zaczynało się pławienie szkapy.…
Mój drogi, chłód nocy spadnie ci na piersi; wracaj, mój najlepszy, bo mi tęskno samej w tym czarnym, dużym pokoju. — Dobrze — zaraz. — Znikł duch, ale obiecał, że powróci, a wtedy żegnaj mi, ogródku i domku, i ty, stworzona dla ogródka i domku, ale nie dla mnie. Zmiłuj się — coraz chłodniej nad rankiem. — A dziecię moje — o Boże!
— Ha, kiedy tak, to nie ma co, tylko trzeba iść do królowej Tatry. Ta jedna poradzić może! Podniesie na to prędko Marysia oczęta, dwie modre gwiazdy, w których nadzieja zatliła, i spyta: — A dobraż ona? — Nad wiek widzę roztropność w tobie — odpowie Podziomek na to — iż nie pytasz pierw, czy mocna, ale czy jest dobra. Cóż bowiem jest moc wszelka bez dobroci? Nic i mniej jeszcze!…
Eos z łoża ślicznego Titona gdy wstała, Na bogów i na ludzi zdrój światła wylała, A na wiecu zasiedli niebianie zebrani, Śród nich Zeus, pan wszystkiego, wszyscy mu poddani. Atenie na myśl przyszły Odysa cierpienia, Ninie jeńca Kalypsy, i do zgromadzenia Rzekła: „Ojcze Kronidzie, wy bogowie inni!…
Dziewczyna powiewała podniesioną w ręku Szarą kitką, podobną do piór strusich pęku; Nią zdała się oganiać główki niemowlęce Od złotego motylów deszczu. W drugiej ręce Coś u niej rogatego, złocistego świeci, Zdaje się, że naczynie do karmienia dzieci: Bo je zbliżała dzieciom do ust po kolei; Miało zaś kształt złotego rogu Amaltei.…
Basia ruszyła wraz z semenami, piszcząc cienkim głosem dla dodania sobie fantazji, bo w pierwszej chwili pociemniało jej nieco w oczach zarówno od pędu, jak z wielkiego wzruszenia. Dopadłszy też już nieprzyjaciela, widziała przed sobą z początku tylko ciemną masę, ruchliwą, rozkołysaną. Porwała ją nieprzezwyciężona chęć, by zupełnie zamknąć oczy.…
Emir jest bardzo silny. Wali Karola Wielkiego w hełm z ciemnej stali, łamie mu go na głowie i rozcina, brzeszczot sięga aż do włosów, nadcina ciało na dłoń i więcej, kość jest obnażona. Karol chwieje się, omal nie upadł. Ale Bóg nie chce, aby go zabito ani zwyciężono! Święty Gabriel wrócił doń i pyta: „Wielki Królu, co czynisz?".
— Dziaduś powiadał, że substancja nic nie stanowi, jeno krew i poczciwość, a to poczciwi ludzie, inaczej by ich dziaduś opiekunami moimi nie czynił. Pan Andrzej zdumiał się i otworzył szeroko oczy. — Ich? Opiekunami waćpanny dziaduś uczynił? Wszystką szlachtę laudańską?... — Tak jest. Waćpan się nie marszcz, bo nieboszczyka wola święta. Dziwno mi to, że wysłańcy tego waćpanu nie powiedzieli? — Byłbym ich...…
Pokazujemy 48 z 81 oznaczonych fragmentów. Pozostałe znajdziesz w czytniku — to kolorowe paski na marginesie tekstu.
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.