motyw literacki
Upiór
26fragmentów
13lektur
Gdzie ten motyw mieszka
Liczba oznaczonych fragmentów w każdej lekturze. Kliknij, żeby przejść do pierwszego z nich w tekście.
- Wesele 4 fragmenty
- Dziady, część II 3 fragmenty
- Dziady, część III 3 fragmenty
- Klechdy polskie 3 fragmenty
- Ogniem i mieczem 3 fragmenty
- Ballady i romanse 2 fragmenty
- Krzyżacy 2 fragmenty
- Boska Komedia 1 fragment
- Chłopi, Część druga - Zima 1 fragment
- Hymny 1 fragment
- Napój cienisty 1 fragment
- Pan Wołodyjowski 1 fragment
Występuje razem z
Motywy, które redakcja oznaczyła na tych samych fragmentach.
Fragmenty
Cytaty pokazujemy w skrócie — kliknij dowolny, żeby otworzyć go w książce i przeczytać w całości.
…Boża nade mną kara, Ściga mnie nocna mara: Zaledwie przymknę oczy, Traf, traf, klamka odskoczy; Budzę się: widzę, słyszę, Jak idzie i jak dysze, Jak dysze i jak tupa, Ach, widzę, słyszę trupa! Skrzyp, skrzyp, i już nad łożem Skrwawionym sięga nożem, I iskry z gęby sypie, I ciągnie mnie i szczypie.
Od strawy dzikiej oderwał paszczękę Ów potępieniec i krew z ust ocierał Włosami czaszki, której mózg pożerał. I mówi: «Srogą chcesz odnawiać mękę, Serce mi pęka, nim usta otwieram. Lecz gdy ze słów mych jak z nasion dojrzeje Hańba dla zdrajcy, którego pożeram, Słuchaj, wypowiem, wypłaczę me dzieje. Nie wiem, kto jesteś, przez jaki cud nowy Zaszedłeś do nas, lecz po dźwięku mowy Poznaję w tobie Włocha, florentyna.…
Jedna co rzekła, po tej druga, to i trzeciej się przypomniało, i czwartej, a każda co nowego niesła, że snuły się one gadki jako te nici z kądzieli, jako ta miesięczna poświata, grająca farbami na poślepłych, pomarłych wodach, przytajonych w borach — to o topielicy przychodzącej nocami karmić głodne dzieciątko, o upiorach, którym musiano w trumnach serca przebijać osikowymi kołkami, by z ludzi krwie nie wypijały, o……
Wszelki duch! jakaż potwora! Widzicie w oknie upiora? Jak kość na polu wybladły; Patrzcie! patrzcie, jakie lice! W gębie dym i błyskawice, Oczy na głowę wysiadły, Świecą jak węgle w popiele. Włos rozczochrany na czele. A jak suchy snop cierniowy Płonąc miotłę ognia ciska, Tak od potępieńca głowy Z trzaskiem sypią się iskrzyska.
Pieśń ma była już w grobie, już chłodna, — Krew poczuła — spod ziemi wygląda — I jak upiór powstaje krwi głodna: I krwi żąda, krwi żąda, krwi żąda. Tak! zemsta, zemsta, zemsta na wroga, Z Bogiem i choćby mimo Boga! Chór powtarza I Pieśń mówi: ja pójdę wieczorem, Naprzód braci rodaków gryźć muszę, Komu tylko zapuszczę kły w duszę, Ten jak ja musi zostać upiorem. Tak! zemsta, zemsta, etc. etc.…
A ci się wloką, blasków słonecznych odziani powłoką. A dzwon się rozlega w blasków słonecznych pozłocistym pyle, opadającym na zielska przydroży, na melancholią okryte przecznice, na grób samotny zapomnianego człowieka... Kopcie samotny grób! Niechaj w nim kości położy ten, który z matki żywota wyniósł nieszczęsny los!…
W tej chwili właśnie upiór się poruszył. Jego powłoka przejrzysta, ruchem z lekka wstrząśnięta, wydała ze siebie zapach mogilny, który pośpiesznie napełnił wnętrze lepianki i dosięgnął, jakby umyślnie skierowaną falą, nozdrzy Tajemnika. Musiał teraz wdychać to zarażone powietrze, które za każdym westchnieniem coraz bardziej obezwładniało go i przepajało swym jadem.…
A on obejrzał się — i ujrzał śmierć. Sama kształtu kościotrupa, siedząc na kościotrupie końskim, sunęła tuż obok, biała i klekocąca kościami.
Kiedy las od ukąszeń zmór drzewnych pożółciał, Śnigrobek, błękitnawo zapatrzony w paproć — Wędrownie się zazłocił — z dali w dal — po dwakroć, Aż się wsnuł do krainy półduchów i półciał.
Na wysokich, suchych stepach bujały stada koni dzikich o kudłatych głowach i krwawych oczach. Rzeki roiły się rybą i ptactwem wodnym. Dziwna to była ziemia, na wpół uśpiona, ale nosząca ślady dawniejszego życia ludzkiego. Wszędzie pełno popieliszcz po jakichś przedwiecznych grodach; same Łubnie i Chorol były z takich popieliszcz podniesione; wszędzie pełno mogił nowszych i starszych, porosłych już borem.…
Tymczasem zbliżała się noc, a z nią chłód, pomroka, niepewność drogi i niepokój. Przedmioty poczęły się zacierać, mącić, tracić określone kształty, a zarazem jakby się ożywiać tajemniczo i czaić. Nierówności na zrębach wysokich skał wyglądały jakby głowy poprzybierane w czapki spiczaste i okrągłe, które wychylają się zza jakichś olbrzymich murów i spoglądają cicho a złożyczliwie, kto tam przejeżdża dołem.…
Pomknął jak strzała, a za nim cały oddział. I w tych lasach, i na pustych polach lecieli jak ów orszak piekielny rycerzy krzyżackich, o których lud powiada na Żmudzi, że czasami wśród jasnych nocy miesięcznych zjawiają się i pędzą przez powietrze, zwiastując wojnę i klęski nadzwyczajne.
Marysia, Widmo Miałem ci być poślubiony, moja ślubna ty. Bywałeś mój narzeczony, przyrzekałeś mi. Byłaś dla mnie słońce złote, w moim domku zimno mnie. Mróz jakisi od wos wionie, zimnem ubiór dmie. Ogniem, żarem lico płonie, zaś krew w tobie wre. Miałam ci być poślubiona i mój ślubny ty. Maryś, Maryś, narzeczona, długie moje sny. Ka ty mieszkasz, kaś ty jest?…
Ledwiem dokończył, aż straszna martwica Wypływa z blizkich wód toni;
zza okna Dzieci! nie znacie mnie, dzieci? Przypatrzcie się tylko z bliska, Przypomnijcie tylko sobie! Ja nieboszczyk pan wasz, dzieci! Wszak to moja była wioska. Dziś ledwo rok mija trzeci, Jak mnie złożyliście w grobie. Ach, zbyt ciężka ręka boska! Jestem w złego ducha mocy, Okropne cierpię męczarnie.…
Trup to świeży! W nie zgniłej jeszcze odzieży. Dymem siarki trąci wkoło, Czarne ma jak węgiel czoło. Zamiast oczu — w jamach czaszki Żarzą się dwie złote blaszki, A w środku każdego kółka Siedzi diablik, jak w źrenicy, I wywraca wciąż koziołka, Miga lotem błyskawicy. Trup tu bieży, zębem zgrzyta, Z ręki przelewa do ręki, Jak gdyby z sita do sita, Wrzące srebro — słyszysz jęki? Gdzie kościół?…
Kruk, przelatujący nad lasem, zakrakał nagle na śmierć temu właśnie dębowi, pod którym siedzieli. Dąb zrozumiał, że godzina niezwykłej śmierci nastała i że mu dano niemal umrzeć po ludzku, a nie po roślinnemu. Toteż zachwiał się dumnie w swych posadach, wykorzenił się z murawy i zanim kulawiec jednorękiemu, a jednoręki kulawcowi zdążył cokolwiek powiedzieć, przedzierzgnął się w upiora i stanął pomiędzy nimi w……
Przez jedno mgnienie oka wydało mu się, że słyszy jakiś chrapliwy, stłumiony ryk i że ów ohydny upiór rzucił się na niego, zakołysał nim i począł zębami szarpać mu piersi, aby ukąsić go w serce.
Wojska ruszyły tegoż samego dnia, a na czele pan Wołodyjowski ze swymi dragonami, którzy choć wszyscy bez wyjątku Rusini, przecie w kluby dyscypliny ujęci i w żołnierza regularnego zmienieni, wiernością prawie wszystkie inne chorągwie przewyższali. Kraj był jeszcze spokojny. Gdzieniegdzie potworzyły się już kupy hultajów, rabując zarówno dwory, jak i chłopów. Tych znacznie po drodze wygnieciono i na pale powbijano.…
Ktoś jest? Moc. — — Przyłbicę wznieś! Rękę daj. Duszę weź. Patrz!! Śmierć — — — Noc!
Jeszcze mara! Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Co to będzie, co to będzie? do jednej z wieśniaczek Pasterko, ot tam w żałobie... Wstań, bo czy mi się wydaje, Czy ty usiadłaś na grobie? Dziatki! patrzajcie, dla Boga! Wszak to zapada podłoga I blade widmo powstaje; Zwraca stopy ku pasterce I stanęło tuż przy boku. Zwraca lice ku pasterce, Białe lice i obsłony, Jako śnieg po nowym roku.…
Ha, jak blisko! Drugi wylazł, ku nam bieży, Jakie obrzydłe trupisko! Blade, tłuste, trup to świeży, I strój świeży ma na ciele, Ubrany jak na wesele; I gad niedawno go toczy, Ledwie mu wpół wygryzł oczy. Od kaplicy w stronę skoczył, Czart go uwiódł, czart zamroczył, Nie puści go do kaplicy.…
— Stoję przed wami jako bywalec leśny i z tamtego świata wychodźca, bosymi stopami na ziemi rozkosznie utwierdzony! — zawołał głosem donośnym, postukując stopą o ziemię. — Nie wiem, jak długo jeszcze zdołam w pobok was przebywać. Skoro tylko przypadkiem zbytnio się od ziemi odbiję lub odskoczę, czeka mnie pod przymusem niepohamowanych przeznaczeń natychmiastowy i bezpowrotny odlot w niebiosy.…
…Całe wzgórze poczęło się ożywiać, wołać różnymi głosami. Zza kamieni zdawały się wyglądać wysokie, ciemne postacie; cienie dziwacznych kształtów prześlizgiwały się cicho między głazami; w dali, w pomroce błyskały jakieś światełka podobne do oczu wilczych; na koniec z drugiego końca wzgórza, spomiędzy najgęstszych kup i zawalisk, ozwało się niskie, gardłowe wycie, któremu zawtórowały zaraz inne. — Siromachy?…
Ha, przepadli kędyś diabli, ktoś się doli ulitował; rana jeno straszna boli — — puste żale, mnie nie szkoda, bo ja pan, piekielny pan, drwię z serdecznych ran. Setkę lat przez puszczę gnam, przez bór gonię, gęsty las, przez ugory, łąki, błoń — upałami bije skroń, młotami serce wali, ogień wnętrzności pali — — — Każ muzyce dla mnie grać, mnie na Piekło stać.…
Kto! ty we krwi! precz, piekielny! Ja weselny, ja weselny, dajcie, bracie, kubeł wody: ręce myć, gębe myć, chce mi się tu na Weselu żyć, hulać, pić. Precz, przeklęty, precz, przeklęty. Dajcie, bracie, kubeł wody: gębe myć, ręce myć... Krew na sukniach, krew na włosach... Nie pyskuj, nie powtarzaj. — Już, już wiedzą o tym w niebiosach. nuci „A stało się to w Zapusty". Precz, przeklęty, precz, przeklęty.…
Brak fragmentów z tej lektury na tej stronie.
Teksty lektur są w domenie publicznej. Wskazanie, który fragment ilustruje ten motyw, to praca redakcji WolneLektury.pl, udostępniona na Licencja Wolnej Sztuki 1.3. Zestawienie i skróty fragmentów pochodzą od nas.